Minione Nadzieje
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec






Inne światy:
by Raini
by Vedzia
by Amari
by Els
by Life&Death
by me ^^



Postacie:
czyli
~~LISTA PŁAC~~


Rycerzaści:
Aries - Shion
Aries - Mu
Taurus - Aldebaran
Gemini - Saga
Gemini - Kanon
Cancer - Death Mask
Leo - Aiolia
Virgo - Shaka
Libra - Dohko
Scorpio - Milo
Saggitarius - Aiolos
Capricorn - Shura
Aquarius - Camus
Pisces - Aphrodite

Bogowie:
Atena -_-
Hades *^^*
Hekate :P
Hera
Ares

Niegdysiejsze brązy:
Mhroczny Shiryu
Mroźny Hyoga
Ptasiek Ikki XD
Słodziasty Shun

Postacie poboczne:

*z Imperium:

Kyo - mistrz Nemi i Shuu
Van Panel - mistrz Vedzi
Majris - mistrzyni Silki
Ultar - mistrz Raini
Ajax - mistrzyni Kyo
Shama - mistrz Segno
Miri

*Czterej Kardynałowie
Ares
Xavier
Edziu
Set

*z Królestwa Gai
Sauri
Kouri
Rinou

*Amazonki
Kaori - królowa
i jej przyboczne:
Schedar
Segin
Achird

*Mhroczne Elfy
Neithir - książę
Tinwe - jego siostra
Eithen
Yngvan

*Przybysze z innego wymiaru
Lord Nemi XD
Lady Segno XD

Inne dziwne stwory:
Iluzoryczna Shuu *^^*
(publika szaleje)
Krwawa Silene
Różowa Vedzia alias Gaia
Zerojedynkowa Raini
Imperator Feniu
Powietrzna Nemi
Tęczowa Segno XD
Świstak Zenek lol
Czarny Smok Sherr
Jednorożec Elia
...i Tajemnicza Wyrocznia:P


jedyna i niepowtarzalna ofiara losu:
Pegaz - Seiya





różne inne wiadomości :P

kolory misji:
(od najłatwiejszej do najtrudniejszej)
zielona
ciemno-zielona
błękitna
granatowa
fioletowa
różowa
czerwona
czarna

hierarchia
Frędzelki żółte:
(żółtodzioby)
1 ranga
2 ranga
3 ranga
4 ranga
5 ranga -> przechodzi do mistrzów
Frędzelki czerwone:
(mistrzowie)
1 klasa
2 klasa
3 klasa




Kalendarium
Arachia 3 Luty
Silene 10 luty
Kaori 7 marzec
Raini 6 kwiecień
Sherr 30 kwiecień
Nemi 30 czerwiec
Segno 25 sierpień
Edziu 8 wrzesień
Vedzia 21 wrzesień
Elia 18 październik
Feniu 15 listopad
Tinwe 20 listopad

co by nie zapomnieć :P


Twórcze wizje
Silka, Vedzia i Shuu
Nemi, Segno, Ultar i Shama
Kouri i Sauri
Amazonki
Po prostu Mu XD
Mu ^^
Saga i Camus wersja by Shuu
Kyo ^^
Kyo :P
same kudły xD
Ultar^^
Mhroczna Elfka :3
Shama XD
Shama po raz 2
Majris
Afro w kultowej scenie _^_


PARKI *^^*
Vedzia i Milo
Raini i Bliźnie... pytanie które ;]
Sil i Camus
Tinwe i DM
*^^*
Don't go T.T


Twórcze wizje by Nemi
Kyo Shuu i Mu :P
KYO
Znowu Kyo
I jeszcze raz :)
ULTAR
Ultar once again ^^
Shamuś *.*
Lord Nemi XD
Lady Segno _^_
Dużo Ludu *^^*


02.07.2006 :: 01:28
79.
Przed domem Barana.
- Segno! – krzyknęła jeszcze raz Nemi i wybiegła przed dom. – Co ty robisz?!
Tuż obok niej uniosła się z ziemi lekka mgła i przemieniła w ledwo widoczną postać dziewczyny. Opuszczona głowa nie zdołała ukryć tego, że po policzka spływają jej łzy.
- Segno – Nemi podeszła do niej i delikatnie uniosła twarz.
- Wiesz, że tego nie chcę – szepnęła Segno i dotknęła czoła przyjaciółki patrząc jej prosto w oczy.
Momentalnie Nemi przestała się unosić i opadła w otwarte ramiona Segno.
- Co ty robisz? – zawołała Shuu.
Kyo przytrzymał ją za ramię, gdy chciała tam podbiec.
- Co robię? To do czego mnie zmuszają – stwierdziła i powoli obróciła głowę w kierunku dwójki stojącej u wejścia do domu Barana.
- Segno posłuchaj... – zaczął Kyo, ale nie dokończył, gdyż ziemia znów się zatrzęsła, a szczelina utworzona kilka metrów przed nimi zaczęła się poszerzać i... jakby dążyć w ich kierunku.
- Cristal Wall – szczelina w ziemi zatrzymała się dokładnie w miejscu, w którym Mu ustawił swoją ścianę.
Shuu odwróciła głowę i zobaczyła Barana stojącego niecałe dwa kroki od nich. Nie patrzył jednak na nią. Na spokojnej twarzy nie malowały się żadne uczucia. Powoli podszedł do niej i Kyo.
- Że też ja zawsze muszę wam tyłki ratować – westchnął.
- A mi się wydaje, że znajdujesz w tym pewną satysfakcję – stwierdził półgłosem Kyo.
Mu posłał białowłosemu wymowne spojrzenie.
Shuu uśmiechnęła się do siebie, ale zaraz poczuła, że Atena czuje się lekko wkurzona.
„Atakuj!”
I nie wiedzieć kiedy, Shuu posłała w kierunku Segno wiązkę światła, która odrzuciła ducha na pewna odległość, nie robiąc jej jednak żadnej szkody. Dwóch panów stojących po obu jej stronach spojrzało na nią ze zdziwieniem.
- Widać, że Shuu dzięki wchłonięciu bogini zyskała trochę siły, ale to nie wystarczy, by zrobić krzywdę duchowi – usłyszeli znajomy głos.
Z nikąd pojawił się wielki Ptak Gromu, wydawał się potężniejszy od tego, którego przywoływała Vedzia, który spokojnie wylądował przed domem Barana. Na jego grzbiecie siedział...
- Van?! Jakim cudem żyjesz?! – krzyknął zszokowany Kyo.
Na różowym sweterku Panela nadal widoczne były plamy po krwi, w miejscach gdzie przebiły go lodowe strzały Ultara.
Shuu spojrzała na Kyo z niemym pytaniem w oczach.
- Dłuższa historia – mruknął białowłosy. – Van mnie znalazł i chciał się pozbyć, ale wpadł Ultar i wydawało się, że go zabił – skrótowo wyjaśnił półgłosem.
- No to mu chyba coś nie wyszło – stwierdziła cicho Shuu.
Równie nagle jak Van się pojawił, tak zleciał ze swojego ptaszyska i zarył twarzą w jakiś schodek.
Shuu, Mu i Kyo spojrzeli z niedowierzaniem. Na Ptaku Gromu siedziała dziewczynka...
- Well, I don’t think I’ll need him now – powiedziała i zgrabnie zeskoczyła z Bestii.
- Użyłaś go? – teraz dobiegł ich głos Segno.
- You can put it this way – uśmiechnęła się słodko Miri.
- Ty mała, wredna... – zaczęła, ale nie skończyła, bo tuż przed nią pojawił się Shama.
- Wiedziałem, że coś kombinujesz – zmrużył swoje czarne oczy, a zielone ogniki zabłysły złowrogo.
- How sweet of you – mówiąc to Miri pokazała mu język.
Przez dłuższą chwilę mierzyli się wzrokiem, co wyglądało wręcz przeuroczo. Mała dziewczynka, wyglądająca na nie więcej niż siedem, może osiem lat i mężczyzna w średnim wieku, patrzyli na siebie z tą samą nienawiścią i nieufnością.
Shuu po krótkiej chwili, stwierdziła, że nie ma co tak stać.
- Mu ilu ludzi jesteś wstanie przeteleportować? – zapytała szeptem.
- No kilkunastu – odpowiedział również szeptem Baran.
- Świetnie – uśmiechnęła się.
Złapała Mu za rękaw T-shirta, pociągnęła go w stronę Kyo, którego złapała z warkocz i szepnęła:
- Teraz weź nas przenieś tam, gdzie leży Nemi.
Mu nie do końca wiedząc co zamierza, wolał jednak się nie kłócić. Przeteleportowali się tuż obok Nemi. Kyo nie trzeba było nic mówić, już trzymał ją na rękach i cała czwórka znikła ponownie.
- You see what you’ve done? They’ve got away! And it’s all your fault!
- Zamknij się szmato – powiedział zimno Shama. – Jeśli myślisz, że nie wiem kim jesteś, to się mylisz.
- Co tu się dzieje? – nie wiadomo skąd pojawiła się na miejscu akcji Ajax. – Shama gdzie byłeś?
- Nie twój interes – warknął. – Miałem zadanie do wypełnienia.
- Nic nie wiem o żadnej misji dla ciebie – zauważyła oczojebna.
- Nie o wszystkim musisz wiedzieć – grymas, który pojawił się na ustach Shamy miał chyba być uśmiechem.
Odwrócił się do stojącej cały czas za nim Segno, wziął ją za rękę i oboje zapadli się pod ziemię.
- Wkurzająca zdolność to wsiąkanie w ziemi – westchnęła nowoprzybyła.
- Ajax – usłyszała obok siebie słaby głos, niemal szept. – I think he knows...



*Shuu była dzisiaj w tesco i co widziała. Lody Muuuuuuuu XDDD to taki bonusik :P Enjoy reading ;P

Komentuj (17)


03.07.2006 :: 19:05
80.
Głęboko pod ziemią.
Kiedy panowie, dyskretnie wyproszeni z pokoju, znaleźli się za drzwiami, spojrzeli na siebie porozumiewawczo.
- Znowu wyszedł – mruknął Milo-podobny.
- A widziałeś go tutaj na dole za często, co Rinou? – zapytał z kamienną twarzą, facet z blizną.
- Nie za często – przyznał. – Chociaż, wiesz Sauri, tylko on jeden…
- Wiem – uciął krótko. – Tylko Shama z naszej czwórki mógł opuszczać tę cholerną świątynię.
Sauri walnął z całej siły pięścią w ścianę, był wściekły, za każdym razem, gdy przypominało mu się o tym, że został przywiązany do tego miejsca… Ale teraz, gdy odnaleźli Gaię, czuł, że w sercu odnalazł wreszcie nadzieję, tę którą przez tyle stuleci, próbowała w niego wpoić siostra, lecz bezskutecznie.
- Teraz to się zmieni – odezwał się po dłuższej chwili Rinou, jak gdyby czytając w jego myślach.
Sauri kiwną głową w zamyśleniu.
- Zastanawiam się, czy twoje zdolności… – zaczął, ale zamknął się, zmierzony ostrzegawczym spojrzeniem towarzysza.
- Skupmy się lepiej nad atakiem na świątynię Ateny. Teraz to tylko kwestia czasu. Musimy dokładnie przyjrzeć się tym planom, które ostatnio przyniósł Shama.
- Na ziemi musiało wiele się zmienić – westchnął Sauri dotykając swojej szramy na policzku, przypominającej o czasach, gdy wschody i zachody słońca były dla nich codziennością.

Gdzieś w Polsce.
W którymś z polskich miast, na którymś z polskich osiedli, w którejś z polskich piwnic, przybysze z innego wymiaru nadal czekali aż szatanista się obudzi.
- Ile można? – wkurzył się w końcu facet.
- Może jednak coś mu zrobiłeś, lądując na nim? – zastanowiła się kobieta.
Facet ubrany w zieleń w końcu nie wytrzymał, wziął brudnego szatanistę za szmaty i kopnął w zamknięte drzwi piwnicy, wydostając się z pomieszczenia. Tam rozejrzał się i podążył w kierunku światła (XD). W końcu wyszedł po schodach do jakiegoś pokoju, a za nim z piwnicy wydostała się również kobieta w błękicie. Rozejrzała się ciekawie po pomieszczeniu i poszła się rozejrzeć. Facet natomiast rzucił szatanistę na dywan.
- Aaa! – doszedł go krzyk z pokoju obok. – Woda mnie atakuje!
Facet wpadł i zobaczył jak kobietę ochlapuje strumień wody.
- Segno – uśmiechnął się złośliwie. – Znowu coś zepsułaś.
Kobieta wyszła z pola zasięgu wściekłego żywiołu, cała mokra, otrząsnęła się i wysunęła język w kierunku towarzysza.
- Ale przynajmniej znalazłaś tutejsze źródło wody – Facet złapał miskę leżącą na stole i nalał w nią wody.
Potem wszedł do pokoju, gdzie zostawił ćpniętego na dywanie szatanisty i oblał go.
- Łaaaaaaaaa! – wydarł się.
- No wreszcie – ucieszyła się Segno wycierając się w serwetę, zciągniętą ze stołu.
- Panie – satanista rzucił się do nóg facetowi, stojącemu nadal z miską w ręcę. – Panie mój! Przybyłeś na wezwanie swojego wiernego sługi! Tyle lat czekałem na ten dzień.
- Jak chcesz ze mną rozmawiać to się umyj – odpowiedział mu na to przybyły z innego wymiaru.
- Myć się? – zapytał ze zdziwieniem szatanista. – Ale prawdziwy szatanista się nigdy nie myje.
- Jeśli nie chcesz mnie wkurzyć, to w tej chwili w podskokach polecisz się umyć – mruknął wściekle świecąc oczami.
Szatanista przełknął nerwowo ślinkę i już pognał do łazienki.




Komentuj (9)


09.07.2006 :: 02:17
81.
Miejsce, którego lokalizację wielu chciałoby poznać. XD
Imperator przechadzał się po swoim gabinecie. Coraz mniej podobało mu się to całe zamieszanie w Atenach. Z relacji Ajax wynika, że Shuu potrafi wykorzystywać moc bogini, co samo w sobie jest już dość niemiłym akcentem, ale jeśli dzięki temu odkryje w sobie, to co zostało zapieczętowane... wtedy zrobi się naprawdę niewesoło...
Oczywiście, nie był to jedyny problem zaprzątający myśli wszechmocnego Imperatora... Lucyfer coraz bardziej rozrabiał w tej całej... jak oni to zwą „Piwnicy”? W każdym razie w Podziemiu. Zaczyna znów zbliżać się do granic Hadesu. Obiecywał, że zostawi ten akurat obszar w spokoju, ale do cholery to jest Lucyfer! Upadły Anioł, kto takiemu ufa?!
Wykraczając poza wszelkie mitologiczno-religijne problemy, Imperator przecież był władcą również świata zwykłych śmiertelników, choć raczej rządził nim z ukrycia, co jakiś czas pociągając za odpowiednie sznurki. Wszakże i tu nie było lekko.
Imperator usiadł wreszcie i zaczął rozmasowywać skronie. Czasami od nawału tego typu myśli dopadała go migrena.
- Panie! – usłyszał głos z głośnika.
- Taaaak? – odpowiedział przeciągle, czując, że to nie będą dobre wieści.
- Armia Zombie zaatakowała Pola Elizejskie.
- Powiedz mi jeszcze, że ta armia jest bezpaństwowa.
- Tak jest.
- Skąd ja to wiedziałem. Musi być to moja kobieca intuicja – westchnął do siebie. – Wyślij tam oddział...
- Panie – przerwano mu. – Skrytobójcy są w terenie, Czterej Kardynałowie również, większość Mistrzów udała się do miejsc, gdzie wykryto te niezidentyfikowane...
- Tak już dobrze – przerwał z kolei zniecierpliwiony Imperator.
- Proszę o wybaczenie – usłyszał skruszony głos. – Na Armię Zombie nie można przecież wysłać nikogo poniżej rangi Mistrza.
- Teoretycznie – westchnął Feniu.
- Wybacz panie, wiem, że gdyby Ajax była na miejscu, od razu znalazłaby rozwiązanie.
- Nie dramatyzuj. Tylko od tej chwili jestem nieosiągalny dla wszystkich bez wyjątku, zrozumiałaś?
- Tak jest.
- Jak wrócę dam ci znać – powiedział i wyłączył rozmowę.
„Trzeba wreszcie ruszyć tyłek zza biurka” – pomyślał Imperator. – „Bo jeszcze przyrośnie... trochę gimnastyki nikomu nie zaszkodzi.”
Feniu wstał i obszedł biurko dookoła, po czym nagle przybrał postać, która była jego pierwotną, zanim stał się Imperatorem. Podszedł do umieszczonego w rogu pokoju lustra. Już dawno nie widział w nim takiego oblicza. Po chwili przyglądania się wzruszył ramionami. Co za różnica w jakiej postaci się ukaże, wpadnie, rozwali armię i wypadnie. Chodzi tylko o to, żeby nikt nie wiedział, że to Imperator przybył na pomoc Hadesowi.
Feniu westchnął do siebie i znikł z pokoju.

Gdzieś w Atenach.
I znowu robiła za popychadło. Raini miała naprawdę serdecznie tego dość. Ledwo Ajax wróciła z Miri do bazy, a już znaleziono dla niej jakieś cudowne, nowe zadanie, wymagające koniecznie biegania po mieście.
Raini usiadła na plaży. Posiedzi sobie tutaj. W końcu i tak nie jest mile widziana w bazie, a nic konkretnego do roboty nie ma. Dokładnie wiedziała, że coś się rozgrywa za jej plecami.
To miała być normalna misja, jak każde inne. Przyjechać, zrobić co miało się zrobić i wyjechać. A tymczasem...
- WSZYSTKO STANĘŁO NA GŁOWIE!!! – krzyknęła w kierunku morza.
Nic nie potoczyło się tak jak zwykle. Po pierwsze ona była Mistrzynią, a Ultara nie było obok, żeby poprawiać błędy. Po drugie to co stało się z resztą zespołu woła o pomstę do nieba. Wszyscy poznikali w tajemniczych okolicznościach... A potem było już tylko lepiej... pojawiła się Ajax.
- I traktuje mnie jak szmatę – westchnęła do siebie Raini.
- Kto śmie traktować tak urocze stworzenie jak szmatę? – usłyszała za sobą męski głos.
Obróciła głowę i zobaczyła...
- Czy my się już wcześniej nie spotkaliśmy? – zapytała.
Mężczyzna uśmiechnął się rozbrajająco.
- O ile dobrze pamiętam, kiedy spotkaliśmy się ostatnio, oberwałem od ciebie kamieniem.

W bazie Imperialistów.
Ajax akurat pojawiła się w pokoju komputerowym z przewieszonym przez ramię Vanem.
- Powiedz mi po cholerę ty go ratowałaś?
Miri siedząca na biurku i machająca zawzięcie nogami znieruchomiała, po czym spojrzała na oczojebną z pode łba.
- No dobra nie uratowałaś go, ale dlaczego nie pozwoliłaś zdechnąć?
- I needed him.
- A teraz co z nim?
- I don’t care.
- Z tobą można oszaleć czasami – westchnęła ciężko Ajax i znów znikła, ale po krótkiej chwili była z powrotem, bez zbędnego balastu.
Podeszła do obrotowego krzesła, przeciągnęła je koło biurka, na którym siedziała Miri i usiadła dokładnie naprzeciwko niej.
- No to słucham ciebie. Powiedziałaś, że Shama wie. ALE CO DO CHOLERY WIE... dużo jest rzeczy, o których wiedzieć nie powinien.
- I think he knows about me.
- Że nie jesteś zwykłą, jakąś tam denerwującą dziewczynką, mówiącą po angielsku?
- Exactly.
- Wiesz co... tego to się kurdę można domyśleć nie będąc Einsteinem.
Miri posłała Ajax mordercze spojrzenie.
- I think he knows about my soul.
Ajax spojrzała na nią uważnie.
- No to już gorzej...
Miri kiwała się do przodu i do tyłu.
- Weź przestań, bo dostanę choroby morskiej – powiedziała po chwili oczojebna.
Po twarzy dziewczynki przemknął cień uśmiechu.
- Wiesz co, dopóki nie wykorzysta tej wiedzy, o ile faktycznie wie, przeciwko nam, proponuję olać sprawę.
Ajax podniosła się z krzesła i podeszła do Miri. Poczochrała jej włosy mówiąc:
- Czasami zastanawiam się jak można być tak bardzo naiwnym i tak bardzo starym.
- Sometimes, I think I had enough of this life... it always brings the same pain...
Ajax słysząc to pociągnęła dziewczynkę za włosy tak, że musiała spojrzeć do góry.
- Nie mów tak – rozkazała mrużąc oczy. – Nie mów, że masz dość!
Miri nie odpowiadała. I choć Ajax nie chciała tego przyznać, w szeroko otwartych oczach widziała zmęczenie...


Komentuj (12)


12.07.2006 :: 18:04
82.
W Pałacu Hadesa.
Bóg podziemi siedział przed komputerem i bezwstydnie grał w Wolfsteina, namiętnie rozwalając Niemców, wyobrażając sobie równocześnie, że to armia Lucyfera. Był to całkiem dobry sposób na odstresowanie się. Pomyśleć tylko, niecałe 200 lat temu, odwiedzali się nawet dość często (zważywszy na długość ich istnienia) i nie raz zdarzało się, że nie kończyło się tylko na lampce wina... (XD). A przecież bywało, że imprezy takie nie odbywały się jedynie w ich towarzystwie.
Co też mogło teraz odbić Lucyferowi... nie raz już po pijaku snuli plany podboju świata żywych, ale skoro już Aniołkowi zachciało się je wprowadzać w życie to czyż nie mógł w nie wtajemniczyć i jego, Hadesa?
Odwrócił głowę od komputera, wydawało mu się, że słyszy jak ktoś biegnie po korytarzu jego Pałacu. Jeszcze tego brakowało, żeby sobie maratony po jego siedzibie urządzano. Natychmiast wstał i już chciał wyjść z komnaty, ale nie zdążył, bo niemal w drzwiach wpadła na niego Hekate.
- Panie... jest źle – wydyszała i zgięła się przed nim w ukłonie.
- Co znaczy „jest źle”?
- Że dobrze nie jest – mruknęła jedna z trzech głów bogini.
- Nie chcesz mi chyba powiedzieć, że z głupią armią zombie nie mogą sobie dać rady moi Spektrowie przy pomocy Cerberka i Eryni (Chciałeś Feniu to masz), nie wspominając o całej reszcie...
- Dawać sobie radę to jakoś dają – stwierdziła Hekate. – Problem w tym, że nastąpił atak z przeciwnej strony.
- Żartujesz... – jęknął Hades. – Bez przesady... ja wiem, że jak się wali to już wszystko... ale... – zamyślił się na chwilę i patrząc w środkową twarz klęczącej przed nim na jednym kolanie bogini, zapytał. – Kto atakuje?
- Trudno powiedzieć. Kto został posłany na zwiady, nie wrócił.
- A z daleka nie widać?
- Widać, widać... mgłę widać.
Hades przeciągnął otwartą dłonią po twarzy.
- No dobra – odezwał się po dłuższej chwili. – Odwołaj mi z Pól Elizejskich Radamantisa, Tanatosa, niech wezmą Erynie i niech mi się rozprawią z tą Mgłą... Mogą wziąć Lamię*, jak chcą... nie wiedząc z czym mamy do czynienia lepiej mieć różnorodną „armię” – westchnął
- Kery też?
- Może lepiej nie... Nie osłabiajmy za bardzo tych, którzy walczą z zombie.
- Wierz mi panie, że to i tak nieco osłabi nasze zdolności obronne...
- Chcesz powiedzieć, że byle jakie zombie są wstanie rozbić moją Armię? – warknął Hades.
- Byle jakie może nie... ale one są... dziwne – odpowiedziały chórem wszystkie trzy głowy Hekate. – A w dodatku liczbą przewyższają Twoją Armię panie kilkunastokrotnie.
- Idź już, zanieś rozkazy. Czuję, że muszę się sam ruszyć.
Hekate wstała, ukłoniła się i już gnała po korytarzu w drugą stronę. Hades chciał jeszcze za nią krzyknąć, że wypadałoby chociaż trochę powagi utrzymać, ale machnął ręką, ona zawsze była niereformowalna. W końcu po tylu latach niemal każdy z bogów zmienił swój imidż (XD) parokrotnie, tylko Hekate jakoś wciąż uparcie ostaje przy swoim.
Hades obrócił się do komputera i ujrzał, że przez trzygłową boginię zapomniał włączyć pauzę, przez co Niemcom udało się go zabić _^_
- Ja pierdole... – mruknął pod nosem, wyłączył komputer i wyszedł z komnaty.

Głęboko pod ziemią.
Z pokoju, w którym obudziła się Vedzia, wyszła kobieta.
- I co z nią? – zapytał Sauri siostrę.
- Zasnęła – szepnęła próbując bezszelestnie zamknąć drzwi. – Jest zagubiona, nie bardzo potrafi uwierzyć, że to co się dzieje to nie sen.
- Jakoś mnie to nie dziwi – stwierdził oparty o ścianę Rinou.
- Shama znów wsiąkł? – zapytała.
Obaj panowie jedynie skinęli głowami.
- Takie to do niego podobne. Przyjdzie, rzuci jakimiś informacjami i znika – warknął Sauri, wpatrując się z przymrużonymi oczami w jeden punkt na podłodze.
- Ale tym razem przyniósł ze sobą Gaię – powiedziała spokojnym głosem jego siostra.
- Kouri, z naszej trójki, jesteś ostatnią osobą, która powinna go bronić! – podniósł głos Rinou.
W odpowiedzi uśmiechnęła się tylko i przyłożyła palec do ust, nakazując uciszenie się.
Sauri pokręcił głową.
- Widzisz jaką mam siostrę? – mruknął.
- Szczęśliwą – roześmiała się cicho Kouri i zakręciła się wokół własnej osi tak, że jej szata uniosła się aż do kolan. – Gaia powróciła do nas czy warto się przejmować czym innym?
Kiedy tak kręcąc się dookoła znalazł się tuż obok brata, ten przygarnął ją do siebie i mocno przytulił.
- Głupota, moja siostrzyczko, nie raz już cię zgubiła – szepnął niemal do jej ucha.
- I nie raz jeszcze na pewno zgubi – odpowiedziała równie cicho Kouri, wtulając się w brata.

W pokoju hotelowym.
Słońce już zaszło. Zachodnie niebo mieniło się czerwienią, a istota, która podpisała się na liście „R.” nadal nie pojawiła się.
Silene była zniecierpliwiona. Jeszcze piętnaście minut i wyjdzie stąd.
Stała przy oknie i starała się, żeby jej wzrok nie uciekał co chwila w stronę, gdzie stała świątynia Ateny i gdzie w jedenastym domu zodiaku znajdował się zapewne Camus, ale bezskutecznie.
- Camus – westchnęła. – Ciekawe, czy spodobałabym ci się w tej sukni.
Potrząsnęła głową, jakby starała pozbyć się tych myśli.
Nagle przez otwarte okno wpadł nieokreślony dźwięk... podobny do muzyki fletu. Silene spojrzała zaciekawiona na ulicę, ale nie zauważyła niczego co według niej mogłoby wydać taki dźwięk. Wtedy poczuła, że ktoś położył dłoń na jej ramieniu, momentalnie odwróciła się.
- Jednak poczekałaś – uśmiechnął się ów mężczyzna, którego spotkała wtedy, gdy próbowała z lodowej trumny wyciągnąć Hyogę.
I znów uderzyło w nią to, że przypominał on Majris, te same ostre, ale mimo wszystko piękne rysy.
- Kim jesteś? – Silene wolała pozostać przy zimnej i dumnej pozie.
- Pani wybaczy moje grubiaństwo – z błyskiem w oku ukłonił się. – Na imię mam Rivir.
Zbliżył się do wampirzycy, wziął jej dłoń i ucałował.
- Zaszczyt poznać cię, Silene, w lepszych warunkach niż ostatnio.
- Skąd znasz moje imię?
- Jesteś związana z Majris – odpowiedział, jakby to wszystko wyjaśniało.
- I co w związku?
- Wiem o wszystkim i o wszystkich związanych w jakikolwiek sposób z twoją mistrzynią.
Silene uniosła brew.
- Gdyż? – nie dawała za wygraną.
- Gdyż jestem jej bratem – odpowiedział krótko, a uśmiech znikł z jego twarzy.
Tego się nie spodziewała.

Gdzieś na ulicach Aten.
Miri szła samotnie, byle przed siebie. Miała dość tego ciągłego niepokoju w oczach Ajax. Ilekroć zdarzało jej się napomknąć coś o tym, że jest zmęczona, lub gdy nachodziły ją jakieś złe myśli, Ajax nie odstępowała jej ani na krok, jakby pilnowała, żeby Miri nie rzuciła się do pierwszej lepszej kałuży i nie próbowała się utopić. Litości!
Musiała wyjść z bazy. Musiała odetchnąć, po raz nie wiadomo który, zmierzyć się z ciemnymi uczuciami i myślami, spychanymi zazwyczaj w głąb duszy. Czy to aż takie dziwne?
Ajax wciąż powtarzała, że musi żyć, że nie może jej zostawić. Ale na litość boską, żyjąc tyle lat, ma chyba prawo czuć się zmęczona!? Przecież, gdy po raz pierwszy spotkała Ajax, miała wtedy mniej lat niż obecne ciało Miri! Cóż ona może wiedzieć o zmęczeniu?!
Wciąż powtarza: „jesteś silna, nic nigdy cię nie powali.” Może to i prawda. Nic prócz samej siebie.
Czyż nie to samo powiedziała wtedy tamta kobieta. Powiedziała: „jesteś silna, dlatego powierzam ci coś co nie może zginąć... coś co zginąć nie umie...”
Wtedy Miri też myślała, że jest silna, dość silna by udźwignąć, co jej powierzono... ale czy gdyby z dzisiejszą wiedzą stanęła w obliczu tamtego wyboru, postąpiłaby tak samo? Tego nigdy się nie dowie.
A może, gdyby nie była taka silna, lepiej by zniosła to, co spotyka na swojej drodze... może po prostu umiałaby zapomnieć...
Nagle z tych rozmyślań wyrwało ją coś. Zamrugała kilka razy oczami, żeby powrócić do rzeczywistości i zobaczyła przed sobą młodego chłopaka.
Klęknął przed nią na jedno kolano, a w ręce trzymał parasol, osłaniając oboje przed deszczem, który niewiadomo kiedy zaczął padać.
- Hej, dlaczego tak stoisz sama? – zapytał miłym głosem.
Miri odgarnęła z oczu mokre włosy i przyjrzała się człowiekowi przed nią. Miał białe spodnie, zieloną bluzkę i włosy też... Zaraz już gdzieś go widziała... Wtedy przed świątynią Ateny, gdy wyciągnął na łańcuchu Złotych, którzy wpadli w dziurę wygenerowaną przez Shamę, a zaraz potem kazali mu się wynosić. Tak była pewna, to ten sam człowiek. Czyżby nie poznał jej, a może nie widział jej wtedy.
- Jak masz na imię? – zapytał. – Ja jestem Shun.
Miri spojrzała w jego oczy, a po chwili podniosła jakiś patyk i w błocie napisała swoje imię.
- Bardzo ładnie – uśmiechnął się do niej. – To jak Miri, będziemy dalej stać na deszczu, czy może się gdzieś ukryjemy?




*Lamia – potwór z Hadesu, który wychodził w nocy na świat, porywał dzieci, zabijał je i wypijał ich krew. (XD hehe czyli wampiropodobne nie? :P)

Ps. Sauri ładniej brzmi XD niż Souri stwierdziłam.

Komentuj (26)


13.07.2006 :: 20:37
83.
W Tybecie.
Kyo siedział cały czas na łóżku, na którym złożył na wpół materialne ciało nieprzytomnej Nemi. Nie wiedział ile czasu minęło, ale stanowczo za długo... Zastanawiał się co zrobiła Segno, że udało jej się doprowadzić Nemi, jakby nie było ducha, do takiego stanu.
Pewna jego część jednak cieszyła się, że znów może wpatrywać się w tę twarz, której myślał, że już nigdy nie ujrzy.
Zamyślił się i wbił wzrok w podłogę. Co on najlepszego w życiu zdziałał? Na dobrą sprawę zawsze coś, mówiąc po prostu, spieprzył... Miał tyle planów, tyle zadań do wykonania, w końcu był podwójnym agentem... a teraz? Wszystko szlag trafił. Pokręcił głową zgnębiony.
„Nie nadaję się do tego” – pomyślał. – „Nie tylko nie potrafiłem wykonać do końca powierzonego mi zadania, ale przede wszystkim...” – tu spojrzał znów na Nemi.
Westchnął. Ciekawe co robi Raini. Tylko ona jedna w Imperium mniej więcej znała jego zamiary. Zastanawiał się czy po jego zniknięciu wolała zostawić wszystko i nie wtrącać się w coś, co na dobrą sprawę jej nie dotyczyło, a mogło kosztować wiele... Zresztą po tym, jak Imperator przysłał tu tę swoją Ajax, byłoby to chyba najlepsze wyjście dla Raini.
Ajax... mimowolnie zacisnął pięści. Gdyby tylko miał tyle umiejętności, uwolniłby biedny świat od obecności tej cholernej baby. I wcale nie dlatego, że po Kardynałach była uważana za najsilniejszą w Imperium, ale po prostu z czystej chęci zemsty za te lata, gdy była jego mistrzynią...
Zatonąwszy w takich właśnie myślach, Kyo usnął na krześle. Efekty tamtego niefortunnego opuszczenia ciała nadal dawały się we znaki.

Tymczasem za ścianą.
Shuu wpadła do pokoju, w którym spała, gdy tylko przebywała w Tybecie i zastała niezły bajzel. Stwierdziła z niemałym bólem serca, że trzeba by było sprzątnąć walające się po podłodze ubrania. Wykorzystała jeszcze kilku świstaków, żeby przynieśli jej na górę jakąś zupełnie niepotrzebną szafę z piwnicy i zabrała się za wieszanie ciuchów. Kiedy wzięła do ręki jedne czarne (a jakże) spodnie z kieszeni wypadł mini-dysk. Shuu podniosła go z podłogi i głęboko zastanawiała się skąd wziął się akurat tu.
Po dłuższej chwili olśniło ją. Wtedy, gdy po pokonaniu Majris, Kyo ściągał ją z powrotem do ciała, zostawił ten dysk. Zupełnie o nim zapomniała. Ciekawe co na nim było. Swój mini komputerek znów gdzieś posiała, ale z tego co pamiętała to świstaki zainstalowały sobie ostatnio całkiem niezły sprzęcik na dole. Wyszła więc z pokoju, zostawiając do połowy posprzątany bałagan XD i już zamierzała zejść po schodach, gdy na tarasie spotkała Mu.
Stał oparty o balustradę i wpatrywał się w dal. Shuu podeszła do niego, ale nie zwrócił na nią najmniejszej uwagi, jakby zupełnie odpłynął. W końcu zareagował, gdy Iluzoryczna pstryknęła mu palcami przed nosem.
- Co jest?
- Olewasz mnie?
- Ja ciebie? – zdziwił się.
- Co się tak zamyśliłeś? – zapytała i usiadła na balustradzie.
- Uważaj, bo spadniesz – ostrzegł Mu, ale Shuu tylko wzruszyła ramionami.
- Pytałam o czym myślałeś?
- Tak ogólnie, jak to wszystko stanęło na głowie.
Shuu przekrzywiła głowę.
- Wszystko, to znaczy co konkretnie?
- Pojawiłaś się ty, Atena zdechła, ty stałaś się Ateną. Potem dowiadujemy się, że bogowie są podporządkowani jakiemuś Imperium. W moim domu śpi jakiś duch... – Mu westchnął. - A ja narzekałem kiedyś na nudę.
- Hm... no ostatnio dość trudno było się nudzić – wyszczerzyła się Shuu, bujając to w przód to w tył.
- Mówię ci, że zaraz spadniesz – mruknął Mu, wodząc za nią uważnie oczami.
- Nawet jeśli, to mnie złapiesz – stwierdziła rozbrajająco.
- Skąd ta pewność? – naburmuszył się Baran.
- Stąd – uśmiechnęła się Shuu i mocno wychyliła do tyłu.
Z całą pewnością poleciałaby na dół, gdyby Mu nie złapał jej w pasie i nie doprowadził to pionu.
- A widzisz!
- Ty mała, wredna... – zaczął Mu ale nie skończył.
Shuu siedząc na balustradzie, wtuliła się w stojącego tuż przed nią i wciąż obejmującego ją w pasie Barana.
- Psieplasiam – mruknęła niczym zadowolona kotka.
- Eh - westchnął Mu i jeszcze mocniej ją przytulił.
Tak trwali przez dłuższą chwilę, ciesząc się własnym towarzystwem.




Komentuj (19)


14.07.2006 :: 23:11
84.
Gdzieś w Polsce.
- Od razu lepiej wyglądasz jak się umyłeś – stwierdziła Segno, widząc szatanistę świeżo wykąpanego i ubranego w czyste ciuchy. – Prawda Nemi? – zwróciła się do faceta stojącego przy oknie i wyglądającego zza firanki na osiedlową ulicę.
- Taa... – odpowiedział przeciągle, spojrzawszy na szatanistę ukradkiem.
- Panie – świeżo wykąpany rzucił się na kolana przed facetem ubranym na zielono.
- Takiego hołdu to twoi poddani ci nie oddawali – stwierdziła ironicznie Segno.
Nemi spojrzał na nią z uniesioną brwią, po czym zwrócił się do szatanisty, leżącego niemal u jego stóp:
- Będziesz naszym przewodnikiem po swoim świecie, zgadzasz się?
- Wszystko co tylko rozkażesz, panie – szatanista zarył głową w podłogę oddając pokłon.
- Świetnie – uśmiechnął się Nemi.
Tymczasem Segno zaczęła się bawić jakimś małym przedmiocikiem i podrzucać go w górę.
- Zostaw to, bo znowu zepsujesz – powiedział Nemi.
Kobieta wzruszyła ramionami i rzuciła w niego komórką, którą bez problemu złapał i odłożył na parapet okna. Po czym wyciągnął pognieciony świstek papieru z tylniej kieszeni spodni, rozwinął i przeczytał.
„W świecie, do którego Was wysłałem, powinniście pytać o kraj zwany Grecją. Tam właśnie przebywa obecnie tubylcze wcielenie Waszej Królowej.” – pisał alchemik, który wysłał Nemi i Segno w podróż do innego wymiaru. – „Jeśli znajdziecie ten kraj, kierujcie się do miejsca zwanego Ateny, tam wypytujcie o Swoją Królową. W niczym więcej nie mogę Wam pomóc. Decyzję jakimi sposobami ściągnięcie ją do domu, pozostawiam Waszej Wysokości.
Kiedy zdecydujecie się powrócić wystarczy, że na ziemi narysujecie poniższy znak, staniecie w okręgu i wypowiecie poniżej podane słowa.
Z całego serca życzę powodzenia,
Nadworny Alchemik Gizzmo.” (XD)
Nemi zwinął papier i schował do kieszeni.
- Twoim zadaniem jest doprowadzić nas do kraju zwanego Grecją – rozkazał wciąż glebniętemu przed nim szataniście.
- Tak jest – uderzył czołem w podłogę i podniósł się z klęczek „przewodnik”.
Pognał do pokoju obok, włączył komputer i zaczął szperać w ofertach linii lotniczych.

W Atenach.
Raini spędziła całkiem miły dzień z nieznajomym spotkanym na plaży. Wreszcie miała chwilkę dla siebie. Kiedy nagle zaczęło padać, schowali się w jakiejś przytulnej kawiarni, z której wyszli dopiero wieczorem.
- Eh – westchnęła Raini. – Całkiem przyjemnie minął ten dzień – stwierdziła.
Nieznajomy uśmiechnął się nieznacznie.
- Rozumiem, że moja w tym zasługa.
Raini uśmiechnęła się lekko.
„Na pewno nie Ajax” – pomyślała i od razu cała radość z niej odpłynęła, gdy uświadomiła sobie, że musi wracać do bazy, gdzie panoszy się to babsko.
Przystanęła na skrzyżowaniu.
- Chyba muszę się tu pożegnać – powiedziała, widząc, że nieznajomy zmierza w innym niż ona kierunku.
- Spotkamy się jeszcze kiedyś? – zapytał.
- Jeśli los pozwoli – odpowiedziała Raini. – Do teraz nie poznałam twojego imienia – stwierdziła nagle.
Nieznajomy uśmiechnął się przebiegle.
- Poznasz je, jeśli znów się spotkamy, do zobaczenia więc – powiedział i ucałował jej dłoń, po czym odwrócił się i odszedł.
Raini jeszcze chwilę patrzyła za nim, aż w końcu poszła swoją drogą.

W bazie Imperialistów.
Na dole w pokoju zawalonym komputerami siedziała Ajax, na górze w swojej „sypialni” leżał na łóżku Van, tak jak go Oczojebna jebła. (na specjalne życznie Fenia XD)
Powoli dochodził do siebie. Z wysiłkiem otworzył oczy i wbił wzrok w sufit. Chwilę zajęło mu zorientowanie się, gdzie się znajduje. Wreszcie podniósł się, usiadł na łóżku i oparł plecami o ścianę, nie zważając zbytnio na grzyba, który ją porastał (XD).
Ostatnio miał pecha. To już drugi raz budzi się w tym okropnym pokoju, po tym jak dość mocno oberwał w walce. Najgorsze było to, że nie pamiętał w ogóle, kto mu ostatnio zadał taki cios! Nie mógł to być Kyo, nie w takim stanie! Dotknął piersi, którą pamiętał, że coś mu przedziurawiło. Odnalazł rany, nie zagojone, ale chociaż nie krwawiące. Ktoś musiał się zlitować i rzucić na niego zaklęcie zatrzymujące krwotoki.
Cholerny zdrajca Kyo. Te wszystkie przecieki ostatnimi czasy... teraz był pewny. Kyo był podwójnym agentem. Musi o tym jak najprędzej powiadomić Imperatora. Van nie miał co prawda pewności, ale głowę dałby sobie obciąć, że Kyo szpiegował na rzecz...
W tej chwili drzwi do jego pokoju otworzyły się i stanął w nich Shama, a za nim duch ziemi, którego Van zaprzysiągł, Segno.
- Witam, witam – rzekł ledwo dosłyszalnie Panel.
Nie zdążył powiedzieć więcej. Shama już był przy nim i unosił go za szmaty z łóżka tak, że po chwili Van wisiał nad ziemią.
- Co ci odbiło? – wycharczał Panel.
- Morda – warknął Shama. – Ty zaprzysiągłeś Segno?
- Posłuchaj Shama... – zaczął Van.
- Jedyna odpowiedź jakiej wysłucham to „tak” albo „nie” – powiedział mrużąc swoje czarne oczy.
Vana nagle ogarnęło dziwne wrażenie, że te oczy Shama chyba ukradł samej Śmierci.
- Zaprzysiągłeś czy nie?!
- Tak – padła odpowiedź.
Oczy Shamy w jednej chwili otworzyły się szeroko, a zielony błysk, był ostatnią rzeczą, jaką Van zobaczył.
- Co ty robisz? – krzyknęła Segno, widząc jak ciało Panela z powrotem opadło na łóżko.
Stanęła na środku pokoju i zakryła sobie usta dłońmi, żeby nie krzyknąć. Van leżał na łóżku ze skręconym karkiem, jego głowa była przekręcona tak, że mógłby spokojnie oglądać swoje plecy... gdyby żył.
- Jesteś wolna – powiedział Shama i utkwił w niej wzrok.
Segno spojrzała na niego ze łzami w oczach. Nie żywiła dla Vana cieplejszych uczuć, ale chociaż wydobył ją z tych ciemności, w które strącił ją Shama. Teraz było jej Panela po prostu żal...
- Gardzę takimi sposobami – powiedziała ozięble, zmieniła się w mgiełkę i wypłynęła przez okno.
Shama wzruszył ramionami, jakby nie rozumiał, o co się rozchodzi. Wyszedł z pokoju Vana, zamykając cicho drzwi.


Komentuj (30)


17.07.2006 :: 22:36
85.
W pokoju hotelowym w Atenach.
- Bratem?! – Silka weszła niemal na ultradźwięki.
Rivir skinął głową potakująco.
- Tak jest, nie inaczej – mruknął.
- Ale bratem...
- Rodzonym bratem – przerwał jej.
- Czyli...
- Jestem twoim wujkiem – parsknął śmiechem nagle.
Silene czuła się skołowana. Oto stała naprzeciwko wysokiego bruneta o ciepłych, szaro-zielonych oczach, który właśnie stwierdził, że jest jej wujkiem.
Nagle ktoś zapukał do drzwi. Rivir poszedł otworzyć i po chwili do pokoju, ku najwyższej konsternacji Silene, wjechał stolik nakryty dla dwojga.
- Zechcesz ze mną zjeść kolację? – zapytał i podał jej rękę.
- Kolację... – Krwawa nadal trwała w konsternacji. – Ale po co wampirowi kolacja?
- Żeby nacieszyć się smakiem różnych, dziwnych potraw – stwierdził z przekąsem Rivir. – Nie mogłabyś zrobić tego dla swojego nowo poznanego wujka.
- Ostatecznie – Silene usiadła na odsuniętym przez Rivira krześle.
Kiedy i on usiadł naprzeciwko niej, przyjrzała mu się podejrzliwie... czyż i on był wampirem? A może czymś więcej? Zwykłym człowiek na pewno nie był!
- Teraz możemy wreszcie spokojnie, kulturalnie porozmawiać – stwierdził Rivir.

Gdzieś w Hadesie.
Imperator Feniu w swojej zwyczajnej, nie rzucającej się w oczy postaci, tylko sobie znanym sposobem dotarł do Hadesu. Już miał zamiar podążyć w kierunku miejsca, gdzie odbywała się według jego informacji bitwa z armią zombie, kiedy komputerek, przymocowany do lewej ręki (a jakże XD), zapiszczał. Włączył głośnik i warknął do mikrofonu:
- Przecież mówiłem, że jestem nieosiągalny!
- Panie, dostałam wiadomość, że z przeciwnej strony na Hades nasuwa się tajemnicza mgła – usłyszał ściszony głos.
- Mgła powiadasz – zastanowił się przez chwilę. – Dobrze więc. Ale bądź łaskawa nie odzywać się więcej... – tu zawiesił głos. – No chyba, że będziesz mieć podobne informacje.
- Tak jest.
Połączenie zostało zerwane.
Trzeba zrezygnować z pomysłu wpadnięcia, rozwalenia armii zombi i zniknięcia. Mgła... brzmi co najmniej podejrzliwie. Mgła nadciąga nad Hades...
„Mgła daje zapomnienie. To co ona pochłonie znika z wszelkiej pamięci.”
Dlaczego przypomniał sobie te Jej słowa... Zdarzało się jej gadać od rzeczy, ale w końcu takie zadanie Wyroczni. Uśmiechnął się do siebie. Zadanie Wyroczni... rzucać jakimiś co najmniej mało zrozumiałymi tekstami i cieszyć się wszelkimi zaszczytami. Phi!
Otrząsnął się z tych myśli i postanowił zbadać tę całą mgłę, która śmiała przekroczyć granice Hadesu.

Gdzieś w Polsce.
Szatanista oznajmił gościom z innego wymiaru, że najszybciej będzie można wyruszyć dopiero jutro popołudniu.
- Dobrze więc – stwierdził Nemi. – W takim razie zostaniemy tu na noc.
- Przydało by się coś zjeść – stwierdziła Segno.
- Słyszałeś? – zwrócił się zielono odziany mężczyzna do swojego podnóżka (XD). – Pani jest głodna, przynieś coś do jedzenia.
- Tak jest! – szataniasta już był w kuchni i grzebał w dość słabo zaopatrzonej lodówce.
Segno tymczasem zakradła się do pokoju, w którym znajdował się wciąż włączony komputer. Akurat szatanista wszedł przy okazji w grę Heroes of Might and Magic IV (nie ma to jak uzależnienie). Segno zaciekawiona różnymi ciekawymi stworkami ruszającymi się na ekranie, przybliżyła się do monitora i przypatrzyła się im. W końcu zdecydowała.
- Ja też takiego chcę! – stwierdziła.
Zbliżyła, ukryty dotychczas za sukienką medalion do ekranu i powiedziała:
- Jednorożcu wybieram Cię! (XD)

Wrocław.
Przed komputerem siedziała właśnie Elia i grała w Herosów przez neta (a jak XD).
W momencie, gdy Segno użyła swojego tajemniczego medalionu, ekran Elii zaczął migać jakimś dziwnym, błękitno-złotym kolorem i w końcu, nie wiedzieć jak, wciągnął ją. Ostatnie co zobaczyła zanim światło nie oślepiło jej ostatecznie, było to, że leci wprost na jednorożca z gry.

Z powrotem w domu szatanisty.
Komputer migał przez chwilę tym samym błękitno-złotym kolorem, aż w końcu niemal wypluł... nieprzytomnego jednorożca. Segno uśmiechnęła się do siebie i przyklękła przy „Maleństwie” jak już zwierze w myślach nazwała.
- Segno, co ty znowu robisz!? – usłyszała gniewny głos za plecami.
W drzwiach do pokoju stał Nemi.
- Mieliśmy nie zwracać na siebie uwagi!
Segno zrobiła obrażoną minę, wyciągnęła z pokoju jednorożca i położyła na dywanie w salonie.
Nemi pokręcił głowę, po czym obejrzał się, ale gdy zobaczył, że jego towarzyszka zajęta jest głaskaniem „konika”, również zbliżył się do komputera. Wyjął zza bluzki podobny medalion do tego, którego przed chwilą użyła Segno i mruknął półgłosem:
- Czarny Smoku wybieram Cię!

Kraków.
Przed komputerem siedziała właśnie Sherr i grała w Herosów przez net (XD taaaaaak!).
W momencie, gdy Nemi użył swojego tajemniczego medalionu, ekran Sherr zaczął migać jakimś dziwnym, zielono-złotym kolorem i w końcu, nie wiedzieć jak, wciągnął ją. Ostatnie co zobaczyła zanim światło nie oślepiło jej ostatecznie, było to, że leci wprost na czarnego smoka z gry.

Z powrotem w domu szatanisty.
Komputer migał przez chwilę tym samym zielono-złotym kolorem, aż w końcu niemal wypluł... nieprzytomnego czarnego smoka.
Tymczasem w drzwiach stanął szatanista i skomentował to co zobaczył następująco:
- O kurwa!



Komentuj (31)


21.07.2006 :: 00:33
86.
W świątyni Ateny.
(Powracają zlekceważeni Goldzi XD ~fala~)
Przed rozpierdoloną w trzy dupy siedzibą Ateny ^^
- Jaki syf – DM wyartykułował to co myśleli wszyscy Złoci, którzy się tam zebrali (czyli wszyscy z wyjątkiem Mu XD)
- You said it brother – poklepał go po plecach Saga i uśmiechnął się złośliwie, wiedząc, że Rak ni w cholere nie zrozumiał, co do niego powiedziano.
- W każdym razie – nie dał się zbić z pantałyku (XD) Death Mask. – Ktoś tu musi posprzątać.
Cała dwunastka kiwnęła potakująco głowami.
- Nasuwa się tylko pytanie, cóż za śmiałek tego dokona? – Shaka wzbił się na wyżyny swojej elokwencji.
Shion spojrzał na zebranych, którzy wbili w niego psie mordy. Wszystkie mówiły jedno: „tylko nie ja, błagam!”.
- Znowu zwalacie na mnie decyzję – westchnął. – I po cholere wracać tu do świata żywych?
- A może po prostu zróbmy głosowanie – nieśmiało zaproponował Shura. – W końcu jesteśmy w Atenach, a mówi się, że tu jest kolebka demokracji.
Wzrok całej ekipy skupił się na skacowanym (jak zwykle _^_) Koziorożcu, który już żałował tego co powiedział.
- I jak proponujesz te „wybory” zorganizować? – zapytał ironicznie Aiolos.
- Każdy na jakimś świstku napisałby kandydata, wszystkie głosy gdzieś wrzucić, żeby było anonimowo, a potem policzyć.
- Nie głupie – stwierdził z uznaniem Shion.
- Właściwie... czemu by nie spróbować? – Dohko również był za.
Jak pomyśleli tak zrobili. Tylko najpierw Shion musiał się „kopnąć” po papier i coś do pisania _^_.
W końcu cała dwunastka (parszywa_^_?), wyposażona w broń bojową XD przystąpiła do wyborów. Kiedy wszyscy zapisali imię kandydata, Shion przeszedł się po zebranych i od każdego odebrał głos. Potem wszystko rzucił na ziemię i zabrał się do liczenia.
- Afro, Afro, Afro, Afro, Afro, Afro... ktoś liczył? – zapytał z wrednym uśmieszkiem Baran.
- Na razie 6 głosów na Afro – wyszczerzył się DM.
- Czyli połowa – podsumował Shaka.
- Jeszcze tylko jeden i będziesz miał większość – Aiolia walnął w plecy Rybkę.
Afro wziął patyczek i zaczął nim kreślić kółeczka na ziemi. Shion czytał dalsze głosy.
- Afro, Afro, Afro, Afro, Afro – zatrzymał się przy ostatnim głosie.
- Tak czy siak, wiemy już kto sprząta ucieszył się Saga. Pora na obiad.
Shion rozwinął ostatnią kartkę i zbaraniał _^_.
- Afro...?
Nastąpiła konsternacja.
- Afro czy ty sam na siebie głosowałeś? – zapytał Aiolos, ale stojącego przed chwilą koło niego Ryby już nie było.
- Czy w demokracji dozwolone jest głosowanie na siebie? – zapytał DM Shurę.
- A czy to ważne? – wzruszył ramionami Koziorożec, marząc jedynie o czymś zimnym do picia.
- Fakt. Afro sprząta – stwierdził Shion i sprawa była już załatwiona.
- Apropo Ryby, gdzie on? – zainteresował się Shaka.
Cała jedenastka rozejrzała się i dopiero teraz doszły do nich dziwne odgłosy, dochodzące z ruin siedziby Ateny.
- Bo nie mogę... – wytrzeszczył oczy DM. – On już się zabrał do rzeczy.
- Im szybciej tym lepiej – podsumował Saga. – Ktoś ma ochotę na zimne piwo?
- Pytanie – uśmiechnął się rozanielony Shura.
I ekipa udała się w kierunku domu Ryb, żeby stamtąd windą zjechać do domu Bliźniąt. (bo komu w taki upał chce się popierdzielać po schodach, nawet jeśli już jest wieczór? XD)

W pokoju hotelowym.
- Teraz możemy wreszcie spokojnie, kulturalnie porozmawiać – stwierdził Rivir. – Jeszcze raz chciałem cię przeprosić, za ten niemiły incydent. Powinnaś jednak wiedzieć...
- Skąd wiedziałeś, że Majris nie żyje? – wpadła mu w słowo Silene.
Chciała informacji. Szczegółowych wiadomości, a potem sobie pójdzie. Nie wiedziała jeszcze gdzie, ale na pewno nie chciała zostać razem z tym dziwnym... wujkiem?!
- Aleś ty niecierpliwa – pokręcił głową z lekkim uśmiechem. – W chwili, gdy moja siostra umarła... a może lepiej powiedzieć, kiedy odeszła z tego świata, poczułem, że jej Cień znikł. Jednak zaraz potem jak gdyby ożył na nowo.
Silene spojrzała na niego ze zdziwieniem.
- Ożył?
Rivir kiwnął głową i zabrał się za to, co miał na talerzu.
- Wiesz chyba, że Majris była Mistrzynią Cienia?
- Owszem – Silene zaczęła się podejrzliwie przyglądać, temu co leżało na talerzu.
Zupełnie nie zdziwiłoby jej, gdyby owo coś nagle zaczęło się ruszać...
- W związku z tym – kontynuował Rivir, któremu najwyraźniej smakowało owo coś. – Cień był znakiem rozpoznawczym Majris. Kiedy ona zginęła, Cień powinien zginąć wraz z nią. A jednak, z nieznanych mi przyczyn, przejęłaś go właśnie ty – mówiąc to wbił w nią swoje szaro-zielone oczy.
- Ja mam... Cień Majris? – zająknęła się Silka. – Ale jak? Dlaczego?
- Tego właśnie nie wiem. Przybyłem tutaj po to, żeby sprawdzić, czy moja siostra faktycznie odeszła z tego świata, czy jednak jakimś cudem udało jej się tego uniknąć. I co odkryłem? Że moja śliczna siostrzenica posiadła Cień swej matki i mistrzyni... – zamilkł na chwilę, nie spuszczając z wampirzycy oczu. – Może... to właśnie dzięki temu, że jesteś zrodzona z jej krwi... Może właśnie dzięki temu Cień nie odszedł w niebyt, a pozostał razem z tobą... – zastanawiał się na głos.
- Mówisz o Cieniu, jakby to była osoba – zauważyła Silene.
Dostrzegła minimalny błysk w oku Rivira.
- Widzę, że nie masz pojęcia kim twoja matka tak naprawdę była. Mistrzyni Cienia to nie tylko puste słowa i dumny tytuł.


Komentuj (10)


22.07.2006 :: 14:19
87.
W Tybecie.
Shuu wróciła do pokoju, zupełnie zapominając, po co właściwie z niego wyszła. Od razu też zabrała się za walające się wciąż po podłodze ciuchy. W końcu skoro zaczęła to musi skończyć te „porządki”. I tak do szafy lądowały w odpowiedniej kolejności spodnie, spódnice, kiecki, bluzki i inne cuda. A wszystko czarne, choć gdzieniegdzie przebłysnął granat, bordo a nawet czerwień. Miło ze strony Mu, że wtedy kupił jej kilka ciuchów w Grecji, ale po tym jednym maratonie miał dość, co tu kryć, Shuu też nigdy nie przepadała za zakupami. W związku z tym dał się namówić na mały wypad do byłego domu Iluzorycznej i zgarnięcie niemal całej zawartości jej szaf. Stąd też taki bajzel w pokoju, Shuu nie miała kiedy tego wszystkiego poukładać.
Kiedy skończyła usiadła na łóżku trochę zmęczona. Ostatnio wszystko działo się w zabójczym tempie. I te ciągłe teleportacje, zmiany stref czasowych... w końcu gdzie Grecja, a gdzie Tybet?! Zwinęła się na łóżku. Nie była pewna, ale w Europie powinna być noc, więc stwierdziła, że może trochę się prześpi.
Nie wiedziała ile spała. Kiedy obudziła się czuła, że ktoś głaszcze ją po włosach. Niechętnie otworzyła oczy i zobaczyła leżącego obok niej Mu.
- A ty długo tak? - zapytała
- I zniszczyłaś piękno chwili. Nie wiesz, że najsłodsza jesteś jak śpisz i się nie odzywasz – uśmiechnął się w odpowiedzi.
Shuu zamknęła oczy i zrobiła naburmuszoną minę. Nie mogła jednak okazać się nieczuła na drapanie za uszkiem.
Złapał Mu za rękę i przyłożyła swoją dłoń do jego. Przyglądała się tak przez chwilę, aż w końcu zapytała:
- Kim ja właściwie dla ciebie jestem?
Mu zatkało.
- Ale o co ci znowu chodzi?
Shuu uniosła się na łokciu i spojrzała mu prosto w oczy.
- Pytam, kim jestem dla ciebie. Wielce skomplikowane to chyba nie jest.
- A kim chciałabyś być? – poszmyrał ją po włosach.
- Kiedy ja się pytam na poważnie – zmarszczyła brwi. – Kim jestem? Obcą wariatką szwendającą się po domu? Wcieleniem twojej bogini? A może nikim nie jestem?
Na twarzy Mu drgnął jakiś mięsień. Przybliżył się do niej i pocałował.
- Wydawało mi się, że wiesz kim dla mnie jesteś – odpowiedział po chwili.
Shuu kiwnęła głową.
- Ale teraz mam takie wrażenie, że dla was wszystkich jestem tylko Ateną.
Mu uśmiechnął się i pacnął Iluzoryczną poduszką.
- Przede wszystkim jesteś Shuu i wydaje mi się, że nie tylko dla mnie.
- Ale Shion...
- Oj, nie myśl o tym co on gada! Zawsze miał jakieś podejrzane plany, od kiedy go znam.
Shuu przytuliła się do niego.
- Wiesz, czasami wydaje mi się, że po to znalazłam się w Imperium, żeby w końcu tu wylądować – szepnęła.
- Może tak właśnie jest – odpowiedział i znów ją pocałował.
Wtedy zza ściany dobiegło ich:
- Nemi! Obudziłaś się wreszcie!
- Uwielbiam te chwile w filmach, kiedy przerywają w najciekawszych momentach – mruknął niezadowolony Mu.
Shuu parsknęła śmiechem, cmoknęła go jeszcze raz i już wypadła z pokoju, żeby zobaczyć co z Kyo i Nemi.

Tybet. Pokój obok.
Kyo ocknął się z niespokojnego snu. Przeciągnął, aż zatrzeszczały stawy i nachylił się nad Nemi. Delikatnie dotknął na wpół materialnego policzka i wtedy jej oczy otworzyły się.
- Nemi! Obudziłaś się wreszcie!
Dziewczyna zamrugała kilka razy i usiadła na łóżku. Rozejrzała się zdezorientowana.
- Gdzie ja jestem? – zapytała.
- W Tybecie – w drzwiach już stała Shuu, a tuż za nią pojawił się Mu.
Spojrzała na nich szeroko otwartymi oczami i oznajmiła:
- Van nie żyje.
- Co? – Kyo aż podskoczył na krześle (nie wnikamy czy z radości, czy tylko przez zaskoczenie).
- Jak to się stało? – zawtórowała mu Shuu.
- Nie wiem – pokręciła głową Nemi. – Nie żyje, tego jestem pewna – powiedziała patrząc na wewnętrzną stronę dłoni, z nadgarstka właśnie znikały dziwne ślady. – Przysięga została zerwana, przecięta ostrzem śmierci.
- Jesteś wolna – stwierdził Kyo.
Nemi kiwnęła wolno głową i spojrzała na niego.
Mu spojrzał to na jedno to na drugie, po czym powiedział:
- To jakby co, my się będziemy gdzieś tutaj kręcić – i znikł wraz z Shuu.

W bazie Imperialistów.
Ajax była niespokojna. Miri znów gdzieś znikła. Wiedziała, że skoro tak wyszła bez słowa, to znaczy, że potrzebuje trochę czasu spędzić w samotności, ale nie było jej kilka godzin.
Zmrok już zapadł kiedy Miri wróciła i niemal w progu wpadła na Ajax.
- You look like an angry mother waiting for her child to come back home – uśmiechnęła się na jej widok.
- I tak mniej więcej się czuję – powiedziała podniesionym głosem, ale w duchu odetchnęła. – Czy ty wiesz, która jest godzina?
- No and I don’t care.
- Małe dziewczynki nie powinny się szlajać o takich godzinach – warknęła Ajax. – A teraz do pokoju i spać.
Miri parsknęła śmiechem i zasalutowała.
- Yes sir or madam or whatever – i pobiegła po schodach do góry, gdzie miała swój pokój.
Ajax została na dole. Pokręciła głową. Coś musiało się stać, że wróciła taka radosna. Wypytywanie niewiele by jednak dało. Jeśli Miri chciała się czymś z Ajax podzielić, robiła to sama z siebie. Zbyt wielki gąszcz tajemnic otaczał ją, żeby Oczojebna potrafiła sama przez niego przebrnąć. I tak właściwie było od początku ich znajomości, od chwili kiedy Miri, choć w innym wcieleniu niż dziś, podniosła z ziemi ubrudzoną Ajax, od chwili kiedy zobaczyła w oczach dorosłej kobiety wściekłość...
Znów miała przed oczami te dawno minione wydarzenia. Wtedy myślała, że to koniec. Ale właśnie w chwili kiedy żegnała się z tym niemiłym światem, przybyła Miri, jakby na wezwanie płaczącej duszy, która przecież wcale nie chciała umierać! Pojawiła się, podniosła z ziemi ubrudzone dziecko, a wściekłość aż promieniowała z całej jej postaci. A potem Ajax pamięta już tylko ogień... wesoło płonący i pochłaniający całą wioskę i jej mieszkańców.




Komentuj (40)


24.07.2006 :: 02:31
88.
Baza Imperialistów.
Ajax postała sobie jeszcze chwilę przy schodach wspominając te, co tu kryć, odległe już czasy. W końcu, gdy zamierzała iść spać, wróciła Raini.
- A ty co tu robisz? – Ajax spojrzała na przybyłą, oderwana nagle od swoich myśli.
- Wróciłam – odparła tamta zimno. – Chyba, że sobie tego nie życzyłaś?
Oczojebna już chciała coś wrednego odpowiedzieć, kiedy dobiegł je krzyk z góry.
- Oh my fucking god!!!
Obie pobiegły do góry i u szczytu schodów wpadły na Miri.
- You have to take a look at that – powiedziała, a Raini zastanawiała się czy nie uśmiechnęła się przy tym promiennie.
Miri złapała za skraj spódnicy Ajax i pociągnęła za sobą. Raini podążyła za nimi.
Dziewczynka zatrzymała się przed uchylonymi drzwiami do pokoju Vana, które kopnęła i bez pytania weszła do środka.
- See? – podeszła do Vana.
- Nie żyje... – podsumowała Raini.
Miri skinęła, po czym usiadła na łóżku, wzięła jego głowę i zaczęła nią kręcić we wszystkie strony.
- Zostaw go – warknęła Ajax. – Trupami się nie bawi.
Miri tylko prychnęła w odpowiedzi.
- Jeśli się będziesz bawiła trupami przyjdą po ciebie w nocy i zaciągną ze sobą do grobu – mruknęła Raini grobowym tonem. (XD)
Dziewczynka wybuchła śmiechem. Ajax natomiast odwróciła się do stojącej w drzwiach Raini i powiedziała:
- Ja się tym zajmę, ty idź do siebie. Jutro będziesz miała zadanie bojowe.
Raini przełknęła to co miała ochotę powiedzieć, odwróciła się napięcie i poszła do siebie.
Ajax zmarszczyła brwi i spojrzała na Miri, siedzącą na łóżku nieboszczyka.
- Założę się, że wiesz kto go dobił.
- It wasn’t me – uśmiechnęła się rozbrajająco, machając nogami w powietrzu.
- Więc kto?
Uśmiech spełzł z twarzy Miri.
- The one whose thoughts we will never know...
- Shama... Masz jakieś dowody.
- None.
- Więc skąd wiesz?
- There are things my soul can read... signs of the death. HIS signs are pretty tipical.
Ajax spojrzała na trupa unosząc brew ku górze.
- Charakterystycznie to tu będzie śmierdzieć, jak on zacznie się rozkładać – podsumowała.
- Eh... Ajax – westchnęła Miri. – It’s one of those things you can’t understand.
- Przyzwyczaiłam się – wzruszyła ramionami. – Bo gdy ty widzisz jakieś tam znaki, ja kombinuję co tu zrobić z trupem.
- As always – roześmiała się dziewczynka.

W domu Bliźniąt.
Wszyscy poza Afro zgromadzili się u Sagi i zażywali chwil błogiego lenistwa w towarzystwie swoim oraz zimnego piwska (;3). Jednak atmosfera nie kipiała ani życiem (to pewnie przez upały) ani radością.
Shion uwalił się w kącie wielkiego pokoju, w którym cała ekipa wegetowała. Chodziły mu po głowie słowa Mu (świetnie brzmi XD): „Brak ci kobiety...”
„Gdybym był żywy...” – pomyślał, ale zaraz otrząsnął się z podobnych myśli, kwitując je prychnięciem:
- Baby...
- Tym się martwisz? – zapytał siedzący koło niego Shaka, dotychczas niezauważony przez Shiona.
- Jakbym nie miał czym... – odwarknął Baran.
- Chodzisz jakiś przymulony... – dosiadł się do towarzystwa Saga. – Ewidentnie coś nie gra.
Shion posłał im przeciągłe spojrzenie.
- A was to nie obchodzi? Bogowie mają nas w dupie.
- Żadna nowość – stwierdził Shaka i łyknął trochę swojego drineczeka z palemką (jako, że nie uznawał piwa ;P).
- No dobra – przyznał Shion. – Ale nigdy nie było nad nimi jakiegoś kretyńskiego Imperium.
- Jak również, nigdy nie mieliśmy takiego przygłupawego wcielenia Ateny jak Saori – wtrącił Saga ze stoickim spokojem pociągając porządnego łyka z flaszki. XD
Shion pacnął się otwartą dłonią w czoło (jak kto woli w kropki :P).
- A więc to wszystko was nie rusza? Nic dziwnego nie widzicie w tym, że na dole jest wojna: Lucyfer podbija zaświaty, na górze jest spokój, bo Olimp podporządkował się Imperium, a my tkwimy w tym wszystkim...
- W tym szambie – przerwał Saga i znów sobie upił piwka.
- No dobra, a my tkwimy w tym szambie i próbujemy nie utopić się.
- Z całym szacunkiem były Wielki Mistrzu – uśmiechnął się Bliźniak ironicznie. – Ale to nie ja wymyśliłem, żeby od obecnej Ateny, Shuu, wymusić rozkaz.
- Miałeś lepszy pomysł?!
- Nie.
- No to zamknij mordę.
- Shion spokojnie – łagodził sytuację Shaka. – Ale co za sens ma rzucanie się na coś o czym nie mamy bladego pojęcia?
- Jakieś tam pojęcie mamy – sprostował Shion.
- Ale zbyt rozległe to nie jest – podsumował Saga.
- Trzeba było wymyślić coś innego, albo sprzeciwić się.
- Chyba żartujesz. To nie ja mam w tym społeczeństwie autorytet – prychnął.
Shaka pokręcił głową zgnębiony.
- Tak to my daleko nie zajdziemy.
- A dokąd chcesz iść?! – obruszył się Shion. – Siedzimy na dupie i czekamy aż nas odstrzelą! – wydarł się i zwrócił na siebie uwagę pozostałych.
- Co racja to racja – zauważył Shura i zatoczył się w kierunku kółka wzajemnej adoracji w kącie. – Trzeba komuś skopać dupę!!! – zakrzyknął wojowniczo i zarył w posadzkę, potykając się o podstawioną przez DM nogę.
- Komu chcesz niby nakopać? – zapytał Rak.
- Komukolwiek, czuję, że to mi poprawi humor! Ale obecnie najchętniej tobie – odpowiedział Koziorożec, próbując wstać.
Death Mask wzniósł oczy ku górze i podał rogatemu (XD) rękę, co by wreszcie staną na nogach. Shura zatoczył się tanecznie i oparł o najbliższą ścianę.
Shion spojrzał krytycznie na ekipę.
- Z kim ja się w ogóle zadaję?! Banda opierdalających się pijaków! – podsumował.
- Fakt – skinął głową Camus, oderwany od swoich myśli o wiadomo kim.
- Ale nie zapominaj, że ta banda opierdalających się pijaków jest, tak zupełnie przypadkiem, równocześnie bandą Złotych Rycerzy – dorzucił znad swojego piwa i smętnych przemyśleń Milo.
- Tak jest! – zakrzyknął Aiolos, wypił swoje piwo do dna, przy czym przewalił się z krzesłem do tyłu i w tej pozycji zasnął.
- Taaaa... Czasami zastanawiam się czy mam się do was przyznawać – mruknął do siebie Shaka.
- Eh – westchnął Shion. – Panowie, czas opierdalania się kończy.
- Długo to on nie trwał – zauważył kwaśno DM i przeszedł go dreszcz na myśl o niezbyt przyjemnych „wakacjach” w Hadesie.
- W każdym razie wojna wisi w powietrzu i dobrze o tym wiecie. Saori nie żyje, ale dusza Ateny przebywa obecnie w ciele Shuu.
- Wniosek prosty, musimy ją chronić, to chciałeś powiedzieć? – przerwał mu Milo.
- Niekoniecznie – zmrużył oczy Baran. – Chciałem powiedzieć, że mamy jeszcze dla kogo walczyć, a nasza bogini, jak ja jej współczuję tego wcielenia – westchnął i na chwilę przerwał. - Nasza bogini, nie życzy sobie żebyśmy ginęli jak szczury. Mamy stawić czoła nieprzyjacielowi. Cokolwiek to oznacza – to ostatnie powiedział już bardziej do siebie, niż do innych.
- Jakie to podobne do Ateny – usłyszeli nieznany głos kobiecy. – Stawić czoła wrogowi, nawet jeśli oznacza to pewną śmierć.
W otwartych drzwiach pojawiła się kobieta w średnim wieku, odziana w biało-złotą szatę.
- O w mordę – skomentował Saga.
- Nie mówcie mi, że to... – zaczął Camus.
- A jednak, nikt inny – westchnął Milo.
- Jestem pijany, jej tu nie ma, jej tu wcale nie ma... – próbował sobie wmówić Shura.
Kobieta powiodła bystrymi oczami po zebranych.
- Najlepsi z najlepszych. Doborowa armia Złotych Rycerzy Ateny – powiedziała.
- Piękny widok, co nie? – DM gwałtownie wstał. – Zgaduję, że masz jakąś sprawę, bo w odwiedziny to byś raczej do nas nie przyszła.
- Zabójcza gościnność – prychnęła kobieta, a obok niej pojawiła się kobieta odziana w zbroję, ale nie miała (przykładem kobiet-rycerzy Ateny) maski na twarzy.
- Jak śmiecie się tak odnosić do bogini! – krzyknęła oburzona.
- Spokojnie – położyła jej dłoń na ramieniu odziana w biało-złotą szatę. – Pewnie nas lepiej potraktują kiedy dowiedzą się, że przybywamy w roli posiłków.
- Posiłków?! – wszyscy Złoci powstali (oprócz śpiącego pod ścianą Aioli).
Kobieta skinęła głową.
- Dobrze usłyszeliście, posiłków. Chciałabym porozmawiać z Ateną.
- Przykro nam niezmiernie, ale nie ma jej w świątyni – powiedział Shion.
- No to ją lepiej sprowadźcie i przekażcie, że Hera chce natychmiast porozmawiać z nią. A może to być ciekawa rozmowa i przynieść obopólne korzyści – uśmiechnęła się, a w oczach pojawił się błysk.



Komentuj (20)


24.07.2006 :: 15:41
89.
W Tybecie.
Shuu właśnie grała z świstakami w lotki, co zresztą szło jej całkiem nieźle, kiedy tuż obok niej zjawił się Shion i Mu.
- Coś dawno cię nie widziałam – skwitowała to, rzucając ostatnią lotką i po raz kolejny wygrywając. – A skoro cię widzę, oznacza to, że czegoś ode mnie znów chcesz.
Shuu odwróciła się do niego i czekała.
- Gorące powitanie nie ma co – uśmiechnął się kpiąco Shion. – Ale fakt, chcę, żebyś wróciła do Aten, do świątyni.
Shuu spojrzała na Mu, ale ten tylko wzruszył ramionami, jakby chciał powiedzieć: „nie mam zielonego pojęcia, co on znów kombinuje.”
- Po co?
- Jest pewna sprawa nie cierpiąca zwłoki.
- Mianowicie – Shuu oparła się o stół i patrzyła na Shiona wyczekująco.
Były Wielki Mistrz westchnął i odpowiedział.
- Z grubsza sprawa wygląda tak, ekipa chlała właśnie w najlepsze, kiedy pojawiła się Hera.
- Hera?! – Shuu i Mu krzyknęli równocześnie.
Shion kiwnął głową i kontynuował.
- Powiedziała, że przybyła jako posiłki i że chce rozmawiać z Ateną.
- Pytanie czy Atena chce rozmawiać z Herą – mruknęła Shuu.
- Zrozum teraz...
- Tak, tak wiem... teraz ja jestem Ateną, bla, bla, bla... -_- - odpowiedziała Iluzoryczna.
Shion spojrzał na nią zdziwiony, ale nic nie powiedział.
- No dobra, to idziemy, tylko dajcie mi chwilę. Skoro Hera się przytachała, to nie wypada, żebym zjawiła się przed nią w takich ciuchach – stwierdziła i pognała do góry.
Przy okazji wpadła do pokoju, w którym siedzieli Kyo i Nemi.
- Słuchajcie – wydyszała po dość wyczerpującym biegu po schodach (w końcu jesteśmy w Tybecie ;P powietrze do biegania nie zachęca). – Razem z Mu spadamy do Aten, ale wy lepiej tu zostańcie. Tu przynajmniej jest bezpiecznie. Jakbyście czegoś potrzebowali to na dole są świstaki.
- Świstaki?! – zdębieli oboje.
- No świstaki – odpowiedziała Shuu, jakby nie było w tym nic dziwnego. – Są naprawdę w porządku :D
To powiedziawszy pobiegła do siebie i świeżo poukładane rzeczy znów porozrzucała po pokoju. Westchnęła nad nietrwałą naturą porządku i w końcu znalazła to czego szukała, swoją kieckę ze studniówki.
„A myślałam, że już nie będzie okazji, żeby ją włożyć” – uśmiechnęła się do siebie.
Sukienka oczywiście była długa do kostek i czarna. Długie rękawy zrobione były z przeźroczystego materiału ozdobionego srebrno wyszytymi kwiatami. Ten sam materiał wstawiony był na dole, rozszerzającej się od pół uda, sukienki (autentyk :P mam taką :P mamusia zrobiła :3).
„Idealna” – pomyślała Shuu wbijając się w kieckę.
Faktem było, że kreacja dodawała powagi właścicielce.
Kiedy skończyła i wyszła z pokoju, natknęła się tuż za drzwiami na Shiona i Mu.
- Nie chciał, żebyś znowu gdzieś uciekła – odpowiedział na pytające spojrzenie Mu.
- Nie zamierzałam uciekać – prychnęła Shuu i dumnie uniosła głowę. – No to dalej, do Aten.
I cała trójka znikła.

W pokoju hotelowym.
Rivir nie wspomniał więcej o Majris, a Silene nie pytała. Rozmowa zeszła na zupełnie inne tory.
W którymś momencie wampirzyca stwierdziła, ze zdziwieniem, że noc już dawno zapadła, ale jej już wcale się nie spieszyło, żeby opuszczać nowo poznanego wujka. Właściwie musiała przyznać, że nawet go polubiła. Choć nie była pewna czy to nie za sprawą jego głosu. Podobała jej się ta barwa... choć ciepły głos nie bardzo pasował do ostrych rysów twarzy.
Silka znów zastanowił się kim właściwie jest Rivir.
- Czy ty jesteś... – chciała już zapytać.
Jednak nie dokończyła. Rivir nagle odsunął się od stołu, podszedł do niej i położył palec na ustach.
- Nie pytaj mnie o nic – szepnął niemal do jej ucha. – Chcę za to usłyszeć o tobie.
Nic więcej z tej nocy Silene nie zapamiętała.

Hiszpania. Jaskinia Sistema Aranonera.
Było tu cholernie ciemno, pomijając wszelkie inne niedogodności, ale ciemnych, zamkniętych pomieszczeń Ultar za bardzo nie lubił. Wiedział jednak, że całkiem niedaleko przed nim szedł Shama. Zastanawiam się tylko, co go akurat tutaj przywiało...
Nagle zatrzymał się. Usłyszał kilka metrów przed sobą dziwne pomruki. W ciemności nic nie potrafił zobaczyć, a nie zaryzykuje przecież ujawnienia się.
Równie nagle jak pomruki się pojawiły tak znikły i ku zdziwieniu Ultara jedna ze ścian jaskini pękła, a przez nią wlało się do pieczary przytłumione światło.
Zobaczył jak na twarzy Shamy pojawił się dość rzadki gość – uśmiech. Ultar uznał, że to zły znak, bardzo zły znak... Podtrzymując jednak swoją iluzję maskującą wszedł za „przewodnikiem” do pomieszczenia za pękniętą ścianą. Okazało się być dość duże, na każdej z sześciu ścian znajdowały się dziwne ludzkie postacie, które jakby zastygły w kamieniu.
„Co to za miejsce?” – przegalopowało przez myśl Ultara.
Dziwnie przypominało mu ono, nie wiedzieć dlaczego, cmentarz.
Shama tymczasem podszedł do stojącej na podwyższeniu otwartej księgi. Ona właśnie była źródłem nikłego światła, silnego jednak na tyle, by rozproszyć zupełne ciemności jaskini. Przewrócił dwie kartki księgi i zaczął najwyraźniej czytać, co było w niej napisane śpiewnym głosem.
„Proszę, proszę, Shama poliglotą” – pomyślał złośliwie Ultar. – „Poprzednie pomruki to pewnie też był również on.”
Te rozważania zostały jednak przerwane przez cichy śpiew, który pojawił się nagle znikąd i który idealnie komponował się z głosem Shamy. Wtedy Ultar zobaczył, że postacie na ścianach ożyły. Powoli bardzo, powoli odrywały od ścian swoje ręce, nogi i resztę ciała, nieustannie jednak śpiewając. W końcu wszystkie postacie zgromadziły się wokół trzymającego księgę, niczym wokół wodza. Śpiew ustał, chwilę zupełnej ciszy nikt nie śmiał przerwać, aż Shama odezwał się w tym samym śpiewnym języku. Przemawiał przez dłuższą chwilę z wyrazem twarzy równie zimnym jak kamienie wkoło niego. Z samego jednak tonu Ultar wydedukował, że Shama wydaje rozkazy. Pomimo, że język którym mówił brzmiał jakby śpiewał, twardego tonu nie potrafił niczym złagodzić.
Wreszcie skończył. Postacie zgromadzone wokół niego pochyliły głowy w pokornym ukłonie i zaraz wypadły przez otwór w ścianie jaskini, przy okazji poszturchując stojącego nieopodal Ultara. Gdy całe towarzystwo wypłynęło już z tej osobliwej sali, Shama znów się uśmiechnął.
„To już drugi raz dzisiejszego dnia. Trzeba zapisać w księdze Guinnessa.” – stwierdził w myślach Ultar i zrzucił swoją iluzję maskującą.
Uśmiech spełzł z twarzy Shamy.
- Witam szanownego pana – uśmiechnął się z kolei Ultar i oparł plecami o ścianę przy wyjściu z sali. – To było dość ciekawe przedstawienie, przyznaję.
- Czego chcesz? – zapytał rzeczowo Shama, szykując się już do ataku.
- Ej spokojnie. Gdybym ci chciał przeszkodzić, już dawno bym zdążył to zrobić. Szedłem za tobą od kiedy wlazłeś do tej cholernej jaskini.
Shama zaklął pod nosem.
- Więc czego?
- Dwie sprawy: po pierwsze – lustro.
- Lustro? – udawał zdziwionego Shama. – Zbiło się.
- Nie pierdol – warknął Ultar. – Dobrze wiesz, że aby zadziałało potrzeba ofiary, chciałem się tylko zapytać, czy twoja zaginiona poprzednia uczennica przypadkiem tam nie wylądowała.
Shama lekko zbity z tropu kiwnął głową.
- I nie chcesz mi go odebrać? – zapytał zdziwiony.
- A oddasz je?
- Nie!
- No to nie chcę :P – podsumował Ultar. – A druga sprawa. Książka, którą trzymasz w ręce.
- Jej też ci nie oddam.
- Ale ja jej nie chcę. Pytanie: to ona kontroluje te istoty, tak? Zapewne Mhroczne Elfy, jeśli mnie oczy nie mylą.
Shama skinął tylko głową coraz bardziej zdziwiony. Przecież ostatnio o to cholerne lustro wybuchła miedzy nimi poważna walka, z której oboje wyszli w nienajlepszym stanie. Jak zresztą Shama słyszał później, Ultar na jakiś czas zapadł w śpiączkę.
- Daj no mi odrysować ten symbol na okładce – uśmiechnął się promiennie Ultar.
Shama totalnie już rozbity stwierdził:
- No dobra.
Ultar zbliżył się do niego, wyjął z kieszeni kartkę i zaczął przerysowywać symbol z okładki. Kiedy skończył, schował kartkę i ołówek do kieszeni.
- Dzięki – powiedział i udał się do wyjścia.
- Ultar – usłyszał za sobą.
- Tak? – odwrócił głowę.
- Dobrze się czujesz? – wypalił Shama.
- Dlaczego pytasz?
- Bo pamiętam co było ostatnim razem, jak się spotkaliśmy.
- Trudno zapomnieć, do dzisiaj mam kilka jeszcze ładnych siniaków – powiedział Ultar. – Ale wiesz, wszystko się zmienia, a ty najwyraźniej wcale nie pracujesz dla Imperatora.
Shama kiwnął głową.
- Nie interesuje mnie zbytnio co robisz, dopóki nie wchodzisz w moją drogę – i z tymi słowami Ultar wyszedł z sali. Po swoich śladach wyszedł z jaskini, ciesząc się, że znów widzi słońce.




Komentuj (51)


30.07.2006 :: 23:32
90.
W Hadesie.
Bóg podziemi ubrany w swą okazałą zbroję dotarł właśnie do linii, na której ustawiły się jego wojska.
- Panie – przed nim pojawił się Radamantis i przyklękł przed boskim majestatem na jedno kolano.
- No słucham. Z kim mamy do czynienia?
- To jest mgła – stwierdził tamten odkrywczo.
- No co ty nie powiesz – Hades uniósł brew i spojrzał na Radamantisa z góry. – Masz mnie za kretyna? Tyle to sam stąd widzę. Pytam czy wiadomo coś więcej na temat tajemniczej mgły?
- Wybacz panie. Nie wiemy. Ten, kto zniknął we mgle już nie wrócił.
Hades westchnął i uniósł głowę do góry. Na przeklęte pioruny tego cholernego zdrajcy Zeusa...
- A Hekate gdzie? – rozejrzał się.
- Biegała tu gdzieś... przed chwilą – stwierdził Radamantis.
- Tak panie – Hekate zjawiła się jak na wezwanie.
- Masz jakieś lepsze wieści?
Pokręciła przecząco jedną z głów.
- Wydaje mi się jednak, że w tej mgle nikt się nie ukrywa – powiedziała druga.
- Co masz na myśli?
- To, że właściwości znikania naszych zwiadowców, przypięłabym raczej do mgły samej w sobie, niż do tego, co przypuszczamy, że ukrywa – stwierdziła z głupawym uśmiechem trzecia z głów Hekate.
- A pomysł może masz jakiś, jakby ją przepędzić? – zapytał Radamantis lekko wkurzony.
- Nie ja jestem jednym z trzech sędziów, nie ja dowodzę – odpowiedziały wszystkie trzy głowy naraz i uśmiechnęły się rozbrajająco.
Radamantis zacisnął pięści, czuł się dość bezsilnie.
Hades po raz kolejny westchnął.
- Jednakże – dodała po chwili jedna z głów Hekate, która zwróciła się w stronę boga podziemi. – Wydaje mi się...
- Dużo ci się wydaje – przerwał jej Radamantis, za co dwie pozostałe głowy pokazały mu język (dochodzę do wniosku, że coraz bardziej lubię Hekate _^_).
-Wydaje mi się, że nie siłą trzeba tu zadziałać.
- No zapraszamy do prezentacji. W końcu to ty bawisz się czarną magią.
- Radamantis – warknął Hades.
- Tak panie?
- Stul pysk.
Uśmiech pojawił się na wszystkich trzech mordkach Hekate.
- Masz jakieś propozycje? – zwrócił się do niej Hades.
- Nie o magii myślałam, panie – odpowiedziała jedna z głów. – Lecz o wietrze.
Radamantisowi opadła szczęka.
- Żeby przegnać mgłę... – Hades kiwnął głową. – Nie głupie i logiczne. Można by spróbować.
- Panie – do trójki na wzgórzu przyłączył Tanatos.
- Co się stało?
- Dziwna istota pojawiła się na polu między naszymi wojskami a mgłą.
- Co to niby za istota? – zdziwił się Hades. – Czyżby kolejny wróg? A może władca tej całe mgły?
- Nie wiemy – Tanatos przyklękł obok Radamantisa. – Nie pochodzi z Hadesu. I w dodatku żyje.
- Śmiertelnik? Żyjący śmiertelnik w Hadesie?
- Nie jestem pewna czy to zwykły śmiertelnik, panie – mruknęła jedna z głów Hekate.

Kreta. A właściwie jej południowy brzeg.
Ultar siedział na jednym z wielkich kamieni niedaleko od brzegu, systematycznie obmywanym przez ciepłe fale. O dziwo nie był ubrany w nieodłączny, biały płaszcz. Miał na sobie czarną bluzkę bez rękawów (*_*), granatowe jeansy i (oczywiście) glany. Siedział z zamkniętymi oczami, jakby wsłuchiwał się w szum morza. Nagle jedna z fal wzniosła się tak wysoko, że zalała cały kamień.
- Nie musicie się denerwować – mruknął, otworzył oczy i cały mokry wstał.
Kolejne fale, były większe od innych, ale pojawiły się jedynie w tym miejscu, gdzie siedział Ultar. Kilka z nich zalało kamień sięgając do kolan.
- Mówię wam, że nie musicie się tak denerwować.
Następne fale uspokoiły się i stały się równie małe jak pozostałe.
Ultar ściągnął tymczasem koszulkę i wycisnął z niej wodę. (XD klata XD)
- Co nie zmienia faktu, że zalewać mi glanów nie musiałyście – westchnął.
Kolejna fala dosięgła czubka jego butów.
Ultar uśmiechnął się.
- Wiem, wiem. W każdym razie, skoro nie ma jej tutaj, musi być gdzie indziej.
Kilkanaście fal rozprysło się o kamień, na którym stał z wielką siłą.
- Takie rzeczy nie rozpływają się w powietrzu... ani w wodzie!
Fala znów zalała głaz, sięgając pół łydki Ultara.
- Zostaw glany mówię – zmrużył oczy. – Ale jak chcecie możecie sprawdzić pozostałe. Nie chciałem was o to prosić, ale skoro nalegacie. Wątpię, żeby tam coś było.
Ultar zszedł z kamienia i stanął na wodzie, która z kolejną falą odtransportowała go na piasek przy brzegu. Kiedy stanął na plaży odwrócił się w kierunku morza, skinął głowę i odszedł.
„Wody ciepłych mórz są takie narwane” – uśmiechnął się do siebie.
Poczuł, że coś nieprzyjemnie chlupocze w glanach. Pokręcił głową, zamknął na chwilę oczy i po chwili spodnie i glany były suche. Jedynie bluzka, którą przerzucił sobie przez nagie ramię (:F) nada była mokra.
„Mam trzy...” – pomyślał zakładając ją. – „O jedną nie muszę się martwić, bo wiem, że jest przy Shuu, ale siedem pozostałych. Trochę to zajmie.”
Przeszedł właśnie obok kosza na śmieci, gdzie w szklanej butelce zobaczył znajomy cień.
„Nie lubię, gdy mnie śledzisz.” – pomyślał pod adresem cienia.
„Martwię się tylko, czy pamiętasz o zadaniu, które zostało ci powierzone?” – usłyszał w umyśle kobiecy głos. – „Czy nie zapomniałeś o nim goniąc za własną nadzieją, równie beznadziejną...”
- Milcz!
„Nie będziesz mi mówić co mam robić.” – dodał w myśli.
„Nie mam takiego zamiaru.” – dostał odpowiedź. – „Obiecałeś jednak coś dla mnie zrobić.”
„Nie zapomniałem o tym.”
„Cieszy mnie to. Jednak czas jest bardzo ważny. Szczególnie teraz. Ważnym jest, aby wszystko zgrać.”
Cień znikł. Ultar poczuł, że opuściła go.
- Dla mnie też czas jest ważny... – mruknął. – Choć może już dawno jest za późno... Już od bardzo dawna...
Zacisnął pięści w bezsilnej wściekłości na świat, na los, na samego siebie, na przeszłość, że wszystko stało się tak a nie inaczej. Przez chwilę przebiegło mu przez myśl, że może lepiej by dla niego było, gdyby nigdy więcej nie powrócił do niego promień nadziei, który teraz spętał go niczym kajdany niewolnika.
- Nawet on dostał szansę naprawienia błędu – przymknął oczy i przejechał dłonią po włosach. – Nawet ten cholerny nieudacznik Kyo...



Komentuj (25)