28.12.2007 :: 21:11
150.
Przybytek Ateny.
- Nie do pomyślenia! - Shion rzucał się w te i z powrotem. - W ogóle jak do tego doszło? Kto sprowadził tutaj Amazonki?
- No z tego co pamiętam to nikt ich nie sprowadzał, same przyszły, Shuu je przyjęła, ale ty nie protestowałeś za bardzo – nieśmiało podsunął Afro.
Shion spiorunował go momentalnie wzrokiem i biedna Ryba zamilkł.
- Apropo Shuu... - zaczął Shura rozglądając się.
- Była i ni ma – stwierdziła Silene.
- No nieeeee... znowu... SHUU GDZIE JESTEŚ?! - wydarł się Mu.
- Powinieneś jej wszczepić jakiś nadajnik – mruknął złośliwie Shion.
- Albo wynająć gościa, żeby śledził jej każdy krok – podsunął pomysł Shura.
- Nie, to by wyszło za drogo – stwierdził Afro z miną znawcy. - Może obroże? Jak się za daleko oddali to zacznie pikać i wybuchnie? - błysk sadyzmu pojawił się w jego oczach.
- Popierdoliło cię – walnął go w łeb DM. - Mówiłem, żebyś tyle razy Piły nie oglądał? Mówiłem... a teraz na mózg ci się rzuciło.
- Piła jest przeeeegenialna – zauważył Shion.
- A widziałeś już 4 część? - zainteresował się Afro. - Widziałeś, widziałeś, widziałeś???
- Oczywiście – napuszył się Baran. - Od tygodnia mam na kompie i powiem ci jedno. Policjant :D
- Co policjant? - zdurniał Ryba.
- Zobaczysz. Ale wspomnisz na me słowa.
- Ekhm – przerwał im DM – ale ktoś nam się zgubił...
- Znowu - dorzucił Milo.
- Okej, a gdzie jest Mu? - zapytała Tinwe.
Ekipa rozejrzała się.
- Zgaduję, że poszedł jej szukać – mruknął Wodnik.
- No to jak ON poszedł jej szukać to na pewno znajdzie – podsumował Shura.
- To może jakieś śniadanko – zaproponował Ryba.
Świątynia Gai.
Shama właśnie skończył przekonywać Herę, że najpierw należy zaatakować Atenę i jej obstawę a dopiero potem należy zabierać się za szturm na Olimp. Zresztą im szybciej tym lepiej, dopóki element zaskoczenia jest ich atutem, zwycięstwo wydaje się pewne. Po za tym obstawa Ateny nie ma w zwyczaju za wcześnie wstawać, z czego również można by skorzystać.
Z drugiej strony Shama wyrzucał sobie duchu, że mógł tak się z Herą dogadać, żeby będące jeszcze w świątyni Amazonki zabrały się za „unieszkodliwianie” Złotych... cóż małe niedopatrzenie... zresztą nie sądził, że Hera wpadnie na pomysł sprowadzenia swojego bydła dla odmiany do świątyni Gai... jakby nie była pod obserwacją... niech ją szlag!
Shama rzucał się po pustej komnacie w te i we w te.
Nagle dał się słyszeć przeciągły gwizd i zatrzymał się w pół kroku.
- Rivir – zachrypiał, nie odwróciwszy się nawet w stronę przybyłego. – Kogo jak kogo, ale ciebie się tu nie spodziewałem.
Przybyły rozejrzał się dookoła i stwierdził:
- Przyjemnie tu macie, jakie zagospodarowanie przestrzeni i ta miła dla oka kolorystyka. Nie myślałeś o remoncie?
Shamie nawet mięsień nie zadrgał, odwrócił się jedynie frontem do klienta (_^_) i zmierzył gościa wzrokiem.
- Specjalnie się nie postarzałeś – mruknął.
- A czego się spodziewałeś? – Rivir przyjrzał się swoim dłoniom, zamachał palcami. – Dobra klątwa, trzyma przez wieki.
Shama skrzywił się nieznacznie.
- Twoje poczucie humoru jest równie wnerwiające jak dawniej. A teraz gadaj czego tu, póki jestem nastawiony przyjaźnie.
- Twoja przyjazna postawa odstraszyłaby nawet komary – mruknął Rivir. – Właściwie to ja tu tylko po to, żeby oznajmić, że nie powinieneś tego robić co robisz.
- Obudził się – warknął Shama. – Jeszcze jakieś dobre rady?
- Posłuchaj – Rivir spoważniał, aż oczy zabłyszczały mu w półmroku komnaty. – Ze względu na dawną znajomość nigdy nie interweniowałem w twoje przeróżne... pomysły powiedzmy.
- A teraz nagle ci się przypomniało o obowiązkach?
- Teraz może ucierpieć ktoś, kogo znam i bardzo mi się to nie podoba.
Shama prychnął i już wychodził z komnaty, ale w wejściu nagle pojawił się przed nim Rivir.
- Dlaczego ja ciebie tego nauczyłem, do dziś nie wiem – warknął czarnooki.
- Inne czasy, inne relacje, inny świat – zaczął wymieniać gość.
- Inny świat – mruknął Shama po czym przywalił pięścią w ścianę na wysokości głowy Rivira. – Jeszcze tam wrócę... – szepnął.
Rivir z kolei pokręcił głową z dezaprobatą.
- Jak ty już sobie coś do łba wbijesz to nie ma mocnych. Ile razy mam ci powtarzać, że to niemożliwe. Masz w ogóle w słowniku takie słowo? NIEMOŻLIWE.
- Nie mam – warknął. – Zabieraj się. Przeszkadzasz.
Ale Rivir nie ruszył się ani o centymetr.
- Odwołaj atak.
- Za dawnych dobrych czasów to ja ci wydawałem rozkazy.
- A potem spotkałeś moją siostrę i ci trwale uszkodziło mózg.
Jakaś zagubiona część cegły poszybowała w kierunku Rivira, ale ten już stał kilka centymetrów dalej.
- Jaki drażliwy.
- Wynoś się – rzekł dziwnie spokojnym głosem Shama.
- Tobie tylko wspomnieć o Majris i świrujesz – mruknął Rivir znów zmieniając lokalizację, bo tym razem ziemia osuwała się spod jego nóg.
- Mówię po raz ostatni wynoś się, bo przestanę się bawić z tobą – odezwał się znów przerażająco wolno przeciągając słowa.
- Dobra idę, Wyrocznia miała rację, z tobą nie ma dyskusji. Szkoda Shama... Czasami tak cholernie brak mi dawnych czasów...
Jeden krótki gwizd i Shama znów był sam w komnacie.
Te krótkie odwiedziny wybiły go z jego naturalnej znieczulicy. Wspomnienia zalały umysł, jak wezbrane na wiosnę potoki... (wow xD ale mnie poniosło). Przez chwilę wydawało mu się, że znów tam jest, w świecie, który ponoć przestał już istnieć. Tym boleśniejsze było zderzenie z rzeczywistością.
Powrócił myślą do chwili obecnej, świata do którego zesłano ich obu... gdy wylądowali tu... setki lat temu przysiągł, że wróci... natomiast Rivir machnął na to ręką i żył po swojemu. Tej beztroski nienawidził w nim, choć pewnie po części zazdrościł... Shama tak nie umiał...
**********************
150 odcinek dał na siebie czekać i to długo ^^'
Wybaczta... (ale jak obiecałam przed Nowym Rokiem się pojawił :D)
współlokatorzy niestety nie wpływają pozytywnie na wenę XD bo jakoś tak... no nie wiem XD po prostu.
Ale teraz już wróciłam i obiecać mogę, że takich długich przerw już robić nie będę :)
Miłego i nie dajcie się prosić o komentarze :*
Komentuj (23)