01.10.2006 :: 20:03
103.
Baza Imperialistów. Wciąż ta sama rozpadająca się rudera.
Zanim Ajax i Miri w ogóle pomyślały o wstawaniu z łóżka, Raini już dawno była na nogach.
Dopiero około dwunastej spotkała Oczojebną na schodach. Nie miała najmniejszej ochoty z nią rozmawiać, ale wyglądała dość żałośnie, że aż chciało się ją dobić.
- Właściwie nie wiem co my tutaj wciąż robimy – rzuciła w powietrze.
Ajax zatrzymała się, ale nie odpowiedziała.
Raini tymczasem wpatrywała się w zgarbione lekko plecy, stojącej kilka stopni niżej zmory ostatnich dni.
- Van to zimny trup, Shama nie pokazuje się od kilku dni, a ostatnio nawet Miri znika... – Zerojedynkowa zawiesiła głos.
Ajax odwróciła się i zmierzyła ją zimnym wzrokiem.
- Takie rozkazy. Mamy czekać na dalsze polecenia od Imperatora.
Chciała już odejść, ale powstrzymał ją głos Raini.
- Powiedz lepiej, że nie ma żadnych nowych rozkazów i nie masz pojęcia co dalej robić. Sama przecież nie podejmiesz żadnej akcji nie skonsultowanej z Imperatorem – w tych słowa nawet nie próbowała ukryć kpiny.
- Wysłałam raport – odezwała się Ajax, ale jakimś zupełnie nie swoim głosem. – Mogę tylko czekać na odpowiedź.
Szybko pokonała resztę schodów i znikła w pokoju komputerowym.
Raini uśmiechnęła się do siebie.
„No to możesz długo czekać.”
Raport owszem wysłała, ale nigdy nie dotarł do centrum dowodzenia, a tym bardziej do komputera Imperatora. Zadziwiające, że będąc tak wysoko w hierarchii, nie znała się zupełnie na informatyce. No cóż, nic tylko się cieszyć i korzystać.
Ruszyła dalej w kierunku pomieszczenia przerobionego na prowizoryczną kuchnię, a tam zastała Miri. Mała niespecjalnie zwróciła na nią uwagę. Zresztą wydawała się zupełnie pochłonięta własnymi myślami tak, że niedługo wpadłaby na Raini i jej nie zauważyła.
- Uważaj jak chodzisz – mruknęła Zerojedynkowa.
Miri zamrugała, jakby dopiero do niej dotarła rzeczywistość.
- Oh, sorry – odpowiedziała.
Minęła Raini i już wychodził, gdy usłyszała:
- No tak, co ta miłość z ludźmi nie robi. Zupełnie odpływają.
Miri obróciła się spłoszona i zobaczyła złośliwy uśmiech na twarzy Raini.
- You know nothing! Not a thing! – rzuciła jej i wybiegła.
Po chwili do Zerojedynkowiej dobiegło trzaśnięcie drzwi wejściowych.
„Miri znów wybyła” – pomyślała.
A chwilę potem drzwi znów trzasnęły.
„A teraz Ajax poleciała za Miri” – dodała w myśli Raini.
To było przekomiczne. Wszyscy znajdowali sobie ważniejsze zajęcia niż spełnienie misji. Czyżby Grecja była pechowym miejscem dla Imperatora?
Raini przypomniała sobie nagranie, które udało jej się obejrzeć, zanim wrzuciła ja Aresowi na komputer. Jeśli było prawdziwe, mogła się założyć, że Kardynałowie mieli nad czym myśleć...
Wyszła z kuchni i przystanęła na korytarzu. Co by tu zrobić? Uśmiechnęła się do siebie i skierowała się do wyjścia. Nie będzie przecież siedzieć cały boży dzień w wilgotnych ścianach tej rudery, skoro na zewnątrz... może PRZYPADKIEM spotkać kogoś ciekawego.
Nie okłamujmy się chciała spotkać wysokiego, niebieskowłosego faceta. Mimo że nie spędzili ze sobą dużo czasu, tęskniła za jego głosem, za jego obecnością, bo czuła się przy nim bardzo dobrze.
I o dziwo. Przeszła zaledwie kilka przecznic, kiedy zobaczyła go, jak wychodził ze sklepu, obładowany siatkami z półlitrówkami. Był w towarzystwie dwóch innych facetów, zapewne innych złotych rycerzy, ale inni nie interesowali Raini.
Właśnie szli w jej stronę. Stanęła więc z boku i czekała, aż ją pozna, ale Saga przeszedł obok niej, nawet na nią nie spojrzawszy.
- Ej! Ładnie to tak nie poznawać znajomych? – krzyknęła za nim, zanim zdążyła pomyśleć.
Cała trójka odwróciła się i zmierzyli ją wzrokiem.
- Znacie ją? – zapytał Saga.
Dwaj jego towarzysze pokręcili przecząco głowami.
Raini poczuła się, jakby ktoś wylał na nią wiadro lodowatej wody.
- A przepraszam, pomyliłam pana z kimś – rzuciła, odwróciła się napięcie i ruszyła przed siebie.
Jak on mógł?! Tak po prostu udać, że jej nie zna? I to dlaczego? Dlatego, że szedł z kumplami?
„Prostak” – pomyślała.
Naprawdę spodziewała się po nim czegoś innego.
Cały dobry humor wyparował w jednej chwili. Nawet fakt, że przygadała Ajax nie potrafił poprawić samopoczucia.
Szła tak przed siebie nie zważając na nic. Wydawało jej się, że ktoś coś do niej powiedział, ale nie zwróciła na to najmniejszej uwagi.
Dopiero, gdy ktoś mocno pociągnął ją za ramię zmuszając do zatrzymania się wróciła do rzeczywistości.
- Dokąd tak pędzisz? – to był on.
Wciąż trzymał jej rękę i uśmiechał się jakby nic nie zaszło.
Odtrąciła jego dłoń i nic nie mówiąc, ruszyła dalej przed siebie. Nie będzie tak przed nią rżnął głupa. Raini sobie na to nie pozwoli.
- Czekaj, co się stał? – dogonił ją i znów zatrzymał.
- A teraz nagle mnie poznajesz? – zapytała zimnym głosem. – Jeszcze dziesięć minut temu mnie nie znałeś.
- O czym ty mówisz? – zdziwił się. – Przecież dopiero przed chwilą cię zobaczyłem.
- Nie udawaj Saga! Widziałam cię jak z koleżkami wynosisz pół monopola.
- Saga? - Zamrugał zdziwiony, ale błysk zrozumienia pojawił się po chwili w jego oczach. – Nie mogłem się do ciebie przyznać, nie znasz moich „kolegów”, nie daliby ci spokoju.
Raini przyjrzała mu się podejrzliwie, coś kręcił.
- Dasz się przeprosić? – zapytał przymilnie.
- No nie wiem.
- Pójdziemy do tej kawiarenki, co przedtem – uśmiechnął się jakoś smutno. – Oczywiście ja stawiam.
Raini kiwnęła głową, zgadzając się z propozycją. Nadal miała wrażenie, że coś jest nie tak, ale w końcu... skoro on stawia, to czemu nie dać się zaprosić.
------------------------------
Odcinek specialy for Raini :) Za wybitne osiągnięcia :DDDDDD
Komentuj (29) 05.10.2006 :: 21:50
104.
Gdzieś nad Środkową Europą.
- Na pewno wiesz dokąd lecimy? – zapytała po raz kolejny Segno.
- Mamy lecieć na południe, to lecimy – mruknął Nemi o nieskończonych pokładach cierpliwości.
- Myślisz, że spotkamy jeszcze kiedyś metalowego smoka? – zapytała po chwili ciszy.
- Możliwe.
- Ale ten z wczoraj wcale nie był rozmowny i prawie nas stratował – marudziła Segno.
- To fakt, ale może w tym świecie smoki nie rozmawiają z ludźmi – zastanowił się Nemi. – W ogóle dziwne tu panują zwyczaje.
- O tak! Chciałabym już wrócić do domu. Tu wszystko jest obce.
-Wiesz, że nie możemy wrócić z pustymi rękoma... Nie po to przecież narażaliśmy życie, żeby...
- Wiem – przerwała jego przemowę. – Doskonale wiem. Ale tęsknić mi chyba wolno prawda? – zapytała wpatrując się smutno w jego plecy.
- Oczywiście – odpowiedział ciepło. – Przepraszam.
„Metalowe smoki... litości...” – pomyślała Sherr, robiąca obecnie za latający środek lokomocji. – „Jedynym smokiem w tym świecie jestem obecnie chyba tylko ja! Wygodnie Ci tam?”
„Tak średnio” – dostała odpowiedź od Elii, którą trzymała w jednej łapie, starając się nie zgnieść. – „Chyba wolałabym do tej Grecji na piechotę...”
„Właściwie to warto by się było przedstawić, jestem Sherr.”
„Elia, miło mi.”
„Skoro już jesteśmy w podobnej sytuacji, to wypadałoby się chyba lepiej poznać.”
I tak leciały sobie do Grecji...
Na wzgórzu, niedaleko świątyni Ateny.
- Amazonka... – usłyszała znajomy głos.
Silene stanęła nieruchomo. Tuż za nią znajdował się... Milo. Wpatrywał się w nią przymrużonymi oczami. Kac wyraźnie malował się na jego twarzy... Silene nie była pewna czy widział co się tutaj stało, czy też przyszedł zbyt późno.
- Spójrz – wskazała na ciało Mhrocznej Elfki, gotowa odegrać kolejną komedię. – Ona obserwowała świątynię. Ładnie się pilnujecie. Dobrze, że ją zauważyłam i wyeliminowała – rzuciła dumnie. – A teraz wybacz, muszę wracać.
Już go wymijała, przekonana, że dał się nabrać, ale złapał ją za nadgarstek i odwrócił do siebie.
- Czego chcesz?
- Bardzo nie lubię, gdy ktoś mnie traktuje jak przygłupa.
- Ale...
- Wszystko widziałem – oznajmił. – Takiej szybkości nie nabiera chyba zwykła Amazonka.
- Nie zwykła, z królewskiego rodu – mruknęła, a ironiczny uśmiech przemknął przez jej twarz.
Milo pokręcił głową.
- Przyznaję, dałem się nabrać twojemu nowemu kolorowi włosów, ale gdy patrzę teraz na ciebie z bliska... Silene, tak masz na imię.
Wampirzyca uwolniła się od jego silnego uścisku.
- Nie wiem o czym mówisz.
- Wiesz doskonale, a ja mam zamiar teraz zaciągnąć cię do Camusa.
- Tylko po co?
- Po co?! – ryknął Skorpion i zaraz złapał się za głowę. – Kobieto, czy ty zdajesz sobie sprawę z tego, jak on się czuł, kiedy tak go zostawiłaś? A właściwie jak my obaj czuliśmy się, kiedy znikłyście z Vedzią? – zapytał już ciszej.
Silene milczała wbijając wzrok w jakiś odległy punkt.
- Oczywiście, że nie. Wyście się nami tylko bawiły. Mam nadzieję, że zapewniliśmy wam dobrą rozrywkę – warknął.
- Nie, nie bawiłyśmy się. Ani Vedzia, ani ja. Ale co miałyśmy zrobić? Powiedzieć wam, że pracujemy dla Imperium? Nie sądzę, żeby wam się to spodobało.
- Pomyśl jak to wyglądało, kiedy tak po prostu znikłyście.
Silene nie odpowiedziała.
- A gdzie ona jest?
- Kto?
- Vedzia!
- Nie wiem.
- MÓW! – w oczach Skorpiona dostrzegła ostrzegawcze iskry.
- Naprawdę nie wiem... Znikła...
Milo patrzył na nią badawczo jakiś czas, ale gdy nic nie dodała, odwrócił się i zaczął iść w stronę świątyni.
- Nie mów mu, że to ja, proszę! – rzuciła za nim Silene.
Skorpion machnął tylko ręką, jakby odganiał muchę...
Okolice Kaukazu.
Szukała tak rozpaczliwie... ale nie miała zielonego pojęcia, gdzie teraz się znajdowała. I co najgorsze nie była sama, ale z nim...w jakimś odległym miejscu.
Rozpacz, złość i zazdrość. Nie mogła nic poradzić, to właśnie czuła.
Zatrzymała się, przybrała swoją na wpół materialną postać i spojrzała na widok rozciągający się przed nią ze wzgórza, na którym stała. Dawniej pewnie zachwycała by się nim, ale teraz była nieczuła na żadne cuda natury...
- Ona wróciła – usłyszała znajomy i znienawidzony głos tuż obok. – Do Aten.
- Zawsze wiesz, gdzie jestem? – zapytała zimno.
- Prawie – mruknął.
Odwróciła głowę w jego stronę. Przerażające, czarne oczy wpatrywały się w nią intensywnie.
- Wiesz, że to bez sensu. Co zrobisz, nawet jeśli ją znajdziesz? Powietrze i ziemia? Jaka czeka was przyszłość?
- To twoja wina! – krzyknęła i próbowała go dosięgnąć pięścią, ale złapał ją za rękę. – Okłamałeś mnie! A potem zamknąłeś... wiesz jak tam było?!
- Wiem – odpowiedział dziwnie spokojnie. – Ale nie mogłem cię zmienić w ducha powietrza. Tego powinnaś być świadoma.
- Nie miałam do kogo innego się zwrócić. Dobrze wiem, że nikt poza tobą nie zgodziłby się... ale ty mnie okłamałeś! Wtedy byłam zrozpaczona... nie myślałam racjonalnie. Mogłeś... mogłeś...
- Mogłem tego nie robić? Musiałem... – Segno uniosła głowę i spojrzała mu w oczy. – Musiałem... Wiem, że nie jesteś tą, za którą cię brałem – zaczął nagle mówić szybko, puszczając jej rękę i unikając wzroku. – To był błąd. Ale nie mogłem cię stracić!
- Nigdy nie należałam do ciebie, Shama – warknęła. – I nigdy nie będę!
- Wiem – stwierdził, a na jego twarzy pojawił się grymas, przypominający uśmiech. – Ale chociaż... – wyciągnął rękę, jakby chciał dotknąć jej twarzy, jednak zrezygnował i po chwili znikł, jak gdyby ziemia go pochłonęła.
Segno stała jeszcze chwilę, obojętna na wszelkie jego słowa. Wreszcie zawróciła ze swojej drogi i udała się z powrotem do Aten.
Komentuj (14) 06.10.2006 :: 20:31
105.
W domu Barana.
Mu po niedługim czasie wrócił z upragnionym Alcaprimem, który niezwłocznie zażyła Shuu. Dochodząc już jako tako do siebie, zaczęła nawet rozmyślać nad śniadaniem, kiedy do drzwi do jej pokoju, ktoś zaczął się dobijać.
- Zamknięte? - zdziwiła się i spojrzała na Mu.
Ten tylko wzruszył ramionami i nie ruszając się z miejsca, przekręcił klucz w zamku. Do pokoju wpadł Kyo.
- Musisz mi w czymś pomóc – stwierdził i niczego nie tłumacząc, wyciągnął ją z pokoju.
Zaciągnął do pokoju gościnnego, gdzie lewitowała sobie nad jakąś książką Nemi.
- Nie sądzę Kyo, żeby to był twój najlepszy w życiu pomysł – powiedziała, kiedy tylko weszli.
Shuu spojrzała na książkę.
- Przecież to moje! – krzyknęła. – Skąd to macie? Powinno być w moim medalionie z klątwą – stwierdziła i odruchowo dotknęła medalionu, zawieszonego na szyi.
- Może gdybyś nie rozwalała swoich rzeczy dookoła, wiedziałabyś gdzie co się znajduje – mruknął Kyo. – Sprawa jest taka.
Mówiąc to, podał jej czarną księgę i wskazał na odpowiednią stronę. Shuu przebiegła wzrokiem tekst i z każdą linijką bladła coraz bardziej. W końcu uniosła głowę znad książki i zupełnie zbita z tropu spojrzała na Kyo.
- No co?
- Żartujesz, prawda?
- Ani trochę – pokręcił głową.
- Ale przecież... – Shuu nie mogła wypowiedzieć, tych słów, które wręcz szalały w jej głowie.
Kyo podszedł do niej, położył dłonie na jej ramionach, uśmiechnął się i rzekł:
- Wiem, ale tego chcę. Potrafisz to zrozumieć?
Iluzoryczna przeniosła wzrok z niego na, unoszącą się w pewnej odległości od nich, Nemi. Smutny uśmiech pojawił się na jej pobladłej (niewiadomo czy od kaca czy z innych przyczyn) twarzy. Kiwnęła głową. Rozumiała... doskonale rozumiała. Mimo to, świadomość tego o co ją prosi, założyła na serce jak gdyby żelazną obręcz, która zaciskała się coraz mocniej...
- Nie słuchaj go – odezwała się Nemi. – To jest głupi i bardzo niebezpieczny pomysł.
- Nemi – Kyo odwrócił się do niej.
Wbiła wzrok w podłogę.
- Ja po prostu się boję... a co jeśli się nie uda?! Co wtedy stanie się z tobą? – zapytała łamiącym się głosem, a po chwili dodała. – Z nami?
- Zaufaj mi – powiedział miękko. – I zaufaj Shuu.
- Oj ja bym na twoim miejscu nie ufała – wpadła mu w słowo wyżej wymieniona. – Jako mój mistrz powinieneś wiedzieć, że jestem najmniej odpowiednią osobą do przeprowadzenia tego...
- Shuu! – ryknął tak, że aż podskoczyła. – Jako twój mistrz, powierzam ci ostatnie zadanie.
- Ale – zaczęła Iluzoryczna.
Kyo najwyraźniej tracił cierpliwość. Wyjął jej z rąk księgę, rzucił na stół, po czym wyciągnął ją z pokoju, zatrzaskując drzwi.
- Kyo... – Shuu chciała coś powiedzieć.
- Posłuchaj – mruknął opierając ją o ścianę i pochylając się tak, aby spojrzeć jej prosto w oczy (innymi słowy zniżył się do mojego poziomu XD). – Spójrz na mnie – zażądał, gdy odwracała wzrok. – Czy naprawdę muszę ci tłumaczyć?
Pokręciła przecząco głową.
- Ja po prostu... wiem, że to egoistyczne... ale nie chcę, żebyś znikł z tego świata... z mojego życia...
- Przecież nigdy nie byłem dobrym mistrzem.
- To fakt – uśmiechnęła się przelotnie. – Ale... przywiązałam się do ciebie, nie rozumiesz? Chciałabym zawsze móc na ciebie liczyć...
Po policzku spłynęła jej łza.
- A ty chcesz... chcesz, żebym powiedziała ci żegnaj...
Kyo uśmiechnął się i przytulił ją.
- Wiesz dobrze, że gdybym znów nie spotkał Nemi, nigdy bym na ten pomysł nie wpadł. Ale nie mogę jej po raz drugi stracić.
- Wiem... – szepnęła. – Tylko to boli... sama myśl, że już cię nie zobaczę. Nigdy ci nie zapomnę tych chorych treningów, ale...
- Zrobisz to? Będziesz wstanie to zrobić dla mnie? – zapytał odsuwając ją od siebie delikatnie.
Skinęła głową.
- Postaram się, jednak niczego nie obiecuję. Ale jak skutki nie będą zbyt zadowalające, to nie miej do mnie pretensji.
Kyo poszmyrał ją po włosach.
- Uda ci się.
- Skąd ta pewność? – nie mogła zrozumieć Shuu. – Przecież sam wiesz, że ja i magia...
- Już nie... nie zauważyłaś? Coś w tobie pękło... pojawił się na razie mała rysa, ale nie wątpię, że pewnego dnia wszystko co ukryte, ujrzy światło dzienne.
- Nooo... to żeś się wspiął na wyżyny poetyckie – podsumowała Shuu unosząc brew.
- Zrozumiesz. Nawet ja zdążyłem zauważyć, że coś zostało w tobie zapieczętowane.
- We mnie?
Kyo kiwnął głową.
- I wreszcie rozumiem, dlaczego Imperator zabronił mi uczyć cię magii.
- A więc to przez niego?! Ale dlaczego? Jaka pieczęć?
- Nie mam zielonego pojęcia.
Shuu zamyśliła się, ale po chwili wyrwał ją z burzy myśli głos Kyo:
- Czyli zrobisz to?
- Tak – westchnęła. – Tylko kiedy?
- Nawet dzisiaj, bylebyś się nie rozmyśliła.
- Dziś w nocy – zdecydowała Shuu, wiedziała, że im dłużej będzie czekać, tym większe wątpliwości zaleją jej, już i tak pogrążony w chaosie, umysł.
Nagle w domu Barana rozległy się szybkie kroki. Shuu spojrzała porozumiewawczo na Kyo, który momentalnie wtopił się w otoczenie, nakładając na siebie iluzję maskującą.
Po chwili zza zakrętu wypadł Saga.
- Atena potrzebna natychmiast.
- Atena? – warknęła. – A Shuu już nie?
Saga zmieszał się trochę.
- Chodzi o to, że Amazonka zabiła kogoś, kto podobno obserwował świątynię. No iii... Hera stwierdziła, że ty tu jesteś głównodowodzącą... no iii...
- Dobra - przerwała mu Shuu.
Westchnęła. Kątem oka zobaczyła stojącego na końcu korytarza Mu. Dałaby sobie głowę uciąć, że widział całą scenkę z Kyo i wybitnie nie była z tego powodu szczęśliwa.
- Do windy – zakomenderowała.
Przechodząc koło Mu złapała go za rękę i pociągnęła ze sobą.
Komentuj (11) 07.10.2006 :: 19:06
106.
Przy ciele Mhrocznej Elfki.
Zanim jeszcze świątynia zaczęła huczeć od przekazywanej z ust do ust (_^_ mrrr...) wiadomości o martwym szpiegu, Silene zadała swojej ofierze kilka ciosów sztyletem, który przy niej znalazła. Nie chciała, żeby komukolwiek ta śmierć wydała się dziwną, a najprawdopodobniej tak by się stało, gdyby na ciele zmarłej nie znaleziono żadnych innych obrażeń, poza dwoma niewinnymi rankami na szyi...
Zanim Shuu dotarła do miejsca, w którym znajdowała się denatka, zebrał się już całkiem spory tłumek. Ciało oglądano ze wszystkich stron, dziwiąc się szczególnemu wyglądowi martwej...
- Mhroczna Elfka – zawyrokowała Shuu, ledwo spojrzała na trupa.
Wzrok wszystkich zebrany spoczął na przybyłej.
- W końcu jest Ateną – ironizowała półgłosem Hera. – Można się było spodziewać, że będzie wiedzieć, jako bogini mądrości.
- Żeby poprzednie wcielenie było takie jak Shuu – mruknął Shura niewyraźnie.
- Życie byłoby piękne – rozmarzył się DM.
Saga zakaszlał znacząco. Mogli się powstrzymać od tych komentarzy, choćby tylko przez wzgląd na obecność Hery i jej Amazonek.
- W każdym razie – zabrała głos Segin, jedna z przybocznych Hery. – Fakt, że ktoś kręcił się po świątyni, za dobrze o was nie świadczy.
- Jakbyśmy byli jedynymi, którzy wczoraj pili – warknął w jej kierunku DM.
- Nie wspomnę, kto tańczył kankana na stole – dodał uśmiechając się na samo wspomnienie Aldebaran.
Segin, cała czerwona, wbiła wzrok w ziemię.
Shuu ogarnęła spojrzeniem całe towarzystwo i westchnęła. Trzeba coś z tym martwym fantem, ścielącym się przed nią, zrobić... Byli obserwowani, przez Mhroczne Elfy, nie wróżyło to niczego dobrego, szczególnie, że... właściwie nie miały prawa tu być. Z tego co Shuu przeczytała w ogromnych zasobach książkowych Imperium, Mhroczne Elfy miały być zapieczętowane w jakiejś dawnej świątyni... Podobno kiedy Elfy chciały opuszczać ziemię, coraz bardziej przez ludzi zmienianą, niewielka grupa zbuntowała się, nie chciała odchodzić. Wtedy też zebrano buntowników i zamknięto po wieczność w ścianach starej świątyni, żeby przypadkiem nie pomagały ludziom. Uznano, że dusze tej grupy Elfów zostały naznaczone przez zło, siejące zniszczenie w sercu człowieka... i tym samym, zdradziły swoją rasę.
Tak mówiły księgi.
Jeśli więc ciało, które Shuu miała teraz przed sobą, było ciałem Mhrocznej Elfki, co przecież było widoczne na pierwszy rzut oka, oznaczało to, że ktoś złamał zaklęcie. Komuś udało się odnaleźć zapomnianą, ukrytą przed światem, świątynię i uwolnić elfowych buntowników z ich więzienia...
- Co teraz zamierzasz robić? – zapytała Hera.
Shuu spojrzała na nią, wyrwana z zamyślenia. Bogini była poważna, nie drwiła z niej, widać, że obecność szpiega nie napawała ją radością.
- Jedyne co mi teraz przychodzi do głowy, to wystawić warty 24 h na dobę – powiedziała.
Hera skinęła głową, widać pomyślała o tym samym.
- Najlepiej dwie osoby: jedną Amazonkę i jednego z Twoich rycerzy - dodała.
- Myślę, że w nocy przydałaby się podwójna obstawa – dorzuciła Shuu.
- Po dwie Amazonki i dwóch rycerzy... słusznie – zgodziła się Hera.
Całe towarzystwo wpatrywało się w nie totalnie zszokowane... Zadziwiająca zgodność, tego nikt się nie spodziewał.
Shuu odwróciła się do Goldów i ryknęła:
- Od teraz obowiązuje gotowość bojowa. Żadnego chlania po kąta zrozumiano?!
- O ja pierdo... – nie dokończył na swoje szczęście Shura.
- Ty zarządzasz... trzeźwość? – zapytał z przerażeniem DM, a kiedy odpowiedziało mu potwierdzające skinienie głowy, dodał cicho. – Cofam co wcześniej powiedziałem... życie nie było i chyba nie będzie piękne...
- Nie marudzić – warknęła Shuu zupełnie rozstrojona dzisiejszymi wydarzeniami. – Trochę wytrzymacie. Tylko następnego szpiega nie zabijać, a spróbować wyciągnąć jakieś informacje. Szczególnie kto za tym stoi?
- To samo tyczy się was – rzuciła Hera w stronę swoich Amazonek, po czym zwróciła się do królowej. – Kaori liczę na to, że ułożysz plan obsadzania wart. I mam nadzieję, że nie dojdzie do żadnych nieporozumień z Rycerzami Ateny!
- Niebezpieczeństwo zawisło nad nami wszystkimi – wpadł jej w słowo Shaka. – Myślę, że będziemy potrafili zgodnie współpracować.
Reszta goldów niechętnie kiwnęła głowami na znak, że zgadzają się z jego słowami.
Ustalono kto obsadza pierwszą wartę, padło na Aiolosa i Achird, reszta udała się w kierunku odnowionej świątyni Ateny (Amazonki) lub swoich domów (Goldzi).
Shuu w drodze powrotnej targały złe przeczucia. Najpierw prośba Kyo, potem martwe ciało Mhrocznej Elfki... kto wie co zaraz wyskoczy zza zakrętu? Dobijająca skłonność negatywnych wydarzeń do kumulowania się... Shuu miała dziwne wrażenie, że to dopiero początek.
Towarzyszący jej Mu nie odezwał się nawet słowem. Czy wyczuwał jej złe samopoczucie, czy też sam próbował zapanować nad chaosem myśli, nie można było tego odgadnąć patrząc na jego nieprzeniknioną twarz.
Centrala Imperium. Poziom szósty. Sala Czterech.
Gdy Set wrócił do Sali Czterech znalazł już tam Xaviera celującego z jakiejś broni laserowej w muchę na suficie. Był w trakcie przysmażania jej jednej z nóg, ale Ed zabrał mu zabawkę. Xavier z miną dziecka, któremu zabrano lizaka usiadł obrażony na fotelu w kącie pokoju.
Set westchnął i zbliżył się do siedzącego (a jakże) przed ekranem komputera, Eda.
- Jakieś wieści od Pana Wojny? – zapytał.
- Nic.
- Długo go coś nie ma – zauważył Set.
W tym momencie do Sali Czterech wpadł z impetem Ares.
- Mówcie do mnie Mistrzu! – ryknął z wielkim bananem na mordzie.
Ed odwrócił się od ekranu, zmierzył Aresa zimnym spojrzeniem i wyciągnął rękę.
- Układ masz?
- A jakże! – obruszył się czerwonowłosy i rzucił w blondyna świstkiem papieru.
Xavier wyszedł ze swojego kąta, przelazł pod stołem i stanął tuż obok fotela Eda. Spojrzał uważnie na rozwijany właśnie papier, po czym wbił wzrok w Aresa, a w jego oczach pojawił się nieprzyjemny błysk.
- Wiem, że to nie ten sam papier. Przez przypadek... eee... no powiedzmy, że zniszczył się. Ale tam jest słowo w słowo to samo, co na poprzednim.
Usłyszawszy to Xavier zarył czołem w najbliższe biurku.
- O co mu chodzi? – zapytał Ares.
- O nic – westchnął Ed.
- I po ptakach – mruknął Set.
- Nie rozumiem was – wściekł się czerwonowłosy. – Chciałeś mieć układ, masz układ i jeszcze ci w dupie źle?!
- Uspokój się – próbował załagodzić Set.
- Ani mi się śni! To jest po prostu jawne niedocenianie moich zdolności mediatorskich!
- Zdolności mediatorskie – prychnął Ed, rzucając układ na stół.
- Żebyś wiedział! Lucyfer był bardzo zainteresowany tym, że Imperator obecnie siedzi w Hadesie i że my wcale nie chcemy, żeby wrócił.
- Ty mu wszystko powiedziałeś?! – ryknął niespodziewanie Ed. – Skretyniałeś do reszty?
- Mów dalej – rzucił Set.
Ares zmierzył blondyna wściekłym spojrzeniem, ale kontynuował.
- Lucyfer jest skłonny z nami zawrzeć układ, pod warunkiem, że jego piwnica rozrośnie się trochę terytorialnie... – zawiesił głos.
- On chce wszystkie zaświaty zagarnąć! – rzucił Ed. – A ty mu je sprzedałeś?! Za ten układ?
- Jeszcze nie... wolałem się z wami naradzić – warknął zimno Ares. – Wtedy układ byłby trochę zmieniony na naszą korzyść i spisany krwią.
Te słowa sprawiły, że Ed bardziej zainteresował się słowami czerwonowłosego.
- Krwią? Tego nie będzie można po prostu zerwać...
- Właśnie o to chodzi. Moim zdaniem, powinniśmy olać zaświaty. To Imperator koniecznie chciał przejąć kontrolę nad wszystkim co się da i wdał się w wiele totalnie bezsensownych wojen... Chcesz popełnić te same błędy?
- Szczerze ci powiem, że nie spodziewałem się, że kiedyś przyznam ci racje – mruknął Set.
Ed tylko kiwnął głową.
- A co z Hadesem? – zapytał po dłuższej chwili milczenia.
- No widzisz... Stwierdziliśmy z Luckiem...
- To wy już po imieniu jesteście? – mruknął Set.
- Taaa... nawet bruderschafta piliśmy – uśmiechnął się z satysfakcją Ares. – Ale chciałem powiedzieć, że stwierdziliśmy iż warto zostawić Hades na razie w spokoju. Imperator jest odcięty od wszelkich informacji, prawda?
- Tak, postarałem się o to – potwierdził Ed.
- Czyli nie będzie mieć zielonego pojęcia o tym co dzieje się tutaj. I tak powinno zostać, niech myśli, że wszystko jest jak należy. Niech spędzi cudowne wakacje w Hadesie, a kiedy już Lucek będzie miał w garści zaświaty, a my świat ludzi... wtedy... – uśmiechnął się złowieszczo.
Nie musiał kończyć, pozostała trójka zrozumiała aluzję.
Xavier oderwał głowę od blatu biurka, podszedł do Aresa i grzmotnął go w plecy.
- Cieszę się, że ci się plan podoba – wystękał czerwonowłosy.
- Do dzieła więc – rzucił Ed. – Musimy wykonać naszą część planu. Set wracasz do Stanów. Ares zajmij się Ajax i lepiej, żebyś to zrobił skutecznie. Xavi... załatw sprawy z Bliskim Wschodem... tylko błagam cię zostaw napalm w domu!
Xavier uśmiechnął się anielsko.
- A ty co masz zamiar robić? Znów będziesz gnił za biurkiem? – warknął Ares.
- O nie! Ja idę porozmawiać z Unią Europejską – uśmiechnął się wieloznacznie.
- No dobra – Set podniósł się z krzesła. – To idziemy.
Czwórka Kardynałów opuściła Salę Czterech.
Kiedy szli korytarzami poziomu szóstego, wszystkie napotkane stwory (trudno nazwać niektórych ludźmi _^_) salutowały... niedługo potem po Imperium rozeszła się plotka, że szykuje się większa afera, skoro cała Czwórka wyszła z Sali i udali się w bliżej nie znanym kierunku...
Wieczór, podziemia domu Bliźniąt.
W zawalonej nowymi komputerami i nowymi kablami piwnicy, zjawili się wszyscy Złoci, poza będącym akurat na warcie Shaką i nieobecnym z nieznanych przyczyn Kanonem.
Shuu postanowiła wszystkim opowiedzieć co tu się działo za ich plecami.
- No ładnie – mruknął Milo. – Czy tu zawsze wszyscy muszą kombinować? A gdzie zaufanie do innych?
- Weź nie pierdol – wjechał mu w słowo Saga.
- Ja wszystko rozumiem – rzucił Shura. – Ale przecież nic byśmy Shuu nie zrobili, szczególnie po tym jak dzięki niej pozbyliśmy się Saori, więc po co ta cała tajemnica?
- Przepraszam.
Wszystkie spojrzenia powędrowały ku niskiej postaci stojącej na samym środku.
- Wow ona jest... – zaczął Aiolia.
- Poważna... – nie mógł uwierzyć własnym oczom Aldebaran.
- Dobra! – mruknął Shura. – Nie było sprawy. Wszyscy wszystko wiedzą, wiec jest okej...
Shuu spojrzała na niego z wdzięcznością.
- Żal tylko kamer – stwierdził Dohko. – Nie trzeba by było wart wystawiać.
- Niestety wszystkie rozwaliło, po tym dziwnym trzęsieniu ziemi – powiedział Saga.
- A mnie się wydaje, że warty będą lepsze – uśmiechnął się podejrzanie Afro.
- Dlaczego? – zdziwił się Shura.
- Panienki – powiedział teatralnym szeptem Ryba.
Piwnica zatrzęsła się od śmiechu.
- Dobry żarcik, Ryba i panienki – ryczał ze śmiechu Milo.
Afro rzucił wszystkim obrażone spojrzenie.
- Ktoś coś mówił o Pannach? – na dół schodził właśnie Shaka. – Zmrok już zapadł, teraz warta będzie podwójna – dorzucił po chwili.
- Kto idzie? – zainteresował się Aldebaran.
- Wedle planu ja i Kanon, ale gnoja jeszcze nie ma... – warknął Saga.
- Pójdę zamiast niego – rzekł Mu.
Shuu spojrzała na niego zdziwiona, ale nie powiedziała słowa. Wszyscy wyszli z piwnicy i zaczęli się rozchodzić.
Shuu wpatrywała się w ciemność, w której znikł Mu razem z Sagą.
- Długo tak będziesz stała? – usłyszała głos obok siebie. – Odprowadzić cię? – zaofiarował się DM, mimo że miał nie po drodze.
- Nie, dzięki – uśmiechnęła się Shuu. – Daleko nie jest.
- Na pewno?
Potwierdziła i zaczęła zbiegać po schodach. Dogoniła przy okazji Aldebarana, powiedziała mu dobranoc i pognała dalej.
W połowie drogi z Domu Byka do Domu Barana, zwolniła...
Nie chciała wracać... czekało tam na nią zadanie, którego wcale nie chciała się podjąć... Obiecała jednak.
Westchnęła ciężko.
I teraz... w takiej chwili nie było przy niej Mu. Czyżby cicha zemsta?
--------------------------
Notka gigant XD
A teraz quiz :P który gold padnie pierwszy? ...bo krew już niedługo się poleje... :>>>
Komentuj (20) 08.10.2006 :: 20:24
107.
W Hadesie.
Aiakos właśnie wrócił z ciężkiej roboty w terenie. Zawsze miał największego pecha jeśli chodziło o przydzielanie zadań. Teraz chciał tylko wypić porządnego kielicha i uderzyć w kimono.
Kiedy jednak wszedł do wspólnego salonu Sędziów, zamurowało go.
Otóż jego oczom ukazał się szczególny obrazek, Hekate i Radamantis urządzający sobie najwyraźniej dwuosobową imprezę. Aiakos już chciał się wycofać, ale na swoje nieszczęście został zauważony przez kolegę po fachu.
- Aiakos brachu – zatoczył się w jego kierunku Radamantis. – Widzę, że wreszcie wróciłeś. Dołącz się do nas.
- Kiedy jestem zmęczony... – próbował się bronić.
- No ale jednego nie odmówisz! – przysunęła się do niego Hekate z wielkim pucharem nalanym do pełna.
Aiakos spojrzał na nią podejrzliwie. Od pewnego czasu prowadzili przecież ze sobą cichą wojnę. Hekate nie odezwała się do niego od czasu gdy...
Aiakos powrócił pamięcią do odległych już wydarzeń... Kiedy podczas kolejnego dłużącego się wieczoru, trójka Sędziów znalazła sobie twórcze zajęcie, mianowicie grę w pokera o różne dziwne stawki. Aiakos nie miał niestety tego dnia szczęścia... zresztą w ogóle nie miał szczęścia w kartach, Radamantis kpił z niego, że w takim razie powinien mieć szczęście w miłości. W każdym razie przegrał i żeby nie stracić przed kolegami twarzy musiał... uwieść Hekate... bo taka była stawka w grze _^_’
Chcąc, nie chcąc zaprosił trzygłową boginię na romantyczny spacer brzegami Styksu (_^_). Reszta potoczyła się szybko... kilka butelek wina, świeczuszki, romantyczny nastrój... Zwiał z jej łóżka, kiedy tylko zasnęła.
Po tym wydarzeniu Hekate chciała z nim kilka razy porozmawiać na osobności, ale udawał, że jest strasznie zajęty lub po prostu ją ignorował...
Od tego czasu Aiakos nie odważył się więcej grać w pokera...
Tym bardziej zdziwiła go dzisiejsza postawa Hekate... Szerokie uśmiechy na wszystkich trzech mordach...
Przyjął od niej puchar i wypił jednym haustem. Powinien był się domyśleć, powinien był przewidzieć...
Po chwili już leżał na podłodze nieprzytomny.
We wszystkich trzech parach oczu Hekate zabłysły złośliwi ogniki. Radamantis rozmył się w powietrzu, był bowiem jedynie iluzją wywołaną przez czary bogini. Wyciągnęła Aiakosa ze wspólnego salonu Sędziów, wrzuciła na grzbiet czekającego Cerbera i omijając straże wywiozła go z Hadesu.
Gdzieś nieopodal Aten.
Sherr wylądowała, delikatnie stawiając Elię na ziemi w pierwszej kolejności. Nemi i Segno zeskoczyli z grzbietu smoka.
- Dalej lepiej nie lecieć – stwierdził Nemi.
- Dlaczego nie? – zdziwiła się Segno. – Przecież zapada zmrok.
- Poczekajmy więc aż będzie już zupełnie ciemno. Tymczasem lepiej dowiedzieć się czy faktycznie dotarliśmy do Aten.
- Wydaje mi się, że ją czuję... Musi być niedaleko.
Segno chwyciła w obie dłonie wisiorek. Zamknęła oczy i skupiła się na nim przez chwilę.
- Widzę wzgórza... – szepnęła.
- Ja tu wszędzie widzę wzgórza i góry – mruknął Nemi sceptycznie.
- Widzę dużą ilość mężczyzn wokół niej – dodała Segno.
- CO?!
- Mówię tylko co widzę... czuję, że jest smutna... kogoś dzisiaj pożegna... śmierć... czai się w pobliżu...
- Tym bardziej musimy ją stąd zabrać – rzucił wojowniczo Nemi.
- Pamiętaj, to nie ta sama Shuu...
- Nie ważne! Nasz świat jej potrzebuje! Nie mamy po co wracać bez niej...
Segno kiwnęła smętnie głową i otworzyła oczy.
- Zostańcie tutaj – Nemi zwrócił się do smoka i jednorożca. – Niedługo wrócimy.
„Jakbym miała zamiar się stąd ruszać” – pomyślała Sherr.
„Fakt, zaraz by nas zgarnęli i zaczęli badania przeprowadzać” – westchnęła w duchu Elia.
„To jest beznadziejne.”
„Co?”
„No cała ta sytuacja... jakoś nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek zażyczyła sobie zamienić się w smoka...”
„No tak, ale spójrz jakie masz możliwość. Ty przynajmniej możesz latać, a ja to co?” – zapytała żałośnie Elia.
„A ty znowu coś źresz” – zauważyła trzeźwo Sherr.
Elia nieświadomie zaczęła już skubać trawkę, którą zaraz wypluła.
„Widzisz co mam na myśli? Nawet mam już końskie odruchy.”
Dom Barana.
Ledwo Shuu przekroczyła próg już wpadła na czekającego na nią Kyo.
- Przecież nie mam zamiaru wycofywać się z obietnicy – warknęła na jego widok.
- Wolę jednak tego dopilnować – stwierdził z uśmiechem, ale głos mu zadrżał.
- Nie rozmyśliłeś się przypadkiem? – zapytała z nadzieją.
Pokręcił przecząco głową.
- Nigdy chyba nie byłem tak pewny swojej decyzji... tylko... żal mi trochę...
- Umierając dla świata rodzisz się dla miłości – prychnęła Shuu.
- Przebiłaś moje zdolności poetyckie – stwierdził ze złośliwym uśmiechem Kyo. – To jak, zaczynamy?
Shuu wzięła głęboki oddech.
- Dobra... Tylko mam nadzieję, że nie ma tu Nemi, bo jako duch powietrza jest bardzo podatna... mogłabym przez przypadek...
Słowotok przerwał Kyo. Położył dłonie na jej ramionach uspokajająco.
- Dasz radę – szepnął.
Weszli do pokoju Shuu, gdzie na podłodze już został narysowany krąg, z wpisaną w środek różą wiatrów...
- Widzę, ze wszystko przygotowane – szepnęła coraz bardziej zdenerwowana Iluzoryczna.
Kyo wszedł w sam środek kręgu. Shuu wzięła ze stolika otwartą czarną księgę. Szybko przebiegła wzrokiem, czy to dobre zaklęcie...
- Nie wahaj się... kiedy już zaczniesz, nie możesz się zatrzymać – rzekł Kyo.
Spojrzała na niego przerażona.
- Nie mów mi, że nie dasz rady. Po raz ostatni posłuchaj słów mistrza – uśmiechnął się do niej. – Śpi w tobie moc... zawsze wydawało mi się, że w jakimś stopniu jesteś bardziej podobna do Ultara niż do mnie... on może ci powiedzieć, coś o czym ja nie mam pojęcia, jeśli tylko będzie miał ochotę. Tylko, że – zawahał się, ale tylko przez moment. – Taka wiedza, bardzo często oznacza pożegnanie się z przeszłością taką jaką znałaś... Mógłbym tak długo stać i nawijać... ale jedyne co mogę ci jeszcze powiedzieć... byłaś moim słońcem. W jakiś zadziwiający sposób wydostałaś mnie z... – widać było, że szuka słów. – Z depresji, apatii, przeświadczenia, że wszystko się skończyło...
Niespodziewanie podszedł do Shuu, odgarnął włosy z jej twarzy i... pocałował...
- Gdybym nie spotkał znów Nemi, na pewno zostałbym u twego boku... – szepnął uśmiechając się zagadkowo.
Wrócił do środka kręgu.
Shuu wzięła głęboki wdech, nie mogła się już dłużej zastanawiać, musi się skupić. Jeśli będzie miała zbyt wielkie wątpliwości, może narazić Kyo na jeszcze większe niebezpieczeństwo... a tego by nie chciała...
Zaczęła czytać zaklęcie...
Gdzieś nieopodal Aten.
Para z innego wymiaru nie zdążyła nawet dojść do jakiejkolwiek siedziby ludzi, gdy oboje zatrzymali się.
- Czujesz? – zapytał Nemi.
- Używa mocy...
Szybko zawrócili.
- Dzięki temu, trafimy do niej, jak gdyby świeciła nam niczym latarnia morska – uśmiechnął się Nemi.
Wskoczyli na grzbiet smoka i wystartowali momentalnie.
„Ej a ja?!” – zarżała bezradnie Elia.
„Nic nie mogę zrobić...” – odpowiedziała jej Sherr. – „Wiesz, że mają nad nami kontrolę, nie jestem wstanie się sprzeciwić. A teraz wyraźnie im się spieszy.”
Komentuj (32) 14.10.2006 :: 19:44
108.
Niedaleko domu Barana.
Nemi unosiła się w powietrzu pochłonięta tylko jedną myślą:
„Uda się, czy nie?”
Czy w ogóle powinna była pozwolić, żeby do tego doszło? Skłamałaby, gdyby powiedziała, że wizja Kyo w postaci ducha powietrza była jej niemiła... ale tak wielkie niebezpieczeństwo się z tym wiązało! I w dodatku powierzyć przeprowadzenie rytuału Shuu... przecież to zaledwie uczennica, czy można jej aż tak zaufać? Widać jednak, że Kyo miał do niej pełne zaufanie, co, prawdę powiedziawszy, działało Nemi na nerwy...
„Ile to może trwać?”
Denerwowała się coraz bardziej. Szczególnie, że Kyo kazał jej się trzymać z daleka „dla własnego dobra”, jak to stwierdził.
Nagle jakiś ogromny kształt przeleciał tuż obok niej i kierował się, o zgrozo, na dom Barana. Jeśli rytuał zostanie przerwany... CO STANIE SIĘ Z KYO?!
Nemi niewiele myśląc, poleciała za intruzem.
Dom Barana.
W pokoju powietrze wirowało jak szalone, a mimo to wszelkie przedmioty znajdujące się tam, stały na swoim miejscu, nieporuszone...
Shuu skupiona do granic możliwości, kończyła czytać po raz drugi ten sam tekst. Jeszcze tylko raz... jeden raz i rytuał zostanie zamknięty...
Nie wybiegała myślą dalej. Nie mogła sobie pozwolić na żadne wątpliwość. Najmniejsze wahanie mogło zniweczyć cały wysiłek...
I nagle... kiedy już zaczęła po raz trzeci czytać tekst, ściany pokoju zadrżały i po chwili zamiast jednej z nich zobaczyła wielką postać... SMOKA?!
Co tu do cholery robił smok, najwyraźniej taranujący dom Barana?
„Skup się!” – próbowała odzyskać koncentrację Shuu.
Jednak było już za późno. Powietrze w pokoju nie wirowało tak jak poprzednio. Teraz zupełnie wyrwało się spod kontroli i zaczęło porywać lżejsze przedmioty w górę.
Shuu musiała odskoczyć w bok, żeby nie oberwać w twarz jakąś książką, która właśnie szybowała w jej kierunku.
Nie przestała jednak wypowiadać tekstu. Musi przecież zakończyć rytuał.
Poczuła, że wpadła na kogoś.
- Shuu... – usłyszała męski głos.
I wtedy na chwilę zamilkła. Zobaczyła bowiem, jak przez dziurę w ścianie została wessana Nemi... Prąd powietrza porwał ją i teraz wirowała bezwolnie tuż nad unoszącym się ciałem Kyo.
Tego się obawiała. Utkwiła wzrok w książce zupełnie ignorując stojącą obok niej postać, znów zaczęła czytać tekst...
I wtedy, ten człowiek, który ciągle coś do niej mówił, wyrwał jej z ręki książkę i cisnął w bok. Shuu spojrzała na niego przerażona... facet ubrany w zieleń, wydał jej się dziwnie znajomy.
- Idziemy – powiedział, przekrzykując coraz głośniejszy szum powietrza.
Iluzoryczna chciała rzucić się za książką, ale powstrzymał ją. Próbowała się wyrwać, ale był silniejszy. Zauważyła, że szepcze jakieś słowa i po chwili nie mogła się już poruszać zupełnie.
Nieznajomy przerzucił ją sobie przez ramie i podszedł do nadal stojącego w dziurze w ścianie smoka.
„Słowa” – myślała panicznie Shuu.
Zacisnęła powieki. Próbowała sobie przypomnieć, jak brzmiały dwa ostatnie wersy, których po raz trzeci nie zdążyła przeczytać. Miała przed oczami stronę... ostatnie dwie linijki.
„MAM”
Otworzyła oczy i wyszeptała to, co przed chwilą wydobyła z zakamarków pamięci, błogosławiąc w duchu fotograficzną pamięć i fakt, że wpatrywała się w tę stronę odpowiednio długo...
Nieznajomy przerzucił ją przez grzbiet smoka i usiadł tuż za nią.
Ostatnio co Shuu zobaczyła to coraz bardziej przeźroczyste ciało Kyo, rozciągnięte jak guma i coraz bardziej znikającą Nemi, nadal wirującą wokół niego.
Smok wycofał się z domu Brana, robiąc jeszcze więcej szkód, niż gdy lądował.
Shuu wiedziała, że już nic nie może zrobić dla Kyo. Jeżeli pokręciła jakieś wyrazy... przełknęła nerwowo ślinę...
„Nie! To musiały być TE słowa.” - próbowała się przekonać.
Teraz kiedy było po wszystkim, dotarło nagle do niej, że właśnie stała się ofiarą porwania.
- Gdzie mnie zabieracie? – wymamrotała, bo chociaż ruszać się nie mogła, mówić jednak jej się udało.
- Do domu – odpowiedział jej kobiecy głos.
- Do domu?! TU JEST MÓJ DOM!
Shuu skupiła się. Czuła w środku narastający gniew... wystarczy się skupić! JUŻ! Znów mogła się ruszać! Momentalnie usiadła na grzbiecie smoka twarzą w twarz z porywaczem. Zaraz za nim siedziała kobieta ubrana w błękitną sukienkę, ale Iluzoryczna skupiła się na facecie.
- Zawróć – zażądała, a w jej dłoni pojawiło się kilka ogników.
- Zerwała zaklęcie – zauważyła kobieta.
Facet zmrużył oczy.
- Nie prowokuj mnie – mruknął nieprzyjemnie niskim głosem.
Groźba zawisła w powietrzu. Przez chwilę patrzyli na siebie... walka na spojrzenia. Shuu kątem oka oceniła, że zeskakiwanie ze smoka nie jest najlepszym pomysłem. Jedynym rozwiązaniem byłoby zmuszenie porywaczy do zniżenia lotu smoka!
Płomienie w jej dłoni zaczęły stawać się coraz większe.
„Trudno, najwyżej usmażę smoka” – pomyślała zdesperowana. (sory Sherr XD) – „Kyo... czy udało się?”
Ta chwila wahania sprawiła, że facet ubrany w zieleń złapał ją za nadgarstek i wygiął jej rękę do tyłu. Przez moment szarpali się, Shuu przez zupełny przypadek zerwała łańcuszek, który wisiał na jego szyi, co doprowadziło go do furii... trochę za mocny cios spowodował, że Iluzoryczna ześliznęła się ze smoczego grzbietu i poszybowała głową w dół...
Myśli i obrazy zawirowały w jej głowie.
„Ja pierdolę... spadam... Kyo... Nemi... przepraszam... Muuuuuu” (boshe jak to brzmi _^_ muuuuczenie... odgłos przedśmiertny XDDD)
W domu Barana.
Mu teleportował się tam, ledwo smok odleciał, na tyle jednak za późno, że nie zauważył znikającego w ciemnościach skrzydlatego cienia.
We wciąż stojącej połowie budynku nie znalazł nikogo, ani Shuu, ani Kyo... Ze zgrozą spojrzał na zawaloną część... Nie mogło jej tam być... po prostu nie mogło!
W tej chwili poczuł, że go wzywa, rozpaczliwie... Jednak tak szybko jak się pojawiło to uczycie, tak szybko znikło...
- Nie umieraj – szepnął, czując jak mróz skuwa lodem jego serce. (cud, miód, poezja XD)
Mógł się nie wyrywać... mógł zostać w domu tej nocy... ale wolał udowadniać, że nic go nie interesuje, co Shuu zamierza zrobić z Kyo...
- Co tu się dzieje? – dotarł do niego głos Aldebarana.
- Nie mam pojęcia... ale Shuu znikła... – wydusił z siebie.
- Co znaczy znikła?! – wydarł się Shion, który pojawił się niewiadomo skąd i dlaczego akurat w takim momencie... – Przecież ona jest naszą Ateną!
- Odkrywcze – warknął Mu.
W tej chwili Shuu mogła sobie być nawet wcieleniem całego zła tego świata, Mu miałby to i tak gdzieś...
„Nie umieraj.” – powtarzał w myślach.
Dodatkowo przerażający był fakt, że nie mógł jej wyczuć... kosmos Ateny znikł!
Nagle trójka stojąca przy zrujnowanym domu Barana poczuła, że ktoś ze złotych walczy.
- Ryba – zauważył Aldebaran.
- Shura i Camus też – dorzucił Shion.
- To wygląda na atak – trzeźwo ocenił sytuację Byk i pobiegł w stronę, na szczęście ocalałej windy.
Shion znikł, najprawdopodobniej udał się tam, gdzie walczą.
Mu nie mógł się ruszyć z miejsca. Zacisnął powieki... stał tak przez dłuższą chwilę. W końcu przetarł oczy ręką i warknął do siebie.
- Ona żyje. MUSI ŻYĆ.
Po czym również udał się w miejsce, gdzie czuł, że towarzysze toczą walkę.
Odnowiona świątynia Ateny.
Pierwszym, który zauważył niepokojące cienie, był o dziwo Afro, zażywający akurat wieczornego spacerku po swoim ogrodzie.
Do czasu, gdy Mu teleportował się przed nowo postawionym budynkiem (będącym obecnie czymś w rodzaju hotelu bardziej niż świątynią Ateny), walkę podjęli już Afro, Camus, Shura, Shion, Aiolos i kilka Amazonek, które zwabiły podejrzane odgłosy.
- Czy to może mieć związek z porwaniem Shuu? – zapytał Shiona Mu.
Ten kiwnął głową.
- Możliwe, że taki był właśnie plan. A mówiłem, żeby ją pilnować – warknął w kierunku całej gromady.
- Cristal Wall – krzyknął Mu i o jego ścianę rozbiła się cała chmara strzał.
- A gdzieś ty się szlajał? Pirania Rose! – rzucił w kierunku Shiona Afro posyłając w odpowiedzi swoje różyczki.
- Powiedzmy, że zbierałem informacje – uśmiechnął się do siebie. – Ale widzę, że was nie można spuścić z oka, bo zawsze coś spieprzycie!
- Galaxian Explosion! – do ekipy dołączył Saga. – Weź nie pierdol – ryknął wściekły. – Ja czuję, że to sprawka Hery.
- No to źle czujesz – odparł Shion. – Ona nie ma z tym nic wspólnego. Natomiast nie wiem czy ucieszy was fakt, że świątynia Gai wyłoniła się z podziemi.
- Chybaś ocipiał – Camus wbił w niego wzrok zupełnie zszokowany.
- Świątynia Gai?! TERAZ?! No to powiem wam jedno... Zaje-kurwa-biście!!! (cytat z filmu „Vinci” XD)
- Scarlet Needle! – na scenę wkroczył Milo. – Czy ja dobrze słyszałem?!
- Widziałem ją na własne oczy – stwierdził Shion. – Stoi tam, gdzie stała zanim...
- ...zanim Gaia nie została pokonana przez Atenę – dokończył Saga.
- Czyżby zemsta? – mruknął Aiolos.
- To by było logiczne – podsumował Camus.
- No to mamy przejebane – trafnie podsumował Shura.
Komentuj (14) 15.10.2006 :: 13:34
109.
Niedaleko świątyni Gai.
- COOO?! – ryknął Shama.
Dwa kobiece cienie zadrżały.
- Neithir uznał, że skoro inna siła porwała Atenę, można będzie zaatakować uzyskując jeszcze większy efekt zaskoczenia – zaczęła jedna niepewnie.
- Co mnie to obchodzi?! Czy zezwoliłem komuś na podobne akcje?
- Nie – usłyszał odpowiedź cichą jak szelest trawy...
- Właśnie – zielone ogniki zapłonęły w oczach Shamy.
Elfki posłane z wiadomością o ataku, cofnęły się niepewnie.
- Nie toleruję niesubordynacji. Możecie przekazać to Neithirowi. Kiedy uzna, że należy się wycofać, ma natychmiast pojawić się u mnie.
- Ale... – odważyła się odezwać jedna z Elfek.
- Myślisz, że jesteście wstanie wygrać? – odgadł jej myśli. – Wątpię, mała. Naprawdę wątpię.
Odwrócił się i odszedł w kierunku świątyni.
Obie kobiety odetchnęły z ulgą. Samo pozostawanie w jego towarzystwie, nie było zbyt przyjemnym przeżyciem.
- Tinwe, lepiej go następnym razem nie prowokuj – zwróciła się Elfka do przyjaciółki w drodze powrotnej.
- Nie mogę zrozumieć jego postępowania. Uwolnił nas, chce zniszczyć świątynię Ateny, a kiedy staramy się pomóc, zachowuje się jakbyśmy tylko przeszkadzali – westchnęła Tinwe.
- Dziwak, ale niebezpieczny. Ja na twoim miejscu wolałabym za bardzo nie wnikać w jego motywy.
Tinwe zatrzymała się.
- Jak myślisz, co on zamierza zrobić Neithirowi? – zapytała drżącym głosem.
Druga Elfka zatrzymała się również i zwiesiła głowę. Nie miała serca dzielić się swoimi podejrzeniami z przyjaciółką.
Ale Tinwe wyczuła jej myśli.
- Nie pozwolę na to... – szepnęła i pobiegła przed siebie, tak szybko jak potrafiła.
Druga Elfka została na swoim miejscu i patrzyła jak cień biegnącej powoli ginie w oddali.
- Tinwe, Tinwe – westchnęła do siebie. – Czy nie zapominasz, że jesteśmy jedynie buntownikami... wygnańcami własnej rasy? Naprawdę uważasz, że mamy jeszcze coś do powiedzenia w tym świecie?
Na polu walki.
- Neithir! – dopadł dowódcy jeden z wojowników. – Nie możemy się do nich zbliżyć. Są nietykalni, kiedy stoją tam w jednej grupie.
Elf o krótkich włosach odwrócił się do mówiącego i zmarszczył brwi.
- Trzeba w takim razie ich rozbić.
- Łatwo powiedzieć!
- Kto z nas dysponuje jeszcze jakąś magią?
- Kilkoro jeszcze by się znalazło – odpowiedział stojący obok Elf w czarnym płaszczu.
- Sprowadź ich do mnie!
- Tak jest – skłonił przed nim głowę i już go nie było.
- Nie przerywajcie ataku, musicie odciągnąć uwagę – zwrócił się Neithir do wojownika.
Po przeciwnej stronie „barykady”.
- Oni są nieśmiertelni, czy jak? – wkurzał się Shura.
- A może ty masz zeza i po prostu nie trafiasz? – rzucił Saga.
- Jestem trzeźwy – obruszył się Koziorożec.
- To jeszcze nie świadczy o celności – dorzucił Aiolos.
- Zamiast się przerzucać pseudo-zabawnymi tekstami, może mi powiecie, gdzie jest reszta was?! – obruszyła się Schedar, jedna z Amazonek.
- To jest bardzo dobre pytanie – warknął Shion.
Nagle w oddali usłyszeli:
- Lightning Bolt!!!
I złote światło rozświetliło skały przed świątynią, ukazując ogromną ilość wysokich, długowłosych postaci...
- Aiolos, czy mi się wydaje, czy twój skretyniały brat, właśnie przedziera się przez sam środek... nazwijmy to armii wroga? – wolał się upewnić Milo.
- Nie znam tego człowieka - =.=’ stwierdził Strzelec.
- Tak też myślałem – mruknął Skorpion.
Nagle tuż nad nimi rozległ się głos:
- Seki Shi Ki Meikai HAAAAA!!!
A zaraz po nim:
- Ten Bu Hou Rin!!!
Przez co część Elfów została wessana do Hadesa, a część padła na ziemię pozbawiona zmysłów.
Z dachu natomiast zeskoczyli niemal równocześnie, robiąc wielkie wejście, Shaka i Death Mask.
- Weź spierdalaj, skakanie z dachu było moim pomysłem!!! – krzyknął po lądowaniu DM do Panny.
Blond piękność jedynie wzruszył ramionami i powiódł wzrokiem (tak miał otwarte oczy XD) po zebranych.
- Pozer – mruknęli Shura i Camus równocześnie.
- Panowie!!!! – krzyknęła Schedar wskazując w górę.
Wzrok wszystkich momentalnie dostrzegł kierującą się prosto w nich kulę ni to ognia ni to piorunu. Równocześnie ziemia zatrzęsła się pod ich nogami.
- Magia! – stwierdził Aiolos.
Wszyscy odskoczyli w różnych kierunkach. Fortel Neithira powiódł się, zostali rozdzieleni. Z czego od razu skorzystali elfowi wojownicy i rzucili się na nich, a w powietrzu zafurczały stada strzał.
Elfy jednak nie doceniły siły Złotych Rycerzy, Amazonki radziły sobie niewiele gorzej.
- Bracie! – Tinwe dopadła Neithira w chaosie bitwy.
- Byłaś u Shamy? – zapytał wycofując się na chwilę z walk z jedną z Amazonek, zostając od razu zastąpionym przez nieodłącznego Elfa w czarnym płaszczu.
- Byłam! On nie jest zadowolony. Mam podstawy sądzić, że bez względu na wynik tego starcia, będzie chciał cię zabić.
Neithir przyjrzał jej się uważnie. Strach o jego życie dominował w postawie siostry.
- Trudno westchnął, nie wycofam się teraz.
- Bracie!
- Tinwe, powiedz czy kiedykolwiek wycofałem się, gdy postanowiłem, żeby działać.
- Nie – odparła niemal szeptem, ledwo dosłyszalnym w panującym hałasie.
- To ci powinno wystarczyć za odpowiedź – odwrócił się od niej, mając zamiar powrócić do walki.
Tinwe patrzyła na jego sylwetkę, czując, że powraca to nieprzyjemne uczucie... że jej brat znów popełnia straszny błąd... jak wtedy, gdy nie chciał odpływać z innymi...
- Jesteś zaślepionym idiotą! – ryknęła i rzuciła się na niego, wyciągając krótki miecz.
Neithir ledwo zdążył sparować atak.
- Tinwe uspokój się – poprosił łagodnie. – Nie czas na kłótnie.
Siostra nie miała jednak na to najmniejszej ochoty.
W tym momencie tuż obok nich, spod ziemi, wyrósł Shama, odepchnął od Neithira Tinwe, tak mocno, że poleciała kilka metrów i zderzyła się ze staczającym swój bój Aolią. Lew powalony zupełnie nieoczekiwanym atakiem latającego, elfiego ciała, runął na ziemię. Tinwe niewiele sobie robiąc z tego, na kim wylądowała, szybko podniosła się i pobiegła z powrotem w kierunku, z którego przyleciała.
Aiolię natomiast dopadła chmara Elfów... po chwili jego ciało leżało już nieruchomo, a z poderżniętego gardła spływała gorąca krew.
Wszyscy Goldzi odczuli to. Zanik kosmosu Lwa. Czy Elfy naprawdę były zdolne zabić jednego z nich? Czyżby tak bardzo ich nie docenili? Zawrzało w nich i zaczęli walczyć z większym zaangażowaniem, niż poprzednio...
Komentuj (25) 20.10.2006 :: 20:58
110.
Tinwe próbowała powstrzymać Shamę, ale znów ją odepchnął. Tym razem nie poszybowała daleko, bo w locie złapał ją DM i postawił na ziemi.
- No proszę, jakie piękności na mnie lecą – uśmiechnął się do wyrywającej się z jego ramion Elfki.
Tinwe spojrzała na niego zdziwiona, po czym została ogłuszona.
- Sory maleńka, ale lepiej, żebyś się tutaj nie plątała, jeszcze ktoś cię uszkodzi – szepnął do niej i położył na ziemi.
- Ale z ciebie dżentelmen – rzucił Saga.
- Z babami tłuc się nie będę – warknął Rak, po czym wskazał na Shamę. – A tego gościa skądś kojarzę.
Bliźniak spojrzał we wskazanym kierunku i warknął:
- To ten, któremu Shaka swego czasu podrzucił jakiś lewy nadajnik.
- Nie był lewy – usłyszeli za sobą głos wyżej wspomnianego. – Nie nadawał z podziemi.
- To znaczy, że teraz powinien nadawać, tak? – zapytał DM.
Shaka kiwnął głową i zrobił pirueta, mijając w ten sposób pędzącego na niego Elfa.
- Jak mnie pamięć nie myli to ostatnio zrobił nam trzęsienie ziemi... może teraz my nim zatrzęsiemy trochę – zaproponował z błyskiem w oku Saga i rzucił się na Shamę od tyłu.
DM pognał za nim, a Shaka stwierdził, że poczeka na rozwój wypadków.
Shama zaatakowany z dwóch stron przez Raka i Bliźniaka miał się czym zająć, z czego skorzystał Neithir i niepostrzeżenie oddalił się, dając znać swoim oddziałom do odwrotu oraz rozproszenia się. Sam razem z nieodłącznym Elfem w czarnym płaszczu zwiał czym prędzej.
- A co z twoją filozofią, że się nie będziesz wycofywał, choćby nie wiem co? – zakpił towarzysz.
- Jakoś dziwnie nie miły się robisz, kiedy nie ma nikogo w pobliżu – odparł Neithir. – Podobno ludzie uczą się na własnych błędach, może Elfy też?
Biegnąc tak przed siebie, nadepnął na coś i poczuł przeszywający dreszcz. Zachwiał się i padł na ziemię.
- Co jest? – zawrócił i podszedł do niego Elf w płaszczu.
- Jakaś magia... klątwa chyba – wyszeptał Neithir.
Elf zmrużył oczy i przyjrzał się uważnie podłożu, po chwili w ręce trzymał łańcuszek z medalionem.
Neithir odskoczył momentalnie.
- Wielkie dzięki Yngvan – warknął. – Ale trzymaj to cholerstwo z dala ode mnie.
Elf w czarnym płaszczu uśmiechnął się do siebie, podrzucił medalion kilka razy, ale w końcu przyłożył go do ziemi. Na chwilę rozbłysło delikatne, fioletowe światełko i po medalionie nie było śladu.
- Schowałem go – stwierdził z ironicznym uśmiechem. – Żeby nikt sobie przez niego krzywdy nie zrobił.
Neithir nie odpowiedział tylko pobiegł dalej.
Gdzieś w lesie.
Shuu ocknęła się. Leżała na ziemi w bardzo niewygodnej pozycji. Słyszała głosy z dość bliska.
- I gdzie ten jednorożec polazł?
- To była ona!
- To jak mam mówić? Jednorożczyni? Jednorożczyca?
- Lepiej byś jej poszukał. Jeszcze się zgubi, biedactwo.
- Pewnie poszła coś zeźreć.
- Idź już.
- No dobra...
Shuu usiadła i rozejrzała się. Było dość ciemno, ale wielkiego kształtu smoka trudno było nie zauważyć. Iluzoryczna odruchowo przeturlała się jak najdalej od niego, bo to nigdy nie wiadomo, co takiej gadzinie do łba wpadnie, niech no ziewnie sobie ogniście i z Shuu pozostanie jedynie pieczeń...
- Widzę, że się ocknęłaś – usłyszała kobiecy głos tuż za sobą.
Iluzoryczna zerwała się na równe nogi i stanęła w pozycji obronnej.
- Spokojnie, wcale nie chcę z tobą walczyć – uspokoiła ją kobieta i usiadła na zwalonym pniu drzewa, robiąc równocześnie zapraszający gest dłonią.
Shuu nieufnie usiadła, utrzymując jednak dość duży dystans.
- To zadziwiające – westchnęła po chwili wpatrywania się w Iluzoryczną. – Wyglądasz zupełnie jak ona. Kiedy zobaczyłam cię w tamtym pokoju... przez chwilę chciałam uwierzyć temu co widziałam... że żyjesz, to znaczy, że ona żyje...
- Kto?
- Ty... a raczej, ty, która żyłaś w innym świecie.
- Co?! – Shuu omal nie zjechała z pnia. – Chyba spadłaś na łeb z tego smoka!
- Nie... – powiedziała bardzo cicho. – Wiem, jak to brzmi. Nie zwariowałam. Widzisz razem z tym człowiekiem, który cię porwał pochodzimy z innego świata, można powiedzieć, z równoległego świata.
- No to fajnie, a dlaczego jesteście w takim razie w naszym?
- Przybyliśmy tutaj z narażeniem życia po ciebie.
- Co znaczy po mnie?!
- Chcielibyśmy cię prosić, żebyś z nami wróciła do naszego świata. Twoja osoba jest tam bardzo potrzebna... Po twojej śmierci wybuchła wojna...
- Nie chcesz mi chyba powiedzieć, że jeśli ja się tam zjawię, to nagle wszystkim się odechce wojny?
- Tak. Jeśli ciebie zobaczą, wojna nie będzie mieć sensu.
- Czekaj... nie łapię... to kim ja byłam w waszym świecie?
- To chyba oczywiste, byłaś królową.
Shuu wygięła się do tyłu i zjechała po pniu na glebę. Nie zmieniając pozycji dodała jeszcze:
- A to ci rewelacja... to teraz oświeć mnie, kim ty i on byliście dla mnie?
- Ja byłam twoją matką, a on...- w tym miejscu urwała.
Shuu poczuła, że ktoś ją podnosi i sadza z powrotem na pniu. Obejrzała się przez ramię.
- Ja byłem twoim mężem – usłyszała męski głos.
Miała ochotę zemdleć, ale jak na ironię nie mogła tak po prostu zerwać kontaktu z rzeczywistością. Wciąż siedziała na pniu między swoją dziwnie młodo wyglądającą matką, a stojącym nad nią mężem...
- Zaraz.... ja tam nie żyję... a ja tutaj jestem kimś innym!!! Nie jestem żadną królową... i wcale nie chcę... bycie boginią jest wystarczająco absorbujące – mruknęła do siebie.
- Wróć z nami do naszego świata – głos faceta, wcale nie prosił, żądał.
- JAKIE WRÓĆ?! Mi się tutaj bardzo podoba, nie mam ochoty nigdzie iść! – podniosła głos Shuu.
- Musisz – nie ustępował „mąż”. – Bez ciebie, wszystko na co ty z naszego świata pracowałaś, rozsypie się jak zamek z piasku.
- Może tak będzie lepiej, nie sądzisz? – warknęła Shuu. – W ogóle jakim cudem przenieśliście się tutaj? I co to za durny pomysł z zastępowaniem denatki wersją ‘life’ z innego wymiaru?! Popierdoliło was?
- To jedyny sposób jaki udało nam się znaleźć – odpowiedział facet.
- Posłuchaj chociaż naszej historii... może wtedy zrozumiesz sytuację.
- Czy wy się dobrze czujecie?! Porywacie mnie w trakcie cholernie ważnego rytuału, po czym chcecie, żebym ja was wysłuchała?! Czy wy wiecie, że przez was dwa istnienia mogły po prostu wyparować z TEGO świata? W dupie mam wasze problemy!!! – ryknęła i jej postać zabłysła tak ostrym światłem, że na chwilę oślepiła oboje przybyszów.
Shuu korzystając z tego ruszyła przed siebie biegiem, tam gdzie jak jej się wydawało stała świątynia Ateny... tak w każdym razie podpowiadała jej intuicja.
--------------------------------------------
Odcinek sponsorowany przez budyń czekoladowy xD
Komentuj (17) 21.10.2006 :: 22:51
111.
Nie odbiegła daleko, bardzo szybko dogonił ją „mąż” i powalił na ziemię. Shuu próbowała się wyrwać, ale nie mogła.
- Uspokój się – warknął do niej.
- Bardzo chętnie, tylko zostawcie mnie w spokoju – odpowiedziała, przyduszona przez faceta kolanem do ziemi z wygiętymi do tyłu rękami.
- Zrozum kobieto! Jesteś nam potrzebna! Bez ciebie nie mamy po co wracać do domu!
- A może tu też jestem potrzebna – ryknęła Shuu. – Na to nie wpadliście? Należę do tego świata!
Poczuła, że uścisk jego rąk zelżał i wyrwała się. Przeturlała się na bok tak, że wylądowała na klęczkach. Spojrzała na jego pochyloną sylwetkę.
- Ale jeśli wrócimy bez ciebie... to tak jakbyśmy narażali się zupełne bez sensu... Porzuciliśmy wszystko, żeby ciebie odnaleźć, a ty chcesz powiedzieć...
- Spójrz na to z mojego punktu widzenia! Chcecie mnie porwać z mojego świata, żeby wsadzić na miejsce zupełnie obcej osoby.
- Przecież ona była tobą!
- CHYBA JEDNAK NIE!!! – krzyknęła Shuu. – DLACZEGO NIE CHCESZ MNIE ZROZUMIEĆ?!
- A DLACZEGO TY NIE CHCESZ NAS ZROZUMIEĆ?!
Patrzyli na siebie przez dłuższą chwilę, oboje pewni swoich racji, oboje wściekli na siebie nawzajem...
Shuu najbardziej ze wszystkiego chciała wrócić do domu Barana i zobaczyć co się stało z Kyo. Złe przeczucie nie chciało jej opuścić. Poza tym nie miała najmniejszej ochoty zniknąć stąd, choćby nawet miała stać się w innym świecie królową...
Nemi spoglądał na nią wściekły. Nie może pozwolić jej odejść. Nie teraz! Udało im się niemożliwe, przeszli razem z Segno do innego świata. Odnaleźli tutejszą Shuu, a ona nie chciała z nimi wrócić?! Czy całe poświęcenie, tych którzy zostali w domu, miało pójść na marne? Jak mogli wrócić do domu i oświadczyć wszystkim, że wprawdzie spotkali Shuu, ale nie udało im się jej ze sobą przyprowadzić? Przysiągł, że bez niej nie wróci!
Nagle zza drzewa wyłoniła się sylwetka Segno.
- Uspokójcie się oboje – poprosiła łagodnie. – Negatywna energia bije od was obojga. Proszę uspokójcie się. Usiądźmy, porozmawiajmy chwilę. Rozumiem, że ta sytuacja nie jest dla ciebie zbyt miła – zwróciła się do Shuu. – Ale chociaż spróbuj nas zrozumieć. W tej chwili nie proszę cię o nic więcej.
Shuu patrzyła to na jej cień to na jego, było przecież dość ciemno i widziała jedynie ich sylwetki. W końcu usiadła po turecku i położyła ręce na kolanach.
- Słucham – mruknęła niechętnie.
Głębokie westchnienie ulgi dobiegło ją ze strony kobiety.
Po chwili tuż naprzeciwko Shuu usiadł „mąż” a zaraz obok „matka”.
- Może zaczniemy bardziej kulturalnie i tym razem się przedstawimy? – zaproponowała kobieta.
- Moje imię już znacie – stwierdziła Shuu. – Jedyne co mogę dodać to, że w tym świecie jestem obecnie wcieleniem bogini, w związku z tym nie byłoby wskazane pozbawianie ludzi mojej osoby, prawda?
- Bogini? – zakrztusił się powietrzem facet. – No ładnie. Ja jestem Nemi, jak już wiesz twój mąż, król państwa zwanego Keriliyą.
- To państwo ty stworzyłaś – dodała kobieta. – Moje imię to Segno.
Shuu zdębiała...
- Nemi, Segno? – wyszeptała. – Przecież ja widziałam wasze tutejsze... wcielenia! – zawołała. – To znaczy, już martwe, no ale jednak... Wiem już dlaczego wydałeś mi się taki podobny! – stwierdziła wskazując palcem na „męża”.
- Nasze tutejsze wcielenia? No tak... skoro ty tutaj jesteś, dlaczego nas miałoby nie być – usłyszała cichy głos Segno. – Kim tutaj jestem? – dodała z nutką ciekawości w głosie.
- No jesteś duchem, oboje jesteście... a i Nemi... tutaj jesteś, albo raczej byłeś kobietą!
- CO?! – krzyknął facet. – Chyba żartujesz?!
- Mówię zupełnie poważnie.
- Kobietą... – widać Nemi nie mógł tego przełknąć.
Segno położyła dłoń na jego ramieniu i Shuu mogłaby przysiąc, że uśmiechnęła się pod nosem.
- Keriliya, to bardzo młode państwo – zaczęła po chwili Segno. – Właściwie trudno nazwać je państwem. Oderwana prowincja ogromnego Nehyru... Nie mam pojęcia jak ci się to udało, ale Shuu zdobyłaś dla Keriliyi pewną niezależność. Zostałaś koronowana i mogłaś rządzić niezależnie od Nehyru, bylebyś nie działa przeciwko niemu...
- No to jestem zdolna – stwierdziła Shuu. – Kerilia... ładna nazwa.
- KeriliYA – poprawił ją Nemi. – W dawnym języku przodków naszego plemienia znaczy Strzała Słońca.
- Poetycko... i co dalej?
- I wszystko było w porządku, dopóki pewnego dnia po prostu nie znikłaś...
- Typowe dla mnie – mruknęła do siebie Shuu.
- Nie zostawiłaś żadnej wiadomości. A kiedy wieści dotarły do Nehyru... rozpętała się wojna.
- A to dlaczego?
- Nehyr stwierdził, że nie może istnieć państwo bez władcy, a jedyną królową byłaś ty.
- A ty?
- Ja? – warknął Nemi. – Ja byłem nikim, jedynie mężem... bez żadnej władzy, osobą bez znaczenia.
- No fajnie, a nie można było koronować kogo innego? Dzieci się nie dorobiliście?
Nastąpiła chwila ciszy.
- Nie – szepnęła Segno. – Nie mieliście dzieci.
Shuu przyjęła to do wiadomości. Wolała nie wnikać dlaczego, niewiedza czasem jest błogosławieństwem.
- No dobra wszystko pięknie, tylko skoro to ja stworzyła to państwo, to nie mogło za długo istnieć, prawda? To chyba nic dziwnego, że wielkie imperium znów je wchłonie, nie takie rzeczy już się działy w historii.
Nemi i Segno spojrzeli na siebie, po czym odezwał się „mąż”:
- Jak myślisz ile miałaś lat kiedy znikłaś? – zapytał.
- Nie wiem, obstawiałabym tyle ile teraz mam czyli z dwadzieścia.
- Twoje państwo przerwało prawie dwieście lat. Dokładnie sto osiemdziesiąt siedem...
Shuu szczęka opadła. Skoro państwo tyle istniało ile ona mogła żyć?!
Komentuj (80) 29.10.2006 :: 23:28
112.
Shuu siedziała przez chwilę, przeżuwając zapodanego przed chwilą niusa xD.
- No dobra, ale sami powiedzieliście, że to dość młode państwo, ta cała Kerilia! – nie wytrzymała w końcu.
- KeriliYA! – poprawił ją Nemi.
- Łarewa – mruknęła Shuu.
- Trochę szacunku – uniósł się Facet, ale Segno położyła mu rękę na ramieniu i powiedziała:
- Młode w stosunku do długości istnienia Nehyru. Możesz wierzyć lub nie, ale jego początki sięgają z pewnością tysiąc pięciuset lat wstecz, a według legend nawet dalej... Czymże jest wtedy niecałe dwieście lat?
Shuu kiwnęła głową, była to jakaś logika.
- Czy wszyscy u was żyją tak długo? – zapytała po chwili.
- Nie... ludzie z naszego plemienia żyją przeciętnie dłużej niż inni mieszkańcy Nehyru...
- To znaczy ile?
- Średnia długość życia u nas to około sto dwadzieścia lat... w Nehyrze osiemdziesiąt.
Shuu gwizdnęła.
- Czterdzieści lat różnicy... ładnie – spojrzała podejrzliwie na Segno. – A ty ile masz lat?
- A na ile wyglądam? – uśmiechnęła się w odpowiedzi.
- Biorąc pod uwagę to, że jest ciemno, trudno mi ocenić.
- Dwieście trzydzieści jeden – odpowiedział za Segno Nemi.
- Dobra... matma nie jest moją najlepszą stroną, ale coś mi się widzi, że pobiłaś średnią krajową... ale wy się tam w ogóle nie starzejecie?
Segno i Nemi wymienili spojrzenia.
- To jest jedna z twoich tajemnic Shuu. Nikt nie wie dlaczego tak długo żyłaś i jak udało ci się zatrzymać starzenie... nie tylko z resztą swoje, Segno i moje również.
- Niektórzy uważali, że byłaś wysłanniczką Kerila, naszego boga słońca. Miałaś uwolnić nas spod panowania Nehyru – dorzuciła Segno.
- Zabójcze związki z bogami mam coś ostatnio – mruknęła do siebie Shuu.
- Po twoim zniknięciu, wojska weszły do naszego królestwa. Oczywiście wszyscy stawiali zacięty opór, ale byliśmy zupełnie bez szans. Coraz bardziej spychani na zachodnie pustynie – kontynuował Nemi. – Keriliya leży na samych krańcach Nehyru, od zachodu granicząc z pustyniami, od północy z morzem. Na południu natomiast znajduje się szeroki masyw górski... nikt, kto się tam wybrał, nie powrócił, dlatego też nic nie wiemy co może się tam znajdować.
Shuu kiwnęła głową, nieciekawa sprawa.
- Dlatego też cofaliśmy się na zachód. Jakoś niespecjalnie chcieliśmy znów stać się niewolnikami Nehyru. Może i bardziej sensownie byłoby się cofać na południe... ale te góry... przerażały wszystkich, nie mieliśmy odwagi.
- A może spróbowalibyście przejść przez pustynie? Kto wie co może za nią być?
- Zwariowałaś? – ryknął Nemi. – Musisz z nami wrócić i uratować Keriliyę!
- No to wróciliśmy do punktu wyjścia – stwierdziła Shuu i westchnęła.
Niebo powoli zaczynało się przejaśniać, słońce niedługo wzejdzie.
Na polu bitwy.
Gdy Shama zdał sobie sprawę, że Elfy wycofują się, sam wolał skorzystać z podobnego manewru niż zostać sam na sam z całą zgrają Goldów i Amazonek. Po prostu przy którymś uniku wsiąkł w ziemię i tyle go widzieli.
- Kurewski tchórz – stwierdził DM.
- No to dziś byłoby na tyle – mruknął Afro.
- Ja za to widzę duuuuuużo sprzątania – westchnął Camus ciężko.
Na ziemi leżały gdzieniegdzie trupy Mhrocznych Elfów... no i jeden Gold.
Aiolos właśnie podchodził do ostygłego już ciała brata.
Reszta Złotych patrzyła na niego z pewnej odległości...
- Będzie trzeba jakiś pogrzeb wykombinować – mruknął Shura.
- Trzeba by Shuu znaleźć – przypomniał DM.
I wszyscy nagle uświadomili sobie, że faktycznie, porwano Shuu i że Mu od jakiegoś czasu nikt nie widział.
- A tego znowu gdzieś poniosło – Shion nie wydał się tym specjalnie zdziwiony. – DM lepiej za nim idź.
- Czemu ja? – zdziwił się Rak.
- Bo do niczego innego się nie nadajesz – odparł Saga i kopnął DM w zadek.
Rak wzruszył ramionami i pognał przed się, za wyczuwalnym w oddali kosmosem Barana XD (DM pies tropiciel XD).
- Ten debil nam zwiał – wkurwiał się Saga. – Znowu się dupaniec pod ziemię schował.
- Ale jeśli, gdzieś wylezie, to go zobaczymy – zauważył Shaka.
Shion spojrzał na blondyna przeciągle.
- I będziesz wstanie określić, gdzie jest? Dokładnie?
- Z dokładnością do jednego metra – stwierdził Panna zadzierając nosa.
Shion złapał blondyna za kudły i znikł.
- Czy mi się wydaje, czy to taka zakamuflowana akcja pt. „jak wywinąć się od sprzątania”? – zapytał smętnie Shura spoglądając na pobojowisko.
- Znowu mnie w chuja chcecie zrobić – warknął Afro.
- Ryba – zwrócił się Milo do niego. – Zapamiętaj to sobie raz na zawsze... ciebie się w chuja nie da zrobić!
Afro rozważając czy przypadkiem nie obrażono go, został odsunięty na bok przez przybyłą właśnie Kaori – królową Amazonek.
- Trzy moje wojowniczki poległy – ogłosiła smutno.
- U nas też nie obeszło się bez ofiar – zauważył Saga wskazując w stronę wciąż stojącego nad zwłokami Lwa, Aiolosa.
- Przykro mi. Wydaje się jednak, że atak został odparty.
- Tak, tylko, że... Shuu została porwana – wtrącił Aldebaran.
- Atena?! – niewiadomo skąd pojawiła się Hera. – POZWOLILIŚCIE NA TO?!
- Czy wszyscy bogowie kochają capsy? – mruknął Milo do Camusa.
- JAK MOŻECIE TAK SPOKOJNIE TU STAĆ?!
- Można powiedzieć, że misja ratunkowa ruszyła – stwierdził Shura.
- A WY CO MACIE ZAMIAR ROBIĆ?!
- Należałoby tu posprzątać – wzruszył ramionami Saga.
- No to na co czekacie?! – wyłączyła capsa Hera. – Do roboty! Jeśli Shuu nie ma w pobliżu, to ja staję się waszą bezpośrednią przełożoną.
- Chyba żartujesz... – nie mógł uwierzyć Bliźniak.
- Nie. Podpisałyśmy z waszą Ateną odpowiednie papiery.
- O jasna dupa... ona serio coś takiego podpisała? – Milo był przerażony.
- Mam nadzieję, że Mu szybko ją znajdzie – dorzucił Aldebaran.
Żadnemu ze złotych nie uśmiechało się być pod bezpośrednim dowództwem Hery...
- No dalej, sprzątać... niedługo wzejdzie słońce, do śniadania ma być czysto! – powiedziała i odeszła.
- Wy naprawdę z własnej woli oddałyście się w jej ręce – nie mógł uwierzyć Shura.
Kaori uśmiechnęła się zagadkowo i odeszła w stronę, gdzie Amazonki ułożyły ciała swoich martwych towarzyszek.
Nagle pojawił się Shion z Shaką.
- Mamy go – triumfował Panna. – Mówiłem, że sprzęt jest bez zarzutu!
- Czy wy wiecie, że jeśli Shuu nie ma, to Hera tu rządzi? – zapytał zrezygnowany Milo.
- Pierdolisz chyba? – warknął Shion.
- Choćbym chciał, to nie – odparł Skorpion.
- Spokojnie, Mu ją odnajdzie – machnął ręką Baran, próbując uspokoić wszystkich w tym i siebie.
- Jedno ale – odezwał się milczący dotąd Dohko. – Zauważyliście, że nie wyczuwacie kosmosu Ateny?
- Oj... – zająknął się Shura. – To już mi się nie podoba.
Ekipa spojrzała pytająco na Shiona.
- Czego? Co ja jestem? Wyrocznia? Odwalcie się! – rzucił. – Ja chcę sprawdzić, gdzie to się chowa ten gość od trzęsienia ziemi.
- Czekaj, czekaj – wtrącił się Panna. – Beze mnie nie pójdziesz! W końcu moje urządzenia... ty nawet nie umiesz się nimi posługiwać.
- Dobra – zgodził się.
- Ja też chce! – wypalił Shura! – Dajcie mi iść! Proszę, proszę, proszę!!!!!
- Ty chcesz się po prostu wykpić od sprzątania – stwierdził Camus.
- No ba!
- Dobra idziesz, ale nikt poza tym!
I tak cała trójka znikła.
Komentuj (24)