Minione Nadzieje
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec






Inne światy:
by Raini
by Vedzia
by Amari
by Els
by Life&Death
by me ^^



Postacie:
czyli
~~LISTA PŁAC~~


Rycerzaści:
Aries - Shion
Aries - Mu
Taurus - Aldebaran
Gemini - Saga
Gemini - Kanon
Cancer - Death Mask
Leo - Aiolia
Virgo - Shaka
Libra - Dohko
Scorpio - Milo
Saggitarius - Aiolos
Capricorn - Shura
Aquarius - Camus
Pisces - Aphrodite

Bogowie:
Atena -_-
Hades *^^*
Hekate :P
Hera
Ares

Niegdysiejsze brązy:
Mhroczny Shiryu
Mroźny Hyoga
Ptasiek Ikki XD
Słodziasty Shun

Postacie poboczne:

*z Imperium:

Kyo - mistrz Nemi i Shuu
Van Panel - mistrz Vedzi
Majris - mistrzyni Silki
Ultar - mistrz Raini
Ajax - mistrzyni Kyo
Shama - mistrz Segno
Miri

*Czterej Kardynałowie
Ares
Xavier
Edziu
Set

*z Królestwa Gai
Sauri
Kouri
Rinou

*Amazonki
Kaori - królowa
i jej przyboczne:
Schedar
Segin
Achird

*Mhroczne Elfy
Neithir - książę
Tinwe - jego siostra
Eithen
Yngvan

*Przybysze z innego wymiaru
Lord Nemi XD
Lady Segno XD

Inne dziwne stwory:
Iluzoryczna Shuu *^^*
(publika szaleje)
Krwawa Silene
Różowa Vedzia alias Gaia
Zerojedynkowa Raini
Imperator Feniu
Powietrzna Nemi
Tęczowa Segno XD
Świstak Zenek lol
Czarny Smok Sherr
Jednorożec Elia
...i Tajemnicza Wyrocznia:P


jedyna i niepowtarzalna ofiara losu:
Pegaz - Seiya





różne inne wiadomości :P

kolory misji:
(od najłatwiejszej do najtrudniejszej)
zielona
ciemno-zielona
błękitna
granatowa
fioletowa
różowa
czerwona
czarna

hierarchia
Frędzelki żółte:
(żółtodzioby)
1 ranga
2 ranga
3 ranga
4 ranga
5 ranga -> przechodzi do mistrzów
Frędzelki czerwone:
(mistrzowie)
1 klasa
2 klasa
3 klasa




Kalendarium
Arachia 3 Luty
Silene 10 luty
Kaori 7 marzec
Raini 6 kwiecień
Sherr 30 kwiecień
Nemi 30 czerwiec
Segno 25 sierpień
Edziu 8 wrzesień
Vedzia 21 wrzesień
Elia 18 październik
Feniu 15 listopad
Tinwe 20 listopad

co by nie zapomnieć :P


Twórcze wizje
Silka, Vedzia i Shuu
Nemi, Segno, Ultar i Shama
Kouri i Sauri
Amazonki
Po prostu Mu XD
Mu ^^
Saga i Camus wersja by Shuu
Kyo ^^
Kyo :P
same kudły xD
Ultar^^
Mhroczna Elfka :3
Shama XD
Shama po raz 2
Majris
Afro w kultowej scenie _^_


PARKI *^^*
Vedzia i Milo
Raini i Bliźnie... pytanie które ;]
Sil i Camus
Tinwe i DM
*^^*
Don't go T.T


Twórcze wizje by Nemi
Kyo Shuu i Mu :P
KYO
Znowu Kyo
I jeszcze raz :)
ULTAR
Ultar once again ^^
Shamuś *.*
Lord Nemi XD
Lady Segno _^_
Dużo Ludu *^^*


01.04.2006 :: 22:44
36.
Dom Skorpiona.
Następnego dnia Vedzia obudziła się... przytulona do leżącego obok niej Milo. Powoli wysunęła się z jego objęć i usiadła na kanapie, na której się uwalili. Próbowała sobie przypomnieć, jakim cudem udało jej się spać razem z Milo. Ale ostatnio co pamiętała, to jakiś film, który oglądali na DVD, przy którym chyba usnęła.
W końcu wzruszyła ramionami. A co to kogo obchodzi właściwie. Spojrzała na śpiącego Milo. Wyglądał tak słodko *^^* (XD buhahaha śliniąc poduszkę... żarcik ;P)
Uśmiechnęła się do pogrążonego w głębokim śnie Skorpiona i wstała.
„Trzeba wracać” – pomyślała. – „Jeszcze gotowi uznać mnie za zaginioną.”
Rzuciła ostatnie spojrzenie na śpiącego słodziaka (XD).
„Może już niedługo spotkamy się w trochę innych okolicznościach.” – uśmiech spełzł z jej twarzy. – „Może nawet przyjdzie nam walczyć ze sobą.”
- Ale ja nie chcę... –wyrwało jej się głośno.
Milo poruszył się. Vedzia szybko opuściła jego dom. Stojąc już na schodach, zastanawiała się jakby wydostać się ze świątyni, nie spotykając nikogo. W końcu wezwała Ptaka Grzmotu, który uniósł ją na swoich plecach z terenu wroga. Odlatując obejrzała się na dom Skorpiona i pożegnała go cichym westchnieniem.

Dom Barana.
Żaden z kolejnych, genialnych pomysłów Zenka i spółki (czyli Sagi i Shiona) nie sprawiły, żeby Shuu się obudziła. Mu wciąż siedział w jej pokoju, czekając na choćby najmniejszy znak, że wraca do rzeczywistości. Ale ona spała. Po prostu cały czas leżała na łóżku, w ogóle się nie ruszając...
Dotknął delikatnie jej policzka. Był ciepły...
Nagle drzwi do pokoju Shuu otworzyły się i stanął w nich...
Mu wstał gwałtownie, gotowy do ataku.
Ale stojący w drzwiach nie zwrócił na niego najmniejszej uwagi. Jego wzrok spoczął na leżącej nieruchomo w łóżku Shuu.
- Wiedziałem – mruknął do siebie, po czym zwrócił się do Mu. – Użyła magii, prawda?
Baran nie odpowiedział.
- Jest nie przygotowana do tego, dlatego teraz nie może się obudzić – stwierdził.
Podszedł do łóżka, ale drogę zagrodził mu Baran.
Mierzyli się przez chwilę wzrokiem, w końcu odezwał się Kyo:
- Chcesz tu walczyć?
- Chcę wiedzieć czego chcesz! – odpowiedział Mu, po czym dodał. – I jak się tu dostałeś!
- Kto to wie... – uśmiechnął się przebiegle intruz.
- Po co przylazłeś? Teraz nie zasłoni cię już Shuu, więc radzę uważać...
- Zasłoni? – Kyo wyglądał na zdziwionego.
- Gdyby nie jej ognista ściana, już byś tu nie stał – warknął Mu odruchowa dotykając ramienia, które trochę ucierpiało po spotkaniu z ogniem, ale tylko trochę... (żadnej pieczonej baraniny xD).
Kyo jakoś przełknął tę wiadomość.
- Poczułem, że Shuu użyła magii – wytłumaczył. – Podejrzewałem, że takie będą tego skutki.
- I przyszedłeś...
- Żeby ją obudzić – przerwał Kyo. – Chyba, że ty potrafisz to zrobić? – dodał ironicznie. – Ale skoro ona nadal tu leży nieprzytomna, wnioskuję, że nie bardzo.
Mu nie odezwał się już, ale pozwolił, żeby siwowłosy zbliżył się do Shuu. Podszedł do drzwi i zamknął je, po czym obserwował poczynania intruza.
Kyo podszedł do łóżka i usiadł na jego skraju. Położył dłoń na głowie Shuu i zaczął śpiewnym głosem wypowiadać jakieś niezrozumiałe słowa. Powietrze wokół nich poruszało się niespokojnie. Kyo przymknął oczy i całkowicie skupił się na tym, by przywołać Shuu z powrotem do jej ciała. Wiedział, że w tej chwili, był całkowicie bezbronny i Mu nie miałby najmniejszego problemu w zlikwidowaniu go, ale wierzył, że bardziej zależało goldowi na powrocie Shuu niż na jego śmierci. Trwało to kilka minut, ale kiedy Kyo zdjął rękę z głowy swojej byłej uczennicy, miała już otwarte oczy.
Zamrugała kilkakrotnie.
- Kyo – szepnęła. – Znów mnie stamtąd wyciągnąłeś...
Mistrz uśmiechnął się tylko.
Shuu dotknęła jego rozcięcia na czole, a Kyo złapał jej dłoń. Patrzyli tak na siebie przez chwilę, aż siwowłosy odwrócił się w kierunku drzwi. Shuu podążyła tam wzrokiem, ale nikogo nie ujrzeli.
- Tu przed chwilą był rycerz Baran – mruknął Kyo, położył jej rękę na kocu i wstał.


Komentuj (28)


03.04.2006 :: 00:16
37.
Baza Imperialistów.
Ledwo Vedzia weszła do budynku już znalazł się przy niej Van.
- Gdzie byłaś?! – wydarł się jak na niesforne dziecko.
- Niedaleko – odpowiedziała uśmiechając się rozmarzona Vedzia.
- To znaczy gdzie?
- A czy to takie istotne?
- Mogło ci się coś stać. Wiesz, że jesteśmy na terenie wroga. Mogłaś zostać zaatakowana znienacka! Mogłaś już nie wrócić.
- Mogłaś, mogłaś, mogłaś... – przedrzeźniała go Vedzia. – Ale nic mi się nie stało. Daj spokój.
- Nie! Jak w ogóle możesz być tak lekkomyślna?! W obecnej sytuacji? Tu już zginęła Shuu i Majris. Od Silene i Hyogi nie mamy żadnych wieści... A TY TAK PO PROSTU ZNIKASZ?!
- Oj Van... ale wróciłam prawda? Więc o co tyle szumu.
Panela najwyraźniej szlag trafiał.
- Nie wyjdziesz nigdzie przez dwa dni! – ryknął w końcu.
-Ale...
- Żadnych ale! Nadal jesteś moją uczennicą i będziesz robić to co mówię!
Vedzia odwróciła się napięcie i poszła do swojego pokoju. Wchodząc do niego nie omieszkała porządnie trzasnąć drzwiami.
„Żeby mnie jak smarkulę potraktować!” – wkurzała się.

Przed domem Wodnika.
Na schodach siedziała Silene opierając głowę o ramię Camusa. Patrzyła w niebo.
- Dlaczego to słońce zawsze jest przesłonięte chmurą? – zapytała w końcu.
Wodnik chwilę milczał.
- Bo ty nie możesz oglądać słońca – odpowiedział w końcu.
- Dlaczego? – Silene spojrzała na niego uważnie.
Camus wbił wzrok w błękit nieba nad nimi.
- Bo słońce zrobiłoby ci krzywdę.
- Słońce? – zdziwiła się.
Wodnik skinął głową i spojrzał na nią smutno. Chyba nie miał wyboru, musi jej powiedzieć kim jest... oczywiście nie powie wszystkiego co wie.
- Silene – dotknął jej miękkich włosów – jesteś wampirem.
Zamrugała.
- Co???!!! Żartujesz?
Pokręcił głową.
- Mówię całkiem poważnie. Jesteś wampirem, słońce cię zabija. A ta chmura, towarzyszy ci wszędzie, bo cię chroni.
Silene spojrzała beznamiętnie w górę.
- Czuję, że kogoś straciłam – szepnęła. – Od kiedy się obudziłam i zobaczyłam ciebie, czułam, że kogoś straciłam – spojrzała na Wodnika. – Teraz zastanawiam się czy to nie była wymiana...
Spojrzała tęsknie na jego szyję. Teraz już wiedziała co ją tak ciągnęło...

Nagle rozległ się wrzask, który odbił się echem od okolicznych wzgórz. Dało się go słyszeć we wszystkich domach zodiaku.

W domu Bliźniąt.
Saga i Shion siedzieli sobie przy stoliku wystawionym przed dom i grali w statki (XD).
- Myślisz, że znalazła? – odezwał się znad kartki Saga.
- Co?
- No krew u wejścia. B4 – dzięki większej ilości kamer zainstalowanych naokoło i w posiadłości Ateny mieli doskonały wgląd w to co się tam działo.
- Trafiony zatopiony. Prawdopodobnie... albo znowu złamała paznokieć – stwierdził Shion.
Nad świątynią rozległ się władczy głos.
- DO MNIE!!! WSZYSCY!!! ALE MIGIEM!!!
To bez wątpienia była Atena.
- Obstawiam krew – Saga wstał z krzesła, na którym siedział. – Nie idziesz?
- A w życiu – Shion wyciągnął się. – Uroki bycia trupem – uśmiechnął się – są takie, że nie musze jej we wszystkim słuchać.
- Szczęściarz - mruknął Saga i wziął ze sobą kartkę, na której rysował swoje ustawienie statków.
- Ej, przecież bym nie oszukiwał – krzyknął za nim obrażony Shion.
- Kto cię tam wie – odpowiedział Bliźniak i pognał w stronę windy. Jakoś niespecjalnie chciało mu się w tym upale biegać po schodach.


Komentuj (34)


03.04.2006 :: 17:57
38.
Saga wsiadł do windy, którą już jechał Aldebaran.
- Witam, witam – wyciągnął na powitanie rękę Byk – Masz pojęcie o co dzisiaj poszło?
- Nie... – udawał Saga. – Shion obstawiał złamany paznokieć.
- Znowu? – Byk rzucił wiązankę zaadresowaną „ku górze”. – A właśnie, on się nie wybiera?
- Wiesz jak jest. Nie musi.
- Temu to za dobrze – westchnął Aldebaran.
Winda zatrzymała się i do środka weszli Maska Śmierci, Dohko i Shura, Koziorożec najwyraźniej był na kacu.
- Siema! – powitał obecnych Rak.
- Albo się nie ma – mruknął Saga.
Nastąpiło krótkie powitanie.
- No to jak, obstawiamy? – zapytał Dohko.
- Złamany paznokieć – stwierdził Saga.
- Szczur – mruknął Shura opierając głowę o zimną ścianę windy.
- Zakupy – skrzywił się Deathmask.
- Wypluj to słowo! – rąbnął go przez łeb Byk. – Dobrze ci radzę wypluj, bo jak wygrasz zakład to se pójdziesz na te zakupy.
- Cofam!!! – krzyknął Rak.
- Nie ma tak dobrze – powiedział Dohko i zanotował przy jego imieniu na co stawia. – A ty Aldebaran.
- Brudno w świątyni.
Pozostała czwórka spojrzała na niego krzywo.
- Jeśli ty wygrasz, to sobie będziesz sam sprzątał – mruknął Rak złośliwie.
- No Dohko, a ty?
- Ja dzisiaj pasuję. Nie mam pieniędzy – wzruszył ramionami.
- No nie, nie wymigasz się znowu – Saga zabrał mu notesik. – To jak, co zapisać?
Dohko chciał odzyskać swój notesik, ale między nim a Bliźniakiem stanął Aldebaran.
- Słuchamy, co obstawiasz?
- Niech będzie – poddał się. – Rozdwojone końcówki.
Saga zanotował. Tymczasem winda stanęła i do środka władował się Shaka.
- Witam – powitanie z ekipą.
- No Shakuś co obstawiasz? – podskoczył do niego Saga z notesem Dohko.
- Hm... muszę się zastanowić... Szczury?
- Już są.
- To w takim razie... – uśmiechnął się złośliwie, otworzył jedno oko i łypnął na Shurę. – Będzie się pluć o imprezy.
Koziorożec walnął głową w ścianę, po czym jęknął z bólu.
- Pomyśl zanim coś zrobisz chłopie – uśmiechnął się pogodnie Panna.
Saga skrupulatnie zapisał, co obstawia Shaka.
Winda znów się zatrzymała i do środka wtoczył się zdołowany Milo.
- A tobie co? – zainteresował się Deathmask.
- Eh... – westchnął. – Stawiam, że pojedzie nam po wypłacie – mruknął.
Wszyscy spojrzeli na Skorpiona zszokowani.
- Milo, chłopie gadaj co ci jest?! – Saga złapał go za szmaty (czytaj za koszulkę).
- Saga pisz co masz pisać – mruknął Rak, a gdy tylko Bliźniak puścił Milo, sam wziął go za szmaty i walnął o ścianę. – GADAJ CO CI JEST!!!
- Eh... – westchnął znów Skorpion. – Zostawiła mnie... kiedy się obudziłem, już jej nie było... nawet karteczki nie zostawiła, że było miło...
- A było miło? – zainteresował się Shura słysząc, że chodzi o kobietę.
- SKĄD MAM WIEDZIEĆ?! Nie zostawiła nawet małego świstka...
Rak puścił Skorpiona i poklepał go po plecach.
- Nie ta to inna.
- NIE CHCĘ INNEJ!!! – wydarł się Milo.
Tymczasem winda stanęła i do zapchanego już środka weszli jeszcze Aiolos z bratem. Przywitali się ze wszystkimi.
- Obstawiacie? – zapytał wciśnięty w kąt Saga.
- Złamany paznokieć – uśmiechnął się Aiolia.
- Jest już.
- Szczury?
- Też są.
- Cholera...
- Może nowa misja? – zapytał z nadzieją Strzelec.
- O! Tego jeszcze nie było – Saga zanotował. – No, a ty Aiolia?
- Myślę... nie może czegoś znaleźć – wreszcie wymyślił Lew.
Winda stanęła po raz kolejny. Wsiadł Camus jakby trochę zdenerwowany.
- Myślicie, że długo potrwa? – zapytał na dzień dobry, witając się z najbliżej stojącymi, bo było już ciasno.
- Zależy o co poszło – stwierdził mądrze Dohko (XD).
- Obstawiasz? – zapytał Saga.
- Krew u wejścia – rzucił Camus.
Wszystkim szczęki poopadały. Konsternacja...
- No co? Pewnie szczury i złamane paznokcie są poobstawiane, jak was znam, to wykazałem się pomysłowością.
- Nie liczysz na wygraną chyba – zauważył Shaka.
- Kto tam wie, co Atena robi, gdy śpi – mruknął Camus.
- Ja jednak wolę nie wiedzieć... – stwierdził ściśnięty Shura, czując się coraz gorzej.
- Ja chyba też wolę zostać w mojej słodkiej niewiedzy – mruknął Dohko.
Cała reszta, była podobnego zdania.
- Zapisałeś? – zapytał Sagi stojący obok Byk.
- Już piszę – Bliźniak, był pewien, że to nie pomysłowość podpowiedziała Camusowi na co ma obstawiać.
Winda stanęła znów. Drzwi otworzyły się.
- Afro, nie wygłupiaj się, nie ma miejsca – odezwał się zdołowany Milo.
- Ale...
- Masz i tak najbliżej, ganiaj po schodach – rzucił Shura.
Drzwi zamknęły się zostawiając skołowanego Rybcie tak, gdzie stał.
Winda pomknęła w górę, zatrzymując się w końcu w siedzibie Ateny i wypuszczając, zciśniętych jak sardynki goldów.
- Fuck – rzekł wychodząc Saga.
- Co się stało – ekipa spojrzała na niego.
- Nie spytaliśmy Afro, co obstawia.
- Trudno – wzruszył ramionami Shura.
- Innym razem – dodał Dohko.
I poszli do sali, gdzie jak zwykle czekała na nich wściekła, jak jasna cholera, Atena XD (amen)


Komentuj (104)


04.04.2006 :: 23:49
39.
W bazie Imperialistów.
Vedzia siedziała w swoim pokoju obrażona na Vana plus resztę świata. Tak pięknie zaczął się ten durny dzień i co? Oczywiście zawiść ludzka nie zna granic, ktoś musiał resztę tak uroczo zapowiadającego się dzionka skopać...
- Durny Van – mruczała co jakiś czas pod jego adresem.
Około pory obiadowej zapukał do jej drzwi Shun.
- Mogę wejść? – zapytał nieśmiało, otwierając drzwi. – Przyniosłem obiadek.
Vedzia spojrzała na niego z pode łba.
- Postaw i won! – warknęła.
Shun wolał się nie narażać. Grzecznie postawił tacę z jedzonkiem na stole i już chciał wyjść, gdy Vedzia zatrzymała go chwytając za białe szelki (-_-‘’’)
- Wiesz co? To nie jest śmieszne, to jest przykre – stwierdziła i zerwała szelki. (yes! At last!)
- Aaaaaaaa! Co ty robisz? – Shun był wstrząśnięty.
- Robię z ciebie ludzi – stwierdziła Vedzia, której nagle wróciło poczucie humoru.
- Ale to moje... chlip... szeleczki... były ze mną od kiedy pamiętam... – Andromeda miał łzy w oczach.
- Zamiast pępowiny miałeś szelki?! – Różowa przyjrzała się Shunowi i wybuchła śmiechem. – To by musiało wyglądać przekomicznie.
Shun spojrzał na nią jak zbity pies.
- Dlaczego nikomu się moje szelki nie podobają?
- Bo wyglądasz w nich wieśniacko – rzekła zgodnie z prawdą Vedzia.
- Nikt mnie nie kocha, nikt mnie nie rozumie! – zawył Shun i wypadł z pokoju Różowej.
Zostawiona sama z obiadkiem, wzruszyła ramionami i zabrała się do pałaszowania, tego co przyniósł Andromeda, a co najprawdopodobniej stworzył w kuchni zespół Ikki & Shiryu, którzy odkryli w sobie żyłkę kucharską.

Siedziba Ateny.
Ekipa dziesięciu złotych wtoczyła się do komnaty, w której już siedziała bogini. Jej gniew czuć było w powietrzu.
- Hm... to chyba nie poszło o rozdwojone końcówki – mruknął Dohko.
- Ani o sprzątanie świątyni – ucieszył się Aldebaran.
- O zakupy raczej też nie – odetchnął z ulgą Deathmask.
- Hmm... te szczury nadal są prawdopodobne – rozkminiał dalej Shura.
- CISZA!!!!!! – wydarła mordę Atena.
Goldzi stanęli odruchowo na baczność.
- Dwa, cztery, sześć, osiem, dziesięć – przeliczyła zebranych Atena. – CO WY MYŚLICIE, ŻE LICZYĆ NIE UMIEM?!
- Jeśli o to chodzi, to nigdy w twoją głupotę nie wątpiłem – mruknął Saga, a stojący obok Deathmask parsknął śmiechem.
- GDZIE POZOSTAŁA DWÓJKA?
W tym momencie do komnaty wpadł zdyszany Aphrodite.
- RYBA!!!!! GDZIE SIĘ SZLAJASZ??
- Ale oni mnie nie chcieli wpuścić do...
- ŻADNYCH TŁUMACZEŃ! DO SZEREGU.
- Ale...
- RYBA NIE DENERWUJ MNIE...
Afro grzecznie powędrował do szeregu.
- NADAL MI TU KOGOŚ BRAKUJE! – darła mordę dalej Atena.
- Myślisz, że taki wyraz twarzy jej zostanie? – zapytał Camus stojącego obok Milo, ale Skorpion spojrzał na niego smutnymi oczami i westchnął.
Wodnik wzruszył ramionami. Niedocenia się jego elokwencji... niech no pajęczak będzie chciał jeszcze kiedyś śpiewać szanty!
- GDZIE BARAN?
- Który? – zainteresował się grzecznie Shaka.
- KTÓRYKOLWIEK!!!!!
- Shion siedzi u mnie w domu – odpowiedział Saga.
- A MU?!
- Skoro nie przyszedł, to pewnie nie słyszał, a więc nie ma go w domu – wydedukował Dohko.
- SHION DO MNE, ALE JUŻ!!!!!!!!!! - Atena wspięła się niemal na ultradźwięki.
Po chwili teleportował się Shion.
- Taaa?
- GRZECZNIEJ DO BOGINI.
- Ta... whatever, co tam chciałaś? – Shion korzystał ze swojej wyjątkowej pozycji jak mógł (XD wiadomo)
- TY... – Atena przełknęła zniewagę wiedząc, że nic mu nie zrobi, bo i tak jest już trupem. – ZABIERZ TYŁEK DO TYBETU PO MU.
- Po co?
- BO CHCĘ TU MIEĆ WSZYSTKIM!
- Sama byś się pofatygowała – mruknął Shion, napawając się spojrzeniami zazdrości swoich towarzyszy (na zasadzie, on może jechać Atenie, a my nie :P) i znikł.
Po chwili wrócił trzymając swojego ucznia w jakimś wymyślnym duszeniu. Wszyscy udali, że nie widzą nic dziwnego w tym i zwrócili oczy (z ciężkim sercem) na Atenę.
- No wreszcie, mogę zacząć... – bogini wyłączyła capsa. (XD)


(domagali się, to mają... kolejny odcinek z cyklu "zapychacz serii" ps. wiecie, że to 40 odc XD banzai! *^^*)

Komentuj (38)


05.04.2006 :: 22:09
40.
W domu Barana.
Kyo siedział na łóżku Shuu. Nadal była dość słaba i zmęczona. Takie wędrówki nie wpływały zachęcająco na adeptów magii, ale jej jakoś to nigdy nie zniechęciło.
- Zawsze ci mówiłem, że to nie dla ciebie – westchnął.
Miała zamknięte oczy, ale nadal była przytomna.
- E tam – uśmiechnęła się.
- Shuu pomyśl! Kto cię będzie stamtąd ściągał, gdy mnie nie będzie w pobliżu?!
Iluzoryczna wzruszyła ramionami.
- Głupia! – Kyo chwycił ją za ramiona i doprowadził do pozycji siedzącej. – Nie będę zawsze obok, zrozum! Już teraz nie jesteś moją uczennicą!
- Ale przyszedłeś – otworzyła oczy i spojrzała wprost we wbite w nią wściekłe oczy Kyo.
- Próbuję ci wytłumaczyć, że mogę więcej nie przyjść!
- Wiem. Może gdybyś mnie chciał łaskawie uczyć tego, o co cię prosiłam, nie miałabym takich odlotów – oczy Shuu zwęziły się.
- Mówię ci, że nie nadajesz się! Do cholery, choć raz mogłabyś mnie posłuchać!
- Nie! Kocham magię, rozumiesz? Po to dałam się wciągnąć do Imperium, a tam trafiłam na takiego mistrza.
- Każdy by powiedział ci to samo.
- Nie każdy – uśmiechnęła się złośliwie. – Był ktoś, kto miał odmienne zdanie.
- Ktoś cię uczył po kryjomu – Kyo wreszcie zrozumiał, potrząsnął nią. – Kto?!
- Czy to ważne?
- Mów kto?! – nie ustępował.
- Co ci to da? – głos Shuu złagodniał. – Kyo... co się z tobą dzieje?
- Sam chciałbym wiedzieć – mruknął siwowłosy i ni z tego ni z owego przytulił do siebie Shuu.

W siedzibie Ateny.
- Skoro już mogę mówić do wszystkich moich rycerzy – zaczęła bogini, ale przerwała.
Wszyscy spojrzeli w miejsce, w którym stały dwa Barany (XD), na przemian znikające i pojawiające się. Przez dłuższą chwilę trwała konsternacja, aż wreszcie Atena się wściekła (na nowo).
- CO TO ZA SZOPKI?!
- To ni.... oja... ina... – odpowiedział to pojawiając się, to znikając Shion.
- MU DAJ SOBIE SPOKÓJ!!!!
- Ja ...ce... o domu... – odparł.
Atena nie mogąc znieść takiej niesubordynacji, chwyciła oparte o ścianę swoje cudowne berło, podeszła do Baranów, poczekała, aż znów się pojawią i obu zdzieliła przez łeb. Shion puścił Mu i obaj zataczając się zaliczyli glebę.
- Będzie wreszcie spokój? – zapytała zadowolona z siebie Atena. – A ty Mu nie rób szopki, bo ci pojadę po wypłacie.
Oba Barany pozbierały się z posadzki i wróciły do szeregu, w którym stała reszta, nieźle się bawiąc przedstawieniem.
- Co się z tobą dzieje Mu? – kontynuowała tyradę Atena. – Myślałam, że jesteś bardziej poważny.
- Ja myślę, że znów się pokłócił z kuzynką – palnął nie zastanowiwszy się co robi Shura.
Reszta posłała mu przeciągłe, potępiające spojrzenie. Wszyscy oprócz Mu, który wbił wzrok w podłogę.
- Kuzynkę?! – Atena była w szoku. – Od kiedy masz kuzynkę?! I dlaczego jej nie poznałam? Dawać mi ją tu!
- Ale ona ostatnio zachorowała – mruknął Saga, nieświadomy, że Shuu już się ocknęła.
- Serio, co się stało? – zainteresował się Deathmask.
- Nic się nie stało – warknął nagle Mu. – Ona lubi szopki odstawiać.
- No to pasujecie do siebie – stwierdził Shaka.
- Mniejsza z tym. Kopnij się po swoją kuzynkę – rozkazała Atena.
Mu westchnął i znikł.
Pojawił się w pokoju Shuu, trafiając akurat na scenkę, w której Kyo przytulał swoją byłą uczennicę.
- Wybaczcie, że wam przeszkadzam, w tak romantycznym momencie, ale Atena chce cię widzieć, Shuu – poinformował zimnym głosem.
Kyo odkleił się od Shuu i posłał Baranowi smutne spojrzenie.
- Masz – podał Iluzorycznej mały dysk. – Wrzuć na komputer.
Wstał z łóżka i podszedł do drzwi.
- Nie daj jej używać magii – szepnął przechodząc koło Mu.
I wyszedł.
- Mu... skąd Atena wie, że tu jestem? – zapytała cicho Shuu.
- Wygadał się jeden z drugim – warknął Baran, zastanawiając się czy słowa Kyo, miały jeszcze jedno, ukryte znaczenie.
- Posłuchaj – Shuu wstała z łóżka, zatoczyła się i oparła o ścianę. – Nie wiem, dlaczego znowu jesteś taki niemiły...
- Nie wiesz?! – Mu nie mógł uwierzyć w to co słyszy. – Nie rżnij głupa!
- Żadna z ciebie ostoja spokoju... – mruknęła.
- Bo niektórzy widać tak mi na nerwy działają!
- Wkurzasz się, bo Kyo tu przyszedł? Ale, gdyby nie on, nie wróciłabym!
- Ciągle tylko Kyo i Kyo!
- Przecież był moim mistrzem. Mu, czy ty jesteś zazdrosny? – uśmiechnęła się złośliwie.
- Zazdrosny? O ciebie? Chyba żartujesz! Dalej idziemy do Ateny – zrobił dwa kroki w jej stronę.
- Atena... – Shuu nagle nawiedził genialny pomysł. Bardzo ryzykowny, ale... – Poczekaj, muszę się przebrać.
- Co? – zdziwił się Mu.
- To co słyszysz, wyjdź na chwilę.
- Ale...
- Nie będę robić striptizu!
Mu trochę skołowany, wyszedł mrucząc pod nosem:
- Kobiety...
Szalony plan, ale gdyby się powiódł...


Komentuj (24)


07.04.2006 :: 14:05
41.
W domu Barana.
Po około pięciu minutach Shuu wyszła z pokoju, ubrana w czarne spodnie i w czarną bluzkę z dość dużym dekoltem. Mu jak to facet wlepił wzrok w pewne miejsce, zanim przywołał się do porządku. Podszedł bez słowa do Shuu i przenieśli się do siedziby Ateny.

- To jest właśnie moja kuzynka – dokonał prezentacji Mu.
- Jakże się cieszę, że mogę cię poznać – Atena przybrała dostojny wyraz twarzy i wyciągnęła do Shuu rękę na powitanie.
Iluzoryczna nie zastanawiając się dłużej złapała za podaną dłoń i pociągnęła boginię do siebie tak, że ta prawie nadziała się na trzymany przez Shuu nóż. Kierowana intuicją Atena uchyliła się w ostatniej chwili i nóż jedynie rozciął jej bok. Bogini odskoczyła jak oparzona, trzymając się za otwartą ranę, z której sączyła się dość obficie krew.
- CO TO MA ZNACZYĆ?! – ryknęła wściekle.
Shuu już chciała poprawić niedociągnięcie, ale Mu złapał ją i oboje znikli.
- PYTAM SIĘ DO CHOLERY, CO TO MA ZNACZYĆ?! – Atena darła mordę dalej.
- Zdaje się, że to był atak na waszą wysokość – podsumował trafnie Dohko.
Aiolos był tuż obok Ateny, chciał ją zaprowadzić na tron, co by sobie usiadła, ale tylko odtrąciła go.
- MACIE MI JĄ ZNALEŹĆ I ZABIĆ!!! ZROZUMIANO? NIKT NIE BĘDZIE BEZKARNIE PODNOSIŁ RĘKI NA ATENĘ.
Złoci spojrzeli po sobie. Oświeciło ich, że tą osobą, która swego czasu zaatakowała świątynię, była właśnie Shuu. Życzyli jej jak najlepiej... ale rozkaz był rozkazem.
- NA CO CZEKACIE?! WON!! SZUKAĆ TEJ $#^*%&$*!!!!
Złoci rozeszli się, zupełnie zapominając o zakładach.

Po opuszczeniu siedziby Ateny, Goldzi rozdzielili się. Camus pognał do swojego domu, twierdząc, że nie wyłączył żelazka. Saga stwierdził, że odprowadzi Mila, bo ten nie nadawał się do jakiegokolwiek użytku. Reszta podzieliła się na mniejsze grupki i poszła przeszukiwać okolice świątyni. Nie, żeby mieli coś tam znaleźć, ale dla świętego spokoju, co by Atena mordy nie darła, że nic nie robią.

Gdzieś w okolicach świątyni.
- Powiedz mi, dlaczego mamy jej tu szukać? – zastanawiał się idąc za Koziorożcem Deathmask. – Przecież teleportowała się razem z Mu, mogą być wszędzie.
- Robimy to dla świętego spokoju – odpowiedział Shura. – A poza tym, lepiej było zejść z oczu Atenie...
- No w sumie racja. Ale wiesz co... – zawiesił głos Rak.
- No co?
- Szkoda, że jej się nie udało – westchnął Maska Śmierci. – Byłby święty spokój przynajmniej.
- No tak, szkoda... – potwierdził Koziorożec. – Mam nadzieję, że jej nie spotkamy – po czym dodał po chwili. - Wpadłem na genialny pomysł!
- Zamieniam się w słuch.
- Chodź pójdziemy na piwo. Ani Mu ani Shuu i tak nie znajdziemy.
- Dobry pomysł, nie jest zły!
Jak postanowili, tak zrobili i Shura z Deathmaskiem udali się do najbliższego monopola.

Shaka nie odstępował Shiona ani na krok.
- Wiedziałeś o tym – odezwał się w końcu.
- O tym, czyli?
- Że Shuu to ta, która zaatakowała tamtej nocy.
- Wiedziałem.
- Kto jeszcze wiedział? – dopytywał się Shaka.
- Mu.
- Nie, naprawdę? Nie obrażaj mojej inteligencji!
- I Saga.
- SAGA?! Jemu powiedzieliście, a mnie nie?
- Nikt mu nie powiedział. Sam podsłuchał.
- Nadal nie mogę uwierzyć, że nie podzieliłeś się ze mną tymi rewelacjami.
- Im mniej osób wiedziało tym lepiej.
- W sumie racja – mruknął Panna. – Ale akurat mnie mogliście powiedzieć!
- Oj Shaka, daj spokój. W końcu i tak się dowiedziałeś.
- Najbardziej mnie zastanawia, dlaczego ją kryliście, wszyscy trzej?
- To jest dobre pytanie. Ja miałem powód, ale reszta...

W domu Barana.
Mu teleportował się z Shuu od razu po nieudanym zamachu. Iluzoryczna dopadła najbliższej kolumny i zaczęła w nią walić głową.
- Drugi raz! DRUGI RAZ MI SIĘ NIE UDAŁO!
- Pakuj się! – przerwał jej Mu.
- Że słucham, co proszę? – Shuu oderwała się od kolumny.
- Pakuj się. Wynosisz się stad.
- Dokąd? Do Tybetu.
- Nie, tam będą cię szukać. Zresztą nie wiem gdzie, nie obchodzi mnie to. Byle jak najdalej stąd.
- Po co?
- Myślisz, że Atena po prostu zapomni o tym, że ją nożem potraktowałaś?
- Czemu nie? W końcu jest kretynką.
- Taa, jest kretynką, ale mściwą.
- No to gorzej.
- Pakuj się!
- Nie!
- Pakuj się, mówię, tylko szybko.
- Mu zastanów się, przecież nie będą nas teraz tutaj szukać.
- A to dlaczego?
- Bo co za łoś, umiejąc się teleportować w każde miejsce, przeteleportowałby się akurat tu, tak blisko?
Mu nie odpowiedział.


Komentuj (22)


08.04.2006 :: 16:07
42.
- Pakuj się – mruknął po chwili Mu bez większego przekonania.
- Jejku, jesteś upierdliwy. Nawet nie wiem, gdzie bym miała się wynieść... bo przecież nie mam gdzie wracać...
Mu spojrzał na nią. Stała oparta plecami o kolumną, ze wzrokiem wbitym w podłogę.
- Nie mam gdzie wracać – powtórzyła jakby do siebie. – Nigdzie mnie nie chcą.
Wyglądała tak bezradnie w tej chwili, że Mu chciał do niej podejść i przytulić, ale gdy zrobił krok w jej stronę, Shuu nagle odwróciła się i walnęła z całej siły pięścią w kolumnę.
- CHOLERA!!!!!!
Baran osłupiał.
- Mu ja nie chcę nigdzie się wyprowadzać – stwierdziła.
Chwyciła swój medalion, wyciągnęła z niego coś czarnego i podwinęła rękaw bluzki. Okazało się, że ma na ręce ów minikomputerek, który zabrała Kyo. Maszynka wystrzeliła fioletowym światłem i powiększyła to czarnego coś do rozmiarów całkiem sporawej książki. Shuu usiadła na podłodze i zaczęła ją wertować.
- Co ty robisz? – zainteresował się Mu, podchodząc do niej.
- Czekaj... – po czym odezwała się po kilku chwilach. – HA! Wiedziałam, że o czymś takim kiedyś słyszałam!
- O czym?
- Możemy wywalić mój pokój w inny wymiar i nikt nieproszony go nie znajdzie.
- Słucham?
- Tylko do tego potrzebna jest zgoda właściciela posesji, gdzie się chce takie cuda tworzyć.
- Ale jeszcze raz, co ty chcesz zrobić?
- Przenieść mój pokój do innego wymiaru – odpowiedziała zadowolona z siebie Shuu.
- I chcesz użyć magii, tak?
- No inaczej się tego nie da zrobić.
- Zapomnij.
- Ale...
- Pamiętasz co się ostatnio stało?
- Bo wtedy użyłam potężnego zaklęcia.
- Chcesz mi powiedzieć, że przenoszenie pokoi do innego wymiaru to same podstawy?
- No nie...
- Nie ma mowy!!!
- Ale...
- Powiedziałaś, że potrzeba zgody? – Shuu kiwnęła głową. – No to mojej zgody nie dostaniesz, koniec kropka!
- Ale Mu! To co mam ze sobą zrobić? – Iluzoryczna nie miała więcej pomysłów.
- Pomyślimy. Na razie, sama stwierdziłaś, że tu nie będą szukać.

W Bazie Imperialistów.
Vedzia siedziała grzecznie w swoim pokoju. Nie miała ochoty z niego wychodzić, żeby przypadkiem nie wpaść na Vana. Jednak nie mogła się na niczym skupić... Położyła się na łóżku i wpatrywała rozbieganym wzrokiem w sufit. Myśli galopowały...
„Co się dzieje z Silene i z Hyo? Czy oni też nie żyją? To znaczy wiadomo, że nie żyją, ale czy... Nie raczej nie.. Shiryu by o tym wiedział... A co u Milo... chyba nie będzie szczęśliwy, że mu znowu zwiałam... Milo... kurdę, gdybym mogła to bym została... głupi Van, wszystko przez niego!”

Gdzieś w Atenach.
Kyo zmierzał w kierunku Bazy, wkurzając się na siebie, że znowu nie pilnował Vana, tylko poleciał ściągać Shuu z powrotem do ciała. Czysta głupota, a jednak nie potrafił postąpić inaczej...
Zatrzymał się na chwilę. Przypomniało mu się, że wchodząc do domu Barana wydawało mu się, że jest obserwowany. Zrzucił to na przejaw mani prześladowczej, bo przecież cały czas utrzymywał iluzję maskującą, ale gdy wychodził z domu, na jednym ze wzgórz, przywidziało mu się, że powietrze dziwnie faluje. Dlaczego dopiero teraz sobie o tym przypomniał? Walnął ręką w czoło. Nie ma sensu wracać i sprawdzać tego teraz...
„A może to ta cała Nemi, pracująca dla Vana?” – pomyślał. – „Tylko skąd by znała iluzję maskującą?”
Kyo znów przypomniał sobie Nemi, tę która niegdyś była jego uczennicą... ale to tak dawno temu się działo. Wtedy, kiedy został mistrzem... Nemi była jego pierwszą uczennicą.
„Ale przecież ona nie żyje, idioto!” – przywołał się do porządku Kyo. – „Podobno najbardziej oczywiste odpowiedzi, są zazwyczaj poprawne, ale to nie może być ona!!! Po prostu nie może!”

W siedzibie Ateny.
Wyrzucając wszystkich Złotych bogini nie pomyślała o tym, żeby który wezwał lekarza.
Po ich wyjściu usiadła na swoim pięknym, złotym tronie (zimno w tyłek musiało być XD brryy... :>). Rana choć ominęła strategiczne miejsca, okazała się dość głęboka, krew wciąż z niej wypływała. Atena coraz bardziej słabła.
Sama zadzwoniłabym po lekarza, gdyby miała telefon (skąpiradło, nie zamontowało).
Wszyscy Złoci w terenie, nikogo w pobliżu, kto mógłby pomóc...
Atena wstała z tronu i przytrzymując się ścian, udała się do wyjścia.
„Może Aphrodite ma w domu telefon” - przeleciało jej przez myśl.
Nigdy nie dowiedziała się czy ma. Będąc już blisko wejścia, przewróciła się. Leżała na posadzce nie mogąc się podnieść. Oddychała z coraz większym trudem... Obraz rozmazywał się...
Nagle poczuła się tak lekko... Rana już nie bolała...


Komentuj (108)


09.04.2006 :: 10:11
43.
W domu Wodnika.
- Camus dlaczego nie było cię tak długo? – Silene uwiesiła się Wodniku ledwo wrócił. – Stęskniłam się.
- Przykro mi – przytulił ją mocno (^^;). – Atena musiała się trochę na nas powyżywać.
- Nie zostawiaj mnie samej – szepnęła Silene, bawiąc się jego włosami.
- Postaram się – odpowiedział lekko zamroczony jej zapachem (nie wnikam XD wolę nie...)
Krwawa czuła pragnienie, a jego szyja była tak blisko...
Wodnik w końcu zorientował się co jest grane i odsunął od siebie Silene.
- Sorki – uśmiechnęła się niewinnie.
- Nie ma rady – westchnął. – Idziemy na polowanie.
- Obiadek? – zapytała z nadzieją.
- No raczej, bo inaczej ja skończę jako twój zacny posiłek.
- Wiesz, że ja tego nie robię...
- Wiem – przerwał jej. – Zew krwi. (:P to fajna książka była btw. XD)
Wziął ją za rękę i poszli w stronę windy. Silene uśmiechnęła się do siebie.
„Opiekuje się mną.”

Saga odprowadził Milo do domu, upewnił się, że wszystkie ostre przedmioty są schowane i pognał do siebie.
Ledwo przekroczył próg swojego mieszkanka ruszył w stronę wejścia do podziemi. Jakie przeżył zaskoczenie, gdy odkrył, że w wypełnionym komputerami, kablami i różnymi częściami pokoju nie znalazł Zenka. Zobaczył natomiast kartkę, położoną klawiaturze. Wziął papier i przez dłuższą chwilę odcyfrowywał krzywe pismo świstaka. W końcu zaklął, zmiął kartkę, wyleciał ze swojego domu i pobiegł szukać Shiona.
Na szczęście nie musiał daleko szukać. Gdy dobiegł do wejścia do świątyni, Shion szedł w jego kierunku razem z Shaką.
- Gdzie on jest? – darł się Saga.
- Kto? – zapytał Shion, gdy Bliźniak już do nich dotarł.
- Dobrze wiesz kto – warknął Saga spoglądając podejrzliwie na Shakę.
- Oj Saga, ja już wszystko wiem – mruknął obrażony Panna.
- GDZIE JEST TEN DURNY ŚWISTAK?! – nie wytrzymał Bliźniak.
- W domu – odpowiedział spokojnie Shion.
- Świstak? – zdurniał Shaka. – Jaki świstak?
- A jednak nie wiesz wszystkiego, panie Buddo – uśmiechnął się z wyższością Saga, nadal próbując wyrównać oddech.
- Zenek dostał dzisiaj wiadomość, że jego żona rodzi. Przyczłapał się do mnie i poprosił, żebym go teleportował do niej.
- A ty to zrobiłeś?! – zawołali jednocześnie Saga i Shaka.
- A co miałem zrobić – wzruszył ramionami. – Twierdził, że stara go zabije, jak znów przy porodzie nie będzie. Zlitowałem się nad biedakiem.
- Znów? – zdziwił się Saga. – No ładnie... To nasze centrum komputerowe...
- Centrum komputerowe? – zainteresował się Shaka.
- Tya...
- Tej części nie zdążyłem ci opowiedzieć. W podziemiach domu Bliźniąt zrobiliśmy sobie małe centrum.
- Ale bez Zenka, to nie mamy głównego speca komputerowego.
- Znam się na tym – uśmiechnął się Shaka. – Mogę służyć pomocą.
- Wcielenie Buddy i komputery?! – zadrwił Saga.
- Jeśli nie wiesz, ignorancie komputerowy, to zrobiłem eksternistycznie studia informatyczne. Obecnie mam całkiem niezły biznes.
Bliźniakowi szczena opadła.
- Według mnie to jest świetny pomysł – stwierdził Shion. – Mam tylko nadzieję, że się z Sagą nie pozabijacie.
- Spróbujemy – odpowiedział ponuro Shaka.
- Jakoś to przeboleję. Ale centrum zostanie w moim domu.
- Sądzę, że lepiej by je było przenieść.
- Nie będziesz się rządził!
Shion pokręcił głową.
„Normalnie jak dzieci.”

W tym samym czasie w domu Barana.
- Powiedz tak – prosiła przymilnie Shuu.
- Nie!
- Ale powiedz... Tak – nie dawała za wygraną.
- Nie. Nie. Nie. Nie. Nie. Nieeeeeeeeeeee!!!!!!!!! Nie będziesz przenosić pokoju do innego wymiaru! Koniec tematu.
- Mu, tak by było najprościej. Nie trzeba by kombinować.
- Zamknij się wreszcie! Jesteś niesamowicie namolna.
- Wiem – wyszczerzyła się Shuu.
- Słuchaj. Zostań tu i się nie ruszaj.
- A ty?
- Skoczę po Shiona i pomyślimy co z tobą zrobić.
- Zawsze można w szafie upchnąć – mruknęła do siebie Iluzoryczna.
Mu parsknął śmiechem, spojrzał na nią z dziwnym błyskiem w oku i znikł.
- Na pewno nie będę tu siedzieć i nic nie robić – stwierdziła Shuu i ruszyła w kierunku windy.



Komentuj (20)


09.04.2006 :: 18:18
44.
Na szczęście nikogo w windzie nie było. Shuu wsiadła i nacisnęła guzik ze znaczkiem „X” z mocnym postanowienie, naprawienia tego co się nie udało. Nagle wymacała w kieszeni spodni minidysk. Wyciągnęła go i przypomniała sobie, że dostała go od Kyo. Już chciała wrzucić znalezisko do komputera, który wciąż miała na ręce, gdy winda zatrzymała się w domu Wodnika. Shuu natychmiast schowała dysk z powrotem do kieszeni i skupiła się na iluzji maskującej. Ledwo jej się udało...
- Hm... dziwne – mruknął Camus, naciskając na guzik z cyfrą 0.
- Co się stało? - zainteresowała się Silene.
- Świeci się „X”, jakby ktoś jechał tą windą i chciał się dostać do siedziby Ateny.
- Ale tu nikogo nie ma – stwierdziła Krwawa.
Shuu wcisnęła się w sam kąt, modląc się, żeby mogła spokojnie dojechać do celu.
- Dlaczego jedziemy do góry? – zdziwiła się Silene, gdy winda ruszyła.
- Bo to głupie urządzenie tak ma... Żeby zjechać na dół, najpierw musi zahaczyć o to piętro X, niewiadomo przez kogo przyciśnięte.
- Szprytne...
- Taa... niesamowicie...
Winda dotarła do siedziby Ateny i drzwi otworzyły się. Shuu starając się o nikogo nie zawadzić, wydostała się ze środka.
- To teraz wreszcie pojedziemy na dół? – usłyszała jeszcze głosy z windy, zanim drzwi za nią zamknęły się.
- Teraz już tak.
- Bo wiesz... głodna jestem.
Winda pojechała w dół.
Dopiero teraz Shuu odważyła się zdjąć iluzję maskującą i poważnie zastanowić, nad tym co widziała. Silene... Krwawa Silene z Camusem O_O’ oj... to trzeba przetrawić... taki nius...
- ALE JAK?! – nie wytrzymała i wydarła się.
Momentalnie przypomniała sobie, gdzie się znajduję i postanowiła, nie zastanawiać się nad tym dłużej. Włączyła komputerek i o dziwo udało jej się połączyć z satelitą. Mając totalnie gdzieś, czy zostanie namierzona, załadowała sobie plan siedziby Ateny, bo zielonego pojęcia nie miała, gdzie znajduje się pomieszczenie, w którym to przed paroma chwilami rzuciła się na nią z nożem. Odnalazłszy pokój z podpisem, „Sala ze złotym tronem”, pognała w tym kierunku.
Zdziwiła się gdy tam dotarła. Ateny już tu nie było. Sprawdziła na trójwymiarowym planie. Szła w kierunku wyjścia...
- Dziwne – stwierdziła Shuu, ale pobiegła za nią.
Gdy dogoniła Atenę, ta właśnie przewróciła się.
Shuu spojrzała na podłogę. Bogini zostawiała za sobą piękny, czerwony szlaczek z krwi.
Nagle nie wiadomo skąd, zawiał porywisty wiatr i zwiał krew w kierunku wejścia... Tam zaczęła się układać w dziwne symbole. Shuu zorientowała się odrobinę za późno w tym, co jest grane...

W tym samym momencie wszyscy Złoci poczuli to:
Atena umarła...


(mini odcinek xD niech się fani cieszą :P)

Komentuj (20)


09.04.2006 :: 23:18
45.
Niedaleko monopola.
- Czy mi się wydaje... – zaczął trochę już podpity Shura.
- Atena wykitowała? – wytrzeszczył oczki Rak i spojrzał w kierunku świątyni.
- Czyli nie wydawało mi się – stwierdził Koziorożec. – Poczułeś to samo.
- Zdechła?! Naprawdę już jej nie ma... – Maska Śmierci nie mógł uwierzyć w tak cudowne wydarzenie.
To był cud! Nie, to było coś więcej...
- Nie ma Ateny... to znaczy, że... – zaczął Shura.
- Idziemy po większe zapasy – zawyrokował Deathmask. – Trzeba to porządnie oblać! W końcu nie co dzień zdycha największa nasz zmora.
- I bogini w jednym – dokończył Koziorożec.
Spojrzeli na siebie. Wielka, niczym nie zmącona radość zapanowała w ich sercach.
- Do monopola! – wydarł się Rak.
- Tak jest – poparł Shura.
I wrócili do niedawno odwiedzonego sklepu z alkoholem, wynosząc z niego niemalże całe zaopatrzenie procentowe (XD nie wnikam jak to zrobili)...

Gdzieś w Atenach.
- Bracie! – zatrzymał się Aiolia. – Czy mnie zmysły nie mylą.
- Skoro czujesz to samo co ja, to raczej nie... – odpowiedział Aiolos.
- Czyli...
- Głupia krowa nie żyje – uśmiechnął się Strzelec.
- Wracamy do świątyni!!! – zawyrokował Lew.
Aiolos obrzucił brata badawczym spojrzeniem.
- Myślisz, że Shura już sprowadził chlanie i że będzie impreza – wywnioskował.
- No pewnie!
- Zapamiętaj, że się tobą zajmować nie będę, jak się schlejesz – stwierdził.
I obaj udali się w drogę powrotną do świątyni, zapominając właściwie, po co z niej wyszli.

Niedaleko świątyni.
- Aldebaranie, czy moje zmysły mnie mylą? – zapytał zszokowany Dohko.
- Nie... raczej nie... – odpowiedział Byk.
- To dobrze – ucieszył się Waga. – Teraz musimy wrócić do świątyni, zanim nasi koledzy wszystko wychleją.
Byk spojrzał podejrzliwie na Dohko.
- Nie wiedziałem, że tak cię ciągnie do kieliszka.
- Nie ciągnie, ale niezwykłe okazje wymagają niezwykłych zachowań!
- Co racja, to racja.
Zawrócili w stronę świątyni.

W ogrodzie koło domu Ryb.
- Nikt mnie nie kocha... nikt mnie nie rozumie... o Atena zdechła... nikt mnie nie kocha... nikt mnie nie rozumie – Afro siedział wśród swoich chwastów i bujał się to w przód to w tył...

W domu Skorpiona.
Milo był wciąż w nienajlepszym humorze. Gdy poczuł, że Atena umarła na początku zignorował to uczucie, rozczulając się nad sobą i tym, że mu Vedzia uciekła. Ale po chwili, dotarło do niego, co śmierć Ateny oznacza!
- Wolność... – wyrwało mu się i poleciał do windy.
Chciał jak najszybciej wyjść stąd i szukać Vedzi... może znów uda mu się ją spotkać... tak całkiem przypadkowo.
Gdy winda stanęła, a drzwi otworzyły się, szczęka Skorpiona niemal odbiła się od podłogi. W środku stał Camus z jakąś dziewczyną uwieszoną na jego szyi... wyglądało to tak, jakby Wodnik się przed nią bronił.
- Camus... eee co ty robisz? – zapytał Milo wsiadając do windy.
- Milo? – dopiero teraz zauważył go Wodnik. – A ty co robisz?
- Wiesz, wsiadanie do windy jest dość normalne, nie sądzisz?
Camusowi udało się w końcu wywinąć z objęć Silene. Teraz wampirzyca spojrzała na Skorpiona.
- Obiadek? – żądza krwi zabłysła w jej oczach.
- Nie Siluś, to nie jest obiadek – Camusowi udało się złapać wampirzycę, zanim rzuciła się na Milo. – Wiesz co, wsiadanie teraz do windy nie było twoim najlepszym pomysłem. Nie miałeś siedzieć w domu? – zapytał, starając się nie dać Silene wyrwać się z jego objęć (XD).
- Co jej jest? – zainteresował się Skorpion.
- Jest głodna.
- A co ona ludzi je?
Wodnik i Silene spojrzeli się na niego znacząco.
- Czyli je...
- A czego byś się spodziewał po wampirze?!
- Skąd ją masz? – zapytał coraz bardziej zdziwiony Milo.
- Kurdę znalazłem na ulicy i przygarnąłem – warknął Wodnik. – A co ona jakiś kundel jest, że się tak głupio pytasz?
- Ojej zapytać nie wolno. Nie wiedziałem, że się wampirami interesujesz...
- Nie czułeś, że Atena...
- Kopnęła w kalendarz? No oczywiście i co z tego?
- I nie idziesz sprawdzić co się stało?
- Mi to rybka... zresztą on ma bliżej, niech on idzie. Ty zresztą też się nie wybierasz – zauważył Skorpion.
- Obiadek? – wtrąciła Silene.
- Już kochanie, za chwilę będziemy na dole – zwrócił się do wampirzycy.
Na szczęście winda była już na dole. Camus wybiegł z niej ledwo drzwi się otworzyły, niemal unosząc w powietrzu Silene. Milo wzruszył ramionami i również wyszedł.
Po drodze Skorpion wpadł na Shurę idącego z Deathmaskiem obładowanymi do granic możliwości... Chcieli go zgarnąć na imprezę, ale jakoś udało mu się ich wyminąć.
Jedyne czego teraz chciał, to odnaleźć Vedzię...

W podziemiach domu Bliźniąt.
Tam właśnie znajdowali się Shion, Saga, Shaka i Mu. Cała czwórka starała się znaleźć jakąś kryjówkę dla Shuu.
- Atena... – zaczął Shion.
- Nie żyje... – dokończył Shaka.
- ZAJEBIŚCIE! – wydarł się Saga.
- SHUU!!! – krzyknął Mu i znikł.
- No to chyba sprawę kryjówki Shuu mamy z głowy – podsumował Shion.
- Dlaczego? – zdziwił się Saga.
- Bo już jej raczej nie będzie potrzebować – wytłumaczył Baran.
- Idiota – podsumował cicho Shaka.
- Zamknij się! – rzucił w odpowiedzi Bliźniak.

Mu teleportował się do swojego domu.
Tak jak się spodziewał, Shuu nie było tam, gdzie kazał jej zostać. Myślami pomknął w stronę siedziby Ateny... Czyżby próbowała znowu zaatakować i wreszcie (za trzecim razem XD) jej się udało?
- Shuu, jeżeli coś ci się stało... – mruknął do siebie i znikł.


Komentuj (37)


12.04.2006 :: 22:11
46.
W siedzibie Ateny.
Nagle nie wiadomo skąd, zerwał się porywisty wiatr i zwiał krew w kierunku wejścia... Tam zaczęła się układać w dziwne symbole. Shuu zorientowała się odrobinę za późno w tym, co jest grane...
Rzuciła się w kierunku wejścia, krąg nie mógł się zamknąć. A krew właśnie tworzyła brakujące symbole... te których Majris nie zdążyła.
„Cholera, musiała ostatkiem sił rzucić zaklęcie” – pomyślała w biegu Shuu.
Nie miała jednak pojęcia, jakie mogło to być zaklęcie.
Krąg zamknął się. Pod nogami Shuu zabłysły srebrne znaki i zaczęły się poruszać.
- Osz kurwa... – wyrwało się Iluzorycznej.
Za późno... Zaklęcie zadziałało.
Shuu poczuła przez chwilę, że nie może oddychać, a po chwili wszystko wkoło jakby stało się szare...

W podziemiach domu Bliźniąt.
Mu po kilku chwilach wrócił.
- A ty co? – zdziwił się Saga.
- Nie ma jej w domu – stwierdził podłamany Mu.
- Jakoś specjalnie mnie to nie dziwi – mruknął Shion.
- Ona musi być u Ateny! – wydarł się nagle Mu.
Shaka, Shion i Saga spojrzeli na niego zdziwieni, co sie stało z tak spokojnym niegdyś człowiekiem?
- No to co tak stoisz? Ganiaj za nią – podpowiedział Saga.
Mu spiorunował go wzrokiem.
- Sam bym na to wpadł.
- No to co tu robisz?
- Nie mogę się tam teleportować!
Shion znikł i po chwili wrócił.
- Faktycznie, jakby tam jakąś barierę rozstawiono... – spojrzał na resztę. – A może...
- Myślisz, że to atak? – zastanowił się Shaka.
- Bardzo możliwe.
Mu w tej chwili znikł.
- A ten gdzie znowu? – zainteresował się Saga.
- Jak go znam to będzie pod drzwiami siedziby Ateny warował – stwierdził Shion.
- Odbiło mu – podsumował Shaka.
- Niewątpliwie – potwierdziła pozostała dwójka.

Siedziba Ateny.
Jakiś niewyraźny cienio-podobny kształt pochylał się nad ciałem Ateny. Shuu stanęła pod ścianą naprzeciwko i próbowała stać się niewidoczna, ale iluzja nie działała.
„Cholernie mocne zaklęcie” – przyznała w duchu.
Kształt stawał się coraz bardziej wyraźny.
- Seiya???!!! – Shuu wytrzeszczyła oczy.
Cień, który teraz przybrał kształt rycerza Pegaza, tylko trochę przeźroczystego, odwrócił się.
- Zabiłaś ją!!! – wydarł się i rzucił się w kierunku Iluzorycznej.
- Nie przypominam sobie – mruknęła w odpowiedzi Shuu i odsunęła się troszkę tak, że Seiya zarył w ścianę.
- Od kiedy ja mogę dotknąć ściany?! – zdziwił się i pomacał przeszkodę, na którą wleciał.
- Seiya... – odezwał się słaby głos za nimi.
Atena stała tuż obok swojego ciała.
- O ja pierdolę... – wyartykułowała Shuu, wytrzeszczając oczy.
Duchy... dusze... z czymkolwiek miała do czynienia, przestało jej się to podobać!
- Saori! – Seiya rzucił się w ramiona Ateny. – Jak ja tęskniłem.
Shuu coraz bardziej zdziwiona (o ile to możliwe), patrzyła jak się miziają.
- O żesz... – jedynie na takie komentarze było ją stać.
Nieboszczyki odkleiły się od siebie.
- To przez nią nie żyję! – krzyknęła Atena.
- Pomszczę cię! – ryknął Seiya i znów rzucił się na Shuu.
Iluzoryczna po raz drugi zrobiła lekki unik i Pegaz walnął w ścianę, ale tym razem tuż za nim atakowała Atena. Saori zamierzała się, żeby walnąć Shuu swoją delikatną rączką, ale zamiast tego, po prostu wpadła w ciało Iluzorycznej, tak jakby ją wciągnęło.
W tym momencie świetliste symbole znikły.
Shuu poczuła się słabo. Podpierając się o ściany podeszła do wejścia, w którym już stał Mu. Obraz jej się rozmazywał, traciła władzę nad swoim ciałem, ale zanim straciła przytomność poczuła, że znalazła się w czyichś ramionach...


Komentuj (24)


13.04.2006 :: 19:12
47.
Niedaleko świątyni.
Silene zaspokoiła pragnienie.
- I jak? – zapytał Camus.
- AB, może być – uśmiechnęła się znad „posiłku” wampirzyca.
Nagle z nikąd pojawił się Hyoga i zaatakował stojącego obok Silene Wodnika.
- Oddaj mi ją! – wydarł się.
Camus zrobił unik.
- Hyoga? – zdziwił się. – Co ty odpierdalasz? O_O’ (Camus w szoku XD)
- Oddaj mi ją – powtórzył zawzięcie Hyoga.
- Kogo? Silene? A co ona twoja?
Krwawa przechyliła głowę, zastanawiając się o co tu chodzi.
- ODDAWAJ! – Hyo znów zaatakował.
Camus sparował cios.
- Nie wiem czy pamiętasz, ale w walce wręcz nie masz szans – poinformował Łabędzia, siląc się na spokój.
Hyo uśmiechnął się przebiegle odsłaniając kły. (XF lol)
- Jeszcze zobaczymy – mruknął i znów zaatakował, tym razem o wiele szybciej.
Wodnikowi ledwo udało się zrobić unik.
Łabędź atakował nie przerwanie. W pewnym momencie już prawie trzymał Camusa za gardło, ale do walki niespodziewanie przyłączyła się Silene, zachodząc Hyo od tyłu i ostrymi pazurkami przecinając aortę. (XD zdolna baba) Łabędź odskoczył brocząc krwią.
- Pani, co robisz?! – nie mógł zrozumieć Hyoga. – Przecież to on jest wrogiem.
Silene obrzuciła go zimnym spojrzeniem.
- Nie znam cię – stwierdziła.
- Ależ pani – Hyoga upadł na kolana, a z jego rany wypłynął razem z krwią jakiś dziwny, ledwo widoczny cień. – Ty mnie stworzyłaś... – szepnął.
W chmurze, która cały czas zasłaniała słońce, pojawił się maleńki otwór. Promienie przez niego przechodzące miały paść dokładnie na Łabędzia. Ale w tym momencie Camus odepchnął go, uniósł rękę i jak za starych dobrych czasów, zamroził.
- Co robisz? – zdziwiła się Silene.
- Szkoda, żeby się tak rozwiał w pył.
Wampirzyca podeszła do zamrożonego Hyo.
- Nie roztopi się to to?
- Wątpisz w moc rycerza Wodnika? – Camus poczuł się urażony.
- Pytam tylko. Ale ładnie tak wygląda – błysnęła ząbkami Silene. – Wiesz skąd mogłam go znać?
- Pojęcia nie mam. Chodźmy już.
I odeszli w stronę świątyni.
- Myślisz, że ładnie by wyglądał u ciebie w domu? – zastanawiała się Krwawa, spoglądając przez ramię na „lodowy posąg”.

W domu Barana.
Shuu otworzyła oczy. Nad jej łóżkiem zebrało się całkiem spore towarzystwo: Mu, Shion, Saga i Shaka.
- Doberek – uśmiechnęła się. – Długo spałam? (coś za często mdleję -_-‘)
- Ponad dwadzieścia godzin – odpowiedział Shion.
- Dobrze się czujesz – zapytał Saga podejrzliwie.
- A jak mam się czuć?
- Jak ktoś, kto zabił boginię – mruknął Shion.
Shuu spojrzała na niego zdziwiona.
- Że co?
- A to nie ty zabiłaś Atenę? – zapytał uprzejmie Shaka (niepomny na kapsle we włosach XD).
- Ja ją tylko dźgnęłam nożem – stwierdziła Shuu. – Ale to wszyscy widzieliście.
- To po co polazłaś z powrotem do Ateny, jak ci kazałem siedzieć tu i się nie ruszać? – odezwał się Mu.
- Bo nie lubię, jak mi ktoś coś każe – wyszczerzyła się Iluzoryczna.
Powoli jednak przypominała sobie co się stało...
- Wróciłam tam, żeby dokończyć, ale nie było jej w tej sali ze złotym tronem. Znalazłam ją niedaleko wejścia, ale już wtedy zdechła. A potem... Ożesz w mordę... – wyrwało się Shuu.
Czy to tylko jakaś chora wizja, czy faktycznie dusza Ateny wlazła w nią. Spojrzała po zebranych.
- Czy ja wyglądam jakoś inaczej? – zapytała zduszonym głosem.
- Taaa, masz świetną szopę na głowie – uśmiechnął się Saga. – Skoro pytasz jak wyglądasz, to dla mnie jesteś całkowicie zdrowa.
- Ale serio pytam!
- A jak miałabyś wyglądać? – zainteresował się Shion.
- Nie wiem... może kolor włosów mi się zmienił?
- Wiesz – Saga zwątpił – przy twoich obecnych kolorach...
Shuu westchnęła z ulgą. Może jej się tylko przyśniło.
- A gdzie reszta? – zapytała i usiadła na łóżku.
- Kacuje pewnie, po nocnym opijaniu zejścia śmiertelnego Ateny – stwierdził Shaka.
- A wy co? Nie świętowaliście? – cała czwórka przecząco pokręciła głowami. – No to won!!! Macie świętować!!! A potem możecie mi ewentualnie postawić pomnik!
- Ale... – Mu chciał coś powiedzieć.
- Dobra, mnie pasuje – przerwał Saga i wyciągnął Shakę i Mu z pokoju Shuu.
Został tylko Shion.
- To się ciebie też tyczy – stwierdziła Iluzoryczna.
- Pytałaś czy wyglądasz inaczej – zaczął Shion. – Ale to chyba nie wyglądem powinna się zająć. Nie wiem czy reszta tego jeszcze nie zauważyła, ale czuć od ciebie kosmos Ateny. Minimalnie, ale jednak.
Powiedział i znikł.
Shuu lekko podłamana wstała z łóżka i podeszła do szafy, w której znajdowało się lustro. Otworzyła drzwiczki i spojrzała ze strachem w odbicie. No tak...
- Saga miał rację, mam szopę – stwierdziła i dotknęła włosów.
Wtedy zauważyła, że odbicie w lustrze zaczęło falować, a po chwili zza tych jakby zakłóceń zaczęła przebijać twarz Ateny...
- Nie... – Shuu poczuła się dziwnie. – Ona jest...
Chwyciła lustro i rzuciła nim o podłogę, roztrzaskując w kawałki.


Komentuj (38)


14.04.2006 :: 16:45
48.
Do pokoju wparował Mu. Spojrzał na rozbite w drobny mak lustro i stojącą nad tym bałaganem Shuu.
- A ty co? Siedzisz pod drzwiami i warujesz? – warknęła na niego zza opadających na oczy włosów.
- Co tu się stało? – zdziwił się Baran.
- Lustro się zbiło, nie widać?
Mu spojrzał na nią podejrzliwie.
- Coś ci zabijanie bogów na zdrowie nie wychodzi – stwierdził.
- Taaaa, nawet nie wiesz jak bardzo.
Shuu próbowała przejść nad tym całym bałaganem, który stworzyła, żeby nie wleźć w nic bosą stopą, co oczywiście wymagało niezłych akrobacji. W końcu dotarła do łóżka. Usiadła na nim i wyciągnęła zza bluzki medalion.
- Co masz zamiar robić?
- Dowiedzieć się jak się tego cholerstwa pozbyć!
- Jakiego? – Mu nadal nie wiedział o co biega.
- Skup się, nie czujesz czegoś dziwnego.
Przez chwile zapanowała cisza.
- Atena? Ona żyje?! – Mu nie mógł w to uwierzyć. – Przecież wszyscy poczuliśmy jej śmierć!
- To teraz zgaduj, gdzie może być.
Baran spojrzał na nią z niedowierzaniem. Shuu tylko smętnie pokiwała głową.
- No ładnie – mruknął Mu. – Teraz wszystko układa się w całość! Chciałaś sama zostać Ateną i przejąć kontrolę nad świątynią! Najpierw zdobyłaś nasze zaufanie, a potem zabiłaś oryginalną boginię... i... i nie wiem co zrobiłaś, ale przejęłaś jej kosmos!
Shuu rzuciła w niego medalionem, który Baran odruchowo złapał i znów poparzywszy sobie dłoń, odrzucił go Shuu.
- Na łeb upadłeś – podsumowała.
- To jak to wyjaśnisz? Wcale nie musiałaś się rzucać z nożem na Atenę, nie jesteś już w Imperium!
- A może dobrodusznie chciałam was od niej uwolnić? Na to nie wpadłeś? – Shuu zaczynała się poważnie wkurzać. – Jeśli myślisz, że miło jest mieć to COŚ w sobie, to się mylisz! Sama we mnie wlazła, ja jej o to ani nie prosiłam, ani do tego nie zmuszałam. Nie jestem masochistką!!!
Mu musiał przyznać, że faktycznie, mieć Atenę w sobie nie mogło być za wygodnie.
- To co teraz planujesz?
- Czy to nie oczywiste wykopać lokatorkę! Mógłbyś mi podać ten komputerek co leży na stole, jakoś nie uśmiecha mi się łazić po tym szkle.
Baran zrobił o co go po prosiła. Po czym uniósł wszystkie odłamki lustra swoją mocą i wrzucił pod łóżko.
- Ty tak zawsze sprzątasz? – zapytała Shuu otwierając swoją czarną księgę.
Mu wzruszył ramionami.
- Łap – Iluzoryczna rzuciła rycerzowi jakąś książkę. – I poszukaj czegoś o śmierci, duszach i wszelkiego rodzaju umarlakach!
- „Sprawdź czy rzucono na ciebie urok”? – przeczytał tytuł Mu. – A ty co masz?
- „Księgę zaklęć” – odpowiedziała wertując stare kartki.
- Skąd masz taką literaturę?
- A pożyczyłam sobie – uśmiechnęła się do siebie.
- Pożyczyłaś? – jakoś nie mógł uwierzyć w te wersje Mu.
- No dobra :P pożyczyłam na wieczne nie oddanie, pasuje?
- A od kogo, jeśli można wiedzieć.
- Od jednego mistrza.
- Od Kyo? – warknął Baran.
- Akurat nie od niego – Shuu spojrzała na Mu znad książki. – On nie miał żadnej książki o magii, co mnie zawsze zastanawiało, bo podobno był dobry w te klocki, ale nie specjalnie używał.
- To komu zaiwaniłaś te książki?
- Hm – uśmiechnęła się przebiegle. – Najlepszemu przyjacielowi i największemu wrogowi Kyo w jednym.
Mu zrobił zdziwioną minę, ale Shuu już nic nie powiedziała tylko zatopiła się w lekturze.

W siedzibie Ateny.
W tym samym czasie, w którym Shuu i Mu siedzieli nad książkami, szukając sposobu na wywalenie z ciała Iluzorycznej duszy Saori, w siedzibie Ateny pękła jedna ze ścian w sali ze złotym tronem, odkrywając prostokątny metalowy obiekt.. Okazało się, że ukrywała za sobą windę (zdeklasować schody jako głównego bohatera XD WINDY RULEZ!). Po jakimś czasie prostokątne drzwi otworzyły się, a do środka wkroczył Hades. Rozejrzał się, ale Ateny nigdzie nie zobaczył, a przecież przysiągłby, że umarła!
„Nić jej życia została zerwana, więc gdzie się do cholery podziewa ta głupia suka?” – Hades nie był w najlepszym humorze.


Komentuj (12)


14.04.2006 :: 21:23
49.
Baza Imperialistów.
Vedzia siedziała w pokoju i nie wyściubiała z niego nosa przez cały poprzedni dzień. Teraz jednak zaciekawiły ją odgłosy bieganiny po korytarzach.
- Łap go! – wydzierał się Ikki.
- Staram się! – odpowiedział gdzieś w oddali Shiryu.
Vedzia otworzyła drzwi.
- Co tu się dzieje? – zapytała przebiegającego tuż obok Ikkiego.
- Próbujemy złapać mojego brata – stwierdził i już był na schodach.
- A co mu się stało? – krzyknęła za nim Vedzia wychodząc z pokoju.
- Do końca mu odwaliło! – gdzieś z dołu odkrzyknął Feniks.
Różowa ostrożnie podeszła do schodów. Nagle usłyszała brzęk tłuczonego szkła i jakąś szamotaninę. Z pokoju zawalonego komputerami wyleciała Raini.
- Co tu się wyprawia? – wykrzyknęła, gdy zobaczyła jak Shiryu z Ikkim wynoszą z kuchni trzymanego między sobą, związanego własnymi łańcuchami Shuna. – Odbiło wam?
- Nie nam, tylko młodemu – wydyszał zmęczony Feniks.
Vedzia zeszła po schodach do gromadki na dole.
- Ale musieliście go związać? Biedactwo.
- Aaaaa!!!!! – krzyczał Shun. – Atena nie żyje. Przeze mnie zginęła... Jestem złyyyyy!
Vedzia i Raini odskoczyły od nich potraktowane takimi wysokimi dźwiękami.
- Co się stało Shun?
- Nie pogadasz z nim – stwierdził Shiryu wtykając Andromedzie w usta jakąś szmatę, co by się przymknął. – On tak w kółko się tylko drze, że jest zły, bo przez niego Atena nie żyje.
Vedzia i Raini spojrzały na siebie.
- Co chcecie z nim zrobić? – zapytała Zerojedynkowa.
- Zamknąć go gdzieś, żeby się uspokoił – odpowiedział Ikki i razem ze Smokiem odmaszerowali.
- Słyszałaś co powiedzieli? Myślisz, że Shun ma racje? – zastanawiała się Vedzia.
- Sprawdźmy.
Obie weszły do pokoju zawalonego komputerami i innym sprzętem najnowszej generacji. Raini usiadła przed wielkim monitorem i postukała w klawiaturę. Po chwili wyświetlił się przekaz z satelity, ujawniając gdzie znajdują się wszyscy goldzi i bogini.
- Co Atena robi w domu rycerza Barana? – zdziwiła się Vedzia.
- Kto ją tam wie... – wzruszyła ramionami Raini.
Różowa poszukała wzrokiem czy nigdzie nie wyświetliło się imię Skorpiona, ale najwidoczniej nie było go na terenie świątyni. Westchnęła, ale zaraz potem naszła ją myśl, że może szuka jej teraz po całych Atenach...
- Biedactwo – wyrwało jej się.
- Kto? – zdziwiła się Raini.
- No eee... – kombinowała Vedzia. – Ja! Siedzę od wczoraj rana tutaj i zdycham, a potrzebuję słońca. Wychodzę na chwilę!
- Ale Van powiedział, że masz siedzieć tutaj aż do jutra. Mogłabyś mi trochę pomóc...
- A gdzie jest Van?
- Gdzieś w terenie – odpowiedziała lekko wkurzona Raini.
- A Kyo?
- Też.
- Jakieś wiadomości od Silene albo Hyo?
- Shiryu stwierdził wczoraj popołudniu, że chyba nie żyje.
- Kto?
- Hyoga.
- A Sil.
- O Silene nic nie mówił.
- To ja lecę.
- Ale Van...
- Kryj mnie, ok? Dzięki!!! – Vedzi już nie było.
- Dlaczego nikt nie pomyśli, że mi też się trochę słońca i świeżego powietrza należy? – mruknęła do siebie Raini.

Shuna tymczasem zamknięto w jego pokoju. Związany swoim własnym łańcuchem nie mógł się ruszać. Ale znów słyszał ten głos, który przez jakiś czas milczał. Tym razem był bardziej natarczywy niż kiedykolwiek!
- Shun jak mogłeś zdradzić Atenę! – wykrzykiwał mu do ucha. – Przez ciebie nie żyje... Atena nie żyje przez ciebie!!!
Shun miał już tego wszystkiego dość. Brat miał go za wariata... zresztą co tu się dziwić, słyszał głos, każdy by tak pomyślał.
Andromeda zmrużył oczy, był zmęczony uciekaniem i nie tylko. Wtedy dostrzegł cień. Zasypiając, na granicy świata rzeczywistego i snu cień stał się dość wyraźny, by Shun mógł rozpoznać w nim Seiyę.

W siedzibie Ateny.
Hades chodził po świątyni szukając bogini, coraz bardziej się wkurzając.
- Przecież zdechał! – gadał do siebie. – Zdechła na pewno. To dlaczego jej cholerna dusza nie zleciała na dół?! Przecież taki był plan!!!
W końcu Hades odnalazł ciało Ateny, które leżało przy wejściu, tam gdzie upadła chwilę przed śmiercią. Żaden z rycerzy jakoś nie pokwapił się na górę, żeby posprzątać. Hadesa jakoś to nie dziwiło.
Podszedł do ciała. Martwe... a czego się spodziewał...
- Ale w takim razie, gdzie jest dusza?!
Feniu ze swoim Imperium wywiązał się z umowy, Atena nie żyła, ale bez jej duszy, to wszystko nie warte było zachodu. Hades czuł presje! Miał tam na dole niezły kocioł ostatnio. Hordy piekielne, z niemym przyzwoleniem Lucyfera, atakowały wszystkie zaświaty, łamiąc wszystkie podpisane pakty, umowy i układy. Ale niegdysiejszy Archanioł miał czyste rączki, w końcu Hordy były oficjalnie bezpaństwowe. Hades wiele dałby za to, żeby dowiedzieć się jak Lucyfer przekupił ich, żeby działały zgodnie z jego wolą.
Nagle bóg podziemia poczuł słaby kosmos... bez wątpienia należał do Ateny.
- Mam cię zdziro... – mruknął do siebie i udał się w stronę, z której dochodziły do niego lekkie wibracje, nie wiadomo jakim cudem ocalałego, kosmosu.


(50 odcinek XD tak wiem, że pisze że 49, ale odcinek 0 był przecież nie? XD no! więc to jest 50 XD może jakieś gratulacje? chyba w życiu niczego tak długo nie pisałam... w sensie... takiego długiego XD... w wordzie to to ma już 77 stron... banzai Shuu XD)


Komentuj (40)


15.04.2006 :: 23:47
50.
Hades nie miał większego problemu z dostaniu się do pierwszego z domów zodiaku. Wszyscy rycerze, których spotkał na drodze, albo spali, albo byli w tak żałosny stanie, że lepiej nie wspominać (XD). No może poza Afro, wciąż siedzącego w swoim ogrodzie. W końcu bóg podziemi stanął przed domem Barana.

W tymże domu.
- Tu głównie o zombi jest w tym rozdziale – Mu położył się na plecach, na łóżku tuż obok Shuu (a łóżko to mam szerokie :> niaf) i odrzucił książkę na bok. – Ty to wszystko przeczytałaś?
- Niom, swego czasu – mruknęła Iluzoryczna przerzucając następne, pożółkłe kartki i przebiegając tekst wzrokiem.
- Żartujesz? – Mu przeturlał się na bok. – Te o nieumarłych, zombi, ofiarach z dziewic...
- Ofiarach całopalnych, półpalnych, ćwierćpalnych też. O umrzykach i żywych w służbie trupów również. Dlatego jestem pewna, że gdzieś było coś o takich przypadkach... widziałam to zaklęcie kiedyś... w książce...
Mu przyjrzał się siedzącej po turecko tuż obok Shuu. Kolorowe, rozczochrane włosy opadały na twarz, po której błądził cień uśmiechu.
- Bawi cię to? – zapytał.
Spojrzała na niego zdziwiona.
- Co ma mnie bawić?
- Ta cała sytuacja.
- No jasne! Cholernie zabawnie jest mieć w sobie taką kretynkę! – warknęła, ale zaraz wybuchła śmiechem. – Trzeba przyznać, że jest w tym jednak coś śmiesznego...
- Dusza Ateny źle na ciebie wpływa, wariujesz – podsumował Mu.
- Nie zdziwiłoby mnie to. Tak czy inaczej, to jest jakieś wyzwanie! Magiczne wyzwanie. Właściwie mogę uznać, że rzuciła mi je Majris. Może nie było zaadresowane do mnie bezpośrednio, ale ostatecznie ja je odebrałam.
- Co ty bredzisz?! – Mu uniósł się na łokciu i przypatrzył lśniącym dziko oczom Shuu.
- Ciekawi mnie tylko dlaczego? – Iluzoryczna jakby go nie słuchała. – Wpadła do świątyni, chciała rzucić to zaklęcie, a potem co? Zabić Atenę? Bez sensu... będąc wampirem ciało miała martwe, więc dusza nie mogłaby wcielić się w nią. Bardziej prawdopodobne, że chciała rzucić zaklęcie i się wycofać – kombinowała dalej Shuu. – Zabić ją miał ktoś inny, ktoś żywy... i wynieść duszę Ateny ze świątyni... Pewnie nie znając się na magii, nawet by nie zrozumiał co się wydarzyło.
- Dalej nie wiem i nie rozumiem jak to możliwe?
- Widzisz – Iluzoryczna była w swoim żywiole. – Majris rzucała właśnie zaklęcie, dzięki któremu dusza Ateny nie mogła spokojnie odpłynąć w zaświaty, tylko wchodziła w pierwsze żywe ciało jakie spotkała, czytaj we mnie.
- No dobra, ale przeszkodziliśmy jej, nie?
- Tak, ale zostawiliśmy żywą.
- Sama mówiłaś, że nic więcej nie można zdziałać.
- Bo my nie mogliśmy, jedynie słońce mogło. Pozbawiona osłony przed słońcem, przytwierdzona do kolumny, była bezbronna... prawie... Bo udało jej się rzucić jakieś inne zaklęcie, pojęcia nie mam jakie. W każdym razie sprawiło, że krew Ateny zamknęła krąg i czar, którego sama Majris dokończyć nie mogła, zaczął działać.
- Akurat w tym momencie Atena zdechła i jej dusza wcieliła się w ciebie... cudnie – podsumował Mu. – Ale gdzie tu wyzwanie?
- No jak gdzie? Muszę znaleźć zaklęcie, którym mnie potraktowano i albo je odwrócić, albo, jeśli nie ma gotowej formuły, wymyślić coś nowego!
- Robiłaś coś takiego kiedyś?
- Sama? Nie – wyszczerzyła się Shuu i znów zajęła kartkowaniem czarnej księgi.
Mu walnął otwartą dłonią w czoło... co za kobieta... normalnie wariatka... Uśmiechnął się do siebie, uniósł dłoń i dotknął kolorowych, trochę mniej oczojebnych niż na początku, włosów Shuu. Mrugnęła kilka razy zdziwiona i spojrzała na niego.
Nagle drzwi do pokoju otwarły się z głośnym hukiem. Mu był przekonany, że znów zobaczy w nich Kyo, przybywającego na ratunek, ale gdy odwrócił głowę, szczęka mu opadła. W drzwiach stał Hades z wyrazem bezgranicznego zdziwienia na przystojnej mordce.
- Co tu się odpierdala? Gdzie Atena?! – nie wytrzymał w końcu.
Shuu zaczęła się śmieć i turlać po łóżku, aż w końcu z niego spadła. Obaj panowie powędrowali spojrzeniem za nią. Wyczuli to. Teraz promieniował silniej... kosmos Ateny.
Shuu wstała, stanęła dumnie wyprostowana i zadarła nosa.
- Hadesie – skłoniła lekko głowę, a głos jej brzmiał jak głos Saori. – Jakże miło mi cię widzieć.
- O cholera – wyrwało się Mu.


Komentuj (19)


17.04.2006 :: 22:45
51.
W pokoju teleportował się Shion z Sagą. Mu rzucił na nich okiem.
- A Shaka?
- Poszedł medytować z radości – stwierdził Saga. – Ty lepiej powiedz co tu się dzieje?! – krzyknął Bliźniak zerkając to na Hadesa, to na Shuu.
- Pewien problemik wynikł...
- Problemik – prychnął Hades.
- W Shuu wstąpiła dusza Ateny – dokończył Shion. – Wiedziałem, że coś tu śmierdzi.
- Kosmos Ateny... a to ci niespodziewajka – zdołował się Saga. – A miało być tak pięknie... – westchnął z rozpaczą.
Shuu dotychczas patrzyła na całą zgrają z dumnie uniesioną głową, aż spojrzała na siebie.
- OŻESZ!!!! – włączyła capsa (XD). – DLACZEGO JESTEM UBRANA NA CZARNO?! KOPNIJ SIĘ KTÓRYŚ PO JAKĄŚ BIAŁĄ SUKNIĘ! – rozkazała.
Saga zrobił charakterystyczny ruch nie pozostawiający wiele do dopowiedzenia.
- Takiego wała!
- JAK ŚMIESZ TAK DO SWOJEJ BOGINI?!
- Na litość bogów! Przecież ty już zdechłaś!
Mu westchnął ciężko... niewątpliwie to była Saori... Łudził się, że ten kosmos to tylko halucynacje, że może Shuu coś wykombinowała z tymi swoimi zaklęciami i to jest sen... Ale nie... skoro z ust Iluzoryczne wyrwało się coś o białej sukni... to na pewno nie zgodnie z jej wolą.
- JA CHCĘ BIAŁĄ KIECKĘ!
Nagle, Shuu zamrugała oczami i walnęła z całej siły głową w ścianę, obok której stała.
- Żadnych białych KIECEK!!!!!! – wydarła się Iluzoryczna rozcierając czoło, na którym zapewne zakwitnie piękny siniak.
- Shuu wróciłaś – Saga oniemiał z radości, podszedł do niej i niemal zgniótł w objęciach. – Nigdy nie sądziłem, że to powiem, ale tak się cieszę, że to ty!!!
- No dzięki – wydusiła Shuu, uwolniwszy się od Bliźniaka.
- Ale jak? – Mu również westchnął z ulgą, ale wolał znać przyczyny, dla których kosmos Ateny znów niemal zanikł.
- Nie będzie mi się dziwka rządzić! – warknęła Shuu.
- Ekhem – dał o sobie znać zapomniany Hades. – Czy ja wreszcie się dowiem, co tu się do cholery odpierdala?! Zaczynam się poważnie wkurwiać!
- Hadesik! – Shuu włączyły się ślinianki. – Ciastek :F
- O_O że co?
- A nie, nic – odpowiedział za Iluzoryczną Mu. – To taki jej sposób witania się.
- No to dalej, opowiadać co tu się dzieje? – Hades na dobre wlazł do pokoju i rozsiadł się na fotelu.
Reszta uwaliła się na szerokim łóżku Shuu.
- Pokrótce sprawa się ma tak, że dusza Ateny siedzi w tej małej – powiedział Saga.
- Tyle zdążyłem zauważyć. Dlaczego?
- Dłuższa historia.
- Mnie się nie spieszy, ale bylibyście gościnni i poczęstowali czymś.
- Mu kopnij się po jakieś chlanie – rzekł Shion.
- A z jakiej racji Mu? – oburzyła się Shuu.
- Bo to jego dom – wyszczerzył się Saga.
- Shion też tu kiedyś mieszkał – napomknął Mu.
- Ale jak wiesz, od pewnego czasu nie żyję. Dalej, rusz się, nie rób scen.
Mu mruknął coś niezrozumiałego pod nosem i znikł. Gdy wrócił, Shuu była właśnie w trakcie opisywania, z udziałem żywej gestykulacji, jak doszło do zaistniałego, z lekka popierdolonego, stanu rzeczy. (XD)
- No to syf – posumował Hades sącząc gin z tonikiem, gdy usłyszał już całą historię.
- Niezaprzeczalnie – pokiwał głową Shion. – Jakieś pomysły?
- A co ja mag jestem? Czarodziej? Jestem bogiem do cholery, nie znam się na magii.
- A przydałoby się – rzucił sarkastycznie Saga.
- Tobie za to przydałaby się lekcja dobrych manier, jak tak możesz do boga się zwracać ignorancie?!
Bliźniak uśmiechnął się z wyższością.
- A mogę. Raz mi się umarło, a teraz możesz mi naskoczyć.
- Właśnie, gdzie jest konkordat? – zainteresował się Hades. – Według planu, miałem przyjść do świątyni, zgarnąć konkordat i wrócić na dół, a tu ani dusza sama nie przyszła do mnie, ani konkordatu nie znalazłem.
- Ja go mam.
Hades spojrzał na Shuu.
- Coś jeszcze masz mojego?
- Hm... a co mam mieć?
- Masz duszę, która powinna już dawno siedzieć na dole i jeszcze konkordat...
Shuu wyszczerzyła się.
- Więcej grzechów nie pamiętam.
- Miło...
- Wszystko pięknie, ale tę duszę trzeba jakoś wywalić z Shuu – Mu wyraźnie ta rozmowa działa na nerwy XD (ostoja spokoju XD yeah sure...).
- A wiesz jak? – Hades spojrzał na niego z pode łba.
- Ty jesteś bogiem podziemia, powinieneś wiedzieć o duszach wszystko.
- Wiem wszystko o czym opiewa mitologia grecka, jak mi ktoś zapodał zaklęcie z innej bajki, to co mam zrobić?
- Poczytać inne mitologie – uśmiechnął się złośliwie Saga.
Hades spiorunował go wzrokiem.
- Nie kuś losu.
- Panowie! – odezwała się Shuu, która na powrót zaczęła wertować swoją czarną księgę. – Zdaje się, że znalazłam!


Komentuj (23)


20.04.2006 :: 22:43
52.
Wszyscy panowie spojrzeli z zaciekawieniem.
- Chociaż... po dłuższym namyśle... – dorzuciła po chwili Shuu – ...to chyba jednak nie bardzo.
Saga wyrwał jej z rąk książkę.
- Uważaj! – ryknęła na niego. – Z tą książką trzeba jak z kobietą, delikatnie.
Shion zakrztusił się pitym właśnie trunkiem, a Saga prawie nie spadł z łóżka z wrażenia.
- No co?!
- Nic – stwierdził Mu ze spokojem.
- Mówisz o tym? – zapytał Saga, gdy już doszedł do siebie i wczytał się w książkę.
- Ta... mówiłam, ale przeczytaj dalej.
- Oj... – skrzywił się Bliźniak. – No faktycznie, nie ładnie to wygląda.
- Pokaż – Shion przejął książkę.
- OSTROŻNIE Z TĄ KSIĘGĄ DO CHOLERY!
- Shuu wyłącz capsa, bo zachowujesz się jak Atena – Mu spokojnie poszmyrał Iluzoryczną po włosach.
- A widzisz jakieś inne wyjście niż ta propozycja? – Shion zwrócił się po chwili do Shuu.
- Można pokombinować. Mu sporawy arkusz papieru potrzebuję.
- Po co? – zdziwił się.
- Będę kombinować... ekhem, tworzyć! Nowe, unikalne przeciwzaklęcie.
- Mam nadzieje, że obejdzie się bez eksperymentów na zwierzętach – mruknął Baran i znikł.
- A co ja mam zrobić? – Hades siedział w ponurym humorze, wpatrując się w pustą szklankę.
Shuu podskoczyła do niego i dolała ginu i toniku.
- Po co ci Atena, może się dowiemy? - zapytała
- Mam wam się spowiadać?! – obruszył się.
- No wiesz, ty moją historię poznałeś...
- Problemy podziemia nie powinny interesować śmiertelników!
- Wiesz... nie to, że mnie to bawi... choć powoli zaczyna... ale ja tu mam boską duszę XD – rzuciła Shuu.
- Co za upierdliwe stworzenie – mruknął Hades.
- Oj tak – przytaknął Shion.
W tym momencie pojawił się Mu z bristolem, Shuu zostawiła Hadesa w spokoju.
- A jakiś pisaczek masz?
- Mam.
- Wow jaki domyślny jesteś – uśmiechnęła się promiennie Shuu.
Odebrała od Mu sprzęt i cmoknęła go w policzek w podzięce.
- Dobra a teraz won! Potrzebuję spokoju.
Saga, Shion i Hades podnieśli tyłki i wyszli. Na środku pokoju stał nadal Mu.
- A ty co? Ciebie też się tyczyło.
- Ja eee... no ja będę za drzwiami jakby co... – mruknął i wypadł z pokoju.

W nieznanym bliżej miejscu.
„Coś poszło nie tak.” – myślał krążąc po pokoju. – „Coś na pewno poszło nie tak! Gdyby wszystko działo się zgodnie z planem, Hades już by płaszczył się przed nim w podzięce... Atena zginęła, ale jakby wciąż żyła... CO TU SIĘ DZIEJE?! Świat zwariował... choć to wiadomo od dawna. Ale co się dzieje z ekipą w Grecji? Oto jest pytanie! Połączenia nie można nawiązać, a Van nie odzywał się od dwóch dni. Można było się nie pchać w ten układ, można było spokojnie przyjmować inne zlecenia... ale w końcu Hades prosił...”
Imperator Feniu miał ostatnio ciężkie dni (XD eh, to życie Imperatora ;P)

Gdzieś w Atenach.
Milo chodził po mieście rozglądając się dookoła... To szczegół, że już drugi dzień łaził tak po Atenach, bez skutku.
Zatopił się w myślach o tym jednym wieczorze, który dany im było spędzić razem.
„Mogła już wyjechać z Grecji.” – pomyślał zrozpaczony. – „Może już nigdy więcej jej nie zobaczę.”
Zatrzymał się. Dusiło go w środku, jakby jakiś ciemny, czarny stwór usiadł mu na klatce piersiowej i nie pozawalał oddychać... stwór, którego można by nazwać rozpacz...
Rozejrzał się. Stał przy barierkach, w miejscu gdzie spotkał Vedzie po raz drugi. Nogi same go tu zaniosły.
„Naiwnością byłoby sądzić, że znów ją tu spotkam” – westchnął w duchu.
Zamknął oczy i oparł się o barierkę.
- Milo? – usłyszał znajomy głos tuż obok siebie.
„Z drugiej strony... naiwność jest piękna” – uśmiechnął się.
Powoli otworzył oczy i spojrzał na stojącą przed nim Vedzie. Dotknął dłonią jej policzka. Stała przed nim, prawdziwa, realna Vedzia... pociągnął ją do siebie i mocno przytulił.
Vedzia była zaskoczona, chciała się uwolnić, ale usłyszała jego cichy szept:
- Nigdy więcej tak nie uciekaj... proszę...
Różowe westchnęła i już więcej się nie przejmując zarzuciła Skorpionowi ręce na szyję.
- Postaram się – odpowiedziała.


Komentuj (23)


24.04.2006 :: 23:26
53.
Gdzieś w Atenach.
Kyo szedł ulicami miasta wściekając się na siebie i kopiąc wszystko, co wpadło mu pod glana. (XD) Znowu zgubił Vana. Co ten debil robił, że w którymś momencie po prostu znikał z oczu?
W końcu Kyo stwierdził, że przejdzie się w okolice świątyni Ateny. Może akurat tam spotka tego różowego gnojka. Wątpił w to, ale co tam, przejdzie się trochę przynajmniej, uspokoi...
Wlazł na jakieś wzgórze w pobliżu świątyni, z całkiem dobrym widokiem na wszystkie domy zodiaku.
Zastanowił się nad swoją sytuacją. Jego pozycja w Imperium nigdy jeszcze nie była tak niepewna.
Raini twierdziła, że zablokowała łącza tak, że Imperator nie ma prawa połączyć się z ich bazą w Grecji. Pocieszające, zyskał trochę czasu, ale na dobrą sprawę nie miał już drogi powrotnej. Odsłonił się za bardzo, szczególnie pomagając ostatnio Shuu. Był pewny, że to dziwne uczucie bycia obserwowanym miało jakieś przełożenie w rzeczywistości... Mógł to być Van albo ta jego agentka Nemi... Tak czy siak, mógłby się założyć, że Van utrzymuje z Imperatorem jakiś kontakt... a jeśli tak faktycznie było, to Feniu wiedział już o wszystkim i najprawdopodobniej wysnuł odpowiednie wnioski. A te odpowiednie wnioski równały się sprzątnięciem delikwenta, w tym przypadku właśnie jego, Kyo...
- No to mam przejebane – mruknął pod nosem.
Zawiał lekki wiatr. Kyo rozejrzał się, mógłby przysiąc, że usłyszał delikatny, cichy chichot, ale nigdzie nikogo nie było.
- Świetnie... do tego rzuciło mi się na łeb, dostaję pieprzonych halucynacji – stwierdził.
Delikatny wiatr, znów owiał jego twarz. Czuł jakby, oprócz niego ktoś tu był.
- Na starość totalnie mi odpierdala – podsumował i zaczął schodzić ze wzgórza.
Wolał nie czekać, aż za chwilę zaczną mu przed oczami tańczyć różowe słonie i białe myszki.
Kiedy wrócił do miasta, był już zdecydowany. Jeszcze tylko ostatni wypad do Shuu... i zniknie z oddziałów Imperium... Może faktycznie o kilka dni za późno. Na starość zabrakło mu tego głosu ostrzegawczego, który kiedyś był niezawodny. Prawie niezawodny... znów westchnął nad największym błędem swojego życia... błędem, o którym nie potrafił i nie chciał zapomnieć.

Na wzgórzu, z którego zszedł Kyo.
Z ziemi uniósł się jakiś biały dym, który po chwili przybrał kształt dziewczyny, choć nadal nie był do końca materialny. Gdyby nie ten drobny fakt, że przez jej ciało można było spokojnie oglądać świat, wyglądałaby jak zwykła kobieta: średniego wzrostu, o dość krótkich blond włosach, ubrana w szaty mieniące się kolorami to brązu, to zieleni.
- Nemi, gdzie jesteś?
W powietrzu znów dał się słyszeć ten chichot, przez który Kyo zaczął poważnie rozważać, czy na starość nie dostał schizofrenii... z jego pracą wszystko jest możliwe.
- Nemi!!!
Dziewczyna zakręciła się wokół własnej osi.
- Dalej wyłaź, mamy do pogadania.
- O czym? – tuż przed nią pojawiła się również przeźroczysta postać kobiety.
Pierwsza odskoczyła najwyraźniej lekko wystraszona nagłym pojawieniem się drugiej. Dziewczyna nazwana Nemi nie posiadała materialnego ciała, unosiła się lekko nad ziemią. Miała średnio długie, ciemne, kręcone włosy, a ubrana była w zwiewną szatę, powiewającą w powietrzu, przybierającą kolor krajobrazu, na którego tle się znajdowała.
- Musisz tak robić? – zapytała blondynka.
- Nie muszę – uśmiechnęła się Nemi. – Ale lubię.
Blondynka usiadła na ziemi.
- Oj Segnuś, nie obrażaj się – ciemnowłosa zaczęła się bawić jej włosami.
- Musimy z tym skończyć – odpowiedziała jej blondynka.
Nemi zawisła w powietrzu bez ruchu, nawet jej szata przestała powiewać.
- Nie bądź taka zszokowana. Od początku było wiadomo, że nie możemy go kryć za długo.
- Jak dotychczas wszystko dobrze się układało – unosząca się w powietrzu dziewczyna zmarszczyła brwi.
- Van węszy! Już nam nie ufa.
- Ja bym nam od początku nie ufała.
Segno złapała Nemi za rękę i pociągnęła w dół. Spojrzała jej prosto w twarz.
- Van wychodzi z domu i znika. Nie wiemy, gdzie jest. Jeśli on się wkurzy, wrócimy do naszej cudownej poprzedniej egzystencji – powiedziała zimno.
Oczy Nemi zaszkliły się.
- Nie chcę tego, rozumiesz? – kontynuowała Segno. – Teraz, po tylu latach, znów udało nam się spotkać... Nie chcę cię znów tracić...
Nemi wyrwała rękę i odleciała kawałek.
- Rozumiem. Doskonale cię rozumiem, ja również tęskniłam... – walczyła ze łzami, w końcu jednak udało jej się dodać – ale będę go kryć.
- NEMI?! – krzyknęła Segno.
Ciemnowłosa odwróciła się i uśmiechnęła, po czym znów znikła.
- Tylko powiedz, co z tego będziesz miała ty?! JESTEŚMY DUCHAMI NEMI! PAMIĘTAJ O TYM! – krzyknęła w powietrze blondynka, zamieniła się w biały dym i opadła na ziemię.
Delikatny wiatr przeleciał po zboczu wzgórza i pognał w kierunku miasta.


Komentuj (32)


27.04.2006 :: 23:19
54.
W domu Barana.
Shuu siedziała na podartym bristolu porozwalanym po całej podłodze. Rozejrzała się bezradnie wkoło...
„Co za popieprzne zaklęcie... nie ma się nawet do czego przyczepić, żeby stworzyć przeciwzaklęcie...” – westchnęła i oparła się o stojące obok łóżko.
Utkwiła wzrok w suficie. A było się uczyć tworzenie przeciwzaklęć, to nie bo po co? Lepiej się zaklęć ofensywnych nauczyć, których jak się później okazało i tak za bardzo używać nie może... Pewnie jakiś bardziej wykwalifikowany mag, byłby wstanie rozgryźć ten czar, ale dla niej to za wiele. Ale to by znaczyło, że ta cholerna Atena będzie w niej mieszkać... -_-‘
- Never – mruknęła pod nosem Shuu i znów zabrała się układania w różnych kombinacjach znaków narysowanych na kawałkach bristolu.
W którymś momencie oderwała wzrok od zaśmieconej podłogi, tknięta złym przeczuciem, obróciła się i ujrzała jak przez ścianę włazi do jej pokoju Seiya.
- O żesz... – Shuu powoli wstała.
- Atena!!! – zawył Seiya. – Oddaj mi moją Atenę!!!!
- Spierdalaj – Shuu machnęła ręką, a Seiya przeleciał przez ścianę, przez którą właśnie przelazł.
Iluzoryczna spojrzała na swoją rękę zdziwiona, po czym na jej twarzy zakwitł uśmiech.
„ Nie wiem jak to działa, ale fajne.”
W tej chwili Seiya znów wrócił.
Shuu podniosła dla odmiany rękę do góry, Pegaz poleciał do góry i zawisł głową w dół, tyłkiem przenikając sufit.
- Ale zabawa :D
Shuu nieźle ubawiona odkrytą umiejętnością, zaczęła wymachiwać ręką w różnych kierunkach, a Seiya latał po całym pokoju, co jakiś czas przelatując przez którąś ze ścian, sufit lub podłogę. Ruszając tak kończyną, zamyśliła się. Właściwie, co do cholery Seiya tu robi. Powinien siedzieć w Hadesie, a nie straszyć porządnych ludzi.
- Zapytam Hadesa – stwierdziła i wypadła przez drzwi, o mało nie uszkadzając nimi Mu.
- A ty dokąd? – zawołał za nią.
Shuu zrobiła w tył zwrot i stanęła przed nim.
- Gdzie Hadesik?
- Poszedł.
- Jak to poszedł?
- Powiedział cytuję: „Nie mam całego pieprzonego dnia, żeby tu czekać. Mogę wrócić na dół i mojego świata nie poznać... powiedzcie tej dziewczynie, że jutro wrócę i lepiej by było, żeby coś wymyśliła, bo ja znam jeden dobry sposób na odzyskanie tej duszy, po którą tu przyszedłem.”
- Chyba nie będzie mi się podobał ten sposób – zachmurzyła się Shuu.
Mu nie odpowiedział tylko przyglądał jej się przez chwilę.
- No co? jedyny taki sposób to zabicie mnie, to chyba oczywiste nie?
- Shuu czemu ty machasz ręką? – zapytał Mu.
- Osz... – Iluzoryczna spojrzała w bok, duch Pegaza latał po korytarzu aż miło, góra-dół, góra-dół. – Mu... takie pytanie mam. Ty widzisz coś tam?
- Gdzie?
- No tam w korytarzu, kawałek dalej?
- Nie.
- Tak myślałam – westchnęła. – Tylko ja mam to cholerne szczęście. Dobra – złapała Mu za rękę. – To teraz do siedziby Ateny!
- Po co?
- Jak to po co? Tam jest winda do Hadesu co nie?
„ Nie przyszła góra do Mahometa, to Mahomet musiał ruszyć dupsko do góry” – pomyślała w duchu.
- Nie mów mi, że mamy tam iść? – Mu aż się wzdrygnął. Nie wspominał odwiedzin w Hadesie za dobrze.
- Nikt ci nie każe. Dostarcz mnie pod windę.
- Czy ja jestem jakiś środek transportu? – naburmuszył się Mu. – Jedź sobie windą, od tego jest.
- Ale Mu...
- Żadne ale!
Shuu stanęła na palcach, dokładnie naprzeciwko niego i wpatrywała się prosto w oczy.
- No co?! – Mu po chwili nabrał kolorków na policzkach.
Iluzoryczna nic nie odpowiedziała, tylko wpatrywała się dalej.
Mu już chciał powiedzieć: „no dobra”, ale akurat pojawił się tuż obok nich Shion.
- Shion przetransportujesz mnie do chaty Ateny? – uśmiechnęła się przymilnie Shuu.
- Dobra – odpowiedział.
Shuu uwiesiła się rękawa Shiona i zanim znikli pokazał Mu język.
Baran postał przez chwilę w miejscu, po czym wzruszył ramionami i ruszył w kierunku wejścia do swojego domu, co by jeszcze trochę słonka złapać, od jutra miało padać. Co się będzie przejmować. Chce iść do Hadesu, proszę bardzo. Najwyżej nie wróci, jeden problem mniej. Właściwie co go to obchodzi.
Tuż przed wejściem pojawił się przed jego oczami Kyo.
Mu zwątpił.
- Czego? – warknął nieprzyjaźnie.
- Cześć, zastałem Shuu? – zapytał uprzejmie Kyo. XD



Komentuj (10)


29.04.2006 :: 15:14
55.
W domu Wodnika.
Camus otworzył oczy i rozejrzał się. Leżał na swojej kanapie... musiało mu się przysnąć. Zaraz, a gdzie jest Silene? Nie było jej w pokoju.
Wstał i przebiegł przez cały dom, ale nigdzie jej nie znalazł.
- No ładnie, niech się do kogoś dobierze... – mruknął do siebie. – I gdzie mam jej szukać? – zastanowił się.
Z tych ciężkich rozmyślań wybawił go głośny wrzask dochodzący z domu...
- Afro... – westchnął Camus i pognał do dwunastego domu zodiaku.
Kiedy dotarł do ogrodu, znajdującego się tuż za budynkiem, zobaczył Rybę powieszonego za dżinsowe ogrodniczki na wielgachnym krzaku róży i tuż obok zrywającą kwiatki Silene.
- Co się dzieje? – podszedł do wampirzycy.
- Camusik – uśmiechnęła się radośnie Silene i uwiesiła na Wodniku.
- Weź ją z mojego ogrodu! Niszczy... zrywa... nie ma litości... – wydzierał się rozdzierająco Ryba.
- Zamknij się Afro! – warknął na niego Wodnik, przytulając jednocześnie Silene, bardzo nie lubił tracić jej z oczu.
Wampirzyca spojrzała przez ramię na powieszonego na krzaku, bezradnego rycerza, po czym zwróciła się do Camusa.
- Chciałam tylko kwiatki zerwać, a on się na mnie rzucił – uśmiechnęła się uroczo. – I wtedy pomyślałam „weźcie go ode mnie!”, a ten krzak sam rzucił się na niego, odciągając ode mnie.
Camus spojrzał z niedowierzaniem. Jak to możliwe, żeby tak ukochane przez Afro chwasty posłuchały Silene, a nie jego? Parsknął śmiechem.
- Chodź Siluś, wrócimy do domu – objął wampirzycę ramieniem.
- Nie chcę do domu. Ciągle siedzimy w domu. Chodźmy na spacer – pociągnęła Camusa w kierunku schodów.
- Ale jeśli ktoś cię zobaczy... – oponował Wodnik.
- Ktoś już mnie widział – przypomniała mu Silene. – Jakoś nic się strasznego nie stało!
- Dobrze pójdziemy na spacer, tylko nie schodami! Jedźmy widną!

Gdzieś w Atenach.
Vedzia i Milo spędzili ze sobą cudowne popołudnie. Jednak słońce już prawie zachodziło i Różowa z ciężkim sercem próbowała się pożegnać ze Skorpionem.
- Muszę już iść – westchnęła idąc koło niego za rączkę.
Milo zatrzymał się.
- Mówiłaś, że już mi nie uciekniesz.
- Toteż nie uciekam, tylko mówię, że muszę iść.
- Nie pozwolę ci na to! – objął ją mocno.
- Ale Milo – Vedzia starała się nie dać zgnieść. – Zobaczymy się jutro.
- Na pewno? – spojrzał w jej oczy i szukał cienia kłamstwa.
- Oczywiście – uśmiechnęła się. – Spotkajmy się tam, gdzie dzisiaj.
- Dobra – dał się w końcu przekonać Milo. – To teraz odprowadzę cię.
- NIE! – wykrzyknęła Vedzia. – Nie mogą nas zobaczyć...
- Kto nie może? – zapytał podejrzliwie Skorpion.
- No jak to kto Van – skrzywiła się Różowa.
- A kim jest ten Van?!
- Jest moim mi... – tu ugryzła się w język - ...ojcem – dokończyła po chwili wahania. – Bardzo nie lubi, kiedy krążą wokół mnie jacyś panowie...
Miała sobie za złe, że okłamuje Skorpiona, ale co miała powiedzieć? Wiesz Milo kochanie, jestem z Imperium i planujemy atak na waszą świątynie?!
- Tatuś zazdrośnik – rozpromienił się gold. – A już myślałem, że może masz jakiegoś faceta.
- Nie mam – naburmuszyła się Vedzia. – I nie chcę mieć!
Milo spojrzał na nią uważniej.
- Nie chcę mieć innego poza tobą – Różowa przytuliła się do Skorpiona, cmoknęła i pobiegła w swoją stronę. – Do jutra!
- Do jutra! – pomachał jej Milo.
Westchnął i z uczuciem, jakby słońce już zgasło, choć wciąż jeszcze nie zaszło za horyzont, udał się w kierunku świątyni.

W siedzibie Ateny.
Shuu z Shionem pojawili się przed wejściem do budynku. Wchodząc natknęli się na trupa Ateny.
- Ale śmierdzi – Shuu zakryła sobie nos rękawem. – Może byście tak posprzątali?
- Sama sprzątaj, ja tam tego nie dotknę – mruknął zakrywając sobie nos ręką Shion. – I wydaje mi się, że większość jest podobnego zdania.
Gdy wyszli z tego korytarza odetchnęli z ulgą, znów można było oddychać normalnie.
- Dobra to gdzie może być ta winda? – zastanowiła się Shuu.
- Hades powiedział tylko tyle, że tu gdzieś jest winda. Nie podał dokładnej lokacji.
- A szkoda – stwierdziła Iluzoryczna i ruszyła przed siebie.
Po kilkunastu minutach dotarli do sali ze złotym tronem i zobaczyli rozwaloną ścianę.
- Trzeba było od razu mówić, że szukamy rozwalonej ściany – westchnęła Shuu.
Weszli do sali.
- Mam jechać z tobą? – zapytał Shion.
– Byłoby bezpieczniej – stwierdziła.
- To ja skoczę po Sagę albo Mu – powiedział i znikł.
Shuu rozejrzała się po sali, zastanawiając się dlaczego głupia Atena nie chciała zainwestować w instalacje elektryczną i wszędzie palą się tylko pochodnie. Jakoś tak mrocznie, strasznie...
Nagle w drzwiach pojawił się...
- Witamy Shuu – odezwał się głośno. – A raczej powinienem powiedzieć, witamy Ateno.
- Van?! Co ty tu robisz? – Shuu była zszokowana.


Komentuj (19)


29.04.2006 :: 20:18
56.
- Pytanie co ty tu robisz? Powinnaś nie żyć. Ale to się jeszcze da naprawić – Van wszedł do sali uśmiechając się z wyższością. – Nasze spotkanie to jakiś szczęśliwy zbieg okoliczności. Nie dość, że odeślę duszę Ateny, gdzie jej miejsce, to jeszcze sprzątnę zdrajcę. Imperator będzie zachwycony.
- Nie wątpię – mruknęła Shuu ustawiając się w pozycji obronnej. – Jedno pytanie, skąd wiesz, że we mnie siedzi Atena?
- Pomyśl... komputerek – tu wskazał na sprzęt umocowany na lewym nadgarstku. – Satelita i odziedziczony przez ciebie kosmos.
- Ożesz fak... -_-‘ cholerny postęp technologiczny.
- Zbawienny, powiedziałbym raczej. Miło się rozmawia, droga zdrajczyni, ale pora kończyć. Czeka mnie długa noc, mam całą listę do załatwienia.
- Sil też?
Van zatrzymał się zdziwiony.
- To ona też tu jest?
Shuu korzystając z chwili nieuwagi przeciwnika, chciała użyć iluzji maskującej, ale ku swemu przerażeniu... nie mogła...
W tej samej chwili, tuż obok Iluzorycznej zjawił się Shion z Sagą.
- Chciałem ci powiedzieć, że mamy intruza, ale chyba zdążyłaś zauważyć – stwierdził Bliźniak.
- Niestety.
- Dobra, to wy się grzecznie „bawcie”, a ja sprowadzę jeszcze Shakę i może zawiadomię Mu – z tymi słowami Shion ponownie znikł.
- Nie żeby mi się specjalnie do walki paliło, ale jakbyś przypadkiem chciał ukatrupić tę tutaj, to ostrzegam, że nie pójdzie tak łatwo – powiedział pewny siebie Saga.
- Oj, Saguś ja bym na niego uważała.
- Ale kobieto, przecież on ma różową bluzeczkę! Mam się bać kogoś takiego?!
Shuu spojrzała na niego szeroko otwartymi oczami.
- To nie byłaby głupia myśl.
- Shuu wątpisz we mnie?
- Proponuję unik zrobić! – wrzasnęła Iluzoryczna i pociągnęła Sagę za bluzkę.
Różowy piorun minął ich o kilka centymetrów.
- Za dużo gadasz – odezwał się jakiś głos za nimi.
Obrócili się. Mu stał dumnie wyprostowany, prezentując swoją złotą zbroję w pełnej okazałości. Shuu zdała sobie sprawę, że w tej walecznej wersji widzi go po raz pierwszy. (:F wrau!)
Saga podniósł się z ziemi, obrócił w stronę Vana gotowy do ataku i trochę wpieniony.
- Zaraz będzie rewanż – warknął.
- Dobra, to ja się schowam – Shuu tymczasem stanęła za Mu.
- Co masz zamiar robić?! – spojrzał na nią przez ramię Baran.
- Chować się?
- GALAXIAN EXPLOSION! – zaatakował Saga.
- A może nam pomożesz?
- Chętnie jak mi powiesz jak?! Nie mogę używać iluzji!!
Saga właśnie przeleciał koło nich i zarył w ścianę.
- Cristal Wall! – krzyknął Mu i różowy piorun uderzył o rozstawioną przez niego ścianę. – Jak to nie możesz?
- NIE DARUJĘ! – Saga najwyraźniej nie chciał się poddawać, przebiegł tuż koło nich i znów zaatakował.
- Nie wiem dlaczego, nie mogę – westchnęła Shuu. – A głupota Ateny, aż tak na mnie nie działa, żebym się na pierwszy ogień ładowała.
Bliźniak zarył dla odmiany w podłogę tuż obok nich.
Shuu spojrzała na Vana. Bawił się swoim biczykiem.
- To jak, ktoś chce walczyć na poważnie? – zapytał lekko znudzony.
- Ty, mały, różowy... – Saga zbierał się z podłogi.
- Idiota jesteś, znów chcesz się na niego rzucić? – zwątpił Mu.
- To może ty byś tak spróbował?
- Panowie, ja sobie myślę, że tak w pojedynkę to w ogóle nie macie co próbować. A najlepiej to sprowadzić jakąś ekipę.
- Shion miał z Shaką wrócić, ale jakoś ich nie widzę.
- I nie zobaczysz. Chwilę po tym jak teleportował się rycerz Barana, została rozstawiona bariera.
Mu spróbował się teleportować, ale nie mógł.
- Pułapka...
- Niewątpliwie Shuu. Czekałem, aż przyjdziesz – stwierdził Van.
- Powiedz no mi, co masz z tym kolesiem wspólnego, że tak na ciebie czekał? – zapytał Saga.
- Nic?
- A nie zalazłaś mu za bardzo za skórę? – dopytywał się Mu.
Shuu spiorunowała go wzrokiem.
- Mam dziwne wrażenie, że wam szanowni państwo przeszkadzam – pozwiedzał trochę olany Van.
- Wcale byśmy się nie obrazili, jakbyś sobie poszedł – odpowiedziała Shuu, wyciągając z medalionu czarną księgę i powiększając fioletowym światełkiem z komputerka, bez którego ostatnio wolała się poza dom Barana nie ruszać. – Spróbuję magii – szepnęła do Mu. – Tylko dajcie mi chwilę.
Van znów zaatakował różowymi piorunami, ale nie przedarły się przez rozstawioną przez Barana Cristal Wall. Shuu tymczasem ryła w swojej czarnej księdze. W końcu znalazła odpowiednie zaklęcie i zaczęła cicho zawodzić monotonnym głosem.
- Magia? No, no, no, a myślałem, że Kyo nie uczył cię tego – Van szybkimi ruchami ręki, narysował w powietrzu okrąg, a w środku jakieś znaki, które po chwili zamieniły się w różowe pioruny. Trzymając rękę cały czas w górze zawołał - Przyzywam Błękitnego Węża!
W środku koła, znaki zbiegły się w jeden punkt. Zabłysł błękitnym światłem i wystrzelił z niego sporych rozmiarów wąż. Przedarł się bez problemu przez Cristal Wall i owinął dookoła ciała Shuu. Czarnę księga upadła na podłogę.
- Nie będziesz się bawić w czarownice – uśmiechnął się Van cały czas mając rękę uniesioną.
Mu spojrzał na Sagę i półgłosem rzekł do niego:
- Zaatakuj go teraz, pewnie nie może ruszyć tą ręką, żeby utrzymywać kontrolę nad zwierzakiem.
Saga skinął głową i ruszył do ataku. Mu tymczasem próbował uwolnić Shuu z wężowych splotów.
- Galaxian Explosion! – ryknął Bliźniak.
Van, trzymając w lewej ręce biczyk, zdołał odparować atak, choć poszło mu o wiele gorzej niż poprzednio.

Przed siedzibą Ateny.
Vedzia wylądowała na swoim Ptaku Gromu tuż obok Ikkiego.
- Co robicie? – zapytała.
- Tworzymy barierę, a co nie widać?
- A po co ja jestem potrzebna?
- Masz ją wzmocnić, tak rozkazał Van – wzruszył ramionami Ikki.
- A kim on jest, żeby rozkazywać – mruknęła do siebie Różowa i udała się w miejsce, gdzie bariera była najsłabsza.
Ledwo wróciła do bazy dowiedziała się od Raini, że cała reszta ruszyła na świątynię, tak po prostu. Van zarządził, a przy braku Kyo, najwyższego wśród nich rangą, Panel był siłą sprawczą. Vedzia została od razu oddelegowana w teren, a żeby pojawić się na miejscu najszybciej jak się da, przyzwała Ptaka Gromu.
Nie podobała jej się ta akcja. Bała się, że spotka Milo, a wtedy...
Dotarła do odpowiedniego miejsca. Narysowała patykiem na ziemi kilka znaków układających się w koło, po czym stanęła w jego środku i skupiła się na barierze.
Jednego mogła być pewna, za opuszczenie bazy jej się dostanie.

W siedzibie Ateny.
Nagle od Shuu zaczęła bić złota poświata, po czym wąż, który oplatał jej ciało odskoczył jak oparzony. Saga obejrzał się przez ramię.
- No nie... – wyraził niezadowolenie Mu. – Atena.
Shuu spiorunowała go wzrokiem.

W windzie (naszym ulubionym bohaterze).
Camus z Silene zjeżdżali w dół, byli już na piętrze, gdzie znajdował się dom Raka, kiedy Wodnik poczuł kosmos Ateny.
- O cholera. Coś się dzieje na samej górze – stwierdził.
Wampirzyca spojrzała na niego przekrzywiając głowę. Camus zamknął oczy i skupił się. Wyczuł, że znajdują się tam również Saga i Mu. Trzeba to sprawdzić. Nadusił guzik z napisem „X”... tylko zanim ta cholerna winda tam dotrze musi przecież dojechać na sam dół... głupie urządzenie.

Tuż przed świątynią.
Milo zatrzymał się jak wryty. Przecież Atena miała nie żyć! I dlaczego do cholery, czuł że Saga z kimś walczy?
Pognał w kierunku windy pełen najgorszych przeczuć.

W domu Koziorożca.
Shura, Deathmask i Dohko grali właśnie w scrable.
- O w mordę! – ryknął Shura.
- Też to poczuliście? – zapytał rycerz Wagi.
- Wolałbym być nieczuły – westchnął ciężko Maska Śmierci podnosząc tyłek.
- A ty gdzie? – zapytał Koziorożec.
- Sprawdzić co się tam wyprawia! Atena żyje, a nie powinna. Saga się z kimś nawala, a Mu rozstawia tę swoją ścianę. Fascynujące nie uważacie?
Dohko tymczasem ułożył 5 literowy wyraz przechodząc przez pole „wyraz x 3”.
Rak spojrzał na Wagę unosząc lewą brew, po czym wzruszył ramionami i poszedł w kierunku wyjścia.
- Nie jedziesz windą? – krzyknął za nim Shura.
- Pf! – prychnął Deathmask. – Daleko nie jest.
- A mogę sobie wziąć twoje literki? – usłyszał jeszcze za sobą Rak, ale zignorował i pobiegł po schodach do góry.


Komentuj (41)


30.04.2006 :: 16:04
57.
W siedzibie Ateny.
- Czyżby bogini zaszczyciła nas swoją obecnością, odsuwając Shuu od panowania nad ciałem? – mruknął Van, oddychając jakoś ciężko.
Odrzucony Błękitny Wąż został wciągnięty przez krąg z którego wylazł i Panel opuścił rękę.
Nagle w dłoni Shuu pojawił się ni stąd ni zowąd mały, czarny sztylecik. Rzuciła go w Vana błyskawicznie, jednak chybiła. Sztylet zaledwie rozciął prawe ramię Panela.
- Tym mnie chcesz zwyciężyć, Ateno? – zakpił.
- Powiedz no mi, od kiedy Atena rzuca sztyletami? – zastanowił się Saga.
Shuu przekrzywiła głowę i wypowiedziała kilka dziwnych słów.
- Atena nie używa magii – dodał Mu.
Van chwycił się za prawe ramię, poczuł przeszywający ból i zrozumiał akcję Shuu, sztylet wcale nie miał trafić, jedynie przeciąć skórę... ostrze niosło ze sobą truciznę.
- Shuu ty cholero...
- A dziękuję – uśmiechnęła się. – Czuję się doceniona.
- Mówiłaś, że nie możesz używać iluzji – odezwał się Mu.
- A to twoim zdaniem jest iluzja? To czarna magia. Dla odmiany, dzięki duszy Ateny mogę jej używać nie odlatując nigdzie.
Saga chciał znów zaatakować małego, różowego intruza, ale uprzedził go Mu.
- Stardust Revolution!
Van starał się odparować atak swoim biczykiem, ale nie dał rady, prawa ręka mu wyraźnie ciążyła. Ostatecznie Panel poszybował kilka metrów, aż spotkał się ze stojącą za nim ścianą.
- Mu – warknął Saga. – Nie mogłeś go tak od razu zaatakować, tylko patrzyłeś jak ja glebę zaliczam?!
- Nie chciałem ci psuć zabawy – odpowiedział udając powagę Baran.
- Żebym miał swoją zbroję... – mruknął Bliźniak.
- Ja myślę, że można by stąd spadać, skoro Van stracił przytomność – stwierdziła Shuu i cała trójka ruszyła w kierunku drzwi.
Jednak pojawiła się tam inna postać.
- Van ty sieroto – mruknął żeński głos. – Zawsze się zastanawiałam, jakim cudem cię do mistrzostwa dopuszczono... Imperium schodzi na psy...
- Ten głos – zamarła Shuu.
- Witaj Iluzoryczna, a może raczej Zdradziecka Shuu. Pozdrowienia od Imperatora.
- Ajax...

Przed siedzibą Ateny.
Deathmask dobiegł do wejścia i zastał stojących tam Shakę w swojej zbroi i Shiona.
- Dobra co jest grane? – wydyszał.
- Jest problem. W środku mamy intruza, który próbuje zabić Shuu – odpowiedział Shion.
- To dlaczego nie wchodzicie – Rak pobiegł dalej, ale zaraz odrzuciło go. – A to co do cholery?!
- To jest ów problem – odpowiedział spokojnie Shaka. – Rozstawiona została bariera, przez którą nie możemy przejść.
- Zajebiście... – mruknął Maska Śmierci, podnosząc się z ziemi. – Saga i Mu są w środku tak? To jakim cudem oni wleźli?!
- Weszli, zanim barierę rozstawiono.
- A kto to cholerstwo rozstawił?
- Zapewne oni – Shion wskazał na dwie postacie stojące przy dwóch krańcach budynku.
- Zaraz... to nie jest Shiryu? – zapytał zszokowany Rak.
- Owszem, a po drugiej stronie stoi Ikki.
- Od kiedy brązowi mają takie umiejętności?!
- Nie mają.

W windzie.
Winda zjechała na sam dół, gdzie władował się do środka Milo.
- Camus, a ty znowu ze swoją panienką? – zdziwił się.
- Ma na imię Silene i nie jest jakaś tam panienką – obruszył się Wodnik.
- Jestem wampirem – stwierdziła Silene z uśmiechem i ukłoniła się – miło mi poznać.
Milo wtopił się w przeciwległy kąt.
- Czy ona znowu jest głodna?
- Nie.
- Uf, to dobrze – westchnął z ulgą Skorpion.
- A ty skąd wracasz, że taki jesteś pełen życia?
Na twarzy Milo pojawił się rozanielony uśmiech, ale zaraz spoważniał.
- Camus, ty też jedziesz zobaczyć co się dzieje na górze?
- Ta... bo coś dziwnego się tutaj dzieje...
Jechali dalej w ciszy. Winda stanęła na dwunastym piętrze, nie chcąc za cholere jechać dalej.
- Czyli stąd trzeba będzie pieszo – podsumował Milo i wypadł z windy.
Wolał jednak nie zostawać za długo w towarzystwie wampira, nigdy nie wiadomo, kiedy to to zgłodnieje.
Wybiegł z domu Ryb i potrącił po drodze Afro, który wreszcie wyplątał się z krzaków.
- UWAŻAJ NA KWIATKI!!!! – ryknął za nim.
Ale Skorpion miał w głębokim poszanowaniu ogródek Ryby.
Afro chlipiąc pod nosem nad losem swoich biednych roślinek, wszedł do domu i stanął jak wryty.
- Dzień dobry – uśmiechnęła się prezentując pełne uzębienie Silene.
- Znowu ona? – Ryba cofnął się dwa kroki, po czym zaczął uciekać nie zważając na swoje ukochane chwasty.
- Dobre – zachwycił się reakcją Afro Camus. – Jesteś boski straszak na Rybę!
Silene uśmiechnęła się uroczo i oboje poszli w stronę siedziby Ateny.



Komentuj (14)