10.01.2007 :: 23:02
123.
Ajax z łatwością odnalazła miejsce, w którym stacjonowały siły z Imperium, niemalże pod samą bramą Hadesu. Zebrała nieco rozproszoną ekipę i już chciała wyruszać z powrotem, kiedy została zawołana przez gościa od łączność (trzech synów matka miała, dwóch słynęło z mądrości, a trzeci co był głupi, poszedł do łączności XD).
- Pilne połączenie – powiedział bijąc niemal czołem o ziemię.
Ajax przyzwyczajona do podobnych zachowań na swój widok, poszła za nim do miejsca, gdzie akurat pakował sprzęt.
- Rudzielec – mruknęła do siebie, kiedy zobaczyła Czerwonowłosą postać na ekranie komputera.
- Widzę, że jak zwykle uwinęłaś się w zabójczym tempie – pochwalił Ares.
Ajax odpowiedziała kiwnięciem głowy.
- Jest jeszcze jedna sprawa – dorzucił. – Mamy pewne podstawy, żeby podejrzewać iż Imperator znajduje się w Hadesie i spiskuje z bogiem podziemi.
Ajax zesztywniała, gdy to usłyszała.
- To zdaje się jest wasz wujek – mruknęła.
- Nie zważam na więzy krwi – odpowiedział.
- Czego się ode mnie oczekuje?
- Odeślij do centrali wszystkich, a sama zbadaj sprawę Imperatora. Nie sądzę, żebyś potrzebowała obstawy, szczególne, że siły tam stacjonujące nie udzieliłyby ci nawet odpowiedniego wsparcia, a raczej przeszkadzały.
Ajax miała podobne zdanie na ten temat i przyjęła wiadomość, że żadne cieniasy nie będą się z nią szlajać, z ulgą.
- Ale pamiętaj, masz tylko zbadać sprawę. Jeśli już się czegoś dowiesz, wracaj. Zabraniam ci działać na własną rękę, bez uprzedniego skonsultowania się z którymś z Kardynałów. Sprawa Imperatora jest naszym priorytetem – to powiedziawszy, Ares rozłączył się.
Ten rozkaz z kolei nie był w smak Oczojebnej. Zacisnęła pięści, ale jej twarz nie zmieniła wyrazu, wciąż była surowa i nieprzenikniona.
Kiedy ekipa już się zmyła, Ajax przystąpiła do wykonania drugiej części zadania.
Niepostrzeżenie przedostała się do Hadesu i zgodnie z mapą, którą wgrali jej na minikomputer (plus szybki kurs obsługi XD), udała się w kierunku posesji boga podziemi.
Świątynia Ateny.
- Ależ pani jakim cudem? – straż przyboczna królowej Amazonek nie mogła się nadziwić, kiedy ich władczyni pojawiła się na korytarzu tuż przed nimi. Były absolutnie pewne, że śpi w swojej sypialni.
- Chodźcie ze mną! – rozkazała Kaori.
Żadna z trójki nie ośmieliła się sprzeciwić.
Władczyni wyciągnęła je, ku ich najwyższemu zdumieniu, ładny kawałek poza świątynię. Zatrzymały się dopiero prawie nad przepaścią.
Kaori rozglądała się rozgorączkowana.
- Nic nie rozumiem, on tu powinien być.
- On?! – obruszyła się Segin.
Złote oczy Achird zabłysły pod grzywką.
- Znalazłam tutaj rannego – mruknęła Kaori. – Chciałam mu pomóc.
- Pani, twoje dobre serce pewnego dnia naprawdę cię zgubi – uśmiechnęła się pobłażliwie Schedar.
- A jak wyglądał ten ranny? – zapytała stojąca tuż nad przepaścią Segin.
- Ciemnowłosy, poszarpane ubranie... – odpowiedziała królowa i ugryzła się w język, żeby nie dodać obłędnie przystojny. (XD taaa no powiedzmy XD)
- No to go chyba widzę – stwierdziła Segin.
Kaori już niemal wisiała nad przepaścią.
- Pani, proszę uważać na siebie – krzyknęła Schedar i odciągnęła ją dalej od krawędzi.
Chwila jednak wystarczyła, żeby królowa dojrzała owego nieznajomego, leżącego na wystającej półce skalnej. Nie mogła zrozumieć, jak mógł spaść, skoro własnoręcznie przeciągnęła go dalej od krawędzi. Na szczęście jednak półka skalna, na której leżał, wznosiła się zaledwie trzy może cztery metry niżej niż miejsce, gdzie stała.
- Trzeba go stamtąd wyciągnąć! – stwierdziła tonem nie znoszącym sprzeciwu.
Przyboczne królowej spojrzały po sobie i westchnęły ciężko. Nie było rady, trzeba wyciągnąć nieszczęśnika inaczej Kaori nigdy im tego nie wybaczy.
- Dobra, no to idę – mruknęła Schedar i zeskoczyła na półkę, która zatrzeszczała złowieszczo.
- Fajnie, a jak my cię stamtąd wyciągniemy? – pokręciła głową nad nieprzemyślaną decyzją koleżanki Segin.
- Idę po jakąś linę – w powietrzu rozległ się cichy, spokojny głos Achird i już jej nie było. Biegła w kierunku świątyni.
- No to sobie poczekamy – westchnęła Segin.
Schedar zajęła się w tym czasie oględzinami nieznajomego.
Ateny.
Miri siedziała na plaży i przesypywała piasek z ręki do ręki. Zawsze podobało jej się to uczucie, gdy małe ziarenka piasku uciekały z jej dłoni... Zapatrzyła się w morze. Uczucie melancholii zdominowało ją.
Tyle lat, a Ajax jakby zupełnie niczego nie rozumiała. Właściwie, jak mogłaby... Nie należała do nich... do tych, którym darowano, czy może do tych, których przeklęto... Różnie słyszała.
Szczerze mówiąc Miri sama nie wiedziała, co ma na ten temat sądzić. W pewnych sytuacjach jej zdolności okazywały się darem, prawdziwym błogosławieństwem. W innych przynosiły jedynie nieszczęście i smutek... i to przygniatające uczucie pustki, które tak rzadko udawało się przegnać.
Czy Ajax nie mogła chociaż spróbować zrozumieć, jak ważne są dla Miri te momenty, gdy może zapomnieć kim jest? Czy po tylu latach nie dotarło to do niej? Przy Ajax nigdy nie umiała o tym zapomnieć. Zawsze czuła ciążącą, jak kamień u szyi, odpowiedzialność... Oczywiście, że wiele było chwil szczęścia, że czasami wydawało się jej, że postąpiła właściwie ratując dziecko przed wściekłym, niczego nie rozumiejącym tłumem... ale ile było takich dni, gdy gorzko tego żałowała?
Prawdę powiedziawszy, od kilku dobrych lat dawało o sobie znać zmęczenie...
Pojawiały się myśli, które w przypadku Miri wróżyły bliski koniec, ale ona nie chciała odejść! Jeszcze nie! Była jedną z tych, która daru swojego czy przekleństwa, nie miała ochoty oddać dobrowolnie! Wykorzystać do granic możliwości, żyć jak nikt nigdy by nie mógł, tego chciała całe wieki temu, zgadzając się na ofertę umierającego człowieka. Wiele się zmieniło od tego czasu... ale Miri nigdy nie szukała śmierci... jeżeli pewnego dnia odejdzie, to nie z własnej woli. Tak w każdym razie wierzyła.
Jednak ostatnio przeważająca nuda i denerwujące humory Ajax sprawiły, że na czystej jak łza wizji Miri pojawiły się rysy... pojawiły się niebezpieczne myśli. Poczuła się zagrożona. Czyżby tą osobą, która ją zniszczy, miało być dziecko niegdyś przez nią uratowane? Ironia? Nie mogła i nie chciała na to pozwolić.
Odeszła. A wychodząc i zatrzaskując kolejne drzwi w swoim życiorysie, przez chwilę dostrzegła obraz przyszłości, jak już nie raz bywało. Zawahała się. Jednak paląc za sobą mosty, nie ma powrotów. Zresztą może tak będzie lepiej.
Nie widziała już morza, słyszała jedynie miarowy, usypiający szum fal. Miała przed oczami najszczęśliwsze wspomnienia z Ajax, te z jej dzieciństwa, kiedy uczyła się wszystkiego, zanim nabrała tej denerwującej pewności siebie...
Po policzku dziewczynki spłynęła łza... Miri pożegnała się z przeszłością.
- Hej, dlaczego płaczesz? – usłyszała znajomy głos tuż obok siebie.
Zamrugała kilkakrotnie, żeby wrócić do rzeczywistości.
- Co się stało Miri? – zapytał Shun.
Widziała troskę w jego oczach. Uśmiechnęła się i potrząsnęła głową. To nic, to już minęło...
Wstała, otrzepała się z piasku i podała rękę Shunowi. On również wstał i razem, trzymając się za ręce, spacerowali po plaży.
Tego dnia Miri zadecydowała...
Hades.
Radamantis nie mógł uwierzyć... Hades uwinął się z robotą tego dnia w tak zabójczym tempie, że aż sędziemu szczęka opadła. Właśnie zbierał podpisane papiery dotyczące różnych pierdół, gdy do gabinetu wpadła Hekate.
Gdy zobaczyła Radamantisa, zatrzymała się w drzwiach.
- Gdzie Hades? – zapytała.
- Wyszedł. Stwierdził, że idzie pokazać naszemu gościowi – mówiąc to uśmiechnął się ironicznie – Pola Elizejskie. Naprawdę nie wiem... jak tak dalej będzie to wszystko prosperować to prędzej czy później... ej czekaj, gdzie lecisz?!
Hekate już nie było. Wyszła trzaskając drzwiami, a na korytarzu rozległ się odgłos jej oddalających się w szybkim tempie kroków.
Sędzia westchnął.
Radamantis nie wiedział, że Hekate nie była sama, choć ona też nie zdawała sobie z tego sprawy. Ajax, ukrywająca się za swoją iluzją maskującą, podsłuchała, gdzie może znaleźć Hadesa. Właściwie, była w trakcie przeszukiwania pałacu, gdy tuż obok niej przebiegła trzygłowa bogini. Oczojebna nieco zdziwiona faktem, że ktoś śmie biegać po posiadłości jednego z władców zaświatów, stwierdziła, że trzeba zbadać, dlaczego owej istocie tak się spieszyło. Jakoś nie wpadła na pomysł, że Hekate po prostu lubi sobie pobiegać po śliskich posadzkach (XD).
Nie miała zamiaru spotykać się z Hadesem, ale zaniepokoiła ją informacja o gościu...
Komentuj (16) 20.01.2007 :: 18:49
124.
Gdzieś w pobliżu świątyni Ateny.
Sielanka w pełni. Shuu skakała w przepaść, a Mu ją łapał i tak w kółko. Może i wyglądało to tak, jakby nasza ulubiona ( ;] prawda, że ulubiona?) para nie miała nic do roboty, więc postanowiła się trochę powydurniać... prawda jednak była ciut bardziej... brutalna? Wróćmy do chwili, gdy usadowieni na schodach, pochłaniali śniadanko.
Słońce powoli schodziło już z najwyższego punktu na niebie, Shuu i Mu siedzieli w cieniu, rozkoszując się urokami lenistwa. Pomyślałby kto, że są na wakacjach! Mu opierał się plecami o przyjemnie chłodną kolumnę (wszechobecne kolumny, schody... co jeszcze? XD), a Shuu z przymkniętymi oczami, leżała z głową na jego wyciągniętych nogach.
I wszystko byłoby piękne, gdyby Shuu w pewnej chwili nie rozbudziła się ze snów na jawie, jakie stadami przegalopowały jej przez mózgownicę. Usiadła, uśmiechnęła się złowieszczo i spojrzała na Mu. Baranek niewinnie zamrugał oczami, wyczuwając, że to nie wróży najlepiej. Shuu wyszczerzyła się do niego, walnęła z całej siły pięścią w ramię, po czym rozpłynęła się w powietrzu ze słowami:
- Gonisz!
Mu westchnął ciężko. Co jej znowu odbiło, a była taka spokojna... Jednak ruszył tyłek, a podnosząc się rozcierał ramię, w które oberwał, tylko dlaczego tak mocno? Za co? Westchnąwszy jeszcze raz nad nieprzewidywalnością swojej (let’s say it XD) kobiety i również znikł. Stwierdził, że skoro ona bawi się w Iluzje, to on może się teleportować. (No rules are the best rules XD)
Shuu biegła przed siebie, co chwilę obracając się i sprawdzając, czy Mu za nią biegnie. W pewnej chwili, gdy już znikł jej z oczy i kiedy na powrót spojrzała przed siebie, ledwo wyhamowała, bo prawie udało jej się spaść w całkiem sporych rozmiarów przepaść. Lekko wystraszona zapomniała o Iluzji.
- Mam cię – usłyszała i zobaczyła Mu podchodzącego do niej.
- Ani kroku dalej, bo skoczę! – zagroziła uśmiechając się złośliwie.
- A proszę cię bardzo.
- Dobra – Shuu cofnęła się o dwa kroki i skoczyła.
Mu najpierw szczęka opadła, ale nie minęło dziesięć sekund, a złapał Shuu i pojawił się z nią z powrotem na górze.
- Ale fajnie jeszcze raz! – Iluzoryczna miała przednią zabawę i znów skoczyła w przepaść.
Mu, a jakże i tym razem sprowadził ją z powrotem, tym razem przytrzymał mocno.
- Odpierdala ci? – zapytał lekko wkurzony. – Co to ma być?
- Ziabawa? – zasepleniła Shuu.
- Zgłupiałaś czy cofnęłaś się w rozwoju?! – ryknął i puścił ją.
- HA HA! – ryknęła Shuu zwycięsko i znów dała nura w przepaść.
- To się robi denerwujące – mruknął do siebie Mu, ale nie omieszkał i tym razem uratować swoją kobietę specjalnej troski XD
Potrwało to jeszcze trochę, bo Mu poddał się za którymś razem. Wreszcie Shuu znudziła się zabawa i usiadła na krawędzi machając nogami w powietrzu.
- Zmęczyłam się – oświadczyła roześmiana z potarganymi włosami.
Mu usiadł koło niej mrucząc „nareszcie”.
- Co ci do łba strzeliło? – zapytał przyglądając się jej.
Zapatrzyła się w dal. Wiatr na krawędzi był dość silny, ale nie na tyle, żeby mógł kogoś siedzącego tam zdmuchnąć. Uśmiech znikł z twarzy Shuu.
- Jak myślisz, jak długo będzie spokój?
- Z tobą nigdy nie jest spokojnie – odpowiedział i poszmyrał ją po włosach.
Kąciki ust Shuu na chwilę się uniosły.
Słońce powoli chyliło się już ku zachodowi. Szalone kolory, jakie miała Shuu na włosach powoli spierały się, przestały być w każdym razie tak intensywne ;P (pamiętacie jeszcze akcje z farbowaniem? XD).
Nagle cała jej postać wydała się Mu jakby nierzeczywista. Przyciągnął ją do siebie w obawie, że za chwilę rozpłynie się w powietrzu na zawsze.
Shuu przylgnęła do niego, zupełnie nie rozumiejąc rozpaczy, która wypełniła ją. Dlaczego teraz, kiedy jest szczęśliwa? Złe przeczucia stawały się coraz bardziej wyraźne. Coś się stanie, co rozdzieli ją i Mu. Ale kiedy i co – nie wiedziała.
- Mu, czy my... czy my już zawsze będziemy razem? – zapytała naiwnie.
Uniósł jej twarz ku sobie i szczerze zdziwiły go łzy we wpatrujących się w niego oczach.
- W każdym razie mam taką nadzieję – uśmiechnął się. – Ale zawsze... nie mogę ci obiecać czegoś, czego nie jestem pewien.
- Ręce precz od mojej żony! – usłyszeli nagle.
Spojrzeli w górę i zobaczyli parę z innego wymiaru siedzącą na smoku, który krążył nad nimi.
- Taaa... a było tak romantycznie – westchnął Mu. – I aż za spokojnie.
Oboje wstali i cofnęli od krawędzi. Kto wie jak taki smok przydzwoni ci czymś, to łatwo można by polecieć w dół i niekoniecznie musiało się to skończyć tak radośnie, jak wcześniejsze skoki.
Gdzieś między domem Bliźniąt a domem Raka.
Raini wściekła, wypadła z domu Bliźniąt jak oparzona i pognała po schodach do góry (pytanie dlaczego, XD ja tam wolę z góry niż pod, ale niektórzy lubią sobie utrudniać XD), oczywiście uprzednio przebrawszy się. Nieustannie rzucała wściekłe spojrzenia w kierunku podążających za nią Bliźniaków, zachowujących co prawda rozsądną odległość.
Przemierzyła szybkim krokiem dom Raka, zastanawiając się, jak można żyć bez drzwi i gdzie też podział się właściciel domu, po czym znów zaczęła wspinać się po schodach. Kiedy dotarła do domu Lwa nie wytrzymała, odwróciła się i zaczekała na idących jej śladem. Gdy wyłonili się na szczycie schodów, zatrzymali się w pewnej odległości od Raini.
- No i? – ryknęła. – Długo zamierzacie tak za mną łazić?
- Raczej tak. Bo wiesz, jesteś tutaj obca... no iiii – zawiesił się Kanon.
- Inni Goldzi mogli by cię zaatakować, jako intruza – dopowiedział Saga jakoś mniej wystraszony niż brat.
- Aha – mruknęła Zerojedynkowa.
Odwróciła się, a za nią właśnie materializował się Shion. Odskoczyła jak oparzona.
- Co to jest? – zapytał Baran wskazując palcem na Raini.
- Co za cham! Tak na ludzi wskazywać – podsumowała Raini robiąc focha lewoskrętnego (XD).
- Pytam co to? – jakoś zupełnie olał ją Shion.
- Raini – odpowiedział Kanon.
- A co TO tu robi? – dopytywał się niegdysiejszy mistrz.
- TO? – Raini zamrugała coraz bardziej wyprowadzona z równowagi, to ewidentnie nie był jej dzień. – Cham i prostak – warknęła.
- Zamieszkała z nami – odpowiedział lajtowo Saga.
- ŻE CO?! Co my kurwa jesteśmy przytułek dla bezdomnych?! Jakieś elfy, amazonki i przyczyna całej greckiej tragedii Shuu, a teraz TO?! Kobiety to samo zło – podsumował Shion.
Raini puściła ostatni komentarz mimo uszu.
- Shuu – zdziwiła się. – To ona żyje?
- No i jeszcze się znają... cudownie – warknął Baran.
- Ej!!! – rozległ się głos z wnętrza domu. – I jak dobrze na mnie leży? – ku ogólnej konsternacji wyszedł do nich Ikki wdziany w złotą puszkę... złotą zbroję Lwa.
Raini, Saga i Kanon wbili w niego spojrzenia, w których jasno wypisane były 3 słowa „what the fuck?!”.
- No pytam się jak leży – warknął niegdysiejszy Feniks. – Bo mi się wydaje, że lepiej mi w innych kolorach. Mogę przemalować?
- Zdurniałeś do reszty? – ryknął Shion. – Złotą zbroję chcesz przemalować?!
- Ale ja nie lubię żółtego.
- A co mnie to kurwa obchodzi. Mamy braki w kadrze, a ty je właśnie zapychasz! Musimy sobie poważnie porozmawiać – stwierdził Baran. – A wy won!
Saga i Kanon zjawili się po obu stronach Raini i niemal wnieśli ją do środka i dalej do windy.
- Poszukamy jakiegoś spokojnego miejsca, żeby porozmawiać – oświadczył Saga, a Raini o dziwo nie miała nic przeciwko.
Wiadomość o Shuu zaintrygowała ją. Co też ciekawego działo się po tej stronie barykady?
-------------------
Jakaś dziwną fazę miałam, jak pisałam XDDD mam nadzieję, że chociaż teraz postaracie się o jakąś ładną ilość komentarzy :P bo ostatnio jakoś kiepsko, zważywszy na fakt, jak dużo czasu było :P LOL XD
A poza tym oto 125 odcinek XD banzai!
Komentuj (25) 22.01.2007 :: 01:08
125.
Hades chapter XD
Ajax zatrzymała się w swoim dzikim galopie i dobrała się do podręcznego komputerka. Próbowała wycisnąć z niego, gdzie do cholery są właściwie te całe Pola Elizejskie. Wreszcie udało jej się ustalić swoje położenie i kierunek, w którym powinna się udać. Ruszyła niezwłocznie.
Po jakimś czasie dostrzegła w oddali dwie sylwetki. Z tej odległości nie mogła jednak stwierdzić kim były, a swojej obecności nie chciała zbyt szybko ujawniać. Atak z zaskoczenia był wszakże jej ulubioną formą walki.
Teraz jednak stała się podwójnie ostrożna. Nie ufała wyłącznie swojej Iluzji, starała ukrywać się również za naturalnymi formami, dość pagórkowatego w tym miejscu, terenu. Kto jak kto, ale Imperator mógł zauważyć delikatne drżenie powietrza, wywoływane przez wszelkie Iluzje.
W końcu znalazła się na tyle blisko, że rozpoznała w jednej z postaci Hadesa, którego podobiznę dla pewności przywołała na ekranie komputerka. Druga osoba z kolei nie była jej znana, w każdym razie nie z wyglądu, ale mogła przysiąc, że to Imperator. Tylko wkoło jego osoby wirowały niewidoczne dla zwykłych oczu ogniki, ale dla Ajax – mistrzyni czterech żywiołów - wyraźnie rzucające się w oczy.
Kiedy zdała sobie sprawę z tego, że obecność Imperatora tutaj potwierdza wszystkie zarzuty, jakie wobec niego przedstawił cholerny Rudzielec... serce w niej zamarło. Aż do tej chwili nie wierzyła Kardynałowi... ale teraz...
Powoli chaos w jej umyśle łagodniał, wszystko układało się i prowadziło do jednej tylko myśli. Znów została zdradzona! Wszelkie obietnice nie miały znaczenia! Tak niewiele widać prawdy tkwiło w słowach Imperatora o jego zaufaniu do „pierwszej damy”, jak nazywał czasami Ajax... Jeżeli rzeczywiście knuł coś większego, dlaczego nie poinformował jej? Mógł liczyć na nią w każdej sytuacji... ale on zdradził swoje dzieło, swoje Imperium, które pomagała, jak tylko mogła, budować.
Jak ogień rozgorzał w jej sercu gniew i pragnienie zemsty. Uśmiechnęła się do siebie, a może raczej wykrzywiła twarz w przykrym grymasie... dojmujący ból, jakby ktoś rozdzierał jej duszę na pół.
Przeleciały jej jeszcze przez myśl ostrzeżenia Miri, że po pierwsze i najważniejsze, dla kogoś takiego jak Ajax, jest zachowanie spokoju i trzeźwość umysłu... Dłoń Oczojebnej zajęła się prawdziwym ogniem... Miri już nie było obok niej, nie miała więc prawa rozkazywać. Obraz tylu różnych wcieleń jedynej nauczycielki, rozpłynął się.
Teraz spojrzenie wściekłych oczu Ajax spoczęło na nieświadomych niczego postaciach, rozmawiających spokojnie niemal tuż obok niej.
Imperator bawił się świetnie w podziemnym królestwie Hadesa. Sam przed sobą nie chciał się przyznać, jak dobrze na jego biedne nerwy działały te małe wakacje, mimo że ich nie planował. Wszystko się jednak jakoś dziwnie splotło i szczerze powiedziawszy nie narzekał. Z Hadesem odnalazł wspólny język i cieszył się z każdej chwili jaką razem spędzali. Nieustannie musiał się jednak pilnować, by nie powiedzieć kilku słów za dużo, żeby bóg podziemi nie nabrał jakichkolwiek podejrzeń co do tożsamości swojego gościa. Lepiej wszakże, żeby nie wiedział, iż ten którego przyjął pod swój boski dach to nie kto inny jak Imperator Feniu, którego tak bardzo podobno nienawidził, ale polityka zmusiła go do układania się z samozwańczym dyktatorem.
Feniu bolał nieco nad tym, że tak niekorzystnie jest postrzegany i obiecał sobie, że gdy wróci do góry, postara się lepiej zadbać o to zadupiewie, jakim kiedyś wydawał mu się Hades. Dopiero obserwując przedziwne manewry władcy tej części świata zmarłych, zdał sobie sprawę jak trudno mu było utrzymać władzę. Podziemia to cholernie trudna sfera do opanowania, sam o tym wiedział najlepiej. On jednak był tym, który przybył tam jako zdobywca, Hades natomiast stał w tej niezbyt szczęśliwej roli podbitego, a mimo wszystko starał się jak mógł zachować więcej niż tylko pozory sprawowania władzy.
Przypomniały mu się dawne czasy, gdy jego Imperium do bycia imperium miało jeszcze daleką drogę. Jak niełatwe i często karkołomne decyzje musiał podejmować, jak balansował na krawędzi. Będąc teraz jednym z największych niemal o tym zapomniał...
Stojąc na Polach Elizejskich miał dziwne wrażenie, że jest obserwowany. Raz czy dwa zwrócił uwagę na dziwnie drżenie powietrza, ale był teraz w Hadesie, a jak dobrze wiedział, powietrze tutaj nie było takie samo jak na górze.
W końcu jednak odebrał bardzo wyraźnie czyjś gniew i niemal równocześnie poszybowała w kierunku Hadesa ogromna kula ognia. Imperator w pierwszym odruchu odepchnął boga podziemi i sam stanął naprzeciw nadlatującemu żywiołowi. Usłyszał krzyk Hadesa i...
Gdy tylko ogień dotknął gościa, obraz człowieka znikł, a przed leżącym na ziemi Hadesem pojawiła przedziwna postać, jakby skrzyżowanie feniksa ze skorpionem i na dodatek ze świnią... co najmniej dziwaczna hybryda... podobna do ognistego ptaka, z tą tylko różnicą, że zamiast pięknego ogona, miał skorpionowaty zakończony kolcem, a z przodu dodatkową parę odnóży stanowiły sporych rozmiarów szczypce, zamiast dzioba posiadał natomiast świński ryj (XD moja wizja mnie boli...). Ale tę postać, choć nie w całości, Hades już widział!
Jak piorun raziła go myśl, że oto ma przed sobą Imperatora.
W pierwszej chwili poczuł się oszukany i tym oszustwem głęboko zraniony, po chwili jednak dotarło do niego, że przecież ten właśnie Imperator siedział z nim na dachu jego pałacu i grał z nim w bierki, a teraz ochronił przed niewiadomo-skąd-pochodzącą-kulą-ognia!
Ogień nie mógł zrobić komuś, kto po części jest feniksem, najmniejszej krzywdy. Co prawda został zmuszony do pokazania Hadesowi swojej prawdziwej postaci, ale trudno. Bardziej zaniepokoiło Imperatora to, kim był atakujący. Ta moc... kto inny mógł tak po mistrzowsku zawładnąć ogniem, jednak sama myśl o tym, że Ajax miałaby go atakować była niedorzeczna! Ona? Najwierniejsza z wiernych?!
Jednak ten gniew, który wyczuwał... nigdy nie towarzyszył Ajax... irytacja, delikatne uczucie dyskomfortu... ale gniew wydawał się być tej kobiecie obcy, jakby poznała cudowny sposób panowania nad sobą.
Ale to była ona. Wyłoniła się właśnie zza pagórka, na którym stanęła wściekła... Powietrze wkoło niej wirowało z zawrotną prędkością, od czasu do czasu dostrzegał małe iskierki, jakby było naładowane elektrycznie... Jej prawa ręka nadal gorzała ogniem, a lewa zamieniła się w lód. Ziemia pod ich stopami zaczynała drgać niebezpiecznie.
To nie wróżyło najlepiej!
Co też stało się na górze, podczas jego nieobecności? Co mogło sprowadzić Ajax do niego w wyjątkowo czytelnej, choć niezrozumiałej roli mordercy? Bo przecież żądza krwi biła z niej, jak jeszcze nigdy!
- Ajax! – odezwał się, przekrzykując wyjący wiatr. – Co to ma znaczyć?! Jak śmiesz atakować swojego Imperatora?!
Oczojebna mamrotała coś przez dłuższą chwilę, wiatr przywiał tylko niektóre wypowiedziane przez nią słowa.
- Za zdradę Imperium... a złamane prawa domagają się kary... skazany na likwidację.
- Czyś ty zgłupiała? – nie wytrzymał Imperator. – Jak mogłem zdradzić Imperium?! Imperium to ja!!!
Ale Ajax nie słuchała, dokończyła litanię, która w ogóle do niego nie dotarła i rzuciła się w jego kierunku.
----------------------------------------
Ładnie komentujemy :P bo nie dodam dalszej części, którą z rozpędu już napisałam xD a teraz idę spać!
Komentuj (14) 23.01.2007 :: 20:26
126.
Hades (dramatyzm wzrasta)
Imperator niczego nie rozumiał. A już szczególnie tego, dlaczego najwierniejsza z wiernych, pierwsza dama Imperium, podlegająca bezpośrednio jego rozkazom, a tylko w razie jego nieobecności Czterem Kardynałom, atakuje go z wyraźnym zamiarem zabicia.
Ziemia pod nogami Imperatora rozstąpiła się, na szczęście wyposażony w skrzydła, po prostu uniósł się nad przepaścią. Nie chciał jej atakować, najpierw musi się dowiedzieć, co takiego stało się na górze!
Ajax jednak nie bawiła się, atakowała całkiem na poważniej. Potężny podmuch wiatru uderzył w niego, rzucając wprost na wyłaniający się z ziemi głaz, jakby specjalnie naostrzony na spotkanie z jego ciałem. Z dużym wysiłkiem ominął go, ale tak mocno zarył w ziemię, że aż nakrył się ogonem xDD
- Bolało – mruknął powoli tracąc cierpliwość.
Wtedy zobaczył, że wiatr zdmuchuje Hadesa wprost do ziejącej czernią przepaści. Niby bogowi podziemia nic nie grozi, ale kto wie dokąd prowadzi ta dziura w ziemi, jeśli do innej części tej sfery... na przykład piwnicy Lucyfera. Ta myśl sprawiła, że Imperator, zapomniał o swoim postanowieniu nie atakowania Ajax, która akurat ciskała w Hadesa lodowymi soplami, ostrymi jak nóż.
Walnął w nią ognistym wiatrem, wygenerowanym przez jedno tylko machnięcie skrzydłami.
Ogień jednak był dla Ajax niczym zabawka. Uśmiechnęła się z wyższością, co wkurwiło Imperatora nawet bardziej. Przedarł się przez wściekłe prądy powietrzne i jednym ruchem ogona przebił Ajax kolcem jadowym.
Oczojebna znieruchomiała. Wiatr stał się lekkim powiewem, ziemia przestała się trząść. Imperator wyciągnął z jej ciała kolec, a ona upadła na ziemię. Stanął nad nią.
Ajax wbiła wściekłe spojrzenie w górującą nad nią postać Imperatora. Mogła się domyśleć, że tak to się skończy. Od początku nie miała szans...
- Dlaczego? – szepnęła, nie zdając sobie sprawy, że łzy wypływają z jej oczu. – Dlaczego wszyscy mnie porzucili...?
Po tych słowach ogień, który jeszcze tlił się na jej dłoni, niespodziewanie zajął całe ciało i w mgnieniu oka pochłoną je, pozostawiając jedynie nieodłączne piórko, które tkwiło w jej kapeluszu.
Imperator pochylił się i podniósł je. Było to przecież pióro z jego skrzydeł... pióro feniksa...
- Kto to był? – dotarł do niego głos Hadesa, który pozbierał się z ziemi i szedł w jego kierunku.
- Ktoś, kogo nigdy nie podejrzewałbym o próbę zamachu na mnie – stwierdził Imperator wyraźnie zasmucony.
Oderwał wzrok od pióra i spojrzał na boga podziemi.
- Chyba należy ci się małe wyjaśnienie.
Hades kiwnął głową.
Na powierzchni ziemi. Grecja. Ateny.
Miri zdążyła się już pożegnać z Shunem i właśnie zaczęła głęboko zastanawiać się, jak by tu wprowadzić w życie swój plan, kiedy...
Najpierw poczuła delikatne, prawie niewyczuwalne, drżenie ziemi... mogło oznaczać, że gdzieś na świecie było właśnie trzęsienie, ale nie... ziemia wibrowała uczuciem, prawdziwym gniewem, nie przesłoniętym jednak nienawiścią... Gniew, niemal w czystej formie.
Miri wciąż stojąc na plaży, uklękła i w skupieniu położyła ręce na piasku. Jej siła przecież zawsze kumulowała się w dłoniach, dlatego też zaraz po zetknięciu z rozgrzanym piaskiem zobaczyła Ajax. Miri zamknęła oczy, żeby lepiej widzieć obrazy, które przez dłonie docierały do jej mózgu.
Ajax, co ona robiła? Czyżby zupełnie oszalała? Przywoływać cztery żywioły naraz? To wbrew zdrowemu rozsądkowi! Chwilę później zobaczyła jak ciało dawnej uczennicy zostało pochłonięte przez ogień. Otworzyła szeroko oczy i zapatrzyła się w wiszące nad horyzontem, obleczone czerwienią słońce.
Coś ścisnęło ją w gardle, ciężko łapała oddech... Oczy pozostawały jednak suche, mimo że płacz niemal ją dławił.
A więc to jednak był koniec, dokładnie taki jaki zobaczyła wcześniej... W swojej wizji widziała czarny ogień, który zawsze symbolizował Ajax. Widziała jak czarny ogień zapłonął z nieznaną dotychczas siłą i zgasł, jakby ktoś wylał na ognisko wiadro wody... a w oparach dymu dojrzała jeszcze spokojnie opadające, znajome piórko.
Myślała, że skoro pożegnała się z Ajax definitywnie, to co się z nią stanie nie będzie jej nic a nic obchodzić. Myliła się.
Osiągnęła niesamowitą moc, przyzywając wszystkie cztery żywioły, ale ktoś okazał się od niej silniejszy. Miri wolała nie wiedzieć, kto to był, choć miała niemal pewność, że to Imperator... Jednak ona wiedziała coś, czego zabójca Ajax najprawdopodobniej nie wiedział. Oczojebna dosięgła szczytów swoich możliwości, a nawet je przekroczyła, czy by wygrała, czy przegrała, ogień i tak pochłonąłby jej poważnie przeciążone ciało...
Miri uśmiechnęła się do powoli dotykającego horyzontu słońca. Przypomniała sobie osmaloną twarz małe Ajax, jej pierwsze eksperymenty z ogniem.
„Kiedyś będę tak silna jak ty!” – odgrażała się dziewczynka za każdym razem, gdy nie potrafiła sobie poradzić z nowymi, wyznaczonym przez swoją nauczycielkę zadaniami. – „Zobaczysz, będę tak silna jak ty, albo nawet i silniejsza!”
Na nic zdawały się słowa Miri, że ludzie mają ograniczone możliwości i nawet ona sama nie potrafiła wszystkiego, gdyż istniały granice, których przekroczenie oznaczało śmierć.
Przez krótką chwilę, gdy Ajax zapanowała równocześnie nad ziemią, wodą, powietrzem i ogniem... wtedy stała się niemal równie silna jak Miri...
- You’ve done it – szepnęła do siebie. – Silly, little Ajax, you’ve done it.
Posiedziała jeszcze chwilę na plaży, poczekała aż słońce zajdzie i pod osłoną szybko zapadającego zmroku wycofała się do miasta. Teraz musiała znaleźć szpital, tak zakładał plan.
Pokój hotelowy w Atenach.
Ares właśnie w najlepsze wczuwał się w jedną ze swoich ulubionych gier strategicznych, gdy na ekranie wyskoczyło mu okno z informacją: „pilne połączenie z Imperium”. Czerwonowłosy rzucił kilka przekleństw pod nosem, zapisał grę i wyłączył, po czym otworzył okno konferencyjne. Ku jego zdziwieniu obraz podzielił się na trzy mniejsze części, w każdej z nich zobaczył mordę jednego z Kardynałów.
- Czego? – zapytał niechętnie. – Zajęty jestem.
- Graniem zapewne – uśmiechnął się złośliwie Set.
- Słuchaj Szmaragdowy, ja tutaj w ramach misji... – zaczął, ale przerwał mu Ed.
- Tak, tak, każdy z nas ma coś do zrobienia. Chodzi o to, że my już niemal wszystko załatwiliśmy, tylko ty nie zdałeś raportu.
Xavier ze swojego okienka uśmiechał się uroczo, podpierając głowę na rękach.
- O Miri nie musimy się martwić – powiedział Ares i oparł się wygodniej na krześle. – Sama powiedziała: I don’t have any interest in the Empire, not any more – zacytował z tym swoim marnym akcentem.
- I co dalej?
- Ajax nasłałem na Hadesa, ciekaw jestem co z tego wyniknie.
- CO?! – ryknął Set.
- To co słyszysz.
Xavier gwizdnął z podziwem i przekrzywił głowę w lewo.
- Tego nie było w planie – stwierdził, nie zmieniając wyrazu twarzy Ed. – Ale to może mieć ciekawe konsekwencje...
- Fajnie, a co z resztą? Przecież do Grecji nie zostały wysłane tylko one dwie. Z tego co wiem, byli tam jeszcze Shama, Raini, Majris, Van, Kyo i chyba nawet Ultar, nie wspominając o uczennicach!
- Dowiedziałem się od Miri, że Van i Majris zginęli.
Xavier otworzył szeroko oczy i niemal przykleił nos do ekranu.
- Shama i Ultar znikli w niewyjaśnionych okolicznościach, a Raini przeszła na stronę Goldów ze świątyni Ateny. Co do uczennic... nie wiadomo do końca. Vedzia i Silene również jakby rozpłynęły się w powietrzu, a Shuu została już dawno uznana za zmarłą.
- Co za syf... – mruknął Ed i westchnął ciężko.
- Jeśli chcecie znać moje zdanie, ta cała operacja ze świątynią Ateny była bez sensu. Najlepiej porzucić ten pomysł – mruknął Set.
- No dobra, a co ze zdrajczynią? – dopytywał się Ares. – Powinna zostać zgładzona.
- Nie – powiedział Ed. – Myślę, że całą tę sprawę powinno się zostawić w spokoju. Za dużo ludzi już tam najwyraźniej straciliśmy, nie uzyskując żadnych korzyści. Zupełnie nieopłacalny interes.
- Ale Raini – zaczął Rubinowy.
- Set jak uważasz?
- Hm... Ona dopiero co została Mistrzynią, prawda? Wiedziała czym ryzykuje odchodząc. A naszym obecnym priorytetem jest utrzymać władzę na świecie, teraz gdy to cholerne Imperium zaczęło się rozpadać... – tu zaczął grzebać w komputerze i po chwili dodał. – Patrząc na jej profil nie wydaje mi się, żeby stanowiła jakieś zagrożenie. Szkoda czasu. Szczerze powiedziawszy, bardziej martwiłbym się tym zniknięciem Ultara i Shamy...
Xavier pokiwał energicznie głową. Nagle ku zdziwieniu pozostałej trójki jego oczy stały się zupełnie czarne... jakby stały się jedną, wielką źrenicą. Trwał tak przez chwilę w bezruchu, po czym zamrugał kilkakrotnie i wszystko wróciło do normy.
- Ajax nie żyje – oświadczył, głosem dość niskim, zupełnie nie pasującym do dziecięcej twarzyczki.
- Skąd wiesz? – zainteresował się Ares, który po raz pierwszy w życiu usłyszał w ogóle głos Xaviera.
Ten jednak uśmiechnął się słodko jak zwykle i nic więcej nie powiedział.
- Widziałeś to? – zapytał Set, najwyraźniej niczym nie zdziwiony.
W odpowiedzi dostał jednie wywalony język.
- Widziałeś – mruknął Set. – Po oczach można było poznać.
- Czyli problem Ajax załatwiony – podsumował Ed. – Sprawę Aten zostawiamy. Teraz już nawet nagły powrót byłego Imperatora nam nie zaszkodzi. Wracaj do Centrali – zwrócił się do Aresa. - Większe problemy mamy w polityce. Szczególnie tutaj!
- Co się dzieje? – zainteresował się Szmaragdowy Kardynał.
- Nasze bliźniacze ptaszki coś za śmiało sobie poczynają... myślę, że trzeba by dać im znak, że nam się to nie podoba.
- Bardzo chętnie – ucieszył się Ares, bo dwóch, najbardziej znanych, polskich bliźniaków nie znosił wręcz alergicznie i to z wzajemnością ( zgadnijcie o kim mowa XD).
Komentuj (35)