02.06.2008 :: 23:59
159.
Czas jakby zupełnie się zatrzymał. Słyszała jedynie nieznośnie wolne uderzania własnego serca. Obraz leżącego na ziemi ciała Shuna rozmył się. Przez chwilę znów była z nim na plaży, gdzie widziała go po raz ostatni. I znów poczuła to co kiedyś, że spotkali się, dawno temu. On tego nie pamiętał... Jakże mógłby? Pewnie od tamtego czasu odradzał się wiele razy.
Ale to był on. Nie miała wątpliwości. Po tak długim czasie znów się spotkali i znów złośliwość losu dała o sobie znać. Wtedy obiecał jej, że jeszcze się spotkają i następnego dnia zginął, zupełnie przypadkiem.
Miri została obdażona „darem” wieleset lat temu, sama dokładnie już nie pamiętała jak dawno to się wydarzyło. Jedyne czego była pewna to fakt, że była wstanie podążała tą drogą jedynie dzięki mdłemu płomykowi nadziei... nieprzerwanie wierzyła, że jeszcze się spotkają.
Kiedyś Ajax zapytała ją jaki jest cel jej przerażająco długiego istnienia. Wtedy nie odpowiedziała, wolała, żeby jej portret silnej i niezłomnej istoty wrył się w pamięć młodej jeszcze wtedy Ajax. Poniekąd własne odbicie, jakie znajdowała w oczach dziewczynki, dodawało jej sił przez te kilkadziesiąt ostatnich lat. Może oszukiwała samą siebie, może wcale nie była tak silna jej się wydawało, pomimo wszelkich mocy jakimi dysponowała.
„Człowiek nie może żyć bez nadziei...” - pomyślała wracając do rzeczywistości.
Nie mogła uronić łzy, choć płacz niemal ją dusił. Nie chciała sobie na to pozwolić. Wydawało jej się, że gdyby wyzwoliła uczucia, razem z łzami odpłynęła by jej nadzieja.
Westchnęła głęboko, spojrzała znów na Shuna i uśmiechnęła się niepewnie.
- Nie mówię żegnaj, bo znów się spotkamy - szepnęła.
Odwróciła się w stronę bitwy, jaka rozgrywała się za jej plecami. Czas wydawał się wracać do normy. Ikki wreszcie dopadł do brata. Po drodze posłał stojącej obok dziewczynie zrozpaczone spojrzenie, upadł na kolana przy Shunie i przytulił jego ciało.
W Miri tymczasem gniew przyćmił rozpacz i w jednej chwili z jej uniesionej dłoni wystrzeliła energia, która położyła wszystkie Amazonki w promieniu dobrych kilkunastu metrów, a ich iluzje rozpłynęły się w powietrzu.
Gdy tylko użyła tej mocy, Shuu poczuła się dziwnie. Przez dłuższą chwilę nie mogła się poruszyć i zaczęła wyczuwać jakieś wibracje, dochodzące jakby ze środka ciała. Nie miała pojęcia co to mogłoby być, ale wydawało się znajome...
Tymczasem w odległej bazie Imperium.
Xavier bawił się właśnie w przechodzenie przez zamknięte drzwi to w jedną to w drugą stronę, działając na nerwy Eda, który jednak starał się opanować i nie rzucić klawiaturą w denerwującego Kardynała.
Nagle zamiast jak zwykle przeniknąć przez drzwi zderzył się z nimi. Stał przez dłuższą chwilę nieruchomo. Ed rzucił na niego okiem i nie mógł uwierzyc w wyraz powagi jaki zobaczył na wiecznie uśmiechniętej mordzie Xaviera. Nie trwało to długo, już po chwili wrócił do swojej denerwującej zabawy jak gdyby nigdy nic.
Ed zaczął się zastanawiać co też Xavier może kombinować. Musi porozmawiać z Setem, w końcu to on ma najlepszy kontakt z, wydawałoby się chorym psychicznie, Kardynałem.
Inną osobą, która zareagowała dokładnie w tej same chwili, gdy Miri użyła owej dziwnej mocy, był Ultar. Uśmiechnął się jedynie pod nosem i sięgnął po filiżankę z kawą.
Korzystając z niespodziewanej pomocy ze strony Miri, Rycerze rzucili się do ataku na resztę będących w stanie walczyć Amazonek i szybko zaczęli zdobywać przewagę.
Tymczasem Sauri prowadził zażarty pojedynek z Rinou. Vedzia najbardziej ze wszystkiego w tej chwili chciałaby ich rozdzielić, ale podejść do nich byłoby dość nierozważnym posunięciem...
Silene z Shamą nie szło zbyt dobrze. Prawdę powiedziawszy Cień z każdą chwilą stawał się trudniejszy w kontroli i przeciwnik zyskiwał przewagę.
Gdy zrobiło się już naprawdę nie wesoło i Silene była wstanie jedynie się bronić, dał się słyszeć wysoki świst i tuż przed nią wyrósł Rivir.
- A ty tu czego? - syknęła do niego wampirzyca.
- Dbam o rodzinę – mruknął.
- Z drogi – ryknął do niego Shama.
- Ostrzegałem – odpowiedział spokojnie Rivir.
- Zejdź mi z drogi.
- Nie.
Niegdysiejsi towarzysze zmierzyli się wzrokiem i niemal równocześnie stanęli w podobnej pozycji.
- Więc broń się Rivir – rzucił Shama.
- Z przyjemnością.
Silene stała nieco zdziwiona zaistniałą sytuacją. Jednego nie mogła zrozumieć, skąd Shama znał imię brata Majris. Przecież z tego co wiedziała Rivir nigdy nie miał nic wspólnego z Imperium...
W innej części tego całego zbiegowiska _^_'
- Tinwe, spójrz – Eithen wyglądał na co najmniej zdziwionego.
Elfka spojrzała w kierunku, który pokazywał i sama doznała niemałego szoku.
- Mistrz – szepnęła.
Komentuj (20) 14.06.2008 :: 16:02
160.
- Ja mam pytanie treści ważkiej, z kim ty walczysz? - zaczęła się zastanawiać Ula. - I dlaczego ci kolesie biegają w złotych blachach w taki upał?
- Hm... dobre pytanie. Natomiast walczę z paniami, które nas zaatakowały.
- A gdzie twoje przekonania feministyczne?
- Wyszły i nie powiedziały kiedy wrócą.
- Dobra mam tego dosyć – wpieniła się Ula. - DANIEL GET (KURWA) OVER HERE! - i Daniel wyskoczył, rzucił się na dwia atakujące Amazonki, owinął się wokół ich nóg, sprawiając tym samym, że się wywróciły, jedna na drugą.
- Widzę, że Daniel nie stracił swojego poczucia humor.
Ula zdołała wciągnąć wężastego z powrotem, gdy przygnali do nich w podskokach w kolejności: dwa Barany, Shura, Afro oraz „nawrócona”, była Amazonka - Achird.
- Ona z nami – poinformowała od razu Shuu wskazując na Ulę, żeby nikomu przypadkiem nie przyszło na myśl atakowanie jej.
- Pytanie czy oni ze mną... – mruknęła do siebie filozoficznie evil twin sister. (XD)
Po czym rzuciła okiem na przybyłych i stwierdziła, że jakkolwiek jeden wygląda jak idź stąd i nie wracaj, tak reszta panów prezentuje się nienajgorzej. Shuu odczytała ten dobrze znany błysk w jej oku i zaraz przyciągnęła Mu do siebie.
- Co jest? - zdziwił się Baran.
- A nic nic, stęskniłam się skarbie.
Mu wyglądał na jeszcze bardziej zdziwionego, ale Ula załapała wiadomość (treści: moje, nie tykać XD) i spojrzała badawczo na dwóch pozostałych (po wstępnej eliminacji Afro XD). Mlasnęła znacząco, gdy nagle zaatakował Ryba.
- A szanowna pani skąd? Piękna opalenizna. I muszę przyznać, że do twarzy pani w tym kolorze włosów.
Uli zalatała powieka.
- A to co?!
- Ryba – odpowiedziała zgodnia ekipa.
- Hę?
- Nie wnikaj, wierz mi nie chcesz wiedzieć nic poza tym, że jego akurat chcesz unikać.
- To ja wiem nawet i bez ostrzeżenia, ale o jakiej opaleniźnie on mówi. I w ogóle... DLACZEGO JESTEŚ BARDZIEJ OPALONA ODE MNIE?! - dokonała znaczącego odkrycia.
- Eto... jakby ci to powiedzieć... Grecja, słońce, zero chmur...
- Grrr...
- Ale nie przejmuj się. Zawsze możesz stanąć na tle Afro. Przynajmniej do czegoś się przydaje – mruknęła nieco ciszej Shuu.
- Zemszczę się...
Tymczasem w innych częściach tej pseudo bitwy XD
Rivir wciąż walczył z Shamą, a Sauri z Rinou (lol R vs S XD).
Saga nadal próbował się rozprawić z resztką Amazonek i ich iluzji, gdy Shaka wreszcie stwierdził.
- Wiem, kto stworzył te iluzje.
- Świetnie, to może się podzielisz?!
Panna odwrócił się w stronę rozwalonej części świątyni i wskazał na stojącą pośrodku całego zamieszania, ale na nic nie reagującą postać Kouri.
Saga zatrzymał się jakby ją dopiero teraz zauważył.
- Atena? - zdziwił się.
- Nie, to nie ona...
- To kim ona jest?
- Jeśli chcesz znać moje zdanie, to jest...
Nagle z nieba zleciał piorun w kierunku stojącej nieruchomo Kouri. Hera, o której najwyraźniej wszyscy zapomnieli (ale autorka czuwa XD), nauczyła się posługiwać zabawkami Zeusa.
- Kouri!!! - krzyknął Sauri i rzucił się w jej kierunku zapominając zupełnie, że jest w trakcie walki z Rinou.
Ten z kolei wykorzystał nadarzającą się sytuację i powalił przeciwnika jednym ciosem.
- Wybacz – mruknął przy tym.
Shama również widząc to zastygł na chwilę w bezruchu, nie dał się jednak tak podejść jak Sauri i w ostatniej chwili sparował atak Rivira, choć ucierpiało przy tym jego prawe ramię.
Tymczasem Kouri spojrzała w kierunku nadlatującego pioruna, który nagle zmienił kierunek, zawrócił i uderzył wprost w rydwan unoszący się nad świątynią Ateny, a dokładniej w zapas amunicji. Pawie spłoszyły się i rzuciły przed siebie, a Hera prawie wypadła z swego powozu. Tak czy inaczej zniknęła z pola widzenia.
Kouri westchnęła i rozejrzała się wkoło. Wszelkie walki zostały przerwane, a wszystki oczy skierowane ku niej.
- Hmm... chyba nie ma już sensu ciągnięcie tej szopki.
W jednej chwili wszystkie iluzje Amazonek rozpłynęły się w powietrzu, a od Kouri zaczęła emanować energia... boska energia, choć zdecydowania nie należała do Ateny.
Jedynie dwóch obecnych rozpoznało ją.
- Gaia?! - krzyknął zszokowany Rinou, spojrzał na Vedzie (równie zdziwioną jak on), na Kouri i znowu na Vedzie.
Shama jedynie zmrużył oczy. Poczuł się oszukany. Po to cały czas szukał Gai, żeby teraz dowiedzieć się, że ona nigdy nie opuściła świątyni?! Ale jak to możliwe?
Dawno temu, Gaia na oczach pozostałych przy życiu wojowników: Rinou, Sauri, Kouri i jego, została przecież zapieczętowana... Miała odrodzać się jako człowiek, ale nigdy już nie dysponować swoją dawną mocą.
- Tamtego dnia – odezwała się jakby w odpowiedzi na ich nieme pytanie Kouri, czy może raczej faktycznie Gaia. - Zginęła Kouri, jedynie moja moc została zapięczętowana, ale mój duch pozostał w jej ciele, w ciele Kouri. To ona nalegała na zamianię tuż przed tymi nieszczęsnymi wydarzeniami... jakby przeczuwała.
- Ale jak to możliwe... dlaczego nie wyczuwaliśmy, że jesteś z nami? – nie mógł zrozumieć Rinou.
- Bo pozostając w jej ciele stałam się człowiekiem... dopiero teraz mogę odzyskać całkowiecie moją moc.
Gaia spojrzała na Vedzię.
- To w tobie była ukryta ostatnia jej część.
Komentuj (50)