10.09.2008 :: 23:02
168.
Następnego dnia w „hotelowej” kuchni.
- Trzeba im przyznać, że się uwinęli – stwierdziła Vedzia wyglądając przez okno.
- Chłopaki dały radę, mnie tylko zastanawia co z gruzem zrobili – dodała Tinwe bawiąc się łyżeczką.
- Ważne, że go nie ma – podsumowała Shuu wsuwając lody czekoladowe.
- Gdyby nie ten... no jak mu tam... no ten niedopieszczony – próbowała sobie przypomnieć Ula.
- Shion – odpowiedziały równocześnie trzy pozostałe.
- O właśnie, gdyby nie on, to tu by nic nie było zrobione – skończyła myśl Ulka i również zanurkowała łyżeczką w wielkim kuble lodów.
- Przyzwyczajenia z poprzedniego życia? - zastanowiła się Vedzia i powróciła na miejsce przy stole.
- Wygodnictwo – machnęła łyżeczką Shuu. - Sam nic nie robi, tylko na innych pokrzykuje i sprawia wrażenie zajętego.
- Ale jakiś tam autorytet musi mieć, skoro go słuchają, nie? - zastanawiała się Elfka.
- O! Widzisz! - podchwyciła Iluzoryczna. - To mnie zawsze zastanawiało. Nie jest już tutaj szefem, ale wszystkich rozstawia po kątach, a oni specjalnie się nie plują.
- Może nie był takim złym mistrzem – pokiwała głową Ulka, która już zdążyła się zapoznać z większą częścią informacji na temat tej „chorej sekty” jak ją nazwała. - Może w głębi duszy za nim tęsknili?
- Nieeee – pokręciły głowami równocześnie pozostałe trzy.
- To też wygodnictwo – podparła dłońmi głowę Vedzia.
- Im się nie chce brać odpowiedzialności za decyzje, więc pozostawiają je Shionowi – dopowiedziała Tinwe.
- Jakby co, jest na kogo zwalić – zakończyła Shuu.
- O, ktoś idzie – mruknęła Elfka.
- Skąd wiesz? - zdziwiła się Ulka.
Tinwe wskazała na swoje, nieco większe niż standardowe ludzkie, uszy.
Shuu momentalnie zerwała się z miejsca i zawisła na parapecie okna.
- Jakby ktoś pytał, to mnie tu nie ma i nie było – rzuciła dziewczętom i wyskoczyła.
Ulka chciała to skomentować, ale gdy tylko otworzyła usta, na stół zwalił się wielki, wężopodobny stwór i zanurkował w prawie opróżniony kubeł z lodami.
Tinwe wywróciła się z krzesłem i niemal tarzała po ziemi ze śmiechu, natomiast jedyną reakcją Vedzi było upuszczenie łyżeczki na podłogę.
Ula, nieco wkurzona zaistaniałą sytuacją, momentalnie wciągnęła Daniela z powrotem i mruknęła coś o surowej karze. Wtedy wpadł do kuchni Mu.
- Jest Shuu? - zapytał lekko spanikowany.
- Nie ma i nie było – mruknęła Tinwe zgodnie z zaleceniami Iluzorycznej, podnosząc się z podłogi.
- A co jej zrobiłeś, że przed tobą ucieka – zainteresowała się Vedzia.
Mu posłał całej trójce dość niemiłe spojrzenie i pobiegł dalej.
- Coś mnie ominęło? - zaczęła się zastanawiać Ula. - Oni nie są razem?
Różowa i Elfka wzruszyły ramionami.
Shuu natomiast wyskoczywszy z okna wcale nie spadła na ziemię. Wręcz przeciwnie, uniosła się nieco nie udolnie i wylądowała na dachu, tuż nad kuchnią.
- A ty tu czego? - powitał ją lewitujący metr nad dachem Shion.
Iluzoryczna zrobiła niepewną minkę.
- Słyszałeś...?
- Ja nie podsłuchuję – warknął nawet na nią nie patrząc. - Ale was trudno nie słyszeć. Wygodnictwo – prychnął.
Na chwilę oboje umilkli i dotarła do nich krótka wymiana zdań między Mu i pozostałymi trzema dziewczynami.
Shion odwrócił głowę w jej stronę i zmierzył ją uważnie.
- Gadaj.
- O czym? - zdziwiła się.
- Coś jest nie tak. Uciekasz przed Mu, a chwilę temu sama pchałaś mu się w ramiona. O co biega?
- O nic – odwarknęła, odbiła się od dachu i poleciała gdzieś przed siebie, choć szło jej to dość krzywo.
Nie odleciała daleko, gdy nagle przed nią pojawił się Shion, od którego odbiła się i zaliczyła glebę. Na szczęście nie leciała zbyt wysoko nad ziemią, więc tylko lekko się potłukła.
Stary Baran wylądował lekko obok niej.
- Nie uciekniesz – stwierdził z wrednym uśmieszkiem. - Zresztą porządnie latać nie umiesz.
- Wiem – mruknęła nie wyraźnie. - Uczę się dopiero, to czego byś chciał?!
- Nawet nie wiedziałem, że umiesz – stwierdził stawiając Shuu na nogi.
- Do wczoraj sama nie wiedziałam – przyznała Iluzoryczna.
Shion przyjrzał jej się uważnie. Coś zdecydowanie było nie tak.
- No dalej, co się stało?
- A z jakiej racji mam ci mówić?! Przycież nie na rękę było ci, że rzucałam się w ramiona Mu – przypomniała staremu Baranowi.
- Taaa... ale nie podoba mi się, że sobie pogrywasz.
- Ja pogrywam?!
- Tak to z mojej perspektywy wygląda.
- Ale... ale ja nie mogę przebywać blisko niego. Boję się, że coś mu się stanie...
- No szybkaś. Jemu ciągle coś grozi. Taka praca.
- Nie o pracę chodzi, ale o mnie.
- Zmieniłaś się w bombe zegarową czy co?
Shuu posłała mu żałosne spojrzenie.
- Nie żartuj – Shion próbował to jakoś racjonalnie przetrawić. - A to niby dlaczego?
Iluzoryczna westchnęła.
- Długa historia. W skrócie: Imperator zapieczętował moją prawdziwą moc, a przez ostatnie przygody, osłona powoli pęka. Stąd też nagle zaczęłam sobie latać...
- Jeśli dobrze rozumiem, jeśli pieczęć zostanie całkowicie zerwana...
- Nie wiem co się stanie, ale może być nie przyjemnie.
- I tak stoisz tutaj spokojnie i mówisz to mi?
- Sam chciałeś wiedzieć – wywaliła język Shuu.
- No tak, ale, ale... ty mi to tak spokojnie?! A w każdej chwili możesz...
- Zrobić bum? - wpadła mu w słowo Iluzoryczna.
- Stanowisz zagrożenie dla zdrowia i życia.
- Dlatego omijam Mu.
- Fajnie, ale dla mnie też stanowisz zgarożenie!!!
Shuu wzruszyła ramionami.
- Trudno.
Na chwilę zapadło milczenie.
- Myślałam nad tym, żeby gdzieś na dłużej zniknąć...
- W tej sytuacji nie byłby to taki zły pomysł.
Shuu spojrzała na niego smutno, zupełnie nie wiedziała co ma ze sobą zrobić, a stary Baran chociaż naprawdę chciał pomóc, nie potrafił.
Ich zamyślenie przerwał harmider dobiegający z hotelu, który z daleka wydawał się ciemnieć z każdą chwilą.
- To jest cień! - stwierdziła po chwili Shuu. - Cień Silene!
- To nie wróży dobrze – warknął Shion. - Chodząca bomba zegarowa a do tego jakiś wampirzy koń trojański!
- Wiesz, że jest wampirem? – zdziwiła się Iluzoryczna.
- Lepiej zapytaj czego nie wiem – napuszył się Baran. - Zostań lepiej tutaj. Ja sprawdzę co tam się dzieje – i teleportował się do hotelu.
- Rozsądnie by było tu zostać – mruknęła do siebie Shuu. - Ale ja nie jestem rozsądna – dodała z krzywym uśmiechem, uniosła się nieco nad ziemią i pomknęła w stronę, skąd dochodziły niepokojące hałasy.
Komentuj (25) 27.08.2008 :: 18:55
167.
W miejscu, w którym zaszył się Imperator.
Po odejściu Wyroczni, Feniu spędził trochę czasu na przeklinaniu jej w każdym ze znanych sobie języków, co było najlepszym dowodem na to, że powoli dochodzi już do siebie.
Wreszcie, gdy dojrzała w nim myśl, iż czas najwyższy wyjść do świata i ponownie zaatakować swoje własne Imperium, a konkretniej Kardynałów, usłyszał niepokojące szczekanie psów. Co więcej, odgłosy zdawały się wyraźnie zbliżać w kierunku jego kryjówki.
Nieco zaniepokojony, ale już prawie w pełni sił, postanowił nie dać się zaskoczyć i wyszedł z ciemnej pieczary. (mhhhrok, krew... wilgoć? - reumatyzm! XD)
Na zawnątrz było szaro, po świeżości powietrza poznał, że to wstaje świt.
„Ciekawe ile dni minęło?” - zdążył pomyśleć zanim, nie wiadomo skąd, pojawił się wielki, trzygłowy pies i rzucił się w jego kierunku wyraźnie uradowany.
- Cerber?! - zdziwił się Feniu, a olbrzymi zwierz już go dopadł i łasił się jak mały szczeniak, niemal zgniatając byłego Imperatora.
- Tęsknił – usłyszał znajomy głos.
Rozejrzał się i zobaczył zbliżającego się ku niemu Hadesa.
Bóg podziemi przystanął w pewnej odległości i wpatrywał się w Fenia dłuższą chwilę.
- Dawno się nie widzieliśmy – stwierdził wreszcie.
- Trochę zajęty byłem – odpowiedział były Imperator jakoś nie wyraźnie i skupił się na głaskaniu Cerbera.
- Zauważyłem – Hades zbliżył się i zaczął głaskać jedną z dwóch pozostałych, niedopieszczonych głów swojego „pieska”.
Feniu obserwował go kątem oka. Jak też bóg podziemi go tu znalazł?
- Pewnie zastanawiasz się jak cię znalazłem – Hades nieoczekiwanie zwrócił głowę w jego stronę.
Były Imperator aż się wzdrygnął, skąd wiedział, że właśnie o tym pomyślał przed chwilą?
- On cię odnalazł – poklepał Cerbera po wielkiej mordzie. - Trochę to zajęło, ale odnalazł cię.
- Odnalazł... - powtórzył Feniu. - Mówisz tak jakbym się zgubił.
Hades zmrużył oczy.
- Ukrywałeś się. Twoi Kardynałowie nieźle cię urządzili. Wiem o tym. Właściwie wszyscy wiedzą.
- Zdrajcy – warknął Feniu i aż ogień od niego buchnął.
Cerber cofnął się i schował za Hades cicho skompląc.
- Opanuj się – głos boga podziemi sprawił, że Feniu ugasił nieco swoją żądzę zemsty. - Psa mi w traumy wpędzisz.
- Wybacz – mruknął były Imperator. - To tak samoistnie wyszło.
- A może... - zaczął Hades postępując krok w stronę Fenia. - A może lepiej by było zostawić to? - z każdym słowem jego głos stawał się cichszy.
- Dlaczego? - Feniu dla odmiany cofnął się o krok.
- Bo widzisz... - Hades spojrzał gdzieś w bok, jakby tam szukał podpowiedzi. - Może wydaje ci się, że to głupia propozycja, ale może lepiej zostawić to całe Imperium im? Nie twierdzę, że dobrze się stało, że Kardynałowie przejeli stery, ale może – spojrzał mu w oczy - dla ciebie będzie lepiej...
- W jakim sensie lepiej? - wpadł mu w słowo były Imperator. - Zdrajcy wykorzystali moją chwilową nieobecność, nasłali na mnie jedną z moich najwierniejszych zaufanych... Tego nie mogę zostawić i udawać, że nic się nie stało! Tak wcale nie byłoby lepiej.
Hades spuścił wzrok i westchnął ciężko, jakby spodziewał się właśnie takiej reakcji.
- Wiedziałem, że tak powiesz... mógłbym się założyć – powiedział cicho marszcząc lekko brwi.
- Dlaczego więc pytasz, skoro znasz odpowiedź?
- Bo nie wybaczyłbym sobie, gdybym nie spróbował – jego głos powoli zlewał się z szelestem liści w powiewach porannego wiatru.
- Nie rozumiem cię.
Bóg podziemi znów spojrzał na Fenia, a w jego zmrużonych oczach czaił się niepokojący cień.
- Przypomnij sobie, jak cię urządzili! - niespodziewanie Hades podniósł głos. - Chcesz, żeby poprawili co im nie wyszło? Chcesz, żeby cię wykończyli? Naprawdę wydaje ci się, że nie dadzą rady?
- Nie rozumiem co ciebie tak bardzo moje Imperium interesuje!
- W ogóle mnie nie interesuje!
- To dlaczego...?
- Nie chcę... nie chcę, żeby coś ci się stało. Tak trudno to zrozumieć?! - mówiąc to Hades odwrócił się. - Ale rób jak uważasz. Jeśli zginiesz, możemy się jednak więcej nie spotkać. Nie sądzę, żebyś podpadał pod moją jurysdykcję.
I oddalił się dość szybko ani razu nie odwracająć się. Cerber stał przez chwilę nie wiedząc co ze sobą zrobić, ale w końcu pobiegł za prawowitym panem.
Feniu został sam pośrodku burzy uczuć i powodzi myśli. Nigdy chyba jeszcze nie czuł się tak bezradny, ale w obliczu tak potężnych żywiołów nie ma silnych.
Świątynia Ateny.
Niezwłocznie po sprzątnięciu całego bajzlu po bitwie odbył się pogrzeb Dohko, Aldebarana, Aiolosa i Shuna.
Okazało się, że oprócz trzech Goldów i Andromedy zginął również Sauri – wojownik Gai. Z pewnymi oporami, ale po wstawiennictwie Vedzi w końcu i jego pochowali.
„W takich chwilach jak ta naprawdę chciałabym mieć ten cholerny konkordat” – pomyślała smutno Shuu i po raz kolejny przeklinała utratę medalionu.
- Czy ktoś widział Sagę? - zapytał po uroczystości Shion.
- Faktycznie, nie było go – zauważył Milo.
- Brak dwóch Bliźniaków jest już co najmniej podejrzany – wyraził zdanie wszystkich Shaka.
- Mam nadzieję, że chociaż im nic się nie stało – ośmieliła się wtrącić Shuu.
- Dobra. Na dzisiaj to tyle – zarządził Shion. - Jutro o ile sami się nie odnajdą, będzie trzeba tych ćwierćmózgów poszukać.
Większość poparła ten (jakże wyszukany) plan. Szczerze powiedziawszy mieli dość. Tak więc zaraz po pogrzebie Ikki (przypominam XD że jest obecnie Lwistym Goldem) gdzieś wsiąkł, a reszta powoli rozchodziła się do siebie. To znaczy znaczna część pozostawała w hotelu, do swoich zodiakalnych domów wracali jedynie Afro, Shura i Shaka.
Ledwo Shaka zdążył przekroczyć progi swojej świątyni, zmateralizowała się przed nim Segno.
- Jesteś dziwnie nieobecny – stwierdziła uśmiechając się do lekko zszokowanego Panny.
Chwilę potrwało zanim do Shaki dotarło z kim ma do czynienia.
- Wybacz – mruknął i zasiadł przed komputerem.
Segno zawisła tuż obok niego i wpatrywała się w jego dość zmęczoną twarz.
- Jesteś przybity.
- Mało powiedziane. Jestem rozbity – stwierdził.
- Dlaczego? - Segno drążyła temat.
- Przecież dobrze wiesz co tu się dzieje.
Na pół przeźroczysta postać skinęła wolno głową.
- Obserwujesz wszystko mam rację? - spojrzał uważnie. - Ale nie działasz.
Kolejne skinięcie głowy potwierdziło jego podejrzenia.
- Dlaczego?
- Dlaczego nic nie robię, tylko obserwuję? Bo nie muszę.
- Co przez to rozumiesz?
- Nie musze, więc nie działam. Proste.
- I nie nudzi cię się?
Segno zwiesiła głowę i westchnęła.
- Czasami, nawet nie wiesz jak bardzo.
Shaka przyglądał się jej dłuższą chwilę.
- Nigdy nie zapytałem. Jak to się stało, że jesteś tym czym jesteś (czymkolwiek jesteś XD)? Wyczuwam, że kiedyś byłaś człowiekiem.
- Pewnie, że byłam i szczerze mówiąc nie był to najgorszy stan. Wiesz jak to jest być w złym miejscu, w złym czasie? Nawinęłam się na drogę Shamy i jak widzisz źle skończyłam.
- Shama, Shama – Panna szukał w pamięci. - To ten facet co wyłazi z pod ziemi?
- Dokładnie. To on mi nadał taką postać. Chociaż to wszystko trochę skomplikowane.
Shaka patrzył na nią wyczekująco.
Segno wzięła głeboki wdech i zaczęła mówić.
- Dawno temu przez Shamę wplątałam się w macki Imperium. On twierdził, że jestem wyjątkowa, a w tej organizacji, pod jego opieką będę mieć okazję do rozwinięcia skrzydeł. I w pewnym sensie miał rację.
Zamilkła na chwilę i zastanwiała się czy aby napewno chce o tym mówić.
- Nie musisz mi wszystkiego opowiadać – powiedział Shaka wyczuwając jej wahanie.
- Właściwie nikomu o tym nie mówiłam – próbowała się uśmiechnąć. - W każdym razie Shama od samego początku miał do mnie dziwny stosunek. Najpierw myślałam, że taki po prostu jest, ale z czasem zrozumiałam. On nigdy niczego nie robił dla kogoś, zawsze miał jakiś odległy, niezrozumiały cel. Czegoś ode mnie chciał. Czego? Do dzisiaj nie wiem.
- Nie mogłaś odejść?
- W tym czasie nawet nie chciałam odejść. W Imperium poznałam kogoś.
Shaka kiwnął głową jakby wszystko rozumiał. (pozer _^_)
- I wszystko przez jakiś było w porządku. Wciąż jednak miałam wrażenie, że wisi na włosku, że niewiele trzeba, żeby wszystko się rozpadło.
- Coś się stało tej osobie, dla której byłaś w Imperium? - zgadywał Panna.
Segno kiwnęła głową.
- Mówiąc krótko zginęła. Tak mi się wydawało początkowo, ale okazało się, że stała się duchem powietrza. I wtedy Shama... nigdy mu tego nie wybaczę. Prosiłam go, żeby zmienił też mnie w ducha. Wiem, że nie myślałam logicznie, wiem, że nie mógł zrobić dokładnie tego, czego chciałam... ale mimo wszystko oszukał mnie. Zamienił mnie w ducha, ale w ducha ziemi. I uśpił... głęboko pod powierzchnią. Nawet nie wiem ile czasu tam spędziłam. A potem przywołał mnie Van i zaprzysiągł razem z Nemi. Nie mam pojęcia, skąd o nas wiedział. Właściwie było mi to obojętne, skoro ona tam była, ale widać, miała swoje własne plany.
- Czekaj, czekaj. Co oznacza zaprzysiężenie ducha? - zainteresował się Shaka.
- Mówiąc najkrócej, przywołanie pojedynczego ducha daje mu moc wyłonienia się z żywiołu, bo bez tego jest po prostu częścią danego żywiołu. Zachowuje część swojej świadomości, ale niewiele może sam zdziałać. Natomist po zaprzysiężeniu ma większą moc i staje się bytem bardziej indywidualnym, bardziej oderwanym od swojego żywiołu.
- Podejrzewam, że Van miał coś z tego.
- Oczywiście. Musiałam mu służyć – skrzywiła się Segno.
- Można się było tego domyślić. Egoiści.
Segno uśmiechnęła się do siebie i kontynuowała:
- Nie wiem jak, ale Shama dowiedział się, że Van mnie zaprzysiągł i go... zabił. Stwierdził, że jestem wolna.
- Tak po prostu?
Segno wzruszyła ramionami.
- Nigdy go nie zrozumiem.
Shaka przez jakiś czas milczał jakby się nad czymś zastanawiał.
- Ale skoro ten który cię zaprzysiągł nie żyje...
- Zastanawiasz się, dlaczego nie wróciłam do swojego poprzedniego istnienia? Też się dziwię... Van nigdy nie zwolnił mnie z przysięgi, więc może dlatego. Mimo że on nie żyje, przysięga działa, tylko nie ma kto wydawać rozkazów. Swoją drogą sprytne – uśmiechnęła się złośliwie.
- Bycie duchem ma jednak jakieś dobre strony – zauważył Panna.
- Pewnie, że ma. Na przykład obserwowanie sobie wszystkiego z boku.
- Ja na twoim miejscu chyba jednak starałbym się coś zdziałać.
- Tak ci się tylko wydaje. Może kilka razy, gdy faktycznie aż cię krew zalewa, coś byś zrobił, ale potem machnął byś na to wszystko ręką i oglądał jak średniej klasy film.
- Raczej nie.
- A założysz się? – Segno nagle wpadła na dość ciekawy pomysł.
- Co masz na myśli – Shaka od razu wyłapał dziwne tony pobrzmiewające w jej głosie.
- Zostań duchem! Zobaczysz jak to jest naprawdę.
- Zwariowałaś?
- Hmm... nie wiem, ale zamienienie kogoś w ducha wcale nie jest takie trudne jak się wydaje. Tylko trzeba wiedzieć, jak się do tego zabrać.
- I ty mogłabyś to zrobić?
- Spróbować zawsze mogę.
Shaka wahał się przez chwilę, ale potem przypomniał sobie czego ostatnio doświadczył w świątyni i naszło go gwałtowne pragnienie zmian.
- Dobra.
- Ale ostrzegam, powrotu do tej postaci nie będzie.
- Podejrzewam – uśmiechnął się Shaka.
Jeszcze tej nocy Shuu obudziła się, bo wyczuła dziwne wibracje gdzieś w pobliżu. Potem nawiedzana kolejnymi falami złych przeczuć, długo nie mogła zmrużyć oka, ale ostatecznie nic się nie stało, więc nad ranem w końcu zasnęła.
----------------------------------------------
Spóźnione wszystkiego naj dla Segno. XD
Komentuj (19) 17.08.2008 :: 16:15
166.
Shuu wlokła się do pokoju, gdy zderzyła się z pędzącym korytarzem Sagą.
- NIE MA! - ryknął i potrząsnął oszołomioną Iluzoryczną. - NIE MA, NIGDZIE NIE MA!
Shuu spojrzała na niego szeroko otwartymi oczkami.
- Czego nie ma?
- Kogo! Brata nie ma!!!!
- Czyjego czego? - do Shuu niewiele docierało.
- Słyszysz co do ciebie mówię?! BRATA NIE MA NIGDZIE! - ryknął Saga.
Mu dobiegł do szalonego Bliźniaka i uratował wciąż potrząsaną Shuu przed wytrząśnięciem resztek mózgu. (XD)
- Gdzie z łapami?
- Ale ona widziała tego debila po raz ostatni – rzucał się Saga. - Gdzie on znowu przepadł?
Mu zmierzył Bliźniaka wzrokiem.
- A ty co tak nagle zacząłeś się nim przejmować?
- Bo on znowu zacznie się za mnie podawać!!! - ryknął. - I mi nabruździ.
- Hm... i to by wiele wyjaśniało – mruknął do siebie Baran.
Tymczasem na dźwięk darcia mordy Sagi zleciała się część towarzystwa.
- Co jest? - zapytał krótko Milo, dziarsko idąc za rączkę z Vedzią.
- Szuka brata – równie krótko odpowiedział Mu.
- A fakt, dawno go jakoś nie widziałem – uprzytomnił sobie DM, rozglądając się czy nie ma tu nigdzie Tinwe.
- Zdaje się, że nie łaskaw był nawet pomóc, gdy nas napadnięto! - oburzył się Afro, aż mu się grzywka skręciła.
- On został z drugiej strony, gdy Raini wzięli – stwierdziła dość pokrętnie Shuu, dochodząc do siebie.
- Kto zabrał Raini? - zwątpił Saga.
- Odyn i Walkirie – odpowiedzili równocześnie Mu i Shuu.
Ekipie szczęki poopadały.
- Bogowie są jak szarańcza – mruknął Shaka.
- Fakt, powinni wprowadzić jakieś ograniczenia – zgodził się DM. - Ile tego cholerstwa może się plenić?!
- Dużo... - westchnął Panna.
- A właściwie... czy Odyn z całą swoją bandą nie był poważnie ograniczony w działaniach przez to całe Imperium? - zastanowił się Saga, zapominając przez chwilę o bracie.
Wzrok wszystkich spoczął na Shuu.
- Czego na mnie patrzycie? Dawno mnie tam nie było! Kiedyś faktycznie miał ograniczenia, ale wiele się pozmieniało, jak mniemam... Ona była w Imperium dłużej! – wskazała na Vedzie.
- Ja nic nie wiem – zamachała łapkami Różowa. - Nie interesowałam się specjalnie politycznym aspektami działaności Imperium. Zresztą Van zawsze zarzucał mnie papierkową robotą i nie miałam za dużo czasu – zwiesiła głowę.
- Kto to Van? – zainteresował się Milo.
- Mój mistrz – poinformowała Różowa.
- Uściślając, zimny trup – dorzuciła Shuu.
Skorpion odetchnął z ulgą.
- Nadal nie wiem, gdzie jest mój brat – przypomniał sobie Saga.
- Nigdzie go nie ma – jak zwykle znikąd pojawił się Shion.
- Zauważyłem. Ale gdzieś musi być.
- Nie na naszym terenie.
- Wyszedł na miasto? - Saga poważnie się przeraził. - Zabije debila, miał się ze świątyni nie ruszać! - i poleciał dalej wydzierając się - ZABIJEEEE!!!
- Dobra, a reszta co? Było hasło sprzątać? - ryknął Shion. - Jakiś trup mi się rozkłada przed wejściem! Chcecie jakąś zaraze sprowadzić? Nie dość tych bab w świątyni?! DO ROBOTY!
- Ale, ale... - próbował zaprotestować Milo, ale jedno wściekłe spojrzenie starego Barana sprawiło, że Skorpion darował sobie. - Tylko nigdzie nie uciekaj – mruknął do Vedzi zanim oddalił się razem z Shaką w celu sprzątania.
- Ciebie też się to tyczyło – warknął do Mu.
- Ale Shuu się jakoś źle czuje – próbował się bronić.
- Jesteś w ciąży?! - zwrócił się Shion do Shuu.
- Chyba nie Oo' – zdurniała Shuu.
- No to dobrze, a ty do roboty – wziął Mu za szmaty i przeteleportował się na zewnątrz.
DM próbował przekraść się gdzieś, ale po chwili Shion wrócił i również jego zabrał ze sobą.
Vedzia i Shuu spojrzały na siebie i ciężko westchnęły.
- Faceci...
W tym samym czasie Wodnik zdołał odtransportować słabowitą Silene do pokoju, który zajmowała jako Amazonka. (i tak Sil nadal jesteś blondynką XD... chwilowo jeszcze tak ;])
- A teraz grzecznie pójdziesz do łóżeczka – zarządził Camus.
Silene posłała mu wiele mówiące spojrzenie, ale on zachował kamienną twarz. (lodową? XD)
Ledwo wpakował wampirzycę do łóżka, w pokoju pojawił się Shion.
- HA! Wiedziałem, że cię tu znajdę! - złapał Wodnika za włosy i obaj znikli.
Pomyślał by kto, że polowanie na niegdysiejszych podwładnych sprawia staremu Baranowi radość... taaa... pomyślałby kto ;>
Silene ułożyła się wygodnie, ale czuła, że coś jest nie tak...
Już prawie zasypiała, gdy zarejestrowała, że coś wdarło się do jej pokoju i momentalnie się rozbudziła.
- Czego tu? - zapytała „uprzejmie” i poważnie zdziwiła się, gdy zobaczyła, że tym kimś, kto zakłócił jej spokój był złapany jakiś czas temu Anioł.
I wtedy wszystko zatonęło w mroku, co dziwniejsze nawet ona, wampirzyca, nie widziała absolutnie nic. Poczuła natomiast dość gwałtowne ruchy powietrza i usłyszała krótki, szybko zduszony krzyk.
A potem już nic.
Miała wrażenie, że unosi się gdzieś poza swoim zimnym ciałem. Czasami coś się o nią ocierało, jakby skrzydła, ale nie była pewna. Wciąż otaczał ją nieprzenikniony mrok. Nie potrafiła tego wszystkiego zrozumieć, ale też niespecjalnie jej na tym zależało, powoli przestawało jej zależeć na czymkolwiek. Umysł wypełniał się pustką, miekką jak wata...
Cisza, bezwzględna choć łagodna.
Kiedy ocknęła się, leżała w swoim łóżku, a w miejscu, w którym ostatni raz widziała Anioła, dostrzegła czerwoną plamę na podłodze i trochę krwi rozbryzganej na ścianach.
- Ładne... - jedna myśl, która pojawiła się w jej otumanionym umyśle, po czym Silene ułożyła się wygodnie na poduszcze i zasnęła.
Komentuj (36) 09.08.2008 :: 00:19
165.
Po jakimś czasie, kiedy względnie wszystko uprzątnięto.
- Musisz za mną chodzić? - wkurzył się Shion i wydarł mordę na Ulkę.
Pani Daniela zrobiła niewinną minkę.
Staremu Baranowi po raz kolejny zalatała powieka, aż złapał się za oko.
- To już pod odruch bezwarunkowy podchodzi – mruknął do siebie.
Rzucił okiem na twarz Ulki wyrażającą jedynie samą niewinność.
- NO CZEGO?! - nie wytrzymał.
- Bo ty tak się do mnie źle odnosisz – miała niemal łzy w oczach.
Shion cofnął się dwa kroki. A więc to jest to! To jest... bezwzględna broń kobiet.
„Uciekaj!” - podpowiedział mu mózg. - „Uciekaj zanim rzuci na ciebie jakiś cholerny urok!”
Tak więc Shion póki jeszcze mógł, rozpłynął się w powietrzu.
Ula rozejrzała się dookoła, ale ani widu ani słychu.
- Czy wszyscy tutaj mają takie durne zdolności – warknęła do siebie i normalny wyraz twarzy powrócił. XD
- Nie każdy dysponuje wężami – usłyszała głos za sobą.
Odwróciła się i stanęła tuż przed dziwnie jej się przyglądającym, krótkowłosym gościem.
- Daniel nie jest wężem – wyrwało jej się odruchowo. - Ale kim ty jesteś? - zainteresowała się zlustrowawszy go w tym samym czasie.
- Imie Shura, Rycerz Koziorożca, miło mi.
- Hmm... to może mnie oprowadzisz po obiekcie, bo jak widzisz moja znajoma znalazła sobie inne zajęcie.
- W sumie Shion kazała nam sprzątać – Shura rozejrzał się. - Ale skoro wsiąkł... służę ramieniem.
Do Shuu siedzącej samotnie nad ciałem Shuna podszedł Mu.
- Długo masz zamiar tak siedzieć? - zapytał.
- Co?... a tak... zamyśliłam się – mruknęła Shuu nie do końca obecna duchem.
Mu podał jej rękę jak to zwykł robić, żeby podnieść ją z ziemi, czego zresztą sama się często domagała, ale tym razem zupełnie zignorowała jego wyciągniętą dłoń. Wstała, otrzepała się, minęła go i z dość smętną miną powlokła się w stronę hotelu.
Baran długo odprowadzał ją wzrokiem. Coś tu nie grało... zdecydowanie! Ciekawe o czym rozmawiała z tą obcą dziewczyną, która o dziwo też gdzieś znikła?
- Właściwie – mruknął do siebie na głos. - Znikanie przestało być niezwykła umiejętnością.
- Ale napewno nic ci nie jest? - Wodnik nie odstępował Silene na krok i mówiąc szczerze robił się powoli denerwujący.
- A co powiedziałam dwie minuty temu?
- Że nic ci nie jest.
- Informuję cię, że nic się nie zmieniło – warknęła i musiała oprzeć się o Camusa, bo zupełnie niespodziewanie zakręciło jej się w głowie.
- No właśnie widzę.
- Dziwne... coś jest nie tak – mruknęła wampirzyca. - Faktycznie coś musi mi być...
- Może odpoczniesz sobie? – zaproponował Wodnik. - A potem coś zjesz – dodał ściszonym głosem.
- Coś?! Preferuję kogoś – wyszczerzyła ząbki Silene, ale pozwoliła się zaprowadzić do zajmowanego przez nią pokoju, któremu udało się uniknąć zniszczenia.
Vedzia tymczasem próbowała niepostrzeżenie oddalić się w bliżej nieznanym kierunku, ale nagle tuż przed nią wyrósł Milo.
- Dokąd? - zapytał krótko.
- Przed siebie. Byle dalej.
Skorpion zgłupiał.
- Ale dlaczego? Znowu uciekasz przede mną – zrobił minę na Kota ze Shreka.
- To nie tak... - zmieszała się Różowa.
- Jak to nie? Jaki masz powód? - Milo potrząsnął nią. - Jeżeli tobie się tutaj nie podoba, to pójdę z tobą... gdzie chcesz – dodał szeptem.
- Ale to nie chodzi o ciebie. Nie uciekam od ciebie. I to też nie chodzi o to miejsce – krzyknęła Vedzia ze łzami w oczach.
- No to o co chodzi? Powiedz mi – prosił. - Przecież nie czytam w twoich myślach.
- No bo... to chodzi o mnie – Różowa ściszyła głos niemal do szeptu.
- Teraz jeszcze bardziej nie rozumiem – westchnął Milo.
- Bo ja jestem nikim! - rzuciła. - Rozejrzyj się – machnęła ręką wokół. - Tu każdy jest jakiś niezwykły. Złoci Rycerze, Wampir, Mhroczna Elfka, nawet Amazonka!
- A Shuu – wtrącił Skorpion. - Normalna to ona może nie jest, raczej psychiczna, ale poza tym? (XD autopojazd :D)
- Ona pewnie też jest jakaś niezwykła! Każdy tu jest niezwykły! Tylko ja jestem... nikim.
Milo patrzył na nią zdumiony.
- I tylko o to ci chodzi?
- TYLKO?! - wydarła się przez łzy Vedzia.
Skorpion nie dawał za wygraną, przytulił rzucającą się Różową mocno i nie pozwolił jej się wyrwać. Rozluźnił nieco uścisk dopiero, gdy przestała się szarpać i wtuliła głowę w jego ramię.
- No i powiedz, gdzie byś chciała iść? - zapytał cicho.
- Nie wiem... ale daleko stąd.
- Vedziu ja naprawdę nie żartowałem – spojrzał jej głęboko w oczy. - Jeżeli chcesz pójdę z tobą.
- I zostawisz to wszystko? Przecież nie możesz!
- Widziałaś gdzieś ostatnio Atenę? - zapytał uśmiechając się przebiegle.
Vedzia pokręcił głową.
- Właśnie! Zawsze mogę stwierdzić, że wyruszam na jej poszukiwania, a tego nikt mi przecież nie zabroni... no a potem... zaginiony w akcji.
- Żartujesz?
- Nic a nic. (zenzen XD)
Vedzia parskneła śmiechem.
- Oszalałeś.
- Owszem – powiedział poważniejąc.
Różowa odwróciła wzrok i długo milczała.
- Vedziu – Milo zmusił ją, żeby spojrzała mu w oczy.
Westchnęła ciężko, ale wreszcie kiwnęła głową i powiedziała:
- Zostanę tutaj... z tobą – dodała po krótkiej chwili wahania.
Skorpion nie posiadał się z radości i tak mocno ścisnął Vedzię, że ledwo łapała oddech.
- Co teraz zamierzasz? - zapytał Eithen siedzącą w cieniu budynku Tinwe.
- Dobre pytanie – zamyśliła się na chwile. - Jedno jest pewne do Neithira nie wrócę.
- Chcesz zostać tutaj? - Elf zmrużył oczy i odnalazł wzrokiem sylwetkę DM.
Tinwe powędrowała spojrzeniem w tym samym kierunku.
- Dlaczego by nie? Może być ciekawie.
- Albo niebezpiecznie, przecież jesteś księżniczką... musisz uważać na siebie!
- E tam – machnęła ręką.
- Gdyby coś się stało twojemu bratu, ty przejmujesz jego obowiązki.
- Nie spieszy mi się.
Eithen westchnął, dlaczego ona musi być aż taka uparta?
- W każdym razie będę nie daleko – powiedział po chwili.
- Chcesz mnie obserwować?!
- Raczej bronić w razie potrzeby – uśmiechnął się po swojemu Eithen.
Tinwe zamrugała zdziwiona.
- Przecież nie musisz... - mruknęła nie mogąc znaleźć odpowiednich słów.
Elf skłonił się przed swoją książniczką i z dziwnym uśmiechem oddalił w sobie tylko znanym kierunku.
--------------------------------------
Chwila oddechu przed kolejnymi rewelacjami :P
Komentuj (29) 25.07.2008 :: 14:00
164.
- Gai nie ma – zwrócił uwagę towarzystwa Shaka.
- Coooo?! - Shion wspinał się na nowe szczyty wkurwienia.
- Ale jak, gdzie, kiedy? - Afro rozglądał się dookoła.
- Obstawiam, że ona również ma denerwującą umiejętność zapadania się pod ziemię – mruknął Milo.
- Mnie by zdziwiło, jakby takiej opcji nie miała, w końcu jest boginią ziemi, nie? - podsumował Shura.
W trakcie, gdy Shion ciskał się i rozładowywał frustracje na Ikkim, Amazonki zaczęły się zbierać do odejścia.
- A panie dokąd? - zainteresował się DM.
- Chcecie tak po prostu odejść? - Saga uniósł brew.
- Ale musicie pamiętać, że one jednak też zostały wykorzystane – stanęła w obronie Amazonek Shuu.
- To nie ich wina... w każdym razie... no nie do końca – dorzuciła z cicha Vedzia.
- Stowarzyszenie jajników – warknął Shion i na chwilę porzucił nowe hobby.
- Wybaczcie – wystąpiła przed swój oddział jedna z przybocznych, Segin. - Prawdą jest, że Hera nas wykorzystała. Myślałyśmy, że... a zresztą nie ważne. Przeprosiny w takiej sytuacji na nie wiele się zdadzą.
- Chciałybyśmy jednak odejść stąd już bez przelewania krwi – dorzuciła inna Amazonka.
- Pragnę wam przypomnieć, że miałyście przewagę strategiczną w postaci jakichś iluzji! - ryknął Shion. - Więc o jakim my tu rozlewie krwi rozmawiamy?!
- Tym nie mniej straty zostały poniesione po obu stronach – odrzekła z niezachwianym spokojem Segin.
- A gdzie jest wasza królowa? – zainteresował się Saga.
Amazonki spojrzały po sobie.
- Same chciałybyśmy to wiedzieć – odpowiedziała w końcu Segin.
- Jak to?
- Znikła – ucięła Amazonka. - I chciałybyśmy teraz zająć się jej poszukiwaniami. A więc za waszym pozwoleniem lub bez, idziemy.
- Tylko posprzątajcie po sobie – mruknął DM.
- Nigdy nie pozostawiamy poległych – warknęła stojąca najbliżej Raka Amazonka.
Shion nie ukrywał, że aż palce go świerzbią, żeby im na „do widzenia” nie posłać jakiegoś śmiercionośnego ataku, ale jakoś udało mu się powstrzymać.
Amazonki odeszły przez nikogo nie niepokojone.
- A ty? - Shura sturchnął Achird, która wciąż miała na sobie zbroję Byka. - Nie idziesz z nimi?
- Ja? - Amazonka uśmiechnęła się do siebie. - Ja już opowiedziałam się po innej stronie. Wyrzekłam się przecież swojego imienia, pochodzenia. Dla nich jestem zdrajczynią. Poza tym macie ubytki w kadrze – dodała.
- Szybko się coś przystosowujesz – pokręcił głową Shura.
- A co innego pozostaje mi zrobić? - zapytała smutnym głosem i oddaliła się w stronę ciała Aldebarana.
- Czy ktoś w ogóle widział tego kretyna, mojego brata? - zapytał nagle Saga.
- Szczerze powiedziawszy, ostatni raz widziałam go na tyłach, gdy Raini zabrali.
- Jak to zabrali? - zdziwił się Bliźniak.
- Idź poszukać Kanona. A reszta sprzątać – wydał rozporządzenia Shion.
- A ten co za jeden? - zapytała Ula wskazując na starego Barana.
- Shion? - Shuu podrapała się po głowie. - No o nim to powieści można pisać. Swego czasu rządził całym tym bajzlem.
- Hmmm... typ przywódcy – Ulka mlasnęła. - Ciekawe, ciekawe.
- Czy ja wiem czy on taki ciekawy – parsknęła Iluzoryczna. - Ale chłopaki ostatnio coś tam wspominali, że kobieta by mu się przydała.
- Ja nie wiem co ty insynuujesz – zrobiła obrażoną minę władczyni Daniela XD i dyskretnie zaczęła zbliżać się do starego Barana.
Shuu powieka lekko zadrgała, po czym wzruszyła ramionami i już chciała sobie gdzieś pójść w cień, byle tylko Shion nagle nie znalazł dla niej jakieś pracy, gdy jej wzrok spoczął, na dziewczynie, która wciąż siedziała przy ciele Shuna. Coś było w tej postaci, coś znajomego. Przypomniała sobie to dziwne uczucie, gdy dziewczyna użyła mocy. W jedne chwili zdecydowała, że musi z nią porozmawiać.
- Kim ty właściwie jesteś? - zapytała, gdy zbliżyła się do niej.
- Kimś, kogo nie pamiętasz – odpowiedziała dziewczyna nawet nie odwracając się do Shuu.
Iluzoryczna obeszła ją, aby stanąć z nią twarzą w twarz. Faktycznie jej osoba była zupełnie obca. Więc dlaczego, dlaczego mimo wszystko wydawała się taka znajoma.
Dziewczyna spojrzała wreszcie w jej oczy.
- Ale możesz pamiętać imię Miri.
- Miri? - zdziwiła się Shuu. - Ale ona była dzieckiem.
- Miała ciało dziecka – poprawiła ją szybko.
- I mówiła po angielsku – dorzuciła Iluzoryczna.
- Taaa... błąd w sztuce – mruknęła do siebie Miri. - Zdarza się nawet najlepszym.
- Nic nie rozumiem. Dlaczego...
- Dlaczego wydaję ci się teraz taka znajoma? - uśmiechnęła się niespodziewanie. - Bo użyłam naszej wspólnej mocy.
- Naszej? Wspólnej?
Miri westchnęła.
- Widzę, że faktycznie nic nie pamiętasz. Streszczę ci pewną pogrzebaną w mrokach przeszłości historię.
- Dawaj – Shuu usiadła naprzeciw Miri.
- Pewne rzeczy jednak się nie zmieniają – stwierdziła dziewczyna przyglądając się Iluzorycznej.
- Co masz na myśli?
- Twoją wieczną ciekawość.
Shuu zamieniła się w jeden wielki znak zapytania.
- Przyjmuję, że skądś mnie znasz.
- Skądś może nie, z kiedyś. Z bardzo, bardzo dawnych czasów.
- Poczułam się staro – Shuu zgarbiła się słysząc to.
- I powinnaś. Zakładam, że nic nie wiesz o fundamentach świata?
- Jakich fundamentach?
- No cóż... skrótowo rzecz ujmując. Baaaaaaaardzo dawno temu, gdy ten świat był pogrążony w mrokach odwiecznej walki światła z ciemnością...
- Mówisz dosłownie czy w przenośni.
Miri uniosła brew, widocznie niezadowolona, że jej przerwano.
- Jak ci wygodnie – odpowiedziała i kontynuowała. - A więc w tych starych czasach pojawiła się pewna istota, która wprowadziła jaki taki spokój i stanęła na jego straży. Nazywano ją Gwarantem.
- Beznadziejne imie.
- Podobno jakoś tam miała na imię, ale nikt go nie pamięta. Czy mogę kontynuować.
- Przepraszam. Ale czy ten cały Gwarant nie był bogiem?
- Owa istota nigdy nie podawała się za żadnego boga. Zresztą bogowie to gwarant wszelkich niepokojów i ogólnego chaosu. Istota twierdziła, że przebywa z innego świata, w którym ponoć wszyscy posiadali takie moce i że chce tylko pomóc w naszym świecie.
- Wow~!
Miri posłała Shuu sztyletujące spojrzenie. Iluzoryczna zakryła dłonią usta, na znak, że słowa już nie powie.
- Wszystko było piękne, życie toczyło się swoim torem, ale ludziom było nazbyt spokojnie i co jakiś czas budzili moce, które Gwarant uśpił. W końcu owa istota miała dość. Wybrała kilkunastu ludzi, których uznała za dość silnych i przekazała im całą swoją moc po czym znikła.
- Jak to? I nigdy już nikt jej nie widział?
Miri pokręciła głową.
- Jedna z późniejszych teori, mówiła, że owa istota była jedynie tą mocą i tak naprawdę po prostu podzieliła się i wniknęła w każdego z wybrańców, tak więc wciąż w jakiś sposób istnieje, ale są to jedynie domysły.
- Niech zgadnę, tamci wybrańcy zostali fundamentami świata.
- Zgadza się.
- Czyli... - Shuu dedukowała dalej. - Chcesz powiedzieć, że my jesteśmy tymi fundamentami?
- Nie.
Shuu prawie się wywróciła na mordkę, gdy usłyszała taką odpowiedź.
- No to jestem rozczarowana.
- W każdym razie nie jesteśmy tamtymi fundamentami.
- Teraz się zgubiłam.
Miri uśmiechnęła się do siebie.
- Istnieje już tylko jedna osoba, która pamięta Gwarant i tamte czasy.
- Jedna? Ale wybrańców było kilkunastu.
- Zgadza się.
- No to co się z nimi stało?
- Człowiek jest zdecydowanie słabszą istotą niż był Gwarant. Po dłuższym lub krótszym czasie stwierdzali, że nie mają już sił na bawienie się w fundament świata, szukali kogoś, kto mógłby ich zastąpić w tej funkcji, przekazywali im moc i odchodzili.
- Dokąd?
- Nikt nie wie. W każdym razie na trwałe znikali z tego świata.
- Czyli... podsumowując jestem którymś tam z kolei fundamentem, tak?
Miri kiwnęła głową.
- Czy ty jesteś tą osobą? - zapytała nagle Shuu.
- Jeżeli pytasz o to, czy jestem ostatnią z wybrańców, to odpowiedź brzmi nie. Mnie tak samo i jak i ciebie, wybrał poprzedni fundament.
- Muszę przyznać, że gadanie o fundamentach i gwarantach brzmi nieco... dziwacznie. Jak i cała ta historia. W ogóle czym się objawia bycie fundamentem?
- Najprościej rzecz ujmojąc ponad ludzką mocą.
- Fajnie, rozejrzyj się, czy ktoś tutaj wydaje się nią nie dysponować?
- Nie taką mocą.
- Nie wydaje mi się, żebym była dużo silniejsza od tych tutaj – wskazała na bandę złotych uwijających się przy zawalonej części hotelu.
- W tej chwili nie jesteś, ale tylko dlatego, że na twoją moc i zapewne też pamięć o tym, co było, została nałożona jakaś osłona.
- Hmmm, już ktoś mi o tym mówił.
- Musiała to być dobra osłona – kontynuowała Miri.
- Dlaczego musiała być?
- Po pierwsze dlatego, że nie zauważyłam dotychczas kim naprawdę jesteś.
- A po drugie? Dlaczego czas przeszły?
- Pamiętasz jak użyłam tej mocy. Zupełnie nieświadomie zwróciłam się do mocy nie mojej jedynie, ale do mocy, którą dosponujemy wszyscy. Zapewne każdy z pozostałych fundamentów odczuł to w tamtej chwili, ty również, a osłona musiała zostać osłabiona. Całkowicie nie pękła, ale uważaj! Teraz, gdy jest osłabiona może w każdej chwili rozpaść się.
- To chyba dobrze.
- A to zależy dla kogo. Dla ciebie owszem, ale nie wiem jaki będzie miało to efekt na otoczenie dookoła ciebie.
- Chcesz mi powiedzieć, że sobie wybuchnę?!
- Dosłownie może i nie... - Miri znacząco zawiesiła głos.
- Super... prawdziwy człowiek-demolka.
Miri wstała z ziemi i otrzepała się.
- Właściwie teraz nie mam tu już nic do roboty – stwierdziła smutnym głosem, posyłajac ostatnie spojrzenie w kierunku Shuna.
- Zaczekaj.
- Nie mam na co czekać. Pamiętaj uważaj z tą osłoną. Mam wrażenie, że nie długo znów się zobaczymy.
- Czekaj... - ale Miri już znikła. - Mam nadzieje, że jak już mi ta osłona odpadnie to też będę mogła sobie tak znikać – mruknęła do siebie Shuu nieco rozeźlona faktem, że wszyscy oprócz niej umieją się rozpływać w powietrzu lub zapadać pod ziemię.
-----------------------------------------
w dzisiejszym odcinku XD Shuu sobie wlewała :D
Komentuj (33) 16.07.2008 :: 10:46
163.
Z powrotem na greckiej ziemi.
Gdy ból przeszył jego ciało, w resztkach traconej świadomości pojawiło się pytanie z jakiej racji zasłonił Gaię, skoro ona już go nie potrzebowała...
Shama upadł bez czucia na ziemię, a wokół niego rozlała się kałuża krwi.
Silene aż ząbki błysnęły na ten widok, ale próbowała powstrzymać swoje wampirze instynkty, bo przedstawienie, które rozgrywało się przed nią było zaiste pierwsza klasa.
Momentalnie po tym incydencie do Ikkiego doskoczył Rivir i choć nikt nie widział co zrobił, nowy Złoty Rycerz Lwa padł na ziemię tuż obok Shamy.
Gaia stała jak sparaliżowana.
- Nie chciałam nikogo zabić – powiedziała, gdy jakoś doszła do siebie.
- Ale tak się jakoś stało – zauważył agresywnie Shion. - Zabiłaś kilku Rycerzy Ateny, a twierdzisz jakobyś nie masz do nas żadnego interesu.
- No dokładnie tak nie powiedziała – sprzeciwiła się Vedzia, jakby czuła się w obowiązku bronienia tej, za którą ją uważano przez jakiś czas.
Stary Baran posłał je mordercze spojrzenie.
- Ale zabiła nam ludzi – warknął.
Reszta Złotych pokiwała głowami zgadzając się z tym podsumowaniem, większość skierowała wzrok w miejsce, w którym znikły energie ich towarzyszy.
Nikt zresztą nie dziwił się, że Shion nie panował nad sobą, tym razem był usprawiedliwiony. Choć wiele można by opowiadać o zboczeniach Dohko to jednak kumplował się z Shionem ładny kawał czasu.
- Właściwie technicznie rzecz biorąc nie zabiłam ich.
- CO?! - w Shionie wszystko się gotowało.
- Prawda jest taka, że ich ataki zostały zwrócone przeciwko nim, troszkę wzmocnione.
Ekipie Złotych opadły ręce.
- Załatwiła ich rykoszetem – przetrawiał na głos Afro.
- Tym nie mniej mi przykro – dokończyła Gaia i pochyliła na chwilę głowę.
- Ja wszystko rozumiem, ale może zajmiemy się kimś kto jeszcze TROCHĘ żyje – wpienił się Rivir klęczący obok Shamy i najwyraźniej próbujący zatamować krwotok.
- Słuszna uwaga – mruknęła do siebie Silene, której wzrok ani na chwilę nie odwrócił się od wsiąkającej w ziemię kałuży. - Marnotrawstwo – dodała mlasnąwszy. (XD)
Gaia przyklękła przy Shamie, położyła dłoń na jego ledwo dostrzegalnie poruszającej się klatce piersiowej.
- Jest jeszcze szansa? – zapytał Rivir.
Silene nie mogła zrozumieć, dlaczego jej tak zwany wujek przejmuje się Shamą, którego przecież znała z Imperium, ale nie miała pojęcia o jego podejrzanych konszachtach z Gaią.
- Zrobię co mogę – mruknęła w odpowiedzi bogini.
Zamknęła oczy, a od jej postaci błysnęły znowu efekty specjalne. :P
Trwało to ledwie chwilę, ale krwotok wydawał się opanowany.
- Zabierz go stąd – szepnęła, otwierając oczy.
- Dlaczego powierzasz swojego wojownika, komuś, kto jeszcze przed chwilą z nim walczył? - zdziwił się Rivir.
- Macie wspólną przeszłość, tyle zdążyłam zrozumieć – uśmiechnęła się blado. - A jemu potrzebny teraz opiekun.
- Świetnie mianowali mnie niańką – mruknął do siebie Rivir, ale nie wydawał się specjalnie oburzony takim rozwiązaniem.
Wtedy przepchnęła się przez tłum Tinwe i w poważaniu mając obecność bogini dopadła Rivira i ryknęła:
- MISTRZUUUUU!!!
Rivir aż się wzdrygnął.
- Księżniczka? - zdębiał, zupełnie zszokowany jej obecnością. - Eithen? - dodał widząc stojącego nieco dalej Elfa.
- Mistrzu – Tinwe wtuliła się jego ramię.
Rivir pogłaskął ją po włosach, ale potem jego wzrok spoczął na Shamie, a dłoń zacisnęła się w pięść.
- Wybacz księżniczko, teraz nie mam czasu – szepnął do jej spiczastego ucha. - Wrócę tu niedługo.
Tinwe spojrzała na niego ze łzami w oczach.
- Ale, ale... spotkaliśmy się po tak długim czasie.
- Wrócę tu – powtórzył.
Podniósł Shamę i razem z nim rozmył się w powietrzu. Zebrani usłyszeli jedynie przeciągły, dość niski gwizd.
Tinwe była niepocieszona. Nie tak miało to wyglądać.
Tymczasem ku ogólnemu zdumieniu ciało Ikkiego zapłonęło wesołym ogniem i już po chwili stał żywy i rześki.
Shionowi aż powieka zadrgała.
- Ciekawa właściwość – stwierdził.
- W końcu był Rycerzem Feniksa, nie? - stwierdził Shura.
- I to zawsze tak działa? - zaciekawił się stary Baran.
- Ja wiem staruszku, że co nie co cię ominęło, ale Feniksy tak mają, że nie zdychają – odważył się zauważyć DM.
- Albo raczej za długo w stanie zdechnięcia nie pozostają – dorzucił Afro.
Ikki już chciał znowu rzucić się na Gaię, kiedy Shion posłał mu dość nieprzyjemny atak z zaskoczenia i Feniks znowu zaliczył bliskie spotkania z glebą.
- Dobra opcja – stwierdził stary Baran, gdy zdziwione spojrzenia spoczęły na nim. - Można się wyżyć.
Mu otwartą dłonią rąbnął się w czoło.
- Że też ja na to nie wpadłem – podrapał się w czuprynę Saga.
- O bosh! - jękneła Ula. - Co to za banda baranów!
Zaraz w jej stronę pomknęły mordercze spojrzenia ze strony Mu i Shiona.
-Wypraszam sobie – stwierdzili rówocześnie Shaka i DM.
- Barany to ja widzę tylko dwa – dodał Shura.
- Debili – poprawiła ją Shuu. - Ona miała na myśli debili
Ula spojrzała na nią unosząc brew w pełnym zniesmaczenia zdziwieniu malującym się na twarzy.
- Później wytłumaczę – mruknęła do niej Shuu.
Gaia rozejrzała się, ale ekipa najwidoczniej zajęła się sobą, korzystając z tego bogini najnormalniej w świecie, zapadła się pod ziemię. Zauważył to jedynie Rinou i stwierdziwszy, że i na niego nie zwracają uwagi, skorzystał ze swoich zdolności i przestał być dostrzegalny.
Komentuj (19) 11.07.2008 :: 13:05
162.
Mniej więcej w tym samym czasie.
Tam, gdzie zaszył się Imperator.
Musiał być przez dłuższy czas nieprzytomny, bo gdy ocknął się, ktoś przy nim siedział, a zupełnie nie przypominał sobie, żeby ktoś tu wchodził.
- Zaszył się i liże rany, żeby potem w pełni sił wrócić... tylko po co? Żeby znów dostać po mordzie? - usłyszał dobrze znany kobiecy głos.
Jego umysł był jednak na tyle otępiały, że nie od razu uświadomił sobie z kim ma do czynienia. Zdobył się jednak na aroganckie odwarknięcie:
- Żeby zdusić bunt i wyplenić wszelką zdradę!
- Zdrada, bunt – prychnęła kobieta. - Zawsze lubiłeś przesadzać.
- Zbrojnego wystąpienia przeciwko władcy nie można inaczej nazwać!
- Władcy? - w jej głosie ostro zadźwięczała ironia. - Powiedz mi panie mój, który z bogów namaścił cię na władcę? Bo z tego co pamiętam, władza prawie zawsze znajdywała swoje usprawiedliwienie w siłach boskich.
Feniu nie odpowiedział. Usilnie próbował zmusić umysł do normalnej pracy, ale ból pojawiający się spontanicznie w różnych częściach ciała nie pozwalał mu się skupić. Zdolności autouzdrawiania miały właśnie ten nieprzyjemny skutek uboczny: ból i czasowe otępienie.
Dłuższe milczenie przerwał wreszcie jej głos.
- Fakt, że istnieje coś takiego jak demokracja, ale wtedy nie mówimy już o władcach, ale o przedstawicielach – mruknęła jakby do siebie. - Tym nie mniej, historia zna nie jedno obalenie władcy – zdecydowanie lubiła akcentować to słowo. - A wszystko dlatego, że lud w którymś momencie stwierdzał, że ówczesny władca nie nadawał się na swoje stanowisko.
- Do czego zmierzasz?
- Mówiłam ci już kiedyś, ale chętnie powtórzę, nie nadajesz się na jednowładcę.
- Chcesz powiedzieć, że mogłoby być inaczej?
- Nie mówię jak mogłoby być, bo tego nie wiem. Wiem natomiast jak jest i jak będzie.
Ostatnie zdanie włączyło jakąś samotną żarówkę w umyśle Imperatora.
- Wyrocznia – syknął z wyrazem obrzydzenia na twarzy.
- Nie kto inny – uśmiechnęła się do siebie kobieta, siedząc nieporuszenie wciąż naprzeciwko Fenia.
- Teraz się zjawiasz przy mnie? - warknął osłabiony Imperator. - Teraz?! Gdy nie mam sił, żeby mnie zabić? Chociaż nie, to nie byłoby w twoim stylu, raczej zjawiłaś się po to, żeby znęcać się psychicznie nad niedobitkiem.
- Ani jedno ani drugie. Chciałam ci wreszcie przemówić do rozumu.
- I mówi to istota uzależniona od różnego rodzaju wspomagaczy – prychnął urażony.
- Nie przeszkadzało ci to, gdy poznawałeś przyszłość – zauważyła wyniośle. - Taki właśnie jesteś. Wszystko dobre jeśli tobie służy, ale jeśli śmie objawić samowolę, do piachu? Ze mną też miało być tak, prawda?
- Któryś z twoich cudownych środków za bardzo uderzył ci do głowy – mruknął niemrawo.
- Oczywiście... ale naprawdę nie musisz się tłumaczyć sam przed sobą. Ja przecież wiem jak było. Rozumiem. Jeden z dwóch fundamentów twojej ukochanej konstrukcji zachwiał się, więc żeby całość nie runęła, przejąłeś cały ciężar. Niepotrzebny fundament można było z czystym sumieniem usunąć, tak? Szkoda tylko, że ktoś tam miał dar spoglądania w przyszłość i uratował się dzięki temu. I tylko dzięki temu – podkreśliła dobitnie. - Potem szybka zmiana kadr, szczególnie tych najwyżej postawionych i posprzątane. Łatwe, proste i zapewne przyjemne.
- Nie chciałem cię usuwać – przyznał cicho. - Ale nie pozostawiłaś mi dużego wyboru. Mogłaś doprowadzić do rozłamu!
- I zapewniam cię, że pewnie bym doprowadziła, bo wielu poszłoby za mną...
- Dlatego musiałem cię powstrzymać. Chciałaś zniszczyć to co budowaliśmy razem.
- Właśnie! Budowaliśmy razem! O tym zdawałeś się zapomnieć. Zamarzyło ci się rządzenie. Nie chciałeś moich porad, moje zdanie nie miało dla ciebie żadnego znaczenia.
- Więc to o to poszło? O urażoną dumę?
Wyrocznia zdawała się tracić resztki cierpliwości.
- Przejrzyj na oczy durniu. Zobacz, co zrobiłeś, jak poprowadziłeś NASZE dzieło.
- O co ci chodzi? Przecież dzięki mnie stało się najsilniejszą organizacją na tej ziemi, zarówno w świecie ludzkim jak i poza nim.
- A ilu taki obrót sprawy uszczęśliwił? Jasne, czasami trzeba użyć innych niż słowa argumentów, ale ty w którymś momencie popadłeś w przesadę.
- Mam świetnie wyszkolone jednostki.
- Miałeś - poprawiła go Wyrocznia. - Wiesz kto teraz sprawuje nad nimi opiekę?
- Ares? – warknął.
- Błąd. Cała czwórka twoich zaufanych Kardynałów.
- Cała czwórka zdrajców!
- Zwij ich jak chcesz, ale według mnie dzięki nim Imperium powróciło na odpowiednie tory.
- Przez nich moje Imperium zawaliło się!
Wyrocznia westchnęła ciężko.
- No nie ma opcji. Na tym polu nigdy się nie dogadamy – podsumowała.
- I tylko po to tu się zjawiłaś? - zdziwił się Feniu, powoli dochodząc do siebie, co oznaczało kończenie fazy autoleczenia. - Po to, żeby mi powiedzieć, że ci zdrajcy lepiej prowadzą moje Imperium?
- Niegdyś było to nasze Imperium. Szkoda, że tak łatwo przychodzi ci o tym zapominać, tak samo jak zapomniałeś o naszych pierwotnych celach i założeniach. Ale nie... nie po to przyszłam. Właściwie chciałam się z tobą podzielić moją najnowszą wizją. Dotyczy ciebie, więc wydaje mi się, że powinieneś być szczególnie zainteresowany.
- Ty i te twoje majaki – stwierdził bez większego przekonania.
- Wiesz równie dobrze jak ja, że te majaki mają dziwny zwyczaj spełniania się. Ale do rzeczy. Stoisz teraz przed wyborem. Nie wiem czy sobie z tego zdajesz sprawę. Moja wizja raczej wskazywała na to, że pójdziesz za swoim chorym ego i jego żadzą zemsty, a możesz wiele stracić.
- Nie gadaj jak naćpana. Co mogę jeszcze stracić? I jaki wybór mam? Muszę odzyskać należne mi miejsce w Imperium.
- A może nie? - powiedziała cicho. - Może twoja rola w Imperium dobiegła końca i nie ma już tam dla ciebie miejsca. Nie mam w zwyczaju stawiać kawy na ławę, ale po starej znajomości powiem ci jedno, jeżeli teraz wybierzesz powrót i zemstę, zginiesz.
- Chyba sobie żartujesz! Ja? Zginę?! Ciekawe o ile przekroczyłaś dopuszczalną zawartość alkoholu we krwi – zakpił.
- Xavier, ten którego uważałeś za ćwierćmózga z zadziwiającymi zdolnościami, nigdy nie dał sobą manipulować, mimo że tobie mogło się tak wydawać. Tak naprawdę to on robił zawsze to na co akurat miał ochotę. I wybacz panie władco, ale to ty tańczyłeś jak on ci zagrał. Jego moc wpływania na umysły jest przerażająca. A twój umysł był niestety łatwym łupem... A poza tym, radziłabym ci zapamiętać raz na zawsze, nie jesteś nieśmiertelny.
- Jestem Feniksem!
- Tylko w jednej trzeciej. I właśnie dlatego nie jesteś nieśmiertelny.
Wyrocznia podniosła się ze swego miejsca.
- Idziesz? - zdziwił się były Imperator.
- Powiedziałam ci, co miałam do powiedzenia – odparła. - Stoisz na rozwidleniu dróg, przeżyjesz albo zginiesz.
- Mam uwierzyć ci na słowo, że przyszłaś mnie ostrzec? Trochę dziwnie to wygląda jak na moje oko – zauważył. - Raczej jak podstęp. Wcale nie miałaś wizji, tylko starasz się mnie utrzymać z dala od Imperium, gdy ty będziesz przejmować władzę.
- Nerwica natręctw? Czy ty naprawdę myślisz tylko o tej władzy? Zrozum może wreszcie, że nie każdy koniecznie musi dążyć do jej zdobycia. Mówiąc wprost i bez cenzury – w dupie mam twoją władzę. Dobrze mi tak jak jest.
- I mam na to tylko twoje słowo.
- Kiedyś ci to wystarczyło.
- Kiedyś – zaczął agresywnie, ale momentalnie przygasł. - Kiedyś było inaczej – dokończył.
- Zjadł cię twój brak zaufania – podsumowała. - Osiągnąłeś wiele, ale wciąż wybiegałeś za daleko w przyszłość, zamiast cieszyć się tym co teraz. Słyszłeś kiedyś coś takiego: „Yesterday is history. Tomorrow is a mystery. Today is a gift. That's why we call it the present”?
- Gadasz jak jakiś mentor z kiepskiego filmu - Imperator prychnął tylko w odpowiedzi.
- Albo jak wyrocznia – uśmiechnęła się do siebie i opuściła Fenia.
---------------------------------
Słowem wyjaśnienia :P (żeby mnie kto źle nie zrozumiał)
Postać Fenia w SH i oryginał różnią się dość znacznie, nie tylko wyglądem XD (chyba, że od kiedy Cię Feniu ogladałam urósły Ci skrzydła, skorpioni tyłek XD i świński ryj :P) ale również charakterem :P
Komentuj (17)