21.03.2008 :: 01:35
154.
Tajemnicza postać stanęła przed schodami. Powoli uniosła głowę i tak unosiła i unosiła... a schodów nie było widać końca...
- Chyba sobie raczysz żartować - zapowietrzyła się niedowierzając własnym oczom.
Spojrza na walizkę, na schody, z powrotem na walizkę i znów na schody.
- To się ewidentnie wyklucza – wywnioskowała po chwili i usiadła zmęczona na schodach. - Wnoszenie tej walichy po TYCH schodach w ogóle nie wchodzi w rachubę. Ale mam zostawić... w sumie tu nie Polska... - rozejrzała się dookoła. - I jakoś tłumów nie widzę... ale!
- Urusai!*
- Hę?! - postać aż podskoczyła i momentalnie obróciła się.
Za nią, na przed chwilą pustych schodach, leżało coś. Coś długiego. Tajemnicza persona wstała i podeszła do owego czegoś rozciągniętego na schodach. Z bliska okazało się być człowiekiem, rozłożonym leniwie na stopniach, z książką położoną na głowie.
- Skąd on się tu... - zaczęła się zastanawiać na głos.
- Urusai – znowu usłyszała ten głos. - Nie możesz trochę ciszej? Ja tu odpoczywam.
Tuż nad głową tajemniczej postaci zapaliła się lampka. Bezczelnie ściągnęła książkę z głowy nieznajomego.
Facet nie wydawał się specjalnie szczęśliwy. Nieznajomym okazł się być Azjata... rudawy Azjata. Tajemniczej (mówiąc w skrócie XD) aż oko na ten widok zalatało, ale jakoś to przełknęła.
- Słuchaj – przeszła bez wstępów do sedna. - Tam leży moja walicha, skoro tak sobie tu leżysz to weź jej popilnuj przez chwilę. Ja tylko wleze tam na górę i zaraz będę z powrotem – i poleciała.
Azjata z lekko zdziwioną miną spojrzał na walizkę, wzruszył ramionami i uwalił się z powrotem. (ja wiem, że wy (wtajemniczone) wiecie kto to jest XD ale ciiii... i nie wnikamy dlaczego nasz Azjata umie w ludzkim języku przemawiać XD)
Przed przybytkiem Ateny.
- Ale Milo, nie musisz tak mnie niańczyć – Vedzia wydawała się nieco rozeźlona. - Zapewniam cię, że umiem się bronić... o ataku nie wspominając – dokończyła nieco ciszej.
- Kochanie... Scarlet Needle... teraz kiedy cie wreszcie mam z po... Scarlet Needle... z powrotem, nie chcę cię stracić – tłumaczył Skorpion wyręczając Różową tak w atakach jak i w obronie.
- No nie... - Vedzia miała ochotę potrząsnąć swoim kochaniem. - Czy ty w ogóle słyszysz co ja do ciebie mówię?
- Słyszę, ale przecież jestem rycerzem, muszę cię bronić.
- Według wszelkich reguł musisz bronić Ateny – wtrąciła się Silene. - Ale widać to taki typ, który jak nie ma czego bronić to będzie bronił czegokolwiek.
- Czegokolwiek? - Vedzi aż powieka zalatała. - No dziękuję ci uprzejmie.
- Nie miałam na myśli ciebie, to takie ogólne spostrzeżenie – mruknęła wampirzyca i wróciła do Wodnika. - Siad! Nie ruszaj się.
- Ale nas atakują... - zauważył Camus.
- No i co z tego? Ja mojego tak łatwo nie oddaję!
- A od kiedy ja stałem się czyjąś własnością?
Silene odpowiedziała mu groźnym spojrzeniem i dyskusja została zakończona.
Ryba tymczasem stał na samym środku i nie robił nic. Właściwie wszystkie strzały jakimi dotychczas atakowały Amazonki odbijały się od Cristal Wall, więc co się będzie wysilał...
I nagle, jak grom z jasnego nieba... pierdalnął piorun, w sam środek Cristal Wall, przez co zdematerializowała się, a ekipę lekko zwiało do tyłu.
Nikomu nic się nie stało, może poza chwilowym ogłuszeniem, ale ta chwila dała Amazonkom nieprzewidzianą przewagę, udało im się zbliżyć na tyle, że walka na odległość stała się już niemożliwa. Ekipa stanęła twarzą w twarz z jeszcze chwilę temu niemalże współlokatorkami.
- Kurwa mać! – ryknął Shion zanim jeszcze rozpętała się zaciekła bitwa. - Ta dziwka zajebała Zeusowi amunicje!
I faktycznie, nad nimi unosiła się Hera w swoim powozie, który ciągnęły 4 przekarmione pawie ( _^_ ), i bawiła się jednym z piorunów Zeusa.
- I dlaczego w takich chwilach jak ta nie ma Ateny...? - niegdysiejszy mistrz podłamał się.
Ale zaraz przypomniał sobie, że poza obecną ekipą jest jeszcze pare osób, które można wciągnąć w walkę i postanowiwszy ich sprowadzić, znikł.
- A ten gdzie? - zdziwił się Shura.
- Po posiłki! - zacieszał DM.
- Posiłki... - Ryba poskrobał się po łbie, aż wreszcie dotarło. - No taaak, nie ma Shuu i Mu.
- Mojego brata też nie ma – zauważył Saga.
- Mówiliśmy o posiłkach... - mruknął Shura.
Na przeciwnym końcu przytułku Ateny.
- Wujek? - zdziwiła się Raini. - Ty tutaj?
- Sigrun, to znaczy Raini, jak ty się zwracasz do Odyna? - ruda nie mogła uwierzyć własnym uszom. - Co za zniewaga...
- Że co? - Zerojedynkowa zaczynała sie już niecierpliwić zaistaniałą sytuacją. - Posłuchaj no mnie... Po pierwsze nie jestem Sigrun, po drugie tego jegomościa znam od lat i nie jednego mnie nauczył, a po trzecie nie mam zamiaru nigdzie z wami iść. Koniec sprawy możecie sobie wracać, gdzie wasze miejsce.
- A to szkoda – dał się słyszeć głęboki głos nowo przybyłego. - Właśnie przyszedłem cię prosić, żebyś z nami wróciła.
Raini szczęka opadła. Teraz nie wiedziała co ma odpowiedzieć.
- Thor pewnie też by się ucieszył, gdybyś z nami zamieszkała – dorzucił niewinnie Odyn.
- Thor? - Zerojedynkowa przypomniała sobie chłopaka, z którym bawiła się w dzieciństwie.
Był od niej dużo starszy, ale jakoś zawsze znajdowali wspólny język, a jego ojciec tak wiele ją nauczył. Nie byli jej prawdziwą rodziną, ale mogła na nich polegać jak na nikimi innym.
Ciekawe jak teraz wygląda Thor... ale skoro jego ojcem tak naprawdę jest Odyn... to pewnie, nie zestarzał się zbytnio... Thor bogiem... wiedziała, że miał zdolności przekraczające ludzkie, tak samo jak jego ojciec i ona sama... ale... jakoś nie potrafiła tego wszystkiego przetrawić, zasypana tyloma informacjami na raz...
- Ekhm! - przypomniał o sobie Shion. - My tu czas tracimy! Ruszyć dupy!
- Cicho umarlaku – rzuciła przez ramie Shuu, bardziej zainteresowana rozwojem sprawy niż tym do kogo mówi.
- Słucham?! - stary Baran znalazł się tuż nad nią. - Jak ci zaraz kark skręce smarkulo...
Mu ledwo zdążył interweniować.
- Poczekaj jeszcze chwilę – mruknął do byłego mistrza.
- Wy kurwa zawsze macie tyle ważniejszych rzeczy na głowie... – Shion poważnie obrażony zawisł w powietrzu i czekał.
Raini nadal się wahała.
Jedna z Walkiri chciała coś powiedzieć, ale Odyn dał znak, żeby wszystkie milczały. Czekał na decyzję Zerojedynkowej.
- Dobrze – zgodziła się w końcu. - Mogę z wami iść, ale tylko pod warunkiem, że w każdej chwili będę mogła opuścić tamto miejsce.
- Przecież ja cię nie będę trzymał jak niewolnika – uśmiechnął się Odyn. - Nigdy nie miałem takiego zamiaru. Chciałem, żebyś wreszcie poznała swój prawdziwy dom. Jednak, jeśli nie będziesz tam chciała zamieszkać, nie zatrzymam cię.
- Ale Raini – odezwała się nieśmiało Shuu. - Jesteś pewna?
- Nie – uśmiechnęła się Zerojedynkowa. - Ale coś mnie tam ciągnie.
Iluzoryczna kiwnęła głową. Powód dobry jak każdy inny.
Ośmionogi koń podszedł do Raini i zaczął trącać jej dłoń pyskiem.
- Mam go dosiąść? – zapytała Odyna.
- Jeśli chcesz. Pamiętaj tylko, że on łatwo się gubi, więc tak na przyszłość, nigdy mu nie ufaj, gdy sam wybiera drogę.
Sleipnir zarżał obrażony.
Odyn uśmiechnął się i powiedział:
- Będę czekać w Walhali – po czym najnormalniej znikł.
- Cholerni bogowie... cholerne teleporatacje – mruknęła do siebie Shuu.
Raini wsiadła na konia i już znalazła się kilka metrów nad ziemią. Walkirie poszły za jej przykładem.
- Raini!!!!!!!!! - ryknął zrozpaczony Kanon.
Zerojedynkowa odwróciła się i pomachała mu.
- Będę cię odwiedzać... czasem :P – i pogalopowała z innymi Walkiriami po niebie. xD
---------------------------------------------------
*Urusai - po jap. coś na zasadzie "ale głośno" XD lub "bądź cicho" zależnie od interpretacji (z tego co mnie wiadomo :P)
wszelkie byki zawdzięczamy durnemu programowi, który nie lubi podkreślać.
Komentuj (12)