02.05.2008 :: 23:54
157.
Nieco wcześniej, jeszcze przed rozproszeniem się ekipy, Tinwe zaczynała mieć problemy z Amazonkami, ale gdy DM rzucił się w jej kierunku i rozpoczął efekt domina, tuż obok Elfki pojawił się...
- Eithen? A ty tu skąd? - zdziwiła się.
- Mam siedzieć w jakimś schowku, gdy tobie grozi niebezpieczeństwo? - oburzył się Elf.
Tinwe uśmiechnęła się do siebie. Stary dobry Eithen...
Stanęła plecami do jego pleców, tak jak za dawnych lat.
- Pamiętasz, kiedyś tak trenowaliśmy – rozmarzył się Eithen.
- Jasne, że pamiętam – roześmiała się Tinwe i szturchnęła towarzysza łokciem. - Jak mogłabym zapomnieć nasze treningi i mistrza...
Niemal równocześnie sparowali atak zbliżających się Amazonek.
- Szkoda, że wtedy odszedł... może, gdyby był z nami, nie zostalibyśmy pochowani za życia..
- Wiesz z drugiej strony – zaczęła Tinwe, ale przerwał jej kolejny atak. - On nie był jednym z nas – dokończyla po chwili.
- To, że nie był Elfem nic nie znaczy – warknął Eithen.
- Mnie to nie przeszkadzało, tobie to nie przeszkadzało, mojemu bratu to nie przeszkadzało, ale starszym tak.
- Nigdy im tego nie zapomne...
Tinwe znów uśmiechnęła się do siebie.
Dawne czasy... treningi... odejście mistrza... bunt wśród młodych... zupełnie niespodziewany, podstępny atak z zewnątrz... ucieczka, a potem cholerne zniewolenie...
Miało to miejsce całe wieki temu, ale wspomnienia wciąż paliły żywym ogniem. Nie mogła zaprzeczyć, że poszła za swoim bratem, tak jak wielu innych młodych, tylko czym to się skończyło?
Broniła się odruchowo, myślami była zupełnie gdzie indziej.
Nie chciała wracać do Neithira. Niech on sobie robi, co chce, jest księciem, więc miłego rządzenia. Byle już jej nigdy ze sobą nie pociągnął.
W Tinwe odezwało się tłumione dotychczas rozgoryczenie.
- Eithen, wróć do mojego brata i powiedz mu, że zginęłam – zwróciła się w którymś momencie do starego przyjaciela.
- Zwariowałaś?!
- Nie wrócę do niego.
- Więc ja też nie wrócę.
W konwersacji przeszkodził DM, któremu wreszcie udało się do nich dotrzeć.
- Jedno jest pewne – szepnął Eithen do Tinwe. - Nie walczymy z żywymi ludźmi.
- Też to zauważyłam. Ciekawa jestem czyją sprawką jest ta iluzja.
Saga, Ikki i Shaka również doszli do tego wniosku, chociaż właściwie tym, który faktycznie dość szybko zorientował się, że walczą z iluzją był Panna.
Gdy na scenie pojawił się Shama i Sauri, trójka, która rzuciła się na Amazonki (Saga, Ikki i Shaka), znalazła się poniekąd w potrzasku. I przed i za sobą mieli wrogów.
- Panowie, robi się tu nie przyjemnie – stwierdził Saga, pokonując kolejne iluzje.
- Shaka nie możesz nam powiedzieć gdzie są prawdziwe Amazonki? - niecierpliwił się Ikki.
- Staram się – odwarknął Shaka.
- Średnio ci idzie – zauważył Fenikso-Lew.
- Wiem, że gdzies tu są – mruknął Panna.
- Super, tymczasem zostaje nam walka z powietrzem – Saga nie wygladał na zadowolonego.
„Dobrze, że chociaż nie ma tutaj tej sierotki, Shuna” - pocieszał się w myślach Ikki.
Właśnie wtedy dobiegł ich, z zawalonej części hotelu Ateny, krzyk.
- Kurwa Shun – Ikki nie mógł nie rozpoznać tego głosu. - Co on znowu wymyślił?
Już chciał zacząć się wycofywać, żeby jakoś przekraść się niezauważenie do środka i sprawdzić co z braciszkiem, gdy coś różowego rozbłysło wśród powalonych ścian i kolumn (XD), po czym wyleciał stamtąd Shun, jakby go coś wystrzeliło i rąbnął o ziemię. Jego energia zgasła.
- Jakiś podły dzień – mruknął do siebie Shaka. (to się facet przejął o.O)
- Nie filozuj, tylko szukaj prawdziwych Amazonek – warknął do niego Bliźniak.
- Shun... braciszku... - Ikki stał jak skamieniały.
Po chwili rzucił się na łeb na szyję w kierunku, gdzie upadł Andromeda.
Tymczasem w ekipie Shiona.
- Shun? - zdziwił się Shura. - To on tu był?
- Tak czy inaczej przestaje mi się to podobać! - tupnął nogą Afro. - Wystrzelają nas jak kaczki!
- Z tego co zauważyłam, jak na razie tylko jeden z was został pokonany przez Amazonki – odezwała się Achird.
- Faktycznie... - Shion zastanowił się. - Jakby to wśród tych tam ruin coś zabijało...
- A jeśli tam straszy... – Ryba z przerażeniem w oczach złapał Barana za rękę.
- Spierdalaj Afro – próbował się uwolnić Shion, ale średnio mu się udało, Ryba był jak rzep.
- Shun nie żyje – poinformował ekipe Camus.
- Teraz Shun... - mruknęła Shuu (XD) i utkwiła spojrzenie w plecach Mu, żeby tylko jemu się nic nie stało.
- Spójrzcie – zerwała się Vedzia i wskazała miejsce, gdzie stało wejście do hotelu Ateny.
- Atena – Iluzoryczna przekrzywiła głowę. - Ale zaraz... to nie może być ona! Ja przecież zgubiłam naszyjnik! Zresztą... - skupiła się uważnie, odmówiła pod nosem zaklęcie, które dopiero teraz wpadło jej do głowy i ujrzała, że to wcale nie była Atena.
Ale najwidoczniej tylko ona była wstanie przejrzeć tę iluzję (zbieram resztki mojego sponiewieranego dobrego imienia XD), reszta włącznie z Amazonkami zaprzestała walki i wpatrywała się w wyłaniającą się pseudo Atenę.
Shuu rzuciła się do Mu i zasłoniła mu oczy.
- Czyś ty zwariowała? – próbował się bronić Baran.
- Posłuchaj mnie. To nie jest Atena.
- Przecież wyczułem jej kosmos.
- Wszystko cacy, ale czy teraz czujesz?
- No... - zastanowił się Baran. - No nie...
- Właśnie. Kolejna iluzja! Uwierz mi. Genialna wręcz, ale to jest jakaś zwykła kobieta, nie Atena.
- Zwykła? – zwątpił Mu. - Jak dla mnie to ona wcale nie taka zwykła, skoro odwala takie przedstawienia.
- Okej – poddała się Shuu. - Cholernie dobra, ale nie Atena.
- Czy możesz mi odsłonić oczy? Skoro wiem, że to nie ona...
- Pytanie, czy jak jej znowu nie zobaczysz to...
- Aż taka dobra chyba nie jest – stwierdził Mu i uwolnił się od Shuu.
Momentalnie poczuł, że jest tu Atena i coś na kształt lojalności i poddaństwa chciało się wepchnąć do jego logicznie myślącego umysłu, ale że nigdy specjalnie za Ateną nie przepadał, szybko poradził sobie z tymi niedogodnymi uczuciami.
- Iiii...? - mruknęła Shuu.
- Ok. To nie działa aż tak dobrze.
Iluzoryczna westchnęła nieco podniesiona na duchu.
- Ale nadal widzisz Atenę i ją wyczuwasz?
- No niby tak... chociaż coraz mniej ją przypomina... z wyglądu.
- Ha! Czyli jednak ma wady. Gdy tylko ktoś wyjawi, jej prawdziwą naturę, iluzja traci moc! - ucieszyła się Shuu.
- Super, ale reszta o tym nie wie – zauważył Mu.
- Fakt, musimy ich ostrzec.
- Ok. Zostaw to mnie – i Mu przeteleportował się do Shion, żeby podzielić się informacjami o tym podłym podstępie. (XD)
Tymczasem tuż obok.
- Vedziu – Różowa usłyszała szept. - To nie jest Atena.
- Też mi się tak wydaje – odpowiedziała cichutko. - Ale...
Zanim jednak zdążyła coś więcej powiedzieć, poczuła jak Rinou chwycił ją za rękę, przez co znów stał się dla niej widoczny. Jednak co ważniejsze, gdy trzymając jego dłoń spojrzała na zbliżającą się postać, zobaczyła...
- Kouri... - oczy Vedzi rozszerzyły się w zdumieniu. - Dlaczego ona jest tutaj?
- Pewnie z tego samego powodu co Shama i Sauri...
- To jest jej moc? - zdziwiła się Różowa.
- Potrafi stworzyć dosyć poteżną iluzję, która oddziałuje na wszystkie zmysły. (włacznie z 6 i 7 XD i każdym wyższym zapewnie też XD) Jednak na im więcej ludzi decyduje się nałożyć ten omam tym jest słabszy i łatwo go przełamać. A poza tym działa równocześnie sugestią...
Vedzia rozejrzała się szybko.
- Milo!!!
Ale Skopion wydawał się iść na spotkanie Ateny, nie zważając, że po drodze stoi Shama i Sauri.
- Weź go łap – rzuciła jej Silene, przytrzymując równocześnie wyrywające się jej Camusa. - Spokojnie! Chłopcze, przecież ty jej nawet nie lubisz!
- Muszę coś zrobić -Vedzia zakręciła się wokół własnej osi nie wiedząc co tak naprawdę ma zrobić. Do Shamy wolała się nie zbliżać.
- Tylko szybko... - mruknął wojownik Gai.
- Chwila... Rinou gdzie jesteś?
- Tutaj – stanął tuż przed nią.
- Świetnie – stwierdziła, po czym zerwała z niego sznuropodobne coś, którym był obwiązany w pasie.
Z niejakim zdziwieniem Rinou obserwołał jak Vedzia zmontowała z tego coś na kształt lassa XD i zarzuciła na oddalającego się Skorpiona.
- A teraz pomóż mi go tu przyciągnąć!
--------------------------------------------
Jako, że mam widocznie wielką sklerozę, to oficjalne BARDZO SPÓŹNIONE urodzinowe życzonka dla Silki X.x''' (która by mnie chyba zagryzła, gdyby miała bliżej)
I w ogóle może ja z góry złoże wszystkim życzenia XD na ten i na przyszły rok, bo znowu zapomne XP
Komentuj (27) 22.05.2008 :: 23:16
158.
Szpital.
Objęcie pełnej kontroli nad nowym ciałem zajęło Miri jak zwykle trochę czasu. Kiedy wreszcie udało jej się, postanowiła czym prędzej wracać do Grecji.
- Wybudza się – usłyszała głos nad sobą.
No tak, będzie pewien problem z personelem medycznym jak zwykle, ale jakoś sobie z tym poradzi.
- Całe szczęście. Słyszysz mnie?! Odpowiedz!
- Spokojnie. Dojście do siebie może zająć jej trochę czasu.
Miri spokojnie otworzyła oczy i rozejrzała się po sali. Kilka zupełnie nieznanych twarzy... rodzina? Zapewne.
Co by tu zrobić, żeby pozbyć się natrętnych ludzi... z jednej strony zupełnie jej nie obchodzili, ale z drugiej... nie byli też zaistniałej sytuacji winni.
- Kochanie... - jedna z kobiet zbliżyła się do jej łóżka.
Miri postanowiła. Skupiła się i... na oczach zebranych umarła.
Choć tak naprawdę przedstawiła ich umysłom jedynie obraz tej śmierci. Sama zniknęła zaraz potem, pozostawiając po sobie jedynie iluzję martwego ciała w łóżku. Co się stanie dalej, nie było już jej sprawą.
Tymczasem na schodach.
Tajemnicza postać miała już dość. Uwaliła się jak długa na schodach, zadowolona jedynie z faktu, że nie ma tu nikogo kto by ją widział w tak niegodnym stanie.
Leżąc tak przez krótką chwilę, poczuła drgania ziemi... chwila czyżby to jakieś trzęsienie? Zerwała się na równe nogi. Ale nie. Teraz już zupełnie nic nie czuła.
Stała jeszcze chwilę rozglądając się wkoło, ale w końcu ruszyła dalej. Schody wydawały się być jak niekończąca się opowieść (XD).
- A ja narzekałam w Korei... – mruknęła do siebie.
Po jakimś czasie zaczęły do niej docierać dziwne odgłosy. Chcąc nie chcąc przyspieszyła kroku.
Po tym jak Mu pognał przekazać Shionowi wiadomości o fałszywej Atenie zanim będzie za późno, Shuu została zostawiona sama sobie i to na nią spadło (dla odmiany XD) bronienie się przed Amazonkami. Już po chwili dołączyła do niej Silene, której jakimś sposobem (nie będziemy specjalnie wnikać) udało się obezwładnić Wodnika. Vedzia nie długo potem również wspomogła je swoją osobą, pozostawiając kwestie związania Milo wojownikowi.
W pewnym jednak momencie zwrócił się w ich stronę, dotychczas nieruchomy jak posąg (XDDD nie mogłam się powstrzymać XD), Sauri i ziemia zaczęła pękać tuż pod ich nogami.
Vedzie zdążył odciągnąć Rinou, a w Silene zaczęły się budzić moce, które odziedziczyła wraz z Cieniem Majris i najnormalniej w świecie uniosła się nad dziurą, która utworzyła się w miejscu gdzie jeszcze przed chwilą stała. Natomiast Shuu... już ześlizgiwała się w dół, nie mogąc znaleźć dobrego oparcia, gdy nagle dało się słyszeć donośny głos.
- DANIEL! GET OVER THERE!!!!!! (XD)
Znikąd pojawiło się coś na kształt węża i pomknęło nie zważając na nic w stronę spadającej Shuu, owinęło się wkoło jej ręki i pociągnęło z powrotem (wystawiając jej niemal ramię ze stawu, ale pomińmy tę kwestię XD). Gdy tylko znalazła się na stałym gruncie, znów rozległ się głos.
- DANIEL! GET OVER HERE!
I Daniel posłusznie wrócił, skąd przyszedł.
Shuu rozejrzała się lekko oszołomiona.
- Skądś ja to znam – mruknęła do siebie. - Ale ona... tutaj?
Pojawienie się nowej postaci na arenie wprawiło wrogów w pewien popłoch.
Sauri rzucił się w kierunku Vedzie, krzycząc coś o zdradzie, ale napotkał na swej drodze Rinou i wywiązała się miedzy nimi walka. Różowej niezbyt się podobało, że ci dwaj, niegdyś walczący po tej samej stronie, teraz stają naprzeciwko siebie... wyglądało to dość poważnie...
Silene natomiast, ku swemu zdumieniu, znalazła się twarzą w twarz z Shamą, który zaatakował ją zupełnie znienacka. Wampirzycę otoczył gęsty cień i bezpiecznie wylądowała na ziemie.
Shama znalazł się tuż przy niej.
- Cień Majris... - usłyszała jego cichy, szorstki głos.
Dostrzegła coś dziwnego w jego oczach, jakby... coś na kształt cieplejszego uczucia, ale niemal równocześnie znów ją zaatakował.
Silene miała pewien problem, nie do końca panowała nad Cieniem, ale miałaby być pokonana przez niego? Nigdy! Skoncentrowała się i Cień stał się jakby bardziej konkretny, po czym poszybował w kierunku Shamy.
Tymczasem Shuu wreszcie pozbierała się jakoś i dostrzegła, że ktoś się do niej zbliża. Przebiegło jej przez myśl, że Mu najwyraźniej nie zauważył, że ma kłopoty, bo pewnie by już tu był.
- Czy wspominałam ostatnio, że cię nienawidzę? - powitała ją zbliżająca się postać.
- Ula?! To jednak ty!
- A co myślałaś, że Daniel sam się pofatygował?
Miłą konwersację przerwał im kolejny atak Amazonek czy też może raczje ich iluzji.
- Ale co ty tu robisz?
- Przyjechałam cię odwiedzić i poopalać się – mruknęła Ula. - Ale widzę, że ty się tutaj ani nie nudzisz, ani nie smażysz w słońcu.
- Nie co do pierwszego, ale co do smażenia.. tego akurat trudno uniknąć.
Miri już w szpitalu miala złe przeczucia, dlatego przenosząc się do Grecji od razu znalazła się w świątynia, a właściwie całkiem niedaleko. Od razu dostrzegła zamieszanie jakie miało tam miejsce. Sokolim (niemalże XD) wzrokiem szukała wśród rycerzy tego, którego chciała zobaczyć najbardziej, ale nigdy nie mogła go dojrzeć.
Dostrzegła jednak jednego ze Złotych Rycerzy, który zachowywał się dość dziwnie. Rzucił się wprost w skupisko wrogów i niezważając na nic pognał gdzieś w bok... Miri przyjrzała się uważnie, tam chyba ktoś leżał...
To co zdarzyło się później, działo się dla niej jak gdyby w zwolnionym tempie.
Przeniosła się dokładnie tam, gdzie leżała zielonowłosa postać. Podeszła bliżej... musiała się upewnić. Przyklękła i odgarnęła włosy z jego twarzy... to był on, nie miała wątpliwości... czas jakby zupełnie się zatrzymał.
Komentuj (56)