05.04.2007 :: 23:00
138.
Inna część hotelu.
Raini starała się opierać, ale przeciwnik o zgrozo był silniejszy. Stał za nią jedną dłonią zakrywał jej usta, a drugą krępował jej wykręcone do tyłu ręce. Jak tu się bronić?
Nie miała z nim nawet kontaktu wzrokowego, żeby użyć swojej tajnej, psychologicznej broni. Właściwie... Zerojedynkowej trudno było się do tego przyznać, ale...
„Nie, nie, nie!” – broniła się nawet przed myślą, że w ogóle mogłaby być bezbronna.
Nie miała zielonego pojęcia kim jest jej przeciwnik ani, tym bardziej, co zamierza i właściwie z jakiej to okazji została zaatakowana.
- Przestań się szamotać – usłyszała jego szept tuż nad uchem i miała dziwne skojarzenie z szumiącym lasem. – Chcę ci zadać kilka pytań.
„Ciekawy sposób na rozpoczynanie konwersacji” – pomyślała, ale przestała próbować się uwolnić.
- Będę zadawał ci pytania, a ty masz odpowiadać kiwnięciem głowy, rozumiesz?
Raini nie bardzo podobał się tryb rozkazujący w tym zdaniu, ale kiwnęła głową, że rozumie.
- Jesteś jedną z Amazonek, tak?
Zerojedynkowa zaprzeczyła, co najwyraźniej zdziwiło napastnika.
- Kim więc jesteś? – zapytał dość nieszczęśliwie, bo jak na to mogła odpowiedzieć, wzruszyła jedynie ramionami.
- No tak – mruknął nieznajomy. – Nie ważne. Powiedz mi czy długo tu się znajdujesz? Zdaje się, że nie widziałem cię w czasie walki.
Raini zaprzeczyła, zastanawiając się o jaką walkę mu chodziło. W świątyni znajdowała się przecież bardzo krótko.
- A nie widziałaś przypadkiem Elfki? Mhrocznej Elfki?
Zerojedynkową zdziwiło pytanie.
- Widziałaś? – ponaglał napastnik.
Zaprzeczyła. Nie widziała żadnej Elfki. Zresztą czy Elfy nie odeszły już dawno temu?
Nieznajomy westchnął ciężko i przez chwilę trwał w ciszy, jakby rozważał co ma zrobić dalej.
- Nie mogę pozwolić, żebyś mnie zdradziła, dopóki stąd nie odejdę – stwierdził jakby przepraszając. – Muszę cię związać.
„O nie” – pomyślała Raini i znów zaczęła się wyrywać.
Napastnik widocznie nie spodziewał się takiej nagłej reakcji, bo Zerojedynkowej udało się na chwilę wyswobodzić. Jednak nieznajomy okazał się dość szybki i zanim zdążyła gdzieś odbiec, złapał ją za bluzkę. Usłyszała jak materiał się drze i znów została obezwładniona.
- Co to? – mruknął do siebie nieznajomy.
Raini obróciła się przez ramię i ze zdziwieniem stwierdziła, że jej plecy zdawały się emanować jakimś dziwnym, błękitnawym światłem. Wiedziała, że ma na plecach dwa znamiona na łopatkach, ale jeszcze nie widziała, żeby świeciły!
- Niebiańskie światło – usłyszała zduszony głos wciąż trzymającego ją mężczyzny.
Przyjrzała mu się. W nikłym blasku zobaczyła jego twarz i wiedziała z kim ma do czynienia. Za nią stał Mhroczny Elf. Trudno byłoby kogoś takiego pomylić. Fascynująca, ciemna twarz i czarne, wydające pamiętać odległą przeszłość, oczy, a także, nie pozostawiające już żadnych wątpliwości, spiczaste uszy.
Elf wpatrywał się w jej świecące znamiona jak zaczarowany, ale nie zwalniał przy tym uścisku w jakim ją trzymał. Zauważył, że przygląda mu się.
- Zostałaś naznaczona przez bogów – stwierdził patrząc w jej oczy.
- Cudownie – mruknęła, bo nie zakrywał już jej ust. – Czy możesz już mnie puścić?
- Wybacz – powiedział przyjaźnie. – Ja po prostu staram się kogoś znaleźć.
- Są lepsze sposoby – podsumowała Raini.
Elf kiwnął głową, ale puścił ją. I wtedy, zupełnie przez przypadek, jego ręka dotknęła jednego z blednących już znamion. Elf odskoczyła jakby się oparzył, a światło rozbłysło ze zdwojoną mocą. Znamiona zaczęły powiększać się, tak, że po chwili zajmowały już niemal całą powierzchnię pleców, przyjmując przy tym kształt złożonych skrzydeł.
Raini poczuła ból, tak jakby coś od środka chciało przebić jej skórę i wydostać się na zewnątrz. Krzyknęła nie mogąc już tego znieść i upadła zemdlona na podłogę. Elf wolał salwować się ucieczką.
Znamiona na plecach Raini stały się prawdziwymi, białymi skrzydłami i rozpostarły się jakby do lotu. Wydawało się jakby jakieś świetliste stworzenie wydostawało się z ciała Zerojedynkowej. Istota po chwili pomknęła ku niebu nie zważając na żadne przeszkody i zostawiając za sobą jasną smugę.
Nie minęło pięć minut, a za drzwiami rozległy się szybkie kroki.
- Mówię ci, że to skądś tu – dał się słyszeć głos jednego z Bliźniaków.
- No cudownie, tylko skąd dokładnie, panie detektywie? – drwił drugi.
Po kolei otwierali i zamykali drzwi, aż wreszcie trafili na odpowiednie.
- Saga! – ryknął Kanon wstrząśnięty widokiem Raini leżącej na podłodze w rozdartej na plecach bluzce.
Brat już stał obok.
- Ciekaw byłbym kto to miał takie ciekawe zajęcie – warknął.
Kanon już podnosił Raini.
- Musimy sprawdzić czy nic się jej nie stało – mruknął Saga.
- Ale chyba nie tutaj.
- Raczej nie.
I zabrali Raini do części mieszkalnej ‘hotelu’, w której było najmniej lokatorów, czyli mniej więcej tam, gdzie mieszkała sobie obecnie Shuu. (^^)
Niedaleko hotelu.
- Widziałeś? – zapytała Shuu odklejając się od Mu.
- To jasne takie?
- Jakby kto odpalił petardę. Tylko w życiu takiego światła nie widziałam. Nie wydawało się... jakby to ująć...
- Ziemskie? – podsunął Mu.
Shuu kiwnęła głową.
- Myślę, że powinniśmy wrócić do środka – powiedział po chwili Baranek.
- Hm... myślisz, że to mógł być sygnał do ataku?
- Nawet o tym nie pomyślałem – stwierdził Mu z dziwnym uśmieszkiem. – Szczerze mówiąc, miałem na uwadze inne powody...
Shuu spojrzała na niego badawczo, po czym zaczerwieniła się po koniuszki kolorowych włosów.
- Mu normalnie nie poznaję cię – mruknęła cicho.
- A ty od kiedy stałaś się taka nieśmiała? – zapytał uśmiechając się.
- Ten... eee no atmosfera dzisiaj nie teges... – Shuu zerwała się na równe nogi i zaczęła cofać się w kierunku hotelu, faktycznie poczuła się nieco onieśmielona.
- Ja ci dam atmosfera nie teges – Mu już był na nogach i ruszył za nią.
Shuu cofała się jeszcze chwilę po czym zawadziła nogą o kamień i wyciągnęła się jak długa na skałach.
Mu stanął nad nią z uśmieszkiem błąkającym się po twarzy. Wyglądał zabójczo w oświetlających go od tyłu ostatnich promieniach zachodzącego słońca. Wiatr delikatnie rozwiewał jego długie włosy.
- No chyba nie tutaj – mruknęła Shuu niemal pożerając go wzrokiem.
Mu przykląkł, wziął jej dłoń i pocałował.
- Jak sobie życzysz – wiele mówiące iskierki pojawiły się w jego oczach.
I po chwili na skałach nie było już nikogo. Natomiast co działo się tej nocy w pokoju Shuu... niech pozostanie ich słodką tajemnicą. Faktem było, że następnego dnia wstali dość późno ;]
---------------------------------------------------
Notka dodana nieco wcześniej :p ale w zamyśle Urodzinowa :D Zresztą kto by tam się jedną godziną przejmował.
Jak rzecze kalendarium mamy urodziny Raini (prawie XD)
Więc wszystkiego najlepszego iiii Raini... niedług rodzina zawita xD
Co do drugiej części xD Ewidentnie za dużo Ludzi Lodu.
No i Wesołych :P
Komentuj (23) 19.04.2007 :: 20:22
139.
Hades.
- No to teraz już wiesz – zakończył swoją spowiedź Feniu.
Hades siedział w swoim gabinecie w nieco już podniszczonym fotelu. Miał przymknięte oczy i wpatrywał się w podłogę jakby tam było coś ciekawego. Jedyny dźwięki jaki przez dłuższą chwilę dało się słyszeć był odgłos wydawany przez wiecznie włączony komputer.
Pan podziemi został zasypany informacjami dotyczącymi jego, dotychczas tajemniczego, gościa. Nie tak łatwo było przetrawić fakt, że ten niezwykły człowiek, który w zadziwiająco krótkim czasie stał się bliską jego sercu istotą, właśnie mu ogłosił, że jest Imperatorem. Tym cholernym stworem, którego nie znosił bardziej niż Zeusa! Bardziej nawet niż Lucyfera, wiecznie nękającego jego granice. Feniu bowiem jawił się Hadesowi zawsze jako podstępna żmija. Dla niego jedynym priorytetem jest zdobycie jak największych wpływów, środki są nieważne, jedynie efekt wart jest uwagi.
Do Hadesu przybył właściwie jedynie po to, by rozprawić się z tajemniczą mgłą, co też zrobił. Ale został na dłużej...
- Jednego nie rozumiem. Przyszedłeś, mgła znikła, dlaczego ty zostałeś? – zapytał Pan podziemi.
- Z ciekawości – usłyszał odpowiedź.
- Tylko z ciekawości?
- Tak – odparł cicho Feniu, a Hades nie potrafił powstrzymać ciężkiego westchnienia. – Na początku – dodał po chwili Imperator. – Później nie chciało mi się już wracać.
Hades powoli uniósł głowę i napotkał wzrok Fenia, który po incydencie z Ajax wrócił do ludzkiej postaci.
- Ale teraz będę musiał tam wrócić, chociaż wierz mi, cholernie mi się nie chce.
Bóg podziemi uśmiechnął się do siebie. Rozbawiło go to cudnie zaakcentowane ‘r’ w wyrazie ‘cholernie’. Zaraz jednak mina mu zrzedła. On chce wracać... i chociaż trudno zaprzeczyć, że oszukał go, Hades musiał przyznać, że wcale nie spodobał mu się pomysł powrotu...
- Moja nieobecność najwyraźniej została wykorzystana – ciągnął tymczasem Imperator. – Najwierniejsza z moich ludzi przychodzi tutaj z żądzą krwi w oczach, a przecież nikt nie powinien wiedzieć gdzie w ogóle jestem...
- A jednak ktoś cię znalazł – zauważył zimno Hades.
- Tak... i mam złe przeczucia co też może dziać się w moim Imperium.
- W takim razie nie powinieneś dłużej zwlekać – twarz boga podziemi nie wyrażała nic.
- Wiem, ale... – zająknął się Feniu. – Chciałem ci wyjaśnić sytuację.
- Wyjaśniłeś już.
- No tak, ale...
- Na twoim miejscu bym się spieszył, kto wie co tam wyprawiają z twoim kochanym Imperium.
Feniu sprawiała wrażenie jakby chciał jeszcze coś powiedzieć, ale spojrzał tylko jakoś tak smutno na Hadesa, odwrócił się i wyszedł.
Pan podziemi westchnął, odwrócił się do komputera, oparł łokcie o klawiaturę, a dłońmi zakrył twarz. Czuł narastający uścisk, jakby coś ciężkiego usiadło mu na klatce piersiowej.
- Byłeś zimny jak ostrze noże wchodzące w sam środek bijącego serca – usłyszał znajomy głos, a spod szafy w rogu komnaty wyczołgała się Hekate.
Hades nawet nie miał ochoty pytać jakim cudem stała się tak płaska, że wcisnęła się pod ów mebel.
- Wiesz co, nienawidzę jak bawisz się w szpiega.
- Wlazłam pod szafę zanim tu wpadliście w dzikim galopie, nie miałam jak wyjść – Hekate podeszła do Hadesa, przyklękła przed nim, a na wszystkich trzech twarzach malowała się powaga. – Zdania nie zmienię, byłeś zbyt zimny, zraniłeś go.
Zmrużył oczy.
- Oszukał mnie.
- Wiem, słyszałam.
- I co? Nadal twierdzisz, że byłem za zimny?
- Mógł pomyśleć, że już nie chcesz go oglądać.
- Przecież MUSI sprawdzić co z jego cholernym Imperium! Sam tak powiedział. Ja go stąd nie wyrzucałem.
- Tak, tylko on może już do ciebie nie wrócić.
- A co miałem mu powiedzieć? Może rzucić się na szyję i zawołać: „nie zostawiaj mnie”?!
Jedna z głów Hekate po tych słowach parsknęła śmiechem. Dwie pozostałe spojrzały na nią z wyrzutem.
- Sorry – mruknęła. – Ale ta wizja mnie rozwaliła.
- W każdym razie – odezwała się jedna z wciąż poważnych głów. – Ani ty nie jesteś mu obojętny, ani on tobie, ale za to obaj jesteście dumne i uparte osły. To nie wróży nic dobrego.
- Wróży? – Hadesa jakby olśniło. – Przecież jesteś boginią magii!
- Czarnej magii. Mam go skrzywdzić czy co? Rzucić urok?
- Nie! Nic z tych rzeczy. Postaw mi tarota.
Hekate aż fiknęła.
- Co? Oszalałeś? Po co?
Pozbierała się z podłogi.
- Powróżyć? Nie jestem wróżką! Od wyroczni, o ile pamiętasz jeszcze, był ten cieć Apollo.
Hades uśmiechnął się złośliwie.
- Wciąż cię boli, że wykopał cię z interesu.
Hekate prychnęła.
- Wróżbami się nie zajmuję – stwierdziła i obrażona wyszła trzaskając wrotami.
Hades został sam ze swoimi myślami i popadł w przygnębienie.
Hekate była nieco rozdrażniona. Nieco to może zbyt delikatne określenie. Chciała tylko zwrócić uwagę Hadesa na to jak kretyńsko się zachował, że przez swoją urażoną dumę może stracić coś bardzo ważnego. Ale jak nie to nie! Nie chce dobrej rady, to niech się wypcha.
Szła szybko korytarzem mrucząc pod nosem co chwila:
- Pierdolony Apollo, tatuś mu fuchę załatwił... kurewski synalek... zero kwalifikacji... nepotyzm! Pieprzony nepotyzm... pieprzony Apollo.
- Co ci znowu Apollo zrobił? – usłyszała za sobą.
Odwróciła się i zobaczyła Radamantisa.
- Nic...
- Wciąż nie zapomniałaś, jak cię wykopał z interesu.
Hekate niemal kipiała. Zbliżyła się do Radamantisa.
- Trudno o tym zapomnieć, więc nie musicie mi tego wciąż wypominać! – ryknęła. – Cholerne męskie szowinistyczne świnie!
- Co ja znowu zrobiłem? – sędzia cofał się aż drogę ucieczki zamknęła mu ściana za plecami.
- JESTEŚ! I jak każdy facet niczego nie rozumiesz!
- Czego na przykład? – Radamantis próbował zyskać na czasie i wciąż kątem oka rozważał czy jakby teraz rzucił się w lewo to zdążyłby do wyjścia.
Rozważania te przerwała jednak Hekate. Nagle ku ogromnemu zdumieniu Radzia (_^_) stała przed nim kobieta tylko o jednej głowie. Zbliżyła się tak, że widział jak dziwnie migoczą jej oczy, po czym pocałowała go.
- Tego na przykład – odpowiedziała po chwili Hekate znów w wersji 3 w 1. – Faceci to kretyni.
Wygłosiwszy ten komentarz spokojnie odeszła w swoją stronę, zostawiając zszokowanego Radamantisa swemu losowi.
Komentuj (28)