01.11.2006 :: 20:56
113.
Grecja. (powalam dokładnością XD)
Shion z Shaka i Shurą pojawili się na jakimś wzgórzu.
- Tutaj? – zapytał Baran.
- Masz problemy z nawigacja? Dwa kilometry dalej – mruknął Shaka.
- O... słońce niedługo wzejdzie – zauważył Shura, mający tak naprawdę całą misję zwiadowczą gdzieś. Jemu chodziło tylko o to, żeby znowu nie robić za sprzątaczkę.
- Dwa kilometry w którą stronę? – Shion totalnie zlał spostrzegawcze spostrzeżenia (XD) Koziorożca.
- Tam! – wskazał macką Shaka północny zachód.
- No dobra – i Baran znów złapał Pannę i Koziorożca z szmaty i przeteleportował się we wskazanym kierunku.
Grecja. Dwa i pół kilometra dalej.
Pojawili się na zielonej trawce, przy czym Shura lądując wpadł w sporej wielkości dziurę.
- Shion, ty byś naprawdę z tą nawigacją uważał – warknął Koziorożec.
- Mówiłem dwa kilometry, nie dwa i pół – powiedział Shaka rzucając okiem na ekran urządzonka, które miał w ręce.
- Shion... czy ty masz może problemy z celowaniem? – zapytał gramoląc się z dziury Shura.
- Zamknąć mordy – warknął. – Idziemy pieszo! Nie mam zamiaru wpaść naszym wrogom na głowy... tak dosłownie.
- To znaczy, że będziemy iść? – zapytał przerażony Shaka.
- Jeśli wolisz się czołgać... – mruknął Shura.
- ALE TU SĄ BAKTERIE! Na pewno! Pełno krzaków... a jak mnie ugryzie jakiś pasożyt? Albo jeśli oblezą mnie kleszcze?!!!
- Jakby kleszcze stadami chodziły na polowania – westchnął Shura.
- Nie panikuj! – ryknął Shion.
- Kiedy muszę! @.@
- Dobra to ja mam pomysł. My go tu zostawimy wśród stad kleszczy i bakterii, a sami pójdziemy – zaproponował Shura.
- Nie zostawicie mnie tak chyba @.@ - zrobił psią mordę blondyn.
- A założysz się? – zapytał Koziorożec z błyskiem w oku.
Shaka zwiesił głowę i westchnąwszy ciężko, poszedł za ładującymi się w jakieś paskudnie wyglądające krzaki Goldami.
Grecja. Trochę bardziej na południe.
DM podążał za kosmosem Mu.
- Do niczego innego się nie nadajesz! PHI! – prychał nieustannie. – Jemu ciągle się wydaje, że jest wielkim mistrzem czy co? No przecież zdążył już dwa razy zdechnąć... Ożesz kurwa... – mruknął wpadając na kogoś.
- Czego tu? – usłyszał znajomy głos.
- Mu! – Rak nawet nie zauważył jak go dogonił.
- Nie babcia klozetowa – warknął.
- Jesu... stary serio? Tym się zajmujesz po godzinach? Tak mi przykro... myślałem, że masz lepsze zajęcie.
Mu zarył czołem w najbliższe drzewo.
- A ja zawsze się zastanawiam, czy jesteś takim kretynem czy tylko udajesz – stwierdził.
- Mogę coś powiedzieć?
- Jeśli już musisz?
- Po pierwsze wysłali mnie za tobą, a po drugie... ty wiesz, że nabierasz odruchów Shuu?
Ledwo to powiedział poczuł, że zawisł w powietrzu. Mu trzymał go za gardło, a po chwili najzwyczajniej w świecie puścił i odszedł.
- Człowieku... spokojnie... nerwicujesz się z byle powodu – rzucił za nim DM.
Otrzepał się i poleciał za nim.
- Wiesz w ogóle, w którą stronę iść? Wyczuwasz ją?
Mu pokręcił głową.
- Wiem tylko, z którego kierunku poczułem, że mnie woła.
- I co zamierzasz?
Wzruszył ramionami.
- Jeśli uciekali po prostej, to może jakoś ich dogonię.
- Zajebisty plan – westchnął Rak. – A w ogóle zauważyłeś, że Aiolos zdechł?
- Oczywiście. Nie wiem czy pamiętasz, że Shuu ma konkordat...
- Tylko ja wcale nie wiem, czy chcę, żeby z niego akurat teraz skorzystała – mruknął do siebie DM.
Świątynia Ateny.
- Właśnie – oświeciło nagle Aiolosa, tak głośno, że wszyscy prawie zawału dostali.
- Co znowu? – ryknął bardzo zainteresowany nowym odkryciem Strzelca, Milo.
- Czy Shuu nie mówiła ostatnio, że to ona ma konkordat z Hadesem?
Co kto miał w ręce, spadło na ziemię...
- Czy ty chcesz przez to powiedzieć... – zaczął Saga.
- ... że chcesz ożywić Aiolię? – dokończył Camus.
Strzelec kiwnął głową.
- Nie ma sprawiedliwości na tym świecie – mruknął do siebie Afro. – Mnie by nikt nie chciał ożywiać.
- Jego też nie chcemy – stwierdził półgłosem Aldebaran stojący najbliżej Ryby.
Afro kopnął leżący obok kamień, który trafił leżącą niedaleko Mhroczną Elfkę.
- AŁA! – Goldzi aż podskoczyli, gdy rozdzierający okrzyk bólu zawibrował w ich uszach.
Rozglądając się za źródłem przeraźliwych zjawisk akustycznych, zauważyli, że z ziemi gramoli się jedna, najwyraźniej nie zbyt martwa, Elfka.
- Zombie!!!! – ryknął Dohko. – Takiego pokemona jeszcze nie mam!
I nim ktokolwiek zdołał go powstrzymać, rzucił się w kierunku Tinwe.
- Ty – Milo szturchnął Sagę. – Czy tylko mi się wydawało, że on powiedział pokemony?
Bliźniak z wyrazem przerażenia wymalowanym na twarzy, wolno skinął głową.
Tymczasem Waga prawie nadział się na sztylet Elfki.
- Ani kroku dalej zboczeńcu – krzyknęła.
- Już spokojnie – próbował łagodzić Aldebaran. – Nasz kolega cię z kimś pomylił...
Tinwe szybko oceniła sytuację, została otoczona przez Goldów, bez większych szans jeśli dojdzie do walki. Zauważyła też, z niejakim rozczarowaniem, że tego na którego wpadła, i który najwyraźniej pozbawił ją przytomności, nie było z nimi.
- Powiesz nam jak masz na imię? – przełamał ciszę Milo.
- A co cię to?!
- No skarbie, na mediatora się nie nadajesz – mruknął do niego Camus.
- Odsuńcie się ode mnie – zażądała Tinwe.
- Wiesz... zważając na naszą przewagę liczebną, stwierdzam, że wysuwanie jakichkolwiek żądań jest nieco nie na miejscu – stwierdził Afro.
Elfka musiała mu w myślach przyznać rację, ale co miała robić? Pozwolić się zabić?
- Może więc odłożysz ten sztylecik i pogadamy spokojnie? – zaproponował Ryba. – Nie mamy zamiaru cię zabijać, spokojnie. Jeszcze nie skończyliśmy sprzątać twoich ludzi...
Tinwe spojrzała na ścielące się wkoło niej zwłoki towarzyszy... Poranne słońce rzuciło w oczy oślepiającą prawdę, jej brat po raz kolejny, mówiąc najprościej, spierdolił sprawę.
Sztylet wypadł z ręki Elfki.
- Rozmawiajmy więc – rzekła.
Afro uśmiechnął się do siebie, dumny z umiejętności mediatorskich.
- Myślę, że przyda ci się jakieś śniadanie. Chodź ze mną, zajrzymy co tam ciekawego Amazonki wykombinowały.
Pomógł Tinwe wstać z ziemi i odszedł z nią w kierunku lśniącego nowością budynku.
Dopiero po dłuższej chwili reszta Goldów ocknęła się.
- Zaraz... czy on nas właśnie w chuja nie zrobił? – zapytał retorycznie Aiolos.
- Skubana Ryba... – westchnął Milo.
- Ja tam nie wiem z czego byś chciał ją skubać – rzucił Saga.
- Z łusek!!! Wredna, zimnokrwista RYBA!!!!
----------------------------------------------
A tak właściwie XD to nie mam czasu...
Komentuj (12) 03.11.2006 :: 15:03
114.
W lesie.
Zapadła długa cisza. Słońce zdążyło wyjrzeć zza horyzontu na dobre, zanim odezwała się Segno.
- Rozumiem, że właściwie nasze problemy mogą cię nie interesować...
- Nie – wpadła jej w słowo Shuu. – Naprawdę mi przykro, że stało się tak jak się stało, że macie tam u siebie wojnę, że walczycie o niepodległość... rozumiem ludzie giną... no ale... Ja wcale nie chcę tego naprawiać!
- Nic nie rozumiesz! – warknął Nemi. – I nic cię to nie obchodzi. Masz rację, nie jesteś tą Shuu, którą znałem.
- Próbuję ci to właśnie uświadomić! – krzyknęła Iluzoryczna. – Ale jest mi naprawdę przykro! Tylko co ja mogę zrobić? Nawet jeśli mnie tam zabierzecie? Wątpię, żeby sam fakt, że się pojawię coś zmienił! Nie mam zielonego pojęcia, na co mogłabym się wam przydać.
- Pomoglibyśmy ci – wtrącił Nemi.
Shuu zmrużyła oczy.
- Zarzucasz mi, że nic mnie nie obchodzi wasza sytuacja, no to posłuchaj mojej wersji. Wpadają totalnie obcy ludzie z innego wymiaru i porywają mnie w środku cholernie ważnego rytuału. Do teraz nie wiem, czy udał się czy nie... jeśli nie, to ktoś przeze mnie zginął... Potem owi obcy stwierdzają, że jestem wcieleniem królowej z ich świata i chcą mnie zabrać do siebie, żebym udawała, że jestem nią... Pomijając już to, że wcale mi się tam nie chce wybierać z czystego lenistwa... Ty chcesz mnie oderwać od mojego życia tutaj... zapytałeś mnie w ogóle czy nie mam rodziny? Może mam męża, dzieci?
- A masz? – Nemi aż podskoczył.
- A jeśli mam to dasz mi spokój? – zapytała Shuu zmęczona.
- Masz męża i dzieci? – niewiadomo skąd pojawił się DM.
- A ty co tu robisz? – zdziwiła się Iluzoryczna. – Spodziewałam się, że z odsieczą kto inny przyjdzie.
- „Kto inny” stoi za tobą – usłyszała głos Mu.
Shuu odwróciła się i wielki uśmiech rozpromienił jej twarz. Tak, to była odsiecz, na którą czekała. Podniosła się z ziemi i już chciała się rzucić na szyję Mu, ale zaplątała się w sobie i zaliczyła glebę, że aż miło. (XD)
- Nad romantycznym scenami to musisz popracować – skomentował DM.
Mu bez słowa podniósł z ziemi Shuu i zmierzył wzrokiem dwójkę obcych.
- Co to za jedni? – wyartykułował się DM.
- Świry z innego wymiaru – mruknęła Shuu.
- Jestem jej mężem – stwierdził mrużąc oczy Nemi i patrząc wrogo na Mu... (powiało grozą) XD
- Nie jesteś, nie byłeś i nie będziesz – powiedziała Shuu. – Po dobroci mnie miał nie będziesz – rzuciła i schowała się za Mu. XD
- Zajmij się nimi – rzucił Baran.
Odwrócił się, przyciągnął do siebie Shuu i oboje znikli.
Dom Barana.
Kiedy Shuu zobaczyła ruinę, jaką teraz był przybytek Ariesa, zaniemówiła. Widziała co prawda, że smok, na którym przybyła para z innego wymiaru, rozwalił jedną ze ścian, ale nawet nie przypuszczała, że mogło to mieć tak destrukcyjny wpływ na całą budowlę.
- No pięknie – westchnęła.
I zaraz pobiegła do grożącej totalnym zawaleniem ruiny.
- A ty gdzie? – zatrzymał ją tuż przed wejściem Mu. – Chcesz tam wejść?
Kiwnęła głową.
- Zwariowałaś? Przecież to ci się może na łeb zawalić.
- Ale... tam w środku...
- Jeśli szukasz Kyo, to go tam nie znajdziesz. Zjawiłem się tutaj na chwilę zanim prawa część runęła. Nikogo nie było w twoim pokoju.
Shuu patrzyła na niego szeroko otwartymi oczami. Po prawej stronie budynku mieściły się prywatna siedziby Golda.
- Ale... niczego nie widziałeś? Nawet ciała?
Mu przecząco pokręcił głową.
Shuu westchnęła ciężko i opadła na ziemię, jakby całe powietrze z niej uszło...
- Nie udało się... spierdoliłam – szepnęła.
Mu stał nad nią nie bardzo wiedząc czy ma ją pocieszać, czy też cieszyć się, że Kyo najwyraźniej znikł na zawsze.
Nagle zawiał delikatny wiatr, wydawało się, że bawił się włosami Shuu. Iluzoryczna uniosła głowę i poczuła, jakby ktoś ocierał płynące po policzkach łzy. Zdawało jej się, że usłyszała głos Kyo: „nie płacz”. Nie mogła jednak w to uwierzyć...
Wtedy, tuż obok niej, pojawiło się mini tornado i po chwili, równie szybko jak się pojawiło, znikło, zostawiając po sobie wyraźny napis na kamieniu, jakby ktoś kredą napisał:
„Nie płacz Shuu, Rytuał nie do końca się powiódł, ale teraz z Nemi staliśmy się częścią wiatru.”
- Stali się... powietrzem?! – zapytał lekko zdziwiony Mu.
Shuu nie mogła uwierzyć w to, co przeczytała. Spierdoliła, ale najwyraźniej nie było aż tak źle.
Wiatr znów zawiał, tym razem tak mocno, że uniosło Shuu do góry. Kiedy stanęła na własnych nogach, usłyszała w powiewie cichy głos Nemi: „dziękuję”. Uśmiechnęła się do siebie, a wiatr mocniejszym podmuchem wydawał się ją żegnać i odleciał.
Nadal stała przed ruiną domu Barana, ale było zupełnie cicho. Najlżejszy powiew nie łagodził żaru lejącego się z nieba.
- Wiesz co? – zwróciła się do Mu. – Chyba teraz są szczęśliwi.
Gold dłuższą chwilę wpatrywał się w jej twarz, po czym przygarnął do siebie i mocno przytulił.
- Czy ten koleś naprawdę jest twoim mężem? – usłyszała nagle.
- Zwariowałeś? – odsunęła się od niego. – Może był mężem kogoś o imieniu Shuu, kogoś z jego świata, ale nie moim!
- To czego ta dwójka właściwie chciała? – zapytał mrużąc oczy.
- Uśmiejesz się jak ci powiem. Ale może chodźmy do cienia, bo na tym słońcu się roztopię.
- A dokąd? – Mu rzucił okiem na ruinę swojego domku.
- Może na górę?
- Do Aldebarana?
- Miałam na myśli wyżej, same szczyty.
- No nie wiem... oni tam teraz pewnie sprzątają – mruknął Mu.
- Co sprzątają? Jakaś impreza była? Przecież mówiłam żadnego chlania!
- Impreza? – uśmiechnął się krzywo Baran. – Impreza, ale nikt tam nie chlał? To była regularna bitwa. Po twoim porwaniu zaatakowały Mhroczne Elfy i zaczęła się...jak to nazwałaś, impreza.
- Nic się nikomu nie stało? – zapytała przejęta tą informacją Shuu.
- Nie czujesz? – zdziwił się Mu. – Aiolia nie żyje.
- Nie – pokręciła głową.
- O kurde!
- Co jest?
- Nie czuć od ciebie Ateny.
- Ta... nie jedziesz Ateną xD dzięki – mruknęła Shuu.
- To nie jest śmieszne... co się z nią stało?
- A skąd mam wiedzieć?!
- Dobra idziemy do góry, trzeba sprawę zbadać. Mam tylko nadzieję, że na Herę nie trafimy.
Baza Imperialistów w Grecji.
Raini właśnie starała się jak najciszej wejść do budynku, choć właściwie niepotrzebnie. Ledwo otworzyła drzwi wejściowe usłyszała głośne wrzaski, dochodzące z pokoju zawalonego komputerami. Wściekłym krzykom Ajax co chwila towarzyszyły spokojne, anglojęzyczne repliki. Czyżby Oczojebna dowiedziała się o romansach małolaty?
Raini wolała z tego skorzystać, przy takim hałasie, skrzypienie schodów pozostało niezauważone.
Zerojedynkowa zastanawiała się jak to się stało, że ta noc tak szybko minęła. Ale po pożegnaniu nad ranem była pewna, że nie chce już bawić się w grę na dwa fronty. Przenosi się do świątyni i mało ją obchodziły konsekwencje.
Wpadła do swojego pokoju, pozbierała rzeczy i już gotowa do wyjścia, zatrzymała się z ręką na klamce.
Na dole usłyszała, że kłótnia przeniosła się na korytarz. No pięknie, będzie musiała chwilę poczekać. Na szczęście nie trwało to za długo, drzwi w końcu trzasnęły i budynek pogrążył się w ciszy. Raini odczekała jeszcze chwilkę i razem z torbą ostrożnie udała się w kierunku schodów.
- And where do you think you’re going? – usłyszała i zobaczyła stojącą na samym dole schodów Miri.
- Wynoszę się – stwierdziła Raini.
Dziewczynka uśmiechnęła się.
- Maybe it’s the best thing you can do.
- Nie zamierzasz mnie powstrzymać?
- Why should I?
- No nie wiem... zdaje się, że zamierzam zdradzić Imperium.
Miri wbiła wzrok w schody, a oczy nagle jej pociemniały.
- There will be a lot of changes but I don’t really care – westchnęła. – As for me, you’re free. You can do anything you want.
- A co z Ajax?
Miri wzruszyła ramionami.
- I’m afraid it’s the end for her.
Odwróciła się plecami do Raini i poszła do pokoju komputerowego.
Raini nie wiedziała, co ma o tym wszystkim myśleć, ale skoro nawet dostała błogosławieństwo na wyniesienie stąd, nie będzie zwlekać. Wzięła torbę i wyszła.
Jaki Saga będzie zdziwiony, gdy mu ogłosi, że się do niego wprowadza. (XD oj tak...)
Baza Imperialistów. Chwilę wcześniej.
- Nie! Nie zapomniałam kto mnie uratował! Kto wyrwał z rąk zwykłych, nic nie rozumiejących ludzi! Jak mogłabym kiedykolwiek zapomnieć?! – krzyknęła Ajax za wychodzącą z pokoju Miri i już była na korytarzu. – Ale za każdym razem, gdy umierałaś... zawsze bałam się, że już do mnie nie wrócisz.
- Tell me, weren’t I always back? – zapytała smutno Miri, odwracając się do Oczojebnej. – Can you remember even one time I left you?
- Nie...
- All those years I was by your side. Now I wonder if it was the best thing I could do for you.
- A ja z kolei zawsze się zastanawiałam, czy dobrze się stało, że mnie uratowałaś – rzuciła Ajax i wybiegła z budynku.
Miri westchnęła. Ile to razy ona sama zadawała sobie pytanie: Czy to dziecko nie powinno było wtedy zginąć? Teraz jednak zdecydowała co zrobi i nic jej nie powstrzyma, nawet jeśli na drodze stanie Ajax.
Nagle usłyszała skrzypienie desek w podłodze i obróciła się w kierunku schodów, po chwili na górze ukazała się Raini.
Świątynia Ateny. Piwnica.
Wszyscy Goldzi, którzy byli gdzieś na terenie Sanktuarium, poza Rybą, siedzieli teraz w piwnicy, Saga właśnie zamykał drzwi na klucz.
- No to może dowiemy się o co chodzi? – zapytał rozmasowując barki Milo. Noszenie zwłok Elfów nie było wymarzonym sposobem na rozpoczęcie dnia.
- O mnie – usłyszeli głos Shuu i zaraz w słabym świetle zwisającej z sufitu żarówki pojawiła się Iluzoryczna.
- Dobra... czy tylko mi się wydaje, że coś tu nie gra? – zapytał Camus.
- Nie wyczuliśmy jej! – zauważył Dohko.
- Gdzie Atena?!
Shuu wzruszyła ramionami.
- A żebym ja to wiedziała.
- Hera nie może się dowiedzieć, że tu jesteś – stwierdził szybko Saga.
- Co wy tak świrujecie z Herą? – zwątpiła Shuu.
- Ty nie wiesz co podpisałaś? Jeśli cię nie ma to ona rządzi! – stwierdził Milo z błyskiem szaleństwa w oczach.
- No, ale jestem nie?
- Ale gdzieś Atenę zgubiłaś – mruknął Aldebaran.
- I co z tego? Podpisywała się jako Shuu – stwierdziła Iluzoryczna z zabójczym uśmiechem jakby jej kto w mordę bananem... XD
Nastąpiła chwila ciszy.
- Czyli, że nadal rządzisz nawet jak nie czuć Ateny... – głośno myślał Aiolos.
- Od razu powiedzcie nie walisz Ateną – mruknęła żałośnie Shuu. – Wiedziałam, że wam tylko na Atenie zależy... ja bym sobie mogła zdechnąć...
- No ej... – zaczął Saga, ale nie skończył, widząc zbierające się w jej oczach łzy.
- Mu powiedz coś! – zawołał Camus.
- Ja się w ogóle odzywać nie będę – odparł Baran. – Sami pierdolicie po próżnicy, to teraz odkręćcie to.
- Co za znieczulica – stwierdziła Shuu. – Dobra nie ważne. Zapomnijcie. Nie było rozmowy. To jaki jest plan?
Goldzi spojrzeli po sobie. Nie było Shiona, żeby na niego zwalać wymyślanie planów.
- Khem – odkaszlnął Saga. – Myślę, że najlepiej ogłosić, że porwano cię i nie pamiętasz, co się stało z Ateną i w ogóle. Iiii...
- I poczekamy na Shiona – dokończył myśli Milo.
- Genialne – mruknęła Shuu unosząc brew, dając tym samym wyraz swojego uznania dla powyższego planu.
Kiedy już cała hołota wyładowywała się z piwnicy, Aiolos zatrzymał Shuu.
- Słuchaj... wiesz, że mój brat zginął... – zaczął.
Cała ekipa zrobiła natychmiastowe w tył zwrot i słuchali uważnie.
- No wiem, przykro mi – skłamała bez mrugnięcia okiem Shuu.
- Bo... ty podobno masz ten konkordat z Hadesem... i tak myślałem, że mogłabyś go wskrzesić...
Iluzoryczna zamrugała szybko oczami. Nie miała najmniejszej ochoty spełniać jego życzenia. Odruchowo sięgnęła do łańcuszka, który wisiał na szyi...
- O KURWA!!!!! NIE MA!!!! – jej głos zmienił się w przeszywający pisk.
- Czego? – zapytał Mu, walcząc z wrażeniem, że właśnie ogłuchł.
- Medalionu!
- Tego z klątwą? – wolał się upewnić Baran.
- Innego nie miałam!
- Czekaj... czy ty w tym medalionie trzymałaś konkordat z Hadesem... – oświeciło Mu.
Shuu z przerażeniem w oczach spojrzała na niego i pokiwała głową wolno.
- Musiał spaść jak mnie porwali... albo jak spadałam... – dodała cicho.
- Oj... – zająknął się Camus.
- No to nie ożywimy Lwa – ucieszył się Milo.
- Ta... ani żadnego innego Golda jeśli umrze – dorzucił Saga.
Oczy wszystkich skierowane były na niską postać, która omiotła ich wzrokiem i nieśmiało szepnęła:
- Przepraszam...
---------------------------------------------------------
I na jakiś czas spokój ma być xD
Ja naprawdę wbrew pozorom nie mam czasu T.T
Komentuj (28) 11.11.2006 :: 00:49
115.
- Ni ma konkordatu... – mruknął Milo niewyraźnie.
- No i skończyło się rumakowanie – mruknął Mu z dziwnym, pełnym satysfakcji uśmiechem.
- A tobie co tak wesoło?! – spojrzał na niego z pode łba Camus. – Ja tam wcale wracać do Hadesu nie chce.
Baran wzruszył ramionami.
- Ma zły humor – stwierdziła Shuu.
- Jak my wszyscy – zauważył Aiolos lekko zdołowany informacją o zagubionym konkordacie.
Ekipa stała chwilę i patrzyła na siebie bezradnie. W końcu Saga, nie mogąc znieść takiej grobowej atmosfery, stwierdził:
- Dobra. Skoro nie ma, trudno. Teraz trzeba by było pogadać z Herą, o tym, że nam się Atena zapodziała.
- Super, czekają mnie same przyjemne rozmowy – mruknęła Shuu do siebie.
- No to idziemy – zawyrokował Mu, wziął Iluzoryczną za rękę i razem zniknęli.
W jednym z pokoi w świątyni Ateny.
- Ja naprawdę nie rozumiem jak można było zgubić Atene!!! – wydzierała się Hera, przechadzając się po pokoju z zawrotną prędkością.
Shuu czuła, że zaraz zacznie się jej kręcić w głowie, od tego krążenia.
Mu stał tuż obok niej, dając swoją osobą wsparcie.
W końcu Hera, najwyraźniej ochłonęła trochę i usiadła.
- Co zamierzacie teraz zrobić? – zapytała wbijając wzrok w Shuu.
- Nie wiemy – przyznała szczerze Iluzoryczna. – Nie mam bladego pojęcia, kiedy mogłam zgubić Atenę...
Bogini westchnęła ciężko.
- Zostawcie mnie, muszę to przetrawić.
Mu i Shuu opuścili pokój Hery z ogromnym uczuciem ulgi, nie było nawet tak źle jak się spodziewali, powkurzała się, to zrozumiałe, ale właściwie nic poza tym.
- I co teraz? – zapytała Shuu żałośnie patrząc na idącego obok niej Golda.
- Szczerze mówiąc nie mam pojęcia – westchnął zapytany i wziął ją za rękę. – Ale nie martw się tak. Jakoś sobie poradzimy.
- No dobra, ale ja wam zgubiłam boginię jakby...
Mu zatrzymał się nagle, przyciągnął do siebie Shuu i patrząc jej w oczy zapytał:
- Zgadnij na kim bardziej mi zależy?
- Ale przecież jesteś rycerzem – uśmiechnęła się trochę spłoszona nagłym, zawoalowanym wyznaniem. – Masz bronić bogini i takie tam.
- Czy tak trudno ci zrozumieć, że stałaś się moją prywatną boginią? Czy jesteś przy okazji Ateną czy nie, nie ma większego znaczenia – mruknął.
Romantyczną scenkę przerwały jakieś hałasy dochodzące z zewnątrz.
- Nie mają wyczucia chwili – stwierdziła Shuu i odkleiła się od Mu.
Oboje udali się w stronę wyjścia.
Przed świątynią Ateny.
- Co tu się dzieje? – wybiegła ze środka Shuu.
Jej oczom ukazała się całkiem przyjemna scenka rodzajowa, dwoje identycznie wyglądających panów, napierdalających się, że aż miło.
- Co się dzieje? – ponowiła pytanie, szturchając stojącego obok Milo.
- Saga chce nakopać Kanonowi, że nie wrócił do świątyni na noc, a Kanon wrzeszczał, że skoro właściwie nie jest nawet oficjalnie Goldem, to z jakiej racji ma się stawiać tutaj. I ogólnie jest ciekawie – podsumował Skorpion.
- Aha – mruknęła Shuu.
Świetnie, tego tylko jeszcze brakowało, kłótnie w rodzinie. Machnęła na to jednak ręką. Właściwie była zmęczona. W nocy spała niewiele... właściwie tylko ten krótki czas, kiedy była nieprzytomna. Wiedziała... mogłaby się założyć! Bo w końcu jeśli coś się sypie, to idzie lawinowo... zawsze!
Usiadła na schodach i patrzyła martwym wzrokiem na to, co działo się wkoło niej. Po chwili zdała sobie sprawę, że tuż obok niej znajduje się Mu. Oparła się o niego i po chwili usnęła, w dość niewygodnej pozycji, ale najwidoczniej nie przeszkadzało jej to.
Kiedy się obudziła, leżała w jakimś łóżku, a tuż obok siedział Mu. Uśmiechnął się, gdy otworzyła oczy.
- Długo spałam?
Pokręcił przecząco głową.
Shuu wyskoczyła z łóżka.
- A co dzieje się w tym całym wariatkowie?
- Shion, Shaka i Shura wrócili ze swojej ekspedycji, DM lekko poobijany też.
- Biedny – parsknęła śmiechem Shuu. – Ładnie go wkopałeś.
Mu wzruszył ramionami.
- Kazał mu ktoś się za mną wlec? – tu rzucił okiem na zegarek. – Lepiej się zbieraj.
- Czemu?
- Niedługo będzie pogrzeb – stwierdził.
- Aiolii? No tak...
Cmentarz przy świątyni Ateny.
Na ironię zakrawał fakt, że niektórzy z Goldów, którzy przyszli na pogrzeb, mieli już tu swoje groby... No, ale różnie się w życiu układa... życiu po życiu...
Mimo że, Aiolia nie należał do ogólnie lubianych ziomów, pochowano go ze wszelkimi honorami. Pełno było jakichś przemówień, sławiących wielkie czyny Lwa... no ale o zmarłych podobno nie powinno się mówić źle, więc chociaż raz można się było poświęcić.
Upał był niesamowity. Shuu miała już szczerze dość tej przedłużającej się w nieskończoność imprezy.
*Nagle kątem oka zauważyła coś białego majaczącego za drzewami, zaczynającego się kilka metrów dalej, lasku. Wiedziała kto to. Niezauważona przez nikogo oddaliła się od pozostałych.
- Czekasz na kogoś? – zagadnęła opartego o drzewo Ultara.
Stał z zamkniętymi oczami, rękami skrzyżowanymi na klacie i jedną nogą opartą o pień. Wydawał się czekać tu na nią.
- Udało się? – zapytał wprost.
Wiedziała, że chodziło mu o rytuał.
- Taaak – odpowiedziała z wahaniem. – Poniekąd.
Wtedy otworzył oczy i spojrzał na nią uważnie.
- Gdzie teraz są?
- Kto to wie? Są teraz wolni jak wiatr. Mogą być wszędzie.
Ultar westchnął ciężko.
- Tylko to chciałeś wiedzieć?
Kiwnął głową potakująco.
- Miałeś nadzieję, że mi się nie udało? I że Nemi wtedy...
Spojrzał na Shuu smutno, więc nie dokończyła.
- Źle mnie chyba zrozumiałaś. Właściwie doskonale wiedziałem, że ona już wybrała.
- No, ale miałeś jakiś plan, zdaje się? Może...
- Nie znałaś jej- przerwał Shuu Ultar. – Szukała w życiu czegoś czego byłaby pewna, bo wszystko przecież jest w tym świecie zmienne, wszystko jest względne. Właściwie sam nie wiem, dlaczego wciąż miałem nadzieję...
- I znalazła? To coś pewnego?
Ultar uśmiechnął się do siebie.
- Znalazła. Trzymała się tego swojego pewnika nawet po śmierci, nawet gdy zawiódł.
- Nie mogę tylko zrozumieć, dlaczego nie odciągnąłeś jej od Kyo dawno temu. Może swój pewnik znalazłaby gdzie indziej?
- Może, gdybym nie był wtedy taki młody i głupi, tak właśnie bym zrobił, ale skupiłem się na udowadnianiu Kyo, kto jest lepszy, co zresztą nie było do końca fair. Mam wrażenie, że przez to, co osiągnąłem, straciłem szansę na coś o wiele ważniejszego.
Shuu spojrzała na Ultara ze współczuciem. Życzyła Kyo jak najlepiej, ale to było takie cholernie niesprawiedliwe... chociaż Kyo w pewnym sensie naprawił swój błąd. Ale teraz odszedł razem z Nemi, a tu przecież został Ultar, dla którego nie widać było żadnej nadziei.
- Ej, nie rycz –Ultar poszmyrał Shuu po włosach.
Nie zauważyła kiedy łzy zaczęły spływać po jej twarzy.
- Niektórzy mają już takiego pecha w życiu – stwierdził.
Shuu doznała nagle wrażenia, że coś strasznego się stanie... że powinna cieszyć się tym co ma, bo niedługo może jej czegoś zabraknąć. Wstrząsnął nią dreszcz niezrozumiałego przerażenia.
- Mam złe przeczucia – szepnęła spanikowana. – W końcu ja też mam pecha!
Ultar spojrzał na nią swoim strasznym wzrokiem, kiedy tęczówki prawie znikają.
- Zaklęcie powoli pęka – stwierdził po chwili, a oczy powróciły do normalnego wyglądu.
- Jakie zaklęcie?! Dlaczego gadacie zagadkami? Obaj, i ty i Kyo.
- Zapora na twoje zdolności magiczne.
Spojrzała na niego zszokowana.
- Zdolności magiczne?
- Nie patrz tak na mnie, ja ci tego nie załatwiłem.
- Ale nie zdjąłeś!
- Chcesz, żebym się przy okazji zabił? To nie jest byle co!
Pokręciła głową. Wcale nie chciała, żeby umierał.
- To nie każ mi tego zdejmować. Byłem i jestem pewien, że pewnego dnia samej uda ci się zaporę przełamać.
- Kyo też o tym wiedział?
- Nie sądzę. Mógł coś podejrzewać, ale wątpię, żeby zdawał sobie sprawę z tego, z jakim zaklęciem ma do czynienia. Idź już. Za chwilę będą cię szukać.
- Wracasz do Imperium?
- Raczej nie, ale myślę, że jeszcze się spotkamy.
- Wiesz co się tam dzieje?
- Obecnie? Chyba wszyscy zwariowali... w każdym razie jest niezła afera, większość wyższych rangą jest totalnie skołowana... Kardynałowie przeprowadzili coś na miarę zamachu stanu, oskarżając Imperatora o zdradę własnego Imperium.
- Porąbało ich? A Imperator co?
- I to jest najciekawsze. Nikt nie wie gdzie jest. Jakby po prostu uciekł.
- On uciekać? Jakoś nie wierzę...
- Ja też nie, ale obecnie cała organizacja zwariowała.
- Świetnie, teraz to już wszystko może się zdarzyć.
- Dlatego twierdzę, że jeszcze się spotkamy. Shuu – dodał po chwili. – Jak myślisz, lepiej jest coś mieć i stracić, czy nigdy nie posiadać i nie odczuwać straty?
Spojrzała na niego zdziwiona.
- Nie wiem, chyba lepiej mieć i stracić. Chociaż brak tego czegoś może czasem boleć, to jednak... wiesz, to co się miało w jakimś sensie pozostaje w nas.
Ultar uśmiechnął się jakby przewidywał, że właśnie tak odpowie.
- Spodziewałem się – mruknął. – Ciekawe co by na to odpowiedziała Nemi? – zamyślił się.
- Shuu gdzie jesteś? – dobiegło ich wołanie.
Iluzoryczna ukłoniła się Ultarowi, on skinął jej głową i pobiegła w kierunku zbiorowiska.
- Gdzieś była? – zapytał Mu podejrzliwie.
- Słońce mnie grzało za mocno i poszłam do cienia – odpowiedziała.
- Mogłaś powiedzieć.
Uśmiechnęła się i złapała Mu za rękę, spojrzał na nią trochę zdziwiony, ale ona wyszczerzyła się tylko jeszcze bardziej. Mimo tego, że przeczuwała, iż to wcale nie koniec sypiących się lawinowo wydarzeń... była dziwnie szczęśliwa w tej chwili.
*Część od * w dół, była napisana coś koło czerwca XD Taka mała ciekawostka. Enjoy!
Komentuj (37) 16.11.2006 :: 17:29
116.
Grecja. Okolice Aten.
Była późna noc.
Biegła przed siebie bardzo długo, sama nie wiedziała jak długo. Dopóki jednak była wstanie, dopóty biegła... dopiero, gdy nogi odmówiły posłuszeństwa, a płuca boleśnie zaczęły dopominać się o powietrze, osunęła się na ziemię. Przewróciła się na plecy i patrząc w rozgwieżdżone niebo, próbowała znów zacząć normalnie oddychać. Spokój napływał powoli z każdym kolejnym wdechem i wydechem. Czuła bicie własnego serca w gardle, które potem przeniosło się do opuszków palców.
Kiedy największe zmęczenie minęło napłynęły myśli... uciekła, wreszcie uciekła. Nie mogła już dłużej tego znosić! Cokolwiek się teraz stanie będzie o niebo lepsze! Na pewno! Wierzyła w to gorąco.
Wpatrywała się w gwiazdy prześwitujące tu i ówdzie przez gałęzie otaczających ją drzew. Nagle dotarły do niej jakieś głosy, coś przesłoniło niebo, jakiś wielki cień, potem usłyszała krzyk, powiał wiatr nie wiadomo skąd i coś rozbłysło mocno, po czym delikatnie przygasło. Głosy oddaliły się szybko, a pulsujące, nikłym światełkiem coś zaczęło opadać, wprost na nią. Pomyślała, że to spadająca gwiazda. Wszyscy zawsze powtarzali, że gdy zobaczy się spadającą gwiazdę, należy szybko pomyśleć życzenie, zanim zgaśnie. Zamknęła oczy i pomyślała, mało konkretnie, że chciałaby być szczęśliwa. Spojrzała znów w górę i stwierdziła, że światełko nadal opada, jakby wcale nie miało zamiaru znikać.
Uniosła w górę dłoń. Przebiegło jej jeszcze przez myśl, że pewnie znów by jej nikt nie uwierzył, gdyby powiedziała, że gwiazda spadała prosto na nią, tak samo jak nikt nie wierzył, że widzi duchy...
Ledwo to dziwne światełko dotknęło jej ręki, znów rozbłysło oślepiająco.
Kiedy obudziła się było już jasno.
Nie pamiętała, dlaczego znajduje się w lesie. Właściwie nie mogła sobie przypomnieć nawet własnego imienia...
- Kim jestem? – wyszeptała siedząc pod drzewem, opierając się plecami o pień i wpatrując się w dłonie.
Jedna z nich była poparzona od wewnętrznej strony. Nie miała pojęcia dlaczego.
Czuła jednak dziwny spokój.
Po dłuższej chwili stwierdziła, że musi wyjść z lasu i pójść do ludzi, może ktoś ją rozpozna i powiem kim jest. Uśmiechnęła się, żeby dodać sobie otuchy, wstała z ziemi, otrzepała trochę poszarpaną sukienkę i ruszyła przed siebie. Nie miała bladego pojęcia, w jakim kierunku iść, ale przecież każdy las, gdzieś się kończy, prawda?
Szła dość długo, ale jedyne co spotykała po drodze, to drzewa.
Wreszcie koło wieczora przerwała wędrówkę. Prawdę powiedziawszy była zmęczona, głodna i spragniona.
„Ale to nic” – pocieszała się w myślach. – „Jutro na pewno kogoś spotkam.”
Usiadła pod drzewem i zachwycona przypatrywała się wieczornej zabawie, jaką urządziły sobie promienie słoneczne wśród liści. Jak pięknie wyglądał las przy takim oświetleniu.
Nagle ktoś złapał ją i zakrył dłonią usta. Kierując się raczej instynktem niż logicznym myśleniem, zaczęła się wyrywać.
- Zostaw ją Yngvan – usłyszała najpiękniejszy głos jaki kiedykolwiek słyszała, w każdym razie tak wtedy pomyślała. – Nie wygląda mi na jakąś, wysłaną za nami skrytobójczynię – dorzucił ten sam głos.
Poczuła, że znów stoi swobodnie na ziemi, dłoń zakrywająca usta również się cofnęła. Z drzewa obok zeskoczył dziwny mężczyzna. Wysoki, o ciemnej karnacji (choć w Grecji to chyba norma XD) i białych, krótkich włosach. Zbliżył się do niej, spojrzał swoimi szmaragdowo zielonymi oczami w jej twarz i powiedział:
- Nie bój się. Nie chcemy ci nic zrobić, mój przyjaciel jest po prostu trochę przewrażliwiony.
Spojrzała przez ramię za siebie, ale jedyne co dostrzegła to wysoka postać, odziana w ciemny płaszcz z zarzuconym na głowę kapturem.
- Jak masz na imię? – znów zwrócił się do niej ów mężczyzna o pięknym głosie.
- Nie wiem, nie pamiętam. Obudziłam się dzisiaj w tym lesie i nie mogę sobie nic przypomnieć – szepnęła pochylając przed nim głową, sama nie wiedząc dlaczego.
- To nie jest zwykły, niewinny dzieciak Neithir – usłyszała za sobą głos. – Wyraźnie czuć od niej krew, krew wielu istnień, choć jakby przysłoniętą czymś, czego nie mogę zrozumieć.
- Nie jestem dzieckiem – ośmieliła się zaprotestować i odwróciła się w kierunku istoty w płaszczu. – Mam już prawie siedemnaście lat!
Obaj roześmiali się.
- No to faktycznie nie jesteś dzieckiem – usłyszała ironiczny głos tego, kogoś w płaszczu.
- Przestań – mruknął do towarzysza, ten nazwany Neithirem. – Naprawdę nic nie pamiętasz? – zwrócił się do niej.
Pokręciła przecząco głowa.
- Nawet jakby pamiętała, to by ci i tak nie powiedziała. Jesteś naiwny.
- Pójdziesz z nami – stwierdził szmaragdowooki, ignorując to, co usłyszał. – Mam na imię Neithir, a ten dość nie przyjemny typ za tobą to Yngvan.
Dygnęła przed nim, ale nie wiedziała co ma odpowiedzieć, przecież swojego imienia nie pamiętała.
- No tak – westchnął Neithir, jakby odczytał jej myśli. – Trzeba nadać ci jakieś imię, bo chyba bycie bezimienną nie jest przyjemne.
- Nie – przyznała.
- Proponuję Arachia – odezwał się Yngvan.
- Dlaczego? – zapytała odwracając się do niego.
- Po pierwsze dlatego, że ci nie ufam – stwierdził, a w cieniu kaptura dojrzała złoty blask jego oczu. – A po drugie dlatego – mówiąc to wyciągnął dłoń w jej kierunku i zdjął z ramienia małego pajączka.
Odskoczyła jak oparzona. Neithir zaśmiał się i powiedział.
- Mnie się podoba, a tobie?
Spojrzała w jego przyjazną twarz.
- Arachia... – mruknęła do siebie. – Brzmi nieźle.
Yngvan ściągnął z głowy kaptur i stanął obok Neithira. Od razu rzuciło się w oczy jak bardzo się różnią między sobą. Jeśli Neithir był według Arachii wysoki, jego towarzysz był olbrzymi. Poza tym w jego twarzy można wyczytać jedynie podejrzliwość i wrogość. W złotych oczach dostrzegła ostrzeżenie, że będzie uważnie obserwowana. Neithir natomiast wydawał się przede wszystkim smutny, pomimo swojego przyjaznego uśmiechu i dość odległy... nie potrafiła zrozumieć dlaczego, po prostu odniosła takie wrażenie patrząc na niego.
W Hadesie.
Radamantis szybkim krokiem kierował się w stronę prywatnych komnat Hadesa. Dostał rozkaz ściągnięcia Aiakosa, ale ani on, ani Minos nie mogli go znaleźć. Zdołali się dowiedzieć, że ostatni raz był widziany, gdy szedł w stronę kwatery sędziów, od tego czasu jakby rozpłynął się w powietrzu.
Zapukał do drzwi, ale nikt mu nie odpowiedział. Wszedł więc do środka i to co zobaczył, sprawiło, że przez chwile nie mógł oddychać.
W łóżku Hadesa, zamiast niego samego zobaczył tego człowieka, któremu bóg podziemia pozwolił zostać w swoim królestwie...
Patrzył i nie mógł uwierzyć własnym oczom. Po chwili drzwi od łazienki otworzyły się i wszedł Hades.
- Panie... – zająknął się Radamantis, widząc go jedynie w ręczniku.
- Cicho – szepnął Hades. – Wyjdź. Zaraz do ciebie przyjdę.
Radamantis postąpił jak mu rozkazano. Nie czekał długo. Hades po krótkiej chwili wyszedł już w pełnym odzieniu i cicho zamknął za sobą drzwi.
- Panie – nie wytrzymał podwładny XD. – Co to ma znaczyć?
- To znaczy co? – uśmiechnął się jakoś dziwnie Hades.
- Ten człowiek... on... on... czy on... czy ty panie... czy wy... – Radamantis wyraźnie nie mógł się wysłowić.
- Nie wiem o co ci chodzi – odparł Hades i ruszył przed siebie. – Rozmawialiśmy do późna i on po prostu zasnął.
Sędzia jakoś nie mógł w to uwierzyć...
--------------------------------------------
Przy tej scence w Hadesie miałam przecudne skojrzanie z nocą poślubną Cecylii XDDD Kto czytał Ludzi Lodu, będzie wiedział o co chodzi :P reszta niech żałuje :P
A poza tym, oto nieco spóźniona notka z okazji urodzin Fenia *^^* he he he XDDD
Komentuj (56)