Minione Nadzieje
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec






Inne światy:
by Raini
by Vedzia
by Amari
by Els
by Life&Death
by me ^^



Postacie:
czyli
~~LISTA PŁAC~~


Rycerzaści:
Aries - Shion
Aries - Mu
Taurus - Aldebaran
Gemini - Saga
Gemini - Kanon
Cancer - Death Mask
Leo - Aiolia
Virgo - Shaka
Libra - Dohko
Scorpio - Milo
Saggitarius - Aiolos
Capricorn - Shura
Aquarius - Camus
Pisces - Aphrodite

Bogowie:
Atena -_-
Hades *^^*
Hekate :P
Hera
Ares

Niegdysiejsze brązy:
Mhroczny Shiryu
Mroźny Hyoga
Ptasiek Ikki XD
Słodziasty Shun

Postacie poboczne:

*z Imperium:

Kyo - mistrz Nemi i Shuu
Van Panel - mistrz Vedzi
Majris - mistrzyni Silki
Ultar - mistrz Raini
Ajax - mistrzyni Kyo
Shama - mistrz Segno
Miri

*Czterej Kardynałowie
Ares
Xavier
Edziu
Set

*z Królestwa Gai
Sauri
Kouri
Rinou

*Amazonki
Kaori - królowa
i jej przyboczne:
Schedar
Segin
Achird

*Mhroczne Elfy
Neithir - książę
Tinwe - jego siostra
Eithen
Yngvan

*Przybysze z innego wymiaru
Lord Nemi XD
Lady Segno XD

Inne dziwne stwory:
Iluzoryczna Shuu *^^*
(publika szaleje)
Krwawa Silene
Różowa Vedzia alias Gaia
Zerojedynkowa Raini
Imperator Feniu
Powietrzna Nemi
Tęczowa Segno XD
Świstak Zenek lol
Czarny Smok Sherr
Jednorożec Elia
...i Tajemnicza Wyrocznia:P


jedyna i niepowtarzalna ofiara losu:
Pegaz - Seiya





różne inne wiadomości :P

kolory misji:
(od najłatwiejszej do najtrudniejszej)
zielona
ciemno-zielona
błękitna
granatowa
fioletowa
różowa
czerwona
czarna

hierarchia
Frędzelki żółte:
(żółtodzioby)
1 ranga
2 ranga
3 ranga
4 ranga
5 ranga -> przechodzi do mistrzów
Frędzelki czerwone:
(mistrzowie)
1 klasa
2 klasa
3 klasa




Kalendarium
Arachia 3 Luty
Silene 10 luty
Kaori 7 marzec
Raini 6 kwiecień
Sherr 30 kwiecień
Nemi 30 czerwiec
Segno 25 sierpień
Edziu 8 wrzesień
Vedzia 21 wrzesień
Elia 18 październik
Feniu 15 listopad
Tinwe 20 listopad

co by nie zapomnieć :P


Twórcze wizje
Silka, Vedzia i Shuu
Nemi, Segno, Ultar i Shama
Kouri i Sauri
Amazonki
Po prostu Mu XD
Mu ^^
Saga i Camus wersja by Shuu
Kyo ^^
Kyo :P
same kudły xD
Ultar^^
Mhroczna Elfka :3
Shama XD
Shama po raz 2
Majris
Afro w kultowej scenie _^_


PARKI *^^*
Vedzia i Milo
Raini i Bliźnie... pytanie które ;]
Sil i Camus
Tinwe i DM
*^^*
Don't go T.T


Twórcze wizje by Nemi
Kyo Shuu i Mu :P
KYO
Znowu Kyo
I jeszcze raz :)
ULTAR
Ultar once again ^^
Shamuś *.*
Lord Nemi XD
Lady Segno _^_
Dużo Ludu *^^*


04.06.2006 :: 15:49
75.
Niedaleko świątyni.
Dzień miał się ku końcowi, kiedy Sil odzyskała rachubę czasu. Leżała na ziemi, zupełnie wyczerpana bólem rozsadzającym czaszkę, który zdawał się mijać. Ani przez chwilę nie straciła przytomności, była jednak skupiona na próbie pokonania tego przerażającego ucisku...
Nie wiedziała, co działo się przez ten czas. Nie widziała cienia, który wirował wokół niej z szaloną prędkością. Ale przede wszystkim nie zauważyła postaci siedzącej w pewnej odległości od niej i od jakiegoś czasu przyglądającej się uważnie...
Silene upewniwszy się, że ból minął wstała powoli z ziemi. Oparła się o skałę i parę razy głęboko odetchnęła. Stwierdziła, że nie ma już żadnego pomysłu, jeśli chodzi o sposób na rozbicie „opakowania” Hyogi. Ciężko jej było się z tym pogodzić, ale trudno...
Spojrzała ostatni raz na zamrożonego blondyna i odwróciła się z zamiarem oddalenia w nieznanym kierunku (najprawdopodobniej prosto przed siebie XD), kiedy zauważyła ową postać.
Słońce już zaszło, wieczór niemal przerodził się w noc. Do miejsca, gdzie znajdowała się Silene dochodziły dalekie światła miasta, które pozwalały rozróżnić postać na tle nieba, ale kim była? Z tej odległości stwierdzenie tego było nie możliwe. Wampirzyca mierzyła wzrokiem intruza, zastanawiając się czy to nie jest już jakiś pościg z Imperium, może ktoś z oddziału Likwidatorów?
Postać w końcu zbliżyła się do niej. Okazało się, że był to mężczyzna, całkiem przystojny i nie wiedzieć dlaczego przypominający Silce trochę Majris. Chwilowy ból przypomniał, że należało tego imienia unikać...
Tymczasem mężczyzna zbliżył się na wyciągnięcie ręki. Jego wyraz twarzy był nieprzenikniony, a wzrok badawczy. W końcu odezwał się zadziwiająco miękkim głosem, zupełnie nie pasującym do dość ostrych i drapieżnych rysów twarzy:
- Córka Majris...
Ból w głowie Silene znów o sobie przypomniał, ale był o wiele słabszy... jak gdyby przez coś tamowany.
- Jesteś córką Majris, zgadza się? – upewnił się.
Silene kiwnęła powoli głową, niepewna co powinna zrobić.
Nieznajomy obszedł wampirzycę dookoła.
- Tak, bez wątpienia, jesteś z jej krwi. Jednak brak ci jej uroku i elegancji – zauważył złośliwie.
Silene przeszedł dreszcz. Ten głos... nie mógł być zwykły... na pewno nie należał do normalnego człowieka, powinna się strzec, ale co bardziej ją zafascynowało: jak tak melodyjny głos, tak ciepły i miękki mógł przenosić złe uczucia, które wyczuwała.
W pewnej chwili zobaczyła złowrogi błysk w jego oczach.
- Ty... ty masz jej Cień... – zniżył głos do szeptu. – Co się stało z Majris? Gdzie ona jest?
Facet zaczynał się robić nieprzyjemny...

W domu Bliźniąt.
Shuu z Shionem pojawili się w podziemiach domu Sagi, gdzie już czekali sam właściciel posesji, Death Mask i Shaka. Shuu nieco przestraszyła się na widok dwóch ostatnich.
- Co to jest? Nagonka na mnie? – zwróciła się do Shiona.
- Shuu – tuż przed Iluzoryczną klęknął na jedno kolano Rak i wziął za rękę. – Teraz ty jesteś naszą Ateną!
Dziewczyna włączyła wytrzeszcz @.@.
- Ale o co chodzi znowu?
Shaka zgiął się w ukłonie.
- Jesteś Ateną, więc teraz my jesteśmy twoimi rycerzami.
Saga też wlepił w nią oczy.
- Powiedz, czy bogini wojny puści płazem taki perfidny atak na swoją świątynię?
Shuu poczuła dziwne wzburzenie... To dusza Ateny.
W tej chwili teleportował się również Mu.
- O jednak żyjesz – stwierdził DM i walnął go w plecy na powitanie.
- Ale czego ode mnie oczekujecie? – zdziwiła się Shuu i odruchowo cofnęła, żeby być jak najbliżej Mu.
- Czego? – powtórzył Shaka.
- Poprowadź kontra atak – odpowiedział Saga.
- Na Imperium? Ocipieliście?
- Niekoniecznie – odezwał się wreszcie Shion. – I tak nie zostawią cię w spokoju. Jako Shuu jesteś przecież poszukiwana, jako Atena role mogą się odwrócić.
Shuu musiała pozbierać szczękę z podłogi.
- Ale na Imperium?
Poczuła, że Mu położył dłoń na jej ramieniu.
- O co tu tak naprawdę chodzi, mistrzu? – zmrużył oczy i wbił wzrok w Shiona.
Ten przez chwilę milczał, aż wreszcie odpowiedział:
- Imperium... Przyznaję, nie jest to przeciwnik byle jaki, ale jeśli raz już się nami zainteresowali, nie dadzą nam spokoju.
- Skąd to przekonanie? – nie dawał za wygraną Mu.
- Posłuchaj Baranie – Shion zwrócił się do niegdysiejszego ucznia (XD). – Odwiedziłem kilku byłych znajomych i zasięgnąłem języka. Imperium, o czym nasza droga Shuu powinna doskonale wiedzieć, od kilkunastu lat rośnie w siłę. Podbija lub uzależnia od siebie różne, nazwijmy to, „organizacje”. Czy wiecie na przykład, że Hades podpisał świstek łagodnie zwany „Układ pomocy i przyjaźni”? Albo, że całe Walhala i Asgard zostały filią Imperium?
Wszystkim poopadały kopary.
- O tym nie mówiłeś – zauważył Saga.
- Nie mam pojęcia jakie idee przyświecają temu całemu Imperatorowi, ale trzeba przyznać, że zbudował sobie całkiem niemałe królestwo... i jak widać wciąż mu mało.
- Co na to Zeus? – zainteresował się Shaka.
- Nic, siedzi cicho, bo dostał trochę swobody i nie będzie ryzykował, że ją straci.
- Ares? Hera? Przecież Hera powinna mordę drzeć?
- Ares? – Shion roześmiał się. – Ares poleciał tam sam. Z tego co słyszałem to całkiem wysoko doszedł. Hera? W związku z przejęciem praw Imperium, Zeus wziął rozwód i wygnał Herę z Olimpu.
- Nie... żartujesz... – DM aż usiadł na podłodze. – Ale numer...
- Chyba rozumiecie, że nasza sytuacja nie rysuje się zbyt różowo.
- A bogowie, zamiast się trzymać razem to się między sobą bili – westchnął Saga.
- Imperium z tego skorzystało. Łatwiej podbić tak porozbijanych i słabych, niż połączonych przeciwko jednemu wrogowi.
Shuu stała i przysłuchiwała się rozmowie. Nie wiedziała o tym. Teraz zrozumiała, że jej dotychczasowe akcje były raczej z tych mało ważnych... dopiero w tej chwili trafiła w nią świadomość, jaką to organizację zdradziła...
„Shuu, nie możemy czekać, aż nas przyjdę i zniszczą” – usłyszała wewnątrz głos coraz bardziej wkurzonej Ateny.
„Ale czy myślisz, że twoi rycerze dadzą sobie radę ze wszystkimi siłami Imperium?! Naprawdę w to wierzysz?!”
„Nie... ale nie chcę, żeby ginęli jako tchórze ukryci w mojej świątyni. Shuu powinnaś to zrozumieć... Oni też by tego nie chcieli.”
„To dlaczego nie pójdą w cholerę, rzucą się tak po prostu i nie poginą?”
„Potrzebuję zgody. A najlepiej rozkazu.”
- Shuu?! – wydarł się nad uchem DM. – Żyjesz?
Spojrzała na zebranych, omijając tylko Mu, stojącego tuż obok.
- Shuu... – zaczął Shion, ale wzrok Iluzorycznej powstrzymał go od wypowiedzenia kolejnych słów.
- Chcecie mojej zgody. Właściwie nie tyle mojej co Ateny.
Zebrani kiwnęli głowami.
- Macie zgodę... nie właściwie to jest rozkaz. Atena nie chce żebyście ginęli jak szczury.
„Mówiłam tchórze” – przypomniał głos.
- Jak szczury, tchórze mniejsza – stwierdziła twardo Shuu. – Ale osobiście nie widzę w tym nic sensownego. O co będzie walczyć? Macie jakiś jasny cel? O wolność? Czyją? Przecież bogom jakoś nie przeszkadza to, co się dzieje.
- Nie wszystkim – zauważył Saga.
- To niech walczą sami za siebie!!!
- Ale Shuu... – zaczął Shaka.
- Nie ważne. Moje zdanie was nie interesuje. Chcecie tylko zgody Ateny, w końcu jesteście jej rycerzami, więc ją macie
- No tak, ale teraz to ty jesteś Ateną – zauważył DM.
- Pf. Nie jestem jej prawowitym wcieleniem. Nie jestem nią.
- Jej wcielenie nie żyje – uśmiechnął się Saga.
- I o ile nie posprzątaliście to wciąż leży i gnije – stwierdziła Shuu z krzywym uśmiechem.
- O kurde, faktycznie.
- Niedługo nam jakąś zarazę sprowadzi – mruknął Death Mask.
- Może by tak wysłać Afro jako sprzątaczkę?
Shuu korzystając ze zmiany tematu wymknęła się z piwnicy nie zauważona. Wyszła z domu Bliźniąt i zaczęła biec po schodach na dół. Czuła się źle. Teraz była dla nich tylko Ateną...


Komentuj (33)


06.06.2006 :: 17:13
76.
Głęboko pod ziemią.
Vedzia nie pojmując zupełnie sytuacji, w której się znalazła, próbowała wszelkimi sposobami zachować spokój i nie wpaść w panikę.
- Nie wiem, za kogo mnie pan uważa – zaczęła cichym głosem – ale chyba nie jestem tą osobą.
Na twarzy Shamy pojawił się grymas, przypominający uśmiech.
- Wybacz pani bezczelność, ale... – zaczął.
- Ale wasza wysokość pierdolisz od rzeczy! – przerwał mu inny głos.
W drzwiach pojawiło się trzech ludzi, którzy weszli do pokoju i również jak Shama przyklękli na jedno kolano.
Vedzia przyjrzała im się: dwóch mężczyzn i jedna kobieta. Ich szaty były utrzymane w tych samych barwach, co jej własna.
Kobieta ubrana w bardzo podobną suknię, tylko mniej zdobioną. Włosy miała związane wysoko, o kolorze przypominającym dojrzewające w słońcu zboże, przytrzymywane soczyście zieloną wstążką. Twarz spokojną i pogodną, a oczy ciepłe, bursztynowe.
Mężczyzna obok niej, wyglądał prawie jak jej brat bliźniak, twarz jedynie szpeciły mu trzy podłużne szramy ciągnące się od lewego oka aż do obojczyka.
Trzecia postać wyróżniała się na tle pozostałych swoim niebieskim kolorem włosów. Kiedy ów mężczyzna uniósł głowę, Vedzię zamurowało.
„Milo... ale to przecież niemożliwe...” – przegalopowało jej przez myśl.
Nie potrafiła uwierzyć, że człowiek klęczący przed nią, oddający takie honory, może być rycerzem Skorpiona.
Po chwili ów mężczyzna, tak bardzo przypominający Milo odezwał się głosem, który poprzednio przerwał wypowiedź Shamy.
- Jesteśmy twoimi wiernymi wojownikami, pani! Szukamy cię od tylu stuleci... Od kiedy zostałaś uwięziona w ludzkiej duszy, zmuszana do wejścia w krąg wcieleń!
- A teraz, gdy cię wreszcie odnaleźliśmy... chcesz powiedzieć, że to nie ty? – dokończył człowiek z blizną.
Shama posłał im mordercze spojrzenie.
- Mówiłem, żeby nie przeszkadzać jej wysokości, dopóki nie przebudzi się całkowicie.
- Wybacz stary – posłał mu słodki niczym miód uśmiech niebiesko włosy. – Ale nie ty nam będziesz wydawał rozkazy.
- Pani proszę się nie bać – odezwała się cichym, ale melodyjnym głosem, przypominającym szelest trawy, kobieta. – Wreszcie jesteś wśród swoich. Nie stanie ci się żadna krzywda. Prosimy jedynie, żebyś z nami została, tu, gdzie twoje miejsce.
- Tu nie jest nasze miejsce – warknął Shama.
Kobieta umilkła spłoszona.
- Pani – zwrócił się niebiesko włosy do Vedzi. – Zrobisz tak jak zechcesz, ale musisz sobie przypomnieć, gdzie niegdyś było nasze miejsce i kto zepchnął nas...
Lustro za plecami Vedzi zabłysło, Różowa obróciła się i... zobaczyła siebie... Dużo starszą, poważniejszą, zakutą w kajdany. Zobaczyła też tę czwórkę, która przed nią w tej chwili klęczała... wszyscy leżeli u jej stóp poważnie ranni. A obok nieznajoma kobieta ze zwycięskim uśmiechem... tuż za nią dostrzegła grupę nieznanych ludzi w... Złotych Zbrojach. Czyli tą kobietą, była Atena?
- Oto kolejny dowód, że jesteś pani, tą której szukaliśmy – szepnęła kobieta.
- Lustro rozpoznało swoją właścicielkę – dodał człowiek z blizną.
- Wstąp z powrotem na swój tron, pani. Jedyną prawowitą władczynią ziemi jesteś przecież ty...
Wtedy Vedzia, wciąż wpatrzona w obraz ukazany w lustrze, wypowiedziała bezwiednie:
- Gaia... – w tej chwili od jej postaci zaczęło bić zielono-złote światło.

Niedaleko świątyni Ateny.
Dziwny facet zbliżył się do Silene, która zaczęła się poważnie niepokoić.
- Czego chcesz? – zapytała siląc się na spokój.
- Dlaczego masz jej Cień? Gdzie ona jest? Gdzie Majris? Zabiłaś ją?!
- Nie!
- Zabiłaś! Ukradłaś jej Cień!
- Zwariowałeś? Przecież ona żyje... – ból znów zaatakował i Silene opadła na kolana.
- Ona odeszła... – doszły do niej słowa nieznajomego. – Tak też mi się wydawało... zmylił mnie tylko jej Cień, który przejęłaś.
Silene chciała coś zrobić, ale nie potrafiła przezwyciężyć tego cholernego bólu. Była w beznadziejnej sytuacji, zupełnie bezbronna wobec ewentualnych ataków... Ku swemu zdziwieniu, poczuła, że nieznajomy dotknął jej głowy, po czym usłyszała cichy szept, ale nie potrafiła rozróżnić słów.
Zobaczyła natomiast coś, o czym zapomniała, tę chwilę, w której Majris odeszła... jej ostatnie słowa... i te cholerne promienie wschodzącego słońca, zamieniające ciało mistrzyni w kamień.
- A więc tak odeszła... – znów usłyszała głos nieznajomego.
Czyżby to on sprowadził jej zepchnięte daleko wspomnienia?

Przed domem Barana.
Shuu już dawno przestała biec, dostała zadyszki i spokojnym krokiem doszła do domu Barana.
Ledwo znalazła się pod dachem poczuła, że nie jest sama. Obróciła się wokół własnej osi.
- Wyłaź! – krzyknęła w końcu, nie mogąc zlokalizować intruza.
Zza jednej z kolumn wyszła postać w białym płaszczu.
- Ultar – uśmiechnęła się i skinęła mu głową.
- Shuu – odkłonił się czarnowłosy.
- A ty tutaj w jakieś konkretnej sprawie, czy tylko rekreacyjnie zabić zdrajcę?
Ultar pokręcił głową z uśmiechem.
- Ja raczej z prośbą przyszedłem.
Shuu wytrzeszczyła oczy.
- Do mnie?
- Jakby kto inny zaiwanił mi moją czarną księgę, to pewnie do ciebie bym teraz nie gadał.
Iluzoryczna zachichotała.
- Oj rypło się.
- Sprawa jest taka, potrzebuję tej księgi.
- A jeśli nie będę jej chciała oddać?
- Lepiej by było, gdybyś chciała...


Komentuj (17)


07.06.2006 :: 20:35
77.
W domu Bliźniąt.
Piątka złotych przeszukała dom Sagi, ale Shuu nie znaleźli.
- Nawiała – stwierdził Death Mask.
- No co ty powiesz... – Shaka wypróbowywał swoje zdolności ironiczne (XD).
- NO ALE DO CHOLERY!! – usłyszeli donośny głos Mu.
- Mu uważaj do kogo mówisz! – dotarła do nich odpowiedź Shiona.
- Uuuu... Barany mają poważną wymianę zdań – stwierdził DM.
- To ja proponuje udać w przeciwnym kierunku.
- Popieram, popieram. Chodź sprawdzimy czy Shuu nie pobiegła sobie do Milo albo gdzieś dalej.
I Rak z Panną oddalili się na bezpieczną odległość.

Gdzieś w Polsce.
W którymś z polskich miast, na którymś z polskich osiedli, w którejś z polskich piwnic siedział ubrany na czarno długowłosy facet, który wyglądał jakby mydła nie widział od ładnych paru lat. Ów człowiek dzierżąc w ręce białą kredę made in China, przy blasku świec made in Taiwan rysował na podłodze dziwne znaki...

W Grecji. Przed domem Bliźniąt.
- Mistrzu, ja nadal nie rozumiem twojego zamysłu – Mu był... @.@ wściekły. (NYAAAAA XD)
- A ja nie będę ci tego tłumaczyć jak chłop krowie na rowie. Zdurniałeś do reszty? Czy ta Shuu pozbawiła cię zdolności normalnego myślenia?! Wymiękłeś!!!
- Nie wymiękłem! – obruszył się Mu.
- Jak nie jak tak?!
- Sory, że przeszkadzam – wtrącił się Saga. – Ale mieliśmy zdaje się szukać kogoś?
Zamilkł jednak, kiedy oba barany spojrzały na niego wściekle.
- Dobra nic nie mówiłem. Mnie tu w ogóle nie ma. Nie przeszkadzajcie sobie – i w podskokach oddalił się od nich.
- Mu, co się z tobą stało? Tak traktujesz swojego mistrza?
- Skoro mistrzowi odpierdala...
- Komu niby odpierdala?! Kto dostał jakieś mani prześladowczej na punkcie jednej, głupiej dziewuchy?!
Mu nie odpowiedział tylko zmrużył oczy.
- Ha! A widzisz! Mam rację. O niczym więcej obecnie nie myślisz. Przecież to przez nią rozpierdoliłeś zbroję w drobny mak!!!
- I to również dzięki niej zbroja wróciła do swojego poprzedniego kształtu chyba nie?
- Chociaż coś przydatnego zrobiła! Zauważ Mu, że od kiedy się pojawiła wszystko stanęło na głowie.
- Dzięki niej nie musisz już łazić na każde zawołanie Hadesa! A i nie zapomnij, że dzięki niej Atena zdechła.
- Nie tyle Atena, co Saori. Właśnie... a może... – Shion doznał olśnienia.
- Co znowu? – Mu spojrzał podejrzliwie, bardzo nie lubił kiedy były mistrz doznawał olśnień...
- Spójrzmy na to z boku. Shuu przybyła zabić Saori, tak?
Mu kiwnął głową, niepewny do czego zmierza Shion.
- I za którymś razem zabiła, ALE przejęła duszę Ateny. Może taki był jej cel? Może ona wcale nie zdradziła Imperium i nadal działa na jego rzecz, tylko jako wtyczka u nas.
- Niemożliwe... – stwierdził Mu.
- Powiedziałbym, że bardzo możliwe.
- To by chyba nie przysyłali innych, żeby ją zabić?!
- Albo to tylko taki pic... Trochę dymu, żeby przesłonić prawdziwą misję.
- Mistrzu, ja myślę, że tobie jednak odpierdala... Brak ci kobiety – stwierdził złośliwie Mu i znikł uznając rozmowę za zakończoną.
- Co za bezczelny smarkacz – mruknął Shion. – A taki niegdyś był spokojny, nie wadził nikomu... co te baby robią z facetami.

Gdzieś w Polsce.
W którymś z polskich miast, na którymś z polskich osiedli, w którejś z polskich piwnic siedział ubrany na czarno długowłosy facet, który wyglądał jakby mydła nie widział od ładnych paru lat. Ów człowiek narysowawszy skomplikowane wzory na podłodze, stanął na środku okręgu, w który wpisany był pentagram i zaczął nucić monotonną pieśń...

W domu Barana.
- A jeśli nie będę jej chciała oddać?
- Lepiej by było, gdybyś chciała...
- A jeśli jednak będę uparcie trwała przy swoim?
- No to może się nie najlepiej skończyć – Ultar uśmiechnął się pod nosem. – Przestań się wydurniać i oddawaj moją własność.
- Chciałabym jednak wiedzieć, po co ci akurat teraz ta księga – Shuu była nie ustępliwa.
- Oj, chyba nie chcesz, żebym stracił cierpliwość? – Ultar uniósł lewą brew ku górze.
- Ależ skąd. Jestem tylko, najzwyczajniej w świecie ciekawa...
- A nie słyszałaś, że ciekawość to pierwszy stopień do piekła – Shuu usłyszała znajomy głos.
Odwróciła się. Kilka kroków od niej stał Kyo podtrzymywany przez na wpół przeźroczystą kobiecą postać.
- Kyo...
- Shuu...
- Nemi! Mówiłem ci, żebyście się tu nie pojawiali.
- Ale Ultar, on i tak by tu przyszedł z moją pomocą lub bez.
Czarnowłosy pokręcił głową.
- Nemi? – Shuu spojrzała na przeźroczystą, unoszącą się nad ziemią postać. – Ty jesteś Nemi?
Dziewczyna skinęła głową potakująco.
- Daj tę księgę i spadamy – ponaglił Ultar.
- Ale po co wam to? – nie ustępowała Shuu.
- Też chciałabym wiedzieć – dodała Nemi.
- Czy człowiek naprawdę musi się aż tak tłumaczyć, żeby odzyskać własną książkę?!
- Ja mam jakieś dziwne podejrzenia – stwierdziła Shuu.
- Shuu – Kyo podszedł już bez pomocy Nemi do Iluzorycznej. – Słuchaj... nie wiem czy jeszcze kiedyś się zobaczymy, ale jest coś co muszę ci powiedzieć...
Nagle ziemia zatrzęsła się i rozstąpiła tuż przed domem Barana.
- Ostrzeżenie? – szepnęła Nemi. – Segno, co ty robisz? – krzyknęła.
- Słuchaj Shuu, wrócę po tę cholerną książkę, jeszcze. Ale jak wtedy nie będziesz jej chciała oddać, zapomnę o naszej przyjaźni... – Iluzoryczna usłyszała szept tuż obok siebie.
To Ultar i jego iluzja maskująca. Widocznie nie chciał być przyłapany ze zdrajcami. Trudno się zresztą dziwić...
- Segno! – krzyknęła znów Nemi.

Gdzieś w Polsce.
W którymś z polskich miast, na którymś z polskich osiedli, w którejś z polskich piwnic siedział ubrany na czarno długowłosy facet, który wyglądał jakby mydła nie widział od ładnych paru lat. Ów człowiek po kilkunastu minutach wreszcie skończył swoją pieśń. Rozłożył szeroko nad głową ręce i ryknął przechlanym głosem:
- Dziś, kiedy nadszedł tak długo oczekiwany dzień... dzień niezwykły! Wzywam Cię, Ty którego zwą Szatanem, przybądź Bestio! Sześćset sześćdziesiąt sześć... trzy szóstki jak dzisiejsza data 06.06.06!!! PRZYBĄDŹ PANIE!!!!!!!!!
Wtedy nad nim, w suficie otworzyła się czarna dziura.
Człowiek spojrzał do góry ze łzami w oczach.
- Panie... wysłuchałeś mnie...
Wtedy centralnie na nim wylądowała kobieta w dziwnym stroju. Rozejrzała się po pomieszczeniu i stwierdziła:
- Faker!


Komentuj (51)


20.06.2006 :: 20:08
78.
Postać, która wyleciała przez czarną dziurę, wstała z sztanisty (XD) i odeszła na bok. Ledwo to zrobiła, przez nie zamknięty otwór w suficie wyleciała kolejna postać i wylądowała dokładnie w tym samym miejscu, co pierwsza. Zaraz potem czarna dziura zamknęła się.
- Holy Shit! – wrzasnęła.
Postać stojąca z boku podała nowoprzybyłej rękę i pomogła powstać.
- A cóż to za nędzne pomieszczenie? – rozejrzała się, gdy tylko stanęła na nogi.
- Nie wiem – wzruszyła ramionami druga. – Nie wiem i nie obchodzi mnie to. Udało nam się tu przenieść, więc załatwmy co mamy załatwić i do domu. Ale najpierw pozbądźmy się tych cholernych szmat! – to mówiąc zdarła z siebie dziwaczny strój, wyglądający jak suknia uszyta z kawałków różnych materiałów z zastraszającą ilością, wybitnie nie pasujących, cekinów.
Kiedy tylko postać, która pierwsza się tam zjawiła, uwolniła się z tej... „szaty”, okazało się, że w istocie jest mężczyzną. Każdego mógłby zmylić strój, kręcone włosy związane w supeł na karku, a przede wszystkim delikatna twarz. Teraz w ciemnej piwnicy, oświetlonej jedynie świeczkami made in Taiwan, ukazał się w całej okazałości, w zielonym kaftanie i spodniach, oraz wysokich, brązowych butach, nie pozostawiając już żadnej wątpliwości (co do swojej płci XD).
Za jego przykładem podążyła również druga postać, a z pod dziwacznego stroju wyjrzała po chwili biało-niebieska sukienka mini (XD).
- Dalej nie rozumiem, po co musieliśmy te szmaty wkładać – marudził mężczyzna.
- Ważne, że udało nam się przenieść – podsumowała kobieta. – Choć dziwny musi to być świat, w którym ludzie się nie myją – dodała trącając końcem niebieskiego sandałka nieprzytomnego szataniste.
- Powiadają co kraj to obyczaj, a co dopiero inny wymiar... – mruknął mężczyzna rozglądając się po pomieszczeniu.
- Sądzę, że będziemy potrzebować przewodnika po tym świecie – zauważyła przytomnie kobieta. – Można by spróbować wykorzystać tego tu, o ile go nie zgniotłeś.
Mężczyzna podszedł do leżącego na podłodze i przykląkł przy nim.
- Oddycha... uuuuuu... ale mógłby zainwestować w tic taki...
- No to poczekamy, aż się obudzi – zadecydowała kobieta.

W jednym z hotelowych pokoi w Atenach.
Silene ocknęła się. Rozejrzała się zupełnie nie rozumiejąc jak znalazła się tutaj. Pokój był ogromny. Silene zauważyła powieszoną na wieszaku przy oknie piękną suknię. Wstała i podeszła w jej kierunku. Tuż obok, na stoliku, znalazła kartkę złożoną na pół z jej imieniem na wierzchu. Przez chwilę przyjrzała się czarnym, ukośnym literom i fantazyjnie przyozdobionej literze S. W końcu jednak przeczytała, co zawierał, jak się okazało, list do niej:

„Droga Silene!
Wybacz mi proszę moją nagłą napaść na Ciebie. Teraz, gdy dowiedziałem się jak odeszła Majris wiem, że nie była to Twoja wina. Przyjmij wyrazy współczucia, gdyż Twoją była Ona matką, nie moją.
Suknia, którą na pewno już zauważyłaś, jest dla Ciebie. Niegdyś należała do Majris, więc naturalnym będzie przekazanie jej Tobie.
Chciałbym z Tobą porozmawiać wieczorem, ale zrozumiem jeśli nie będziesz miała na to ochoty. Możesz po prostu wyjść stąd i zapomnieć o naszym spotkaniu, jeśli taka Twoja wola, uszanuję ją.
Jeszcze raz proszę, abyś puściła w niepamięć nasze niefortunne pierwsze spotkanie!

Do zobaczenia (mam nadzieję)
R.”


Silene złożyła list i odłożyła na stół.
Miała wielką ochotę wyjść stąd tak jak stała, ale nie potrafiła oderwać wzroku od sukni wiszącej przed nią. Majris... mogła się spodziewać, że należała do niej, granatowa jak letnia noc góra stroju, przetykany srebrną nicią... wydawało się, że patrzy się na rozgwieżdżone niebo nie zaś na suknię. Wykończona dość szerokimi, marszczonymi paskami materiału z obu stron ozdobionymi czerwonym haftem, przypominającym promienie. Spódnica sukni wydawała się z początku czarna, ale jak się później Silene zorientowała, kolor zmieniał się zależnie od kąta padania światła, z czerni przechodził w granat, głęboki brąz a nawet bardzo ciemną wiśnię. Kreacja ewidentnie tworzona wedle gustu Majris...
Wampirzyca przez chwilę jeszcze wahała się czy nie powinna odejść, ale w końcu postanowiła zostać. Musiała przyznać, że istota (jakoś nie mogła go nazwać człowiekiem), która spotkała, zafascynowała ją. Najpierw rzucił się na nią, jak na wroga, a potem napisał przepraszający list i zostawił do jej dyspozycji suknię Majris...
Jedno tylko pytanie nie dawało jej spokoju, skąd znał mistrzynię?
Zostanie. To jedyny sposób, aby poznać odpowiedź.
Spojrzała na swoją zakurzoną i podartą, a niegdyś piękną kreację, a potem na suknię wiszącą o dwa kroki od niej. Uśmiech zakwitł na bladym obliczu Silene. Nie skorzystać z okazji to grzech... tak mawiała kiedyś Majris...

Głęboko pod ziemią.
- Przypomniałaś sobie pani imię, o którym świat niemal zapomniał – westchnęła kobieta i nieśmiały uśmiech zagościł na jej twarzy.
Vedzia spojrzała na zebranych, ale obraz miała przysłonięty mgłą. Po chwili zrozumiała, że to łzy szukają ujścia... to uczucie, że wreszcie jest tu, gdzie być powinna. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie czuła. Jakby... wróciła do domu?
Shama tymczasem wstał i udał się w kierunku wyjścia.
- A ty dokąd? – zapytał zimnym głosem mężczyzna z blizną.
- Nie twoja rzecz – warknął Shama, a groźne ogniki pojawiły się w czarnych, bezdennych oczach. – Pilnujcie lepiej Gaii.
To powiedziawszy wyszedł. Atmosfera w pokoju rozrzedziła się.
Kobieta również wstała i podeszła do Vedzi.
- Pani – powiedziała. – Usiądź.
Różowa bezwolnie dała się poprowadzić i usadzić na łóżku, aż w końcu nie wytrzymała i rozpłakała się. Kobieta skinęła na pozostałą dwójkę, aby wyszli, a sama usiadła obok i przytuliła Vedzię, czekając aż łzy obeschną i będzie można spokojnie porozmawiać.




*Macie... to w ramach odsresowywania się po cholernym angielskim ;/// ciąg dalszy kiedy się pojawi nie wiem i nie pytać mnie o to, bo normalnie łeb ukręce!

Komentuj (25)