04.01.2008 :: 14:09
151.
Przybytek Ateny.
Shuu siedziała z tyłu całego hotelopodobnego budynku (co oczywiście wszyscy pamiętają XD) i wpatrywała się bezmyślnie w niebo.
Nagle coś wpadło w jej pole widzenia i aż zamrugała ze zdziwienia.
Kilkanaście metrów nad ziemią.
- Jesteś pewien, że to tutaj? – zapytała kobieta lecącą bok niej świetlistą postać, która prychnęła niecierpliwie w odpowiedzi.
- No długo ci zajęło odnalezienie drogi... – dorzuciła druga cicho.
- Dlatego pytam się, czy jesteś absolutnie pewien – westchnęła pierwsza. – Zwalanie się niewinnym ludziom na chatę nigdy nie było moim hobby.
Świetlista postać zabłysła czerwienią.
- Ale nie denerwuj się tak – próbowała łagodzić trzecia kobieta. – My po prostu po tych wszystkich przebojach z Imperium staramy nie rzucać się w oczy.
Świetliste coś uspokoiło się trochę.
Shuu przetarła ślepia raz, drugi, ale to co wisiało na niebie nie znikało... a było to ni mniej ni więcej tylko stado osiodłanych, skrzydlatych koni, dosiadanych przez uzbrojone, wojowniczo widać nastawione, kobiety.
Poskrobała się po czuprynie i pomyślała, że to średnio możliwe i chyba ma halucynacje, ale zaraz potem zrewidowała poglądy, przypominając sobie pokrótce co ostatnio przeżyła.
W tym samym czasie w środku budynku.
Raini wreszcie po długim czasie (XDD ojjjjj dłuuuuuuuugim xD) doszła do siebie.
Ocknęła się w jednym z pokoi w przybytku Ateny. Usiadła na łóżku i rozejrzała dookoła. Pokój jak pokój, niespecjalnie duży, łóżko, jakiś stół, fotel, a na fotelu jeden z Bliźniaków, rozwalony i pochrapujący co jakiś czas.
Raini parsknęła śmiechem.
Wstała z łóżka i rozciągnęła się, że aż zatrzeszczało w stawach, ale Bliźniak nie obudził się. XD
Wzruszyła ramionami i zupełnie nie zdając sobie sprawy z tego, że minęły ponad dwa dni, od kiedy straciła przytomność, wyszła z pokoju i udała się przed siebie. Szła bez konkretnego celu, aż dotarła do tylnego wyjścia, a tam znalazła siedzącą na schodach Shuu.
- Buuuuu! – ryknęła niemal do ucha wpatrującej się w niebo Iluzorycznej.
- ŁAAAAAAAAAAAAAAAAAAA! – wydarła się Shuu i sturlała kilka schodów.
- Hm... a gdzie nieustanna gotowość? – zapytała Raini, gdy Iluzoryczna wstawała. – Wrogowie naokoło, a ty podziwiasz obłoczki.
- Zerojedynkowa?! – Shuu wybałuszyła oczy. – Ale jak, skąd, czemu? Silene, Vedzia... teraz ty... co jest grane?!
- Vedzia tu jest? – zainteresowała się Raini. – I Silene?
- Też mnie to zdziwiło... ale... co do podziwiania obłoczków! Spójrz tam!!! – Shuu wskazała w miejsce na niebie, gdzie przed chwilą widziało jeszcze stado koników.
Raini podążyła wzrokiem za ręką Iluzorycznej i szczęka jej opadła.
- A to ci ciekawostka... – mruknęła.
- Czyli, że jednak mi się nie wydawało – westchnęła z ulgą Iluzoryczna.
Tymczasem ekipa pod niebiosami zauważyła, że jest obserwowana...
Mówiąc szczerze Shuu wydzierając się zwróciła na siebie ich uwagę.
Świetlista postać rozbłysła jaśniejszy światłem.
- Ałaa – skrzywiła się Raini, gdy poczuła ból w miejscu, gdzie znajdowały się znamiona na jej plecach.
- Ja mam tylko jedno pytanie – zwróciła się do niej Shuu, której oko wyraźnie latało O.ó – Dlaczego świecą ci się plecy?
Mu w tym samym czasie przetrząsał hotel w poszukiwaniu zapodzianej gdzieś Shuu.
Za którymś zakrętem spotkał Kanona, wyglądającego jakby właśnie się obudził.
- Dawno cię nie widziałem – stwierdził Baran.
Bliźniak aż podskoczył.
- Chłopie ty mnie tak nie strasz, bo mi serce odmówi współpracy.
Mu spojrzał na niego z miną typowo: „ale o co ci chodzi, uchlałeś się czy jak?”, po czym wzruszył ramionami i poszedł dalej.
Kanon pognał za nim.
- Nie widziałeś tutaj kogoś nowego? – zagadnął.
- No ostatnio nawet dość często ktoś nowy się pojawia – uśmiechnął się kpiąco Mu.
- A dzisiaj? – zaniepokoił się Bliźniak.
- A i owszem, jakaś nowa przylazła, jeszcze chwilę temu stała przy głównym wejściu i miziała się z Milo.
- Z MILO? – Kanonowi aż powieka drgnęła. – Ale jak to?!
- Normalnie on ją zna, ona jego i w ogóle romantycznie się zrobiło – podsumował Baran rozglądając się przy następnym rozwidleniu korytarza.
- Ja... ja nic nie rozumiem...
Mu już miał skręcić w lewo, gdy z prawa doleciał ich krzyk.
- Shuu – uśmiechnął się Baran.
- Fakt tak wydrzeć mordę to tylko ona umie – podsumował Kanon.
Uśmiech zaraz spełzł z twarzy Mu... bo przecież mogło się jej coś stać i pognał przed siebie.
Kanon kierując się filozofią owiec xD (offczy pęd) pognał za nim.
Wybiegli tylnym wyjściem i zobaczyli klęczącą na schodach Raini i pochylającą się nad nią Shuu, od nich biło jakieś dziwne jasne światło.
- Shuu – krzyknął Mu.
- Uważaj – pociągnął go za szmaty do tyłu Kanon i w miejscu, w którym jeszcze sekundę temu stał Baran wbiła się jakaś dzida.
Obaj Złoci spojrzeli w niebo i zdębieli, gdy ujrzeli całą ekipę podniebną, niezmiennie wiszącą w tym samym miejscu. Jedynie jakaś świetlista, niewyraźna postać zbliżała się powoli do dwóch kobiet.
- Jeśli panowie nie chcą mieć kłopotów, to lepiej niech się nie ruszają stąd – odezwał się jakiś władczy głos i w mgnieniu oka jeden ze skrzydlatych koni oderwał się od stada i wylądował tuż przed nimi, a z jego grzbietu zeskoczyła ruda, uzbrojona kobieta.
Z drugiej strony przybytku Ateny.
Ekipa nie zdążyła jeszcze się udać na wymarzone śniadanie, gdy pierwsza strzała zaświszczała w powietrzu i trafiła w ramię Wodnika, a w ślad za nią poleciały inne. Na szczęście Shion popisał się refleksem i ryknął:
- Cristall Wall!
- No to mamy atak... – podsumował Ryba. – A ja nie zdążyłem zjeść śniadania.
- Nie pajacuj – mruknął Milo wypuszczając z objęć Vedzię.
Silene z kolei zainteresowała się raną swojego Camusa.
- Tylko nie patrz tak na mnie – mruknął Wodnik.
- Sory, taki odruch – uśmiechnęła się Wampirzyca i próbowała udawać, że skapująca krew wcale jej nie interesuje. – Aczkolwiek nie daruję – mruknęła. – Mojego się nie tyka...
Powiodła wampirzym wzrokiem po okolicy i szybko zlokalizowała, gdzie ukryły się zdradzieckie Amazonki.
- Tam - wskazała całej ekipie kierunek.
Cristall Wall znikła, a do Goldów jak na zawołanie przyleciały ich Złote (Gacie _^_) Zbroje.
- No to będzie zabawa – podsumował przeciągając się DM.
Komentuj (16) 25.01.2008 :: 18:04
152.
Zadymiony pokój.
Dziwnie wysoki świst zasygnalizował pojawienie się Rivira. Nie wyglądał na szczególnie radosnego.
Pojawił się i uwalił w fotelu z miną co najmniej zniesmaczoną.
- Zgaduję, że sobie nie specjalnie pogadałeś z Shamą – zagadała Wyrocznia znad kubka z dziwną kawo-podobną konsystencją.
Rivir jedynie prychnął.
- Mówiłam – pokiwała głową Wyrocznia.
- Wiesz co – spojrzał na nią z ukosa. - Czasami bywasz naprawdę wnerwiajaca z tymi swoimi odzywkami typu: „wiedziałam”, „a nie mówiłam” itd.
- Przepraszam, że wiem wszystko na zaś – warknęła Wyrocznia, obalając za jednym zamachem cały kubek obrzydlistwa, które tam miała. - Wcale się nie prosiłam – dodała niemal szeptem.
Rivir poczuł się trochę głupio i już miał coś powiedzieć, co poprawiłoby atmosferę, ale nie zdążył, bo zauważył charakterystyczny wyraz... czy może raczej brak wyrazu twarzy (XD) u Wyroczni. Miała jakąś wizję.
- Chyba nie chcę wiedzieć, co ona tam wypiła – mruknął do siebie.
Nagle aż podskoczył w hotelu, gdy pusty wzrok Wyroczni spoczął na nim.
- Idź... sprowadź i jego i ją... - powiedziała ledwie dosłyszalnie.
Rivir wolał się z wolą naćpanej Wyroczni nie kłócić, więc czym prędzej znikł, zastanawiając się co też znów wymyśliła.
Od dupy strony przybytku Ateny. (XD)
- Tylko bez gwałtownych ruchów – mruknął Kanon do Mu. - To jest uzbrojona kobieta.
Mu spojrzał na niego z ukosa.
- Zdążyłem zauważyć.
- Chodzi mi o to, że uzbrojona kobieta jest niebezpieczna @.@ - świrował Kanon.
- Jakby nieuzbrojone były jakoś mniej niebezpieczne - westchnął Mu, ale wolał w tej chwili nie wnikać w skomplikowane stany psychozy maniakalenej Bliźniaka.
- Panowie się nie ruszają stąd, nie będzie problemu. Załatwimy swoje i spadamy – oświadczyła przybyła łypiąc to na jednego to na drugiego.
- Ja mam rączki tutaj – stwierdził Kanon wyciągając macki przed siebie.
- A jakie mają panie plany? – zapytał Mu iście dyplomatycznym tonem, patrząc równocześnie nad ramieniem rudej kobiety, co tam się dzieje za jej plecami.
- Nic specjalnego, przyjechałyśmy tylko po kogoś – oświadczyła.
- CO?! - ryknęli Baran i Bliźniak równocześnie.
- Panowie, spokój! - przypomniała im kobitka celując w nich ostrzem miecza.
Tymczasem za jej plecami...
- Raini ale powiedz coś, bo ja nie wiem co się dzieje – Shuu przyklękła przy Zerojedynkowej i nie wiedziała co ma robić, przecież na kursach pierwszej pomocy nie uczą co robić w przypadku, gdy komuś się świecą plecy.
- Wyobraź sobie, że ja też – wysyczała przez zęby Raini. - Jedno jest pewne, boli.
Nagle coś zarżało nad uchem Shuu, także zdezorientowana Iluzoryczna wywróciła się i poturlała po schodach w dół. (XD zdolnym być XD)
- Shuu!!! - krzyknął Mu.
- Spokojnie... nikomu się krzywda nie dzieje – uspokajała ruda.
Kanon obserwował scenkę, a oczki otwierały mu się coraz bardziej. Bo gdy Shuu sturlała się po schodach, jasne się stało od kogo to światło pochodzi. Dokładnie rzecz ujmując z pleców Raini. I żeby było śmieszniej dokładnie takim samym światłem emanowało coś stojące obok niej.
Kanon poczuł szturchnięcie w bok i spojrzał na Mu zupełnie zbity z tropu.
- Skup się co czujesz? - mruknął Baran.
Do Bliźniaka dopiero po słowach Mu dotarł fakt, że inni Goldzi zaczęli walkę.
- A panie to przepraszam same to przybyły czy z towarzystwem? - rzucił zanim zdążył pomyśleć.
Ostrze miecza powędrowało gdzieś na wysokość mostku Bliźniaka.
- Skąd przypuszczenie, że miałybyśmy mieć towarzystwo? - zapytała podejrzliwie.
- Bo tak jakby mamy tutaj sytuację podbramkową – warknął Kanon.
- Kolega chce powiedzieć, że zostalismy zaatakowani – przetłumaczył Mu.
- Ale chyba nie przez nas, my tylko...
- Nie wiem czy mam to uznać za atak, ale fakt jest faktem – wtedy dobiegł ich mały wybuch. - O właśnie...
- Wzieliście nas w dwa ognie – zawył Kanon. - Nie można wierzyć kobietom! Wy też jesteście Amazonkami?!
- Amazonkami...?! - zdębiała ruda. - Ależ skąd. Jesteśmy Walkiriami.
- Walkirie? - dał się słyszeć głos Shuu, która pozbierała się wreszcie ze schodów. - Ale bajer @@ A to prawda, że nadziewacie na dzidy dusze wojowników poległych na polu bitwy?
Ogólna konsternacja... po czym wielki wybuch (tym razem) śmiechu.
- No ej... tak gdzieś czytałam... - Shuu poczuła się wyśmiana... (nie pierwszy i nie ostatni raz zapewne XD)
- W różne rzeczy ludzie potrafią wierzyć – stwierdziła ocierając łzy z kącika oczu ruda. - Ale... - dodała po chwili już poważniejąc. - Widzę, że trafiłyśmy bardzo nie w czas.
- Można by to tak ująć – mruknął Mu.
Komentuj (22)