Minione Nadzieje
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec






Inne światy:
by Raini
by Vedzia
by Amari
by Els
by Life&Death
by me ^^



Postacie:
czyli
~~LISTA PŁAC~~


Rycerzaści:
Aries - Shion
Aries - Mu
Taurus - Aldebaran
Gemini - Saga
Gemini - Kanon
Cancer - Death Mask
Leo - Aiolia
Virgo - Shaka
Libra - Dohko
Scorpio - Milo
Saggitarius - Aiolos
Capricorn - Shura
Aquarius - Camus
Pisces - Aphrodite

Bogowie:
Atena -_-
Hades *^^*
Hekate :P
Hera
Ares

Niegdysiejsze brązy:
Mhroczny Shiryu
Mroźny Hyoga
Ptasiek Ikki XD
Słodziasty Shun

Postacie poboczne:

*z Imperium:

Kyo - mistrz Nemi i Shuu
Van Panel - mistrz Vedzi
Majris - mistrzyni Silki
Ultar - mistrz Raini
Ajax - mistrzyni Kyo
Shama - mistrz Segno
Miri

*Czterej Kardynałowie
Ares
Xavier
Edziu
Set

*z Królestwa Gai
Sauri
Kouri
Rinou

*Amazonki
Kaori - królowa
i jej przyboczne:
Schedar
Segin
Achird

*Mhroczne Elfy
Neithir - książę
Tinwe - jego siostra
Eithen
Yngvan

*Przybysze z innego wymiaru
Lord Nemi XD
Lady Segno XD

Inne dziwne stwory:
Iluzoryczna Shuu *^^*
(publika szaleje)
Krwawa Silene
Różowa Vedzia alias Gaia
Zerojedynkowa Raini
Imperator Feniu
Powietrzna Nemi
Tęczowa Segno XD
Świstak Zenek lol
Czarny Smok Sherr
Jednorożec Elia
...i Tajemnicza Wyrocznia:P


jedyna i niepowtarzalna ofiara losu:
Pegaz - Seiya





różne inne wiadomości :P

kolory misji:
(od najłatwiejszej do najtrudniejszej)
zielona
ciemno-zielona
błękitna
granatowa
fioletowa
różowa
czerwona
czarna

hierarchia
Frędzelki żółte:
(żółtodzioby)
1 ranga
2 ranga
3 ranga
4 ranga
5 ranga -> przechodzi do mistrzów
Frędzelki czerwone:
(mistrzowie)
1 klasa
2 klasa
3 klasa




Kalendarium
Arachia 3 Luty
Silene 10 luty
Kaori 7 marzec
Raini 6 kwiecień
Sherr 30 kwiecień
Nemi 30 czerwiec
Segno 25 sierpień
Edziu 8 wrzesień
Vedzia 21 wrzesień
Elia 18 październik
Feniu 15 listopad
Tinwe 20 listopad

co by nie zapomnieć :P


Twórcze wizje
Silka, Vedzia i Shuu
Nemi, Segno, Ultar i Shama
Kouri i Sauri
Amazonki
Po prostu Mu XD
Mu ^^
Saga i Camus wersja by Shuu
Kyo ^^
Kyo :P
same kudły xD
Ultar^^
Mhroczna Elfka :3
Shama XD
Shama po raz 2
Majris
Afro w kultowej scenie _^_


PARKI *^^*
Vedzia i Milo
Raini i Bliźnie... pytanie które ;]
Sil i Camus
Tinwe i DM
*^^*
Don't go T.T


Twórcze wizje by Nemi
Kyo Shuu i Mu :P
KYO
Znowu Kyo
I jeszcze raz :)
ULTAR
Ultar once again ^^
Shamuś *.*
Lord Nemi XD
Lady Segno _^_
Dużo Ludu *^^*


05.07.2008 :: 01:15
161.
- To znaczy... że jednak nie jestem Gaią! - podsumowała trzeźwo Vedzia.
Poczuła się przy tym trochę dziwnie. Sama nie wiedziała czy ma się z tego powodu cieszyć czy nie. Okazało się przecież, że jednak jest nikim innym jak tylko właśnie Różową Vedzią, żadnym tam wcieleniem starożytnej bogini. Po prostu ona – Vedzia.
Choć z drugiej strony czy nie powinna się czuć niedoceniona? Służyła za przechowalnie mocy? I w ogóle jak to brzmi? Przechowalnia?!
- Nie jesteś – potwierdziła prawdziwa Gaia, wyrywając Vedzię z jej poplątanych myśli. - I jeśli można, chciałabym odzyskać moją moc.
Zbliżyła się do Różowej przez nikogo nie zatrzymana.
- Ale... - zawahała się Vedzia.
- Masz pewnie wiele pytań – uśmiechnęła się bogini. - Na wszystko znajdziemy odpowiedź.
Przyłożyła dłonie do policzków Vedzi i rozbłysło oślepiające światło. Wszyscy zebrani musieli przymknąć oczy.
Vedzia przez dłuższą chwilę czuła jakby ktoś chciał wyrwać coś z niej, coś co mocno zakorzeniło się w jej ciele, ale była to tak abstrakcyjna myśl, że zupełnie o niej zapomniała, gdy ból minął. Troszkę zakręciło się jej w głowie, ale był to jedyny odczuwalny mankament owego transferu.
Gaia dopiero po dłuższej chwili otworzyła oczy i momentalnie cała jej postać zajaśniała (jak to bywa w anime XD) prawdziwą boską energią. Teraz nikt nie miał już wątpliwości... Aura, która ją otoczyła była ze wszech miar dostojna, niemalże królewska, ale przejmująco smutna.
Bogini odwróciła się do wszystkich zebranych, wciąż nieco zszokowanych zaistniałą sytuacją.
- Chyba jestem winna wyjaśnienia nie tylko Vede – powiedziała spokojnie, a jej głos mimo że cichy dotarł do wszystkich. - Ale nie widzę powodu, dla którego mielibyście dłużej walczyć. Byłabym wdzięczna, gdybyście zechcieli posłuchać mnie przez chwilę, wtedy sami z pewnością zauważycie, że kontynuowanie potyczki jest bezsensowne.
Zamilkła na chwilę i rozejrzała się.
Wszyscy stali jak zaczarowani i wpatrywali się w nią, może był to nadal szok, a może nagle objawiona charyzma, w każdym razie nikt nie odważył się wykorzystać tej chwili do ataku.
Przez oblicze Gai przemknął nikły uśmiech, po czym kontynuowała przemówienie.
Opowiedziała wszystkim, jak to wiele setek lat temu, po wyczerpującej wojnie nie tylko z Ateną, ale również innymi bogami olimpijskimi, których imion łaskawie nie wymieniła, doszło do ostatecznej rozgrywki. Wtedy właśnie udało się Atenie dopaść ją i zapieczętować, osobno jej duszę, osobno moc, tak, żeby nie mogła po ponownych narodzinach stanowić zagrożenia. Nie wiedziała jednak, że przed ostatnią bitwą, Gaia i Kouri zamieniły się ciałami. Tak więc moc została zapieczętowana, natomiast dusza wciąż przebywała w ciele dawnej wojowniczki.
Niestety przez to, że świątynia Gai, razem z jej ostatnimi obrońcami została zagrzebana pod ziemią, bogini w swojej ówczesnej formie nie mogła wyruszyć na poszukiwania odebranej jej mocy... jedynym, który z nieznanych przyczyn, nie był przywiązany do podziemnej świątyni na stałe, okazał się Shama.
W tym momencie Gaia zamilkła i zwróciła się ku Rinou i Shamie.
- Przepraszam, nie potrafiłam wam tego powiedzieć. Po części nie mogłam się pogodzić z tym, że zostałam pokonana, a po części dlatego, że... było mi po prostu wstyd. Dawna przysięga wojownika mówiła o oddawaniu się pod opiękę waszej bogini – Gaia zmarszczyła brwi, jakby sięgając pamięcią wstecz. - A jaka okazała się moja opieka? Zresztą jedynie dzięki Kouri udało mi się przetrwać, jak również dzięki waszej wierności.
- Pani – zaczął Rinou, ale dała mu znak ręką, żeby nie przerywał.
- Nie mam nic poza tym na swoją obronę. Shama przysiągł, że nie spocznie, dopóki nie sprowadzi mnie z powrotem. I oto jestem – Gaia uśmiechnęła się ciepło do wojownika. - Spełniłeś co obiecałeś, więc jesteś wolny. Ty również Rinou. Zwalniam was z tej niewdzięcznej roli, którą pełniliści już za długo.
W oczach Shamy zapłonął prawdziwy ogień szaleństwa. Nikt nie mógł dojrzeć, że te słowa wywołały prawdziwą burzę w jego myślach. Poczuł się jakby po długiej wspinaczce, ktoś zepchnął go w przepaść. Miał wrażenie, że spada coraz głębiej i głębiej w nicość. Przestał kontrolować co działo się na jego oczach. Na dłuższą chwilę zaszył się w świecie wspomnień i odległych głosów z przeszłości.
Znów przestał być potrzebny...
Gaia kontynuowała w tym czasie wystąpienie. Przepraszała zarówno Amazonki jak i Złotych Rycerzy oraz ich popleczników (czy też może raczej popleczniczki :P).
- W pierwszej chwili, gdy Shama przyniósł wieści o tej koalicji, sama myśl wydała mi się szalona, ale część mnie chciała tego, chciała dokonać krwawej zemsty za dawne krzywdy. Myliłam się. Zrozumiałam to trochę za późno – przyznała zgnębiona. - Wy, obecnie żyjący, nie jesteście winni dawnym zatargom. Natomiast wy, Amazonki, zostałyście bezwzględnie wykorzystane przez Herę. Jej chodziło jedynie o powrót na Olimp i poświęciła by was wszystkie, gdyby tego wymagała sytuacja. To co się stało, to wielkie nieporozumienie, które nie powinno mieć miejsca... w każdym razie, ja już w nim nie będę brała udziału. Od was zależy jak wy to zakończycie. Pamiętajcie tylko, że tu wszystko rozbijało się o chore ambicje bogów. Wszystkich bogów – dodała z naciskiem, jakby chciała zaznaczyć, że ona nie jest bez winy.
Zamilkła. Powiedziała wszystko, co zamierzała.
- Pani – przerwał milczenie Rinou.
- Nie jestem już twoją panią.
- Pani – uparł się wojownik. - Jak to się stało, że my nigdy nie zauważyliśmy, że to Ty jesteś z nami, nie Kouri? Nadal nie mogę tego zrozumieć. Przecież byłaś taka inna...
- Nigdy nie zrozumiesz jak to jest być boginią (trudno zaprzeczyć XD), niegdyś wszechwładną, a potem zepchniętą na margines, aż wreszcie, całkiem dosłownie, zakopaną pod ziemią. I co znaczy utrata mocy. Rinou, ja przez te długie lata była po prostu człowiekiem...
- Ale wspominałaś o tym, że moc została podzielona – dość agresywnie wtrącił się Shion. - I odzyskałaś teraz jej ostatnią część.
- Tak – przyznała. - Jedną z części znalazł Shama i sprowadził do świątyni, niemal tracąc przy tym życie.
- Lustro – doznała olśnienia Vedzia. - To było to lustro prawda?
Gaia skinęła głową.
- Ale w tym lustrze, oprócz Gai, to znaczy oprócz ciebie, była jeszcze jedna dziewczyna.
- Ją również znalazł Shama i sprowadził. Nie wiedział jednak, że nie powinien szukać bogini, a tylko jej mocy. Tak, więc nie mógł zrozumieć, dlaczego osoba, którą znalazł nie jest mną, mimo że czuł, że to ja... Sprawiłam, że lustro ją wchłonęło, dla jej bezpieczeństwa... on gotów był ją zabić, tak jak i ciebie...
Niemal wszystkie spojrzenia powędrowały ku Shamie, ale on nadal był nieobecny. Dotarło do niego kilka słów o lustrze i przeniósł się pamięcią do tamtej fatalnej akcji...
Wtedy odkrył dziwny artefakt gdzieś w piwnicy Imperialnej zbrojowni. Na początku nie rozumiał, ale czuł, że to lustro ma związek z Gaią, był o tym przekonany. Postanowił je ukraść. Nie przypuszczał tylko, że w tym samym czasie Ultar też wpadnie na podobny pomysł i przyjdzie im walczyć... Obaj ledwo z tego wyszli żywi. Ultar przez pewien czas był nawet w śpiączce, ale się jakoś wylizał. Miał szczęście, że przyciągnął tam ze sobą ówczesną uczennicę, bo gdyby ona go nie wyciągnęła, pewnie by się wykrwawił i do teraz tam gnił.
Shama powoli wychodził z otępienia. Właściwie, po co Ultarowi było to lustro... nigdy go nie zapytał, mimo że nadażyła się okazja.
Nagle niewiadomo skąd wpadł w tłum Ikki, wściekły do granic możliwości rzucił się w stronę Gai.
- Zabiłaś mojego brata dziwko!!!!!!!!!! - ryknął i zaatakował.
Shama ocknął się zupełnie i ujrzawszy na co się szykuje, w jednej chwili znalazł się tuż przed Gaią i przyjął na siebie uderzenie. Nawet nie próbował się bronić.


--------------------------------------------
Z okazji niedawnych urodzin :p
Wszyscy życzą Nemi wsiego NAJ :DDDD

Komentuj (23)


11.07.2008 :: 13:05
162.
Mniej więcej w tym samym czasie.
Tam, gdzie zaszył się Imperator.
Musiał być przez dłuższy czas nieprzytomny, bo gdy ocknął się, ktoś przy nim siedział, a zupełnie nie przypominał sobie, żeby ktoś tu wchodził.
- Zaszył się i liże rany, żeby potem w pełni sił wrócić... tylko po co? Żeby znów dostać po mordzie? - usłyszał dobrze znany kobiecy głos.
Jego umysł był jednak na tyle otępiały, że nie od razu uświadomił sobie z kim ma do czynienia. Zdobył się jednak na aroganckie odwarknięcie:
- Żeby zdusić bunt i wyplenić wszelką zdradę!
- Zdrada, bunt – prychnęła kobieta. - Zawsze lubiłeś przesadzać.
- Zbrojnego wystąpienia przeciwko władcy nie można inaczej nazwać!
- Władcy? - w jej głosie ostro zadźwięczała ironia. - Powiedz mi panie mój, który z bogów namaścił cię na władcę? Bo z tego co pamiętam, władza prawie zawsze znajdywała swoje usprawiedliwienie w siłach boskich.
Feniu nie odpowiedział. Usilnie próbował zmusić umysł do normalnej pracy, ale ból pojawiający się spontanicznie w różnych częściach ciała nie pozwalał mu się skupić. Zdolności autouzdrawiania miały właśnie ten nieprzyjemny skutek uboczny: ból i czasowe otępienie.
Dłuższe milczenie przerwał wreszcie jej głos.
- Fakt, że istnieje coś takiego jak demokracja, ale wtedy nie mówimy już o władcach, ale o przedstawicielach – mruknęła jakby do siebie. - Tym nie mniej, historia zna nie jedno obalenie władcy – zdecydowanie lubiła akcentować to słowo. - A wszystko dlatego, że lud w którymś momencie stwierdzał, że ówczesny władca nie nadawał się na swoje stanowisko.
- Do czego zmierzasz?
- Mówiłam ci już kiedyś, ale chętnie powtórzę, nie nadajesz się na jednowładcę.
- Chcesz powiedzieć, że mogłoby być inaczej?
- Nie mówię jak mogłoby być, bo tego nie wiem. Wiem natomiast jak jest i jak będzie.
Ostatnie zdanie włączyło jakąś samotną żarówkę w umyśle Imperatora.
- Wyrocznia – syknął z wyrazem obrzydzenia na twarzy.
- Nie kto inny – uśmiechnęła się do siebie kobieta, siedząc nieporuszenie wciąż naprzeciwko Fenia.
- Teraz się zjawiasz przy mnie? - warknął osłabiony Imperator. - Teraz?! Gdy nie mam sił, żeby mnie zabić? Chociaż nie, to nie byłoby w twoim stylu, raczej zjawiłaś się po to, żeby znęcać się psychicznie nad niedobitkiem.
- Ani jedno ani drugie. Chciałam ci wreszcie przemówić do rozumu.
- I mówi to istota uzależniona od różnego rodzaju wspomagaczy – prychnął urażony.
- Nie przeszkadzało ci to, gdy poznawałeś przyszłość – zauważyła wyniośle. - Taki właśnie jesteś. Wszystko dobre jeśli tobie służy, ale jeśli śmie objawić samowolę, do piachu? Ze mną też miało być tak, prawda?
- Któryś z twoich cudownych środków za bardzo uderzył ci do głowy – mruknął niemrawo.
- Oczywiście... ale naprawdę nie musisz się tłumaczyć sam przed sobą. Ja przecież wiem jak było. Rozumiem. Jeden z dwóch fundamentów twojej ukochanej konstrukcji zachwiał się, więc żeby całość nie runęła, przejąłeś cały ciężar. Niepotrzebny fundament można było z czystym sumieniem usunąć, tak? Szkoda tylko, że ktoś tam miał dar spoglądania w przyszłość i uratował się dzięki temu. I tylko dzięki temu – podkreśliła dobitnie. - Potem szybka zmiana kadr, szczególnie tych najwyżej postawionych i posprzątane. Łatwe, proste i zapewne przyjemne.
- Nie chciałem cię usuwać – przyznał cicho. - Ale nie pozostawiłaś mi dużego wyboru. Mogłaś doprowadzić do rozłamu!
- I zapewniam cię, że pewnie bym doprowadziła, bo wielu poszłoby za mną...
- Dlatego musiałem cię powstrzymać. Chciałaś zniszczyć to co budowaliśmy razem.
- Właśnie! Budowaliśmy razem! O tym zdawałeś się zapomnieć. Zamarzyło ci się rządzenie. Nie chciałeś moich porad, moje zdanie nie miało dla ciebie żadnego znaczenia.
- Więc to o to poszło? O urażoną dumę?
Wyrocznia zdawała się tracić resztki cierpliwości.
- Przejrzyj na oczy durniu. Zobacz, co zrobiłeś, jak poprowadziłeś NASZE dzieło.
- O co ci chodzi? Przecież dzięki mnie stało się najsilniejszą organizacją na tej ziemi, zarówno w świecie ludzkim jak i poza nim.
- A ilu taki obrót sprawy uszczęśliwił? Jasne, czasami trzeba użyć innych niż słowa argumentów, ale ty w którymś momencie popadłeś w przesadę.
- Mam świetnie wyszkolone jednostki.
- Miałeś - poprawiła go Wyrocznia. - Wiesz kto teraz sprawuje nad nimi opiekę?
- Ares? – warknął.
- Błąd. Cała czwórka twoich zaufanych Kardynałów.
- Cała czwórka zdrajców!
- Zwij ich jak chcesz, ale według mnie dzięki nim Imperium powróciło na odpowiednie tory.
- Przez nich moje Imperium zawaliło się!
Wyrocznia westchnęła ciężko.
- No nie ma opcji. Na tym polu nigdy się nie dogadamy – podsumowała.
- I tylko po to tu się zjawiłaś? - zdziwił się Feniu, powoli dochodząc do siebie, co oznaczało kończenie fazy autoleczenia. - Po to, żeby mi powiedzieć, że ci zdrajcy lepiej prowadzą moje Imperium?
- Niegdyś było to nasze Imperium. Szkoda, że tak łatwo przychodzi ci o tym zapominać, tak samo jak zapomniałeś o naszych pierwotnych celach i założeniach. Ale nie... nie po to przyszłam. Właściwie chciałam się z tobą podzielić moją najnowszą wizją. Dotyczy ciebie, więc wydaje mi się, że powinieneś być szczególnie zainteresowany.
- Ty i te twoje majaki – stwierdził bez większego przekonania.
- Wiesz równie dobrze jak ja, że te majaki mają dziwny zwyczaj spełniania się. Ale do rzeczy. Stoisz teraz przed wyborem. Nie wiem czy sobie z tego zdajesz sprawę. Moja wizja raczej wskazywała na to, że pójdziesz za swoim chorym ego i jego żadzą zemsty, a możesz wiele stracić.
- Nie gadaj jak naćpana. Co mogę jeszcze stracić? I jaki wybór mam? Muszę odzyskać należne mi miejsce w Imperium.
- A może nie? - powiedziała cicho. - Może twoja rola w Imperium dobiegła końca i nie ma już tam dla ciebie miejsca. Nie mam w zwyczaju stawiać kawy na ławę, ale po starej znajomości powiem ci jedno, jeżeli teraz wybierzesz powrót i zemstę, zginiesz.
- Chyba sobie żartujesz! Ja? Zginę?! Ciekawe o ile przekroczyłaś dopuszczalną zawartość alkoholu we krwi – zakpił.
- Xavier, ten którego uważałeś za ćwierćmózga z zadziwiającymi zdolnościami, nigdy nie dał sobą manipulować, mimo że tobie mogło się tak wydawać. Tak naprawdę to on robił zawsze to na co akurat miał ochotę. I wybacz panie władco, ale to ty tańczyłeś jak on ci zagrał. Jego moc wpływania na umysły jest przerażająca. A twój umysł był niestety łatwym łupem... A poza tym, radziłabym ci zapamiętać raz na zawsze, nie jesteś nieśmiertelny.
- Jestem Feniksem!
- Tylko w jednej trzeciej. I właśnie dlatego nie jesteś nieśmiertelny.
Wyrocznia podniosła się ze swego miejsca.
- Idziesz? - zdziwił się były Imperator.
- Powiedziałam ci, co miałam do powiedzenia – odparła. - Stoisz na rozwidleniu dróg, przeżyjesz albo zginiesz.
- Mam uwierzyć ci na słowo, że przyszłaś mnie ostrzec? Trochę dziwnie to wygląda jak na moje oko – zauważył. - Raczej jak podstęp. Wcale nie miałaś wizji, tylko starasz się mnie utrzymać z dala od Imperium, gdy ty będziesz przejmować władzę.
- Nerwica natręctw? Czy ty naprawdę myślisz tylko o tej władzy? Zrozum może wreszcie, że nie każdy koniecznie musi dążyć do jej zdobycia. Mówiąc wprost i bez cenzury – w dupie mam twoją władzę. Dobrze mi tak jak jest.
- I mam na to tylko twoje słowo.
- Kiedyś ci to wystarczyło.
- Kiedyś – zaczął agresywnie, ale momentalnie przygasł. - Kiedyś było inaczej – dokończył.
- Zjadł cię twój brak zaufania – podsumowała. - Osiągnąłeś wiele, ale wciąż wybiegałeś za daleko w przyszłość, zamiast cieszyć się tym co teraz. Słyszłeś kiedyś coś takiego: „Yesterday is history. Tomorrow is a mystery. Today is a gift. That's why we call it the present”?
- Gadasz jak jakiś mentor z kiepskiego filmu - Imperator prychnął tylko w odpowiedzi.
- Albo jak wyrocznia – uśmiechnęła się do siebie i opuściła Fenia.


---------------------------------
Słowem wyjaśnienia :P (żeby mnie kto źle nie zrozumiał)
Postać Fenia w SH i oryginał różnią się dość znacznie, nie tylko wyglądem XD (chyba, że od kiedy Cię Feniu ogladałam urósły Ci skrzydła, skorpioni tyłek XD i świński ryj :P) ale również charakterem :P


Komentuj (17)


16.07.2008 :: 10:46
163.
Z powrotem na greckiej ziemi.
Gdy ból przeszył jego ciało, w resztkach traconej świadomości pojawiło się pytanie z jakiej racji zasłonił Gaię, skoro ona już go nie potrzebowała...
Shama upadł bez czucia na ziemię, a wokół niego rozlała się kałuża krwi.
Silene aż ząbki błysnęły na ten widok, ale próbowała powstrzymać swoje wampirze instynkty, bo przedstawienie, które rozgrywało się przed nią było zaiste pierwsza klasa.
Momentalnie po tym incydencie do Ikkiego doskoczył Rivir i choć nikt nie widział co zrobił, nowy Złoty Rycerz Lwa padł na ziemię tuż obok Shamy.
Gaia stała jak sparaliżowana.
- Nie chciałam nikogo zabić – powiedziała, gdy jakoś doszła do siebie.
- Ale tak się jakoś stało – zauważył agresywnie Shion. - Zabiłaś kilku Rycerzy Ateny, a twierdzisz jakobyś nie masz do nas żadnego interesu.
- No dokładnie tak nie powiedziała – sprzeciwiła się Vedzia, jakby czuła się w obowiązku bronienia tej, za którą ją uważano przez jakiś czas.
Stary Baran posłał je mordercze spojrzenie.
- Ale zabiła nam ludzi – warknął.
Reszta Złotych pokiwała głowami zgadzając się z tym podsumowaniem, większość skierowała wzrok w miejsce, w którym znikły energie ich towarzyszy.
Nikt zresztą nie dziwił się, że Shion nie panował nad sobą, tym razem był usprawiedliwiony. Choć wiele można by opowiadać o zboczeniach Dohko to jednak kumplował się z Shionem ładny kawał czasu.
- Właściwie technicznie rzecz biorąc nie zabiłam ich.
- CO?! - w Shionie wszystko się gotowało.
- Prawda jest taka, że ich ataki zostały zwrócone przeciwko nim, troszkę wzmocnione.
Ekipie Złotych opadły ręce.
- Załatwiła ich rykoszetem – przetrawiał na głos Afro.
- Tym nie mniej mi przykro – dokończyła Gaia i pochyliła na chwilę głowę.
- Ja wszystko rozumiem, ale może zajmiemy się kimś kto jeszcze TROCHĘ żyje – wpienił się Rivir klęczący obok Shamy i najwyraźniej próbujący zatamować krwotok.
- Słuszna uwaga – mruknęła do siebie Silene, której wzrok ani na chwilę nie odwrócił się od wsiąkającej w ziemię kałuży. - Marnotrawstwo – dodała mlasnąwszy. (XD)
Gaia przyklękła przy Shamie, położyła dłoń na jego ledwo dostrzegalnie poruszającej się klatce piersiowej.
- Jest jeszcze szansa? – zapytał Rivir.
Silene nie mogła zrozumieć, dlaczego jej tak zwany wujek przejmuje się Shamą, którego przecież znała z Imperium, ale nie miała pojęcia o jego podejrzanych konszachtach z Gaią.
- Zrobię co mogę – mruknęła w odpowiedzi bogini.
Zamknęła oczy, a od jej postaci błysnęły znowu efekty specjalne. :P
Trwało to ledwie chwilę, ale krwotok wydawał się opanowany.
- Zabierz go stąd – szepnęła, otwierając oczy.
- Dlaczego powierzasz swojego wojownika, komuś, kto jeszcze przed chwilą z nim walczył? - zdziwił się Rivir.
- Macie wspólną przeszłość, tyle zdążyłam zrozumieć – uśmiechnęła się blado. - A jemu potrzebny teraz opiekun.
- Świetnie mianowali mnie niańką – mruknął do siebie Rivir, ale nie wydawał się specjalnie oburzony takim rozwiązaniem.
Wtedy przepchnęła się przez tłum Tinwe i w poważaniu mając obecność bogini dopadła Rivira i ryknęła:
- MISTRZUUUUU!!!
Rivir aż się wzdrygnął.
- Księżniczka? - zdębiał, zupełnie zszokowany jej obecnością. - Eithen? - dodał widząc stojącego nieco dalej Elfa.
- Mistrzu – Tinwe wtuliła się jego ramię.
Rivir pogłaskął ją po włosach, ale potem jego wzrok spoczął na Shamie, a dłoń zacisnęła się w pięść.
- Wybacz księżniczko, teraz nie mam czasu – szepnął do jej spiczastego ucha. - Wrócę tu niedługo.
Tinwe spojrzała na niego ze łzami w oczach.
- Ale, ale... spotkaliśmy się po tak długim czasie.
- Wrócę tu – powtórzył.
Podniósł Shamę i razem z nim rozmył się w powietrzu. Zebrani usłyszeli jedynie przeciągły, dość niski gwizd.
Tinwe była niepocieszona. Nie tak miało to wyglądać.
Tymczasem ku ogólnemu zdumieniu ciało Ikkiego zapłonęło wesołym ogniem i już po chwili stał żywy i rześki.
Shionowi aż powieka zadrgała.
- Ciekawa właściwość – stwierdził.
- W końcu był Rycerzem Feniksa, nie? - stwierdził Shura.
- I to zawsze tak działa? - zaciekawił się stary Baran.
- Ja wiem staruszku, że co nie co cię ominęło, ale Feniksy tak mają, że nie zdychają – odważył się zauważyć DM.
- Albo raczej za długo w stanie zdechnięcia nie pozostają – dorzucił Afro.
Ikki już chciał znowu rzucić się na Gaię, kiedy Shion posłał mu dość nieprzyjemny atak z zaskoczenia i Feniks znowu zaliczył bliskie spotkania z glebą.
- Dobra opcja – stwierdził stary Baran, gdy zdziwione spojrzenia spoczęły na nim. - Można się wyżyć.
Mu otwartą dłonią rąbnął się w czoło.
- Że też ja na to nie wpadłem – podrapał się w czuprynę Saga.
- O bosh! - jękneła Ula. - Co to za banda baranów!
Zaraz w jej stronę pomknęły mordercze spojrzenia ze strony Mu i Shiona.
-Wypraszam sobie – stwierdzili rówocześnie Shaka i DM.
- Barany to ja widzę tylko dwa – dodał Shura.
- Debili – poprawiła ją Shuu. - Ona miała na myśli debili
Ula spojrzała na nią unosząc brew w pełnym zniesmaczenia zdziwieniu malującym się na twarzy.
- Później wytłumaczę – mruknęła do niej Shuu.
Gaia rozejrzała się, ale ekipa najwidoczniej zajęła się sobą, korzystając z tego bogini najnormalniej w świecie, zapadła się pod ziemię. Zauważył to jedynie Rinou i stwierdziwszy, że i na niego nie zwracają uwagi, skorzystał ze swoich zdolności i przestał być dostrzegalny.




Komentuj (19)


25.07.2008 :: 14:00
164.
- Gai nie ma – zwrócił uwagę towarzystwa Shaka.
- Coooo?! - Shion wspinał się na nowe szczyty wkurwienia.
- Ale jak, gdzie, kiedy? - Afro rozglądał się dookoła.
- Obstawiam, że ona również ma denerwującą umiejętność zapadania się pod ziemię – mruknął Milo.
- Mnie by zdziwiło, jakby takiej opcji nie miała, w końcu jest boginią ziemi, nie? - podsumował Shura.
W trakcie, gdy Shion ciskał się i rozładowywał frustracje na Ikkim, Amazonki zaczęły się zbierać do odejścia.
- A panie dokąd? - zainteresował się DM.
- Chcecie tak po prostu odejść? - Saga uniósł brew.
- Ale musicie pamiętać, że one jednak też zostały wykorzystane – stanęła w obronie Amazonek Shuu.
- To nie ich wina... w każdym razie... no nie do końca – dorzuciła z cicha Vedzia.
- Stowarzyszenie jajników – warknął Shion i na chwilę porzucił nowe hobby.
- Wybaczcie – wystąpiła przed swój oddział jedna z przybocznych, Segin. - Prawdą jest, że Hera nas wykorzystała. Myślałyśmy, że... a zresztą nie ważne. Przeprosiny w takiej sytuacji na nie wiele się zdadzą.
- Chciałybyśmy jednak odejść stąd już bez przelewania krwi – dorzuciła inna Amazonka.
- Pragnę wam przypomnieć, że miałyście przewagę strategiczną w postaci jakichś iluzji! - ryknął Shion. - Więc o jakim my tu rozlewie krwi rozmawiamy?!
- Tym nie mniej straty zostały poniesione po obu stronach – odrzekła z niezachwianym spokojem Segin.
- A gdzie jest wasza królowa? – zainteresował się Saga.
Amazonki spojrzały po sobie.
- Same chciałybyśmy to wiedzieć – odpowiedziała w końcu Segin.
- Jak to?
- Znikła – ucięła Amazonka. - I chciałybyśmy teraz zająć się jej poszukiwaniami. A więc za waszym pozwoleniem lub bez, idziemy.
- Tylko posprzątajcie po sobie – mruknął DM.
- Nigdy nie pozostawiamy poległych – warknęła stojąca najbliżej Raka Amazonka.
Shion nie ukrywał, że aż palce go świerzbią, żeby im na „do widzenia” nie posłać jakiegoś śmiercionośnego ataku, ale jakoś udało mu się powstrzymać.
Amazonki odeszły przez nikogo nie niepokojone.
- A ty? - Shura sturchnął Achird, która wciąż miała na sobie zbroję Byka. - Nie idziesz z nimi?
- Ja? - Amazonka uśmiechnęła się do siebie. - Ja już opowiedziałam się po innej stronie. Wyrzekłam się przecież swojego imienia, pochodzenia. Dla nich jestem zdrajczynią. Poza tym macie ubytki w kadrze – dodała.
- Szybko się coś przystosowujesz – pokręcił głową Shura.
- A co innego pozostaje mi zrobić? - zapytała smutnym głosem i oddaliła się w stronę ciała Aldebarana.
- Czy ktoś w ogóle widział tego kretyna, mojego brata? - zapytał nagle Saga.
- Szczerze powiedziawszy, ostatni raz widziałam go na tyłach, gdy Raini zabrali.
- Jak to zabrali? - zdziwił się Bliźniak.
- Idź poszukać Kanona. A reszta sprzątać – wydał rozporządzenia Shion.

- A ten co za jeden? - zapytała Ula wskazując na starego Barana.
- Shion? - Shuu podrapała się po głowie. - No o nim to powieści można pisać. Swego czasu rządził całym tym bajzlem.
- Hmmm... typ przywódcy – Ulka mlasnęła. - Ciekawe, ciekawe.
- Czy ja wiem czy on taki ciekawy – parsknęła Iluzoryczna. - Ale chłopaki ostatnio coś tam wspominali, że kobieta by mu się przydała.
- Ja nie wiem co ty insynuujesz – zrobiła obrażoną minę władczyni Daniela XD i dyskretnie zaczęła zbliżać się do starego Barana.
Shuu powieka lekko zadrgała, po czym wzruszyła ramionami i już chciała sobie gdzieś pójść w cień, byle tylko Shion nagle nie znalazł dla niej jakieś pracy, gdy jej wzrok spoczął, na dziewczynie, która wciąż siedziała przy ciele Shuna. Coś było w tej postaci, coś znajomego. Przypomniała sobie to dziwne uczucie, gdy dziewczyna użyła mocy. W jedne chwili zdecydowała, że musi z nią porozmawiać.
- Kim ty właściwie jesteś? - zapytała, gdy zbliżyła się do niej.
- Kimś, kogo nie pamiętasz – odpowiedziała dziewczyna nawet nie odwracając się do Shuu.
Iluzoryczna obeszła ją, aby stanąć z nią twarzą w twarz. Faktycznie jej osoba była zupełnie obca. Więc dlaczego, dlaczego mimo wszystko wydawała się taka znajoma.
Dziewczyna spojrzała wreszcie w jej oczy.
- Ale możesz pamiętać imię Miri.
- Miri? - zdziwiła się Shuu. - Ale ona była dzieckiem.
- Miała ciało dziecka – poprawiła ją szybko.
- I mówiła po angielsku – dorzuciła Iluzoryczna.
- Taaa... błąd w sztuce – mruknęła do siebie Miri. - Zdarza się nawet najlepszym.
- Nic nie rozumiem. Dlaczego...
- Dlaczego wydaję ci się teraz taka znajoma? - uśmiechnęła się niespodziewanie. - Bo użyłam naszej wspólnej mocy.
- Naszej? Wspólnej?
Miri westchnęła.
- Widzę, że faktycznie nic nie pamiętasz. Streszczę ci pewną pogrzebaną w mrokach przeszłości historię.
- Dawaj – Shuu usiadła naprzeciw Miri.
- Pewne rzeczy jednak się nie zmieniają – stwierdziła dziewczyna przyglądając się Iluzorycznej.
- Co masz na myśli?
- Twoją wieczną ciekawość.
Shuu zamieniła się w jeden wielki znak zapytania.
- Przyjmuję, że skądś mnie znasz.
- Skądś może nie, z kiedyś. Z bardzo, bardzo dawnych czasów.
- Poczułam się staro – Shuu zgarbiła się słysząc to.
- I powinnaś. Zakładam, że nic nie wiesz o fundamentach świata?
- Jakich fundamentach?
- No cóż... skrótowo rzecz ujmując. Baaaaaaaardzo dawno temu, gdy ten świat był pogrążony w mrokach odwiecznej walki światła z ciemnością...
- Mówisz dosłownie czy w przenośni.
Miri uniosła brew, widocznie niezadowolona, że jej przerwano.
- Jak ci wygodnie – odpowiedziała i kontynuowała. - A więc w tych starych czasach pojawiła się pewna istota, która wprowadziła jaki taki spokój i stanęła na jego straży. Nazywano ją Gwarantem.
- Beznadziejne imie.
- Podobno jakoś tam miała na imię, ale nikt go nie pamięta. Czy mogę kontynuować.
- Przepraszam. Ale czy ten cały Gwarant nie był bogiem?
- Owa istota nigdy nie podawała się za żadnego boga. Zresztą bogowie to gwarant wszelkich niepokojów i ogólnego chaosu. Istota twierdziła, że przebywa z innego świata, w którym ponoć wszyscy posiadali takie moce i że chce tylko pomóc w naszym świecie.
- Wow~!
Miri posłała Shuu sztyletujące spojrzenie. Iluzoryczna zakryła dłonią usta, na znak, że słowa już nie powie.
- Wszystko było piękne, życie toczyło się swoim torem, ale ludziom było nazbyt spokojnie i co jakiś czas budzili moce, które Gwarant uśpił. W końcu owa istota miała dość. Wybrała kilkunastu ludzi, których uznała za dość silnych i przekazała im całą swoją moc po czym znikła.
- Jak to? I nigdy już nikt jej nie widział?
Miri pokręciła głową.
- Jedna z późniejszych teori, mówiła, że owa istota była jedynie tą mocą i tak naprawdę po prostu podzieliła się i wniknęła w każdego z wybrańców, tak więc wciąż w jakiś sposób istnieje, ale są to jedynie domysły.
- Niech zgadnę, tamci wybrańcy zostali fundamentami świata.
- Zgadza się.
- Czyli... - Shuu dedukowała dalej. - Chcesz powiedzieć, że my jesteśmy tymi fundamentami?
- Nie.
Shuu prawie się wywróciła na mordkę, gdy usłyszała taką odpowiedź.
- No to jestem rozczarowana.
- W każdym razie nie jesteśmy tamtymi fundamentami.
- Teraz się zgubiłam.
Miri uśmiechnęła się do siebie.
- Istnieje już tylko jedna osoba, która pamięta Gwarant i tamte czasy.
- Jedna? Ale wybrańców było kilkunastu.
- Zgadza się.
- No to co się z nimi stało?
- Człowiek jest zdecydowanie słabszą istotą niż był Gwarant. Po dłuższym lub krótszym czasie stwierdzali, że nie mają już sił na bawienie się w fundament świata, szukali kogoś, kto mógłby ich zastąpić w tej funkcji, przekazywali im moc i odchodzili.
- Dokąd?
- Nikt nie wie. W każdym razie na trwałe znikali z tego świata.
- Czyli... podsumowując jestem którymś tam z kolei fundamentem, tak?
Miri kiwnęła głową.
- Czy ty jesteś tą osobą? - zapytała nagle Shuu.
- Jeżeli pytasz o to, czy jestem ostatnią z wybrańców, to odpowiedź brzmi nie. Mnie tak samo i jak i ciebie, wybrał poprzedni fundament.
- Muszę przyznać, że gadanie o fundamentach i gwarantach brzmi nieco... dziwacznie. Jak i cała ta historia. W ogóle czym się objawia bycie fundamentem?
- Najprościej rzecz ujmojąc ponad ludzką mocą.
- Fajnie, rozejrzyj się, czy ktoś tutaj wydaje się nią nie dysponować?
- Nie taką mocą.
- Nie wydaje mi się, żebym była dużo silniejsza od tych tutaj – wskazała na bandę złotych uwijających się przy zawalonej części hotelu.
- W tej chwili nie jesteś, ale tylko dlatego, że na twoją moc i zapewne też pamięć o tym, co było, została nałożona jakaś osłona.
- Hmmm, już ktoś mi o tym mówił.
- Musiała to być dobra osłona – kontynuowała Miri.
- Dlaczego musiała być?
- Po pierwsze dlatego, że nie zauważyłam dotychczas kim naprawdę jesteś.
- A po drugie? Dlaczego czas przeszły?
- Pamiętasz jak użyłam tej mocy. Zupełnie nieświadomie zwróciłam się do mocy nie mojej jedynie, ale do mocy, którą dosponujemy wszyscy. Zapewne każdy z pozostałych fundamentów odczuł to w tamtej chwili, ty również, a osłona musiała zostać osłabiona. Całkowicie nie pękła, ale uważaj! Teraz, gdy jest osłabiona może w każdej chwili rozpaść się.
- To chyba dobrze.
- A to zależy dla kogo. Dla ciebie owszem, ale nie wiem jaki będzie miało to efekt na otoczenie dookoła ciebie.
- Chcesz mi powiedzieć, że sobie wybuchnę?!
- Dosłownie może i nie... - Miri znacząco zawiesiła głos.
- Super... prawdziwy człowiek-demolka.
Miri wstała z ziemi i otrzepała się.
- Właściwie teraz nie mam tu już nic do roboty – stwierdziła smutnym głosem, posyłajac ostatnie spojrzenie w kierunku Shuna.
- Zaczekaj.
- Nie mam na co czekać. Pamiętaj uważaj z tą osłoną. Mam wrażenie, że nie długo znów się zobaczymy.
- Czekaj... - ale Miri już znikła. - Mam nadzieje, że jak już mi ta osłona odpadnie to też będę mogła sobie tak znikać – mruknęła do siebie Shuu nieco rozeźlona faktem, że wszyscy oprócz niej umieją się rozpływać w powietrzu lub zapadać pod ziemię.


-----------------------------------------
w dzisiejszym odcinku XD Shuu sobie wlewała :D

Komentuj (33)