05.03.2006 :: 18:09
Zanim...
„A więc to jest Grecja” – pomyślała. – „Świetnie to którędy do świątyni?” – zaczęła się zastanawiać i prawie zaryła głową w drogowskaz.
‘Do świątyni tędy’ – napisany w około 10 językach.
Uśmiechnęła się do drogowskazu z wdzięcznością i podążyła w odpowiednim kierunku.
Wyglądała jak zwykła turystka, z plecakiem na plecach i aparatem fotograficznym powieszonym na szyi. Grunt to nie zwracać na siebie uwagi.
Pokręciła się po okolicy, porobiła zdjęcia, a gdy strażnicy zaczęli wyganiać turystów, bo godziny otwarcia dla ludzi z zewnątrz już się skończyły, grzecznie opuściła miejsce.
„Pozory, pozory” – brzmiały jej w uszach słowa mistrza. – „Najważniejsze są pozory. To pierwsza zasada. Druga to dobre przygotowanie, a trzecia...”
- Czy pani się zgubiła? – zaczepił ją jakiś Grek kalecząc angielski.
- Ależ nie – odpowiedziała również po angielsku, równocześnie przeklinając, że na chwilę zamyśliła się i zatrzymała. – Chciałam się tylko napić wody – dodała z uśmiechem wyciągając z plecaka butelkę mineralnej. – Ale dziękuję za troskę.
Minęła faceta i poszła dalej.
O tak, chłodny prysznic dobrze robi po dniu w takich wysokich temperaturach. Dlaczego nie dostała misji gdzieś na północy? Dlaczego akurat przydzielono jej takie kretyńskie zadanie w Grecji i to w środku lata? Ci na górze albo nie mają litości, albo najnormalniej w świecie nie umieją dobierać zadań, zgodnie z przygotowaniem.
Zawinięta w ręcznik usiadła przy komputerze. Wszystkie zdjęcia z aparatu cyfrowego przeniosła na dysk i zaczęła dokładnie analizować. W pewnym momencie włączył się przekaz głosowy, więc założyła słuchawki i przyczepiła do ręcznika mikrofon.
„Hasło” – przywitał ją głos centrali w słuchawkach.
- Najlepiej zabawisz się z Ateną w Grecji – westchnęła, po raz kolejny zastanawiając się, kto w tym całym interesie jest od wymyślania idiotycznych haseł.
„Zaraz dostaniesz obraz z satelity, ale nasze przypuszczenia się sprawdziły, od dzisiaj brązowe gamonie mają wolne i wszyscy już zdążyli się ulotnić” – usłyszała głos mistrza.
- Dalej nie wiem, co ja tu do cholery robię?! – westchnęła.
„Wiem, wiem talent marnujesz, ale nie ja wymyślam ci zadania, więc bez pretensji, bo zaraz twoim nawigatorem zostanie Johny.”
- Tylko nie ten kretyn! Już się słowem nie odezwę.
Szantaż - kolejny ulubiony chwyt mistrza.
„Dobra, teraz w skrócie. W świątyni jest 12 złotych, plus jeden nadprogramowo.”
- Shion? A tego dlaczego przywiało? Nie było o nim mowy w planach.
„Miałaś się nie odzywać” – przypomniał jej. – „Przykro mi, ale wiesz...”
- Ta... ryzyko wliczone w misję, nadprogramowy przeciwnik.
„Zresztą od kiedy ta pi*** Atena podpisała z Hadesem konkordat, Shion co chwila jest na powierzchni.”
- Nie dałoby rady załatwić jakiegoś ataku na Hades? Wtedy odwołaliby Shiona?
„Nie ma ludzi, wszyscy w terenie. Też o tym myślałem, ale góra ma inne plany.”
- Ewidentnie chcą się mnie pozbyć.
„Nie dramatyzuj, jeden w te czy we w te. Do rzeczy, bo mi każą zaraz za rozmowę płacić. Za 2 godziny dostaniesz bezpośrednie połączenie z satelitą na 30 minut.”
- Chyba sobie żartujesz? W pół godziny mam się zwinąć?
„Więcej nie da rady, żeby nikt nie zauważył. Chyba, że chcesz mieć wszystkich goldów naraz na głowie?”
Westchnęła ciężko, coraz mniej jej się ta misja podobała.
- Co dalej? – zapytała, bo czuła, że to jeszcze nie koniec „dobrych” wiadomości.
„Nie będzie połączenia z centralą, bo od razu cię zlokalizują. Cel misji znasz.”
- Aż za dobrze.
„Ale masz też cel numer dwa, zlokalizować i zniszczyć ten cholerny konkordat.”
- A co? Góra sobie tego życzy? – zdziwiła się.
„Nie, ale ja sobie tego życzę.” – prawie widziała jego przebiegły uśmiech. – „Albo nie” – zmienił zdanie. – „Jeśli by ci się udało, to przywieź go do centrali.”
- Znowu coś kombinujesz za plecami góry – westchnęła. – Pewnego dnia obojgu nam się oberwie za twoje pomysły.
„Nie tylko moje. Ok. To tyle. A! I przywieź mi pocztówkę :D” – i rozłączył się.
-_-‘
Komentuj (3) 05.03.2006 :: 18:20
Rozróbę czas zacząć!
1.
„Mam złe przeczucia” – Mu jakoś nie mógł zasnąć. Szczególnie po tym, jak nagle odwołano Shiona do Hadesu, ale co gorsze, nie dokończyli partyjki Go, a już prawie wygrywał! To by było pierwsze zwycięstwo! Ale oczywiście, szlag wszystko trafił.
Stwierdził, że i tak nie uda mu się zasnąć, więc wyszedł z domu Barana na przechadzkę. Spacerował sobie dobrą godzinkę, gdy nagle dotarły do niego czyjeś myśli.
„Cholerna Grecja! Następnym razem jak mnie wrobią w zadania w takich klimatach, zażądam dodatku za pracę w ciężkich warunkach! I ten cholerny sprzęt... jestem cztery minuty do tyłu! Osz kurde! Baran!” – Mu przestał odbierać myśli.
Czyżby to był atak na świątynię? Ale w takim razie, dlaczego nie wyczuł niczyjej obecności, tylko te myśli? A może to pułapka.
Nagle kątem oka zauważył ruch. Jakiś cień, pognał w kierunku miejsca, gdzie przebywała Atena i przemieszczał się wyjątkowo szybko. Mu ocenił odległość i skontaktował się z Shaką.
„Shaka, w Twoich okolicach jest jakiś niezidentyfikowany osobnik! Nie śpij!”
„Nie śpię, ja medytuję. I nikogo nie wyczuwam.”
„Też nikogo nie wyczuwałem, ale zobaczyłem, rusz się!”
Zła na siebie za tak idiotyczny błąd, gnała teraz, nie zważając za bardzo, czy ktoś ją goni, czy nie. Jak można było nie uciszyć swoich myśli, znając umiejętności niektórych goldów?
Nagle ktoś pojawił się na jej drodze. Rzuciła okiem na mały komputerek przymocowany do lewego nadgarstka. Shaka? Świetnie.
- Stój! – usłyszała głos. – Kim jesteś?
„Najpierw się atakuje, a potem dopiero zadaje pytania.” – pomyślała i wyskoczyła w górę.
Shaka już szykował się do zaatakowania, gdy w powietrzu zaroiło się od identycznych postaci.
- Co do cholery?! – zdziwił się, a postacie korzystając z jego nieuwagi, okrążyły go.
Natomiast jeden, niezauważony przez niego cień pomknął dalej.
Shaka już chciał zaatakować stojących najbliżej, gdy oni po prostu rozpłynęli się w powietrzu, a koło niego pojawił się Mu.
- Iluzja? I ty się dałeś na to nabrać? – zakpił Baran.
Shaka wzruszył ramionami.
- Sam nikogo nie wyczuwasz.
- Zaraz... dlaczego Shury i Mila nie ma u nich w domu? – zmienił temat Mu.
- Poszli na imprezę do Lwa – stwierdził Shaka. – Mam wątpliwości, czy nam się do czegoś przydadzą.
- Zaczaję się na nieznajomego gdzieś na górze, a ty idź po Camusa może? Przydatne byłoby przymrożenie wroga – rzucił Mu i znikł.
- Do Wodnika? O tej godzinie? Nie chcę! On MNIE zamrozi, jak go obudzę! Ej! – ale Shaka już został sam.
Znów spojrzała na podręczny komputerek. Przekaz będzie trwał jeszcze około dwudziestu minut. Niewiele, jak na to, że jeszcze nie dotarła do celu. Mu znowu znikł. Boże, jak ona nie cierpi wrogów, którzy umieją się teleportować. Wkurzająca zdolność, bo wtedy są niewidoczni dla satelity... Zaraz... co Saga robi dokładnie przed nią? O_O
Zwolniła. Wiedziała, że jest dla nich niewyczuwalna, ale to nie oznacza, że niewidoczna, o czym zdarzyła się już przekonać. Przemknie po cichu obok niego...
- Stój! – usłyszała.
„Albo i nie” – przebiegło jej przez myśl.
Komentuj (5) 05.03.2006 :: 19:14
2.
Nie zamierzała jednak nikogo słuchać i pomknęła przed siebie tak szybko jak tylko potrafiła.
- Stój jak się do ciebie mówi! – usłyszała tuż za sobą.
Saga najwidoczniej miał wielką ochotę zatrzymać intruza i rzucił się za nią w pościg.
„No kurdę!” – zaklęła w duchu, widząc na ekranie komputerka, że biegną prosto na Shurę. Specjalnie nie obawiała się goldów, ale co za dużo to nie zdrowo. Już i tak zwróciła na siebie, aż za dużą uwagę. – „Plan, plan... potrzebny szybko jakiś mini-plan... MAM!”
Biegła więc nadal przed siebie, nie zwracając uwagi na Sagę.
- Zatrzymaj się, bo ci krzywdę zrobię! – groził Bliźniak, a nie dostawszy odpowiedzi już zamierzał się, żeby wywalić intruza do innego wymiaru, gdy ten nagle... rozmył się w powietrzu?
- Co? Jak? Gdzie? Kiedy? Dokąd? – rozglądał się wygłupiony.
Dostrzegł po chwili, że zbliża się do niego jakiś cień, gdy rozpoznał kto to, było już za późno...
- Saaaagaaa... – przywitał go przeciągle Shura. – Szo Ty tu lobisz? – zapytał po pijacku.
- Eee, no wiesz, nocny spacerek te sprawy, ale spać mi się zachciało i będę już leciał, to narazie.
- Szeeeekaj.. – chwycił go za długą szopę (czyt. włosy :P). – W którą stronę jest dom Kosioroszca? Bo wyszedłem od Aioli i trafić nie mogę.
- Ale ja tu ścigam intruza! – obruszył się Saga.
- To pościgasz jak mnie do domu odprowasisz... – stwierdził Shura i uwiesił się na Bliźniaku. – Prowadź miszczu...
Poczekała chwilę, aż obaj goldzi oddalą się przynajmniej na taką odległość, żeby jej Saga nie był wstanie dostrzec. Po czym podniosła się z ziemi, otrzepała, spojrzała na komputerek i zaklęła. Przez tego cholernego, dwutwarzowego durnia straciła tyle czasu. Za czternaście minut straci łączność.
- Niech cię szlag – rzuciła w kierunku, w którym oddalił się Saga z uwieszonym na sobie pijanym Shurą.
Nie tracąc więcej czasu pobiegła dalej. Ale po paru chwilach, zwątpiła i stanęła... Ogród O_o’ Co tu do cholery robi jakiś ogród? I dlaczego wszędzie są róże? Ogrodnik-maniak czy co?
„Nie cierpię róż” – pomyślała i pobiegła dalej.
- Kto śmie tratować moje różyczki?! – odezwał się nagle głos i zza krzaków wyskoczył...
„No nie... jeszcze jego brakowało, amator chwastów – Rybcia we własnej, oślizłej osobie” – pomyślała zjadliwie. – „Nie ma czas”.
Podbiegła do niego tak, że stała zaledwie cztery kroki przed nim, kucnęła i z nikąd pojawiły się króliki, które rzuciły się na roślinki Aphrodite.
- Zostawcie moje różyczki!!! – rzucił się zrozpaczony na ratunek swojej hodowli.
Uśmiechnęła się pod nosem i pobiegła dalej.
Zostało dziesięć minut. Stanęła przed wejściem do siedzimy Ateny... Wreszcie.
Szybko spojrzała na komputerek (może, gdyby robiła to ciut częściej, akcja poszła by o niebo szybciej... dostanie znowu zjebke u mistrza, była tego pewna). Jak wyglądała sytuacja? Ogólnie czysto. Camus z Shaką podążają w tym kierunku, reszta jest dość daleko... tylko gdzie ta cholera Muu?! A jest! Pojawił się.
Szybko wycofała się i skryła za najbliższą kolumną.
Świetnie teraz będzie stróżował przy głównym wejściu?
Uśmiechnęła się do siebie. W końcu od czego są boczne wejścia :>
Cicho wycofała się i podążyła w kierunku jednego z nich.
Komentuj (7) 06.03.2006 :: 01:04
3.
To było aż za łatwe. Złe przeczucie nie chciało jej jakoś opuścić.
Boczne wejście, najnormalniej w świecie otwarte? Coś tu śmierdzi... i to bardzo. Czyżby władowała się w jakąś pułapkę?
Jedno spojrzenie na komputerek sprawiło, że nie zastanawiała się już dłużej i weszła do środka. Tak nie wiele czasu zostało, a powinna jeszcze wziąć poprawkę na to, że czeka ją jeszcze droga powrotna. Przystanęła za jakąś kolumną i włączyła trójwymiarowy model świątyni.
„Gdzie do cholery Atena trzyma ten konkordat?” – zastanawiała się...
W końcu chyba nie trzyma tak cennego świstka w pokoju z napisem: „Konkordat z Hadesem”? Nie jest aż tak głupia chyba?
Na trójwymiarowym modelu, wszystkie pomieszczenia były podpisane, zgodnie z tym jak podpisane były w rzeczywistości i... Zwątpiła... jeden mały pokoik faktycznie miał podpis: „Konkordat z Hadesem”.
„Czy naprawdę można być tak głupim będąc boginią?” – zadawała sobie to pytanie.
Najwyraźniej niegdysiejsza bogini mądrości totalnie zgłupiała wcielając się w człowieka. Tym lepiej dla niej. Nie ma nad czym dumać, trzeba korzystać z okazji.
Udała się więc do odpowiedniego pokoju. Tam, na samym środku, królował stolik, na którym leżał sobie, za jakimś szkłem, konkordat. Zachciało się jej śmiać. Jakby tu sobie na nią czekał. Żadnego alarmu, żadnych laserów, czujników ciepłoczułych czy czułych na ruch. Nic.
„Skończona kretynka” – zawyrokowała, mając na myśli docelowo Atenę.
Wyciągnęła kartkę, włożyła pustą, która po chwili wyglądała identycznie jak ta trzymana w ręce. Uniosła dłoń nad stolikiem, wykonała nią pełne koło i uśmiechnęła się do siebie.
„Tyle powinno starczyć. Dopiero za dwanaście godzin wyparuje.”
Nad trzymanym w ręce dokumentem przejechała skanerem z mini-komputera, po czym wstukała odpowiednią kombinacje klawiszy i fioletowy strumień światła zmniejszył kilkakrotnie konkordat.
„Iluzja to jedno, ale z dokumentami nie będę się bawić w prowizorkę.”
Gdy skończyła, wyjęła zza bluzki łańcuszek, na którego końcu wisiał sporych rozmiarów medalion. Otworzyła go i wepchnęła zmniejszony konkordat w stosik inny papierków, podobnych rozmiarów.
„Trzeba by kiedyś zrobić porządek” – przebiegło jej przez myśl, gdy nagle kątem oka zobaczyła cień za sobą.
Odwróciła się, ale było za późno. Za nią stał Shion i uśmiechał się z wyższością.
- Co ty tu robisz? Idź zobacz czy nie ma Cię w Hadesie – powiedziała, szybko zamykając medalion i chowając za bluzkę.
- Kogo my tu mamy? Szpiega? Zabójcę? A może tajnego agenta?
Nie odpowiedziała. Stała w miejscu gotowa do szeroko pojętej samoobrony, czekając też na choćby jedną dobrą chwilę do ucieczki. Rzuciła okiem na komputerek. Oczywiście wyświetlał imię Shiona tuż koło niej.
„Trzeba było kontrolować obraz satelity” – wściekała się na siebie, choć co prawda trochę za późno.
Co gorsze jednak zmierzał w tym kierunku już Mu, a duet Camus i Shaka wchodzili do świątyni. Szlag by to! Czyżby to ostatnia jej misja? I to w dodatku niedokończona? Bo przecież cel numer jeden nadal żył... Nieeeee, to nie może się tak skończyć. Po pierwsze duma na to nie pozwalała, a po drugie... przełknęła ślinę... mistrz znalazłby ją nawet w zaświatach i sprawiłby niezły chrzest... lepiej nawet o tym nie myśleć. Trzeba zakończyć misję!
- Mistrzu – Mu stał już w drzwiach, a Shion na chwilę oderwał od niej wzrok.
To wystarczyło. Pstryknęła palcami, pokój zajął się ogniem i wypełnił dymem, a jej udało się wydostać. Teraz tylko dotrzeć do sypialni Ateny i wykonać zadane do końca.
Biegła przed siebie i nagle pośliznęła się, zaryła w lód, który nie wiedzieć dlaczego pokrywał posadzkę, i ślizgając się jeszcze kilka metrów zatrzymała się na ścianie.
- Czyżby to intruz? – ktoś szedł tutaj z lewego korytarza.
Rzuciła okiem na komputerek. Camus szedł z lewej, Shaka z prawie, a Mu z Shionem wydostali się już z „płonącego” pokoju. Za chwilę pewnie też tu będą. Ciężka sprawa. Brak wyjść ewakuacyjnych.
„No do cholery, a co by się stało, jakby tu faktycznie pożar wybuchł. Zero wyobraźni” – westchnęła nad głupotą architektów świątyni.
Plan, potrzebny był szybko jakiś plan, żeby spokojnie przejść koło goldów i dojść do Ateny...
„Szybko myśl! Plan! Plan!”
Camus był tuż za zakrętem...
Komentuj (26) 06.03.2006 :: 14:48
4.
Myślała intensywnie. Grunt to zdolność szybkiego analizowania sytuacji i zmontowania planu od ręki.
„Mistrzu, dzięki ci za te nauki” – uśmiechnęła się do siebie.
Camus wyszedł z korytarza niemal równocześnie z Shaką i zobaczyli na oblodzonej posadzce próbującego się podnieś Shurę.
- Kto to kur** zmrosił? – Koziorożec łypnął na przybyłych przekrwionymi oczami. – Camus, nuzi ci sie?
- Shura?! – poważnie zwątpił w to co jego oczy widziały Camus. – Sory – powiedział i pomógł podnieść się pijanemu Koziorożcowi.
- Nie widziałeś gdzieś jakiegoś intruza? – zapytał podejrzliwie Shaka.
- Ty, a szemu chodzisz z otwartymi oszami? – zatoczył się do Panny Shura.
- Skoro nie mogę przeciwnika wyczuć, to miło by było go zobaczyć – opowiedział spokojnie, odsuwając się trochę.
- Ja widze jakiś cień na sufisie... – Shura wbił wzrok w sufit, a pozostała dwójka poszła za jego przykładem.
Faktycznie, po suficie ktoś biegł, jakby za nic miał sobie prawa grawitacji. Wodnik i Panna rzucili się za nim w pogoń. Tym razem, nie zadając zbędnych pytań, zaatakowali wroga.
Shura tymczasem stanął prosto, uśmiechnął się do siebie i z powrotem zmienił się w ubraną na czarno postać.
Rzuciła okiem na komputerek... zostały niecałe trzy minuty. Pobiegła w stronę sypialni Ateny.
„Trzeba przyjąć jako dopuszczalną ewentualność, że stąd już żywa nie wyjdę” – pomyślała z krzywym uśmiechem na ustach. – „A po tym zadaniu miałam dostać awans. Ktoś mnie tam do góry chyba nie lubi...”
Już dobiegła do celu i tylko drzwi dzieliły ją od ofiary, gdy nagle tuż przed nią pojawił się Mu. Odskoczyła jak oparzona, ale wpadła prosto w ręce Shiona.
„A to ci pech” – westchnęła w duchu, ale jakoś udało jej się wyrwać.
Stała teraz między jednym a drugim Baranem (XDDD). Czuła się już zmęczona. Za dużo zwrotów akcji, za dużo zużyła też energii na ciągłe tworzenie iluzji. Rzuciła okiem na komputerek... połączenie zerwało się.
- No to mogiła – stwierdziła głośno.
- Kobieta? – zdziwił się Mu. – Wyrolowała nas jakaś kobieta?
- Nie doceniamy przeciwnika?! – oburzyła się i zdjęła z głowy kaptur.
Jak ona nienawidziła, gdy nie doceniano jej tylko z tego powodu, że była kobietą...
„Już ja ci pokaże” – wkurzona podniosła rękę do góry i wokół niej pojawiły się małe ogniki, oświetlając całą sylwetkę w ciemnym korytarzu.
- Przypatrz się kto cię wyrolował – uśmiechnęła się szyderczo.
Stała przed nimi dziewczyna ubrana w czerń. Czarne spodnie ze sztruksu, czarne glany z oczojebnymi, kolorowymi sznurówkami (za które zawsze obrywała od mistrza, ale nigdy ich nie zmieniła, twierdząc, że trzeba mieć swój unikalny styl XD), czarny polar z kapturem z podwiniętym lewym rękawem, spod którego wystawało jakieś metalowe cholerstwo. Włosy o szaro-burym kolorze mieniły się na miedziano, gdy któryś z ogników zbliżył się do nich. Związane były w dwa krótkie warkoczyki, z których prawdę powiedziawszy niewiele już zostało. Konkretnie jej włosy były wszędzie XD naelektryzowane przez kaptur, panoszyły się i odstawały we wszystkich kierunkach.
- I to miało na mnie zrobić wrażenie? – zadrwił Shion.
Zmrużyła oczy. Nagle wszystkie płomyczki zbiegły się w jeden i wybuchły zajmując ogniem stojącą tuż obok.
- Znów iluzja – wzruszył ramionami Muu i złapał ją za rękę, gdy próbowała przekraść się tuż obok niego. – Monotematyczna jesteś.
- Sory – westchnęła i osunęłaby się na ziemię, gdyby nie podtrzymał jej Muu. – Przegrałam – usłyszał szept i dostrzegł mały nóż, na który najwyraźniej chciała się nadziać. Odruchowo złapał za ostrze. Wyrwał niebezpieczne narzędzie z jej ręki i odrzucił.
Spojrzała na niego z mordem w oczach. Ostatkiem sił wyrwała się, pobiegła w stronę, gdzie poleciał nóż, ale pośliznęła się na lodzie (który zapodał Camus stojący na końcu korytarza) i wyrżnęła z całej siły głową w ścianę... zadzwoniło jej w uszach, obraz zaciemnił się i upadła nieprzytomna na podłogę.
Komentuj (13) 06.03.2006 :: 20:58
5.
- Zemdlała – stwierdził odkrywczo Camus.
- Jesteś brutalny – rzucił przez ramię Mu.
- Owszem, nawet bardzo! Szczególnie jak mnie ktoś w środku nocy budzi – spojrzał z pode łba na Shakę, który minimalnie się od niego odsunął. – Ale to nie moja wina, że tak ładnie zaryła w ścianę.
- Czy to nie lepiej? Po kłopocie – wtrącił Shaka.
- Zaraz tu przylezie Atena – przerwał uroczą wymianę zdań Shion.
- Heh... czyli to co zawsze? – zapytał z nadzieją Camus.
- Oczywiście – odparł Mu.
- A widzicie inne wyjście? – zapytał retorycznie Shion.
- Ewakuacja – dokończył Shaka i już spieprzał XD z Camusem korytarzem do wyjścia.
- A co z nią? Weźmiemy ją ze sobą?
Shion kiwnął głową, wyrażając zgodę. Mu podszedł do dziewczyny, podniósł ją za kaptur i cała trójka znikła.
- Co to za hałasy?! – z sypialnie wypadła Atena w papilotach XD ale nie zauważywszy nikogo, wzruszyła ramionami. – Może mi się tylko śniło.
Zamknęła drzwi i wróciła do łóżka.
Złotym udało się po raz kolejny niezauważenie nawiać.
Shion i Mu wraz z dodatkowym balastem pojawili się w domu Baran.
- Źle zrobiłeś, że wmieszałeś w to innych – westchnął Shion.
- Dlaczego? – zdziwił się jego niegdysiejszy uczeń.
- Bo można ją było odpowiednio wykorzystać, a tak już po ptakach. (lol XD)
Mu spojrzał podejrzliwie na mistrza. Coś kombinował... znowu.
- A jak konkretnie wykorzystać?
- Wiesz co ona zwinęła ze świątyni? – Mu w odpowiedzi pokręcił głową przecząco. – Konkordat z Hadesem. Choć nikt o tym się na razie nie dowie, bo zostawiła iluzję. A wiesz co to znaczy?
- Jeśli go nie ma u Ateny to może służyć każdemu, bo jest wystawiony na okaziciela...
- Dokładnie.
- Mistrzu, czy ty przypadkiem nie chciałbyś znów zostać wielkim mistrzem? – Mu spojrzał na Shiona podejrzliwie.
- Zwariowałeś? Wiesz jakiego to kretyńskie stanowisko? Zapytaj Sagi -_-‘ on ma podobne zdanie.
- No to na cholerę Ci konkordat?
- Dopisałbym sobie małym druczkiem, że nie muszę wracać do Hadesu, gdy tylko mnie wezwą. Nawet nie wyobrażasz sobie jakie to męczące i wkurzające, jak cię ściągają na dół przez byle gówno.
- Właśnie, dlaczego ściągnęli cię wczoraj?
- Bo był sfingowany atak na Hades. Zapewne miało to odciągnąć uwagę od tej tutaj – tu wskazał na leżącą, tak jak ją Mu zostawił, na posadzce. – Ale teraz to za późno...
- Dlaczego? Mnie się ten pomysł z przejęciem konkordatu coraz bardziej podoba. To by oznaczało, że jeśli któryś z brązów umrze nie wróci do świata żywych – uśmiechnął się przebiegle.
- Chyba wiem którego konkretnie masz na myśli.
- To jest aż nadto oczywiste.
- Rodzi się jeszcze pytanie, co my z nią zrobimy?
- Chyba mam całkiem niezły plan. W końcu nikt nie widział, że konkordat znikł... a ją można by zostawić tutaj...
- Tylko po co?
- Tak dla picu. Ale jakby coś nie poszło, zawsze można by zwalić winę na nią.
- Świetnie, tylko zapomniałeś zdaje się, że Shaka i Camus ją widzieli.
- Z daleka, przefarbuje się jej włosy i nikt nie pozna.
- A reszcie co powiesz? Że uciekła?
- Czemu nie? W końcu Wodnikowi i Pannie już zdołała uciec. Shace nawet dwa razy – dodał ironicznie.
- Nie zawadzi spróbować – stwierdził wreszcie Shion, poniekąd dumny ze swego ucznia.
Komentuj (10) 06.03.2006 :: 23:57
6.
Centrala.
- Kiedy miała się zgłosić? – grzmiał Imperator Feniu we własnej, hybrydowej osobie.
- Dwie godziny temu.
- Próbowano nawiązać kontakt?
- Tak. Niestety nieskutecznie.
- Zgodnie z procedurą, uznać za zaginioną, a za dwa dni za martwą – wydał polecenie i rozłączył się.
Kyo odetchnął z ulgą. Audiencja u jego hybrydowatości, nawet jeśli tylko wirtualna, nie była niczym przyjemnym.
„Shuu, gdzie ty się podziałaś?” – westchnął w duchu. – „Nie mogę uwierzyć, że po prostu dałaś się zabić. Zawszy byłaś roztrzepana, ale polec przy takim łatwym zadaniu, to już hańba... Jak tylko wrócisz to masz miesiąc życia z głowy, za to, że musiałem się płaszczyć przed Imperatorem...” Kyo już obmyślał zestaw kar, gdy nagle wpadł na kogoś. Równocześnie poczuł dłoń na swoim pośladku... od razu wiedział z kim ma do czynienie.
- Van, ty zboczeńcu, odpieprz się od mojego tyłka – odwrócił się i wymierzył prawy sierpowy w napotkaną osobą.
Van zgrabnie (jak to tylko on potrafi XD) odskoczył w bok.
- Jakże miło cię znów widzieć – uśmiechnął się zalotnie, dodatkowo wkurzając Kyo swoim angielskim akcentem. – Tak mi strasznie przykro z powodu twojej uczennicy, a podobno była taka dobra.
- Ona jest dobra – warknął i udał się do windy.
- Ależ zaczekaj ja też jadę do głównego holu – pobiegł za nim (w charakterystyczny sposób) Van.
W windzie panowała atmosfera jaką urządza sobie Camus od rana, gdy się nie wyśpi... wiało chłodem...
Ani Van ani Kyo nie odezwali się już do siebie. Van starał się zwrócić na siebie uwagę przybierając różne, ciekawe pozy, ale Kyo twardo ignorował pokaz gimnastyki artystycznej. W końcu dojechali do holu głównego. Tu pośród plątaniny kabli, kwitło życie towarzyskie i stąd też nawigatorzy sprawowali pieczę nad ekipą w terenie.
- Vedzia, kochanie chodź do mnie – zawołał Van widząc swoją uczennicę siedzącą na biurku jednego z najprzystojniejszych informatyków w tym sektorze i malującą sobie paznokcie na wściekły róż.
Vedzia, ociągając się podeszła do niego, dmuchając przy tym na paznokcie, żeby lakier prędzej stwardniał. Miała na sobie oczojebne, zielone rajstopy, czarną mini i różowy sweterek. No i oczywiście glany, na których widać było w całej pełni artystyczną duszę właścicielki. Nie raz Van zastanawiał się czy to na glanach sprawdzała kolor każdego nowego lakieru do paznokci. Ale robiła wrażenie. Mistrz był z niej dumny, nienaganny makijaż i ta gracja, z jaką się poruszała - „moja szkoła” – pomyślał.
- Vedziu kochanie moje, jest zadanie dla ciebie. Tu masz informacje - podał jej stosik płyt DVD. – Jutro od rana wyruszasz.
Vedzia zamrugała.
- Mistrzu tylko jedno pytanie, od kiedy miałeś dla mnie te informacje?
- Od jakiegoś tygodnia, może dwóch – uśmiechnął się lekko i odmaszerował do automatu z kawą.
- Za jakie grzechy... przecież byłam dobrym dzieckiem – mruknęła do siebie Vedzia.
- Współczucia – Kyo klepnął ją po ramieniu i odszedł w kierunku swojego biurka.
Gdy tam doszedł, najpierw walną z całej siły dłonią w czoło, po czym prześliznął nią po całej twarzy, a w końcu zrobił bardzo wymowny wyraz twarzy. Spojrzał w górę. Nie mylił się, na żyrandolu siedziała Majris, oblizująca jeszcze ciepłą krew z dłoni.
- Złaź natychmiast! – wydarł się wściekły, czym zwrócił niechcący na siebie uwagę śpiącego pod sufitem Gacka (konkretnie nietoperzo-ropuchy, ale wszyscy mówili na niego Gacek).
Gacek łypnął na niego okiem i odezwał się donośnym chrapliwym głosem:
- Jeszcze raz Kyo, a wiesz – tu wymownie przeciągnął palce po gardle.
Wszyscy na chwilę zamilkli, spojrzeli na Kyo i pokręcili ze współczuciem głowami.
Tymczasem Majris opadła na podłogę i usiadła na martwym facecie zagracającym biurko Kyo.
- Co ty tu do cholery robisz? – zapytał zimno właściciel posesji.
- Stęskniłam się za tobą – wyszczerzyła ząbki w wampirycznym uśmiechu.
- A ja za tobą nie – warknął. – Zabieraj swój obiad z mojego miejsca pracy!
- Ciiiii – podeszła do niego i kokieteryjnie położyła palec na ustach. – Nie chcesz chyba obudzić pana Gacka.
Kyo odtrącił jej rękę.
- Dalej, czego chcesz? Przecież ty zawsze masz do mnie jakiś biznes.
- Dlaczego ty zawsze uważasz, że muszę czegoś chcieć?! – naburmuszyła się i usiadła na swoim „obiadku”.
- Pani Majris miała od ciebie otrzymać kompletną dokumentacje nowej misji – usłyszał za sobą głos.
Odwrócił się i zobaczył Silene zwaną Krwawą. Nie ustępującą w niczym swojej wampirzej mistrzyni, ani urodą, ani mocą, ani tym bardziej apetytem.
- Tylko dlaczego twoja pani ma zawsze takie niesmaczne wejścia? – zastanawiał się głośno i przesunął w swoją stroną monitor. Kliknął parę razy myszką i drukarka zaczęła wypluwać zapisane strony. – Weźcie sobie wreszcie komputer kupcie – warknął. – Ja potem muszę za ten papier kasę wykładać.
Doszedł go cichy chichot Majris i obejrzał się. Silene była niecałe pięć metrów dalej najnormalniej w świecie uwodząc młodego, niezbyt rozgarniętego informatyka. Co nie było trudne w długiej, czarnej, rozkloszowanej sukni i idealnie dopasowanym czerwonym gorsecie.
- Cholery można z wami wampirami dostać – westchnął.
- Taka nasza natura – odpowiedziała Majris i wziąwszy stosik wydrukowanego papieru machnęła mu nimi na do widzenia. – Siluś, idziemy – zawołała jeszcze do swojej uczennicy, która już prawie dobierała się do gardła upatrzonej ofiary.
„Głowa mnie boli” – westchnął Kyo.
Co za zwariowany dzień. Wszyscy się czepiają, nie dadzą chwili spokoju, nie wspominając, że na razie nie widać cienia szansy na wzięcie tego zaległego, zeszłorocznego urlopu... Ale co najgorsze, nie ma mu kto zrobić kawy! Bo Shuu zagubiła się gdzieś w Grecji...
Kyo zaczął wymyślać nowe kary...
„Już nie miesiąc, a dwa będziesz mieć z głowy” – uśmiechnął się zadowolony z swoich „artystycznych” wizji.
Komentuj (12) 07.03.2006 :: 12:33
7.
Polska.
Vedzia siedziała już w pociągu i czekała na odjazd. Nie zmrużyła oka tej nocy, a wszystko przez niefrasobliwość mistrza. Czasami miała ochotę zrobić mu krzywdę za to, że zawsze dostawała wszystko na ostatnią chwilę. Jak tu potem można się dobrze przygotować? Oczywiście mimo nieprzespanej nocy, nie zdążyła zapoznać się ze wszystkimi informacjami. Dwóch płyt nawet nie otworzyła, a niektóre dokumenty przeczytała jedynie pobieżnie. Miała przeczucie, że to się źle odbije na misji.
Może gdyby jej użyczono spowalniacz czasu, zdążyłaby. Ale nie było nawet co się pytać. Używano go tylko w bardzo określonych przypadkach, bo wprowadzał zbyt wiele zakłóceń w czasoprzestrzeni, co mogło zwrócić niepotrzebnie uwagą, a tego zapewne Imperator Feniu nie życzyłby sobie i odpowiednio zemściłby się na przyczynie zamieszania.
„Mistrza się nie wybiera” – pomyślała. – „A szkoda... Co to za mistrz, który nie dba o swoich uczniów odpowiednio? Pewnego dnia nie wrócę z misji przez niego” – westchnęła i od razu przypomniała jej się osoba, która ostatnio nie wróciła.
Shuu, do której przykleiło się przezwisko Iluzoryczna.
Vedzia zaczęła poważnie zastanawiać się, co mogło być tego przyczyną. Shuu, mimo że była o rangę niżej w hierarchii niż ona, wcale nie była taka słaba. Dawno by dostała czwarty frędzelek, gdyby nie sprzeciw jej mistrza Kyo. Z nieznanych Vedzi przyczyn, nie chciał, żeby Shuu zdała drugi fakultet i tym samym awansowała.
Zresztą cała ta misja, gdy się poważnie jej przyjrzeć, była dość dziwna. Zadanie ciemno-zielone, czyli ocenione na minimalne zagrożenie. Jedynie zadania zielone stały niżej. I taka prosta misja dla żółtodziobów bez rangi albo dla tych z jednym frędzelkiem, dostała Shuu, Iluzjonistka trzeciej rangi? Żeby było jeszcze weselej, zadania nie wykonała, a sama wsiąkła. Wnioski? Ktoś „mądry” na górze kopnął się w ocenianiu niebezpieczeństwa misji. Nie pierwszy i zapewne nie ostatni raz, ale jak tu mieć zaufanie do szefostwa?
Vedzia ocknęła się z rozmyślań. Pociąg już dawno wyjechał z miasta. Zauważyła, że w tym samym przedziale co ona siedzi kobieta z dwójką dzieciaków, wyglądających na około pięć, sześć lat.
- Psieplasiam – zasepleniła dziewczynka do Vedzi. – Ciemu pani nosi takie kojojowe lajśtopy?
Właścicielka oczojebnych, zielonych rajstop zamrugała zdziwiona, ale uśmiechnęła się i odpowiedziała:
- Bo kocham Irlandię.
Dziewczynka zrobiła wielkie zdziwione oczy i zapytała cicho mamy:
- A kto to jeśt Ilandia?
- Nie słuchaj tego co pani mówi – odparła kobieta, posyłając Vedzi przeciągłe spojrzenie. – Pani po prostu nie ma gustu.
- A dlaciego? – nie dawała za wygraną mała.
Matka jednak już nic nie odpowiedziała i córeczka w końcu umilkła, patrząc nadal zaciekawiona na „śmieśną panią psi oknie”.
W końcu pociąg dojechał do Sopotu i Vedzia cała szczęśliwa opuściła wagon.
„Ciekawe który z nich wymyślił, żeby na wakacje pojechać do Polski?” – zastanawiała się idąc w stronę molo.
- I który to wymyślił, żeby jechać na wakacje do Polski? – burknął Ikki.
- A jak myślisz... - westchnął Shun do brata.
- Pytanie retoryczne – mruknął Feniks. – Zastanawia mnie, dlaczego się zgodziliśmy?
- Mnie też – odparł zielonowłosy w spodniach z białymi szelkami (XD).
Oboje spojrzeli na Seiyę przewieszonego przez barierki molo i obojgu przeszło przez myśl, że gdyby go tak w tyłek kopnąć, to może wpadłby do wody i się utopił...
Komentuj (8) 07.03.2006 :: 20:52
8.
- Shiryu jesteś geniuszem – powtórzył po raz kolejny Hyoga. – Pomysł ze zgubieniem się i nie dotarciem do Sopotu był po prostu bajeczny! Wakacje bez Seiyi... – westchnął wzruszony urokiem chwili.
- Żal mi tylko Shuna – stwierdził Smok.
- A Ikkiego nie?
- Wiesz jaki jest Ikki, najwyżej kopnie Seiyę w cztery litery i pójdzie swoją drogą. Shun choćby i miał ochotę, to tego nie zrobi.
- Fakt, biedny Shun – zgodził się Łabędź (aaaaaa ptasia grypa XD –dop. by autorka).
Westchnąwszy nad losem biednego kolegi, ruszyli dalej, żeby dojść jeszcze dzisiaj do schroniska. Oboje myśleli to samo, każde miejsce jest piękne jeżeli nie ma w nim Pegaza, dlatego też w pełni podziwiali uroki polskich Tatr.
- Pani Majris, na pewno mogę zostawić panią samą? – niepokoiła się Silka.
- Ależ tak, oczywiście. Nic mi nie będzie – pogłaskała ją po policzku mistrzyni. – Muszę tylko przetrawić krew tego pijaka. Swoją drogą zastanawia mnie, jak mógł przeżyć z taką porcję promili we krwi?
- Polacy podobno są bardzo wytrzymali.
- Nigdy więcej żadnych Polaków. Ale idź już.
Silka ukłoniła się i już miała wyjść, gdy dobiegł ją jeszcze głos Majris:
- Ale zostaw Polaków w spokoju, dobrze ci radzę, chyba, że chcesz mieć takie problemy żołądkowe jak ja.
- Dobrze, pani Majris, postaram się.
- Nie wiedziałem, że w Polsce może być tak gorąco – stwierdził Hyoga (amator mrozów) siadając na trawie. – Odpocznijmy chwilkę.
- Zadziwiające prawda? Temperatura prawie jak w Grecji, a o ile dalej na północ jesteśmy – Shiryu usiadł obok niego i ściągnął T-shirta, świecąc swoją wszechobecną klatą. XD
Nagle oboje zobaczyli podążającą w ich stronę postać, wyłaniającą się z lasu.
- Tej to dopiero musi być gorąco – skomentował Hyoga, gdy postać zbliżyła się na tyle, że mogli zobaczyć iż ubrana jest w długą do kostek, czarną suknię na naramkach i wystające spod niej czarne glany.
Ku zdziwieniu obu rycerzy, im bardziej zbliżała się do nich, tym ciemniej robiło się wokół. W końcu, gdy doszła i stanęła tuż przed nimi, zapanował półmrok.
- Witam panów – uśmiechnęła się do obu, ale jakby oczy bardziej jej błysnęły na widok Łabędzia.
- Czy możemy w czymś pomóc? – zapytał wstając Shiryu, a Hyoga poszedł za jego przykładem, wpatrując się w zjawiskową postać.
- Właściwie to możecie – uśmiechnęła się, rzuciła do gardła Smokowi i wtopiła w niego ostre ząbki.
- Hyo, pomóż mi! – wydarł się Shiryu nie mogąc się poruszyć. Jakby sam tylko dotyk nieznajomej sparaliżował go. – Ej Hyo!!!!! – próbował zwrócić na siebie uwagę przyjaciela, który patrzył na całą scenę rozmarzonym wzrokiem.
- Ależ ona piękna – wydusił wreszcie z siebie. – Jak pięknie jej ścieka krew po brodzie i płynie po szyi i dekolcie...
- Hyo... – Shiryu słabł z każdą sekundom. – Co tobie odwala???!!! Chcesz żebym zdechł?
- Nie umrzesz od razu – oderwała się wreszcie od niego Silene, oblizując wargi podeszła do Hyogi. – Mogę i ciebie skosztować? – zapytała przymilnie.
Łabędź nawet nie odpowiedział, wpatrzony w wampirzycę zakochanymi oczami. Silene nie śpiesząc się więc, wgryzła się i w tego rycerza.
Shiryu leżał na trawie nie mogąc uwierzyć w to co się działo. Oni, niepokonani rycerze Ateny, właśnie robili za obiad dla jakieś wampirzycy.
W końcu Silene oderwała się i od Hyogi, który momentalnie upadł na trawę.
- Mam dla was propozycję – powiedziała wciąż uśmiechając się do nich. – Nie musicie ginąć, mogę wam zapewnić inne życie.
- Nawet jeśli zginiemy i tak się odrodzimy, przez konkordat z Hadesem – westchnął Shiryu, jakoś niezbyt szczęśliwy z tego powodu.
- Zgodnie z tym co ja wiem, konkordat zniknął ze świątyni Ateny, więc to wam nie grozi.
- Pani – zwrócił się do niej Hyoga. – Jeśli będę mógł żyć u twojego boku, zgadzam się na wszystko.
- Zatem pij – Silene uklękła obok niego i podsunęła mu pod usta dłoń.
Hyoga nie dał się dwa razy prosić. Wampirzyca uśmiechnęła się do Shiryu.
- A jaka jest twoja odpowiedź?
- Mam tylko jedno pytanie pomocnicze. Czy jeśli też się zgodzę, to nie będę już rycerzem Ateny i stracę wszystkie swoje moce?
- Atena nie będzie miała już do was dostępu, przechodzicie pod prawa świata wampirów.
Shiryu westchnął.
- Ale, wasze moce pozostaną, a nawet mogą się zwielokrotnić – dokończyła wyrywając dłoń z ust Hyogi.
- To trzeba było tak od razu – uradował się Shiryu XD. – Życie bez Ateny, to warte jest każdej ceny.
Silene pokiwała głową i również jemu dała się napić.
Zadanie brzmiało co prawda trochę inaczej, ale zamiast ich zabić, pozyskała ku chwale Imperium, czyż to nie lepiej?
Komentuj (28) 08.03.2006 :: 22:46
9.
- Może już pójdziemy? – zapytał z nadzieją Shun.
- Tak chodźmy, zobaczymy kiedy Seiya zauważy, że nas nie ma – zgodził się Ikki.
- To znaczy, że nie powiemy mu, że idziemy – westchnął z ulgą pomieszaną z wyrzutami sumienia dobroduszny Shun.
Ikki spojrzał na niego.
- Powiem to inaczej, zrobimy mu niespodziankę i zwiniemy się prędzej.
- No! To już brzmi lepiej – uśmiechnął się rycerz Andromedy uspokoiwszy sumienie.
Ikki uśmiechnął się do siebie. Grunt to umieć zapanować nad wściekłym i niepokornym sumieniem brata, a wszystko jest w porządku.
Oboje cicho oddalili się.
- Kim jesteś? – zawołał zdziwiony Seiya ujrzawszy na barierce, jakieś 2 metry od siebie, stojącą kobiecą postać.
- Pegaz – stwierdziła Vedzia porównując okaz ze zdjęcia z żywym odpowiednikiem przewieszającym się przez barierki tuż przed nią. – Wyglądasz gorzej niż na zdjęciu – podsumowała go.
- Do mnie mówisz? I kim jesteś? – Seiya stał i wpatrywał się w Vedzię z otwartą mordą :P
- Z przygłupami nie rozmawiam – stwierdziła Różowa.
Wiedziała, z przeczytanego rysu psychologiczne, że miała do czynienia z najgłupszym z brązowych rycerzy i nie widziała w rozmowie z nim żadnych korzyści.
Vedzia wyjęła z glana biczyk i rozwinęła go. Spojrzała na swoje wściekło-różowe paznokcie i zastanawiając się czy znów któryś złamie, zamierzyła się by walnąć w Seiyę.
Pegaz patrzył na wszystko i nawet nie ruszył się, gdy bicz smagnął go po twarzy, a zaraz za nim uderzył w niego różowy piorun (XD).
- Czyli to by było na tyle – stwierdziła Vedzia, zwinęła biczyk, schowała z powrotem do glana i zgrabnie zeskoczyła z barierki.
Podeszła jeszcze do zwęglonego i śmierdzącego spalenizną ciała.
- Tu nie ma gumowych podłóg... – usłyszała jeszcze ostatnie westchnienie Pegaza.
„Łatwo poszło” – stwierdziła Vedzia idąc dalej.
Otworzyła podręczny notatnik i różowym długopisikiem skreśliła z listy imię Seiya.
„To teraz gdzie podziała się pozostała dwójka?” – spojrzała na podręczny komputerek przymocowany do lewego nadgarstka. Dwa punkciki, różowy i czerwony, podpisane odpowiednio Shun i Ikki szły sobie właśnie po plaży całkiem niedaleko mola.
- Bracie, dlaczego nie kupisz sobie innych spodni? – zapytał ni z gruszki ni z pietruszki Shun.
- A po co? – zgłupiał Ikki.
- Bo wiesz, wyglądasz tak jakoś...
- No jak?!
- No tak XD wiesz...
- Shun, naprawdę nie masz o czym myśleć?
- Ale się o ciebie martwię, od kiedy Esmeralda umarła nie znalazłeś sobie innej kobitki.
Ikki łypnął na brata okiem.
- To, że ty masz swoją piękną, nie znaczy, że każdy musi mieć. Ja będę wierny mojej jedynej.
- Jakie to wzruszające – usłyszeli za sobą kobiecy głos i szybko się odwrócili.
Niecałe 5 metrów za nimi stała ubrana w różowy sweterek, czarną mini, oczojebne, zielone rajstopy i kolorowe glany dziewczyna.
- Panowie to Shun i Ikki, zgadza się? Rycerz Andromedy i Feniksa? – wolała się upewnić Vedzia.
- Tak, owszem. A czego chciałaby pani od nas? – zapytał naiwnie Shun.
Ikki tymczasem przywdział już swoją zbroję (nie pytajcie :P sama do niego przyfrunęła) i stanął w bojowej pozycji.
- Czego chcesz ode mnie i brata?
- O! To jesteście braćmi? – Vedzia wyjęła notesik i zanotowała sobie. Wiedziała, że nie przeczytanie wszystkich dokumentów pociągnie za sobą takie konsekwencje.
- No czego chcesz?! – nie dał się zbić z tropu Ikki.
- Właściwie to mam za zadanie was zabić, tak jak Seiyę – stwierdziła spokojnie, zamykając notesik i chowając do kieszonki różowego sweterka.
- Co?!
- Zabiłaś Seiyę? – zdziwił się Shun, który też w między czasie zdążył przywdziać zbroję Andromedy. – Faktycznie nie czuję jego kosmosu (XD).
- Owszem. Dosyć szybko nawet. Zastanawiam się dlaczego ta misja miała tak wysoki priorytet i kolor – rzuciła okiem na Shuna. – Ej! Ty masz różową zbroję! – wykrzyknęła spostrzegawczo, znów klnąc na braki w przygotowaniu.
- No tak jakby od zawsze...
- Śliczniutka *_* - stwierdziła Vedzia i uwiesiła się na jego szyi.
- Co ty robisz?
- Miziam twoją piękną, różową zbroję.
Ikki patrzył na tę scenkę jak wryty... Co to za wróg ma być?
- Ekhm – odchrząknął, pragnąc zwrócić na siebie uwagę przeciwnika. – Zdaje się, że chciałaś nas zabić.
- Ale bracie, ona zabiła Seiyę – przypomniał Shun, już nawet nie broniąc się przed Vedzią.
- W sumie racja. Wiesz co, nie chcę z tobą walczyć, skoro załatwiłaś Pegaza – stwierdził Feniks.
- I prawidłowo. To ja mam pomysł! – wykrzyknęła Vedzia. – Przejdziecie na stronę Imperium, które reprezentuję i będzie cacy.
- Wiesz, średnio możemy. Musimy bronić Ateny, aż do śmierci – westchnął z niechęcią Ikki.
- Nie jesteś przypadkiem Feniksem? – zapytała podejrzliwie Różowa.
- No tak.
Słysząc odpowiedź, podniosła rękę do góry i wśród błyskawic pojawił się wielki ptak wyglądający jak jedno, wielkie wyładowanie elektryczne.
- Ptaku Gromu przytul go – uśmiechnęła się.
Zwierzak posłusznie przytulił Ikkiego...
- Aaa! Co robisz mojemu bratu – wydarł się Shun ze łzami w oczach, widząc martwe ciało Feniksa na piasku.
- Spoko wodza – uśmiechnęła się Vedzia. – Pytanie co z tobą zrobimy? – zasępiła się.
- Nie próbuj go załatwić tak jak mnie! – usłyszeli znajomy głos i za nimi znów stał Ikki. – Co to w ogóle miało być?
- Umarłeś, tak?
Kiwnął głową.
- No to po kłopocie. Już nie musisz służyć Atenie.
- Wiesz, gdyby to było takie proste – westchnął Feniks. – Już dawno bym to zrobił, ale przez Shuna zawsze musiałem wracać do służby tej kretynki.
Vedzia postukała w klawiaturę swojego podręcznego komputerka i w końcu stwierdziła.
- Z tego co mi napisali, to dysponujesz taką bronią jak Złudzenie Feniksa?
- I co z tego?
- No to zapodaj bratu takie złudzenie, że umarł – uśmiechnęła się promiennie Vedzia.
- I nie będę musiał już służyć Atenie? – zapytał nieśmiało Shun. – Ale to nie ładnie tak, Ikki nie zrobisz mi chyba tego?! – zwrócił się do brata, ale widząc jego wielki, przebiegły uśmiech westchnął tylko – a jednak zrobisz mi to. (-_-)
- Shun, przygotuj się, to nie będzie bolało. Złudzenie Feniksa!
Komentuj (18) 09.03.2006 :: 10:42
10.
Grecja.
Ranek po ataku na świątynię. Wszyscy złoci, oprócz Mu, siedzieli przy wielkim stole w domu Byka.
- Jak zwykle masz genialne pomysły – mruknął Shaka do Shiona. – Wiadomo przecież, że gdyby zrobiono oficjalne zebranie, to większość by nie przyszła.
- I właśnie dlatego wykorzystujemy zdolności kulinarne Aldebarana – uśmiechnął się chytrze Baran.
- Ej! Kiedy wreszcie będzie żarcie? – niecierpliwił się Maska Śmierci.
- Ciszej idioto – Milo rzucił w niego kubkiem, który zatrzymał w locie Shion i postawił z powrotem na stole. – Ludzie tu mają kaca...
- No właśnie – mruknął Aiolia masując sobie czółko.
- Przypominam wam cieniasy, że piłem wczoraj z wami, a nic mi nie jest!
- Może tak na ciebie działa sprzątanie – Milo mimo Kurewskie Abrakadabry Czachy (KAC XD) silił się na żarcik.
- Wiesz jak seksownie wyglądasz z mopem – zakpił Aiolos.
- Przecież spałeś – wściekł się Rak. – Skąd możesz wiedzieć, jak wyglądam z mopem.
- Wyobrażam sobie – wyszczerzył się Strzelec.
- A ja nadal nie pamiętam, jak znalazłem się we własnym łóżku – westchnął Shura.
- Ja cię tam zawlokłem! – wydarł się Saga, wściekły za brak wdzięczności. – Przez ciebie nie złapałem tego intruza.
- O! Czyżbyś też ją widział? – zainteresował się Camus.
- Ją?!
- No tak, bo to była kobieta – dodał Shaka.
- Chciała zabić Atenę – stwierdził Wodnik.
- Ale nie udało jej się... – wszyscy złoci, jak jeden mąż, westchnęli ciężko.
- Była już blisko – odezwał się wreszcie Shion. – Ale udało się nam ją unieszkodliwić.
- A to dzięki temu, że zamroziłem podłogę – pochwalił się Camus i zaraz poczuł na sobie wściekłe spojrzenia pozostałych. – Ej no! Przecież to jest nasz obowiązek nie? Chronić Atenę... Myślicie, że mi z tym lekko?!
- Nikomu nie jest z tym lekko – łagodził sytuację Shion. – Chciałem tylko poinformować was, że z wczoraj na dzisiaj w nocy, miał miejsce atak na świątynię.
- Niestety, zakończył się niepowodzeniem – westchnął Shaka.
- A co się stało z tą kobietą? – zainteresował się Maska Śmierci.
- Zwiała – odpowiedział Shion.
- Jak zwiała? – wszyscy spojrzeli na niego w szoku.
- Tobie zwiała? – dopytywał Milo, zapomniawszy na chwilę o kacu.
- Mnie i Mu – odparł Shion.
- Chyba żartujesz? Przecież, gdy ją zostawiliśmy, była nieprzytomna – zauważył Camus.
- Tak. Wzięliśmy ją z Muu i teleportowaliśmy się do domu Barana, a tam nam zrobiła niezły numer i zwiała.
- Niezła musiała być – stwierdził z podziwem Saga.
- Ale skoro zwiała, istnieje szansa, że zaatakuje jeszcze raz – rozmarzył się Milo. – I wtedy może jej się uda...
- A gdzie jest Mu? – rozejrzał się Saga po zebranych.
- Leczy się – odparł Shion. – Jemu oberwało się bardziej niż mnie.
Maska Śmierci gwizdnął z podziwem.
- Smacznego! – w drzwiach stanął Aldebaran obładowany talerzami z jedzonkiem. – Coś mnie ominęło? – zapytał, gdy wszyscy spojrzeli na niego z politowaniem.
- Powiedz mi – podczas posiłku Shion zwrócił się do siedzącego obok niego Shaki. – Jak to się stało, że razem z Camusem dotarliście przed sypialnię Ateny.
- Masz na myśli to, że najpierw pobiegliśmy w innym kierunku? – westchnął Shaka.
- Właśnie.
- Dlatego, że nas ta mała wyrolowała.
- Po raz drugi?!
- Gadasz jak Muu – spojrzał na Shiona z wyrzutem. – Zamieniła się w pijanego Shurę, a potem na suficie zobaczyliśmy biegnącą postać i ruszyliśmy za nią.
- Nie zauważyliście, że to nie Shura?
- Tak wiem, powinniśmy zauważyć, że nie czuć było jego kosmosu – westchnął Panna. – I zauważyliśmy 2 minuty później, więc zawróciliśmy.
- Oj Shaka – pokręcił głową z niedowierzaniem Shion. – Starzejesz się już chyba...
Komentuj (13) 10.03.2006 :: 15:45
11.
Daleko poza świątynią. Tybet (;P)
Shuu ocknęła się. Długo patrzyła w sufit zanim wszystko tam pod jej kopułką zaskoczyło i znów zaczęło poprawnie działać.
„Zaraz, czy ja nie zemdlałam w świątyni? Tuż przed drzwiami do sypialny Ateny?” – pomyślała zdezorientowana, gdy połączyła ze sobą wszystkie urywki wspomnień.
Usiadła na łóżku i rozejrzała się. Znajdowała się w małym pomieszczeniu, w którym oprócz łóżka stała jeszcze mała szafka i krzesło.
„Kto ma takie zdolności urządzania wnętrz?” – zastanawiała się.
Wstała z łóżka i podeszła do zamkniętych drzwi. Przy każdym jednak ruchu czuła pulsowanie z tyłu głowy. Dotknęła tego miejsca ręką, bolało jak cholera.
Otworzyła drzwi i wyszła z pokoju na, jak się okazała, coś w rodzaju tarasu. Stanęła zdziwiona i zachwycona widokiem jaki ujrzała. Górskie, zaśnieżone szczyty.
Brryy! Otrząsnęła się. Na zewnątrz było potwornie zimno. Gdyby to od niej zależało, wybrałaby sobie misję w takim miejsce, a nie w Grecji, ale na pewno ubrałaby się ciut inaczej.
„Ile czasu minęła?” – pomyślałam przerażona.
Przecież, jeżeli była nieprzytomna więcej niż trzy dni, uznano by ją w centrali za zmarłą. Odruchowo dotknęła lewego nadgarstka, ale nie znalazła na nim, tak jak się spodziewała, podręcznego komputerka.
- O w mordę jeża! – dała ujście swojemu niezadowoleniu z takiego obrotu sprawy.
Znajdowała się na jakimś kompletnym odludziu, pozbawiona komputera, za którego pomocą mogłaby się skontaktować z centralą albo choćby sprawdzić w przybliżeniu swoje położenie. Co tu w ogóle było grane? Dlaczego nie była w świątyni? Lepsze pytanie, dlaczego nadal żyła? Przecież goldom udało się ją unieszkodliwić.
- O! Obudziłaś się – usłyszała głos i odwróciła się.
Zza zakrętu tarasu wyszedł Mu, susząc ręcznikiem mokre włosy. Shuu zatrzęsła się z zimna. Mokre włosy na takim ziąbie?!
- Wejdź lepiej do środka, bo się przeziębisz – zaprosił ją gestem do pokoju, w którym się ocknęła.
- Ani myślę! Gdzie jest mój komputerek? I gdzie ja jestem? Jak długo byłam nieprzytomna? – zapytała lekko zachrypniętym głosem.
- Jak wejdziesz to porozmawiamy spokojnie.
Patrzyła na niego nieufnie i nie ruszyła się z miejsca.
- Właź wreszcie – zdawał się tracić cierpliwość Baran. – To, że żyjesz zawdzięczasz mnie, chyba wykazałem na tyle dobrej woli, żebyś mogła mnie posłuchać.
Shuu nie spuszczając go z oczu weszła do pokoju, Mu za nią. Zamknął drzwi i oparł się o nie plecami.
- Tarasujesz drzwi, żebym przypadkiem nie uciekła?
- Jak masz ochotę to uciekaj, ale nie sądzę, żebyś dotarła daleko w takim stanie.
Shuu musiała Mu (XD) przyznać rację, od samego stania kręciło jej się w głowie, a przerzedzone powietrze utrudniało oddychanie.
- Jesteśmy w moim domku w górach – poinformował ją. – Byłaś nieprzytomna dwa dni. A twój komputerek – uśmiechnął się do siebie i znikł na chwilę, żeby zaraz pojawić się z powrotem z jej sprzętem, rozłożonym na czynniki pierwsze, w ręce. – Masz jeszcze jakieś pytania?
- Tak, właściwie jedno. CZY UMIESZ ZŁOŻYĆ TO Z POWROTEM??!!
- Nie – wyszczerzył się Muu. – Nie specjalnie znam się na komputerach.
- No to po cholerę żeś się do tego dobierał?! Jak mnie uznają za trupa, to nie mam po co wracać do Imperium – oczy Shuu zaszkliły się.
- Ej! Nie rycz mi tu!
- A co mam robić?! – chlipnęła i spojrzała na niego wściekła. – Oddaj mi mój komputerek!!!
- Dobra, dobra, nie panikuj – podał jej to co trzymał w rękach.
- Byłam nieprzytomna dwa dni tak? – chciała się upewnić Shuu.
- No tak.
- To mam jeszcze trochę czasu – powiedziała do siebie, rzuciła wszystko na łóżko i zaczęła przyglądać się każdej części, próbując jakoś to poskładać.
- Masz pojęcie co robisz? – zainteresował się Mu.
- Nie mam zielonego! – warknęła na niego. – Nie masz jakiegoś śrubokrętu?
- Mam, czymś w końcu to rozkręciłem.
- To zrób coś pożytecznego i kopnij się po niego.
Komentuj (11) 10.03.2006 :: 22:41
12.
Centrala.
- Raini wróciła – ta wiadomość powtarzana była od rana w całym sektorze, a pewnie wyszła nawet i poza jego obszar.
- Kyo słyszałeś niusy? – Van Panel zaczepił mistrza Shuu, ledwo ten wysiadł z windy.
Kyo miał niejasne przeczucie, że specjalnie tu na niego czekał.
- Mam gdzieś twoje niusy – stwierdził i poszedł w kierunku swojego stanowiska.
- Wczoraj w nocy wróciła Raini ze swoim ciężko rannym mistrzem – powiedział Van, ciągnąc równocześnie Kyo za jego długie do pasa, białe jak mleko, włosy, związane w gruby warkocz. – To cię, moim zdaniem, powinno zainteresować szczególnie, że to twój przyjaciel.
Mistrz Shuu zamarł w bezruchu.
„Ultar?! Przecież to niemożliwe...” – pomyślał w duchu.
Wysoko w górach.
- Ja pier**** , a było się uczyć informatyki! – wkurzała się Shuu na kabelki.
Mu tymczasem siedział okrakiem na krześle i śmiał się w duchu z poczynań nieznajomej.
- Jeb*** kabelki... na cholerę ich tyle? – Shuu całą siłą woli starała się trzymać swój gniew na uwięzi, bo jeśli dałaby się ponieść to rzuciłaby tym cholerstwem o ścianę i na tym skończyłaby się zabawa.
- A może weź się na sposób i spróbuj po kolei połączyć te kabelki – podpowiedział Mu.
Shuu w odpowiedzi rzuciła w niego śrubokrętem.
- Idź sprawdź czy nie ma cię w świątyni! Lepiej mnie nie denerwuj – spojrzała na niego z pode łba, a wokół niej znów zaczęły tańczyć ogniki.
- Już sobie idę – Mu dla świętego spokoju teleportował się do pokoju obok.
Shuu od użycia iluzji zaczęła jeszcze bardziej głowa boleć. Odłożyła wszystko na chwilę i ogarnęła wzrokiem te wszystkie malutkie metalowe części i kabelki. Czuła się bezradna.
„Pieprzona technika!” – zaklęła i po chwili wróciła do „zabawy”.
Centrala.
„Ultar? Ranny? Ten Ultar, który swego czasu podpieprzył mi stanowisko? Nie mogę w to uwierzyć!” – Kyo nie potrafił pogodzić się z tym co usłyszał od Vana.
Nie tak znowu dawno temu, spotkali się w podstawówce i na powitanie pobili. Do szkoły średniej, też tak jakoś się złożyło, że trafili razem. A w końcu zostali zwerbowani do Imperium. Ultar zawsze był od niego zdolniejszy. Siedział i nic nie robił, a zawsze miał lepsze wyniki od Kyo. Mimo to połączyła ich przyjaźń... ile to razy...
- Kyo! – Van przerwał mu wspomnienia. – Obudź się Kyo! – pstryknął mu przed nosem palcami. – Ej śpiąca królewno!
- Nie śpię idioto – złapał go za nadgarstek i wykręcił rękę. – Czego?
- Dlaczego ty jesteś dla mnie taki niemiły? – zapytał z denerwującym akcentem Van rozcierając nadgarstek. – Ja się o ciebie martwię, chciałem się zapytać jak się czujesz ,a ty mi krzywdę robisz.
- Jakbyś się nie pchał, gdzie cię nie chcą, to by ci się krzywda nie działa – burknął Kyo.
Wysoko w górach.
- O w mordę! – wyraziła pełne zdziwienie Shuu, gdy nagle komputer do niej przemówił.
Chociaż może nie tyle przemówił. Ekran nadal nie działał, ale zamrugały do niej wesoło światełka i usłyszała szumy dobiegające z małego (niegdyś wbudowanego w komputerek) głośniczka. Pozostaje modlić się, że dobrze wprowadzi kody na klawiaturze... na ślepo...
Centrala.
- Ej mała skocz mi po kawę – zawołał do zgrabnej blondyny Johny znad klawiatur. Grał właśnie w jakąś kolejną nawalankę i nawet nie usłyszał, że blondyna kazała mu się „walić”.
Nagle ni z tego, ni z owego, na ekranie wyskoczył napis:
„Hasło: Najlepiej zabawisz się z Ateną w Grecji: S.O.S. – Iluzoryczna Shuu wzywa mistrza Kyo.”
Johny zgłupiał. Jego komputer zwariował albo...
- O kurdę nawiedziło mi komputer!!!!!! Aaaaa! Duchy!!!!! – darł się.
Nikt specjalnie nie zwracał na niego uwagi. Właściwie to na niego nigdy nikt nie zwracał uwagi...
„Tak kretynie! Jestem duchem Iluzorycznej Shuu, teraz masz mi sprowadzić do komputera Kyo! Albo nigdy więcej nie zagrasz w żadną grę!!!”
Johny pognał szukać Kyo w podskokach.
Wysoko w górach.
„To trzeba mieć cholernego pecha. To trzeba mieć więcej niż pecha, to po prostu trzeba być mną” – wkurzała się w myślach Shuu. – „Ze wszystkich ludzi w całym Imperium, dlaczego akurat Johny?!”
Jej rozmyślania przerwał głos Kyo:
„No i po cholerę mnie tu sprowadziłeś? Odpieprzyło ci? Jaki duch?”
Shuu szybko zaczęła stukać w klawiaturę.
Centrala.
Na ekranie pojawił się napis:
„Mistrzu, to ja Shuu. Żyję, ale nie wiem, gdzie jestem. W jakiś górach.” – po chwili przerwy dopisano – „w niewoli u złotych!”
- Shuu – kompletnie zszokowany Kyo nie wiedział co zrobić, czyli jednak żyła? – Słyszysz mnie?
„Tak” – pojawił się znów napis.
- Skąd mam wiedzieć, że to naprawdę ty? – ochłonął Kyo i podszedł do sprawy bardziej podejrzliwie.
„Bo to jestem ja do cholery. Sprawdź przekaz, będzie z mojego komputera. Trochę się... zepsuł i nie do końca działa.”
- Jakoś mnie to nie przekonuje – rzucił Kyo, ale szybko sprawdził i faktycznie okazało się, że wiadomości nadawane są z komputera Shuu. – Komputer mógł być przejęty przez wroga. Przekonaj mnie!
„Bateria mi się zaraz wyładuje! Kyo nie dałeś mi zdawać drugiego fakultetu, żeby uczeń nie przerósł mistrza, przyznaj się siwa cholero! Niech to wreszcie usłyszę!”
- Shuu, jak miło, że żyjesz – uśmiechnął się siwo-włosy, całkowicie już przekonany, co do tożsamości nadawcy. – Ale za tę siwą cholerę oberwiesz jak wrócisz!
„O ile wrócę... co ja mam robić?”
- Hm – pomyślał chwilę Kyo. – Wybadaj zamiary goldów co do ciebie i postaraj się połączyć z mną za jakieś dwanaście lub dwadzieścia cztery godziny. Nie możemy na razie nic więcej zdziałać.
„Wielkie dzięki mistrzu, cholernie mi pomogłeś. A właśnie! Zgłoś, że już nie jestem zaginiona!”
- Shuu – zasępił się Kyo. – Ciebie już uznali za martwą...
Wysoko w górach.
- Wow! – tuż koło niej stanął Mu. – A jednak udało ci się to naprawić – stwierdził z podziwem w głosie, po czym wyrwał jeden z kabelków.
Komentuj (18) 11.03.2006 :: 21:25
13.
Centrala.
Raini nie zdziwiło, że została wezwana przed wirtualne oblicze jego hybrydowatości, Imperatora Fenia. Zszokowało ją natomiast to, że awansowała. Oficjalnie dostała piąty frędzelek i tym samym wyszła spod opieki swojego mistrza Ultara. Prawdę powiedziawszy czuła się z tego powodu zadowolona.
„Wreszcie Ultar nie będzie mi zrzędzić nad głową” – ucieszyła się. - „Koniec z bezkarnym wykorzystywaniem Raini! Teraz to Raini pokaże na co ją stać!”
Szła właśnie za jednym z tych milczących wykonawców woli Imperatora. Ku jej zdziwieniu, doprowadził ją do niegdysiejszej siedziby jej mistrza.
- Pewny jesteś, że teraz ja mam tu urzędować? – zapytała tego, który ją przyprowadził zdezorientowana, a on w odpowiedzi skinął głową i odszedł.
Kyo wrócił właśnie ze skrzydła szpitalnego przybity. Ultar zapadł w śpiączkę, a lekarze nie dają mu wielkich szans wyjście z tego stanu.
- Kyo słyszałeś? – zaczepiła go jedna blondyna. – Raini awansowała i zajęła stanowisko Ultara.
- Żartujesz chyba? Już go pochowali?!
- Sam zobacz. Zdążyła się nawet urządzić po swojemu.
Kyo niezwłocznie udał się tam, gdzie niegdyś odwiedzał przyjaciela. Faktycznie, okazało się, że za biurkiem Ultara króluje już Zerojedynkowa Raini. Zawsze ubrana była w czarny, skórzany, rozpinany płaszcz, długi aż do kostek, skórzane spodnie i oczywiście glany, dla odmiany białe, ciemne włosy, miała zaplecione w dość długi warkocz.
Już z daleka Kyo zauważył, że ma unieruchomioną w gipsie lewą rękę, to znaczyło, że nie wyszła z tej misji znowuż tak bez uszczerbku na zdrowiu.
Zatrzymał się w pół drogi do niej. Po co właściwie tu przyszedł? Co mógłby jej powiedzieć? Przecież nie ponosiła winy za nieostrożność swojego mistrza. Kyo rozejrzał się naokoło. Wszyscy prowadzili przyciszone rozmowy, zezując od czasu do czasu na Raini.
„Oj, nie będzie jej łatwo zacząć tu pracę” – pomyślał współczująco i odszedł w swoją stronę.
- To są materiały, które musisz sprawdzić i w razie konieczności skorygować – rzucił jej na biurko kartonowe pudło z płytkami i dyskietkami jeden z informatyków.
- A to nie jest wasz obowiązek? – zapytała Raini.
- My to piszemy. Od tego jesteś nad nami, żeby sprawdzać czy dobrze piszemy – uśmiechnął się złośliwie. – Myślisz, że jak wskoczyłaś na miejsce Ultara to teraz będziesz się obijać? Przykro mi, ale przejęłaś również jego obowiązki – rzucił i poszedł w swoją stronę.
Raini cały dzień czuła na sobie oczy chyba wszystkich, pracujących w tym sektorze. Patrzyli na każdy jej ruch.
„Czy im odbiło?” – zastanawiała się. – „Myślą, że własnoręcznie tak mojego mistrza urządziłam, żeby przejąć jego stanowisko?”
Wiedziała, że wszyscy wkoło znali jej niechęć do Ultara, ale nawet przez myśl by jej nie przeszło, żeby go zabić.
Westchnęła nad swoim losem i zabrała się za sprawdzanie tego co jej przyniesiono. Tak jak przeczuwała, błędów znalazła co niemiara.
„Nie ma to jak ludzka złośliwość” – pomyślała. – „Ale niech nie myślą, że jestem taki kozioł ofiarny.”
Wrodzona mściwość podpowiedziała jej, w jaki sposób najlepiej może się zemścić na niegodziwcach, którym tak podoba się utrudnianie czyjegoś życia. Całe szczęście, że na wszystkich dyskietkach i płytach było zaznaczone czyje to dzieło. Tym, którzy zrobili błędy Raini wysłała przez sieć specjalnie stworzonego wirusa, który miał zniszczyć wszystko co stworzyli przez ostatnie dwa tygodnie. Nie nazywano jej Zerojedynkową bez powodu, komputery nie miały dla niej tajemnic. Oczyma wyobraźni już widziała ich miny następnego dnia, kiedy to jej dzieło przystąpi do akcji. Usunęła jeszcze tylko wszelkie informacje o tym, skąd został ów wirus przesłany i już chciała opuścić miejsce pracy, gdy zauważyła coś ciekawego. Połączenie komputera Iluzorycznej Shuu z centralą...
„Ale zaraz, czy ona nie została uznana za martwą?” – zastanowiła się Raini i postanowiła podzielić się tymi informacjami z mistrzem Kyo.
- Jakie połączenie, co ty opowiadasz?
- Połączenie jeszcze z dzisiaj. Zdaje się, że z komputerem Johnego. Słyszałam, że biegał dzisiaj cały dzień i wydzierał się, że mu nawiedziło komputer. Coś w tym chyba musi być – Raini tak łatwo nie dała się zbyć.
- Dobra, masz rację. Shuu połączyła się z centralą – skapitulował Kyo. – Ale przekaz został przerwany. Zdołałem jedynie stwierdzić, że jest gdzieś w Azji.
- No to dość obszerny teren – uśmiechnęła się złośliwie Raini. – Ale nie wysłałeś żadnej grupy poszukiwawczej? Przecież wiesz, że na lewo, ze swoimi znajomościami, nie miałbyś problemów.
- Co ciebie to tak interesuje?! – zirytował się Kyo. – Jakoś specjalnie nie przyjaźniłaś się z Shuu.
- Interesuje mnie co ty znowu kombinujesz – uśmiechnęła się przebiegle. – Znalazłam informację, że razem z Shuu zniknął konkordat Ateny z Hadesem. W celach misji zdaje się nie było o tym mowy...
- Dobra, czego chcesz, żeby nie wtrącać się?
- Chcę wiedzieć co planujesz w szczegółach.
- I oczekujesz, że wszystko ci wyśpiewam, jak na spowiedzi? A ty później pójdziesz na mnie donieść?
- Nie musisz obawiać się, że doniosę, jeżeli będziesz ładnie i czysto śpiewał, ale jeśli tylko się zorientuję, że fałszujesz... – zawiesiła głos Raini. – W każdym razie, jeżeli będzie to dość interesujące, możesz nawet liczyć na moją pomoc.
- Coś ty taka pomocnicza się zrobiła? – zdziwił się szczerze Kyo.
- Ultar nie raz mówił, że pomysły miewasz czasami szalone, ale bardzo interesujące – uśmiechnęła się Zerojedynkowa słodko. – To jak będzie? Śpiewasz?
- Skoro nie mam innego wyjścia – odpowiedział Kyo.
Komentuj (8) 12.03.2006 :: 11:43
14.
Tybet.
- No i co zrobiłeś najlepszego?! – wściekała się Shuu.
- O ile się nie mylę, zerwałem połączenie – odparł Mu spokojnie.
- Oddaj mi ten kabelek!
- Nie.
- Oddawaj mówię...
- A jak nie oddam, to znowu będziesz bawić się iluzjami? Wybacz, ale szczerze wątpię, żeby miało to na mnie jeszcze raz zadziałać.
- Po co ci ten kabelek, oddawaj!!!
- Bez niego chyba już się nie połączysz z nikim, prawda? – uśmiechnął się złośliwie.
Shuu ściskała pięści w bezradnym gniewie. Wstała z łóżka, na którym cały czas siedziała i podeszła do drzwi.
- A ty dokąd?
- Wychodzę!
- W okolicy nie ma żadnych sklepów komputerowych – stwierdził Mu. – Ale jak chcesz to idź. Przecież ja cię tu siłą nie trzymam.
- Wypchaj się! – rzuciła Shuu i trzasnęła drzwiami.
- Prędzej czy później i tak wrócisz – uśmiechnął się do siebie Baran.
Na pewno minęło już więcej niż dwanaście godzin. Zmrok zapadł jakiś czas temu i z każdą chwilą robiło się coraz zimniej.
„Mogłam chociaż podwędzić jakąś kurteczkę.” – wyrzucała sobie, trzęsąca się z zimna Shuu.
Nie miała zielonego pojęcia dokąd szła. Czuła się potwornie zmęczona, a ból z tyłu głowy nasilał się z każdym krokiem.
„Głupi pomysł... to był bardzo głupi pomysł...”.
Nagle w oddali zamajaczył Shuu jakby płomyczek ognia, bez namysłu pognała w tym kierunku, idąc za prostym równaniem matematycznym ogień = ciepełko.
- I tak po prostu ją puściłeś? – Shion nie bardzo mógł pojąć zachowanie byłego ucznia. – Ale teraz może gdzieś się błąkać. Noc zapadła, zimno jest... Mu litości nie masz?
- Jakby chciała to by wróciła – wzruszył ramionami nie przerywając czytania książki.
- A może jej się coś stało, spadła ze skały, nogę złamała i choćby chciała nie może wrócić.
- Dlaczego się tak przejmujesz? Przecież jej nie znasz nawet.
- Ale o ile mnie pamięć nie myli, miała być naszym ewentualnym kozłem ofiarnym – stwierdził i znikł.
Mu wiedział, że Shion będzie teraz szukać nieznajomej.
Shuu dobiegła do źródła nikłego światła. Jakież było jej zdziwienie, gdy okazało się, że wokół ogniska siedzą sobie niedźwiedzie i świstaki.
„Zaraz zaraz, czy w Tybecie, żyją świstaki?” – zaczęła się zastanawiać.
Ogień jednak przyciągał ją do siebie, więc powoli podeszła jeszcze bliżej.
- Ej! Patrzcie, ktoś tu jest!
- Módlcie, żeby to nie był ktoś od przepisów BHP, bo jak nam się dobiorą do dupy...
- Ja nie chcę myśleć o tym, jak nam się dobierze Mu do du...
- Znacie Mu? – Shuu bardziej była zaskoczona z tego powodu, niż z tego, że zwierzęta najnormalniej w świecie ze sobą gadały.
- No tak, - odpowiedział podejrzliwie jeden świstak. – To nasz pracodawca.
- A ty coś za jedna? – zapytał podejrzliwie największy misiek.
- Jestem jego znajomą, wyszłam sobie na spacer...
- Zgubiłaś się? To trzeba było tak od razu – zaprosił ją do ogniska ruchem łapy świstak. – Chcesz wrócić do jego domu, tam na górze pewnie. Mamy tutaj taki tunel, który prowadzi wprost do jego piwnicy. Dojdziesz szybciej i bezpieczniej niż normalną drogą. Zenek! – wydarł się.
Ze sporej rozmiarów nory wyskoczył po chwili młody świstak.
- Weź panią i odprowadź do piwnicy – rozkazał.
Zenek ukłonił się uprzejmie:
- Proszę za mną panienko.
Shuu trochę zdezorientowana poszła za młodym świstakiem. Weszła do nory, którą o dziwo oświetlały pochodnie, przymocowane do ścian. W środku było przyjemnie ciepło.
„A ja myślałam, że u nas w centrali pracują dziwne stwory” – pomyślała.
- Panienko – zwrócił się do niej Zenek. – Gdyby panienka była tak uprzejma i nie wspominała Mu, że robimy sobie w nocy przerwy, bylibyśmy dozgonnie wdzięczni.
- Nic nie powiem – zapewniła Shuu.
Tunel faktycznie musiał być dużym skrótem. Po wcale nie takim długim czasie przejście zaczęło się rozszerzać, a na końcu widać było jasne, ostre światło, najprawdopodobniej sztuczne.
W końcu, gdy wyszła z tunelu jej oczom ukazało się ogromne pomieszczenie oświetlone wielkimi lampami. Oniemiała, kiedy zorientowała się, że właśnie znalazła się w miejscu wytwórni czekolady.
- Zenek powiedz – zwróciła się młodego świstaka. – Mu bawi się w producenta czekolady?
- Tak, ale po cichu. Nikt o tym nie wie, że dorabia po godzinach – odpowiedział. – Może panienka chce spróbować naszych wyrobów?
- A pewnie! – Shuu nie dała się prosić dwa razy.
- No to zapraszam – Zenek zaprowadził ją w miejsce, gdzie świstaki ładowały specjały w kolorowe opakowania.
- A świstak siedzi i zawija je w te sreberka – mruknęła do siebie Shuu.
Komentuj (16) 12.03.2006 :: 20:18
15.
Tybet.
- Nigdzie jej nie ma – Shion pojawił się po kilku godzinach z powrotem.
Mu odłożył książkę i spojrzał na mistrza z kamienną twarzą.
- No co tak patrzysz? Nigdzie jej nie ma. Znikła! Rozwiała się w powietrzu tym razem naprawdę! I wszystko przez ciebie!
Mu nadal milczał.
- No powiedziałbyś coś. Przez ciebie genialny plan rozwiał się jak mgła.
- Po pierwsze to był mój plan.
- Nie ważne!
- Po drugie – nie dał się zbić z tropu Mu – kiedy jej szukałeś przypomniało mi się, że mówiłeś, że ten konkordat z Hadesem schowała do medalionu...
- A medalionu jej oczywiście nie odebrałeś – przerwał Shion.
- Nie.
- No... czyli to by było na tyle jeśli chodzi o nasz plan.
- Chodźmy do pokoju obok – to mówiąc przeteleportował się za ścianę.
Shion poszedł za jego przykładem. Gdy pojawił się w pokoju obok zobaczył Mu stojącego nad łóżkiem, w którym... spała sobie spokojnie nieznajoma!
Mu patrzył na mistrza z lekko drwiąco uśmieszkiem.
Centrala.
Ledwo Kyo wrócił do głównego halu, po dość ciężkiej nocce, udał się do Raini.
- I jak? – zapytał z nadzieją.
- Nic – odpowiedziała Raini popijając herbatkę.
- Jak to nic?
- No nic! Nie było żadnego połączenia z komputera Shuu, ani nawet żadnego innego nieznanego komputera. Śledziłam wszystkie przekazy, nie przeoczyłabym od twojej podopiecznej.
- O cholera nie jest wesoło. Już ponad dwadzieścia cztery godziny minęły od ostatniego połączenia, a mówiłem, żeby zgłosiła... – Kyo zaczynał się niepokoić o Shuu.
- Wiesz, mogło się stać wszystko, od wyczerpania się baterii, po... – Raini nie dokończyła.
Kyo westchnął. Czuł się winny. Fakt, że Shuu uznano za martwą, nie byłby aż taki straszny, gdyby od razu wysłał ekipę na poszukiwania, a potem pogrzebał w aktach, dał w łapę komu trzeba i okazałoby się, że to zwykły błąd... Ale tak nie zrobił... Miał nadzieję, że Shuu mogłaby choć przez chwilę działać jako wtyczka u złotych rycerzy, chyba się pomylił.
- Raini! Zostało ci przydzielone nowe zadanie – nagle przy biurku Zerojedynkowej pojawił się Van Panel.
- Jeszcze jedno? – westchnęła Raini. – Czy oni tam na górze nie mają za dużo wolnego czasu?
- Doszli jak widać do wniosku, że najbardziej się nadajesz do tego zadania – odparł Van. – Kyo! Jak miło cię widzieć!
- Nawet do mnie nie podchodź – Kyo odskoczył od zbliżające się do niego mistrza Vedzi.
- No więc? Co to za zadanie?
- Otóż moja droga, będziesz prowadzić kurs komputerowy – oznajmiła radośnie Majris, zlatując swoim zwyczajem z sufitu.
- SŁUCHAM!? – Raini nabrała koloru buraczków. – Kurs komputerowy? Kogoś chyba pogięło!!!
- Będziesz jeszcze bardziej zachwycona, jak ci przedstawimy twoich nowych uczniów – dodał Van i machnął ręką.
Na to wezwanie podeszła do stanowiska Raini Vedzia, prowadząc ze sobą Shuna i Ikkiego.
- Ja mam nauczyć obsługi komputerów brązowych?! Kpicie? Czy oni przypadkiem nie mięli zginąć?
- Teoretycznie – przytaknął Van.
- Ale pozyskałam ich ku chwale Imperium – uśmiechnęła się, dumna z siebie Różowa.
- To jeszcze nie koniec – pocieszyła Raini Majris. – Silka kochanie, chodźcie na dół.
I z sufitu spłynęła na podłogę Krwawa razem z Shiryu i Hyogą, oboje ubrani w czarne ciuszki i długie płaszczyki.
Raini oniemiała.
- Raz, dwa, trzy, cztery – policzyła głośno. – Tylko Seiyi brakuje. TYLKO MI NIE MÓWCIE, ŻE JEGO TEŻ MAM UCZYĆ?! – przeraziła się nie na żarty.
- Na całe szczęście nie – odparła Majris.
- Vedzia go załatwiła – uśmiechnęła się Silka.
- Dzięki ci Światłości!
- Powinnaś raczej mówić dzięki ci Vedziu – uśmiechnęła się „skromnie” Różowa.
Kyo w tym czasie niepostrzeżenie opuścił wesołe towarzystwo. Coraz bardziej obawiał się, że jego plany dostaną w łeb. Shuu już nawaliła, jeśli jeszcze coś nie pójdzie po jego myśli, to może zostać zdemaskowany...
Tybet.
- Gdzie ją znalazłeś?
- Zupełnie przez przypadek.
- Gdzie się pytam, nie jak.
- W piwnicy. Nażarła się czekolady, skuliła w kącie i zasnęła.
- W piwnicy? Czyżby odkryła twoje lewe źródło dochodu? Oj, nie dobrze.
- Mistrzu, od twoich czasów trochę się zmieniło. Teraz każdy z nas ma jakieś lewe interesy – oświecił Shiona Mu.
- Fakt, już trochę czasu minęło od kiedy byłem wielkim mistrzem.
- Za czasów Sagi można było zarabiać jak się chciało, byle po cichu.
- Rozpieszczał was – stwierdził Shion. – Ale z tego co wiem, nigdy nie było tak źle jak teraz!
- Niestety... Atena zmniejszyła nam minimum socjalne! Wiesz dobrze, że nigdy nie zarabialiśmy dużo, a w końcu życie kosztuje – westchnął Mu.
I tak dwa Barany (XD) przeszły na tematy bardziej ekonomiczne i oddaliły się z pokoju, w którym spała Shuu.
Komentuj (14) 13.03.2006 :: 11:23
16.
Tybet.
Shuu obudziła się w doskonałym humorze. Nie przeszkadzało jej nawet, że znów była w tym pokoju, z którego uciekła poprzedniego dnia. Cóż na to poradzić?
Komputerek rozwalony na dobre, z centralą już raczej się nie połączy. Mu przetrzymywał ją w niewoli, choć jeśli dobrze pamiętała, wczoraj powiedział, że nie trzyma jej tu siłą. Nie można się przecież załamywać, świat się nie skończył... W piwnicy są tony czekolady! :D
Poleżała jeszcze chwilę i wpatrywała się w sufit, nie przypomniawszy sobie jednak, jak znalazła się znów w tym łóżku, machnęła na to ręką i wstała.
Ledwo stanęła na podłodze, drzwi otworzyły się i do środka wszedł Mu.
- A dzień dobry – uśmiechnął się do niej.
- Dobry – odpowiedziała niepewnie. – Czemu masz zabandażowane dłonie? – zainteresowała się nagle, gdy zauważyła bandaże.
- No właśnie, o tym chciałem z tobą porozmawiać – popchnął ją tak, że z powrotem usiadła na łóżku, a sobie przysunął krzesło i usiadł naprzeciwko. – I nie tylko o tym.
Centrala.
Kyo zachodził w głowę, po co i on został wezwany przed wirtualne oblicze jego hybrydowatości. Przecież, jego uczennica oficjalnie zginęła, nie powinien mieć już z tym nic do czynienia.
Jechali właśnie windą, wszyscy wezwani, cała wataha.
Majris w kolejnej, uroczej kreacji. Tym razem prezentowała się w granatowej sukni z trenem, ozdobionej ślicznymi, wzorkami, wyszywanymi małymi diamencikami.
Krwawa Silene w czerwonym gorsecie wiązanym z tyłu i czarnej spódnicy do kostek, ozdobionej cienkimi, krwistymi paseczkami, które z daleka układały się w piękne ornamenty.
Van Panel jak zwykle z nastroszonymi, blond włosami, ubrany w obcisłe, białe spodnie i różowy sweterek oraz różowe glany (XD wyobraźnia mnie boli – dop. autorki).
Różowa Vedzia w swoim stałym uniformie (XD), jedynie dzisiaj dla odmiany włożyła białą mini. Kyo zastanawiał się czasem, czy ta dwójka ma całą szafę zapełnioną różowymi sweterkami...
Razem z nimi wezwana została Zerojedynkowa Raini, jak zwykle w swoim matrixowym wdzianku (:D).
- Wezwałem was tu – grzmiał Imperator Feniu do swoim podwładnych, gdy ci wreszcie dotarli – po to, żeby przedstawić waszą nową, wspólną misję. Dlaczego chcę was z nią zapoznać osobiście, pewnie się teraz zastanawiacie – słusznie zauważył jego hybrydowatość. – Otóż, chcę żebyście wiedzieli, że jest to zadanie szalenie ważne. Na którym zależy nie tylko nam, ale również Hadesowi. Jak wiecie dysponuję całym pakietem umów z nim, jedna mówi również o pomocy w razie prośby. Hades zwrócił się do mnie ostatnio, żebyśmy odnaleźli zaginiony konkordat, który podpisał na okaziciela (docelowa dla Ateny), a który zniknął ze świątyni w Atenach. Głównym celem boga podziemi jest to, aby nie wpadł przypadkiem z powrotem w ręce tej kretynki. Poza tym, jest jeszcze druga sprawa, której nie udało się załatwić twojej uczennicy – tu Imperator zwrócił się do Kyo. – Ateny trzeba się pozbyć. Po pierwsze dlatego, że wchodzi naszej organizacji zbyt często w paradę, a po drugie dlatego, że niektórzy bogowie ogłosili całkiem przyjemne nagrody, za jej głowę – uśmiechnął się do siebie, myśląc o łupach jakie może dostać za ukatrupienie Ateny. – Ten lub ta z was, który (która) własnoręcznie zlikwiduje cel dostanie jednorazowo dziesięciokrotność pensji oraz podwyżkę, także jest o co się starać drodzy państwo – zakończył Imperator i rozłączył się.
Cała szóstka po wyjściu z sali dostała od milczących wykonawców woli Jedynie-panującego płyty DVD z informacjami i konkretnymi zadaniami.
- Na proszę państwa, widzę, że czeka nas wyprawa do Grecji – zauważył radośnie Van. – Vedziu, musimy zrobić zakupy! – zawołał uradowany i pociągnął ze sobą uczennicę w kierunku wyjścia. – Koniecznie trzeba kupić kremiki.
Tybet.
- Tłumaczę ci po raz trzeci, że nie jesteś wstanie zdjąć z szyi medaliony bez mojej zgody.
- No to rozumiem, tylko nie rozumiem dlaczego?
- Bo to jest medalion z klątwą – westchnęła zmęczona tłumaczeniem Shuu.
- A kto go obłożył klątwą?
- NIKT! To jest medalion z klątwą, są medaliony bez klątwy ten jest akurat z klątwą. Tak jak są zegary z kukułką i są też zegary bez kukułki. Kupujesz sobie medalion z klątwą i masz, tak w pakiecie, rozumiesz?
- No dobra, ale nie mogłaś sobie kupić bez klątwy?
- Pewnie, że mogłam, ale jak widzisz, z klątwą jest bardziej przydatny – uśmiechnęła się Shuu złośliwie, rzucając okiem na zabandażowane dłonie Mu. – Nie radziłabym ci już więcej próbować.
- Nie mam zamiaru, ale konkordat potrzebuję! – upierał się Baran.
- A to nie lepiej, że ja go trzymam? U mnie bezpieczniej. Zresztą nie licz na to, że ci go zwrócę. Zaraz poleciałbyś go oddać Atenie.
- Na głowę upadłaś?! Choć właściwie, ostatnio uderzyłaś nią dość porządnie w ścianę i ci zaszkodziło. Za kogo mnie masz, żebym jej oddawał konkordat?
- Za rycerza Ateny? – zwątpiła Shuu.
- No to się zgadza, ale chyba nie do końca rozumiesz jaki stosunek do nasze „ukochanej bogini” mamy my – złoci rycerze – stwierdził Mu i dobrodusznie opowiedział jej jaką to „miłością” darzą goldzi swoją Atenę.
Komentuj (9) 13.03.2006 :: 15:30
17.
Dwa dni później. Tybet.
Shion, który już nie był zobowiązany do powrotu do Hadesu, przesiedział ten czas w Atenach w zastępstwie Mu, który oficjalnie wracał do zdrowia. Wreszcie znudzony tym wszystkim, postanowił zajrzeć do byłego ucznia i owej nieznajomej. To co zastał, zszokowało go. Jego uczeń, taki spokojny i poważny...
- Wracaj tu z moją czekoladą! – Mu ganiał po domu za Shuu.
- Zapomnij! – nie dawała się złapać.
Kiedy tylko Mu używał teleportacji, ona robiła kilkanaście swoich iluzorycznych kopii, a sama chowała się.
- To nie fair – wściekał się gold, łapiąc kolejną postać, która znikała mu w rękach.
- A to, że ty się ciągle teleportujesz to jest fair? – wylazała z jakiejś szafy Shuu wsuwając ostatni rządek czekolady.
- To już taki odruch nabyty. Czyś ty już zeżarła, to wszystko co ukradłaś z piwnicy? – nie mógł uwierzyć własnym oczom Mu.
- No ba :D a na co mam czekać, aż mnie dorwiesz i zabierzesz?
- Mu co tu się dzieje? – zdołał wreszcie wydusić z siebie zdezorientowany Shion, stojąc nadal na zewnątrz i obserwując ich gonitwy po pokojach i tarasach.
Shuu skonsumowała ostatnią kosteczkę, oblizała rączki i wytarła je w bluzkę stojącego obok Barana, po czym przeskoczyła przez balustradę i wylądowała obok Shiona.
- Siemka! Zdaje się, że jeszcze nie miałam przyjemności się przedstawić. Shuu, Iluzoryczna Shuu, miło mi – i wyciągnęła rękę na przywitanie.
- Shion – uścisnął wyciągniętą dłoń, coraz bardziej nie mogący się pozbierać dawny wielki mistrz.
- Shuuuuuuuuuuuuuuuu! – dał się nagle słyszeć głos z piwnicy. – Zenek skończył naprawiać!
- Już idę – wydarła się Iluzoryczna, dygnęła przed Shionem i pognała z powrotem do domu.
- Powiesz mi co tu się dzieje? – zapytał ucznia, gdy ten teleportował się obok niego.
- Nażarła się za dużo czekolady i jej odbiło – westchnął ciężko Mu. – Mam tego powoli dość.
- Chyba ci się nie dziwię – klepnął go w plecy mistrz.
- Nie mógłbym wrócić do Aten?
- A co z nią, jak jej tam...
- Z Shuu?
- No właśnie.
- Jak to co. Teraz ty mógłbyś robić za opiekunkę.
- O nie! Zapomnij! Po tym co dzisiaj widziałem, nie mam zamiaru dać się wkopać. Zresztą to był twój pomysł z zostawieniem jej przy życiu.
Mu westchnął.
Nagle tuż koło nich przeleciał kabel. Spojrzeli do góry i na dachu zobaczyli Shuu z jakimś świstakiem.
- Tak długi kabel starczy? – darła się z góry Iluzoryczna.
- Starczy – odkrzyknęły dwa świstaki, które pojawiły się tuż obok dwóch Baranów.
- No Zenuś, przymocuj teraz to, tylko mocno! – wydała polecenie i zjechała po naprężonym kablu tuż obok Mu.
- Co wy znowu kombinujecie? – zapytał podejrzliwie właściciel posesji.
- Satelitę instalujemy – uśmiechnęła się Shuu i znów poleciała do domu.
- Satelitę?! – Shion znów był w szoku.
- Nic mi nie mów – westchnął znów Mu. – Od kiedy założyła tutaj ten jej szalony związek zawodowy, można oszaleć... jakieś prawa pracowników... No nie znowu mi pobrudziła bluzkę – dopiero teraz zauważył czekoladowe ślady.
Shion został sam przed domem. Mu teleportował się do swojego pokoju, żeby przebrać bluzkę.
Wieczorem.
- Jutro wracamy do Aten?! – zdziwiła się Shuu.
Wcale nie była z tego powodu zadowolona, właśnie zaczynała się tu aklimatyzować i powoli przyzwyczajała się do powietrza.
- Tak. Atenie nie bardzo odpowiada, że jako złoty rycerz nie siedzę w swoim domu, broniąc jej, tylko się gdzieś szlajam.
- Ale według oficjalnej wersji dopiero zdrowiejesz!
Mu wzruszył ramionami.
- Ot, cała nasza bogini.
- Głupia chabeta -_-‘ – podsumowała Shuu.
- No to na jaki kolor chcesz pofarbować włoski – uśmiechnął się wrednie Mu. – Może różowy?!
- Nieeeeeeeeee!!!!!!!!!!!
Następnego dnia.
- Co to jest??????!!!!! – wydarła się Shuu, ledwo wstała z łóżka.
Mu już był w jej pokoju. To co zobaczył sprawiło, że nie mógł się powstrzymać i zaczął się po prostu śmiać.
- A mówiłem, żebyś już z tymi włosami nic nie robiła. W nocy to inaczej wygląda – wydusił wreszcie z siebie.
- Bardzo śmieszne. To jest beznadziejne. Z jednej strony pomarańczowe, z drugiej fioletowe.
- Dobrze, że się z tyłu nie widzisz.
Shuu podniosła do góry włosy, tak żeby w lustrze zobaczyć te z tyłu.
- No świetnie i zielone końcówki. Wyglądam jak nieudany eksperyment – westchnęła Shuu zrezygnowana. – Nigdzie nie idę – usiadła na łóżku naburmuszona.
- Ale musimy! – podszedł do niej Mu przerażony wizją jeszcze jednego, równie szalonego dnia tutaj. – Zresztą mnie się tam podoba – stwierdził i poszmyrał ja po włosach.
Komentuj (9) 14.03.2006 :: 11:55
18.
Grecja.
Shuu stanęła przed domem Barana z mieszanymi uczuciami. Kiedy ostatni raz tu się pojawiła, złotych miała ominąć szerokim łukiem... no w każdym razie w planach. A teraz? Eh...
Wedle wspólnie ułożonego scenariusza, Shuu była jakąś daleką kuzynką Mu, którą przez przypadek znalazł Shion już jakiś czas temu, ale dotychczas mieszkała w górach. Ostatnio dbała o to, żeby kuzyn wrócił do zdrowia i nie chciała już mieszkać sama, dlatego przeniosła się z nim do Aten.
„Trochę naciągane” – myślała Shuu.
Stała tak przed wejściem, rozmyślając nad tym, kim teraz ma być, gdy nagle ktoś zaszedł ją od tyłu i poszmyrał po włosach. Natychmiast odwróciła się.
- Hej mała, co tu robisz? – tuż za nią stał Saga w granatowych jeansach i czarnej podkoszulce. – Zgubiłaś się?
- Nie, ona jest ze mną – z domu Barana wyszedł Mu. – Saga pozwól, że przedstawię ci moją kuzynkę Shuu.
- Jak żyję nie słyszałem, żebyś miał kuzynkę! – zdziwił się Bliźniak.
- Ja też o tym długo nie wiedziałem. Shuu to jest Złoty Rycerz Bliźniąt, Saga – Mu dokończył prezentacji.
- Bardzo mi miło – Shuu ukłoniła się grzecznie.
- Nie, no ale wiadomość – wyszczerzył się Saga. – Trzeba wszystkim powiedzieć! No i nie obędzie się bez imprezy powitalnej. Spokojnie ja się wszystkim zajmę – dodał na odchodnym i znów poszmyrał Shuu po włosach. – Do zobaczenia mała!
- Mu powiedz – odezwała się, gdy Bliźniak zniknął z pola widzenia – czy te włosy sprawiają, że nagle ludzie mnie po nich szmyrają?
- Nie wiem, może – uśmiechnął się Baran. – Dalej rusz się! Chciałaś sobie sama urządzić pokój. A znając zmysł organizacyjny Sagi za dużo czasu nam nie zostało – stwierdził i poszmyrał ją po włosach. (XD)
Wieczór.
- Muuuuuuuuuuuuu!!! – Shuu biegła przez cały dom Barana drąc się w niebo głosy. – Gdzie jesteś?????
- Tutaj – teleportował się tuż przed nią tak, że ledwo wyhamowała. – Dlaczego się tak wydzierasz?
- Bo, bo, bo – dyszała Shuu. – Nie ma się w co ubrać.
Mu zwątpił.
- A nie możesz po prostu nałożyć na siebie iluzji?
- I całą imprezę być skupiona, na tym, żeby utrzymać ten sam wygląd? Nie dziękuję.
- Nie możesz iść tak?
- TAK?! Chyba żartujesz – Shuu obróciła się wokół własnej osi dwa razy. – Przecież spodnie są postrzępione, jak jasna cholera, a polar dziurawy.
- Nikt ci nie kazał tak szaleć po mojej piwnicy – westchnął Mu. – To w co chcesz się ubrać?
- Hm... w jakąś ładną, czarną kieckę! Trzeba zrobić odpowiednie wrażenie!
Mu znikł, ale po chwili był już z powrotem.
- Atena nie ma żadnej czarnej kiecki, same białe.
- Nie mów mi, że chciałeś mnie w ciuchy tej kretynki ubrać – załamała się Shuu.
- Hej! Nie przeszkadzam? – zbliżył się do nich Saga.
- Mógłbyś tak się nie ładować bez zaproszenia do czyjegoś domu – stwierdził Mu.
- Wiesz, jakbyś sobie zamontował dzwonek... – odparł Saga. – Ale chciałem wam powiedzieć, że impreza zaraz się zacznie. Maska Śmierci użyczył swojego domu w celach rozrywkowych.
- Nie idę... – mruknęła Shuu.
- Nie ma nawet takiej opcji! – zawołał Saga. – Dlaczego nie chcesz iść?
- Bo nie mam się w co ubrać!
- To kuzyn ci nic fajnego nie kupił?
Shuu pokręciła głową. A Saga spojrzał na Mu i uniósł brew.
- No ładnie się zajmujesz swoją kuzynką – rzucił w jego kierunku, poszmyrał Shuu po włosach, po czym złapał ją za rękę i pociągnął w kierunku wyjścia. – Choć, pójdziemy od razu do Maski Śmierci, sądzę, że coś ci skołuję.
Mu został w swoim domu zastanawiając się co też Rak mógłby skołować... przecież on prowadzi sieć domów pogrzebowych.
W końcu wzruszył ramionami i poszedł się przebrać, bo co będzie się pokazywał w T-shircie.
Komentuj (18) 15.03.2006 :: 21:28
19.
Centrala.
- Kiedy mieliśmy jechać do Grecji? – zapytał z żalem Kyo i oparł głowę o biurko.
- Zdaje się, że dwa dni temu – odparła Raini nie przerywając stukania w klawiaturę. – Bądź tak dobry i podaj mi te płytki z napisem HWDF (XD pozdrawiam z tego miejsca panią F. Młahahaha – dop. autorki ]:>).
Kyo rozejrzał się i podał jej to, o co prosiła.
- Przypomnij mi jeszcze raz, dlaczego nie jesteśmy w Grecji?
- Bo Van złapał jakieś uczulenie, gdy wypróbowywał na sobie różne kremiki? Kyo, przestań marudzić, co?
- Kiedy nienawidzę wręcz...
- Ty ogólnie za Vanem nie przepadasz – przerwała mu Raini. – Weź mi teraz podaj te płyty w czerwonych opakowaniach. Dzięki.
- Też prawda – przyznał Kyo, spełniając polecenie. – Ale nie rozumiem czegoś. Normalnie ci na górze powinni dać jakieś zastępstwo i wysłać nas zgodnie z planem.
- Też się nad tym zastanawiałam – przerwała na chwilę Raini i spojrzała na Kyo. – Myślę sobie, że cały ten jego pobyt w szpitalu to jest ściema.
- Hmm... insynuujesz, że już mnie rozpracowali? – ziewnął siwowłosy.
- Nie. Ale coś mi tutaj nie gra. Shiryu skończ grać w chińczyka na necie i weź wreszcie zrób to, o co prosiła cię godzinę temu!!! – ryknęła nagle.
- Już, chwila!
- Ja ci dam chwilę – mruknęła pod nosem Raini i odłączyła jego komputer od internetu.
- No ej!!!!! – wykrzyknął zrozpaczony Shiryu. – Szefowo jak mogłaś...
- Do roboty!!! – odkrzynęła. – Dać takiemu komputer – westchnęła i odwróciła się do Kyo. – Wiesz co ja myślę?
- Nie mogę się doczekać, aż mi to powiesz – mruknął do siebie siwowłosy, tak, żeby Raini nie usłyszała.
- Myślę, że ta misja jest coś podejrzana sama w sobie. Powiedz mi od kiedy to wysyłają w teren nawigatora? Poza tym nie przypominam sobie, żeby kiedykolwiek urządzali mini centrum dowodzenia w prawie bezpośrednim sąsiedztwie celu misji.
- Wnioskuję z tego, że albo idziemy na odstrzał, albo... to będzie początek dłuuuugiej wojny.
Inna część centrali.
- Nie sądzisz, że powinnyśmy dostać co najmniej tydzień wolnego? – zapytała znad drinka Vedzia.
- Święte słowa! – uśmiechnęła się Sil znad krwawej Mery (choć czy ona miała na imię Mery, to nikt nie wie XD).
- Prawa pracowników są tu ciągle łamane! – coraz bardziej oburzała się Różowa.
- Pomyśl Vedziu, czy w tej organizacji były kiedykolwiek jakieś prawa pracowników? – uśmiechnęła się Silene.
- Ano nie... – i obie westchnęły.
- Ale – kontynuowała niezmordowana Vedzia. – wysyłanie nas tak od razu na kolejną misję, to lekka przesada.
- Szczegół, że zamiast być już w terenie, wciąż siedzimy bezczynnie w centrali...
- To się nazywa wypracowywanie godzin – uśmiechnęła się kwaśno Różowa.
- Wiesz co, chyba nabieram chęci do dobrania się do Ateny – Silene wyszczerzyła ząbki.
- Chcesz jej krew wyssać?! – nie mogła uwierzyć Vedzia. – A jeśli głupota przenosi się przez krew? Ja na twoim miejscu bym nie ryzykowała.
- Nie... dobrać w sensie rozpruć na pół. Przynajmniej dostałabym za to podwyżkę.
- Nie myśl, że tak łatwo pójdzie.
- Wiem, strzegą jej złoci rycerze.
- Nie miałam akurat na myśli goldów – uśmiechnęła się słodko Vedzia. – Ja też bym podwyżką nie pogardziła.
Jeszcze inna część centrali.
- Zdradziłeś mnie... zdradziłeś Atenę... Jesteś zły...
- Nie, to nie prawda... aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa – Shun usiadł na łóżku, oblany potem.
- Czego się wydzierasz i porządnym ludziom spać nie dajesz? – z sufitu spłynął Hyoga.
- Porządni ludzie nie wiszą pod sufitem – warknął Ikki przewracając się na drugi bok w swoim łóżku. – Shun co ci się znowu śniło?
- Nie pamiętam – westchnął niegdysiejszy rycerz Andromedy. – Ale ktoś mówił mi, że jestem zły – szepnął bliski łez.
- Ten to ma koszmary – mruknął Ikki do siebie. – A właściwie Hyo, co robisz tutaj? Część mieszkalna dla wampirów jest gdzie indziej!
- Tak traktujesz przyjaciół? – Łabędź był oburzony.
- Nie chciałbym po prostu, żeby mój braciszek skończył jako twój obiad.
- Nie przejmuj się Ikki, przecież i tak nie żyję – stwierdził Shun i z powrotem położył się spać.
- Nie powinieneś już zmienić Shiryu? – zignorował brata Feniks.
- Właściwie masz rację. Może będzie tam moja piękna Silene – rozmarzył się Hyoga i odpłynął.
Komentuj (9) 16.03.2006 :: 22:32
20.
Grecja. Wieczorem, na imprezie w domu Raka.
Kiedy Mu teleportował się na miejsce (bo co będzie się męczył i po schodach chodził :>), obecni byli już wszyscy oprócz Shuu i Sagi. Zauważył poza tym, że większość wpadła na taki sam jak on pomysł, ubrania się w garniturki. W końcu to nie miała być jakaś kolejna, zwykła popijawa, a impreza powitalna. Widać też chcieli zrobić dobre wrażenie.
Na tle ciemnych garniturów wyróżniał się Fishface... eee XD znaczy Aphrodite. Ubrany był na biało, a we włosach miał kilka czerwonych róż.
- Ciebie te chwasty nie kłują? – zainteresował się Milo.
- Nie, moje ukochane różyczki, A NIE CHWASTY!!! Słuchają mojej woli – uśmiechnął się Afro, a na skroni pojawiła się mała kropla krwi, jakby na „potwierdzenie” jego słów.
- No widać. Poza tymi chwilami, kiedy cię nie słuchają – zakpił Skorpion i odszedł w kierunku Mu. – O, widzę, że się pojawiłeś. A gdzie ta twoja kuzynka?
- Sam chciałbym wiedzieć.
Nagle światła zgasły, jedynie dwie wciąż mocno płonące pochodnie, oświetlały zamknięte drzwi.
- Jak żyję, nie wiedziałem, żeby Maska Śmierci miał gdziekolwiek zamontowane drzwi – mruknął Shura.
- Może przestały mu się podobać przeciągi? – zastanawiał się na głos Camus.
Drzwi otworzyły się...
Chwilę wcześniej.
- Dobrze wyglądam? – Shuu zakręciła się wokół własnej osi, podziwiając jak pięknie powiewa kiecka.
- Bosko! – stwierdził Saga i poszmyrał ją po włosach.
- Jeszcze raz ktoś to zrobi, a nie ręczę za siebie – warknęła Iluzoryczna.
- Przepraszam ^^’ ale nie mogę się oprzeć.
- Chyba muszę je przefarbować.
- Nie! Mają zostać takie, jakie są! A teraz chodźmy już. Deathmask obiecał nam wejście smoka.
- Chyba się boję – stwierdziła Shuu.
Stanęli przed zamkniętymi drzwiami.
- Ciekawi mnie tylko, od kiedy on zamontował u siebie w domu drzwi, przecież zawsze twierdził, że bez przeciągów żyć nie może.
Drzwi otworzyły się. Przez salę przeszło głośne „wow” i światła włączyły się.
- Ha! I jak się podobało wejście? – zapytał Maska Śmierci, zbliżając się do Sagi i Shuu.
- Ale te pelerynkę mogłeś sobie podarować – zakpił Bliźniak.
- Jak zwykle niedoceniony – westchnął Rak. – Nikt nie rozumie mojego geniuszu!
- No mnie się podobało - ^^’ stwierdziła pocieszająco Shuu.
- Dobra, trzeba dokonać prezentacji – Saga popchnął Iluzoryczną w kierunku złotych (obecnie raczej czarnych XD).
Po jakimś czasie doszli do Mu.
- No, a tego pana chyba nie muszę ci przedstawiać – stwierdził Saga.
- Kuzynek – uśmiechnęła się Shuu i rzuciła na szyję Barana, wreszcie ktoś bardziej znajomy, bo przecież wkoło obcy ludzie (O_O scary...).
- Wiesz Mu, w sumie to ty powinieneś ją wszystkim przedstawiać – rzucił Saga i poszedł zrobić sobie drineczka.
- Ej, on ma racje – powiedziała Shuu. – Hej, halo żyjesz? – Iluzoryczna odkleiła się od Barana i stanęła trzy kroki przed nim.
- Żyję – mruknął, nadal nie mogąc wyjść z podziwu.
Shuu ubrana była w przepiękną czarną suknię z czerwonymi dodatkami. Nie wyglądała jak ta dziewczyna, która przez kilka dni przewróciła jego dom w Tybecie do góry nogami.
- Czy mogę porwać piękną panią? – zapytał Saga, który zdążył już wrócić, a nie doczekawszy się odpowiedzi, wziął Shuu za rękę i pociągnął w stronę szwedzkiego stołu.
Nad ranem.
Ci, którzy byli w stanie udali się do swoich domów o własnych siłach. Inni pozasypiali w domu Raka, gdzie popadło. Shuu zataczając się lekko, skakała radośnie po schodach tuż przed lokalem. Parę chwil temu kręcił się tam również Saga, ale przytoczył się Shura i uwiesiwszy się na nim, poprosił o dostarczenie do domu. Słychać było jeszcze odległe pieśni Camusa i Mila wracających razem i próbujących śpiewać szanty.
Mu miał zamiar również udać się do siebie, zmęczony trochę tą imprezą, a jeszcze bardziej tym, że od jakiegoś czasu nie widział swojej „kuzynki”. Kto wie, co może jej odbić po pijaku?
Kiedy wyszedł przed dom Raka, zobaczył jak Shuu bawiła się iluzją, tworząc niezliczone zastępy świstaków.
- O! To ta co ik! była ik! intruzem i mi kwiatki ik! chciała zjeść – czkał Afro przytoczywszy się obok Barana.
Mu szybko zdzielił Rybcie w tył głowy tak, że ten stracił przytomność i upadł na posadzkę.
„Całe szczęście, że był pijany. Będzie można mu wmówić, że to był sen” – westchnął z ulgą Baran.
Nagle Shuu odwróciła się i zauważyła go stojącego w cieniu kolumn. Podbiegła i uwiesiła mu (XD) się na szyi.
- Do domku, spać – uśmiechnęła się promiennie, lekko wstawiona.
Komentuj (16) 17.03.2006 :: 20:35
21.
Centrala.
- Nie rozumiem, dlaczego na razie do Grecji pojechali tylko mistrzowie – wkurzała się Vedzia, bezlitośnie waląc w klawiaturę.
- Ależ moja droga spokojnie. Nie ma się co denerwować. Mają znaleźć dobre lokum, a my dotrzemy już na odpowienie miejsce ze sprzętem – odpowiedziała Silene, siedząc na biurku Różowej, huśtając się to w lewo, to w prawo i z rozbawieniem obserwując, jak Hyoga wodzi za nią wzrokiem.
- Sil, przecież oni mogą wywinąć niezły numer! Mogą sami zabić Atenę, a nam nagroda przejdzie koło nosa!
- Hm... naprawdę myślisz, że są do tego zdolni?
W odpowiedzi Vedzia posłała Krwawej jedynie krzywy uśmiech.
- No może i masz rację – westchnęła w końcu Silka. – Ale twój mistrz to służbista, nie zrobi czegoś, czego nie obejmują rozkazy.
- Owszem, o ile nie idzie o pieniądze – zakpiła Różowa.
Choć prawda była taka, że jeśli mogła liczyć na to, że któreś z czwórki, która wyruszyła do Grecji, jest w stanie powstrzymać resztę przed działaniem wbrew rozkazom, to mógł być to jedynie Van.
Dzisiaj, z samego rana czwórka mistrzów: Majris, Raini, Kyo i Van, poleciała samolotem do Aten. Vedzia i Silene, wraz z byłymi brązowymi rycerzami, miały dołączyć najwcześniej za 3 dni.
Grecja.
Zanim wszyscy pozbierali się po zeszło nocnej imprezie, było dobrze po południu.
Shuu stwierdziła, że w takim klimacie w polarze nie wytrzyma za cholerę, podwędziła więc z szafy Mu zielony T-shirt.
Właśnie siedziała w cieniu domu Barana i dochodziła do siebie (czyt. kac powoli dawał za wygraną), gdy Mu pojawił się przed wejściem.
- Gdzie się szlajasz od rana? – zawołała.
- Od rana? Jest już popołudniu!
- Mu – Shuu podeszła do niego. – Musimy iść na jakieś zakupy.
- Co?!
- No jak sobie wyobrażasz, że będę tu mieszkać? Z jedną parą spodni i jednym polarem?
- Zaraz, czy ta bluzka jest moja?
- Owszem. Więc jeśli nie chcesz, żebym ci przerobiła garderobę na własne potrzeby, pójdziesz ze mną po dobroci na zakupy – uśmiechnęła się Shuu złośliwie.
- Jesuu... a dopiero co wypłatę dostałem – posmutniał Mu i dodał – nie cierpię zakupów.
- Ja też – wzruszyła ramionami Iluzoryczna. – Ale cóż poradzić, trzeba.
Mu westchnął ciężko, żegnając się czule w myślach z wypłatą, objął Shuu w pasie i przenieśli się do miasta. Wylądowali w jakimś nieuczęszczanym zaułku, żeby nie wzbudzać niczyjego zainteresowania, nagłym pojawieniem się znikąd.
Jakiś czas potem.
- Jesteś pewna, że to już wszystko? – Mu dźwigał siatki, a Shuu radośnie szła przed nim.
- Chyba tak – uśmiechnęła się do swojego odbicia w szybie, podziwiając jak wygląda w nowych okularach przeciwsłonecznych i nagle stanęła jak wryta.
- Naprawdę musimy zostać w tamtej ruderze?! – usłyszała znajomy głos i odwróciła się.
Nie było mowy o pomyłce, oni tu naprawdę byli.
- Przecież tam jest nieprzyjemnie! – marudził dalej Van.
- To weź pędzel i przemaluj wnętrza, byle nie na różowo – stwierdziła Raini.
- Ale ta wilgoć! Reumatyzm mnie zeżre – nie dawał za wygraną Panel.
- Ucisz go Raini, bo zaraz ja się do niego dobiorę – Kyo ledwo panował nad sobą.
- O kurwa... – wyrwało się nagle Shuu.
- Co ci jest? – zainteresował się Mu.
Iluzoryczna spojrzała na niego.
- Widzisz tę trójkę? – spytała, wskazując ich ruchem głowy. – Koleś w różowych glanach (boshe XD), obok dziewczyna w czarnym płaszczu i facet z białym warkoczem?
Mu kiwnął głową.
- Oni są z Imperium. To mistrzowie – szepnęła.
– Najwidoczniej przejęli twoje zadanie – wzruszył ramionami Mu. – Co się przejmujesz. Przynajmniej może im uda się Atenę sprzątnąć – uśmiechnął się ironicznie.
- Zastanawia mnie tylko, po co aż trzech mistrzów... To nie wygląda na zwykłe zadanie. Mnie wysłali przecież samą, pamiętasz... Tu może chodzić nie tylko o Atenę.
Mu spojrzał pytająco.
- A o kogo jeszcze może chodzić?
- O was. Wedle ich wiadomości razem ze mną zaginął konkordat z Hadesem.
- No i?
- Hades ma układy z Imperium. Jeśli wy umrzecie, idziecie na dół i jesteście pod rządami boga podziemi, pomyśl... skoro i podziemia to i Imperatora...
- Ja nie chcę -_-‘ – stwierdził Mu. – W Hadesie ciemno, markotnie i przeciągi.
- Maska Śmierci poczuje się jak w domu – ironizowała Shuu. – Wracajmy.
Komentuj (6) 19.03.2006 :: 13:43
22.
- Mam złe przeczucia, naprawdę mam złe przeczucia – marudziła Shuu, pojawiając się z Mu w domu Barana.
- Cholerna kobieca intuicja – mruknął do siebie „tragarz” rzucając zakupy na podłogę.
Shuu usiadła na podłodze, smętnie patrząc na siatki. Myślała nad tym jaką taktykę podejmą mistrzowie.
Raini, pani komputerów, prawdopodobnie zostanie nawigatorem tej misji... taaak, o takim nawigatorze każdy marzy. Znając Zerojedynkową, potrafiłaby uzyskać połączenie w taki sposób, żeby nawet złoci tego nie zauważyli. Poza tym, z tego co Shuu zdążyła zauważyć, Raini miała 5 frędzelków, awansowała na mistrzynię. Ciekawe co na to Ultar? Ale co ważniejsze jakimi mocami władała, skoro została mistrzynią?
Van... na dobrą sprawę nigdy nie dowiedziała się, jaką siłą dysponuje i z jakiej okazji dochrapał się mistrzostwa. Jedno było pewne, Panel nie lubił się skradać, jeśli on będzie atakować zrobi taki szum, żeby wszyscy się zeszli i podziwiali jego umiejętności... jakiekolwiek one są.
Kyo... jego należało się obawiać i to bardzo! Mistrz iluzji. Mistrz walki wręcz. Ale to nie koniec, Kyo okiełznał również żywioł powietrza. Nie na darmo był mistrzem 3 klasy. Kto wie jakie jeszcze trzymał asy w rękawie? Shuu była pewna, że nie pokazał jej wszystkiego, co potrafi, w końcu zawsze powtarzał, że lepiej być niedocenionym, gdyż zawsze można czymś zaskoczyć.
- Co tak siedzisz? – Mu przykląkł przy niej.
- Myślę.
- Niespotykane – mruknął Baran, ale dał sobie spokój ze złośliwościami, widząc jej wyraz twarzy. – Czym się tak martwisz?
- Wami! Trójka mistrzów w akcji? To czerwony kolor misji, o ile nie czarny!
- Nie rozumiem cię. Znasz ich? To po co panikujesz? Pójdziesz, przywitasz się, oni zabiją Atenę i po sprawie.
- Ale ja dla Imperium już nie żyję. Jeśli mnie spotkają, powinni mnie zabić.
- Dlaczego?
- Mnie nie pytaj, Imperator Feniu sobie tak wymyślił. Pewnie nudziło mu się w długie, zimowe wieczory i wymyślał kretyńskie prawa. (XD pozdro Feniu :*)
- Przecież służyłaś mu. (XDDD)
- W pewnym sensie. Wykonywałam zadania jakie mi powierzano, ale jakoś specjalnie nie dlatego, żebym pałała wielką miłością do Imperium i jego władcy.
Mu spojrzał na nią marszcząc brwi.
- No to po cholerę?
- Musisz zrozumieć, że służba w Imperium daje bajeczne możliwości rozwijania się. Myślisz, że gdzie indziej nauczyłabym się Iluzji... i nie tylko?
- Czyli jednak to ty Shuu byłaś nocnym intruzem – usłyszeli nagle głos zza kolumny.
- SAGA!!!!! Ile razy mam ci mówić, żebyś nie właził tu nie proszony? – wydarł się Mu.
- Nie ładnie, oj nie ładnie. Trzymasz pod swoim dachem niedoszłą morderczynię Ateny. Czy tak się objawia według ciebie wierność wobec bogini?
- Co ty chrzanisz, sam być jej łeb ukręcił, gdybyś mógł.
- Ale nie mogę i ty też. Teoretycznie powinieneś bronić Atenę – Saga zbliżył się do Shuu. – A ją powinieneś zabić.
Mu zasłonił Iluzoryczną.
- Odbiło ci?
Saga roześmiał się.
- Coś taki poważny, człowieku wyluzuj. Pożartować sobie nie można?
- To było mało śmieszne – warknął Mu.
- Coś mi się wydaje, że usłyszałem jakoby miała się kroić jakaś zadyma – zatarł ręce Bliźniak.
- A nie słyszałeś, że nie powinno się podsłuchiwać?
- Jakoś nie obiło mi się o uszy – wyszczerzył się Saga. – No to jak wtajemniczacie mnie, czy mam się przelecieć po wszystkich złotych i obwieścić co nieco?
No i tak Saguś dołączył do klubu wzajemnej adoracji XD
- Mu zrób coś dla mnie – Shuu w którymś momencie wpadła na pomysł.
- Co znowu?
- Kopnij się do Tybetu i sprowadź Zenka z tym co zostało z mojego komputerka.
Obaj złoci spojrzeli na nią podejrzliwie.
- Znając mojego mistrza, nie zaatakują od razu, pokręcą się najpierw. A my możemy z tego skorzystać.
- Dalej nie rozumiem co ci przeszkadza, żeby zabili Atenę? – nie mógł zrozumieć Saga
- To mi akurat wisi. Chcę się dowiedzieć, co mają poza tym zrobić.
Shuu miała rację, każdy z mistrzów w swoich rozkazach miał dodatkowy punkt do wypełnienia...
Komentuj (14) 20.03.2006 :: 12:32
23.
- Ty chyba żartujesz?! – Zenek spojrzał na Shuu z przerażeniem w oczach.
- Ale Zenuś, skarbie... przecież ty jesteś taki zdolny, nie dałoby się jakoś? – uśmiechała się przymilnie Iluzoryczna.
- Twoja ignorancja w dziedzinie komputerów mnie przeraża –westchnął świstak. – Po pierwsze nie jestem aż tak zdolny, a po drugie skąd takie części byś wzięła?
- Czyli dupa... – podsumowała Shuu.
- Przykro mi.
- Nie przydajesz się, to już wracasz do roboty – stwierdził Mu i znikł ze świstakiem, zanim ten zdążył się pożegnać.
- Dalej nie do końca rozumiem, jakim cudem, my złoci rycerze nie możemy was wyczuć – zastanawiał się na głos Saga.
- Mnie się nie pytaj, może dlatego, że nie mamy czegoś takiego jak kosmos?
- Każdy ma!
- Wybacz, że burzę twój światopogląd, ale ja nie mam. I zapewne nikt w Imperium nie ma... choć kto to może wiedzieć. A ja dalej nie wiem co mam robić, a tego baaaaardzo nie lubię.
- Mówiłaś, że twój mistrz będzie najpierw obserwował, tak? – Mu właśnie się pojawił. – Jeśli ci ten komputerek tak bardzo potrzebny, można by go gdzieś dorwać i zabrać jego.
- Ale ja mu się na oczy pokazać nie mogę!
- Myślisz, że we dwóch z Mu nie damy rady? – wtrącił się Saga.
- Wiesz... różnie bywa – uśmiechnęła się pod nosem Shuu.
Centrala.
- Może mi ktoś powiedzieć, dlaczego Shun biega po całym głównym holu i wrzeszczy, że jest nawiedzony, zły i podły? – zapytała Vedzia siedzącego przy komputerze Ikkiego.
- Od jakiegoś czasu ma jakieś koszmary – westchnął Feniks.
- Budzi się w środku nocy i twierdzi, że ktoś mu mówi, że jest zły – dodał Hyoga siedzący obok Ikkiego.
- Ten to ma koszmary – stwierdziła Vedzia.
Shun właśnie przebiegł koło nich, robiąc kolejne kółeczko wokół holu.
- Vedzia co tu się dzieje? – zapytała zdziwiona Silka, która prawie nie została stratowana przez Andromedę. – Co jemu odbiło?
- Zły dzień – uśmiechnęła się Różowa. – Każdy takie ma, nie?
Silka wzruszyła ramionami, w tym czasie Hyoga już przysuwał jej krzesełko, żeby nie zmęczyła się zbytnio staniem.
- Jest wiadomość od Raini i reszty – zawołał Shiryu siedzący dwa biurka dalej. – Możemy już wyruszać, znaleźli odpowiednie miejsce.
- No wreszcie – ucieszyła się Vedzia.
- A Atena jeszcze żyje? – zaniepokoiła się Silka.
Shiryu postukał w klawiaturę.
- Satelita potwierdza jej obecność w świątyni.
- Jest jeszcze nadzieja dla mojej podwyżki – ucieszyła się Krwawa.
- Dla mojej też – dodała Vedzia.
Grecja.
Kyo siedział sobie na jakimś wzgórzu z lornetką z noktowizorem przytkniętą do oczu.
- Dlaczego do cholery ja muszę iść na przeszpiegi? – buntował się.
„Bo to był twój pomysł!” – usłyszał w odpowiedzi głos Raini w słuchawce. – „Nie wystarczają ci informacje uzyskane z satelity.”
- Ja ci mówię, kiedyś przejedziesz się na takim ufaniu komputerom – stwierdził kwaśno. – Tak jak Ultar.
„A ty się kiedyś przejedziesz na swoich umiejętnościach iluzorycznych!” – odpaliła.
„Popieram Raini!” – Kyo usłyszał głos Vana.
- Ciebie nikt nie pyta.
- Dlaczego tu jest tyle dobrych miejsc do obserwacji? – wściekała się Shuu, kiedy pojawiła się razem z Mu na kolejnym ze wzgórz.
- Mnie nie pytaj, ja tego nie stworzyłem.
- Ci! – uciszyła go Iluzoryczna i przeszła w szept. – Tam. – wskazała.
Na tle nieba jasno oświetlonego przez księżyc, prezentowała się dumnie wyprostowana postać.
- Kyo... – zawiesiła głos Shuu. – To mój mistrz. Zawiadom Sagę.
- Sam sobie poradzę – mruknął Baran.
- Nie dasz rady – Iluzoryczna uwiesiła się na jego rękawie, ale w tym samym momencie Mu teleportował się na wzgórze obok, tam gdzie stał Kyo...
Komentuj (12) 21.03.2006 :: 19:47
24.
Shuu ukryła się za plecami Mu. Kyo nie może jej zauważyć.
- Witam w naszych skromnych progach – rzekł spokojnie Baran.
Białowłosy odwrócił się szybko, najwyraźniej zdziwiony.
- Złoty Rycerz Baran, miło poznać – odpowiedział, cofnął się nieznacznie.
- Cristall Wall! – odezwał się Mu.
Kyo cofając się oparł się o niewidzialną ścianę.
„No ładnie” – pomyślał. – „Miałem iść na przeszpiegi, a nie wdawać się w walki, ale widzę, że nie mam wyjścia” – westchnął w duchu.
Shuu w tym czasie zdołała stworzyć iluzję. Wyłoniła się zza pleców Mu jako Aphrodite (XD).
- Ze wszystkich złotych dlaczego akurat... – mrugnął półgłosem Baran.
- Bo go nie lubię, jak coś schrzanię, to będzie, że Afro jest dupa, nie kto inny – odpowiedziała szeptem.
Kyo rzucił okiem na komputerek. Dziwne... ekran ujawniał jedynie obecność Barana.
- Teraz – mruknęła Shuu do Mu. – Pamiętaj chcę jedynie komputer.
- Wiem – odpowiedział Baran, patrząc jak Iluzoryczna rozpłynęła się w powietrzu.
„Czyżby to była Shuu?” – zastanowił się Kyo. – „Czy to możliwe, że jeszcze żyje?!”
Ta chwila wahania drogo go kosztowała, Mu już był przy nim i już zadawał ciosy.
W stary, odrapanym budynku, gdzie zainstalowali się mistrzowie.
- Kyo co się dzieje? – warknęła w słuchawkę Raini. – Kyo?! Do cholery, odezwij się!
- Co się stało? – do pomieszczenia weszła Majris, wracała właśnie z kolejnego polowania. – Dlaczego się tak drzesz?
- Straciłam łączność z Kyo – odparła Raini.
- Zanim to się stało, tuż obok niego pojawił się Rycerz Barana – dodał Van siedzący przy drugim komputerze. – To mi się nie podoba. Wygląda jakby...
- Jakby czekali na nas? – dokończyła Majris. – Skąd mogliby wiedzieć? Myślę, że to przypadek – stwierdziła i podeszła do komputera Raini szeleszcząc suknią.
- Wiesz co? Fascynuje mnie, jak możesz wytrzymać w takich kieckach w wysokich temperaturach – mruknęła Zerojedynkowa.
Majris spojrzała na nią przelotnie.
- A mnie fascynuje, jak można chodzić w takim brzydkim płaszczu.
- Drogie panie –przerwał wymianę uprzejmości Van. – Przypominam, że mamy pewien problem na głowie.
- Obstawiam, że nie dalej jak jutro rano Kyo sam się znajdzie – powiedziała wampirzyca.
- Jego komputer nie wyczuwa pulsu – stwierdziła Raini.
- Może po prostu, ktoś mu zerwał z ręki ten szmelc – wzruszyła ramionami Majris.
Na wzgórzu.
Wywiązała się całkiem wyrównana walka. Gdyby nie to, że od czasu do czasu wtrącała się Shuu zachodząc swego mistrza w najmniej oczekiwanej chwili, mogłoby stać się naprawdę niebezpiecznie. W końcu udało się Iluzorycznej ogłuszyć mistrza.
- Moim zdaniem należałoby go dobić – stwierdził Mu, przyglądając się jak Shuu już w swojej własnej postaci, zdejmuje z ręki Kyo komputer.
- To nie będzie konieczne – odparła,.
- Tak boisz się ataku mistrzów, a gdy masz niepowtarzalną okazję pozbyć się jednego, rezygnujesz? – zdziwił się Baran.
- Mu, zrozum. On jest moim mistrzem – powiedziała Shuu cicho i otarła rękawem krew sączącą się z rozciętego łuku brwiowego, co nie uszło uwadze Barana.
- Powiedziałaś, że już nie należysz do Imperium. To znaczy, że on już też nie jest twoim mistrzem. Zresztą nie każę ci go zabijać, mogę sam się tym zająć – powiedział twardo i podszedł bliżej.
- NIE!!!!!!!! – krzyknęła Shuu i znikąd pojawiła się ściana ognia.
Mu wzruszył ramionami.
„Kolejna iluzja” – pomyślał i chciał przejść przez płomienie, ale one okazały się prawdziwe. Parzyły! Baran szybko cofnął się.
- Co ty robisz? – zdziwił się.
Shuu wstała, spojrzała na Mu zza ściany ognia i skłoniła głowę w głębokim ukłoni