Minione Nadzieje
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec






Inne światy:
by Raini
by Vedzia
by Amari
by Els
by Life&Death
by me ^^



Postacie:
czyli
~~LISTA PŁAC~~


Rycerzaści:
Aries - Shion
Aries - Mu
Taurus - Aldebaran
Gemini - Saga
Gemini - Kanon
Cancer - Death Mask
Leo - Aiolia
Virgo - Shaka
Libra - Dohko
Scorpio - Milo
Saggitarius - Aiolos
Capricorn - Shura
Aquarius - Camus
Pisces - Aphrodite

Bogowie:
Atena -_-
Hades *^^*
Hekate :P
Hera
Ares

Niegdysiejsze brązy:
Mhroczny Shiryu
Mroźny Hyoga
Ptasiek Ikki XD
Słodziasty Shun

Postacie poboczne:

*z Imperium:

Kyo - mistrz Nemi i Shuu
Van Panel - mistrz Vedzi
Majris - mistrzyni Silki
Ultar - mistrz Raini
Ajax - mistrzyni Kyo
Shama - mistrz Segno
Miri

*Czterej Kardynałowie
Ares
Xavier
Edziu
Set

*z Królestwa Gai
Sauri
Kouri
Rinou

*Amazonki
Kaori - królowa
i jej przyboczne:
Schedar
Segin
Achird

*Mhroczne Elfy
Neithir - książę
Tinwe - jego siostra
Eithen
Yngvan

*Przybysze z innego wymiaru
Lord Nemi XD
Lady Segno XD

Inne dziwne stwory:
Iluzoryczna Shuu *^^*
(publika szaleje)
Krwawa Silene
Różowa Vedzia alias Gaia
Zerojedynkowa Raini
Imperator Feniu
Powietrzna Nemi
Tęczowa Segno XD
Świstak Zenek lol
Czarny Smok Sherr
Jednorożec Elia
...i Tajemnicza Wyrocznia:P


jedyna i niepowtarzalna ofiara losu:
Pegaz - Seiya





różne inne wiadomości :P

kolory misji:
(od najłatwiejszej do najtrudniejszej)
zielona
ciemno-zielona
błękitna
granatowa
fioletowa
różowa
czerwona
czarna

hierarchia
Frędzelki żółte:
(żółtodzioby)
1 ranga
2 ranga
3 ranga
4 ranga
5 ranga -> przechodzi do mistrzów
Frędzelki czerwone:
(mistrzowie)
1 klasa
2 klasa
3 klasa




Kalendarium
Arachia 3 Luty
Silene 10 luty
Kaori 7 marzec
Raini 6 kwiecień
Sherr 30 kwiecień
Nemi 30 czerwiec
Segno 25 sierpień
Edziu 8 wrzesień
Vedzia 21 wrzesień
Elia 18 październik
Feniu 15 listopad
Tinwe 20 listopad

co by nie zapomnieć :P


Twórcze wizje
Silka, Vedzia i Shuu
Nemi, Segno, Ultar i Shama
Kouri i Sauri
Amazonki
Po prostu Mu XD
Mu ^^
Saga i Camus wersja by Shuu
Kyo ^^
Kyo :P
same kudły xD
Ultar^^
Mhroczna Elfka :3
Shama XD
Shama po raz 2
Majris
Afro w kultowej scenie _^_


PARKI *^^*
Vedzia i Milo
Raini i Bliźnie... pytanie które ;]
Sil i Camus
Tinwe i DM
*^^*
Don't go T.T


Twórcze wizje by Nemi
Kyo Shuu i Mu :P
KYO
Znowu Kyo
I jeszcze raz :)
ULTAR
Ultar once again ^^
Shamuś *.*
Lord Nemi XD
Lady Segno _^_
Dużo Ludu *^^*


01.12.2006 :: 15:47
117.
Świątynia Ateny (bez Ateny XD).
Po pogrzebie Aiolii Shion stwierdził, że trzeba się naradzić, ale nikomu nie spieszyło się z tym zbytnio. Jeden Aldebaran ośmielił się wyartykułować, co wszystkim chodziło po głowach:
- A jeść?
Ekipa poparła go zgodnym kiwnięciem głowy.
- Nie ma co gadać o pustym żołądku! – dorzucił Shura.
Shion przy naporze takiego argumentu, skapitulował i całą wataha udała się do odnowionego budynku, gdzie mieli nadzieję znaleźć coś w lodówce. Jak się okazało instynkt łowców i tym razem nie zawiódł naszych dzielnych rycerzy. Radośnie rozsiedli się w kuchni i urządzili wyżerkę. Nie trzeba chyba wspominać, że Shuu również tam była :D
Siedziała naprzeciwko drzwi i w pewnym momencie wydawało jej się, że widziała cień przemykający tuż za nimi. Pomyślała jednak, że to tylko początki zaćmy (pozytywne myślenie mode on XD).
Wtem nagle Ryba ku ogólnemu zdziwieniu zanurkował za drzwi i wyłowił stamtąd...
- Mhroczna Elfka – Shuu aż podskoczyła.
- Doberek – mruknęła jakoś niemrawo wyłowiona.
- Ależ uśmiechnij się – przymilał się do niej Ryba.
- Co ona tu...? – chciała zapytać Shuu, ale wjechali jej w słowo Tinwe i DM, równocześnie zakrzykując:
- To ty?!
Ekipa zamieniła się w jeden wielki znak zapytania.
- O co kaman? – zajechał szpanersko Shaka wytrzeszczając oczka. (dla niekumatych, „o co kaman” znaczy: „o co chodzi?”)
- On mnie uśpił! – stwierdziła dość niefortunnie Tinwe.
- Jak? – zainteresował się Milo.
- Od tyłu – mruknęła Elfka.
DM w jednym momencie spalił cegłę i wyglądał jak prawdziwy rak :>
- Ogłuszyłem ją – zauważył nieśmiało.
Ekipa jednak patrzyła na niego, jakby każdy już swoje wiedział.
- No wszystko pięknie, ale co ona tu robi? – zapytała Shuu.
- Tinwe – dygnęła odruchowo Elfka.
Shuu wstała z podłogi, co by nie było, że się po chamsku zachowuje, wytarła upaćkane czekoladą macki w stojącego najbliżej golda (czytaj Sagę) i podała czyściutką rąsię mówiąc:
- Shuu... Iluzoryczna Shuu, miło mi.
Tinwe ścisnęła dłoń.
- A nie jesteś Ateną? – zapytała zbita z tropu.
- No byłam.
- Czas przeszły – dorzucił Saga biorąc kawał mokrego ręcznika i próbując zmyć z siebie plamę.
Shuu wyszczerzyła się uroczo.
Tinwe pomyślała, że to niezły dom wariatów. Na jednej kupie żyją jacyś rycerze, amazonki i ta szczerząca się Atena w czasie przeszłym. Poczuła się dość niepewnie w tym towarzystwie.
- To powiedz mi Tiiii... Tinwe – zaczęła Shuu. – Z jakiej to okazji zaszczycasz nas swoją elfią obecnością?
- Bo on – tu Elfka wskazała na Raka. – Mnie ogłuszył. Po obudzeniu nikogo z moich już nie było. A w pojedynkę nigdzie nie idę. Shama jest niebezpieczny, z łatwością by mnie dorwał...
- Shama?
- Ten co chciał zabić mojego brata.
- Czekaj, czekaj – DM’a jakby oświeciło. – Ten skubaniec co się pojawia jakby spod ziemi?
- On! I nie jakby, tylko dosłownie! – stwierdziła Tinwe.
- Ciekawe jak mu zalazłaś za skórę? – zastanowił się Shaka.
- Zauważ, że my nic nie robimy, a ciągle nas ktoś atakuje, tego całego Shamy nie pomijając – mruknął Camus z miną typu: „życie jest do dupy”.
- Ja nic nie zrobiłam. To mój brat wpadł na kolejny genialny pomysł... – westchnęła smutno Tinwe.
- Nie łam się – próbował ją pocieszyć DM, który, niewiadomo kiedy, znalazł się tuż obok niej.
- Przełam się – mruknął pod nosem Saga.
Rak posłał mu mordercze spojrzenie.
- A nie możesz go poszukać? – zapytała Shuu.
- Nie znajdę... Mhroczne Elfy potrafią poruszać się nie zostawiając śladów jeśli tego bardzo chcą, a sądzę, że w tej chwili niczego więcej nie pragną.
- I dlatego zostałaś tu? Co my jesteśmy jakaś ochronka? – wściekł się dotychczas zachowujący spokój i milczenie Shion. – Od kiedy przygarniamy wszystkie potrzebujące ochrony istoty?!
- Szefie wyluzuj – rzucił Shura.
- Tylko nie szefie! – warknął Baran w odpowiedzi.
- To się jak szef nie zachowuj! – odwarknął się Koziorożec (to ‘się’ ma tam być, bowiem każdy czasownik może być zwrotny, a zdanie i tak będzie mieć sens XD).
Shion strzelając fochem jak noworoczne fajerwerki zaszył się w kącie ze słoikiem nutelli w roli pocieszyciela.
- No to jak, mogę zostać? – zapytała Tinwe. – Bo jak mnie nie chcecie, to sobie pójdę. Nie wiem gdzie i czy długo przeżyję, ale... – zawiesiła głos dość dramatycznie.
- Oczywiście, że możesz – pośpieszył z odpowiedzią DM. – Prawda?! – powiódł wściekłym wzrokiem po kolegach.
- Jesteśmy w Atenach, zróbmy głosowanie – zaproponował Shura.
- Ale z ciebie demokrata – warknął Shion. – Ja jestem na nie!
Shaka zwinął leżące na ociekaczu sztućce i położył nóż na stół:
- Jeden głos na nie – oznajmił.
- Ja na tak! – ryknął Rak.
Shaka rzucił widelec DM’owi, który (jakże mogłoby być inaczej) złapał go z łatwością.
- Jestem na nie – mruknął Ryba, wpatrując się ognistym spojrzeniem w Raka.
- Alde?
- Powstrzymuję się od głosu.
- No ejże! – ryknął DM.
- Cicho, to jest demokracja, tak też można – uciszył go Shura.
- Jestem na nie – stwierdził chłodno Wodnik. – Za dużo bab w tej świątyni – dodał zagryzając ogórka.
- Ja się powstrzymuję – mruknął Dokho.
- Ja też – dorzucił Aiolos.
- A ja jestem za – stwierdził Shura.
Milo był za, a Shaka, Saga i Kanon nie opowiedzieli się.
Wszyscy wlepili oczy w milczącego Mu.
- A mnie to nie obchodzi – stwierdził Baran. – Nie wydaje mi się, żebyś była taka słaba, na jaką wyglądasz.
- Jak się nie wypowiesz, to będzie remis i do dupy z całym głosowaniem.
- A może Shuu się wypowie – zaproponował DM z nadzieję.
- A co ona ma do gadania? – warknął ze swego kącika Shiona.
- No tak, ja tu się tylko szlajam i boginie gubię – uśmiechnęła się Iluzoryczna.
- Mu, powiedz coś – Rak spojrzał błagalnie na kompana.
Baran spojrzał na Shuu, westchnął i powiedział:
- Niech będzie, za.
Tinwe odetchnęła z ulgą.
- Dziękuję!
- To trzeba uczcić! – rozochocił się Shura.
- Nie! Żadnego chlania! – ryknął Shion. – Nie ma mowy! Czy wy gamonie zdajecie sobie sprawę, jaki syf zrobiliście? Ateny nie ma, a świątynia Gai jest na powierzchni ziemi? Mogą zaatakować w każdej chwili!!!
- Nie panikuj, przecież armii nie ma – zauważył trafnie Camus.
Shion błyskał w mroku złowrogo swoimi fioletowymi kropkami. Ekipa cofnęła się jak najdalej, to nie wróżyło za dobrze. Niebezpieczne lśnienie kropek, nigdy nie było dobrym znakiem.
- Przyznaj no się Elfko dla kogo pracowałaś?
- Dla Shamy.
- A Shama moi drodzy jest jednym z wojowników Gai, jeden z niewielu, którzy przetrwali. Dlatego nie ufam tej małej.
- Nie mam nic wspólnego z waszą Gaią. Zresztą od kiedy Shama zaatakował mojego brata, zerwał przymierze.
- I mamy ci wierzyć? – naciskał Shion. – Skąd możemy wiedzieć, że nie zbiera z powrotem armii, tym razem nie tylko jakichśtam Elfów.
- JAKICHŚTAM ELFÓW?! – Tinwe poczuła się głęboko urażona. – Jedynych Elfów jakie możecie zobaczyć w swoim świecie.
- Nie prosiłem się, żeby was oglądać – odciął się Shion. – Nie rozumiecie? Shama wyciągnął armię Elfów jakby z podziemi...
- Nie jakby – mruknęła Tinwe. – Całkiem dosłownie z pod ziemi.
- Kto wie kogo jeszcze wyciągnie – kontynuował swoją myśl Baran. – A jeszcze wciąż dynda nam nad głowami to całe nieszczęsne Imperium. Tu trzeba się poważnie zastanowić, co mamy dalej robić!!!
- Shion się wczuł – mruknął DM półgłosem do Tinwe. – Nie przejmuj się nim.
Mhroczna Elfka uśmiechnęła się delikatnie.


-----------------------------------------------------------
Miała być notka z okazji urodzin mojej Miluś (czyli Tinwe), ale nie wyrobiłam się :(
No to jest teraz *^^* jeszcze raz wsiego naj :3 mimo że urodzinki były już dawno...

Komentuj (13)


03.12.2006 :: 00:00
118.
- No to co proponujesz szefie? – zwrócił się Camus do Shiona, ostrzegawczo błyskającego kropkami.
- Nie mów do mnie szefie!
- A jak? Panie mój i władco?
- Lepiej, Maj Masta! – wtrącił się Shura.
Shiona wyraźnie zaczynały rączki świerzbić.
- Jeszcze słowo... – zagroził.
W kuchni zapadła złowroga cisza, którą przerywało jedynie miarowe uderzanie brzęczącej muchy o szybę. W końcu Shion, stojący tuż obok okna, wkurwił się i rozgniótł ją pozostawiając barwną kompozycję na szkle. (dramatyzm wzrasta XD)
- Szybka analiza moi państwo – rzucił. – Zagrożenia możemy się spodziewać z dwóch stron: ze strony Gai oraz Imperium. Byliśmy na zwiadach i myślę, że można by kogoś ustawić na czatach przy świątyni Gai. Co do Imperium sprawa ma się trochę gorzej, bo nie wiemy nawet gdzie ma swoją siedzibę.
- Kogo ty znowu chcesz ustawiać na czatach? – wpienił się jakoś w nienajlepszym humorze będący Ryba. – Nie dość ci tych kureskich wart z Amazonkami?
- Apropos wart, czy nikt z was nie powinien być w terenie? – wpadła im w słowo Shuu.
- Na razie mamy wolne z okazji pogrzebu, tudzież stypy, która najwyraźniej ulokowała się w kuchni – mruknął Saga.
- Shion, chłopie – odezwał się Dohko. – Masz jakąś manię natręctw ostatnio. Warty, ataki, zwiady... co my jesteśmy, jakieś służby specjalne?
- Dobrze prawi – stwierdził Milo.
- Róbcie jak chcecie, ale jak wam się wszyscy na łeb zjebią to możecie mnie pocałować w...
-... kropki – dokończył półgłosem Shura.
- I nie tylko – warknął Shion po czym znikł, ciężko obrażony.
- A ja myślę, że nic nam tak dobrze nie zrobi, jak kąpanko i spanko – stwierdził Aldebaran przeciągając się.
Ekipa zgodziła się z nim całkowicie i zaczęli się powoli zbierać.
- Ci co mają mieć nocną wartę mogą ruszyć tyłki – do kuchni weszły dwie Amazonki i zaniemówiły ujrzawszy bajzel, jaki Goldzi (przy niewielkiej pomocy Shuu) wygenerowali przez niespełna godzinę.
Zebranie rycerskie czym szybciej się rozeszło, zostawiając kobitki sam na sam z tym bajzlem. (szowiniści -_-‘)

Na jednym z korytarzy w odbudowanej Świątyni Ateny.
- To mój pokój – stwierdziła Tinwe przystając przed drzwiami. – W każdym razie taki dostałam przydział.
DM uśmiechnął się tym swoim specyficznym uśmiechem pt. „hej bejbe” i zapytał:
- Nie zaprosisz mnie do środka?
Tinwe stała już w drzwiach.
- Nie – stwierdził i zatrzasnęła mu drzwi przed nosem.
Rak zamrugał zdziwiony taką druzgocącą odmową, westchnął i już odwrócił się, żeby odejść, kiedy drzwi znów się otworzyły, a na jego szyi zawisła Elfka.
- Dziękuję za dziś – szepnęła, po czym pocałowała go i znów trzasnęła drzwiami.
DM stał dłuższą chwilę (w tle wieje wiatr, przelatuje sianko jak w westernach XD), na twarzy zakwitł uśmiech zdobywcy (jakby co najmniej Giewont zdobył XD) i odszedł bujając się niczym rasowy kałboj XD (kowboy :P znaczy się... biedny DM XD)

W innym pokoju tego samego budynku.
Silene krążyła niespokojna. Czuła pragnienie. Zaczynała odczuwać wszystkie żywe istoty intensywniej... ich bijące serca... Wiedziała, że jej tzw. giermek spała już za ścianą. Słyszała głęboki oddech dziewczyny. Wyczuwała również przyśpieszone tętno dwóch osób w pokoju jednej z przybocznych Królowej, widać nie wszyscy rycerze opuścili Świątynię...
Nie uda jej się zapanować nad sobą... mogła być tego pewna. Jedyne co była w stanie zrobić, to wymknąć się i poszukać jakiejś ofiary, póki resztkami świadomości mogła się jeszcze okiełznać.
Prawdziwym niebezpieczeństwo stanowiła słodko śpiąca obok istota, taka kusząca... tak blisko... drzwi obok... wystarczyło jedynie przejść kilka kroków...
Silene ocknęła się z ręką na klamce. Stała na korytarzu tuż przed drzwiami tamtej dziewczyny, która koniecznie chciała się zwracać do niej per Pani...
Właściwie dlaczego wróciła jej trzeźwość myślenia? W takiej chwili powinna była wejść do pokoju i zaspokoić pragnienie, coś ją jednak powstrzymało. Czyżby to przedziwne zimno, które mimo swojej wampirzej natury wyczuwała...
Ciepło! Ktoś tu był. Jakiś człowiek znajdował się na tym korytarzu, całkiem niedaleko. Silene odwróciła się w jego kierunku. Prawie widziała jego bijące serce i tętnice, którymi płynęła gorąca krew. Nieświadomi oblizała usta.
- Zauważyłaś mnie? – usłyszała znajomy głos.
Człowiek zaczął się powoli zbliżać i nawet paraliżujące zimno nie mogło dłużej ukryć jego obecności.
- Czyżby twoja natura dała o sobie znać? – był coraz bliżej.
- Nie radzę ci się zbliżać – wysyczała niemal Silene, właściwie wbrew sobie.
Nie zatrzymał się, był tak blisko. Wampirzyca rzuciła się na niego, niemal dosięgając zębami szyi. Okazał się silniejszy, złapał ją mocno, nie pozwalając się uwolnić. Ugryzła go w rękę, którą ją przytrzymywał. Kiedy poczuła smak krwi nie mogła się oprzeć, gdyby nie powstrzymał jej...
- Tylko na tym ci zależy – powiedział beznamiętnym głosem.
Mimo że wypiła niewiele, wystarczyło, żeby mogła nad sobą zapanować. Dopiero teraz zdała sobie sprawę z tego, kim jest ten, którego zaatakowała. (jak trudno się było domyślić XD) Ten chłód mógł należeć jedynie do Camusa. W lot zrozumiała również, że atakując go ostatecznie zdradziła się, o ile kiedykolwiek dał się nabrać...
- Ale czego można się spodziewać po wampirach – kontynuował swoją myśl Wodnik. – Nic poza krwią nie ma znaczenia... nic... – jego głos przeszedł w szept i nagle pocałował Silene.
Stała oszołomiona tym faktem, nie do końca zdając sobie sprawę, że nie stała zupełnie obojętna na ten pocałunek. Zdziwiło ją jednak, że ten człowiek, śmiertelnik czasami równie zimny jak jej martwe ciało, wydawał się zupełnie nie pamiętać, że w jakiś sposób oszukała go. Właściwie... skoro on się nie przejmował, to dlaczego ona miała?

Inny korytarz w innej część budynku.
- Dlaczego nie chcesz wziąć jakiegoś pokoju bliżej Amazonek? Nie byłoby bezpieczniej? – zapytał Mu idąc tuż obok Shuu.
- Bo lubię się alienować – mruknęła niechętnie, myślami jednak była gdzie indziej.
Nie chciała nic mówić, ale nie mgła zapomnieć o tym co opowiedziała jej ta przedziwna para z innego świata... świat w którym stworzyła państwo... Już to było wręcz komiczne, ale ludzie tam walczyli i ginęli, bo chcieli jej dzieło ocalić.
Shuu zatrzymała się i walnęła głową w najbliższą ścianę.
„Nie moje działo!!! Nie moje! Mnie tam nigdy nie było i nie będzie!” – powtarzała sobie w myślach.
Nie miała najmniejszego zamiaru udawać się do innego, obcego świata i odwalać jakieś szopki.
Mu przyglądał jej się chwilę, ale stwierdził, że się nie odezwie. Jak będzie chciała to sama zacznie mówić, a nie da się wykluczyć, że i wrzeszczeć, więc może lepiej po prostu siedzieć cicho? Dla własnego i ogólnego dobra...
- A właściwie dlaczego miało by być bezpieczniej? – wypaliła ni z tego ni z owego Shuu.
- Co bezpieczniej? – zgłupiał chwilowo Baran.
- No mieszkać bliżej Amazonek.
- Aha – Mu powrócił myślą do tego, co powiedział wcześniej. – To było raczej ogólne stwierdzenie, niczego konkretnego nie miałem na myśli. W każdym razie, przypominam ci, że nie tak dawno byłaś porwana.
- Jakbym mogła zapomnieć?!
- Właśnie dlatego pomyślałem, że może bezpieczniej...
- Na pewno? – przerwała mu, wpatrując się wprost w jego oczy. – Czy tylko przed tym chcesz mnie chronić?
Zamrugał zdziwiony.
- Od kiedy nie jesteś Ateną, jesteś chyba bezpieczniejsza...
- A może przed samym sobą... – znów wpadła mu w słowo, uśmiechając się z pewną satysfakcją.
Mu zapchało. Właśnie do niego dotarł ten drobny fakt, że w związku z obecnym stanem domu Barana, oboje są zmuszeni zamieszkać tutaj, a Shuu urządziła wszystko tak, że w tej część świątyni byli sami...
- Może – stwierdził cicho.
- Mhm – mruknęła Shuu, otwierając drzwi do swojego pokoju.
Mu podszedł bliżej.
- Chociaż nie sądzę, żebyś się zbytnio broniła – powiedział.
Shuu cofnęła się do środka pokoju.
- Taki jesteś pewien?
Mu wszedł za nią, zamykając za sobą drzwi.
- Takie mam nieodparte wrażenie – zmrużył oczy.
W ciemności pokoju, bo jakoś nikt nie zatroszczył się o włączeni światła, dostrzegał jej sylwetkę na tle okna.
- Żeby być pewnym – kontynuował zbliżając się do Shuu. – Musiałbym sprawdzić...
Iluzoryczna zaśmiała się cicho, nadal cofając się. Czy było to specjalnie czy też zupełnie przez przypadek, potknęła się o łóżko i wylądowała na pościeli....

:D resztę sobie dośpiewajcie.


Komentuj (39)


28.12.2006 :: 01:31
119.
Raini siedziała w Domu Bliźniąt już drugą noc... sama...
„Gdzie ten Saga?” – zastanawiała się. – „Przecież powinien siedzieć w swoim przybytku, a on najwyraźniej gdzieś się szlaja.”
Przebiegło jej przez myśl, że może w związku z ewentualnymi atakami Imperium wystawiają warty albo, że biedny Saga próbuje ją odnaleźć na mieście... ale przecież w końcu musi wrócić do domu.
Mieszkanko zresztą miał całkiem całkiem, lodówkę i barek zaopatrzone, o czym już zdążyła się przekonać podczas zwiedzania.
Wreszcie, dobrze po północy, usłyszała kroki w Domu Bliźniąt. Nie przypuszczała, żeby tu kto inny mógł o tej godzinie przebywać niż właściciel, ale ostrożność nie zawadzi. Zaczaiła się za jedną z kolumn, ale gdy zobaczyła znajomą, niebieskowłosą postać, zaszła go od tyłu i wydarła się najgłośniej jak potrafiła:
- SAGAAAAAA!
Postać podskoczyła i momentalnie obróciła się.
- Raini – ogromne zdziwienie malowało się na twarzy niebieskowłosego. – Co... co.... CO TY TU ROBISZ?! – wydusił z siebie, rozglądając się nagle nerwowo.
- Przeprowadzam się do ciebie – stwierdziła z uśmiechem.
- Prze... PRZEPROWADZASZ?! Ale... ale Raini, nie możesz.
- Nie mogę? Pewnie, że mogę i właśnie to robię!
- No... ale przecież.... Zasady! Właśnie zasady! Kobiety nie powinny tu przebywać!
- Tak?! To co robią tu Amazonki? – zapytała Raini marszcząc brwi, coś jej mówiło, że Saga kręci.
- Aaaa... no tak Amazonki, ale to ze względów bezpieczeństwa.
- Nie kręć! Jeśli mnie tu nie chcesz oglądać to po prostu powiedz! Nie kłam mi w żywe oczy.
- To nie tak – zwiesił głowę, zrezygnowany. – To nie tak... bardzo bym chciał, żebyś tu zamieszkała... tylko, że nie powinnaś. Wiesz... niebezpiecznie tu bywa – mówił, ale już bez większego zdecydowania.
Raini podeszła do niego, wzięła jego twarz w dłonie i z uśmiechem powiedziała:
- Nie martw się, nie będę ci w niczym przeszkadzać. Zawsze możesz sobie biegać w tej złotej puszcze, jak będziesz miał ochotę, ratować Atenę, świat, itp.
Facet starał się uśmiechnąć, ale jakoś słabo mu to wychodziło.
Raini pomyślała, że spodziewała się cieplejszego powitania, ale może po prostu Saga bardzo ceni sobie prywatność. No trudno, będzie się musiał przyzwyczaić. Westchnęła i przeczesała dłonią kosmyki jego niebieskich włosów.
Myśli Kanona (jeśli ktoś się nie kapnął, że to nie Saga, a Kanon, to uuuuuuu... :P) galopowały w zabójczym tempie. Jak tu się wyplątać z nieciekawej sytuacji? Wyrzucał sobie, że właściwie sam jest sobie winien... ale skoro Raini jest tutaj, a Saga na noc nie wróci.
W oczach Bliźniaka pojawił się błysk zdecydowania. Objął Raini i pocałował. Zerojedynkowa uśmiechnęła się, no takie powitanie bardziej jej się spodobało.
Kanon poprowadził ją na pokoje...
(hm... XD cóż... mam nadzieję, że Raini nie zawiodła się XD)

Shuu miała dziwny sen.
Błąkała się w sino-białych oparach niewiadomo skąd się wydostających. Goniła za kimś, za jakimś cieniem... Próbowała go dogonić. Panicznie bała się stracić z oczu ten cień przed nią majaczący. Strach łapał ją za gardło, ilekroć odległość między nimi zwiększała się. Jednak gdy zbliżała się na tyle, że już prawie łapała go za rękę, jej dłoń trafiała w próżnię... bezsilność... To uczucie przeważało we śnie. Bezsilność... bo nie było nic, co mogłaby zrobić... nie potrafiła się poddać i przestać biec, ale cały jej wysiłek był skazany na niepowodzenie, o czym wiedziała. Nie mogła ani dogonić, ani tym bardziej złapać cienia, który wydawał jej się szalenie ważną osobą...
Obudziła się zdyszana. Serce tłukło się w jej piersi, jakby naprawdę przed chwilą jeszcze biegła.
Rozejrzała się, bo zdała sobie sprawę, że znajduje się w nieznajomym miejscu. Tuż obok niej leżał, nadal śpiąc Mu, a ona opierała głowę na jego ramieniu. Uśmiechnęła się do siebie na ten widok. „Pewnie ramię mu nieźle ścierpło” – pomyślała z pewną satysfakcją.
Ostrożnie, żeby się nie obudził, przytuliła się do niego, wracając myślą do wczorajszego wieczora... czy może raczej nocy.
Powieki same opadły i Shuu usnęła ponownie, tym razem nie męczyły ją już żadne dziwne sny. Kiedy Mu obudził się i spojrzał na nią, zobaczył igrający na jej twarzy delikatny uśmiech.
Trochę trwało zanim dobudził Shuu (dopiero wstawienie jej pod prysznic i odkręcenie zimnej wody dało jakie takie rezultaty XDDD), a jeszcze dłużej zajęło doprowadzanie zdrętwiałego ramienia do stanu używalności.
W końcu wymknęli się z pokoju uważając, żeby nikt ich nie zobaczył i nie nabrał żadnych podejrzeń. Ostrożność okazała jednak zbędna, gdyż jak już się rzekło, w tej części świątyni byli raczej sami. Dopadli kuchni, zrobili kilka kanapek i stwierdzili, że zjedzą śniadanko na świeżym powietrzu.
Chwilę później uwalili się na schodach, koło jednej z kolumn, w przyjemnym cieniu świątyni.

Ich radosnemu śniadanku (które dla przyzwoitości powinno być nazwane obiadem... ale kto by się tym przejmował :P) przyglądał się Shion, kontemplujący różne problemy i lewitując 5 centymetrów nad dachem, do czasu, gdy ich śmiechy go nie zdekoncentrowały. Patrzył jak cieszą się chwilami spędzonymi razem, jakby zupełnie zapomnieli, że żyją w permanentnym stanie wojennym!
„W każdej chwili możemy zostać zaatakowani, a oni się tam miziają!” – myślał nieco wkurwiony.
Nie miał już wpływu na ten nieszczęsny romans. Mu był stracony... a tak dobrze się zapowiadał... Shuu straciła dla Shiona jakiekolwiek znaczenie z chwilą, gdy zgubiła Atenę. Teraz była zwykłą śmiertelniczką, bardziej przeszkadzającą we wszystkim, niż będąca jakąkolwiek pomocą.
No i zgubiła konkordat!
„Jakim skończonym kretynem trzeba być, żeby zgubić tak ważny dokument?!” – zastanawiał się Shion.
Teraz jego istnienie w tym świecie stało pod znakiem zapytania... jednakże dokument nie został zniszczony, tego mógł być pewien, bo jeszcze tu był. Z chwilą, gdy konkordat zostanie spalony lub też zniszczony w jakiś inny sposób, on wyląduje z powrotem w Hadesie. Nie śpieszyło mu się tam za bardzo...
Hades jednak najprawdopodobniej nie miał zielonego pojęcia, że konkordat wsiąkł. I lepiej by było, gdyby tak zostało. Choć Shion czułby się o niebo lepiej, gdyby ów świstek papieru miał w zasięgu wzroku niż gdzieś tam, w niepewnym świecie.
Z drugiej strony, jeśli konkordat wróci do świątyni, Aiolos będzie pewnie chciał ożywić tego swojego brata-debila...
„Tak źle i tak niedobrze” – pomyślał rozmasowując sobie skronie.
Właśnie... apropo Rycerza Lwa, trzeba by było pomyśleć o nowym człowieku na to miejsce. Shion już miał pewien pomysł... znów zamknął się w świecie swoich planów, spisków i konspiracji... _^_



--------------------------------------------------------
Przepraszam za tak długi czas milczenia :P Myślę, że teraz notki będą znów pojawiać się cześciej :P

Komentuj (11)


28.12.2006 :: 18:43
120.
Niegdysiejsza siedziba Imperialistów (wszyscy coś z niej uciekają XD).
Kiedy Ajax wróciła wreszcie do rozpadającego się budynku, nikogo w nim nie zastała. Znalazła natomiast krótki liścik od Miri przyklejony na ekranie komputera. Informowała ona w nim, że najprawdopodobniej już się nie zobaczą... NIGDY! Ostatnim prezentem dla Ajax miała być płytka leżąca obok klawiatury.
Oczojebna, której dopiero co złość jako tako minęła, wkurwiła się ponownie. Pomyślała, że może jakaś odpowiedź kryje się na owym CD, więc wrzuciła go do napędu... jednak to, co tam znalazła, czyli informacje dotyczące tego, co obecnie działo się w Imperium, mówiąc najłagodniej, zmasakrowały jej światopogląd. Poczuła jakby ziemia uciekała jej spod nóg, jakby zawisła bezwładnie w nicości.
- To nie może być prawda – szepnęła blada jak ściana.
Ale wszystko układało się w logiczną całość, powód dla którego Imperator w ogóle się nie odzywał...
Nie potrafiła jednak w to uwierzyć! Musiała się o tym przekonać sama! Na własne oczy! Inaczej nigdy w to nie uwierzy!

Dwie przecznice dalej.
Ares siedział w pokoju hotelowym, obserwował całą scenkę na monitorze laptopa i zaśmiewał się w niebogłosy, widząc jak Ajax szaleje i ciska się po pokoju, najwyraźniej zupełnie nie umiejąc sobie poradzić z informacjami, które w nią uderzyły. Płytka bowiem wcale nie była prezentem pożegnalnym od Miri. Mała nawet nie zostawiła liściku, po prostu odeszła...
Właśnie takiej reakcji się spodziewał. Teraz pora na atak numer dwa.
Uśmiechnął się złowieszczo, przeczesał ognistą grzywę i narzucił na siebie hawajska koszulkę, której nie miał zamiaru zapinać, w końcu nie było takiej potrzeby, Grecja ciepłym krajem jest. Wyszedł z budynku, a wredny uśmiech nadal nie schodził mu z twarzy.
Z Ajax zawsze prowadził coś na kształt cichej wojny, a jak wiadomo to był jego żywioł! Może i nie był wybitnie genialny, ale zadania, sprawy czy problemy, które jawiły mu się jako wojna lub pole bitwy, potrafił rozgrywać zaskakująco umiejętnie. Tak też było tym razem. Ed dał mu wolną rękę jeśli chodziło o rozwiązanie problemu Ajax. Pewnie byłby zaskoczony jakimi to umiejętnościami popisał się właśnie Ares. Uderzył w najczulszy punkt, a właściwie w dwa i to za jednym zamachem. Fakt, że okoliczności były sprzyjające, Miri porzuciła Ajax na dobre, co do tego nie było wątpliwości, zresztą powiedziała mu to osobiście. Ale jedną z umiejętności wojownika jest korzystać z nadarzających się okazji, czyż nie?
Ares był w przecudownym humorze. Gdy dotarł do rozpadającego się budynku, w którym swego czasu zbunkrowali się Imperialiści (XD), musiał wysilić się, żeby ten parszywy uśmieszek znikł z jego twarzy... aktorem to on się nie urodził, ale czego się nie robi, żeby poczuć smak zwycięstwa?
Głęboko odetchnął i wkroczył do środka, gotowy na małą parodię.
Od progu zaczął się wydzierać:
- AJAX! MIRI! SHAMA! RAINI! KYO! Gdzie jesteście do cholery?!
Z pokoju wyszła niechętnie Ajax.
- Czego? – mruknęła.
Dopiero, gdy zobaczyła z kim ma „przyjemność”, skłoniła lekko głowę.
- Witam Rubinowego Kardynała. Cóż za zaszczyt, co się stało, że jeden z Czwórki raczył pojawić się akurat tutaj? – zapytała, a w jej głosie dało się wyczuć hektolitry jadu.
- Czy ty nic nie wiesz? – ryknął Ares, zupełnie nie zważając na jej ton. – Nie wiesz co się dzieje w Imperium?!
Oczy Ajax zrobiły się okrągłe jak spodki (młahahahahaha XD po czym odleciały XD), po chwili Ares mógł wyczytać w nich przerażenie.
- Co się stało? – wyszeptała.
- Imperator porzucił swoje Imperium! Zostawił nas rozumiesz? Po prostu, pewnego dnia znikł, nie mówiąc nic nikomu!
- To niemożliwe!!! – krzyknęła Ajax bliska paniki. – Przecież to dzieło życia Jego Hybrydowatości! Jak mógłby tak po prostu to zostawić?!
- Nie pytaj mnie o to! Myślałem, że może ty mi odpowiesz na to pytanie, dlatego tu przybyłem. Od was przez dłuższy czas też nie było żadnego meldunku, pomyśleliśmy, że pewnie zwialiście z Feniem.
- Jak możesz tak mówić o Imperatorze – zgorszyła się Oczojebna.
- Dla mnie to on teraz nie jest niczyim Imperatorem! – stwierdził Ares z nieskrywaną satysfakcją.
Ajax oparła się ciężko o ścianę. Czyli te informacje były prawdziwe.
- A więc, po czyjej jesteś stronie? – zapytał Ares. – Przysięgałaś wierność Imperium.
- Taaa – mruknęła, a myśli głębiły się w jej głowie jak szalone.
Prawdą było to, że przysięgała wierność Imperium, jednak dla niej Imperium równało się Imperator, a teraz? Miała poważny problem, bo komu ona w końcu przysięgała wierność? Jej świat zawalił się. Miri odeszła... Ktoś kto był z nią od zawsze, ktoś komu zawdzięczała życie, kto się nią przez niemal dwa stulecia opiekował, kto nauczył ją wszystkiego... Ten ktoś odszedł... Imperator znikł... Nagle poczuła się zdradzona.
Gniew w niej eksplodował. Nikt nie będzie sobie z nią pogrywał! Nikt, nawet ta dwójka!
- Oczywiście, że jestem wierna Imperium – powiedziała, a w jej oczach zapłonął zły ogień.
Tego z kolei Ares się nie spodziewał. Myślał, że załamana złymi informacjami gotowa będzie się rozpłakać... Ale skoro stwierdziła, że zostaje przy Imperium tym lepiej. Nowy plan w zadziwiająco szybkim czasie zakwitł pod czerwonowłosą kopułką.
- W takim razie mam dla ciebie zadanie. Nowa sytuacja wymagała od nas pewnych drastycznych posunięć... – zaczął. – Ale o tym możemy porozmawiać później, jak wrócisz.
- A gdzie się wybieram?
- Do Hadesu. Wiesz, że na granicach stacjonuje kilka naszych oddziałów, tymczasem łączność z nimi została zupełnie zerwana. Masz ich sprowadzić z powrotem i zgłosić się do nas. Wtedy dostaniesz pełny obraz tego, co się stało i co nadal się dzieje... a trochę tego będzie. Nawet nie wiesz jaki się zrobił syf i rozpiździaj – westchnął Ares.
Ajax skłoniła głowę.
- Wyruszam natychmiast.
- Tego się po tobie spodziewałem – stwierdził Kardynał.
- Ale co z tymi, którzy tu przybyli? – zastanowiła się Ajax. – Shama, Miri, Raini, Kyo... wszyscy poznikali...
- Już się o nich nie martw. Mogę się zając ich poszukiwaniami, skoro już tu jestem. Nie powinno mi to zając za dużo czasu.
- A co ze świątynią Ateny?
Ares na dźwięk imienia Ateny skrzywił się nieznacznie.
- Cóż, najpierw trzeba dość do ładu ze sprawami wewnętrznymi, a potem dopiero pomyślimy o ewentualnych podbojach.
Ajax kiwnęła głową. To brzmiało, o dziwo, logicznie, zważając na fakt, z czyich ust płynęły te mądrości.
Ares obrócił się i wyszedł, uznając rozmowę za zakończoną. I niewątpliwie było to zwycięstwo, tym ciekawsze, że ofiara nawet sobie nie zdawała sprawy, jak to podstępnie została pokonana. Oczy boga wojny zaświeciły się, a triumf wypełnił jego dumną osobę. Teraz już naprawdę niewiele zostało do zakończenie tej sprawy.
Tryskając dobrym humorem wrócił do pokoju w hotelu.



Komentuj (20)


29.12.2006 :: 19:13
121.
Świątynia Ateny.
Królowa Amazonek – Kaori – wysłuchała raportów z nocnych wart, czy może raczej powtarzających się zapewnień, że nic się nie działo, a Rycerze to ostatnie chamy i prostaki. Po jakimś czasie czuła się zmęczona tym wszystkim. Ogłosiła, że ma ochotę odpocząć i udała się do swojej komnaty.
Fakt, była zmęczona tym wszystkim, nieustannym byciem pod czujnym okiem swojej trzyosobowej straży przybocznej. Na dobrą sprawę zostawiały ją jedynie, kiedy spała, ale i tak była pewne, że trzymają straż przed drzwiami do jej pokoju. Szczerze mówiąc przestało ją już to bawić. W końcu ona też była Amazonką, a nie jakąś bezbronną panienką.
Z drugiej strony wcale nie chciała sprawiać nikomu kłopotu. Dlatego też pomyślała, że teraz wymknie się, trochę pospaceruje i wróci, a potem będzie już grzeczna. Musi zostać chociaż przez chwilę sama... poczuć wiatr we włosach, pomyśleć trochę.
Jak pomyślała tak zrobiła. Zmieniła oficjalne szaty na zwykły dla Amazonek strój, lekką, skórzaną, zbroję (XD oł jea!). Nie miała ochoty taszczyć ciężkiego, rodowego miecza, dlatego wzięła ze sobą jedynie dwa małe sztylety, które wepchnęła w wysokie buty. W końcu prawdziwa Amazonka nigdzie nie rusza się bez broni.
Wreszcie była gotowa. Najciszej jak tylko umiała wylazła przez okno. Niepewni stanęła na gzymsie i spojrzała w dół... Teoretycznie był to parter, w praktyce dzięki cholernym, wszędobylskim schodom, okno znajdowało się na wysokości mniej więcej pierwszego piętra. Kaori nie zastanawiając się dłużej nad odległościami między gzymsem a ziemią, skoczyła. Lądowanie nie było takie złe. Dotknęła nogami ziemi i zaraz potem wywaliła się na tyłek. Szybko wstała, otrzepała siedzenie i pobiegła przed siebie. Zatrzymała się dopiero, gdy świątynia Ateny zaczęła znikać za wzniesieniem, z którego schodziła.
Wreszcie odetchnęła. Cisza, spokój i...
- A to co? – zdziwiła się Kaori. (XD)
Ciekawość popchnęła ją (i spadła w przepaść xD nie no sory...) i poszła w kierunku leżącego na skale, tuż nad przepaścią, czegoś. Jak się okazało z bliska, był to mężczyzna w jakichś poszarpanych ciuchach. Kaori, wnioskując z jego stanu, przysięgłaby, że ktoś faceta ciągnął po ziemi, w ogóle nie zważając na ewentualne wyboje.
- Biedactwo – szepnęła, klękając przy nim.
Przeciągnęła go trochę dalej od urwiska, najdelikatniej jak umiała. Odgarnęła czarne kosmyki (publika się pluje XD dobra jestem daltonistką XD) z twarzy i uśmiechnęła. Cóż za przystojniak! (okej kwestia gustu _^_)
Krew Amazonek dała jednak o sobie znać. Co on tutaj robił? Tak blisko świątyni Ateny... W dodatku nieprzytomny. Szalenie podejrzane. Może to jakiś podstęp. Będzie udawał ofiarę, żeby zdobyć zaufanie...
Kaori przyjrzała mu się jeszcze raz, tym razem bardziej podejrzliwie.
Nie miała pojęcia co z nim zrobić, bo przecież zostawić go tutaj nie może. Sumienie by na to nie pozwoliło... przeleciało jej przez myśl, żeby go zaciągnąć do świątyni Ateny, ale przecież to facet, co inne Amazonki pomyślą.
Wreszcie Kaori podjęła decyzję. Pobiegła z powrotem do świątyni.

W domu Bliźniąt.
Raini obudził jakiś wielki huk i dość wyszukana wiązanka... w każdym razie na co dzień się takiej nie słyszy. Nie spodobała jej się pobudka...
Przewróciła się na drugi bok i otworzyła oczy. Zaraz, gdzie to ona...
- Saga... – mruknęła do siebie, uśmiechając się nieznacznie.
To by wiele tłumaczyło.
Znów dotarł do niej jakiś hałas i czyjś podniesiony głos. Głos tak jakby Sagi.
Przeciągnęła się i niechętnie opuściła łóżko.
- Co się dzieje? – zapytała wychodząc z sypialni i próbując doprowadzić do ładu fryzurę.
Omiotła spojrzeniem pomieszczenie i stanęła w miejscu...
Z podłogi na jednym końcu pokoju zbierał się Saga, ale w przeciwległym kącie stał... DRUGI SAGA!
- Klonowanie O_O – mruknęła Raini.
- Nie, matka natura – rzucił w odpowiedzi, ten który stał w kącie, a wyglądał na porządnie wkurwionego.
- Bliźnięta jednojajowe – dorzucił drugi, przytrzymujący się ściany.
- No bez jaj...
- ŻE CO?! – ryknęli oboje.
- Nie dosłownie – parsknęła śmiechem Zerojedynkowa, widząc ich święte oburzenie. – A dowiem się o co tu chodzi?
- Wymiana zdań – odpowiedzieli równocześnie.
Zastanowiła ją ta zgodność. I wtedy jak błyskawica przeszyła jej mózg pewna myśl. Spojrzała na jednego, na drugiego i znów na tego pierwszego... przez chwilę przyglądała się obojgu.
- No co? – nie wytrzymał wreszcie ten bardziej wkurwiony.
- Nie do rozróżnienia – westchnęła.
- Niestety, ale jak mu zaraz rysopis zmienię, to nie będzie problemu – warknął jeden z niebieskowłosych i ruszył w kierunku brata, z wyraźnym zamiarem dokopania mu.
- Stój! – ryknęła Raini i Gold chcąc nie chcąc zatrzymał się.
- Jak ty go... – zadziwił się ten drugi.
- Ma się zdolności – uśmiechnęła się znacząco. – A teraz dowiem się, który z was jest Sagą?! Albo może zacznijmy inaczej, kto dzisiaj ze mną spał?!
Bliźniak stojący pod ścianą przełknął ślinę:
- Ja – powiedział cichutko.
- A Saga to?
- On – wskazał na brata, który nadal nie mógł ruszyć ani ręką, ani nogą.
Raini pstryknęła palcami i Saga znów mógł się ruszać.
- Czyli to ty mnie widziałeś przed monopolem tak? – spojrzała na łapiącego oddech Golda, jeszcze chwila a byłby się udusił.
- Nie da się ukryć... a mój braciszek Kanon, podrywał cię, podając się za mnie, bo sam nie jest prawowitym Złotym Rycerzem.
- Cicho! – warknęła Raini powoli tracąc swą cierpliwość. – Nie obchodzi mnie, który z was nosi złote gacie! Bardziej doceniam zwyczajną szczerość!
Co powiedziawszy udała się do wyjścia.
- Dokąd idziesz? – zapytał Kanon z psim wyrazem mordy.
- Idę się przejść – odpowiedziała.
- To może lepiej by było, jakbyś się przebrała? – zasugerował nieśmiało Saga.
Raini posłała oby mordercze spojrzenie i znikła w sypialni. Cholerne Bliźniaki miały rację, w koszulce nie będzie świecić po świątyni.



Komentuj (48)


30.12.2006 :: 23:04
122.
Hades.
Radamantis właśnie szukał Hadesa... nie rozumiał co działo się z bogiem podziemi, zupełnie jakby mu coś odbiło, zapomniał o swoich obowiązkach jako pana tej podziemnej krainy, od kiedy pojawił się ów dziwny człowiek.
Nagle zza zakrętu wyturlała się Hekate śmiejąc się jak szalona, minęła Radamantisa, który prawie zszedł na zawał (XD o ile to możliwe w jego przypadku XD) i poturlała się dalej. Sędzia chwilę jeszcze stał w miejscu, próbując oddychać normalnie, aż wreszcie odważył się spojrzeć w kierunku, w którym poturlała się bogini.
- Co jej tak radośnie? – myślał na głos. – To nie wróży nic dobrego.
Postanowił zbadać sprawę i pobiegł za odgłosem jakiegoś cielska sturlującego się (słowotwórstwo xD) najwyraźniej po schodach.
Dorwał ją wreszcie, jak próbowała się podnieść na półpiętrze. Zatrzymała ją zapewne ściana, gdyż w tym miejscu, mieściła się platforma, z której odchodziły trzy różne korytarze, a Hekate nie trafiła w żaden z nich, tylko w mur.
- Głową muru nie rozbijesz – uśmiechnął się Radamantis z wyższością, próbując godnie zejść ze śliskich i dość niebezpiecznie wyglądających schodów (jak w VIII LO przed remontem XDDDDD).
Hekate nie zareagowała, próbowała się podnieść, nadal zanosząc się śmiechem, w związku z tym podnoszenie nie bardzo jej wychodziło. Ślizgała się na wilgotnym kamieniu i opadała raz po raz z powrotem na tyłek (XD mówiłam, że ją lubię?)
Radamantis stanął obok jej, przyglądając z krzywym uśmiechem jej komicznym próbom. W końcu nie wytrzymał, złapał Hekate w pasie i postawił na równe nogi.
- Dzięki – zarykiwała się dalej trzygłowa.
- O co chodzi?! – stracił cierpliwość.
- Wiesz co zrobiłam? – wydusiła miedzy jednym, a drugim wybuchem śmiechu jedna z głów.
- Skąd mam do cholery wiedzieć? Znając ciebie najmądrzejsze to nie było! Mogę się założyć.
- Ale sprytne – stwierdziła niemal płacząc ze śmiechu.
- Dowiem się o co chodzi?
- Zaraz ci powiem, choć wyjdziemy stąąąąą... – Hekate zwróciła się w kierunku schodów i wyrżnęła się już na pierwszym stopniu.
- O Hadesie... – mruknął po czym znów chciał ją podnieść, ale tym razem sam się pośliznął i wyrżnęli oboje, tak jakoś szczęśliwie, że bogini wylądowała na Radamantisie.
Śmiech urwał się jak nożem ucięty.
Sędzia odruchowo przy upadaniu objął drobną (przy nim XD) kobiecą postać (a jakże! rycerskość miał we krwi XD LOL) i teraz leżąc na zimnych schodach czuł jak drży w jego ramionach. Wpatrywały się w niego trzy pary oczu (i jak tu nie czuć się obserwowanym XDDD)... bogini wyglądała jakby zaraz miała uderzyć w płacz.
Nagle czy to za sprawą marnego oświetlenia, czy jakiś halucynogennych wyziewów docierających z piwnicy, ujrzał jak trzy głowy Hekate stają się jedną. Nie do końca panując nad sobą i nie do końca rozumiejąc co tu się dzieje, dotknął dłonią jej włosów. Bogini przymknęła oczy i dwie łzy spłynęły po jej policzkach lądując na jego zbroi. Usłyszał stłumiony szloch i po chwili leżał już sam, Hekate biegła po schodach w górę.
Radamantis powoli wstał. Potrząsnął głową kilkakrotnie i spojrzał w górę. Jej już nie było widać, choć wciąż słyszał jak biegnie.
- Co to było do cholery?! – podrapał się po czuprynie i ruszył ku górze.
Kiedy dotarł do szczytu schodów, coś przyciągnęło jego wzrok. Przyjrzał się swojej zbroi i musiał zamrugać kilka razy, żeby uwierzyć w to co widzi. W miejscu w którym spadły łzy Hekate, zmieniła kolor... gdy tylko jakaś wiązka światła tam padła, mieniła się tęczowo.
- No to koniec – Radamantis oparł się o ścianę. – Jak ja się teraz kurwa pokażę... Dlaczego ja mam takiego pecha?! Aiakos wsiąkł, Minos pewno znowu poszedł na kurwa mać, Hadesa nie mogę znaleźć, a Hekate przemalowała mi... ja pierdole... To ewidentnie nie jest mój dzień.
Co stwierdziwszy ruszył na dalsze poszukiwania boga podziemi.

Hades tymczasem siedział na dachu swojego pałacu razem z owym „dziwnym człowiekiem”.
Grali w.... BIERKI!!!!! XDDDDD (oj nosi mnie dzisiaj...)
Podczas gry pan podziemi próbował wyciągnąć jakieś informacje ze swojego gościa. Był świadom tego, że nie miał do czynienia ze zwykłym śmiertelnikiem. Nie potrafił jednak rozgryźć pełnej tajemnic istoty, którą miał przed sobą, ale czuł się nią zafascynowany.
W tej chwili nie obchodziły go, żadne obowiązki, które na nim spoczywały jako na władcy jednej z części zaświatów. Właściwie, mówiąc całkiem szczerze, całkowicie o nich zapomniał. Nie chciał, żeby go ktokolwiek znalazł.
Co jakiś czas nawiedzała go myśl, że będzie trzeba zleźć z tego dachu, ale wolał ją odgonić, jak natrętnego owada... pragnął przeciągnąć te wykradzione chwile wytchnienia.
Spojrzał na swojego gościa.
- Jestem pewien, że wiesz, kto krył się za tamtą mgłą! – powiedział.
Na dźwięk jego głosu, ręka człowieka zadrżała i tym samym poruszył sąsiadującą bierkę, z tą którą próbował właśnie podnieść.
- To było złośliwe – stwierdził powoli podnosząc głowę i patrząc bez strachu w oczy boga podziemi.
To właśnie najbardziej fascynowało Hadesa. Nie spotkał jeszcze nikogo, kto nie czułby przed nim strachu... no może poza Hekate, ale to wariatka! Ona się nie liczy. Co też ukrywały te oczy, ile tajemnic kryło się za przyjaznym uśmiechem? Musi się tego dowiedzieć!
Nagle dobiegło go szczekanie.
- No nie... Cerber – mruknął.
Jego gość obejrzał się zaciekawiony za siebie.
Przed pałacem stał Radamantis z trzygłowym psem.
- Panie!!! – ryknął sędzia z dołu. – Nareszcie Cię znalazłem!
- Wziął się na sposób – parsknął śmiechem człowiek. – Pies wyniuchał swojego właściciela.
- Taaa... i to by było tyle jeśli chodzi o naszą kryjówkę – stwierdził wzdychając Hades. – Trzeba będzie wracać do roboty.
- Chętnie pomogę – zaofiarował się gość co bóg podziemi skwitował jedynie uśmiechem.
Niestety nikt nie potrafi zastąpić jego... a czasami byłoby miło...


Komentuj (29)