01.05.2006 :: 19:27
58.
Przed siedzibą Ateny.
- Co tak stoicie? – do Raka, Panny i Barana dobiegł Milo.
- Bo tu bariera... – zaczął Deathmask, ale Skorpion zdążył już się od bariery odbić i poszybować kilka metrów do tyłu. - ...jest rozstawiona – dokończył Rak.
- Wydaje mi się, że wyczuwam słabsze miejsce w tej całej barierze. Można tam spróbować się przebić – zaproponował Shaka.
Reszta kiwnęła w milczeniu głowami i poszli za Panną, mijając po drodze Shiryu.
- Czy to nie jest...? – zdziwił się Milo.
- Tyaa, Shiryu... – kiwnął głową Shion.
- Co on odstawia? – warknął Skorpion.
- Też byśmy chcieli to wiedzieć – mruknął Rak.
- Stoi w środku bariery i z tego co zauważyłem jest jednym z jego czterech filarów – stwierdził Shion.
Nagle Milo stanął jak wryty. Czy ta osoba w kierunku, której szli to nie jest przypadkiem... Ale skąd? tutaj...?
- Ona – wskazał Shaka – jest najsłabszym filarem. Nie skupiła się za bardzo na swoim zadaniu.
- Można spróbować – stwierdził Rak.
Już zamachnął się, żeby posłać cios prosto w plecy stojącej wewnątrz bariery dziewczynie, kiedy powstrzymał go Milo.
- Co robisz? – zdziwił się Deathmask.
- Poczekajcie chwilę – odpowiedział i pobiegł do dziewczyny.
- Co mu odbiło? – zdziwił się Rak.
- Hm... mam wrażenie, że ją zna – stwierdził mrużąc oczy Shion.
- Vedzia, to ty?! – zapytał Skorpion, stojąc tuż obok bariery.
Zauważył, że drgnęła, ale oczu nie otworzyła. Wciąż stała na swoim miejscu, próbując się skupić na zadaniu, co jednak niezbyt jej wychodziło, nawet Milo to wyczuł.
Wyciągnął przed siebie rękę. Bariera stawiała opór, ale dużo słabszy niż przed wejściem do siedziby Ateny. Skupił się i uważając, żeby nie zranić Vedzi, zadał cios. Bariera została przerwana, a Skorpion korzystając z tego wszedł przez wytworzoną szparę, która po chwili znikła. Stanął twarzą w twarz z dziewczyną. Teraz nie miał już żadnych wątpliwości. To była ona!
- Vedziu... – odezwał się cicho. – Co ty tu robisz?
Różowa otworzyła oczy. Spojrzała smutno na niego i szepnęła:
- Spełniam rozkazy.
Milo znieruchomiał.
- Jakie rozkazy? Co tu się dzieje? Po co ta bariera? Kto atakował Mu i Sagę? I dlaczego Atena żyje?!
Vedzia nic nie odpowiedziała.
- Milo – usłyszał głos Raka zza bariery. – Zrób z tą panienką porządek, albo ja tam do was wejdę.
- Nawet nie próbuj – warknął Skorpion.
Podszedł do Vedzi jeszcze bliżej, objął mocno i pocałował.
Bariera po tej stronie budynku znikła zupełnie.
- Ciekawy sposób – stwierdził Shaka, przechodząc z Shionem i Maską Śmierci obok Milo.
W siedzibie Ateny
- Ajax...
- Znasz moje imię, ciekawe... – uśmiechnęła się przybyła.
Shuu, Mu i Saga cofnęli się w głąb pomieszczenia.
- Kyo wspominał o tobie – powiedziała Iluzoryczna.
- Używał mnie jako straszaka?
- Mniej więcej.
- Jakoś mnie to nie dziwi – wybuchła śmiechem Ajax, wchodząc dalej do sali i przechodząc nad ciałem nieprzytomnego Vana.
Pochodnie powieszone na ścianach, zapłonęły zdwojoną siłą, gdy Ajax stanęła na środku sali.
Ubrana była w zabawny zielony kapelusik z pawim piórkiem, złoty płaszcz narzucony na ramiona, czerwony top, błękitną spódnicę z przodu nie sięgającą kolana, natomiast z tyłu ciągnącą się po ziemi i wysokie, fioletowe, glano-podobne buty, zaopatrzone jednak w co najmniej dziesięciocentymetrowe szpilki.
Shuu wytrzeszczyła oczy na ten niecodzienny widok.
- Zawsze mówiłem, że nie umie się ubierać – usłyszała znajomy głos, szepczący jej wprost do ucha. – Kiedy dam ci znak, razem ze swoimi goldami dasz nogę z tej sali, rozumiesz?
Shuu powoli kiwnęła głową, nie odrywając oczu od Ajax.
- Ona nigdy nie lubiła mojej iluzji... jeszcze zobaczymy – usłyszała w jego głosie teraz tyle nienawiści...
- Ale mistrzu – szepnęła najciszej jak się dało, ledwo ruszając ustami.
Poczuła dotyk na policzku.
- Już nie jestem twoim mistrzem Shuu.
- No jak panowie? – zapytała Ajax poprawiając włosy. – Walczymy czy nie?
Shuu w tym momencie została lekko popchnięta w plecy. Chwyciła za rękę Mu i pociągnęła za włosy Sagę.
- Spadamy!
Przed Ajax w tym momencie pojawiła się ściana lodu.
- Co jest grane? – zdziwił się Saga.
- Iluzja - odparła Shuu przeskakując przez Vana.
- Przecież mówiłaś, że nie możesz... – zaczął Mu.
- Weź Vana – przerwała Iluzoryczna.
- Po co? – zdziwił się Bliźniak.
- Zakładnik zawsze przydatny jest – oparła wybiegając z sali i ciągnąc za sobą Barana Shuu.
Saga wzruszył ramionami, zarzucił ciało Vana na ramię i udał się za nimi.
Komentuj (42) 03.05.2006 :: 13:14
59.
Biegnąc korytarzem w kierunku wejścia Shuu zastawiała się, jakim cudem Kyo znalazł się w tamtej sali.
- Czy możecie mi powiedzieć, dlaczego my uciekamy i skąd się wzięła ściana lodu przed tą dziiiiiiiwną babką? – dogonił ich Saga.
- Uciekamy bo mamy okazję – wyszczerzyła się Shuu. – A ścianę ustawiła owa dziiiiiwna babka.
- Po co?
- Bo ją potraktowano iluzją – odparł Mu.
- Przecież Shuu mówiła, że nie może jej używać, nie?
- Kyo jej użył – stwierdził Mu. – Dawny mistrz...
- Mu ty wiesz, że on tam był? – zdziwiła się Shuu.
- Taa... w końcu się ze mną tam teleportował.
Iluzoryczna zatrzymała się tuż przy rozkładających się zwłokach Ateny.
- Że co? – zdziwiła się.
Mu wzruszył tylko ramionami i pociągnął ją za rękę, bo śmierdziało w tym korytarzu niesamowicie.
Wyszli ze świątyni i wytrzeszczyli oczy. Obok dwóch przeciwległych boków budynku stali rycerz Feniksa i Smoka.
- Zgubiłam się, co oni tu teraz robią? – zwątpiła Shuu.
- Utrzymują barierę – stwierdził Mu.
- Wniosek prosty, są przeciw nam... znowu – mruknął Saga lekko wkurzony.
- A jemu co? – zdziwiła się Shuu.
- Nie lubi brązowych – odpowiedział Mu.
- NIENAWIDZĘ! Gdyby nie oni, Atena już dawno by nie żyła. A ty Mu się tak nie uśmiechaj głupkowato, jakbyś ruszył dupsko, to by przez twoją chatę nie przeszli. To nie.. ty im musiałeś jeszcze zbroje naprawiać! – zaczął wydzierać się Saga.
- Tyle razy już mówiłem, jak mi przykro, ale nie podzieliłeś się ze mną swoim genialnym planem...
Tymczasem zza zakrętu wyłonili się Shaka, Shion i Maska Śmierci.
- Czuję trupa – mruknął Rak podchodząc bliżej i witając się z Sagą i Mu.
- To pewnie Atena – odpowiedział obrażony Bliźniak.
- Ale przecież ona żyje – zwątpił Deathmask. – Zaraz... Shuu wytłumacz mi, czemu od ciebie jedzie Ateną?!
- No dzięki... – westchnęła ciężko Iluzoryczna.
- Nie ma czasu tłumaczyć – wpadł jej w słowo Mu.
Nagle wewnątrz budynku dało się słyszeć wybuch i część sufitu wyleciała w powietrze.
Shion gwizdnął.
- Ładnie... Kto tak się rozbija?
- Kyo... – szepnęła przerażona Shuu i już chciała lecieć z powrotem, ale przytrzymał ją Mu.
- Zostajesz tu – stwierdził.
- Ale... – chciała zaprotestować.
- Nie ma żadnego „ale” – powiedział twardo i spojrzał władczo (XD osz kurde, wyobraźnia mnie ponosi).
Shuu opuściła głowę i już nic nie powiedziała.
- Co chcesz robić? – zdziwił się Shaka.
- Skopać tyłek komuś, kto nam architekturę wysadza w powietrze – odpowiedział i znikł we wnętrzu budynku.
- A jemu co? – wytrzeszczył oczy Rak. – Przecież w środku nie ma nikogo z naszych.
Saga zrzucił Vana na ziemią tuż obok Shuu.
- Zajmij się nim – dodał i pobiegł za Mu.
Reszta spojrzała po sobie i udała się za Bliźniakiem.
Przed siedzibą Ateny.
- Bariera... – mruknął Camus. – Tędy nie przejdziemy.
- A musimy? – pomiziała go po policzku Silene.
Zaczęli się bezwstydnie całować, aż nagle Wodnik kątem oka zauważył ruch za barierą. Odkleił się od niezbyt zadowolonej z tego powodu Silki.
Za barierą zobaczył najpierw Shuu, Mu i Sagę, a potem doszli do nich Deathmask, Shion i Shaka.
- Ej! Może byście nas tam wpuścili!? – wydarł się, ale najwyraźniej jego głos nie przebijał się przez barierę.
- Ja ją znam... – szepnęła, w którymś momencie Silene i podeszła bliżej.
Camus spojrzał na nią z przerażeniem. Wcale mu się nie uśmiechało, żeby w tej chwili wracała jej pamięć. Wziął ją za rękę i pociągnął w innym kierunku, przechodząc obok Shiryu, zastanawiając się przy okazji, co do cholery robi tu Smok.
- Silene – usłyszał damski głos... właściwie pisk.
W ich kierunku biegła dziewczyna w różowej bluzeczce, czarnej mini i zielonych rajstopach (XD).
- Silene – dziewczyna rzuciła się wampirzycy na szyję. – Myślałam, że nie żyjesz...
Komentuj (24) 04.05.2006 :: 22:26
60.
Vedzia przytuliła się do wampirzycy.
- Cieszę się, że cię widzę.
Silene odsunęła od siebie Różową.
- Ve... Vedzia prawda? – zapytała niepewnie. – Pamiętam to imię. Pamiętam ciebie...
Różowa zamrugała zdziwiona.
- Co się stało?
- Silene straciła pamięć – wytłumaczył podchodząc bliżej Camus.
Vedzia cofnęła się i wpadła wprost w ramiona Milo.
- Znowu mi uciekasz – szepnął jej prosto do ucha.
Silene patrząc na Vedzię, powoli przypominała sobie przeszłość.
- Ja... nie powinnam się z tobą zadawać – powiedziała zdziwiona do Wodnika. – Ty jesteś moim wrogiem... Naszym wrogiem.
- Naszym?
- Vedzi, moim, Imperium... – Silene opuściła wzrok.
- Jakim Imperium? – warknął Milo. – Vedzia o jakim Imperium ona gada?! I skąd wy się znacie, przecież to jest wampir!
- Jesteśmy waszymi wrogami – odpowiedziała Vedzia wbijając wzrok w ziemię. – Do Grecji przyjechałyśmy, żeby zabić Atenę.
- Przecież ktoś ją zabił już – zauważył Camus.
- I chyba ktoś ożywił – dodał Milo i westchnął ciężko, a Wodnik wraz z nim.
W tej chwili oboje poczuli, że inni złoci rozpoczęli walkę. Spojrzeli na siebie znacząco.
- Poczekajcie na nas – Camus uniósł głowę Silki pocałował namiętnie. – Za chwilę wrócimy.
- Nie waż mi się nigdzie uciekać – objął Vedzię Milo i również pocałował.
Po czym oboje przebiegli przez dziurę w barierze.
Silene spojrzała na znikającego za zakrętem Wodnika smutno. Vedzia przyzwała Ptaka Gromu.
- Co robisz? – zapytała Silka mając łzy w oczach.
- To czego nie kazał mi zrobić Milo. Jakoś... nie mogę mu po tym spojrzać w oczy... niby nic nie zrobiłam, ale czuje się okropnie.
Silene kiwnęła głową.
- Ja też.
Vedzia usadowiła się na grzbiecie Bestii i podała rękę wampirzycy. Silka posłała jej nikły uśmiech i po chwili obie uniosły się niesione przez Ptaka Grzmotu, byle dalej od świątyni Ateny.
Przed wejściem do siedziby Ateny.
Shuu stała i lampiła się na Vana zastanawiając się co by mu zrobić, kiedy przybiegli Wodnik ze Skorpionem.
- A ty co? – zatrzymał się Camus.
- Stoję – opowiedziała Shuu rozważając użycie różowego biczyka jako sznura.
- I co dalej?
- Stoję i czekam.
- Na? – wyciągał z niej dalej Milo.
- Na... -_- - Shuu spojrzała na nich z uniesioną brwią. – Kurna na zbawienie czekam, co się mnie czepiliście?! Idźcie do środka, tam cała ekipa poszłam, mnie zostawili tutaj, jasne bo co ja mogę?! Kurde!!!! – tu Shuu zaryła pięścią w ścianę tuż nad głową Vana.
- Eee... to my już nie przeszkadzamy – stwierdził Milo i znikł w wejściu.
Wodnik spojrzał na wkurzoną Shuu i doszedł do podobnego co Skorpion wniosku, że lepiej się ewakuować.
- To... na razie – mruknął i pobiegł za Milo.
- Fuck! – walnęła drugą pięścią w ścianę Iluzoryczna. – Jasne zostawcie mnie tu...
Westchnęła i rozejrzała się. Po chwili na jej twarzy pojawił się wielki, nie wróżący niczego dobrego uśmiech.
Wyciągnęła swoją czarną księgę i znalazła odpowiednie zaklęcie. Wymamrotała formułkę czyniąc w powietrzu odpowiednie znaki, po czym Shiryu ku swemu zdziwieniu zaczął się unosić w powietrzu. Powisiał chwilę, aż Shuu nie wydarła się:
- Hawaje!!!!!
I Rycerz Smoka pofrunął przed siebie z ogromną szybkością.
Błyszczące złowrogo oczy Shuu zwróciły się w stronę Rycerza Feniksa, który po chwilę poleciał dla odmiany na Grenlandię. Bariera znikła całkowicie.
Iluzoryczna wyżywszy się trochę na brązach, znalazła w księdze odpowiednie zaklęcie i narysowała na ziemi wokół Vana wymagane znaczki. Tym sposobem zamknęła go w kręgu niczym w klatce.
Nagle zza zakrętu wybiegł Shun.
- Ikki, gdzie jesteś? – stanął jak wryty widząc Shuu. – Gdzie mój brat?
- Hadesik – wytrzeszczyła oczy Iluzoryczna. – Nie... Hades nie ubrał by się w coś różowego -_-‘
Shun puścił tę uwagę mimo uszu.
- Gdzie mój brat? – powtórzył. – Gdzie Feniks?
- Na Grenlandii jak mniemam – odpowiedziała.
- Co?!
- To co słyszysz. Powiedz, czemu jesteś taki do Hadesika podobny? – zainteresowała się Iluzoryczna.
- Bo jestem jego wcieleniem – wzruszył ramionami Shun.
- Zaraz... – zdziwiła się Shuu. – Jak wcieleniem? Ja go przecież widziałam...
- Jak obiecasz sprowadzić mojego brata z powrotem, to zdradzę ci tę tajemnicę.
- Dobra, gadaj.
- Jestem, właściwie to byłem wcieleniem Hadesa i swego czasu przejął kontrolę nad moim ciałem, ale w końcu udało się go wyciągnąć. Wtedy stworzył sobie sam ciało.
- Ke??? JAKIM CUDEM? – Shuu nieświadomie włączyła kapsa, a gdy zdała sobie z tego sprawę, walnęła głową w ścianę. Atena... wszystko przez nią!
- Nie wiem. Nie jestem nim, już nie na szczęście.
- No wszystko fajnie, tylko skoro jesteś/ byłeś nieważne, jego wcieleniem, to jak go mogłeś po prostu się pozbyć?! A dusza?
- Wiesz, ja miałem swoją duszę, on swoją. Tak samo było z Posejdonem. Kiedy jego Atena zapieczętowała, Julek żył sobie dalej. Właściwie to żyje do dzisiaj i nieźle sobie z tą swoją kompanią radzi.
- Ciekawe... – Shuu zmrużyła oczy.
- Teraz sprowadź mojego brata z powrotem!
Nagle tuż koło Iluzorycznej pojawił się Mu, złapał ją za rękę i przeteleportował się kilka metrów dalej, a w miejscu gdzie stała ziemia rozstąpiła się.
- Ożesz kurdę, co jest?! – zapytała lekko zszokowana Shuu.
- Wojna, a co nie widać? – zapytał Baran.
Iluzoryczna spojrzała na niego. Włosy miał w nieładzie, zbroję w dwóch miejscach porysaną.
- Nieźle – z dachu zeskoczyła postać w brudno-brązowym płaszczu.
W budynku znów doszło do kolejnego wybuchu, a w wejściu pojawiła się reszta złotych.
Koło Mu teleportował się Shion.
- Robi się dość ciekawie – stwierdził.
Komentuj (23) 05.05.2006 :: 22:21
61.
- Robi się dość ciekawie – stwierdził Shion.
Mu spojrzał na niego z pode łba.
- Czy ja się dowiem co tu się kurdę dzieje? Kto się tam wysadzał w środku, co to za koleś i gdzie do cholery jest Kyo?! – wydarła się Shuu (bez kapsa XD jes).
- Kyo... – warknął Mu. – Tylko to cię interesuje...
- Cristal Wall! – Shion rozstawił przed nimi ścianę, od której odbiło się stado lodowych strzał. – Może tak pogadacie trochę później? Jakby to wam powiedzieć TERAZ NIE PORA!!!
- Lód? – szepnęła Shuu. – Czyżby...?
Deathmask, Saga, Shaka, Camus i Milo dobiegli do Shiona i ekipy.
- Chyba nam się wrogowie rozmnożyli – stwierdził Rak.
- No co ty powiesz – warknął Saga, będący w nienajlepszym stanie.
- Proponuję, żebyście się w swoje zbroje wdziali – stwierdził Shion. – Teraz, gdy bariera znikła całkowicie, bez problemu do was przylecą.
- Na skrzydłach miłości – warknął Rak, nie mogący do dziś zapomnieć, że zbroja go kiedyś zdradziła.
Reszta nie marudziła i już po chwili Camus, Milo i Saga prezentowali się w swoich złotych wdziankach. Westchnąwszy nad swoją zdradliwą zbroją Deathmask również do nich dołączył.
- Hm... ciekawe czy dałoby się to przetopić i opylić – zastanowiła się na głos Shuu, za co dostała przez łeb od Shiona.
- Nie czas na błaznowanie!
Z głębi budynku, który groził całkowitym zawaleniem, wyszła Ajax. Tuż za nią pojawiła się jakaś mała dziewczynka ubrana w czerwony T-shirt i dżinsy.
- Miła odmiana po oczojebności tej damulki – stwierdził Saga.
- Zaraz, przecież nie widziałem jej w środku – zauważył Shaka XD
- Czasami opłaca się otworzyć oczy – odpowiedział Saga.
- To ona robiła te wielke BUM! – dodał Deathmask.
- Shuu znasz ją? – zapytał Shion.
- Tą młodą? Pierwsze widzę. Tego kolesia w płaszczu też. A o Ajax jedynie słyszałam. Władczyni wszystkich żywiołów – odpowiedziała Shuu. – I totalne bezguście – dodała ciszej.
- To widzimy – stwierdził Camus.
- Well, well, well nice to see you – odezwała się wyjątkowo dźwięcznym głosem dziewczynka w kierunku postaci w płaszczu.
- Dla mnie wcale nie nice – burknął męski głos.
- Shama – skinęła w jego kierunku głową Ajax. – Czyżby Imperator ciebie też przysłał?
- Tak jakby – odpowiedział krótko.
Zerwał się nagle wiatr zrywając z jego głowy kaptur. Ukazała się wszystkim ogorzała twarz z wieloma zmarszczkami, krótkimi, włosami koloru słomy i przerażającymi czarnymi oczami, nie posiadającymi białek...
- I would prefer not to see your face – skrzywiła się dziewczynka.
- Dobra koniec uprzejmości – zmrużył swoje nienaturalne oczy Shama.
- Galaxian Explosion! – Saga zaatakował, ale postać odziana w brudny płaszcz zrobiła szybki unik.
- Diamond Dust! – w ślady Bliźniaka poszedł Camus.
- Scarlet Needle! – dorzucił swoje Milo.
- Hey! Wait a minut! – krzyknął dziewczynka. – We want to talk!
- Czego ona chce? – zdziwił się poliglota XD Deathmask.
- Pogadać – przetłumaczyła w skrócie Shuu.
- Ciekawe o czym? – zastanowił się filozoficznie Shaka.
- Czego chcecie właściwie? – zawołał Shion.
- Założę się, że mi się to nie spodoba – mruknął Mu.
- Chcemy, żebyście oddali w nasze ręce Shuu zwaną Iluzoryczną. Wedle praw Imperium, powinna zostać zabita za zdradę – wytłumaczyła Ajax.
- Wiedziałem – westchnął Mu.
– Jeśli to zrobicie grzecznie sobie pójdziemy.
- I mamy uwierzyć, że nie ma to nic wspólnego z tym, że Shuu ma w sobie duszę Ateny? – Shaka i jego przenikliwość (XD)
- If you want to – uśmiechnęła się mała dziewczynka.
- Do cholery czy ona może przestać gadać tak dziwnie?! – wściekał się Rak.
- Nie dziwnie, tylko po angielsku – zauważył Milo.
- Czy tylko ja tu nie rozumiem co ona mówi? – Deathmask rozejrzał się po kolegach.
- Na to wygląda – uśmiechnął się z wyższością Saga.
- Jaka jest wasza odpowiedź? – przerwała im Ajax.
- Atena siedzi w Shuu... – zastanawiał się Wodnik. – To może ją oddamy i będzie święty spokój?
- A w beret chcesz? – zapytała Shuu.
- Prawda taka, że byłby święty spokój – dodał Deathmask.
Shuu zrobiła wielkie oczy.
- Chcecie mnie wydać? ZARAZ DO CHOLERY, SKORO MAM W SOBIE ATENĘ, TO POWINNIŚCIE MNIE SŁUCHAĆ!!!
- Tu ma racje – zauważył Milo.
Cała ekipa spojrzała na Shiona oczekując jakiejś decyzji.
- I czego tak na mnie się lampicie?
- Widać masz autorytet – zauważyła Shuu.
- Pieprzyć taki autorytet, to jest zwalanie odpowiedzialności za decyzję! Dlatego właśnie bycie wielkim mistrzem było do dupy – Shion wyraźnie się wkurzył.
Nagle Mu dotknął ramienia Shuu i przeteleportowali się do domu Barana.
- No pięknie... – stwierdziła Iluzoryczna, rozbita trochę byciem ciągle gdzieś teleportowaną.
- Nie patrz na mnie, to nie mój pomysł – oświadczył Mu.
Tuż obok nich z nikąd pojawił się Kyo.
- Mój pomysł genialny, który może uratuje ci skórę – i mrugnął okiem do Shuu.
Komentuj (15) 06.05.2006 :: 21:25
62.
Przed siedzibą Ateny.
- Where did he go? – zdziwiła się dziewczynka w czerwonej bluzce.
- Ucieka od odpowiedzialności – podsumował Shaka.
- Czyli mam rozumieć, że Shuu nam nie oddacie? – wolała się upewnić Ajax.
- A widzisz ty coś co moglibyśmy ci oddać? – zapytał Saga. – Shuu wcięło, a nie każdy z nas umie się teleportować, chciałbym zauważyć.
- To oznacza, że chcecie się bić – podsumowała Ajax.
- Wcale nie chcemy... – westchnął Camus.
- My dużo rzeczy nie chcemy – dodał Deathmask, ale gdy zbroja zaczęła dziwnie mruczeć pośpiesznie dodał. – To znaczy my chcemy, my wszystko chcemy, o każdej porze dnia i nocy.
- Di eM a tobie co znowu odwala? – skrzywił się Saga.
- Bo mi zbroja znowu mruczy – pożalił się lekko zdołowany Rak.
- Jak żyję tak mi jeszcze nic nie mruczało – stwierdził Milo.
- Widać nie każda zbroja tak umie – wywnioskował Shaka.
- Jak ci mówiłem, żebyś zbroi Johnym Walkerem nie podlewał, to mnie nie słuchałeś – mruknął Shion. – Może by nie mruczała.
- Ale fochy miała od zawsze – żalił się Maska Śmierci.
- Nie wnikamy czym ją podlewałeś wcześniej – stwierdził Saga.
Ajax z każdą chwilą bardziej wątpiła... To mają być najsilniejsi rycerze Ateny. Ludzie przed, którymi świat powinien padać na kolana, o ile akurat nie jest zajęty padaniem na kolana przed Imperium. Nie wyglądali jak przeciwnicy, wyglądali jak kabaret. Powoli traciła nad sobą kontrolę, zaraz im tam pośle jakieś tornado...
Dziewczynka ubrana w czerwoną bluzkę, podeszła tymczasem do nieprzytomnego Vana i zaczęła go okładać po pysku.
- Get up! you pink, good for nothing jerk.
- Zostaw go Miri! – krzyknęła na nią Ajax.
- But he’s just sleeping. He should have done it by himself, but noooooo... we had to come.
- Miri, powiem to po twojemu SZAT DE FAK AP! – Ajax była wyraźnie rozdrażniona sytuacją. – Dobra złociaki, dawajcie Shuu, albo wam tu zrobię grecką tragedię! Dużo krwi i trupów!
Ekipa goldów spojrzała na oczojebnie ubraną w konsternacji.
Gdzieś w Polsce.
Vedzia z Silką na grzbiecie Ptaka Gromu znalazły się w swoim kraju ojczystym. Wylądowały na jakimś zadupiu, gdzie nikogo ogromne ptaszysko by nie zdziwiło i wampirzyca udała się na poszukiwania najbliższego monopola.
- Sil gdzie idziesz? – zapytała zdołowana Vedzia.
- Idę się upić! W tym celu potrzeba mi monopola – odpowiedziała zwięźle Silka.
- To wampiry mogą pić alkohol? – zdziwiła się Różowa.
- Jeszcze nikt od tego nie zdechł – podsumowała wampirzyca, dodając już w myśli, że właściwie będąc trupem, trudno zdechnąć po raz drugie.
- Chyba pójdę z tobą – powiedziała Vedzia nieśmiało, nie będąc do napoi procentowych zbytnio przekonana.
Sil chwyciła Różową za łapkę i obie udały się na poszukiwania. Jak wiadomo w Polsce monopole są wszędzie, więc nie trwało to zbyt długo. Zakupiwszy odpowiedni prowiant, udały się do najbliższego lasku i uwaliły na polance. Każda zastanawiała się, przyglądając zawartości kolorowych butelek, czy jeszcze kiedyś będzie im dane ujrzeć, tych o których marzyły...
W domu Barana.
- Kyo! – Shuu rzuciła się na szyję białowłosego. – Już myślałam, że coś ci się stało.
- Jak mnie nie puścisz, to pewnie zaraz coś mi się stanie – stwierdził Kyo, spoglądając w stronę Mu.
Baran słowem się nie odezwał, ale w oczach błysła chęć mordu.
- Dobra, to o co chodzi? Dlaczego jesteśmy tutaj?
- Bo wokół świątyni umieścili barierę i dalej się teleportować nie mogłem – oświecił Shuu Mu.
- A jaki miał być ten twój plan? – Iluzoryczna zwróciła się do byłego mistrza.
- Wyciągniemy z ciebie Atenę, oddamy ją, a ciebie gdzieś ukryjemy. Nie będziesz mieć duszy tej kretynki, nie będzie od ciebie jechać kosmosem, ergo będziesz nie wykrywalna dla satelity.
- Genialne Kyo, boskie! Sama na to wpadłam, tylko jakoś od pomysłu do praktyki daleko.
Kyo spojrzał na Shuu przeciągle i poszmyrał ją po włosach.
- Za chwilę objawią ci się talenty, o które swojego cudownego mistrza nawet nie podejrzewałaś.
Komentuj (25) 07.05.2006 :: 14:11
63.
- Już zaczynam się bać twoich zdolności – wytrzeszczyła oczy Shuu (O_O <- prezentacja xD)
- Świetnie, a po co ja tu jestem potrzebny? – zapytał lodowatym głosem Mu.
- Masz dopilnować, żeby nikt nam nie przeszkodził, bo może się to dla Shuu źle skończyć. Dla mnie zresztą też, ale to już cię chyba nie interesuje.
- Raczej nie bardzo – warknął Mu.
- Mu! – oburzyła się Shuu.
Baran wzruszył tylko ramionami.
- Co właściwie masz zamiar zrobić, tak w wersji dla nie znających się na magii?
- Wejdę w nią – odpowiedział rozbrajająco Kyo.
- CO?!!
Shuu wybuchła śmiechem.
- Duchowo Mu, duchowo – oświeciła go. – Pamiętasz, jak nie mogłam się obudzić? Wtedy opuściłam swoje ciało. Kyo ma zamiar zrobić to samo, tylko zamiast odlecieć w przestworza, wlezie...
- W ciebie... – dokończył Mu.
- Jesteś przewrażliwiony – uśmiechnęła się Shuu i cmoknęła go w policzek. – A teraz bądź dobrym strażnikiem i nie daj nam przeszkodzić, bo żadne z nas z tego nie wyjdzie.
I poszła z Kyo do swojego pokoju.
Mu pomyślał jeszcze tylko, że ma tego jej mistrza dość, kiedy pojawił się koło niego Shion.
- Tłumacz się, czemuś zwiał? – spojrzał na niego podejrzliwie.
- Nie zwiałem – odpowiedział Mu. – Pojawiła się szansa wyciągnięcia Ateny z Shuu.
- Cudnie, to teraz może wrócisz tam do góry?
- Nie mam zamiaru, zostałem wyznaczony na psa obronnego – prychnął.
- Hm... czyli nikt nie ma się tutaj dostać?
- Byłoby miło.
- Zobaczymy co da się zrobić – i Shion znikł.
Przed siedzibą Ateny.
- Ja myślę, że trzeba by zrobić taki kurs na teleportację – stwierdził Saga. – Mam cholernie dość, że ci dwaj mogą się tak ciągle gdzieś przenosić.
- A mi się wydaję, że po prostu cię zazdrość chwyta – zauważył złośliwie Milo.
- Albo znudziło mu się bieganie po schodach – dodał Camus.
W tej chwili Shion powrócił.
- Mamy zadanie specjalne – stwierdził półgłosem. – Mamy ich zatrzymać przed dostaniem się do domu Barana.
- No to daleko stąd – zauważył Deathmask.
- Chyba, że ktoś umie się teleportować – mruknął Saga.
- PANOWIE! – wkurzyła się już nie na żarty Ajax. – Ja tu z wami czas tracę. Ostatnie moje pytanie, oddajecie Shuu?
- Nie – odpowiedział zdecydowanie Shion.
- Przynajmniej coś już ustaliliśmy – westchnęła cicho Ajax.
- Koniec pierdolenia – stwierdził Shama i w jego oczach pojawiły się złowieszcze zielone płomyki.
Ziemia zatrzęsła się i rozstąpiła w miejscu, gdzie stali złoci.
- Shama, ja cię proszę – spojrzała błagalnie Ajax, w kierunku czarnookiego. – To ja tu jestem od dyplomacji.
- W dupie mam dyplomację – odpowiedział.
- Ajax, why do we have to work with him? – skrzywiła się dziewczynka.
- O to samo chciałabym się Imperatora zapytać...
Tymczasem złoci, którzy powpadali do dziury zostali wyciągnięci przez łańcuch.
- Shun? – zdziwił się Shaka.
- Co on tu...
- Bo ja... – zaczął nieśmiało Andromeda.
- Czekaj, ja wiem, bo ty nie możesz patrzeć, jak my giniemy – dokończył Saga. – A teraz oddawaj koraliki!
- Jakie koraliki? – zgłupiał Shun.
- Cristal Wall – Shion tymczasem rozstawił ścianę od której odbiły się lecące na nich głazy.
- Te, które mi zjuchciłeś łańcuchem, kiedy byłeś w domu Bliźniąt!
- Tyle razy mówiłem, że wyrzuciłem je gdzieś po drodze.
- Moje koraliki – Saga poczuł się zdolinowany.
- Panowie – przerwał Shaka. – Dość, my tu mamy wrogów na głowie przypominam.
- Saga kupimy ci koraliki jak wyjdziemy z tego żywi – dodał Deathmask.
- Nie chce innych koralików!!!
W domu Barana.
Kyo kazał się Shuu położyć na łóżku.
- Żeby to Mu słyszał – parsknęła pod nosem Iluzoryczna.
Kyo uśmiechnął się wyraźnie z przymusem.
- Leż, zamknij oczy i się nie ruszaj. Staraj się opróżnić myśli, tak mi będzie łatwiej – powiedział, gdy już się walnęła na łóżko. – I cokolwiek by się nie działo, nie puszczaj mojej ręki – dodał.
Shuu mocniej ścisnęła dłoń mistrza, który usiadł tuż obok niej.
- Jak mi nie wyjdzie, mam nadzieję, że mi wybaczysz – powiedział pół żartem, pół serio.
W tym samym momencie Shuu pochłonęły ciemności. Czuła, że leci w dół. W pierwszej chwili się wystraszyła, co się do cholery stało, dopiero co leżała na łóżku, a teraz gdzieś leci. Wtedy uzmysłowiła sobie, że ktoś trzyma ją za rękę i spada razem z nią. Kyo... W panujących naokoło ciemnościach nie widziała nawet zarysu jego postaci, ale to musiał być on.
Nagle gdzieś daleko zabłysło światło.
„A wszyscy mówią, że jak zobaczysz tunel to nie idź w stronę światła” – pomyślała jeszcze Shuu, zanim owo przybliżające się w zastraszającej szybkości światło nie rozproszyło całej ciemności.
Teraz Iluzoryczna stwierdziła, że w ciemności chyba czuła się lepiej, bezpieczniej.
Komentuj (11) 08.05.2006 :: 20:48
64.
Mu stał za drzwiami pokoju, który tak nie dawno oddał we władanie Shuu. Nasłuchiwał uważnie, ale żaden dźwięk nie dochodził do niego. Nie wiedział czy ma go to uspokoić, czy wręcz przeciwnie wzbudzić jeszcze więcej złych przeczuć.
Jeszcze nigdy nie miał takiej ochoty zrobić komuś krzywdę jak teraz. I właściwie za co?
Nagle intuicja podpowiedziała mu, że jest w niebezpieczeństwie.
- Cristal Wall!
Ledwo zdążył uniknąć spotkania ze stadem lodowych strzał. Przypomniał sobie, że identyczne rozbijały się o ścianę Shiona, tam na górze.
- Będziesz się tak wiecznie chował? – usłyszał głos i z nikąd wyłoniła się postać jakieś dziesięć metrów przed nim.
- To zależy – odpowiedział Mu. – Z kim mam przyjemność?
- To może być twoja ostatnia przyjemność w życiu – zadrwił intruz. – W związku z czym moje imię nie jest ci do niczego potrzebne.
- Może będzie, coś wypadałoby wyryć na nagrobku – odparował.
- Już ja wiem co wyryję. Mu Złoty Rycerz Baran, który stanął na drodze Imperium i planów jego hybrydowatości Imperatora Fenia.
- Nie wydaje mi się – stwierdził Mu i zmierzył wroga wzrokiem.
Intruz ubrany był w śnieżno-biały, rozpięty płaszcz sięgający kostek, pod którym miał granatowe dżinsy i czarną koszulkę z napisem TOFIK (XD). Twarz zasłaniał kaptur płaszcza, Mu zastanawiał się czy po pierwsze nie jest gościowi za ciepło, a po drugie skąd to zamiłowanie do kapturów. Kiedy po raz pierwszy spotkał Shuu też nie widział jej twarzy przez kaptur.
Nagle z różnych stron zaatakowały Mu postacie odziane w czerń.
- Starlight Extinction! – i tym atakiem rozniósł wszystkich.
- Dlatego mówiłem, że nie potrzebuje takiego wsparcia – westchnął intruz w białym płaszczu.
Gdzieś po drugiej stronie świadomości.
Shuu straciła poczucie czasu. Czuła się jakby przeżywała całe swoje życie na nowo. W świecie rzeczywistym minęło zaledwie kilka minut, jej wydało się, że kilka lat. Gdyby nie ta dłoń, która wciąż ją trzymała i prowadziła dalej, najprawdopodobniej zostawałaby w jednym ze swoim wspomnień... Ale obecność Kyo przypominała co chwila, że to już przeszłość, że to wszystko co znów miała przed oczami, już raz się wydarzyło, a teraz jedynie podróżuje przez świadomość w głąb siebie.
W końcu minęli wspomnienia, światło znikło. Dotarli głębiej do podświadomości. Shuu ze zdziwieniem stwierdziła, że już nie spada, ale idzie przed siebie, prowadzona przez Kyo.
Nagle stanął. Shuu też to poczuła, ktoś tu był poza nimi. Wydawało się jej, że słyszy szloch.
- Atena? – odważyła się odezwać.
Szloch ustał.
Przed Kyo i Shuu pojawiły się dwie kobiece postacie.
- O kurwa... – wyrwało się Iluzorycznej, gdy w półmroku dostrzegła, że są to dwie Ateny.
– Co to jest? Podział komórki przez pączkowanie??!! - Kyo wyglądał na równie zdziwionego.
Shuu przypatrzyła się uważnie. Pomimo niemal identycznego wyglądu, postacie różniły się. Jedna na twarzy miała wymalowaną głupotę, a druga wyglądała na okropnie smutną, po policzkach spływały łzy.
- Ta po prawej to Atena, a ta po lewej to Saori – stwierdziła głośno Shuu.
- Nie wiedziałem, że to jakaś różnica – Kyo spojrzał na swoją byłą uczennicę.
Iluzorycznej zrobiło się cholernie żal Ateny, skoro miała takie cudowne wcielenie.
- Kyo, robimy tak! Saori wywalamy ze mnie, ale już!
- A co z Ateną?
- Pomyślimy.
- CO ZNACZY WYWALAMY?! CZY MI SIĘ KTOŚ O ZDANIE PYTA? – wydarła się Saori.
Atena westchnęła tylko.
- Nikt nie musi – odparł Kyo i tylko sobie znanym sposobem spowodował, że Saori z dzikim kwikiem wystartowała w górę.
Atena patrzyła na to z coraz większym uśmiechem na twarzy.
Tymczasem za drzwiami pokoju Shuu.
Mu prowadził wyrównaną walkę z intruzem.
- Nie tak łatwo wyryć moje imię na nagrobku – stwierdził Baran.
- Jeszcze zobaczymy – odgrażał się przeciwnik.
Nagle drzwi od pokoju otworzyły się z hukiem i coś przez nie wyleciało z nieludzkim wyciem.
Mu przeraził się nie na żarty, co się tam działo. Przez to rozproszenie uwagi, przeciwnikowi udało się dosięgnąć Barana, wysłać przez otwarte drzwi do pokoju i wkomponować w ścianę. Przy okazji Mu zahaczył Shuu, która spadła z łóżka, przez co puściła rękę Kyo...
Kiedy intruz w białym płaszczu, chciał wejść do pomieszczenia i wykonać zadanie, odbił się od ściany powietrza.
- Nie pozwolę – usłyszał kobiecy głos i zobaczył na wpół materialną postać.
Komentuj (41) 09.05.2006 :: 14:05
65.
Gdzieś w podświadomości.
Stało się coś dziwnego. Shuu poczuła, że coś złego dzieje się w świecie rzeczywistym i w tym samym momencie Kyo puścił jej rękę.
- Kyo!!! – krzyknęła.
Nie było odzewu. Została tu tylko ona i Atena. W ogarniającym wszystko półmroku poczuła się dziwnie samotna. Nie miała zielonego pojęcia, dokąd pójść by powrócić do rzeczywistości. Spojrzała na Atenę.
- Jesteś boginią, powinnaś teraz bez problemu się stąd wyrwać, bez obciążenia w postaci Saori – stwierdziła z nadzieją.
Atena zaprzeczyła wolno kręcąc głową.
- Niestety, nie mogę.
- Dlaczego?!
- Spójrz – powiedziała i zrobiła kilka kroków w jej stronę, ale rozbłysło czerwone światło i odrzuciło ją z powrotem. – Zaklęcie mi zabrania. Ktoś musiałby je złamać.
- Kyo by pewnie umiał – westchnąła ciężko Shuu, świadoma, że bez swojej czarnej księgi niewiele może zdziałać.
Nie mogła jednak siedzieć tutaj i czekać na pomoc. Pozbawiona jakiegokolwiek punktu orientacyjnego, pobiegła jednak przed siebie.
„Głupi ma szczęście” – pomyślała.
Kyo tymczasem, gdy tylko puścił rękę Shuu, wyleciał z jej ciała jak z procy. Unosił się teraz bezwładnie w pokoju. Widział podnoszącego się z podłogi Mu i podchodzącego do Shuu. Widział siebie w pozycji półleżącej na łóżku i dwie dziwnie znajome postacie. Zanim jednak zdołał się im przyjrzeć przeniknął przez sufit i został zniesiony w nieznanym kierunku przez wiatr. Nie mógł nic zrobić... właśnie dlatego mówił Shuu, żeby nie puszczała jego dłoni. Mogła zapaść w śpiączkę, a on... cóż nie był to zbyt spektakularny sposób na zejście z tego świata.
Gdzieś w świątyni.
Shura zrobił sobie mały spacerek po wzgórzach, wściekły, że znów przegrał z Dohko w scrable i że dziadek zarąbał mu połowę zapasów z piwniczki. Miał dziką ochotę się na kimś wyżyć.
Zauważył, że niedaleko stoi jakiś nieznany koleś w czerni.
„Idealnie” – pomyślał i jak na skrzydłach pobiegł w jego stronę.
Rozprawił się z nim raz dwa i przepołowił na koniec swoim Excaliburem, żeby trup wyglądał bardziej dramatycznie, ale żaden był to dla niego przeciwnik. Rozejrzał się i na przeciwległym wzgórzu również zauważył majaczącą, czarną postać.
- Trzeba było czytać, że na te wzgórza wstęp wzbroniony – rzucił na odchodnym do trupa i pognał w kierunku nowej ofiary.
W domu Barana.
- Znam cię – stwierdził intruz w białym płaszczu. – Ty jesteś Powietrzna Nemi. Niegdysiejsza uczennica Kyo. Właściwie pierwsza uczennica jaką dostał pod swoje skrzydła – tu uśmiechnął się złośliwie. – Pozostaje mi tylko ci współczuć.
Nemi nie odezwała się słowem. Postanowiła za wszelką cenę nie pozwolić, żeby Kyo coś się stało.
- Wiesz dobrze po co przyszedłem prawda? – zapytał.
- Zdaje się, żeby zabić Shuu a i Kyo pewnie też. Dlatego właśnie stoję na twojej drodze – powiedziała wciąż zasłaniając swoją, przeźroczystą osobą drzwi.
- Zadziwiające. Nadal go chronisz? – poczuła ironię w jego głosie. – Jakie to szlachetne, piękne i ze wszech miar godne podziwu, ale przede wszystkim GŁUPIE!
Nemi uśmiechnęła się do siebie, Segno powiedziałaby pewnie to samo. Jak dobrze, że tego nie widziała.
- Jak możesz chronić Kyo?! Przecież przez niego zginęłaś! Źle powiedziałem, ty przecież nie zginęłaś przez niego. Sam cię zabił swoim nieudanym eksperymentem!
- Nie chciał tego – powiedziała cicho i uśmiechnęła się smutno, a oczy zaszły jej łzami na to wspomnienie.
- Nie chciał?! Dobrze wiedział czym ryzykuje, a jednak się nie cofnął. Nemi zastanów się co robisz. Nie jesteś mu nic winna, odsuń się!
Starała nie dać się ponieść emocjom. I nagle dotarło do niej.
- Dlaczego tak bardzo się mną przejmujesz? – zrobiła delikatny ruch ręką i zawiał wiatr, który zerwał intruzowi z głowy kaptur.
Spojrzały na nią głębokie, granatowe oczy. Intruz odrzucił czarny warkocz na plecy.
- Zawsze się przejmowałem, a ty zawsze byłaś zaślepiona – powiedział.
Nemi patrzyła na niego zszokowana.
W pokoju Shuu.
Mu nie wiedział, co ma zrobić. Położył Shuu z powrotem na łóżku, ale nie odzyskiwała przytomności. Przez przypadek dotknął ręki Kyo. Była potwornie zimna. Czyżby? Sprawdził puls.
- Nie żyje – powiedział na głos, jakby nie wierzył we własne słowa.
Nemi usłyszała to. Odwróciła się i już chciała do niego lecieć, ale oplotły ją ramiona intruza.
- Zostaw.
- NIE!!!! – krzyknęła przerażająco i potężny podmuch wiatru odrzucił go daleko, tak że wyleciał z domu Barana, przebijając po drodze jedną ze ścian.
Nemi dopadła ciała Kyo i chwyciła go za rękę.
- Nie umieraj... – szepnęła przez łzy. – NIE UMIERAJ!!!
Unosząc się już daleko poza świątynią Kyo usłyszał jej głos.
„Nemi” – pomyślał. – „Zostaw mnie. Tak pewnie będzie lepiej.”
Mu usiadł na łóżku i położył sobie głowę Shuu na kolanach. Ona wciąż żyła, ale kto wie jak długo. Kyo w końcu mówił, że to dość niebezpieczne. Gładził ją po włosach.
- Shuu wróć do mnie – szepnął pochylając się nad nią.
Komentuj (20) 09.05.2006 :: 20:56
66.
W podświadomości.
Znów straciła rachubę czasu. Szła przed siebie wciąż na przód, ale zupełnie nie zdziwiłoby jej, gdyby nie ruszyła się z miejsca. Chociaż, tu nie było Ateny...
Źle się czuła. Nie wiedzieć dlaczego miała wrażenie, że znajduje się na jakimś wrzosowisku, gdzie powinien szaleć wiatr, ale tu panowała jedynie cisza. Przerażająca cisza. Shuu nigdy nie przepadała za tym. Brak dźwięków w naturalny sposób kojarzył jej się z brakiem życia. Powoli zaczynała widzieć w półmroku cienie... dziwne cienie, pojawiające się nagle w pewnej odległości od niej i równie nagle znikające. A wszystko działo się w zupełnej ciszy... najlżejszy szmer nie dochodził do jej uszu...
„To się nazywa chyba stan lękowy” – pomyślała Shuu.
Cienie zmieniły się. Im dalej szła tym bardziej zaczęły przypominać ludzi, a nie bezkształtną masę. W końcu rozpoznała w jednym z nich Mu. Podbiegła w jego kierunku, ale gdy stanęła przed nim i spróbowała dotknąć, okazało się, że to nie było nic materialnego. Jej dłoń przecięła ów cień jakby przechodziła przez powietrze. A jednak wydawało jej się, że Mu coś do niej mówi, chciał koniecznie wziąć ją za rękę, ale po prostu przepływał przez jej ciało.
Nagle Shuu poczuła lekki powiew na dłoni. Usłyszała cichy szmer, niezrozumiały, ale z każdą chwilą narastający. Powoli stawał się coraz bardziej wyraźny.
„... do mnie... wróć... Shuu... wróć...”
Czyżby to był głos Mu, dochodzący do niej z rzeczywistości?
Nagle szmer ustał, a dobiegł ją odgłos... kapiącej wody? Przyjrzała się stojącemu przed nią cieniowi. Trzymał się za głowę, a przez palce ciekło coś, co spadało na ziemię wydając ten odgłos, przełamujący co chwila ciszę.
- Krew... – Shuu pojęła.
Mu oberwał, tam w realnym świecie.
- Chce wrócić – szepnęła i próbowała dotknąć dłoni Barana. – CHCĘ WRÓCIĆ!!! – krzyknęła, a jej głos poniósł się po otwartej przestrzeni.
Poczuła dziwne drżenie terenu i nagle ziemia pękła, tak jak pęka szkło. Półmrok rozproszyło światło rażące w oczy. Shuu zorientowała się, że siedzi na podłodze, podtrzymywana przez kogoś i trzyma za rękę pochylonego nad nią... Mu.
- Wróciłaś – uśmiechnął się do niej.
Shuu rozejrzała się tuż za plecami Barana stał...
- O jasna cholera! A więc to jednak byłeś ty. Tak mi się te lodowe strzały wydały znajome.
- Witam Shuu – kiwnął jej głową czarnowłosy.
Spojrzała dalej, na łóżku leżał nieprzytomny Kyo, a nad nim pochylała się jakaś przeźroczysta, kobieca postać, która wydawała się unosić w powietrzu.
Nagle wszystko znikło i zamiast pokoju w domu Barana rozpoznała pomieszczenie, w którym obudziła się po nieudanym ataku na świątynie. Byli w Tybecie.
- Mu! – wrzasnęła. – Wracamy, ale już!
Zerwała się z podłogi i poczekała, aż on zrobi to samo. Mu wstał powoli i otarł ręką krew spływającą po twarzy. Shuu zauważyła teraz, że miał rozcięcie niemal przez całe czoło aż do łuku brwiowego (żadnych komentarzy na temat brwi -_-‘ bo zabije!!). Podeszła do niego, wciąż wpatrując się w ranę.
- Trzeba będzie to opatrzyć, ale musimy tam wrócić.
Mu przyciągnął ją do siebie, spojrzał prosto w oczy i powiedział.
- Ty już tam nie wrócisz.
Po tych słowach pocałował ją gwałtownie i znikł.
W domu Barana.
- Zejdź mi z drogi! – warknął czarnowłosy.
- Nie – odpowiedziała spokojnie Nemi, trzymając Kyo za rękę i wciąż modląc się w duchu (kurcze XD jak to dziwnie brzmi), żeby wrócił.
- ZEJDŹ!
- Zmuś mnie – uśmiechnęła się lekko. – Co mi możesz zrobić, już i tak nie żyję!
- Wiesz dlaczego stałaś się duchem powietrza i nie odeszłaś w zaświaty po śmierci? – zapytał nagle.
Nemi zwróciła głowę w jego kierunku.
- Pamiętasz co się wtedy stało? Pamiętasz chwilę swojej śmierci?
Jak mogłaby zapomnieć ten ból. Potworny, przenikający każdą komórkę ciała ból, a potem już nic. Ciemność. Bez tunelu i światła na końcu, bez myśli, że już nie żyje. Ciemność.... ciemność i panika. Pustka. Cisza. I tylko ona jedna. A potem poczuła powiew wiatru. Jakże była wdzięczna, że wyrwał ją z tego miejsca. Unosiła się, CZUŁA COŚ! W końcu otworzyła oczy i zobaczyła swoje ciało w ramionach Kyo. W pierwszej chwili nie poznała go, skąd te białe włosy, gdzie się podziała kasztanowa szopa?
Wiatr dziwnie wirował wokół Kyo i jej ciała. Nie wiedziała kiedy, ale sama wpadła w ten wir i zobaczyła coś dziwnego... widziała miliony malutkich stworzonek, tak jakby wiatr się z nich składał. Wtedy zrozumiała, ona stała się wiatrem.
Nemi otrząsnęła się z tych wspomnień.
Gdzieś daleko.
Kyo czuł zimno, paraliżujące zimno. I wciąż słyszał głos Nemi. Dlaczego? Przecież ona nie żyła od tak dawna.
„Nie umieraj” – powtarzała w kółko.
A potem zobaczył tę scenę, której z jednej strony wolałby nie pamiętać, a z drugiej nie pozwalał sobie o niej zapomnieć. Moment kiedy ciało jego uczennicy opadło bezwładnie na podłogę, a do niego dotarło wreszcie, że ten czar, żeby przedłużyć jemu życie, skrócił je Nemi.
„Nie umieraj!”
Szalona myśl przegalopowała przez umysł Kyo. Czyżby jednak nie umarła wtedy? Czyżby jakimś cudem żyła? Zapragnął żyć. Zobaczyć ją jeszcze raz.
W domu Barana.
- Nie odeszłaś, dzięki temu, że Kyo w tamtej chwili nie panował nad sobą. Dobrze wiesz, że jego najlepszą stroną było panowanie nad powietrzem. A potem nagle stracił tę umiejętność. Sam nie wiedział dlaczego.
- A ty wiedziałeś? – zdziwiła się Nemi.
Spojrzał na nią jakoś dziwnie i przez chwilę milczał.
- Nemi, ja ciebie nie jednokrotnie widziałem, jak krążyłaś wokół Kyo.
- I nic nie mu powiedziałeś? – Nemi poczuła się oszukana i wściekła.
Dlaczego nie zauważyła, że ktoś ją widzi? To mogłoby pomóc.
Dobrze jednak znała odpowiedź na to pytanie. Przecież nie zwracała uwagi na nikogo poza dwoma osobami.
Nagle do pokoju wrócił Mu.
- Starlight Extinction! – zaatakował niczego nie spodziewającego się przeciwnika, który znów rozwalił sobą jakąś ścianę.
Wciąż wypływająca z rany krew nadała jego twarzy drapieżny wygląd. Mu był wściekły i wcale tego nie krył.
Komentuj (19) 12.05.2006 :: 18:56
67.
- Nemi... – dał się słyszeć cichy głos Kyo.
Dziewczyna spojrzała na niego ze łzami w oczach.
- Kyo, żyjesz – uśmiechnęła się.
- Ty też!
Smutno pokręciła głową.
- Ja od dawna nie żyję – odpowiedziała nie patrząc mu w twarz.
„A jednak, umarłaś tamtego dnia” – pomyślał Kyo zaciskając pięści.
- Gdzie Shuu? - rozejrzał się po pokoju, ale napotkał jedynie wściekły wzrok Mu.
- Wszystko z nią w porządku, ale nie dzięki tobie – stwierdził zimno.
- Gdzie ona jest?
- Daleko. Zabierz go! – warknął do Nemi.
Skinęła głową i uniosła, próbującego dojść do siebie Kyo.
- Nigdzie nie idę! – oponował.
- Nie idziesz, lecisz – stwierdziła Nemi.
Po chwili w domu Barana został już tylko Mu. Nie minęła jednak minuta, gdy powrócił przez zrobione przez siebie dziury w ścianach facet w białym płaszczu.
- To nie było zbyt rycerskie, zaatakować od tyłu.
- A co powiesz o atakowaniu, kogoś kto próbuje w danej chwili ratować kogoś innego? – zapytał Mu i dotknął rany na czole.
- Zdążyłeś się uchylić.
- A ty nie – uśmiechnął się ironicznie Mu. – Ale to już nie moja wina.
Intruz rzucił okiem na miejsce, w którym przed chwilą jeszcze leżał Kyo, a nad nim unosiła się Nemi. Nie było ich tam.
„Jak długo jeszcze masz zamiar go chronić?!” – pomyślał wściekły. – „Nawet teraz, gdy wiąże cię przysięga. Głupia!”
- Starlight Extinction! – Mu zaatakował ponownie.
Przybysz tym razem zrobił szybki unik.
Stanęli po przeciwnych stronach pokoju. Intruz wbił wzrok w oczy Mu. Baran ze zdziwieniem zdał sobie sprawę, że o sekundę za długo spoglądał w oczy przeciwnika. Zmieniły kolor albo tak to tylko wyglądało. Naprawdę źrenice rozszerzyły się tak dalece, że tęczówek prawie nie było widać. Mu nie mógł się ruszyć, ten wzrok paraliżował.
Baran zaklął w myśli, że znów przez nieuwagę wpakował się w spore kłopoty.
Tymczasem przed siedzibą Ateny.
Walka rozgorzała na dobre.
Jednak w pewnej chwili do wszystkich dobiegł przeraźliwy ni to pisk ni krzyk, który wydawał się dobiegać z domu Barana, ale potem przemieszczać, aż równie nagle jak się pojawił, znikł.
- Co to niby było? – zdziwił się Deathmask, spoglądając w kierunku domu Mu i omal nie spadając w właśnie pojawiającą się przed nim przepaść.
- Nie mam pojęcia - stwierdził Saga atakując Shamę.
- Chyba nikt nie ma – sprecyzował Shaka XD
Kiedy Ajax udało się uciec przed „krzyżowym ogniem” w jaki niemal złapali ja Milo z Camusem, spojrzała na swój podręczny komputerek.
- Ateny nie ma w świątyni – stwierdziła głośno zupełnie zdziwiona.
Wszyscy zaprzestali walki, jakby na komendę.
- Co znaczy nie ma w świątyni? – warknął Shama.
- It means that she is not here – zauważyła trafnie Miri.
Shama spojrzał na nią groźnie i mała cofnęła się odruchowo.
- Co znaczy, że nie mam jej w świątyni?!
- Była tu, ale już jej nie ma! Shama po jakiemu mam ci to powiedzieć, żeby dotarło?
- Maybe Japanese?
- Od kiedy jej nie ma? – dopytywał się.
- Skąd mam wiedzieć, wyobraź sobie, że nie bardzo mogłam cały czas kontrolować obraz na monitorze.
- Szkoda – stwierdził, a ziemia pod jego nogami rozstąpiła się, Shama wpadł w szczelinę, po czym ziemia powróciła na swoje pierwotne miejsce.
- Niezła sztuczka – stwierdził Deathmask z podziwem.
- Nie gorsze od „moja zbroja mnie nie kocha”, tragedia Rycerza Raka w jednym akcie – powiedział ironicznie Saga.
Maska Śmierci poczuł, że stara trauma znów powraca.
- Skoro Ateny nie ma – odezwała się Ajax donośnie – To nic tu po nas. Do widzenia.
Ukłoniła się zebranym, biorąc Miri pod pachę, a nieprzytomnego Vana trzymając za szmaty, uniosła się w powietrze i odleciała, zostawiając Goldów w głębokiej konsternacji.
- Dobra... a to co miało znaczyć? – zgłupiał Milo. – Chyba nie skończyliśmy walczyć?!
- To chyba ma oznaczać koniec rundy pierwszej – podsumował Shion. – Pewnie jeszcze wrócą.
- Zaiste – mruknął Shaka.
Reszta spojrzała na niego z pode łba.
- Nie to, żeby miał coś przeciwko, ale zbytnio się nie zmęczyłeś – zauważył Camus.
- Siema ludzie!!! – na pobojowisko wpadł Shura cały zadowolony.
- Zastanawiam się czy na swój pogrzeb też się spóźnisz... – Shion spojrzał na Koziorożca z nieukrywanym zdegustowaniem.
- Wow! Co tu się działo? – Shura rozejrzał się.
Cały dziedziniec budynku był... a raczej go nie było. Walał się w częściach pierwszych. Koziorożec nie musiał wchodzić do środka, żeby widzieć, że w kilku miejscach sufit runął. Nie wspominając o popękanych lub totalnie zniszczonych kolumnach.
- Jakaś impreza? BEZE MNIE?
- Trzepnij się w ten głupi łeb – walnął go Rak.
- I czemu wszyscy jesteście w zbrojach?
Shura przyjrzał się im. Większość miała zarysowane zbroje w kilku miejscach. Deathmask miał jeszcze kilka małych zadrapań na ramieniu, ale najgorzej wyglądał Saga. Mniej więcej tak, jakby kilka razy zarył w ścianę.
- Walczyliście?
- Brawo! – mruknął Milo.
- Ta lotność umysłu – wtórował mu Saga.
- Zadziwiające, że jeszcze nie zostaleś politykiem – stwierdził Deathmask.
Shura spalił cegłę.
- Odwalcie się. Lepiej powiedzcie co tu się działo?
- A co miało się dziać. Sparing – stwierdził Shion. – Nie możemy się opierdalać. Trzeba kiedyś ćwiczyć.
Reszta wybuchła śmiechem.
- Dobra ekipa, ja myślę, że trzeba dzisiaj to oblać – zaproponował Milo.
- Co chcesz oblewać? – zdziwił się Camus.
- To, że Ateny, jak powiedziała dama w oczojebnym, nie ma! – nagle uśmiech na twarzy Skorpiona znikł. – Vedzia! – ryknął i pobiegł w miejsce, gdzie ją ostatnio widział.
Za nim pognał Camus.
- A tym co? – zdziwił się Shura.
- Nie wiem – podrapał się w czuprynę Rak. – Może polecieli po chlanie. Choć jak żyję o alkoholu o nazwie Vedzia nie słyszałem.
W domu Barana.
Intruz zrobił z Mu kostkę lodu. Baran wściekał się na siebie, że nigdy nie chciało mu się z Wodnikiem ćwiczyć, może teraz wiedziałby jak rozsadzić ten lód, którym go przeciwnik otoczył. Robiło się coraz zimniej. Próbował już teleportacji, ale bez rezultatu. Może udało by się, gdyby najpierw nie stracił trochę krwi.
Po tym jak intruzowi udało się go sparaliżować, nieźle się powyżywał, a w końcu zrobił z niego kostkę lodu.
Poczuł, że zaczyna tracić przytomność. Przeciwnik stał przed nim lekko uśmiechając się, jakby czekał na koniec...
Nie może przecież teraz umrzeć! Atena wciąż siedziała w Shuu, a ktoś musi zająć się tym kolorowowłosym stworem, bo wciąż ładuje się w kłopoty.
Jeszcze chwila, a udusi się tutaj. Widział przed sobą ostatnią błysk nadziei... musi się skoncentrować...
Wyglądało to jak mała eksplozja. Lód i Złota Zbroja Barana (w częściach pierwszych) poleciały we wszystkie kierunki, odrzucając również stojącego obok intruza. Mu upadł na podłogę nieprzytomny.
Po chwili w domu Barana pojawił się Shion.
- Mu co ty odstawiasz?
Przybysz w białym płaszczu, gdy zobaczył Shiona, wolał się ulotnić.
Komentuj (40) 13.05.2006 :: 18:51
68.
Gdzieś nad Atenami.
Nemi unosiła się nad miastem zastanawiając, gdzie mogłaby ukryć Kyo, do czasu gdy ten dojdzie do siebie. W końcu zauważyła nie rzucającą się w oczy, rozpadającą się szopę, gdzieś na skraju Aten. Poleciała więc w obranym kierunku.
Kyo ani na chwilę nie przestał wpatrywać się w jej twarz.
- Nemi, skoro nie żyjesz, dlaczego mogę cię zobaczyć? – wyszeptał w końcu, gdy dziewczyna położyła go na podłodze we wspomnianej szopie.
- Jestem duchem – powiedziała patrząc gdzieś w bok. – Duchem powietrza.
- Powietrza? – Kyo uniósł się na łokciu.
Nemi tylko kiwnęła głową. Machnęła ręką i wiatr zaczął krążyć wokół niej, a gdy tylko opuściła dłoń, powietrze uspokoiło się.
- Sam ze mnie stworzyłeś ducha – spojrzała mu w oczy smutno.
- JA? – krzyknął zszokowany. – Niby jak?
Wzruszyła ramionami.
- Wiem tylko, że umarłam, że znalazłam się po tamtej stronie, ale wiatr przywiał mnie z powrotem.
Kyo leżał przez chwilę i wpatrywał się w nią intensywnie.
- Muszę już lecieć – powiedziała w końcu Nemi.
- Zostań.
- Nie mogę. Już i tak złamałam przysięgę pomagając tobie i sprzeciwiając się woli Imperium.
- Nemi... ty byłaś ze mną potem, prawda?
Znieruchomiała.
- Po twojej śmierci, wciąż wydawało mi się, że jesteś ze mną. Myślałem, że to moja wyobraźnia, że powoli szaleństwo mnie ogarnia, ale to byłaś ty... aż do chwili, gdy pojawiła się Shuu.
- Tak – szepnęła Nemi odwrócona do niego plecami. – I wtedy odeszłam.
Powiedziawszy to znikła.
- Nemi!!! – krzyknął za nią Kyo. – Zaczekaj! NEMI!
W Tybecie.
Shuu najpierw wkurzała się i rzucała wszystkim, co znalazło się w jej zasięgu. W końcu trochę sobie ulżywszy, zostawiła w pokoju pobojowisko i zeszła do piwnicy.
W sali przerobionej na świetlicę siedziało kilka świstaków i oglądało 2469 odcinek „Mody na sukces” (XD).
- Shuu! – wydarł się jeden z nich, gdy tylko tam weszła.
Wszystkie świstaki olały odcinek telenoweli i obskoczyły Iluzoryczną.
- Kiedy przyjechałaś?
- Na jak długo?
- Gdzie Mu?
- Też przyjedzie?
- Chcesz czekoladkę?
- Dawać czekoladę!!! Jestem w bardzo złym humorze – warknęła Shuu. – I gdzie jest Zenek?
- To ty nie wiesz? – zdziwił się świstak zwany Żą Pierem (XD z pozdrowieniami dla S.)
- Co mam wiedzieć?
- Zenek dał dyla!
- Z niego to kawał chama jest!
- Właśnie!
- Co znaczy dał dyla? – Shuu zaciekawiła się.
- Żona Zenka rodziła, to wiesz? – zapytał Żą Pier i kontynuował, gdy Iluzoryczna kiwnęła potakująco. – Wrócił więc do domu, ale kiedy się okazało, że urodziły mu się znowu same baby, spakował manatki i wyszedł z domu. Od tego czasu nikt go nie widział.
- A żona go próbuje znaleźć, co by alimenty bulił, ale jak kamień w wodę.
- No ładnie... – podsumowała Shuu. – To teraz dawać mi czekoladę...
Potem uwaliła się ze świstakami w świetlicy, próbując odpędzić od siebie złe przeczucia.
W domu Barana.
- Coś ty zrobił idioto!!! – wydarł się Shion do próbującego się podnieść Mu.
- Uwolniłem się z bryły lodu – odparł, przytrzymując się ściany.
- Nie o to mi chodzi! PATRZ kretynie! Zbroję Barana rozwaliłeś! – Shion nie mógł odżałować tego.
- Sory mistrzu... tak wyszło... – opowiedział Mu mdlejąc i wpadając wprost w ręcę Shiona.
- Ładnie się urządziłeś – westchnął i znikli obaj.
W nieokreślonym miejscu.
- Panie, połączenie z Hadesem – odezwał się głos w komputerze.
Imperator czym prędzej pognał przed ekran, na którym właśnie pojawiła się przystojna twarz boga podziemi.
- Witam Imperatorze – lekko pochylił głowę. – Chciałem powiedzieć, że właściwie, nie musicie już zabijać Ateny.
- Jak to? – Feniu udawał zdziwienie.
- Udało nam się, za naprawdę nie wielką cenę, załatwić z Lucyferem ugodę. Od teraz ma nie napadać na nasze tereny, o ile wspomożemy go w pewnej misji.
- Rozumiem. Pozostaje mi tylko pogratulować – uśmiechnął się uprzejmie Feniu.
- Chciałbym jednak podziękować za okazaną pomoc. Chociaż widzę macie tam pewne problemy kadrowe.
Imperator zmrużył oczy wyczuwając ironię.
- Tym nie musisz sobie drogi Hadesie zawracać głowy – odpowiedział i rozłączył się.
Gdyby tego nie zrobił, jeszcze gotów byłby się wygadał, że ta ugoda z Lucyferem, powstała jedynie dzięki odpowiednim naciskom ze strony Imperium. Lepiej jednak, żeby Hades o tym nie wiedział.
Komentuj (25) 14.05.2006 :: 10:48
69.
Gdzieś w polskim lesie.
- Tak ogólnie to mamy przejebane – westchnęła lekko wstawiona Silene.
Vedzia spojrzała tylko na nią zamglonymi oczami. Wampirzyca pomyślała, że dla biednej, nieprzyzwyczajonej Różowej, to było trochę za dużo. Kontynuowała swój wywód.
- Ja mam przejebane, bo przecież trzy dni już minęły i oficjalnie jestem zdrajcą. Chuj z tym, że miałam amnezje. Kurna, co za debil powymyślał te prawa wszystkie, jakiś kur** niedorozwój.
Vedzia glebnęła się na plecy i wpatrywała w ciemniejące niebo.
- Znajdą nas, zabiją... co za popieprzone życie.... po życiu.
- Do Aten też nie wrócimy – stwierdziła przygnębiona Vedzia, zastanawiając się, gdzie na niebie powinna szukać gwiazdozbioru Skorpiona.
- ZARAZ! – Silene oświeciło. – W Atenach Camus zamknął Hyo w lodówce, tfu kostce lodu. Jakby go tak odmrozić... przecież on zrobi dla mnie wszystko.
Vedzia spojrzała na nią, nie za bardzo łapiąc o co chodzi.
- Dawaj ptaka, lecimy z powrotem.
- Ptaka? – Różowa spojrzała na Sil z przerażeniem.
- No tego, na którym leciałyśmy.
Vedzia zrozumiała wreszcie, że chodzi o Ptaka Grzmotu i przyzwała Bestię. Sil wskoczyła na stworzenie, ale Różowa miała opory.
- Przecież nie możemy wrócić – upierała się. – Ja nie chce tam wracać!
- Marudzisz – stwierdziła wampirzyca i wciągnęła ją na grzbiet Bestii siłą.
W Tybecie.
Kiedy Shion z Mu pojawili się w domu, Shuu od razu to wyczuła. W końcu Atena została w niej jeszcze. Zerwała się ze swojego miejsca i popędziła do góry, po schodach (-_-‘). Wpadła do pokoju Mu z myślą ochrzanienia go na czym świat stoi, ale stanęła w wejściu zszokowana, widząc jak Shion ładuje do łóżka nieprzytomnego byłego ucznia.
- Jak... skąd... czemu? – wyjąkała.
- Tak myślałem, że odstawił cię tutaj – stwierdził Shion odwracając się w jej stronę. – Oberwało mu się jak widzisz.
- To nie lepiej do szpitala go zabrać? Powinni mu zszyć tę ranę na czole, bo jeszcze zostanie brzydka blizna.
- Widzisz go leżącego spokojnie w szpitalu?
Shuu pokręciła przecząco głową.
- No właśnie, ja też nie. Zresztą nie jest tak ciężko ranny. Gorzej ma się zbroja... – westchnął Shion.
- Bardziej martwisz się o tę puszkę, niż Mu?!
- Mu z tego wyjdzie, a „puszkę” trzeba zbierać po całym domu Barana.
- Ożesz fak... To nie ładnie.
- Gorzej. ROZWALIŁ ZBROJĘ!!! ZŁOTĄ ZBROJĘ!!! CZY TY TO ROZUMIESZ?
- Nooo... Zdolny jest, nie?
- Nie ma już 12 złotych zbroi tylko 11!!! To się kurwa w głowie nie mieści.
- Shion spokojnie... – próbowała go uspokoić Shuu.
- Nie mogę być spokojny!!! Muszę się upić!!!
- A czy jako trup możesz się upić?
Gdyby wzrok Shiona mógł zabijać, Shuu w tej chwili padła by trupem.
- Musiałaś mi o tym przypominać?
- Sorki ^^”.... słuchaj, to może idź pozbieraj zbroję... przynajmniej zajmiesz się czymś.
- Taaaa, stary, dobry Shion pójdzie posprzątać... – warknął i znikł.
Shuu westchnęła z ulgą. Potem podeszła do łóżka. Może faktycznie Mu nie miał ran zagrażających bezpośrednio życiu, ale za dobrze to nie wyglądał.
„Przyłóż mu dłonie do czoła” – usłyszała wewnątrz siebie.
- O kurwa... słyszę głosy – zwątpiła Shuu.
„To ja Atena. Przyłóż mu dłonie do czoła, to go wyleczymy.”
Shuu kiwnęła do siebie głową i zrobiła, tak jak głos jej kazał. Poczuła przepływającą przez siebie dziwną energię i już po chwili rana na czole zaczęła się goić.
- Nie no bajer. Atenko moja, jesteś świetna apteczka pierwszej pomocy.
Gdzieś na schodach w świątyni Ateny.
Camus z Milo obalali jedną butelkę po drugiej. W miejscu, gdzie zostawili Silene i Vedzie nie znaleźli już ich i coś im podpowiadało, że odeszły, żeby już więcej do nich nie wrócić.
- A mówiłem, żeby mi więcej nie uciekała! – wkurzał się pijany Milo.
- Właśnie dlatego nie chciałem, żeby odzyskała pamięć – westchnął ciężko, dość mocno wstawiony Camus.
- A wiesz co jest najgorsze?
- Co?
- Że już nawet nie możemy pić normalnie, bo tylko o nich gadamy.
- Fakt.
- Nawet na śpiewanie nie mam ochoty.
- „Nie płacz kiedy odjadę...” – zaintonował łamiącym się głosem Camus.
- Zamknij się – rzucił w niego pustą butelką Skorpion.
- „How will I ever go on without you there is no place to belong” – zmienił utwór Camus.
Milo spojrzał na niego z pode łba, ale w końcu też się przyłączył. I razem fałszując, wydzierali się w niebogłosy, mając totalnie gdzieś, że noc już zdążyła zapaść.
„Well someday love is gonna lead you back to me
But 'til it does I'll have an empty heart
So I'll just have to believe
Somewhere out there you thinking of me
Until the day I'll let you go
Until we say our next hello
It's not goodbye”*
Skończywszy w połowie refrenu padli, uwalili się na schodach i tak zasnęli.
W podziemiach domu Bliźniąt.
- No wreszcie – westchnął z ulgą Saga. – Myślałem, że już się nie zamkną.
- Słychać ich we wszystkich domach chyba – stwierdził Deathmask.
- No jak tam Shakuś, już zainstalowałeś? – dopytywał się Saga.
- Z łaski swojej, nie mów do mnie Shakuś.
- Dobra Shakuś – uśmiechnął się złośliwie Rak.
- Już, gotowe – oznajmił po chwili Panna. – Teraz powinniśmy zobaczyć, gdzie na świecie znajduje się ten cały Shama.
- I naprawdę myślisz, że nie zauważy tej małej sondy? – zainteresował się Deathmask.
- Nie wydaje mi się – odpowiedział. – Jest naprawdę mała. Pytanie czy dobrze ją tam podrzuciłeś Saga.
- Pf – prychnął Bliźniak. – Lepiej dawaj obraz na ekran.
* ta piosenka to "It's not goodbye" Laury Pausini zdaje sie :P
XD hip hip hura :p Już 70 odc XD i to chyba ostatni na jakiś czas :P
Komentuj (29) 17.05.2006 :: 23:46
70.
W Tybecie.
Shuu straciła dość dużo czasu i energii, przykładając ręce do głębszych ran na ciele Mu. W końcu, poczuła się tak śpiąca, że nie zwracając na nic uwagi, położyła się przy nim kładąc głowę na jego klatce piersiowej. Było trochę niewygodnie, ale ledwo zdążyła się ułożyć już zasnęła.
Nawiedził ja dziwny sen. Jakby wspomnienie z bardzo odległej przeszłości. Jeden z takich snów, który bardzo, ale to bardzo pragnie się zapamiętać, a oprócz kilku widoków, słów i tego niepowtarzalnego uczucia, zapomina się wszystko. Chociaż, czy aby na pewno zapomina? Może w rzeczywistości sen ten chowa się w naszej podświadomości, głęboko, by na zawsze pozostać i przypomnieć się w najmniej oczekiwanej chwili.
Śnił jej się mężczyzna, którego twarz była obca, ale mimo to wydawał się taki znajomy. Nawiedziło ją dziwne wrażenie, że zna go dłużej niż żyje... tylko tyle zdołała zapamiętać. Dziwnego mężczyznę i górskie widoki, towarzyszące jej przez cały sen.
Obudziła się zziębnięta. Noce w Tybecie do ciepłych nie należą, a Shuu spała niczym nie przykryta. Kichnęła kilka razy i rozejrzała się w poszukiwaniu jakiegoś kocyka. Zamiast tego jej oczom ukazał się Shion siedzący na fotelu i patrzący na nią.
- Wyspało się dziecko?
Shuu zdziwiona jego obecnością, od razu zeskoczyła z łóżka.
- Widzę, że jak mnie nie ma to się do chorego dobierasz – stwierdził.
- Shion! W którym miejscu się dobieram?! – oburzyła się, trzęsąc się z zimna.
Shion w odpowiedzi jedynie prychnął i rzucił jej płaszczyk, którym sam był okryty.
- Mam do ciebie biznes – powiedział nie owijając w bawełnę.
Shuu spojrzała na niego pytająco. Podszedł do niej, położył rękę na ramieniu i już byli w pokoju obok.
- Dostanę choroby lokomocyjnej przez was – stwierdziła Iluzoryczna, której od tych teleportacji powoli robiło się niedobrze.
- Patrz! – Shion wskazał kupę metalu na podłodze.
- Złoto? – oczka Shuu zaświeciły się, ale od razu oberwała przez łeb.
- Trochę szacunku, to nie byle złoto, to pozostałości po Złotej Zbroi!
- Czego chcesz ode mnie? Mam to opylić?
- ZWARIOWAŁAŚ?!
- No to, o co chodzi?
Shion stanął dokładnie naprzeciwko Shuu.
- Potrzebuję krwi, żeby naprawić to co Mu udało się rozwalić.
- Aha... i oczekujesz, że ja ci tak po prostu oddam?
- Czemu nie?
- Zapytam z ciekawości, bo mam dziwne wrażenie, że odpowiedź mnie nie usatysfakcjonuje, ile potrzebujesz krwi?
Shion zrobił dłuższą pauzę.
- Żeby naprawić zbroję, potrzeba połowy krwi dorosłego człowieka – odpowiedział w końcu.
- To daj swoją!
- Jak myślisz czy krew umarłego na coś się zda przy ożywianiu?
- No, raczej... niezbyt – westchnęła Shuu. – Ale jak ja ci oddam połowę, to mnie już możesz grób kopać.
Nastąpiła chwila ciszy. Iluzoryczna spojrzała podejrzliwie na Shiona.
- A może o to właśnie ci chodzi – już cofnęła się nieznacznie w kierunku drzwi.
- Niekoniecznie... Zależy mi tylko na tym, żeby zbroję naprawić. Pomyśl Shuu. Widziałaś jak Mu urządzili twoi kumple z Imperium.
- Nie nazwałabym ich w tych okolicznościach kumplami – wpadła mu w słowo.
- Tym niemniej są dość niebezpieczni. Mnie to nie za bardzo dotyczy, bo jestem trupem, ale Mu może... Chcesz się okazać niewdzięczna? Za to co dla ciebie zrobił?
- Może się mylę, ale właśnie działasz mi na psychę – warknęła Shuu.
Mruknęła pod nosem pare niezrozumiałych słów i na jej lewej ręce pojawiło się kilka ran, jakby wykonanych przez nóż. Krew zaczęła z nich wypływać obficie i skapywać wprost na Złotą Zbroję, a raczej jej pozostałości.
- Tylko wiesz – powiedziała patrząc Shionowi w oczy. – Nie sądzę, żeby Shuu w wersji martwej ucieszyła Mu za bardzo.
Mu ocknął się i powiódł wzrokiem po pokoju. Był w Tybecie, w domu. Shion pewnie go tu sprowadził. Nie wiedział ile spał i co za akcje go ominęły...
- Shuu... – usta same wymówiły to imię.
Zrzucił z siebie koc i słaniając się na nogach poszedł w kierunku drzwi. Przytrzymując się ścian, udało się Mu dojść do pokoju Shuu. Stanął w wejściu i oparł się ciężko o framugę.
Na środku pokoju stała Złota Zbroja Barana, lśniąca, błyszcząca, jakby wcale nie została zniszczona. Powiódł wzrokiem po pomieszczeniu i zobaczył siedzącą na krześle Shuu, opierającą głowę o stół.
Podszedł do niej.
- Shuu?
Nie było odpowiedzi.
Powiódł dłonią po jej włosach i uniósł głowę do góry. Wyglądała jakby spała. Wtedy dopiero rzucił mu się w oczy zakrwawiony bandaż na lewym przedramieniu.
- Shuu – szepnął czując jak wzbiera w nim rozpacz.
Opadł przed nią na kolana, wpatrywał się w twarz Iluzorycznej szukając najdelikatniejszego drgnięcia mięśni. W końcu przyciągnął ją do siebie i przytulił, tak mocno jak tylko potrafił.
- Shuu, coś ty zrobiła...
...kofane mordki moje *^^* notki będą się pojawiać raz na jakiś czas, nie tak często jak to zwykło być :P Nie histeryzować proszę, jeszcze nie skończę :P mam kilka wątków do wprowadzenia :)
Komentuj (15) 19.05.2006 :: 22:28
71.
Niedaleko świątyni Ateny.
- No i powiedz mi, po co tu przyleciałyśmy? – zapytała Vedzia rozglądając się niespokojnie.
- Mówiłam – odpowiedziała Silene, zeskakując z Ptaka Gromu.
- Ale...
- Oj, Vedzia nie marudź. Zostań tutaj i jakby ktoś szedł, daj znać.
- W jaki sposób mam ci niby dać znać?
- Hm... nie wiem, choćby zacznij piszczeć. Na pewno usłyszę – odpowiedziała Silene i odeszła w kierunku miejsce, gdzie Camus zamienił Hyogę w kostkę lodu.
Vedzia została sama na skale. Dobry punkt widokowy, trzeba było przyznać, ale czuła się źle. Potwornie samotnie. Wiatr szarpiący jej włosy wydawał się jeszcze potęgować to uczucie.
Zapatrzyła się w czubek własnego glana, myślami powracając do niedawno minionych chwil szczęścia. Dlaczego akurat on jest rycerzem Ateny? Ze wszystkich przystojniaków jakich w życiu spotkała, dlaczego akurat on?! Chociaż z drugiej strony, nie pamiętała, żeby na któregoś, poza Milo, kiedyś wpadła...
„Nie masz dokąd pójść” – wydawało jej się, że usłyszała cichy szept.
Ale w pobliżu nie było nikogo.
„Nie masz dokąd wrócić. Nikt już na ciebie nigdzie nie czeka. Jesteś zdrajczynią. Pozostaje ci tylko ucieczka... wieczna ucieczka. Taki sama sobie wybrałaś los.”
Skąd brały się słowa tak boleśnie raniące?
„Nigdzie nie będziesz mogła zaznać spokoju. Wszędzie cię mogą znaleźć.”
Vedzia poczuła, że po policzkach spływają jej łzy. Wiatr wydawał się być bezlitosny dla jej drobnego ciała. Usiadła więc na ziemi i objęła ramionami kolana.
„Nie chcesz takiego losu, prawda?”
Vedzia sama nie wiedziała dlaczego, ale potrząsnęła przecząco głową. Czuła się dziwnie senna. Powoli jej ciało drętwiało, chciała zasnąć i nic poza tym nie miało dla niej w tej chwili znaczenia. Wiatr przewrócił jej uśpione ciało na bok. Ostatnie co zarejestrowała to delikatna mgiełka unosząca się nad ziemią.
Kiedy Vedzia już zasnęła mgła uniosła się wyżej i przekształciła w Segno. Stanęła nad ciałem Różowej ze smutną miną. Oto kolejne zadanie, które wcale jej się nie podobało, ale słowa przysięgi piekły jej niematerialne ciało. Pochyliła się nad Vedzią...
- Przepraszam – szepnęła ledwo dosłyszalnie.
- Długo będziesz się jeszcze cackać? – odezwał się nagle ostry, przenikliwy głos.
Segno nie musiała się oglądać, żeby wiedzieć, że stał za nią Shama. Czuła ten wiecznie towarzysząc mu chłód, który zawsze napawał ją niepokojem.
- Nie... – odpowiedziała zimno, prostując się i powoli, z godnością, obracając w jego stronę. – Ale skoro już się tu pojawiłeś to możesz sobie ją sam wziąć.
Złapał ją za rękę.
- A ty dokąd?
- Nie jestem już potrzebna – odpowiedziała, jak ogień unikając spojrzenia jego strasznych, czarnych oczu.
Zawsze, gdy na nią patrzył pojawiały się te szalone, zielone płomienie. Nienawidziła tego. Ale przede wszystkim nienawidziła Shamy, za to co jej zrobił. I to nie przez przypadek, tylko całkowicie świadomie i złośliwie.
- Segno!
Ale ręka dziewczyny prześliznęła się przez jego palce i w postaci mgły znów opadła na ziemię. Chociaż taką satysfakcję mogła osiągnąć w zamian za to, co jej zrobił.
Shama został sam na skale, zaciskając pięść aż do bólu. Zielone ogniki w czarnych oczach tańczyły złowrogo, a wiatr bawił się jego poszarpanym płaszczem.
W końcu podszedł do ciała Vedzi i razem z nią zapadł się pod ziemię.
W domu Bliźniąt.
- Powiem ci, że do dupy ten twój sprzęt – stwierdził ziewając Deathmask.
- Coś się nie zgadza. Powinien być jakikolwiek odczyt – upierał się Shaka.
- Litości. Mówisz mi to już po raz chyba setny i nic.
Panna zaklął pod nosem, na co Rak odpowiedział przeciągłym gwizdem.
- Ładnie Shakuś, nie wiedziałem, że masz tak bogaty słownik.
- NIE MÓW DO MNIE SHAKUŚ – nie wytrzymał wreszcie długowłosy i włączył capsa. (XD)
Nagle wejście w suficie otworzyło się i po schodach zszedł Saga w spodniach od piżamy (tylko XD) i ze szczoteczką do zębów w ustach.
- I jak tam? – zapytał.
- Podsumuję to tak: D_U_P_A – ziewnął znów Rak.
- Eh... – westchnął Saga. – To już drugi dzień próbujesz złapać sygnał, wiesz Shakuś?
Panna milczał coś tam stukając na klawiaturze.
- Mam! – powiedział po chwili ciszy.
Saga i Deathmask rzucili się do monitora.
- Gdzie? – zapytali równocześnie.
- O znikł – stwierdził zaskoczony Shaka.
- Wiesz co? Mam dość twojego szmelcowatego sprzętu. Wychodzę. Siedzenie po nocy w piwnicy nie służy moim kościom.
Rak wyciągnął się, że aż mu w stawach zatrzeszczało i wyszedł.
- Wiesz co jest dziwne? Sygnał pojawił się niedaleko nas – powiedział Shaka.
- Super...
- Ty chyba nie rozumiesz.
- Że co? Że sonda nawala, albo ma coś nie tak z zasięgiem, czy to, że twój cudowny sprzęt jest oględnie mówiąc o kant dupy...
- Nie! – przerwał Shaka. – Ten cały Shama, on znikł zapadając się pod ziemię... więc może, sygnał sondy nie może do nas dotrzeć, gdy on siedzi w tej swojej ziemi!
- Cholerny kret! Trzeba było posłać sondę komu innemu. Włącz mi Heroesów – uśmiechnął się wdzięcznie Bliźniak zmieniając temat.
- Co?!
- No włącz, nie bądź żyła *^^*
Komentuj (25) 25.05.2006 :: 21:26
72.
Gdzieś niedaleko świątyni Ateny.
Silene próbowała znaleźć sposób na uwolnienie Hyogi z jego lodowego więzienia, ale wydawało się, że nic nie jest wstanie zniszczyć dzieła Camusa. Wampirzyca dała za wygraną gdy słońce dochodziło do zenitu. Wtedy też przypomniała sobie o:
- Vedzia... – szepnęła do siebie i poszła zobaczyć, co też się dzieje z jej towarzyszką niedoli.
Jakież było jej z dziwienie, kiedy nie znalazła Różowej w miejscy gdzie się rozstały. Już chciała zawołać ją po imieniu, może poszła się przejść z nudów, właściwie trudno się dziwić... ale ostatecznie wampirzyca zaniechała tego zamiaru. W końcu jest na terenie wroga, ktoś mógłby jeszcze usłyszeć...
- Gdzie ta Vedzia mogła pójść... – zastanawiała się na głos Silene, opierając o jedną ze skał.
Różowa nie była przecież osobą, która tak po prostu gdzieś sobie poszłaby... chociaż... Wampirzycy przebiegło przez myśl, że może zaginiona udała się w okolice domu Skorpiona z nadzieją ujrzenia Milo, choćby z daleka. Stwierdziwszy, że to jedyne rozsądne wyjaśnienie, poszła z powrotem do Hyogi zamkniętego w bryle lodu.
Kiedy dotarła do tego miejsca, schowanego w cieniu wielkiego głazu, spojrzała na lód zniechęcona.
- Gdyby pani Majris tu była, na pewno znalazłaby sposób na zniszczenie... – nie dokończyła myśli, gdyż zaatakował ją potwornie silny ból głowy.
Musiała usiąść, ledwo trzymała się na nogach. Oparła czoło o zimny głaz i z zaciśniętymi oczami starała się przetrwać ten atak. W końcu poczuła, że trochę zelżał. Nie wiedziała ile czasu minęło, ale czuła się wyczerpana. Odwróciła się i oparła plecami o wielki kamień. Jej wzrok opadł na poszarpaną, a w kilku miejscach poważnie podartą suknię. Westchnęła ciężko.
„Co by pani Majris powiedziała na tak niechlujnie ubraną uczennicę...” – ból znów powrócił.
Silene zrozumiała. Imię jej mistrzyni wywołało ten ból. Ale dlaczego? Tego nie potrafiła zrozumieć.
Ból nasilał się i wampirzyca skupiła wszystkie swoje siły na tym, by nie stracić przytomności.
Baza Imperialistów. Ten sam odrapany budynek w Grecji, co poprzednio xD
Miri i Ajax siedziały w pokoju, gdzie zainstalowano cały sprzęt komputerowy. Mała grała w jakąś grę z cyklu „zabij wszystko co się rusza”, a oczojebnie ubrana siedziała trzymając nogi na biurku i spisywała coś w grubym oczojebnie-zielonym zeszycie z wielką, różową truskawką na okładce. XD
Nagle drzwi otworzyły się i niemal wyleciały z zawiasów.
- Jestem – oznajmiła Raini ozięble.
Ajax spojrzała na nią znad zeszytu, zamrugała oczami i dopiero po chwili dotarło do niej, co się dzieje.
- No wreszcie – uśmiechnęła się i odłożyła przyrządy piśmiennicze na biurko.
Raini spojrzała na nią z mordem w oczach, Ajax tylko pogroziła jej palcem.
- Nawet nie próbuj. Powinnaś wiedzieć, że na mnie nie będzie to działać.
Zerojedynkowa wzruszyła ramionami.
- Przyniosłaś? – dopytywała się Ajax.
- Tak.
- To podaj mi to wreszcie.
Raini wyciągnęła z plecaka pokaźnych rozmiarów paczkę, zawiniętą w szary papier i ozdobiony stemplami pocztowymi. Ajax wstała z krzesła i delikatnie położyła przesyłkę na biurku.
- Możesz już odejść – powiedziała.
Raini ugryzła się w język, żeby czegoś nie powiedzieć i wyszła. Stwierdziła, że skoro już nie jest potrzebna to się przejdzie. To nic, że przez parę godzin stała na poczcie w kolejce za paczką, a potem nie mogła się dogadać z panią w okienku. To nic, że gdy wsiadła w taksówkę, źle ją zrozumiano i wywieziono na drugi koniec Aten. To nic, że wywalono ją z jej królestwa... To nic, że traktuje się ją jak służącą. TO WCALE NIC NIE ZNACZY!
Raini była wściekła. Ale co więcej martwiła się o Vedzię. Od kiedy wyszła z bazy tamtego dnia, nie dała znaku życia. Potem Van powiedział, że przybędą posiłki i Raini zaczęła mieć złe przeczucia, ale JEJ się nie spodziewała... Przypomniała sobie co Ultar o niej mówił, wtedy myślała, że przesadza, ale nie... on nawet w połowie nie oddał charakteru tej wrednej poczwary.
Przeklęta Ajax!!!!!
Raini kopnęła jakiś kamień z taką siłą, że poleciał kilka metrów do przodu i trafił w łydkę jakiegoś wysokiego, niebiesko włosego faceta. Obrócił się, a Zerojedynkowa stanęła w miejscu. Skąd ona znała tę twarz? Nieznajomy obrzucił ją spojrzeniem po czym poszedł dalej.
Raini, posiadająca genialną pamięć wzrokową, próbowała sobie przypomnieć: skąd? gdzie? kiedy? Ale nie mogła... Rozejrzała się po ulicy, owego dziwnie znajomo wyglądającego faceta już nie zobaczyła. Musiał pójść swoją drogą.
Miejsce, którego lokalizację wielu chciałoby poznać. XD
Imperator zasiadł w swym wygodnym, wyścielonym ognioodpornymi atłasami (ciekawe czemu, nie? XD) fotelu. Otworzył leżącą przed nim ogromną księgę i przewertował do zakładki z imieniem Ajax. Rzucił okiem na właśnie pojawiające się zdania, tak jakby właśnie były pisane. Co zresztą było prawdą. Właśnie w tej chwili Ajax zapisywała je w swoim oczojenie zielonym zeszycie z różową truskawką XD W pewnym momencie, sprawozdanie urwało się w pół zdania. Imperator westchnął. Najwidoczniej coś oderwało Ajax od pisania, trudno.
Najważniejsze, że jego podejrzenia okazały się słuszne.
Wciąż zastanawiał się czy wysłanie tam Shamy, a w tajemnicy przed nim i Ultara, który ledwo wydobrzał i wyszedł z imperialnego szpitala, nie było błędem, jednak jak na razie, wszystko układało się według planu. Fakt, że Van na własną rękę sprowadził i zaprzysiągł duchy żywiołów, mogło nieco skomplikować sprawy, ale tymczasem należy poczekać na rozwój sytuacji.
Co do Shuu. Nawet jeśli Atena nie była już problemem numer jeden, to nie było wątpliwości, że zdrajców trzeba zlikwidować, chociaż żal takiego talentu... W końcu taki dar jest już prawie niespotykany. Ale w rękach wroga może być bardzo, ale to bardzo niebezpieczny. I nawet jeśli Shuu sama go nie zdążyła odkryć, zawsze może pojawić się ktoś, kto jej w tym pomoże. Wtedy nawet założona na nią zapora pęknie.
Imperator Feniu jak zwykle pogratulował sobie intuicji, która kazała mu wtedy rzucić czar tamujące wyższe magiczne zdolności i otoczyć umysł Shuu. Dlatego też nie może wykonywać bardziej skomplikowanych zaklęć. Ale gdyby nie to... aż strach myśleć, co mogłoby się teraz dziać. Zamierzał zlikwidować zaporę, kiedy Shuu okazałaby się równie wierna jak chociażby Ajax. Widać jednak nie tak miało być.
Imperator znów westchnął nad straconą dla Imperium okazją, ale cóż zrobić?! Nie każdy jest godzien wchodzić w skład tej przecudnej organizacji. Oczywiście, w teorii Imperium otwarte jest na wszelkich chętnych, ale w praktyce, tych którzy się nie nadają już od samego początku poddaje się treningom przekraczającym ich wytrzymałość. Sposób okrutny, ale skuteczny. Pozostają najlepsi.
Przebiegło mu przez chwilę przez myśl, że to właśnie był jeden z ważniejszych powodów, dla których rozeszły się drogi jego i Wyroczni... Tyle czasu minęło od tego zdarzenia. Imperium stało się imperium nie tylko z nazwy, wyciągając swoje macki coraz dalej i dalej. Dosięgając Nieba, a nawet schodząc do podziemi.
Imperator zamyślił się. Ciekawe jak daje siebie radę Hades? Został postawiony w niezbyt wesołej sytuacji, ale tak to bywa w polityce. Teraz jednak, kiedy Lucyfer przekonał się, że Hades ma za plecami Wielkiego Imperatora, sto razy pomyśli, zanim zaatakuję tę część świata zmarłych. A co do reszty, to niech robi jak uważa. Jeszcze większy chaos w podziemiach wpłynie zapewne lepiej na Imperium, niż obliczają analitycy.
Uśmiech zadowolenia pojawił się na twarzy jego hybrydowatości.
* U mnie zapowiada się całkiem "przyjemny" hardcore, więc na więcej nie liczcie tymczasem :P No to teraz dawajta komentarze *^^*
Komentuj (39) 29.05.2006 :: 15:26
73.
Grecja, Ateny. A właściwie – szopa za miastem.
Kyo powoli dochodził do siebie. Zabawa z opuszczaniem własnego ciała nigdy nie była jego mocną stroną. Chciał jednak pomóc Shuu, która ostatnimi czasy posiadła wyjątkową zdolność ładowania się w kłopoty. Czy mu się udało? Pewności nie miał, bo stracił z Shuu kontakt, gdy puściła jego dłoń. Skoro jednak Mu powiedział, że z nią wszystko w porządku, to znaczy, że tak jest.
Shuu... zamyślił się Kyo. Była taka inna niż Nemi. Jeśli powiedziało się jej wprost: „nie rób”, można być prawie pewnym, że właśnie to zrobi. Przewrotna istota, choć pojętna i Kyo zawsze widział, że to czego się uczyła sprawiało jej przyjemność. Wkurzała się natomiast niesamowicie za każdym razem, gdy odrzucał jej prośby o nauczanie magii. Miał jednak wyraźnie zabronione przez Imperatora, żeby Shuu magii, w jakimkolwiek ujęciu, nie uczyć. Co do iluzji miał pełne pole do popisuj, gdyż jego hybrydowatość najwyraźniej nie należała do tych, którzy zaliczali ją w skład sztuk magicznych, co czasem się zdarzało.
Ktoś jednak musiał ją nauczyć podstaw magii. Miał nawet bardzo konkretne przypuszczenia co do tożsamości owego nauczyciela. Tylko dlaczego miałby on zajmować się edukacją uczennicy Kyo? Wątpił czy chodziło jedynie o działanie na złość i po raz nie wiadomo który, udowadnianie, kto jest lepszy... Nie narażałby się na niełaskę Imperatora tylko z tego powodu... Coś musiało się za tym kryć. Dlaczego jednak zauważył to dopiero teraz? Shuu widać dobrze maskowała swoje, nabywane w tajemnicy, umiejętności. Sprytna skubana Iluzoryczna...
Tylko dlaczego zależało mu tak bardzo na tym, żeby jej się nic nie stało? Kiedy pojawiła się jako jego nowa uczennica, wiele zmieniła. Słońce jakby znów zaświeciło... i choć trudno to przyznać, czasami udawało mu się zapomnieć o Nemi, przez co potem czynił sobie wyrzuty.
Faktem nie do zaprzeczenia było jednak to, że Shuu wyciągnęła go z marazmu, w jaki sam się władował. Był dla niej mistrzem surowym, wymagającym i dość złośliwym, ale i ona nie pozostawała dłużna.
Teraz, gdy więź łącząca ich, więź między uczniem a mistrzem, znikła, cóż więcej pozostało jeśli nie pójść własnymi ścieżkami? Chociaż coś podpowiadało mu, że taka więź nie może zostać zerwana zbyt łatwo...
Te egzystencjalne przemyślenia zostały dość brutalnie przerwane. Drzwi szopy otworzyły się na oścież, a w progu stanął...
- Van? – zdziwił się Kyo.
Panel wszedł do pomieszczenia uśmiechając się z wyższością.
- Tak myślałem, że to ty jesteś tym zdrajcą... – zaczął różowoglaniasty (XD)
W drzwiach pojawiła się na wpół przeźroczysta postać Nemi.
- Sprowadziłaś go tutaj? – zdziwił się Kyo.
Dziewczyna spojrzała na niego smutno.
- Nie dziw się. Jest duchem żywiołu, ale zaprzysiężonym przeze mnie. Może działać bez mojej zgody, ale wbrew moim rozkazom nie – stwierdził zadzierając nosa Van.
Kyo wstał z podłogi przytrzymując się ściany. Nie wydobrzał jeszcze.
- A ty przyszedłeś się mnie pozbyć? – próbował zagadać przeciwnika.
- Tak jakby. Więc jak gotowy jesteś?
„Trudno, będzie trzeba stawić czoła w takim stanie” – pomyślał Kyo, nie wróżąc za długiego starcia.
Nagle przez ciało Vana przeleciało kilka lodowych strzał, które wbiły się w podłogę. Panel chwycił się za klatkę piersiową i padł na brzuch. Wokół niego rozrastała się kałuża krwi. Słychać było jego głośny, nierówny oddech, jakby walczył o każdy kolejny wdech.
- Zawsze chciałem to zrobić – tuż obok Nemi w drzwiach pojawił się facet w białym płaszczu.
- Skąd...? – zdziwiła się dziewczyna.
- Śledziłem was – wzruszył ramionami.
Spojrzał na nią przeciągle i wszedł do środka. Nie zwracając uwagi na Vana, podszedł do nadal opierającego się o ścianę, zupełnie zszokowanego Kyo.
- Ultar! Co ty tu robisz? – odezwał się wreszcie siwowłosy.
- Powiedzmy, że nie pozwolę ci zginąć bez mojego błogosławieństwa – mruknął czarnowłosy (XD).
Przerzucił sobie rękę Kyo przez ramię i pomógł wyjść z szopy.
- Nie rozumiem – szepnęła cicho Nemi.
Ultar nie powiedział nic, udał, że nie usłyszał.
Głęboko pod ziemią.
Vedzia ocknęła się ze snu. Leżała w wielkim łożu z baldachimem. Usiadła ze zdziwienia i rozejrzała się.
W niezbyt obszernym pokoju znajdowało się oprócz łoża jedynie lustro...
Dziwne zresztą było to lustro. Wydawało się, że promieniuje z niego przytłumione światło, które napełniało cały pokój.
Vedzia zafascynowana tym niespotykanym zjawiskiem, wygramoliła się z łóżka i niemal zabijając o długą, zdobioną, złoto-zieloną szatę, podeszła do lustra. Zobaczyła w nim swoje odbicie, chociaż w tym dziwnym świetle wyglądała trochę inaczej. Po dłuższej chwili z wnętrza lustra zaczęła przybliżać się niej kobieca postać. W końcu stanęła tuż obok jej odbicia i uśmiechnęła się przyjaźnie. Ubrana była dokładnie tak samo, nawet włosy miała upięte do góry tak jak Vedzia. Jedynie wyraz twarzy był inny... poważniejszy, smutniejszy, a przez to jakby starszy, choć dziewczyna w lustrze nie wyglądała na więcej niż 21 lat.
* Odcinek z okazji zdania egzaminu z wstępu do literaturoznawstwa *^^* nyaaa! Tak wiem słodzę sobie, ale zasłużyłam :P
Quiz przyrodniczy co się dzieje z Vedzią :P
a) dostaje schizofreni i zamknęli ją w domu wariatów
b) ma pijackie sny XD
c) inna opcja ;P (jaka?)
Komentuj (56) 30.05.2006 :: 16:25
74.
- Kim jesteś? – szepnęła Vedzia dotykając dłonią powierzchni lustra.
Dziewczyna uśmiechnęła się, przybliżała jeszcze trochę i przyłożyła swoją rękę do ręki Vedzi.
Różowa poczuła dziwny prąd przechodzący przez ciało, usłyszała tyle głosów, tyle twarzy dosłownie mignęło jej przed oczami... nie znała ich, w życiu ich nie widziała... Odskoczyła od lustra. Dziewczyna wciąż miała na twarzy ten swój smutny uśmiech, który wszystko wiedział i rozumiał... tak pomyślała Vedzia.
- Kim jesteś?! – znów zapytała Różowa coraz bardziej zmieszana jej obecnością.
Ale dziewczyna ani myślała odpowiadać przymknęła oczy, a przytłumione światło promieniujące z lustra oślepiło na chwilę Vedzię. Po chwili, gdy znów w nie spojrzała, nie ujrzała własnego odbicia, tylko Milo siedzącego na schodach przed swoim domem.
Oczy Różowej zwilgotniały...
- Milo - szepnęła.
Siedział na schodach w wyraźnie podłym nastroju. Co jakiś czas rzucając jakimś kamieniem w dal.
- Milo, przepraszam...
Obraz znikł. Powróciło jej odbicie i ta dziewczyna... wciąż patrzyła tymi poważnymi i jakże smutnymi oczami, jakby chciała powiedzieć „wiem”...
Nagle wyraz twarzy dziewczyny zmienił się nie do poznania i szybko schowała się za odbicie Vedzi.
Do pokoju ktoś wszedł. Różowa odwróciła się i zobaczyła wysokiego mężczyznę z przerażającymi czarnymi oczami. Ukląkł na jedno kolano i nie odrywając od niej wzroku rzekł:
- Witaj pani w swoim królestwie, do którego wróciłaś wreszcie po tylu stuleciach.
Vedzia wytrzeszczyła oczy... czy to naprawdę były słowa skierowane do niej?
W Tybecie.
- Mu jak mnie nie puścisz, to mnie udusisz – szepnęła otwierając oczy Shuu.
Odsunął od siebie dziewczynę, która usiadła przed nim i przekrzywiła głowę.
- Co jest? Czemu tak mi się przyglądasz?
Mu zamrugał po czym wziął jej lewą rękę i zapytał:
- A to co?
- Bandaż...
- Zakrwawiony bandaż?
- Niewątpliwie.
- Shuu nie rżnij głupa!
- Kiedy tak dobrze mi idzie – wyszczerzyła się Iluzoryczna.
Mu westchnął i spojrzał na Shuu tak, że zrobiło jej się jakoś niewyraźnie.
- No co?! – nie wytrzymała po chwili.
- Jak co?! Człowiek się o ciebie martwi, a ty...
- A ja co? żyję... to chyba dobrze nie?
- No właśnie...
- Mam rozumieć, że to źle, że żyję?! – O_ó
- Nie... tylko – Mu spojrzał na zbroję. – To twoja krew ożywiła moją zbroję, prawda?
Kiwnęła głową z uśmiechem.
- Ale spokojnie, to nie był mój pomysł, tylko Shiona.
- Oj, musiał być wściekły – uśmiechnął się mimowolnie do siebie Mu.
- Mało powiedziane! – roześmiała się Shuu. – Rzucał mięsem na prawo i lewo, stwierdził, że jak się wyleczysz to zrobi ci kuku (XD).
- Taaak, ale do ożywienia zbroi potrzeba...
- Połowy krwi – dokończyła Iluzoryczna.
- Właśnie.
- Toteż w twojej zbroi obecnie płynie jedna czwarta mojej krwi i jedna czwarta twojej.
- Mojej?!
Shuu kiwnęła głową.
- Kolejny pomysł Shiona. (XD) Upuścił ci krew jak leżałeś nieprzytomny. A co myślałeś, że ja tu się wykrwawiłam nad twoją zbroją i teraz umrę ci na rękach?
Mu kiwnął głową, a Shuu zrobiło się jakoś tak cieplej na sercu. Zarzuciła mu ręce na szyję i przytuliła się.
- Przepraszam – powiedziała. – Gdyby na samym początku udało mi się wypełnić misję, to nic takiego nie miałoby miejsca... Imperium pewnie zostawiło by was w spokoju.
- A ja widzę same dobre strony, tego że ci przeszkodziliśmy – stwierdził Mu gładząc jej włosy.
- Dobra! Wstawać! Koniec romansowania – w pokoju pojawił się Shion. – Potrzebna nam jakaś strategia. Idziemy do świątyni.
- Nie! – sprzeciwił się Mu, powoli wstając z podłogi i stawiając na nogi Shuu.
- Nie?!
- Uważam, że dla Shuu będzie lepiej jak się stąd nie ruszy.
- Ej zaraz! Chcesz mnie tu jak w więzieniu trzymać?! – oburzyła się Iluzoryczna. – A w życiu.
Podeszła do Shiona.
- Idziemy! – zakomenderowała i znikli.
Mu pokręcił głową. Uparte stworzenie... uśmiechnął się pod nosem, pewnie znowu się w coś ładuje i będzie trzeba ją z tego wyciągać... Po chwili również znikł.
Komentuj (33)