Minione Nadzieje
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec






Inne światy:
by Raini
by Vedzia
by Amari
by Els
by Life&Death
by me ^^



Postacie:
czyli
~~LISTA PŁAC~~


Rycerzaści:
Aries - Shion
Aries - Mu
Taurus - Aldebaran
Gemini - Saga
Gemini - Kanon
Cancer - Death Mask
Leo - Aiolia
Virgo - Shaka
Libra - Dohko
Scorpio - Milo
Saggitarius - Aiolos
Capricorn - Shura
Aquarius - Camus
Pisces - Aphrodite

Bogowie:
Atena -_-
Hades *^^*
Hekate :P
Hera
Ares

Niegdysiejsze brązy:
Mhroczny Shiryu
Mroźny Hyoga
Ptasiek Ikki XD
Słodziasty Shun

Postacie poboczne:

*z Imperium:

Kyo - mistrz Nemi i Shuu
Van Panel - mistrz Vedzi
Majris - mistrzyni Silki
Ultar - mistrz Raini
Ajax - mistrzyni Kyo
Shama - mistrz Segno
Miri

*Czterej Kardynałowie
Ares
Xavier
Edziu
Set

*z Królestwa Gai
Sauri
Kouri
Rinou

*Amazonki
Kaori - królowa
i jej przyboczne:
Schedar
Segin
Achird

*Mhroczne Elfy
Neithir - książę
Tinwe - jego siostra
Eithen
Yngvan

*Przybysze z innego wymiaru
Lord Nemi XD
Lady Segno XD

Inne dziwne stwory:
Iluzoryczna Shuu *^^*
(publika szaleje)
Krwawa Silene
Różowa Vedzia alias Gaia
Zerojedynkowa Raini
Imperator Feniu
Powietrzna Nemi
Tęczowa Segno XD
Świstak Zenek lol
Czarny Smok Sherr
Jednorożec Elia
...i Tajemnicza Wyrocznia:P


jedyna i niepowtarzalna ofiara losu:
Pegaz - Seiya





różne inne wiadomości :P

kolory misji:
(od najłatwiejszej do najtrudniejszej)
zielona
ciemno-zielona
błękitna
granatowa
fioletowa
różowa
czerwona
czarna

hierarchia
Frędzelki żółte:
(żółtodzioby)
1 ranga
2 ranga
3 ranga
4 ranga
5 ranga -> przechodzi do mistrzów
Frędzelki czerwone:
(mistrzowie)
1 klasa
2 klasa
3 klasa




Kalendarium
Arachia 3 Luty
Silene 10 luty
Kaori 7 marzec
Raini 6 kwiecień
Sherr 30 kwiecień
Nemi 30 czerwiec
Segno 25 sierpień
Edziu 8 wrzesień
Vedzia 21 wrzesień
Elia 18 październik
Feniu 15 listopad
Tinwe 20 listopad

co by nie zapomnieć :P


Twórcze wizje
Silka, Vedzia i Shuu
Nemi, Segno, Ultar i Shama
Kouri i Sauri
Amazonki
Po prostu Mu XD
Mu ^^
Saga i Camus wersja by Shuu
Kyo ^^
Kyo :P
same kudły xD
Ultar^^
Mhroczna Elfka :3
Shama XD
Shama po raz 2
Majris
Afro w kultowej scenie _^_


PARKI *^^*
Vedzia i Milo
Raini i Bliźnie... pytanie które ;]
Sil i Camus
Tinwe i DM
*^^*
Don't go T.T


Twórcze wizje by Nemi
Kyo Shuu i Mu :P
KYO
Znowu Kyo
I jeszcze raz :)
ULTAR
Ultar once again ^^
Shamuś *.*
Lord Nemi XD
Lady Segno _^_
Dużo Ludu *^^*


05.03.2007 :: 21:01
Dzisiaj mija rok od kiedy zaczęłam pisać SH *^^*
Przykro mi notki dzisiaj nie uświadczycie.
Jestem chora i nieco rozwalona psychicznie...
Szkoda T_T ale nie mam ani siły ani nastroju na pisanie czegokolwiek.
Chciałam jednak podziękować wiernym czytelnikom ^^ w końcu przez caaaały rok (no niektórzy trochę mniej, ale to drobny szczegół) czytali moje grafomaństwo i wczuwali się w nieco popieprzony świat, jaki udało mi się stworzyć, a i czasami pomagali nieco w kreacjach ^^
Wielkie dzięki, że nadal mnie czytacie i komentujecie... (no z tym ostatnim to różnie bywa ale ok xD)

Anyway niech no mi się nieco poprawi to napiszę nowy odc.

Komentuj (8)


07.03.2007 :: 21:10
132.
W jednym z pokoi w hotelu A. XD
- Aaaaaaaaaa! Smoooookzębymackizjemniezabije!!!!! – wyrzucił z siebie na jednym oddechu ranny i usiadł na łóżku.
Rozejrzał się zdezorientowany po pomieszczeniu, w którym się znajdował... wpatrywały się w niego cztery pary oczu.
- Obudził się – mruknęła Schedar spostrzegawczo.
- Niewątpliwie... – szepnęła Segin, skończyła zawijać jego rękę w bandaż i wstała z łóżka.
Ranny gość tymczasem rozglądał się nadal niewiele rozumiejąc z zaistniałej sytuacji. Wreszcie lekko ochrypłym głosem ośmielił się zaznaczyć swoją skromną obecność:
- Przepraszam, czy macie tu smoki? (to mi się skojarzyło z textem „przepraszam czy tu biją?” XD)
Amazonki popatrzyły po sobie zaniepokojone.
- Może jednak ma ten wstrząs mózgu – zmartwiła się Kaori i zupełnie zapomniała o jedzeniu, które jej przyniosły podwładne.
Zbliżyła się do łóżka i usiadła na jego brzegu.
Ranny tymczasem przyglądał się usztywnionej i zabandażowanej ręce.
- Lepiej tego nie zdejmuj - ostrzegła Kaori, zwracając na siebie jego uwagę. – Masz złamaną rękę – mówiąc to królowa Amazonek posłała mu najpiękniejszy uśmiech, jaki jej przyboczne kiedykolwiek widziały.
Gość wciąż jednak czuł się dość nieswojo i rozglądał się nerwowo.
- Ale smoki – zachrypiał znów. – Czy macie tutaj smoki?
- SMOKI?! – nie wytrzymała Segin. – Skąd na Olimp miałybyśmy mieć smoka?
Achird nie ukrywała, że cała sytuacja szalenie ją bawi, ale gdy wreszcie przestała się śmiać, oświadczyła:
- Smoki to odległa przeszłość, odeszły stąd w czasie, gdy Elfy jeszcze niepodzielnie panowały.
Gość wpatrywał się w nią przez chwilę, widać trawił to, co powiedziała.
- Tylko mi nie mów, że przybywasz z czasów, gdy Smoki jeszcze tu krążyły?! – wypaliła Schedar.
- Maszyna czasu? – zawtórowała jej Segin. – Zbudowaliście maszynę czasu?!
Biedny zabandażowany facet patrzył na nie z rosnącą paniką w oczach.
- Zostawcie go – powiedziała Kaori, widząc, że ranny niewiele rozumie z tego, co jej przyboczne mówią. – Nie, nie mamy smoków – dodała znów uśmiechając się.
Dopiero wtedy gość odprężył się trochę i opadł na poduszki.
- Powinieneś odpoczywać – kontynuowała królowa.
Czarnowłosy przymknął oczy i szepnął:
- Gdzie jestem?
- W siedzibie Ateny – odpowiedziała Segin.
Gość momentalnie otworzył oczy i usiadł.
„Jak to?! Skąd ja się tutaj?! U ATENY?!” – tysiące pytań cisnęły mu się na usta.
Przyjrzał się uważnie czterem znajdującym się w tym pokoju kobietom. Kim one były? Nie wyglądały na rycerzy Ateny... gdyby nimi były, musiałyby mieć maski na twarzy z tego co pamiętał. Ale kto prócz rycerzy mógł... Powoli, bardzo powoli, powracała do niego zdolność jasnego, logicznego myślenia.
- A kim wy jesteście?
Achird wzmogła czujność. Wiedziała, że wspominanie o bogach, których uważano za relikt przeszłości, jako o osobach żywych zawsze wzbudzało ogólną radość. W każdym razie wśród zwykłych, niczego nieświadomych ludziach... czyżby ten tutaj wiedział więcej? A może po prostu zbyt mocno uderzył się w głowę i nie specjalnie dociera do niego znaczenie słów?
Inne Amazonki tymczasem spoglądały na królową. To zawsze była jej decyzja czy mówić ludziom, kim naprawdę są czy nie strzępić sobie języka.
Achird jednak nie czekała na pozwolenie.
- Jesteśmy Amazonkami – wypaliła.
Chciała zobaczyć jego reakcję i przez moment wydawało jej się, że zadrgał mu miesień na twarzy. Tak jak czasami bywa, gdy ktoś usłyszy niezbyt wesołą dla siebie wiadomość. Już jednak po chwili twarz gościa nie wyrażała niczego, jakby wciąż jeszcze był w szoku pourazowym jak to mądrze nazwała Segin.
- Achird! – oburzyła się Kaori i wstała z łóżka. – Musimy chyba porozmawiać, wszystkie. Wybaczy nam na chwilę, tymczasem odpoczywaj.
I wszystkie cztery wyszły na korytarz.
Korzystając z okazji, czarnowłosy wyskoczył z łóżka, przy czym trochę go zniosło w lewo, ale po chwili już udało mu się złapać równowagę. Jedyna myśl jaka mu przyświecała to wydostać się stąd. Siedział przecież w gnieździe wroga, niech no tylko Atena dowie się, że tu jest albo któryś z Goldów... Nie miał najmniejszej ochoty sprawdzać jakby się to dla niego skończyło.
Spojrzał na okno, jedyne wyjście jakie mu pozostało, bo za drzwiami stały Amazonki. Nie namyślając się długo, podszedł do swojej jedynej nadziei na ucieczkę, oceniwszy, że wcale nie jest wysoko, skoczył...
Na korytarzu tymczasem Achird próbowała przekonać swoją królową, że rannemu nie należy wierzyć, że trzeba uważać, bo może być szpiegiem.
- I po to, żeby się tu dostać, miałyby sobie rękę złamać? – zapytała Kaori z niedowierzaniem w głosie.
- Z całym szacunkiem, ale nie takie przypadki zna historia! – broniła swego zdania Achird.
- Jak dla mnie to ty ze swoją historią masz jakiś fetysz, przesadzasz i tyle. Nie zareagował jak inni, bo nie do końca do niego dociera – stwierdziła Schedar.
- Po moich środkach przeciwbólowych może nawet nie do końca odczuwać, że go ręka boli – zauważyła Segin.
- Nadal twierdzę, że należy być ostrożnym! Pani, ja się martwię o twoje bezpieczeństwo.
- Dobrze, już dobrze – uspokoiła ją Kaori. – Będziemy go obserwować uważnie.
Królowa uznała rozmowę za zakończoną i otworzyła drzwi. Pierwsze co rzuciło im się w oczy to puste łóżko... Wpadły do środka i stwierdziły, że gościa na pewno nie ma już w pokoju, a jedyna droga ucieczki musiała a prowadzić przez okno...
- Czy teraz wierzysz mi, pani? – zapytała Achird.
- Nadal nie masz dowodów – upierała się przy swoim Kaori, zastanawiając się w duchu czy nic się czarnowłosemu przystojniakowi nie stało podczas skoku z okna. – Może po prostu nam nie ufa? Może wziął nas za sprzymierzeńców tego, kto go tak urządził?
- Tak czy inaczej trzeba go złapać zanim Goldzi albo, co gorsza, Hera go znajdą – stwierdziła trzeźwo Segin.
- O Herę nie musicie się bać – mruknęła Kaori. – Jeszcze nie wróciła.
- Wróciła? A skąd? – zdziwiła się Schedar.
Królowa uśmiechnęła się tajemniczo, ale powiedziała tylko:
- Musimy już iść, żeby dogonić naszego zbiega – i wyszła z pokoju, tym razem drzwiami.

Świątynia Gai, wynurzona spod ziemi xD
Vedzia-Gaia siedziała sobie przed budynkiem i z zamkniętymi oczami rozkoszowała się słońcem. Trochę jej się nudziło... zresztą nadal nie czuła się tutaj jak w domu. W tej świątyni, która znajdowała się za jej plecami żyło zbyt wiele wspomnień... zbyt wiele wspomnień, z którymi nie czuła żadnej więzi, mimo że teoretycznie były to jej wspomnienia.
Westchnęła ciężko.
Należy się cieszyć chociażby z tego, że siedzi na słońcu. Przecież jeszcze nie tak dawno ten budynek wraz z nią samą znajdował się pod ziemią!
Przypomniała sobie jak wszyscy byli szczęśliwi, gdy dzięki niej! Tak właśnie dzięki niej! Dzięki Vedzi, świątynia po setkach lat wróciła na powierzchnię ziemi. Widziała łzy niedowierzania w oczach Kouri, kiedy wyszła na zalane słońcem wzgórze. Dziki taniec radości w wykonaniu Sauriego i Rinou. Nawet ten przerażający Shama... nawet on pozwolił sobie na uśmiech! To było coś niesamowitego, zobaczyć tak rzadkiego gościa na jego nieprzyjaznej twarzy.
Potem było jednak gorzej... Podsłuchała, że Shama zaatakował świątynię Ateny przy pomocy jakiś nieznanych sił, o których nic nie chciał mówić... ale poniósł porażkę, a jego tak zwana armia poszła w rozsypkę... Usłyszała też, co ją najbardziej przeraziło, że jeden ze Złotych Rycerzy zginął. Wydawało jej się wtedy, że jej serce na chwilę przestało bić. Nie dowiedziała się który... Gorąco jednak wierzyła, że to nie był Milo!
Jednak zawsze, gdy cień smutku przesłaniał jej wzrok, pojawiał się Rinou, ten tak bardzo podobny do Milo wojownik... jej wojownik, jak sam o sobie mówił. Wszelkie rozmowy z nim zawsze dobrze wpływały na jej samopoczucie.
Nagle poczuła czyjąś rękę na swoim ramieniu. To była Kouri.
- Shama wrócił – poinformowała Vedzię. – Mówi, że to ważne i że mamy się zebrać w głównej komnacie.
Różowa skinęła głową, wstała z ziemi i poszła za swoją wojowniczką do środka świątyni.


----------------------------------------------
Wszystkiego najlepszego KAORI ~~~XD FALA
Mamy kolejny odcinek okazyjny XD tym razem podwójny XD z okazji urodzin królowej AA XD oraz niejako zaległy na roczek SH XD
Powraca również na scenę Matka Ziemia ^^
Enjoy!

Komentuj (36)


09.03.2007 :: 21:47
133.
Shama stał na środku komnaty, zielone ogniki tańczyły w jego oczach niemal radośnie.
Dreszcze przeszedł po plecach Vedzi, kiedy go zobaczyła takiego zadowolonego z siebie. Chociaż właściwie za każdym razem, kiedy go widziała dostawała gęsiej skórki. Nie wiedziała o nim absolutnie nic poza tym, że był wojownikiem Gai. O pozostałej trójce zdążyła się czegoś dowiedzieć, poznać ich bliżej, przez ten czas spędzony w świątyni, ale Shama... był jak złowrogi cień, każde jego pojawienie się źle wróżyło. Takie w każdym razie miała wrażenie, mimo że jak twierdzili wszyscy, był oddanym i wiernym wojownikiem. Vedzia nie miała wątpliwości co do tego. Shama jawił się jako niezłomny wykonawca woli... pytanie tylko czyjej? Czy aby na pewno jej, jak sam twierdzi? A może tej innej Gaii, tej która żyje w Vedzi, tej, która jeszcze nie do końca się przebudziła?
Otrząsnęła się z tych niewesołych myśli z chwilą, gdy do komnaty wszedł Rinou. Cóż mogła poradzić, że za każdym razem, kiedy go widziała, uśmiech jakby sam wypływał na jej twarz. Był taki podobny do Milo.
Rinou podszedł do niej, ukłonił się swoim zwyczajem i odwzajemnił uśmiech, dodając jej tym samym nieco otuchy. Dobrze wiedział, że nie znosiła obecności Shamy, zresztą jak wszyscy zebrani.
To też zastanawiało Vedzię... Shama znienawidzony przez pozostałych wojowników, a jednak w kwestii walki z świątynią Ateny pozostawili mu całkowitą swobodę... musieli mu w jakimś sensie ufać. Kiedy zapytała o to Kouri, usłyszała jedynie, że Shama byłby najlepszym ze strategów jakich kiedykolwiek znała ziemia, gdyby potrafił pohamować swój gniew... Natomiast ani Sauri ani Rinou nigdy nie zajmowali się planowaniem, nie było więc sensu, żeby któryś z nich zabierał się za coś, o czym nie ma pojęcia. Vedzia musiała jej przyznać rację, ale na pytanie czym zajmowała się sama Kouri, odpowiedzi nie dostała.
- Imperium upada – zakomunikował Shama swoim nieprzyjemnym głosem. – Mało powiedziane upada. Wali się. W każdym razie jeśli idzie o ich tak zwaną sferę wpływów mitologicznych. Bunt jest wszechobecny. Niebo z Piwnicą zorganizowali sobie nawet armię. Ci, którzy niegdyś podpisali traktaty z Imperium próbują się jakoś z tego wykręcić. Asgard jako pierwszy ogłosił niepodległość – mówiąc to jego twarz wykrzywiła się w grymasie, który z dużą ilością dobrej woli, można by nazwać ironicznym uśmiechem. – Zrobili to, spryciarze, zanim jeszcze ci znad chmurek ogłosili, że wszelkie imperialne kolonie, o ile nie poddadzą się zjednoczonym siłom, zostaną potraktowane jako integralna część Imperium.
- Czyli potraktują ich jak wrogów – dopowiedział Sauri, stojący z założonym rękoma tuż obok Kouri.
- Sprytnie – kiwnął głową Rinou. – Jeśli się nie poddadzą to ich podbiją, jeśli się poddadzą to i tak z jednej sfery wpływów wpadną w drugą.
- Marny wybór – szepnęła Kouri.
Vedzia wolała milczeć, na wojnie specjalnie się nie znała. Zadanie, które niegdyś wykonywała dla Imperium wydawały się jej teraz dziecięcą igraszką. Nie miała przecież pojęcia, że Imperium wyciągało macki dosłownie we wszystkich kierunkach.
Shama nic nie dodał do tego co powiedzieli pozostali tylko kontynuował:
- Co do Asgardu chwilowo mogą spać spokojnie, ale reszta byłych koloni, ma problem. W tym i Zeus.
- Do rzeczy Shama. Widzę, że cały ten prolog ma za zadanie przygotować nas do tej konkretnej wiadomości – warknął nieco zniecierpliwiony Rinou.
Shama posłał mu nienawistne spojrzenie całkowicie czarnych oczu, wyrażające między innymi złość za brak szacunku dla geniusza, tudzież mówiące wprost: „gdybyśmy nie byli po tej samej stronie, to...”
- Pamięta może ktoś z was co Zeus zrobił z Herą? – zapytał.
- Wywalił na zbity ryj – odparł Sauri.
- No właśnie. A Hera jest teraz baaardzo zła.
- Nie widzę związku z Ateną – zauważył Rinou.
- Poczekaj, rozrysuję ci to – mruknął z nieukrywaną satysfakcją Shama.
Podszedł do ściany tuż za nimi, w jego ręce nie wiadomo skąd pojawił się scyzoryk, którym zaczął coś skrobać na murze. Gdy skończył zobaczyli cztery litery tworzące wierzchołki pięciokąta: A, O, Z, H i G.
- Atena, Olimp, Zeus, Hera i Gaia – wytłumaczył wskazując scyzorykiem na odpowiednie litery. – Na Olimpie siedzi Zeus. Hera chce wrócić na Olimp i zwalić Zeusa. My chcemy zwalić z obecnej posady Ateny. Czy jak na razie wszystko jest jasne? – zwrócił się do reszta jak do półgłówków.
- Nie rób z nas idiotów – warknął Sauri.
Shama mówił dalej.
- My pomożemy Herze zwalić Zeusa z Olimpu, a ona pomoże nam.
Nastąpiła chwila ciszy.
- Nie mogę uwierzyć, że ty chcesz komuś pomóc – wydusił wreszcie z siebie Rinou.
- Plan genialny, ale powiedz mi geniuszu, jak my w czwórkę wykopiemy Zeusa z Olimpu? – zapytał sceptycznie nastawiony do zaprezentowanego pomysłu Sauri.
- Po pierwsze nie sami, Hera ma armię Amazonek... no może nie armię, a to co z niej zostało.
- Olimp nie jest zwykła twierdzą – odważyła się odezwać Kouri. – Jej się po prostu zdobyć nie da.
- Dlatego też nie będziemy jej zdobywać – spojrzenie czarnych oczu spoczęło na Vedzi. – Są o wiele lepsze sposoby.
- Shama ja cię naprawdę nie poznaję – stwierdził Rinou. – Układasz się, pomagać chcesz... co ten świat z tobą zrobił?
- Nauczył polityki – warknął w odpowiedzi. – Jest jeszcze coś. Dość istotnym szczegółem jest fakt, że Hera z Amazonkami mieszka obecnie w świątyni Ateny...
Tym razem wszystkich zamurowało. Szczegół rzeczywiście wart wspomnienia...




Komentuj (9)


13.03.2007 :: 22:31
134.
Gdzieś w Grecji.
Miri długo szukała, ale jakoś nie mogła niczego zadowalające znaleźć na greckiej ziemi. Kiedy nieco znużona bezowocnymi poszukiwaniami chciała dać sobie na jakiś czas spokój, dotarły do niej odległe dźwięki śmierci...
Zawsze tak się działo, gdy jakiś jej odległy potomek umierał. Tym razem dźwięki były niezrozumiale chaotyczne. Nigdy podobnych nie słyszała... za każdym razem były delikatne, choć nieco smutne, ale nietrudno było nazwać je piękną melodią. To co teraz słyszała to istna kakofonia!
Miri wkurzyła się nie na żarty. Coraz głośniejsze dźwięki ledwo mogła znieść. Postanowiła więc sprawdzić, co też się dzieje.
Dla Miri, kiedy bardzo tego zapragnęła, przestrzeń nie stanowiła najmniejszych przeszkód. Fakt, że z tej umiejętności korzystała dość rzadko można tłumaczyć jedynie tym, że taki manewr nie pozostawał niezauważony. Teraz jednak Miri miała to gdzieś, chciała po prostu uciszyć ten hałas, gdyż powoli przestawała słyszeć własne myśli.

Polska. Szczecin. (XD jakoś padło na Szczecin)
Przed szpital zajechała karetka. Przywieźli nieprzytomną nastolatkę. Próba samobójcza. Rodzice znaleźli ją w wannie z podciętymi wzdłuż żyłam.
Lekarz dyżurny pokręcił głową bardziej ze współczucia dla rodziców niż dla małolaty. Naprawdę nigdy nie mógł zrozumieć, jak można chcieć sobie odebrać życie mając piętnaście lat i wszystko przed sobą. Westchnął ciężko nad brakiem pomysłowości dzisiejszej młodzieży i zajął się dziewczyną.
Nikt specjalnie nie zwrócił uwagi na dzieciaka plątającego się po korytarzu.

To ona! Ta mała smarkula!
Miri poczuła wstręt do niebrzydkiej brunetki, którą zajęli się lekarze.
Była na granicy śmierci i panicznie się tego bała.
Cóż za ironia, przecież sama ją wzywała...
Stąd kakofonia! To po prostu strach.
Od kiedy Miri sięgała pamięcią, nikt z jej potomków nie starał się odebrać sobie życia. Większość umierała w późnej starości, witając śmierć jako długo oczekiwanego gościa. Niektórzy ginęli szybko i nieoczekiwanie. Ale strach? Strach przed śmiercią? Nigdy...
Lekarze walczyli o tę małą. Poniekąd dziwiło to Miri... bo i po co, skoro ktoś był na tyle głupi... Żeby było śmieszniej, wydawało się, że powoli zawracali dziewczynę z drogi ku światłości w ciemnym tunelu...
O nie!
Nie może na to pozwolić. Tylu, których nie chciało umrzeć, żegnało się z życiem, a tej małej, marnotrawnej istocie ma być zwrócone, co sama dobrowolnie odrzuciła? Przenigdy!
Miri postanowiła wymierzyć sprawiedliwość, licząc według własnej miary. Złośliwy uśmieszek przepłynął po jej dziecięcej buzi.
Dźwięki śmierci powoli milkły...
- Not so fast – mruknęła do siebie. – I’m not done with you yet.

Chwilę później jakaś pielęgniarka natknęła się na leżącą na podłodze dziewczynkę. Już nie żyła. Kobieta nie mogła zrozumieć, jak mogło dojść do tego, że w szpitalu, tuż pod nosem lekarzy, ktoś umarł! Mała nie miała żadnych dokumentów i jak się okazało, nikt nigdy jej tu nie widział.

Duch Miri krążył nad ciałem nastolatki.
„Teraz już się nie wywiniesz” – pomyślała.
„Kto to?!” – usłyszała myśli przerażonej, nieprzytomnej dziewczyny.
„Przyszłam cię zabrać” – odpowiedziała. – „Nikt ci nie mówił, żeby nie zadzierać ze śmiercią?”
„Nie! Proszę nie! Ja wcale nie chciałam! Nie zabieraj mnie!” – wołała zrozpaczona dusza.
„I naprawdę sądzisz, że twoje żałosne skomlenie coś da? Że coś takiego mnie wzruszy? Nie mam litości, dla tych, którzy nie cenią życia” – warknęła Miri i zniżyła się nad ciałem dziewczyny. – „I nie ma wyjątków.”
Wniknęła w nastolatkę.
Dokładnie w tym momencie serce dziewczyny zatrzymało się. Lekarze nie bardzo rozumieli co się dzieje, przecież udało im się ją ustabilizować. Ale po krótkotrwałym masażu, serce podjęło na powrót pracę.
Nikt nie wiedział, że przez te parę sekund ciało, które próbowali utrzymać przy życiu zmieniło właściciela.

Miri bardzo rzadko zdarzało się postąpić, tak jak teraz. Najczęściej gdy zmieniała ciało, wybierała takie, w którym duszy już nie było i wciąż od nowa przeżywała śmierć kliniczną. Naprawdę niewiele zaistniało takich momentów, gdy siłą wyrzucała czyjąś duszę z ciała, które potem przejmowała. Mówiąc szczerze takie przypadki można było policzyć na palcach jednej ręki, a za każdym razem Miri widziała wyraźne powody, żeby wykopać kogoś na tamten świat, zupełnie dosłownie.
Minie kilkanaście godzin, zanim przyzwyczai się do nowego ciała i będzie mogła zupełnie swobodnie z niego korzystać. Tym lepiej, że znajdowała się w szpitalu. Gdy stwierdzą, że już ją uratowali, odstawią na salę i podłączą do kroplówki. Zapewnią tym samym spokój. będzie mogła wtedy po raz kolejny nauczyć się jak poruszać ręką, nogą i jak te wszystkie ruchy odpowiednio zgrać. Chwaliła sobie obecne czasy i szpitale, bo w przeszłości różnie to bywało...


Komentuj (35)


17.03.2007 :: 12:11
135.
Hotel „Po Ateną” XD
Raini z Bliźniakami siedziała w kuchni i rozkoszując się mrożoną herbatką, usiadła przy oknie. Poczuła ciepły powiew powietrza, a wzrok jej powędrował ku czystemu, błękitnemu niebu. Po chwili zaczął opadać aż zatrzymał się na kilku postaciach, znajdujących się w pewnej odległości od świątyni.
Zaraz! Przecież tam był jeden z Goldów, ten dziwaczny kolor włosów... to musiał być Baran. ( _^_ ) Tuż obok niego... dziewczyna, z którą najwyraźniej rozmawiał...
Raini odstawiła filiżankę z rozmachem niemal wylewając zawartość. Bliźniacy spojrzeli na nią zdziwieni.
- Tam jest Shuu – ogłosiła Raini.
Saga i Kanon podeszli do okna.
- No tak – potwierdził Saga. – Trudno zaprzeczyć, nikt nie ma takiej tęczy spranych kolorów we włosach.
Raini spojrzała na niego przelotnie i pomyślała, że faktycznie wszyscy tutaj są raczej mono-kolorowi, jeśli idzie o włosy.
- Fajnie – powiedziała głośno. – Tylko co ona tam robi?
- Migdali się z Mu? – zgadywał Saga.
- Czy ja wiem... – Kanon przyglądał się zaistniałej scence dokładniej. – Tej dwójki tam dalej nie znam. A to wielkie takie... – oczy młodszego z braci rozszerzyły się w zdumieniu. – Jeżeli to nie jest smok, to ze mnie jest święta krowa.
- Mamy już Buddę, nie potrzebna nam jeszcze dodatkowo święta krowa – mruknął zjadliwie Saga, ale zainteresował się jakby bardziej.
Kanon przyglądał się uważnie dłuższą chwilę, a jego nieomylny zmysł (nie wnikajmy który _^_) podpowiadał mu, że:
- Oni będą walczyć. Musimy im pomóc! Ten obcy gromadzi jakieś szalone ilości energii! Dlaczego Mu go nie atakuje teraz?! Nie powinien tak długo czekać!
Kanon już chciał lecieć na pomoc, ale wyrżnął się jak długi na kuchennej podłodze. To Saga podstawił mu nogę, a po chwili wziął za szmaty i przywrócił do pionu.
- Gdzie się rwiesz? Myślisz, że Mu sobie nie poradzi?
- Może mieć pewne problemy, wnioskując z tego co ten obcy...
- Nie pierdol – przerwał mu brat.
- Ale ja mam misję! – uniósł się Kanon. – Muszę stać po stronie sprawiedliwości! Pomagać słabszym. Zwalczać zło.
Raini spojrzała na niego z ukosa i uniosła brew. Natomiast Saga sprzedał bratu liścia.
- Opanuj się. Wiem, wiem, ubzdurałeś sobie, że masz misje, że musisz zadośćuczynić za swoje grzechy itede itepe. Ale tyle razy ci powtarzam, nie pchaj się gdzie nie jesteś potrzebny!
- Ale ja jestem potrzebny!
- Wmawiasz sobie! Muszę cię wreszcie do psychiatry zabrać!
- Chcesz mnie zamknąć w wariatkowie!?
- Jeśli będzie to konieczne...
Raini tymczasem znów spojrzała na postacie na skale. Atmosfera między nimi wyraźnie gęstniała, wyczuwała to nawet na odległość.
- Oni tam faktycznie mogą mieć problem – stwierdziła cicho, wzięła filiżankę i usadowiła się wygodniej, gotowa przyglądać się, co też miało się wydarzyć.

Na skałach.
- Powiedz mi szczerze, chcesz się mnie pozbyć? – mruknął Mu podejrzliwie.
- Co?! – zdurniała Shuu.
- Odpowiedz mi!
- Słoneczko ci przygrzało za mocno? Skąd ci w ogóle coś takiego do łba mogło przyjść?!
- Czekamy na atak, zamiast atakować, ewidentnie chcesz mojej śmierci.
- Przecież nie umrzesz od pierwszego, lepszego draśnięcia.
- Od jednego nie, od wielu całkiem możliwe – uśmiechnął się dość kwaśno Baran.
- Nie rozumiem...
- To ja nie rozumiem na co czekamy...
- Może się opamięta – mruknęła Shuu z nadzieją.
- Szczerze powątpiewam.
Ich konwersację (na poziomie XD) przerwał krzyk Nemi. Oboje ze zdziwieniem patrzyli jak stojący naprzeciwko nich facet zaczął się zapadać w skale... zupełnie jakby to było bagno albo ruchome piaski. Ale jak to możliwe?
Nemi próbował się jakoś wydostać, ale im bardziej się wyrywał, tym bardziej się zapadał... Wreszcie wypuścił z rąk oba medaliony i już tylko zapierał się jak mógł, żeby nie zniknąć w skale w całości.
- To ci niecodzienny widok – podsumował Mu.
- A widzisz, mówiłam, żeby poczekać – triumfowała Shuu.
- Jak mi powiesz, że to zjawisko to twoja robota, to ci nie uwierzę.
Iluzoryczna wywaliła w odpowiedzi język.

Segno patrzyła na to zdarzenie w przerażeniu. Nie miała wątpliwości, kto za tym stał... ale była tak zszokowana, że nie mogła się poruszyć.
Wreszcie Nemi przestał się zapadać. Segno odetchnęła z ulgą.
- Mówiłam, że ci pomogę – usłyszała szept tuż koło swojego ucha. – Weź teraz swój medalion.
Segno podeszła i podniosła z ziemi oba naszyjniki, jedna od razu zawiesiła na szyi, drugi trzymała w ręce. Uśmiechnęła się dość blado w kierunku Shuu i Mu, po czym podeszła do nich, nie zwracając uwagi na krzyki Nemi.
- Co ty robisz? Nie mogłabyś mi jakoś pomóc?!
- Poczekaj chwilę – rzuciła mu w odpowiedzi.
Wiedziała, miała absolutną pewność, że Segno z tego świata nie zrobi Nemi najmniejszej krzywdy. Po prostu nie mogłaby. Zdołała go unieruchomić i pokrzyżować jego plany, ale nic więcej. I na nic więcej nie powinna liczyć, teraz musi zadziałać sama.
- Przepraszam – powiedziała stając dwa kroki od naszej ulubionej pary (;3). – Przepraszam za siebie i za niego.
Shuu wystąpiła naprzód (bo dotychczas stała za Mu XD hehe).
- Czy to ty? – zapytała patrząc na wściekłego Nemi.
Segno uśmiechnęła się nieco rozbawiona.
- Poniekąd ja.
- Co masz zamiar teraz robić? – zapytał podejrzliwie Mu.
- Ja nie chcę walczyć. W ogóle nie chciałam z wami walczyć. Naprawdę przydałabyś się nam Shuu, ale nie mogę cię do niczego zmusić. Nawet jeśli jakimś cudem, udałoby się nam cię porwać, wątpię czy pomogłabyś nam. Robiłabyś raczej wszystko na przekór, prawda?
- Jak ty dobrze ją znasz – stwierdził nieco złośliwie Mu.
- Taka była moja córka. Wiesz jakie to dziwne – zawróciła się do Shuu, a w ciepłych oczach zamigotał smutek. – Patrzę na ciebie i widzę moją córkę, mimo że wiem, iż nie jesteś nią.
Iluzoryczna nie wiedziała co powiedzieć.
- Chciałabym wam pomóc – odezwała się po chwili. – Naprawdę, ale nie chcę odchodzić z tego świata!
- Rozumiem.
- On nie rozumie – zauważyła Shuu, patrząc przelotnie na Nemi.
- Widzisz, on panicznie się boi, że to co zbudowała nasz Shuu upadnie. Włożyła całe serce w nasze niemal niepodległe państwo. Nemi chce ocalić to co stworzyła, jakby to była jedyna pamiątka jaka po niej została. Cały czas powtarza, że Ona żyje... może uważa, że żyje jako duch opiekuńczy naszego kraju? Jeżeli państwo zniknie, ona również... Naprawdę nie wiem, co on myśli, ale jednego jestem pewna, robi to dla Shuu. Po jej zniknięciu bardzo cierpiał...
- Nie tylko on – powiedział cicho Mu. – Ty także. I to podwójnie.
Segno spojrzała na niego zmieszana.
Shuu nie do końca połapała się o co chodzi, ale po chwili ciszy odezwała się.
- Myślałam nad tym, co mi opowiedzieliście, o położeniu waszego kraju. Wydaje mi się, że powinniście spróbować i zobaczyć co znajduje się za tą pustynią. Może wcale nie jest taka rozległa, jak się wydaje. Może uda wam się w ten sposób uciec od tego tam... jak się nazywało to wielkie państwo?
- Nehyr – odpowiedziała Segno.
- Właśnie. Mogę się mylić, może to najgorsza rada... ale nic więcej nie mogę dla was zrobić. Mam tylko przeczucie, że to jedynie właściwa droga... i że ta pustynia będzie dla was wszystkich punktem zwrotnym... tam znajdziecie coś bardzo ważnego, chociaż nie wiem co by to mogło być.
Segno spojrzała uważnie na Shuu po czym zapytała:
- Czy umiesz odczytywać zostawione na przedmiotach ślady? Mam na myśli takie duchowe ślady...
Iluzoryczna zaniemówiła.
- Nie wiem... nigdy nie próbowałam.
Segno podała Shuu medalion, który trzymała w ręce.
- Nosiła go moja córka, na dzień przed swoim zniknięciem oddała go Nemi. Weź go i zobaczy czy coś widzisz.
Shuu z wahaniem wzięła do medalion.
Nie zauważyła, że gdy tylko go dotknęła, rozeszła się od niej jakby fala w powietrzu, na tyle słaba, że ledwo wyczuwalna, ale Mu ją dostrzegł. Szczerze powiedziawszy zaniepokoiło go to.
Shuu Zrobiło się dość dziwnie... nieswojo... Zamknęła oczy... Słońce, widziała wyraźnie symbol słońca, który dostrzegła na medalionie. „Najbliżej słońca” – te dwa słowa zaczęły jej się obijać po głowie. Potem poczuła, jakby w ustach miała piasek i zobaczyła zalaną słońcem pustynię... falujące od gorąca powietrze. I niesamowicie niebieskie niebo. Nigdy nie widziała takiego odcienia... i ani jednej chmurki. Nagle jakiś cień przesłonił słońce. Jakiś ptak... krążył wokół żółtej tarczy, ale systematycznie zniżał lot. W końcu wylądował przed nią biały gołąb.
- Ptak – szepnęła. – Na pustynie znajdziecie białego ptaka. To wasza nowa przyszłość. Wydaje mi się – dodała otwierając oczy i oddając medalion Segno. – Wydaje mi się, że Shuu o tym wiedziała, że czeka was nowa przyszłość, dlatego odeszła. Wyczułam to z tego medalionu. Nie chciała, ale odeszła. „Bo tak będzie lepiej” – powtarzała sobie w myślach, gdy oddawała go Nemi. Wyraźnie to słyszałam.
- Czy ona żyje? – zapytała Segno z nadzieją.
- Tego nie wiem... ale jeśli nawet... przykro mi już nigdy jej nie zobaczycie. Tego jestem pewna.
Segno zasmuciła się. Ale po chwili uśmiechnęła do Shuu i powiedziała:
- Dziękuję. Masz takie same zdolności co moja córka.
- Nigdy jakoś tego nie zauważyłam.
- Może nie zdawałaś sobie z tego sprawy... albo nie z każdego przedmiotu można czytać... Ale bardzo ci dziękuję. To co powiedziałaś, jest bardzo ważne. Kiedy Shuu odeszła zabrała ze sobą wszystkie księgi jakie zapisała, a było ich dość sporo... zostawiła jedną wyrwaną kartkę, na której napisała niewyraźnie, jakby się spieszyła: „gdzie cień białego, nieznanego ptaka” tylko tyle.
- Widziałam białego gołębia.
Segno skinęła głową.
- W takim razie wyruszymy na pustynię – zdecydowała wyjątkowo stanowczo.
- Kiedy? – zdziwiła się Shuu.
- Kiedy tylko wrócimy do domu. A musimy się spieszyć. Kto wie, co zostało z naszego państwa... Czy mogę... – zapytała nieśmiało. – Czy mogę cię przytulić na pożegnanie?
Shuu kiwnęła głową i już znalazła się w ramionach „matki z innego świata”.
- Jeszcze raz dziękuję – szepnęła Segno.
Cofnęła się i spojrzała na Shuu i Mu, po czym uśmiechnęła się:
- Mam nadzieję, że będziecie szczęśliwi.
Odwróciła się i podeszła do Nemi, który patrzył na nią gniewnie.
- Wracamy do domu – zakomunikowała Segno.
- A co z nią?! – Nemi wbił wzrok w Shuu.
- Jej miejsce jest tutaj, a nasze w domu. Poszukamy przyszłości na pustyni.
- Oszalałaś?! Chcesz zaprowadzić swój lud na pewną śmierć?!
Segno uśmiechnęła się smutno.
- Segno – mruknęła pod nosem. – Czy mogłabyś go uwolnić?
Nagle skała zatrzęsła się i niemal wypluła Nemi. Facet odczołgał się jak najdalej od złowrogiej skały i usiadła. Segno przyklękła przed nim i wzięła jego twarz w dłonie.
- Nasz lud nas potrzebuje. Shuu spełniła swoje zdanie, teraz przyszła kolej na nas. Źle się stało, że straciliśmy tyle czasu na podróż tutaj. Chociaż... może nie... może tak właśnie miało być.
- Dlaczego chcesz odejść bez niej? – jęknął Nemi, słychać było rozpacz w jego głosie.
Segno zmusiła go, żeby spojrzał jej w oczy.
- Bo dla niej nie ma tam miejsca.
Nemi złagodniał. Segno zawiesiła mu na szyi medalion i pocałowała w czoło.
- Nie możemy żyć jedynie przeszłością. Nic co minęło nie powróci, prawda?
Nemi jedynie kiwnął głową, widać było, że bije się z myślami.
- Czy chciałbyś, żeby kiedy jeszcze Shuu była z nami, ktoś wpadł do naszego świata i chciał ją sobie po prostu porwać?
- Nie!
- A my właśnie to chcieliśmy zrobić.
- Ale mieliśmy cel!
- Może tamten ktoś też miałby cel...
- Od początku byłaś przeciwna tej wyprawie, czy tylko dlatego przybyłaś tu ze mną, żeby wytłumaczyć mi, że nic z tego?
- Nie tylko...
- Więc dlaczego?
Segno wstała.
- Chodźmy już. Im szybciej wrócimy tym lepiej – mówiąc to podeszła do Sherr.
Nemi powlekł się za nią. Spojrzał na Shuu i zmrużył oczy. Iluzoryczna odruchowo cofnęła się. Ale Nemi tylko westchnął i wsiadł na smoka razem z Segno.
Po chwili byli już daleko. Na skale zostali jedynie Shuu i Mu.


Komentuj (17)


20.03.2007 :: 13:08
136.
Shuu patrzyła za odlatującym Smokiem i nagle się roześmiała.
- Co jest? – zdziwił się Mu.
- I odlecieli w stronę zachodzącego słońca – Shuu kulała się po skale.
Mu przyglądał się jej z uniesioną brwią (XD bo Mu ma brwi :P mimo że niektórzy twierdzą inaczej :P).
- No i?
- Jak w westernach!
- Ty jednak jesteś niepoważna – podsumował i uśmiechnął się do siebie.
Shuu siupnęła po turecku i wpatrywała się w znikający w oddali cień. Westchnęła i powiedziała cicho:
- Nawet nie wiesz jak się cieszę, że nic się nie stało.
Mu przykląkł obok i przyglądał się jej.
- Miałam naprawdę złe przeczucia – kontynuowała tymczasem Iluzoryczna. – Ale właściwie nic się nie stało... pogadaliśmy sobie i tyle.
- No wiesz... przez nich Atena się zgubiła, no i konkordat.
- Wielkie dzięki za pocieszenie – westchnęła Shuu. – Ale! Nie zginąłeś – wyrwało jej się po chwili.
Mu spojrzał uważniej w jej oczy.
- Coś ukrywasz – mruknął.
Shuu odwrócił wzrok, ale on zmusił ją, żeby znów pojrzała na niego.
- Mów.
- Czułam, że cię stracę.
Dostrzegł autentyczny strach w jej oczach. Pogładził jej kolorowe włosy, ale nie znalazł słów pocieszenia. Nie wiedział na ile można ufać jej przeczuciom. Jeżeli nic nie znaczyły, to znaczy, że wysłała parę z innego świata do domu z fałszywą nadzieją. Ale jeżeli faktycznie potrafiła wyczuć przyszłość... cóż nie wróżyło im to najlepiej.
Milczeli. Przytuleni do siebie, wpatrywali się w słońce znikające za linią horyzontu.

- I nie było akcji – podsumowała Raini.
- Teraz to się zrobił łzawy romans – skrzywił się Saga. – Szkoda, że nie pornos – dodał po cichu.
Kanon, który akurat to usłyszał, uniósł wzrok ku niebu (a raczej ku sufitowi XD) w niemym geście bezsilności. Ktoś go tam bardzo nie lubił, skoro sprezentował mu takiego brata.
Raini już się podnosiła z miejsca, ale usiadła z powrotem. I już zupełnie rozbawiona obserwowała jakąś nieznaną personą, próbującą przemknąć niezauważenie po terenie przyświątynnym. Stwierdziła, że był to facet, lekko utykający, z najwyraźniej zabandażowaną ręką. Wciąż rozglądał się nerwowo dookoła, jakby tylko czekał aż ktoś go znienacka zaatakuje.
Dwójka bohaterów taniego romansu (XD auto-pojazd czyli Shuu bardzo nudziło się na koreańskim XD) oczywiście niczego nie zauważyła. Totalnie pochłonięci sobą, prawdopodobnie nie zwróciliby uwagi nawet na nalot bombowców z czasów Drugiej Wojny Światowej... albo ruszcie wyobraźnią (XD) w każdym razie i tak bardzo wątpliwe czy by to zauważyli. (:P)
Raini westchnęła. Ci to mieli swój, własny świat. Spojrzała krzywo na Bliźniaków. Saga właśnie nabijał się z poczucia misji brata i gadał coś o wielkiej, złej, przypalonej patelni, a Kanon ganiał za nim po kuchni z płynem do mycia naczyń.
- Z kim ja się zadaję? – mruknęła do siebie Zerojedynkowa, po czym złapała przebiegającego właśnie obok niej Sagę za szmaty.
Bliźniak spojrzał na nią pytająco, a Kanon zamienił się w jeden, wielki znak zapytania.
- Nieważne – stwierdziła Raini, puściła Sagę i wyszła z kuchni.
Zanim Bliźniaki pozbierały się z rozumem i wybiegły na korytarz, Zerojedynkowej nie było już widać.
- Niedobrze, niedobrze – zmartwił się Kanon.
- Nie marudź. Ty na prawo, ja na lewo i lepiej, żebyśmy ją znaleźli.
- Wątpisz czy poradzi sobie sama?
- Może i poradzi, ale jak mam jeszcze raz odbudowywać tę cholerną świątynię, to wolę się nie dowiadywać czy ona sobie poradziła, czy nie. Nie wiesz, że lepiej zapobiegać niż leczyć?
I z tymi, jakże mądrymi słowami, zasadził bratu kopa w tyłek.
- Ruszaj się – warknął na pożegnanie i pobiegł w swoją stronę.

Raini tymczasem nie bardzo myślała nad tym dokąd idzie i skręciła parę razy w różne korytarze... wreszcie, gdy ocknęła się z zamyślenia, stwierdził, że właściwie nie ma zielonego pojęcia, gdzie się znajduje.
Zawróciła. Może jakoś uda jej się wrócić po własnych śladach, chociaż prawdę mówiąc nie bardzo zważała na to którędy szła.
Usłyszała czyjeś szybkie kroki. Nastawiła uszu. Odgłos dobiegał z korytarza który właśnie minęła. Dwie osoby. To na pewno były dwie osoby.
Pytanie czy miała ochotę się z nimi spotykać. Szybko skonsultowała się ze sobą i stwierdziła, że nie za bardzo.
Rozejrzała się uważnie. Kolejne drzwi na lewo były uchylone. Wśliznęła się więc do pokoju, w którym panował już półmrok, bo promienie słońca tu nie docierały. Oparła się plecami o ścianę i przez lekko uchylone drzwi obserwowała korytarz.
Przyszło jej na myśl, że może to Saga i Kanon jej szukali, tym bardziej postanowiła nie dać się znaleźć. A niech szukają!
Ale wtedy usłyszała głos. Kobiecy głos. O wszystko mogła podejrzewać Bliźniaków, ale nie o babski głos.
- Streszczaj się. Nie mam ochoty nikogo spotkać.
- Wyobraź sobie, że ja też nie – odpowiedział jej męski głos.
Tuż obok jej drzwi przeszedł dość szybko Camus z czymś zawiniętym w prześcieradło, a tuż za nim szła...
Raini szczęka opadła. Przecież to Silene.
„Ciekawe kogo jeszcze tu spotkam?” – pomyślała.
Poczekała aż odgłos kroków oddali się i wreszcie odważyła się wyjść z pokoju. Ku swemu zdziwieniu zobaczyła na podłodze kilka piór. Śnieżnobiałe pióra mieniły się w sztucznym świetle zapalonych w korytarzu lamp. Raini rozejrzała się i zobaczyła, że więcej pierza leży na zakręcie.
- Co oni mogli nieść – zastanawiała się cicho. – Kurczaka? Będą obiadek gotować czy co?
Chwilę postała w miejscu, ale w końcu ruszyła tropem zostawionym przez pióra, które po drodze nie omieszkała pozbierać.
Znów usłyszała czyjeś kroki, tym razem jednak odgłos przybliżał się w zadziwiającym tempie, nie miała nawet czasu pomyśleć, gdzie by tu się ukryć, gdy zza zakrętu wyleciał Ryba, przy czym trochę nie wyrobił i wkomponował się chwilowo w ścianę.
- Nic ci nie jest? – zapytała próbującego stanąć prosto Afro.
- Spooooooko – wyszczerzył. – Widziałaś Shiona?
- Nie...
- Cóż... jak go zobaczysz to powiedz, że go szukam – i poleciał dalej, a wnioskując z odgłosów, na kolejnym zakręcie też nie wyrobił.
Raini stała przez chwilę na środku korytarza, zbita z tropu spotkaniem z Rybą i jego reakcją, a raczej brakiem reakcji, na jej osobę. W końcu wzruszyła ramionami i poszła dalej. Nie przeszła jednak dziesięciu metrów, gdy ktoś zakrył jej usta dłonią i usłyszała tuż koło swojego ucha:
- Mam cię.
Po czym została siłą wciągnięta za jakieś drzwi.


Komentuj (18)


22.03.2007 :: 18:34
137.
Gdzieś pod ciemnym niebem.
- Jesteś pewna? – zapytał dość niepewnie Nemi.
- To jedyne rozsądne wyjście – odpowiedziała Segno. – Nie możemy nikogo porywać, tyle chyba sam zrozumiałeś.
Nemi jedynie westchnął.
Nie powiedzieli już nic więcej, bo i nie było o czym mówić, decyzja została podjęta. Ciszę zakłócał jedynie miarowy szum skrzydeł smoka.
- Tutaj – w końcu odezwał się Nemi, Sherr zanurkowała w dół i wylądowała na jakiejś polanie w lesie.
Ledwo wylądowali na ziemi, Segno zeskoczyła z grzbietu Smoka. Przyklękła i dotknęła dłonią ziemi.
- Koniku – szepnęła. – Chodź do nas.
Nemi tymczasem również zeskoczył na ziemię i poklepał Sherr po pyszczku.
- Dzięki za pomoc – mruknął.
„Jakbym miała inne wyjście” – pomyślała Sherr.
Nagle z całkiem bliska usłyszeli rżenie i już po chwili na polanę wbiegł Jednorożec.
„Ty tutaj?!” – zdziwiła się Smoczyca na jej widok.
„Dzięki za pamięć o mnie!” – Elia wydawała się niepocieszona.
„Myślałam, że już cię nigdy nie zobaczę” – próbowała się nieporadnie bronić Sherr.
„A ja myślałam, że wszyscy o mnie zapomnieli”.
Ich wymianę myśli przerwała Segno, która podeszła do Jednorożca. Pogładziła Elię po mordce i uśmiechnęła się.
- Po naszym zniknięciu wrócicie do normy – szepnęła. – Mam nadzieję, że nie macie nam za złe – zwróciła się do obu. – Ja zawsze chciałam zobaczyć Jednorożca, a w naszym świecie medaliony nie mają takiej siły sprawczej. Trzeba więc było skorzystać z jedynej okazji.
Nemi tymczasem, z kartką w ręku, rysował jakieś symbole na ziemi. Wreszcie, gdy skończył, wyprostował się i przywołał Segno do siebie.
Oboje weszli w najmniejszy z kręgów. Odwrócili się plecami do siebie i wyciągnęli ku niebu dłonie, w których trzymali medaliony z emblematami słońca.
Sherr i Elia widziały ich postacie, powoli znikające w jasnej poświacie wypływającej jakby z pomiędzy nich. Wreszcie światło stało się tak jasne, że oślepiło obie przemienione dziewczyny. Przymrużyły oczy i wtedy znów zrobiło się ciemno, a Smok i Jednorożec zostały odrzucone od miejsca, gdzie znikła para z innego wymiaru.

Hotel. Albo raczej okolice.
Aiakos przysiągłby, że widział Smoka... Prawdziwego Smoka! I to jeszcze dosiadanego przez dwójkę ludzi.
Nigdy w życiu nie bał się tak jak teraz. Skąd wziął się ten niczym nieuzasadniony strach? Nie miał pojęcia. Zupełnie jakby ktoś wszczepił w niego nieznane dotychczas uczucie, które ścina krew w żyłach i nie pozwala logicznie myśleć. Chciał jedynie jak najszybciej znaleźć się z dala od „pola rażenia” smoka.
Aiakos nigdy by się nie przyznał, że po prostu spanikował i to z powodu jakiegoś przerośniętego gada (XD). Problem polegał na tym, że ów gad budził w nim strach, uczucie zupełnie niegodne jego, sędziego (rodem z Hadesu XD).
Wreszcie cień, ten złowieszczy cień mknący w stronę czerwonego słońca, znikł. Aiakos uspokoił się i w końcu zatrzymał w swojej panicznej ucieczce niewiadomo dokąd. Mógł pomyśleć spokojnie.
Jakim cudem znalazł się tutaj, w samym sercu świątyni Ateny? I dlaczego, na najświętsze Pola Elizejskie, są tu również Amazonki, które przecież służyły Aresowi, a z tego co pamiętał, czerwonowłosy przeszedł na stronę Imperium już dawno temu. Czyżby Atena razem ze swoją świtą również? Jakoś nie mógł sobie tego wyobrazić, wszakże Atena, jaką poznał to skończona idiotka. Bogata, a skąpiąca na wszystkim, mało zainteresowana polityką, którą zostawiła swojej elicie – Goldom. Szczerze natomiast wątpił, żeby któryś z nadętych złomiarzy miał ochotę układać się z Imperium.
Aiakos pogubił się w tym wszystkim W tej chwili chciał po prostu wrócić do domu, ale jedyna droga prowadziła w dół po schodach, przez dwanaście siedzib zodiakalnych stworów... Ale przecież... znów poczuł, że strach odbiera mu zdolność logicznego myślenia... ale przecież, gdyby spotkał Goldów, na pewno wywiąże się walka, a co jeśli oni mają smoki?!
Nie wiedział dlaczego jego myśli wciąż krążyły wkoło tego gadziego tematu. Jedna z Amazonek powiedziała przecież, że nie ma tu smoków, ale widział jednego na własne oczy, zatem kłamała! Są tu pewnie całe stada tych złych i wygłodniałych gadów.
Ale musi się przecież jakoś stąd wydostać!
Nagle usłyszał jakiś przeciągły krzyk, a może raczej pisk, który zdawał się zbliżać.
Brzmiało to mniej więcej tak:
„Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!”
Zwrócił się w stronę, z której dochodził ów dziwny dźwięk.
U szczytu schodów pojawiła się ciemnoskóra kobieta, najwyraźniej uciekała. Tuż za nią...
- SMOK!!! – wydarł się Aiakos.
Odwrócił się i pognał przed siebie, tak szybko jak tylko mógł, nieco kulejąc. Po chwili wpadł w otwarte ramiona szukającej go Amazonki.

Tinwe natomiast, bo to przecież ona była ścigana przez pokemoniastego smoka (nie wnikamy w konkretną rasę :P), wbiegła do środka świątyni i wpadła na Shurę.
- Ratunku! – rzuciła mu się na szyję.
- O co kaman?! – Rogacz był totalnie zdezorientowany i na lekkim kacu, zupełnie nie wiedział, jak ma zareagować.
- Bo ja nie chciałam... ale one stamtąd wypadły... i ten smok... na niego nie działa moja magia, a on chce mi zrobić kuku – streściła mu wszystko co godne uwagi Tinwe.
- Eeee? – nie do końca zczaił bazę Shura.
Nad głową Elfki dostrzegł siedzącego przed wejściem czerwonego smoka, który machał ogonem jak pies.
- Pokemon – stwierdził Shura.
Chwilę jeszcze trwało zanim jego zmęczony mózg i pozostałe przy życiu szare komórki podjęły pracę... w końcu połączył wszystkie części tej skomplikowanej układanki.
- Pokemony Wagi?! – wykrzyknął. – Wypuściłaś jego pokemony?
- No tak... przez przypadek...
Koziorożec ryknął śmiechem.
Tinwe nie widziała w tym nic śmiesznego, przecież ten wielki, straszny, magio-odporny gad stał tam na zewnątrz i czyhał na jej życie!
Zwabiony rykiem Shury, wychylił się zza zakrętu DM. To co zobaczył, nie bardzo mu się spodobało. Elfka wisząca w gorącym uścisku z tym pijaczyną?!
- Co tu się dzieje? – warknął.
- Wiesz co panna uszasta zrobiła? – wykrztusił Koziorożec, uwalniając się z objęć Tinwe i zataczając ze śmiechu.
- Kupiła ci pół litra?
- Lepiej! Uwolniła pokemony Wagi.
DM szczena opadła. Zupełnie zapomniał o złowrogiej zazdrości lęgnącej się w głębi jego serca. Podleciał do Elfki i spontanicznie wziął ją w ramiona, zakręcił się wraz z nią kilka razy, postawił na ziemi i stwierdził z wielkim bananem na mordzie:
- Normalnie kocham cię! – i nie czekając na nic pocałował zdezorientowaną Tinwe.
Po chwili jakby się opamiętał. Odkleił się od Elfki, spojrzał na nią przerażony swoim zachowaniem, spalił raka (XD) po czym najnormalniej w świecie uciekł.



-------------------------------------------
Większa część notki sponsorowana jest przez zajęcia z Literatury koreańskiej XD

Komentuj (22)