Minione Nadzieje
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec






Inne światy:
by Raini
by Vedzia
by Amari
by Els
by Life&Death
by me ^^



Postacie:
czyli
~~LISTA PŁAC~~


Rycerzaści:
Aries - Shion
Aries - Mu
Taurus - Aldebaran
Gemini - Saga
Gemini - Kanon
Cancer - Death Mask
Leo - Aiolia
Virgo - Shaka
Libra - Dohko
Scorpio - Milo
Saggitarius - Aiolos
Capricorn - Shura
Aquarius - Camus
Pisces - Aphrodite

Bogowie:
Atena -_-
Hades *^^*
Hekate :P
Hera
Ares

Niegdysiejsze brązy:
Mhroczny Shiryu
Mroźny Hyoga
Ptasiek Ikki XD
Słodziasty Shun

Postacie poboczne:

*z Imperium:

Kyo - mistrz Nemi i Shuu
Van Panel - mistrz Vedzi
Majris - mistrzyni Silki
Ultar - mistrz Raini
Ajax - mistrzyni Kyo
Shama - mistrz Segno
Miri

*Czterej Kardynałowie
Ares
Xavier
Edziu
Set

*z Królestwa Gai
Sauri
Kouri
Rinou

*Amazonki
Kaori - królowa
i jej przyboczne:
Schedar
Segin
Achird

*Mhroczne Elfy
Neithir - książę
Tinwe - jego siostra
Eithen
Yngvan

*Przybysze z innego wymiaru
Lord Nemi XD
Lady Segno XD

Inne dziwne stwory:
Iluzoryczna Shuu *^^*
(publika szaleje)
Krwawa Silene
Różowa Vedzia alias Gaia
Zerojedynkowa Raini
Imperator Feniu
Powietrzna Nemi
Tęczowa Segno XD
Świstak Zenek lol
Czarny Smok Sherr
Jednorożec Elia
...i Tajemnicza Wyrocznia:P


jedyna i niepowtarzalna ofiara losu:
Pegaz - Seiya





różne inne wiadomości :P

kolory misji:
(od najłatwiejszej do najtrudniejszej)
zielona
ciemno-zielona
błękitna
granatowa
fioletowa
różowa
czerwona
czarna

hierarchia
Frędzelki żółte:
(żółtodzioby)
1 ranga
2 ranga
3 ranga
4 ranga
5 ranga -> przechodzi do mistrzów
Frędzelki czerwone:
(mistrzowie)
1 klasa
2 klasa
3 klasa




Kalendarium
Arachia 3 Luty
Silene 10 luty
Kaori 7 marzec
Raini 6 kwiecień
Sherr 30 kwiecień
Nemi 30 czerwiec
Segno 25 sierpień
Edziu 8 wrzesień
Vedzia 21 wrzesień
Elia 18 październik
Feniu 15 listopad
Tinwe 20 listopad

co by nie zapomnieć :P


Twórcze wizje
Silka, Vedzia i Shuu
Nemi, Segno, Ultar i Shama
Kouri i Sauri
Amazonki
Po prostu Mu XD
Mu ^^
Saga i Camus wersja by Shuu
Kyo ^^
Kyo :P
same kudły xD
Ultar^^
Mhroczna Elfka :3
Shama XD
Shama po raz 2
Majris
Afro w kultowej scenie _^_


PARKI *^^*
Vedzia i Milo
Raini i Bliźnie... pytanie które ;]
Sil i Camus
Tinwe i DM
*^^*
Don't go T.T


Twórcze wizje by Nemi
Kyo Shuu i Mu :P
KYO
Znowu Kyo
I jeszcze raz :)
ULTAR
Ultar once again ^^
Shamuś *.*
Lord Nemi XD
Lady Segno _^_
Dużo Ludu *^^*


01.08.2006 :: 00:22
91.
W Tybecie.
- Świstaki – mruknął Kyo krążąc po pokoju. – Na cholerę mi jakieś tam świstaki?!
Nemi parsknęła śmiechem obserwując jak ciska się z kąta w kąt.
- Może usiądziesz? – zaproponowała.
- Mam dość siedzenia na dupie – stwierdził kwaśno Kyo.
- Ale jeszcze nie powróciłeś do pełni sił – zauważyła Nemi, unosząc się kilka centymetrów nad łóżkiem w pozycji siedzącej.
- O ile kiedykolwiek wrócę... – westchnął.
Wziął zamach i przywalił pięścią w ścianę. Nemi pokręciła z uśmiechem głową. Poczuła znajome ciepło w sercu. Tak, to był Kyo, którego znała.
- Przecież ona znowu się w coś wpakuje – mruknął jakby do siebie.
Uśmiech zastygł na ustach Nemi.
- Ona... masz na myśli Shuu?
- A czy ktoś inny ma takie zdolności? – i jakby dla potwierdzenia swoich słów, walnął drugą pięścią w ścianę.
- Shuu... dlaczego tak się o nią martwisz? – zapytała cicho Nemi zwieszając głowę, tak że włosy zasłoniły jej twarz.
- A jak mogę się nie martwić. Powiesz takie nie rób, to na pewno zrobi na złość. Nie wiem głupota to, ciekawość czy złośliwość? Co chce udowodnić?
- Wiesz, jesteście naprawdę do siebie podobni – usłyszał za sobą.
Odwrócił się w kierunku Nemi i podszedł do łóżka, nad którym się unosiła. Odgarnął dłonią na wpół materialne włosy i dojrzał w jej oczach zbierające się łzy.
- Nemi – szepnął.
Spojrzała na niego i uśmiechnęła się, po czym wyprostowała się. Unosząc się z dwa centymetry nad podłogą powiedziała:
- No to idziemy pomóc tej twojej uczennicy.
Złapał ją za rękę, ale ledwo jej dotknął, dłoń przeniknęła przez jej ciało, jakby było jedynie powietrzem. (ile zaimków _^_)
- Nemi...
- Chodźmy już – dziewczyna odwróciła się do drzwi.
Wtedy poczuła coś dziwnego. W pokoju zerwał się wiatr... Przez jakąś chwilę Nemi udawało się mu przeciwstawić, ale w końcu zniosło ją do tyłu i wpadła w otwarte ramiona Kyo. Odwrócił ją do siebie. Spojrzała mu w oczy... były ciemniejsze niż zwykle i mieniły się szaleńczo. Wtedy Nemi zdała sobie sprawę, że ten wiatr wydobywał się z jego ciała.
- Kyo... myślałam, że już nie potrafisz się posługiwać wiatrem.
Nic nie odpowiedział. Cały czas patrzył na nią poważnymi oczami. Po chwili przygarnął ją do siebie i mocno przytulił. Nemi chciała zniknąć, ale ku jej zdziwieniu nie mogła... Wiatr zaczął krążyć wkoło nich spokojnie.
W końcu poddała się i z uśmiechem wtuliła w Kyo.
Wiatr powoli uspokajał się, aż wreszcie przestało się go odczuwać. Wtedy też Kyo odkleił się od Nemi.
- To jak idziemy? – uśmiechnął się.
Skinęła głową.

Pod ziemią.
Vedzia obudziła się w wielkim łóżku z baldachimem. Usiadła i rozejrzała się zdziwiona. Dopiero po chwili dotarło do niej, że oto znajduje się gdzieś pod ziemią i jest wcieleniem Gai.
- Obudziłaś się pani? – dopiero teraz zauważyła, że ktoś jeszcze znajduje się w małym pokoju.
Był to ten ubrany w różne odcienie zieleni facet, tak bardzo przypominający Milo. Vedzia bezwiednie westchnęła.
- Co się stało pani? – już stał na wysokości jej głowy i pochylił się nad nią z zmartwioną miną.
- Nie licząc tego, że z dnia na dzień stałam się wcieleniem jakieś bogini, to w sumie nic.
- Pani, nie jakieś bogini, tyś jest Gaia, pradawna matka ziemia, której odebrano jej moc i...
- Już dobrze – przerwała Vedzia. – No więc jestem Gaią...
Spojrzała na niego kątem oka.
- Jesteś bardzo do kogoś podobny – westchnęła.
Uśmiechnął się smutno.
- I zapewne była to jedna z ważniejszych dla pani osób – powiedział, a gdyby Vedzia spojrzała na niego teraz, dostrzegłaby cień smutku w szmaragdowych oczach.
Ona tylko kiwnęła głową, utkwiwszy wzrok w kołdrze, którą był przykryta.
- Wybacz pani – ukłonił się. – Jeżeli mój widok sprawia ból... – już kierował się do drzwi.
- Zostań – przerwała Vedzia. – Muszę się po prostu przyzwyczaić do tego, że on jest dla mnie nieosiągalny.
- Cóż może być nieosiągalnego dla Gai – uśmiechnął się do niej.
- Jak masz na imię?
- Rinou, pani.
- Usiądź Rinou – Vedzia wskazała gestem swoje szerokie łóżko (lol jak to brzmi _^_), gdyż nie dostrzegła w małym pokoju żadnego krzesła. – Opowiedz mi o Gai... o tym kim jestem – poprosiła. – I dlaczego odebrano jej moc, jak twierdzicie.
- To Atena! – zmrużył oczy i pojawił się w nich błysk nienawiści. – Atena i zgraja jej rycerzy. Wstyd przyznać, pani, ale nie zdołaliśmy cię obronić.
- Rycerze Ateny... – westchnęła Vedzia. – No dobrze, ale zacznij od początku – nakazała, gdy ocknęła się z chwilowego zamyślenia.




ps. dziś z kolei krótki odcinek. Przykro mi nic więcej nie dałam rady stworzyć z wielu różnych przyczyn. Nie chciało mi się też tego czytać po 3 razy, więc z góry przepraszam za literówki czy inne błędy -_-; Ja już dzisiaj po prostu muszę iść spać.

Komentuj (25)


10.08.2006 :: 21:01
92.
W domu Bliźniąt.
Hera usiadła na fotelu i w otoczeniu trzech wojowniczo wyglądających kobiet, czekała.
- Coś długo tej Ateny nie ma – stwierdziła, po pewnym czasie.
- Kulturalniej byłoby zapowiedzieć swoją wizytę, a nie zjawiać się zupełnie bez uprzedzenia – do pokoju weszła Shuu ubrana w swoją studniówkową sukienkę.
Większości Złotych szczęki opadły.
Shuu powiodła wzrokiem po zebranych, zadowolona z efektu zaskoczenia, jaki uzyskała, nawet Hera zamilkła na chwilę.
- Słyszałam, że szanowna pani chciała ze mną porozmawiać – zwróciła się do bogini, która wciąż siedziała nieporuszona na fotelu.
Jedna z jej przybocznych schyliła się i mruknęła na ucho swojej pani:
- Czy to aby na pewno Atena?
Hera jedynie skinęła głową i wstała.
- Myślę, że powinnyśmy się udać w ustronne miejsce i porozmawiać bez świadków – powiedziała.
- Dobrze – Shuu skinęła głową.
Hera ruszyła w kierunku drzwi
- Ależ pani! – chciała za nią podążyć jedna z kobiet, lecz wzrok bogini ją powstrzymał.
Shuu poczekała aż Hera wyjdzie pierwsza i podążyła za nią, w drzwiach jeszcze posłała Mu pogodny uśmiech i obie znikły z pola widzenia.
- No pięknie - mruknął do siebie DM.
Kobieta, która chciała pobiec za Herą spojrzała na niego z pode łba.
- Mam nadzieję, że nic nie kombinujecie – rzuciła zaczepnie.
- Mam nadzieję, że WY niczego nie wykombinowałyście – odparł Saga.
- Nie ufacie nam?! – oburzyła się inna kobieta w złoto-bordowej zbroi.
- A powinniśmy? – mruknął Shion.
Zapadła niezręczna cisza.
Goldzi stali po jednej stronie pokoju, a trzy kobiety, które przybyły wraz z Herą, po drugiej stronie i mierzyli się wzrokiem.
Atmosferę rozładował Aiolia. Czknął głośno, obudził, usiadł po turecku i rozejrzał się wkoło.
- To już rano? – zapytał ochrypłym głosem.
- Nie! – warknął Camus.
- To dobrze – Lew uśmiechnął się i glebnął z powrotem na podłogę, po chwili już spał.
Trzy kobiety spojrzały po sobie z obrzydzeniem.
- Mężczyźni – skwitowała jedna.
- Moczy mordy i debile – podsumowała druga.
Trzecia kiwnęła tylko głową.
- Wypraszam sobie – uniósł się honorem DM.
- Przed chwilą tak, mniej więcej, sami o sobie mówiliście – zauważyła beznamiętnym głosem najspokojniejsza wśród kobiet.
- Ale my o sobie możemy tak mówić – stwierdził Milo.
- Obcym wara – mruknął Shurą wciąż trzymając się ściany.
Nagle wszystkich dobiegł huk.
- A to co znowu? (XD musiałam) – zdziwił się Mu.
- Spoko, to tylko Afro – rzucił Saga.
- To go niby miało uspokoić? – zakpił DM.
- I co on robi? Przemeblowanie w ogródku? – zapytał Mu.
- Raczej sprząta gruzy – zauważył Shaka z zagadkowym uśmiechem.
- Znaczy się ten syf co się ostał na górze – uściślił Shura.
- Słodkie – podsumowała znów jedna z kobiet.
Złoci rzucili im kolejne mordercze spojrzenia, a one nie pozostawały dłużne.
Stały naprzeciw nich dumne, niczym same bogini, choć daleko im do takiego statusu, jak stąd do Mgławicy Andromedy (XD). Pierwsza z nich była wysoką blondynką o zimnych, błękitnych oczach. Długie włosy związane miała w kucyk, który sięgał niemal pasa. Jej zbroja była identyczna, jak pozostałe, każda jednak różniła się od pozostałych kolorem. Blondynka posiadała złoto-bordową. Obok niej stała najniższa z kobiet w złoto-granatowej zbroi. Rozpuszczone ciemno kasztanowe włosy sięgały połowy pleców, gdzieniegdzie widać na nich było błękitne pasemka, a z przodu zapleciono je w dwa cienkie warkoczyki, chyba tylko po to, żeby nie wpadać w oczy właścicielce, które miały odcień granatu. Ostatnia z trójki wydawała się najmniej wojownicza. W przeciwieństwie do towarzyszek miała ciemną karnację. Czarne, proste włosy sięgały jedynie ramion, ciekawie kontrastując ze srebrno-zieloną zbroją i tylko czasem pojawiającymi się z pod grzywki, żółtymi oczyma.
Cisza przedłużała się.

Tymczasem.
Hera wyszła przed dom Bliźniąt i zaczekała na Shuu.
- Może pójdziemy... – zaczęła Iluzoryczna, ale dobiegł ją właśnie huk, dochodzący gdzieś z góry.
Spojrzała ku szczytowi wzgórza i zobaczyła jak ostatnie kolumny niegdysiejszej siedziby Ateny się walą.
- Albo może zostańmy tutaj – stwierdziła z westchnieniem, zastanawiając się co znowu się w tym domu wariatów wyprawia.
Hera stanęła tuż przed Shuu i przyglądała jej się przez chwilę.
- Nie ma wątpliwości. Ty jesteś Ateną.
- Wątpiłaś w to?
- Wydawało mi się, że obecnym wcieleniem Atena była jakaś nierozgarnięta małolata, ale ostatecznie mogłam się pomylić.
- Bo była :P Ale już nie jest – uśmiechnęła się do siebie Shuu.
- Jak to?
- Cóż wcielenia przychodzą i odchodzą – mruknęła Iluzoryczna. – To może mi powiesz, z czym przybywasz? Słyszałam coś o posiłkach, ale nie bardzo wiem po co nam one.
- Ta duma bogini wojny... – warknęła Hera, ale zaraz przybrała obojętny wyraz twarzy. – Doszły nas słuchy, że macie na pieńku z Imperium.
- Doprawdy? – ironizowała Shuu. – Dlaczego mielibyśmy mieć na pieńku?
- Nie udawaj, że nie wiesz o co chodzi. Twoja świątynia była przecież atakowana. Przez chwilę nawet wydawało się, że nie żyjesz.
- No i?
- Nie myślisz chyba, że siły Imperium więcej w ciebie nie uderzą?
- Powiem tak: jestem absolutnie pewna, że to zrobią.
- Będziesz potrzebowała pomocy – stwierdziła z błyskiem w oku Hera. – Ty i twoi rycerze nie poradzicie sobie i albo ulegniecie i podpiszecie jakieś haniebne papiery albo...
- Zginiemy – dokończyła Shuu, próbując powstrzymać burzącą się w niej Atenę, którą szlag trafił, gdy tylko usłyszała o pomocy.
- Właśnie – zgodziła się Hera.
- A ty co z tego będziesz miała? – Iluzoryczna spojrzała bogini prosto w oczy.
- Miejsce, w którym będę się mogła zatrzymać.
- A tak bardziej długoterminowo?
- Cóż za ciekawość!
- Przezorność – sprostowała Shuu. – Słucham więc, do czego dążysz?
- Ależ chodzi mi tylko o miejsce...
- Nie kręć, Hera zrzucona z Olimpu i porzucona przez męża, to na odległość śmierdzi planem zemsty.
Bogini zmrużyła oczy najwyraźniej wściekła.
- Dlatego liczyłam na nierozgarniętego małolata.
- Przykro mi, że się zawiodłaś. (wymiana uprzejmości rulez XD)
- Domyślasz się więc, że chcę wrócić na Olimp.
- Żadna z tego niespodzianka, pytanie tylko jak? Bo, że chcesz mnie użyć jest aż nazbyt czytelne.
- Użyć... nie... myślałam, że jeśli ja pomogę tobie, to ty pomożesz mnie...
- Co masz do zaoferowania?
- Własną siłę oraz oddział moich wiernych Amazonek – stwierdziła Hera dumnie.
- Amazonki? – zdziwiła się Shuu. – A one nie od Aresa?
- Ares – warknęła Hera. – Kiedy tylko przeszedł na stronę Imperium, Amazonki orzekły, że nie chcą mieć nic wspólnego ze zdrajcą własnej mitologii.
- I oddały się tobie w opiekę?
- Mniej więcej – kiwnęła głową. – Jednak mój drogi syneczek się trochę wściekł niesubordynacją...
- Powiedziałaś oddział wiernych Amazonek?
- Byłaby armia – westchnęła Hera.
Shuu zrozumiała. Przyjrzała się stojącej przed nią kobiecie, bogini... Dawno temu, kiedy czytała mitologię grecką dla czystej przyjemności, Hera była boginią, za którą wybitnie nie przepadała, ale w tej chwili, było jej autentycznie żal. I choć dusza Ateny burzyła się na myśl o jakiejkolwiek pomocy, Shuu wreszcie stwierdziła:
- Dobra. Niech będzie. Pod jednym warunkiem.
Hera spojrzała na nią przeciągle.
- Oddział twoich Amazonek będzie podlegał bezpośrednio moim rozkazom.
Widziała jak wściekłość na chwilę wykrzywiła twarz kobiety, ale w końcu się opanowała i spojrzała przenikliwie na Shuu.
- Ale będę mogła liczyć na twoją pomoc?
- Oczywiście. Słowo moje i Ateny.
- Twoje czyli? – uniosła brew Hera.
- Shuu. Iluzoryczna Shuu. Zbieg z Imperium, a obecnie coś w rodzaju przechowalni duszy Ateny, miło mi poznać – uśmiechnęła się rozbrajająco.
Hera zwątpiła, ale uścisnęła wyciągniętą dłoń.
- No to skoro część oficjalna za nami, to jakie masz plany? Przenosisz się tutaj? – zapytała Shuu, którą jakby na zawołanie opuścił poważny nastrój.
- Byłoby najrozsądniej. W razie jakiegokolwiek ataku, wszystkie siły będą na miejscu – stwierdziła Hera.
- Racja – kiwnęła głową Iluzoryczna. – Trzeba by pomyśleć, gdzie się zwalicie... hm... mam pewien pomysł – stwierdziła z przebiegłym uśmiechem.
- W takim razie wrócę za trzy dni razem z moimi Amazonkami.
- Spoko wodza, coś wykombinujemy. A teraz mi powiedz, czy to prawda, że możesz się zamieniać w pawia?
- Może – uśmiechnęła się tajemniczo Hera i obie wróciły do domu Bliźniąt.
Kiedy weszły do sali, w której reszta czekała, lodowata atmosfera aż je poraziła.
- No... to już weselej jest nawet na cmentarzu w mgliste, ponure marcowe poranki – podsumowała Shuu zatrzymując się w drzwiach.
Hera natomiast zwróciła się do swojej straży przybocznej.
- Schedar, Segin, Achird* idziemy.
Amazonki bez słowa sprzeciwu udały się w kierunku wyjścia. Hera odwróciła się do Shuu i jakby przezwyciężając swoją dumę, kiwnęła jej lekko głową na pożegnanie. Iluzoryczna zrobiła to samo. Chwilę jeszcze stały i mierzyły się wzrokiem, aż Hera odwróciła się i wyszła, rzucając na odchodnym:
- Za trzy dni.
- Będę czekać z niecierpliwością – odpowiedziała półgłosem Shuu.
Chwilę trwała cisza. Wszyscy Złoci wlepili oczy w Shuu, aż wreszcie DM nie wytrzymał.
- Co to do cholery miało być?!
- Początek współpracy – stwierdziła Iluzoryczna. – A teraz żądam żarcia!!! Bycie poważnym jest zbyt męczące XD potrzebuję kalorii!!! Ja chce czekoladę!!!!!!!!!!!!!!!!!



---------------------
Schedar, Segin i Achird – z mojej mądrej książki wynika, że są to nazwy gwiazd w gwiazdozbiorze Kasjopei :P To tak dla ciekawostki.




I tylko mi nie marudzić, że krótkie -_-'

Komentuj (13)


15.08.2006 :: 20:47
93.
Następne pół dnia Shuu spędziła zamknięta z Shaką w podziemiach domu Bliźniąt. Tam ślęczeli oboje przed wielki ekranem i bawili się w architektów. Kiedy wreszcie wyłonili się z półmroku podziemi (XD) zobaczyli Sagę rzucającego kimś o ścianę.
- Dwóch... podział komórki macierzystej? Klonowanie? - @@ zgłupiała Shuu.
- Nie – pokręcił głową Shaka. – To Kanon, brat bliźniak Sagi – wskazał na gościa, który właśnie wkomponował się w ścianę.
- Słodkie... nie ma to jak braterska miłość – westchnęła Shuu.
Saga dostrzegł ich kątem oka i jakby zapominając o Kanonie, podszedł do nich z wielkim uśmiechem.
- No i co tam? Długo coś was nie było... sami w małym pomieszczeniu pod ziemią. Jak było?
- Twórczo – podsumowała Shuu i rzuciła w niego sporym plikiem papieru.
Saga popisał się zręcznością i złapał wszystkie.
- Co to?
- Zaraz się dowiesz. Co robi reszta? – Shuu próbowała właśnie stanąć na wysokości zadania i zapanować nad jednym, wielkim chaosem panującym w tej świątyni.
- To co kazałaś, trzeźwieje...
- Matko... oszaleję... – westchnęła opadając na fotel.
Kanon tymczasem pozbierał się z podłogi i właśnie próbował się wymknąć niezauważenie.
- Wróć! – usłyszał za sobą i natychmiast zrobił w tył zwrot. – A teraz chcę wiedzieć, co tu się działo.
- Mała różnica zdań – podsumował lekko Saga.
Kanon kiwnął tylko smętnie głową.
Shuu westchnęła. W tej chwili pojawił się Mu.
- I jak? – zapytał Shaka siadając na poręczy fotela, na którym usadowiła się Shuu.
- Kiepsko, to był ostatni czek in blanco, jaki zostawiła Saori...
- A co z kartami kredytowymi? – zapytał Saga.
Mu pokręcił głową.
- Nigdzie ich nie ma... Afro musiał nimi użyźnić glebę.
- Idiota – mruknął Shaka.
Shuu dotknęła dłonią czoła, głowa zaczynała ją od tego wszystkiego boleć. Wojny między bogami, w które się zaplątała, a teraz brak gotówki... wszystko nagle przestało wyglądać kolorowo i przyjęło nieprzyjemny odcień szarości...
- I co mamy tak po prostu powiedzieć Herze, że nie mamy kasy?
Goldzi spojrzeli na nią szeroko otwartymi oczami.
- No taaa, odpada – powiedziała sama do siebie.
- A może – odezwał się nagle Kanon. – A może by tak kazać przelać pieniądze z konta Saori na jakieś inne.
Reszta wlepiła w niego oczy.
- Jak chcesz to zrobić? – zapytał Mu. – Kto by ci niby podpisał takie zlecenie?
Kanon wzruszył ramionami.
Do pokoju weszli DM i Shura.
- Wiecie – odezwał się trochę bardziej trzeźwy niż zwykle Koziorożec. – Można by takie zlecenie nadać kamerą internetową, co nie? Widziałem jak kiedyś tak robiła.
Ekipa spojrzała na niego pytająco.
- I kto miałby robić za tę kretynkę? – wyartykułował Mu, pytanie dręczące wszystkich.
Shura spojrzał na niego unosząc brew.
Mu zbaraniał.
- Żartujesz chyba?!
Saga przyglądał się Baranowi dłuższą chwilę.
- Widzę podobieństwo – stwierdził.
Mu miał ochotę zrobić Bliźniakowi bardzo bolesne kuku...
- A widzisz inne wyjście? – zapytał DM opierając się o ścianę.
- Ale... ale... – jąkał się Mu. – Ja nie chce!!!
Spojrzał błagalnie na Shuu, która westchnęła i zapytała.
- A głos?
- Komputerowo się przerobi – stwierdził Shaka. – Nie będzie problemów, gdzieś mam nagrany oryginalny głos Saori.
- I ty Shuu przeciwko mnie?
Spojrzała przepraszająco.
- Przykro mi, ale pieniądz rządzi światem.
- No dobra, do dzieła – Saga zaciągnął Mu do podziemi.
Za nimi udał się jeszcze geniusz komputerowy Shaka i drzwi do piwnicy zamknęły się.
W pokoju pojawił się Shion.
- I co?
W tym momencie otworzyły się drzwi i pojawił się Saga.
- Potrzebna nam biała sukienka – stwierdził.
Shion spojrzał zdziwiony.
- Po co?
- Dla Mu.
Shion zaniemówił.
- Ja nie chce kiecki – dobiegł go rozpaczliwy głos Mu.
- No rusz tyłek – zwrócił się do Shiona Saga.
Baran niewiele rozumiejąc z sytuacji znikł i po paru minutach pojawił się z jakąś białą sukienką w ręce, którą porwał Saga i na powrót znikł za drzwiami na dół.
Shuu w tym czasie rozmasowywała sobie skronie. Dom wariatów... dom wariatów... Co ja tu właściwie robię...
- Może opowiesz nam o co chodzi z Herą? – zagadał po dłuższej chwili ciszy Shion.
Shura, DM i Kanon nadstawili uszu.
- I co mam ci powiedzieć? – odpowiedziała pytaniem Shuu.
- Dlaczego nagle jesteśmy w jednej drużynie z Herą?!
- Wróg mojego wroga jest moim przyjacielem – odpowiedziała sentencjonalnie Iluzoryczna.
- Ja tam bym jej nie ufał – mruknął Shion.
- Nikt ci nie każe – odpowiedział DM.
Shuu głowa bolała coraz bardziej. Podniosła się z fotela i stwierdziła.
- Muszę się przespać... bo zwariuję. Saga dostał plany, które zrobiliśmy z Shaką, jeśli uda się zyskać fundusze, miło by było, gdybyście zajęli się przebudową – rzuciła na pożegnanie i wyszła.
Stwierdziła, że z domu Bliźniąt do domu Barana nie jest tak daleko i postanowiła iść po schodach. Nie minęło pięć minut jak dogonił ją Death Mask.
- Udało się – ogłosił. – Przelali gotówkę na konto Mu.
- Cudownie – stwierdziła Shuu apatycznie.
- Nasz Baranek nagle stał się kasiasty – stwierdził DM wesoło.
Nie było odzewu. Przyjrzał się Shuu.
- Co tobie?
- Pojęcia nie mam, czuję się fatalnie – Iluzoryczna szła niemal szlaczkiem.
- To może cię odprowadzę – zaofiarował się.
- Jak tam sobie chcesz...

Tymczasem w USA, Nowy York.
Wysoki, ciemnowłosy mężczyzna o pociągłej twarzy wsiadł do windy, która zawiozła go do jego prywatnego apartamentu na samym szczycie jednego z wielu wieżowców. Wysiadł z niej rozluźniając krawat. Przechodząc przez korytarz rzucił ukradkowe spojrzenie w lustro... wyglądał ciut lepiej niż się czuł. Ale przynajmniej misja została ukończona z zadowalającym skutkiem. Udało mu się, zgodnie z wolą Imperatora, wpłynąć na jednego z kongresmanów. Teraz wystarczyło czekać, aż on pociągnie za dostępny mu sznurki i wszystko znów wróci na zadowalające Imperatora tory. On sam tymczasem był zbyt zajęty przejmowaniem świata antycznych bogów, żeby zatroszczyć się o sprawy związane z przyziemnym światem ludzi.
Mężczyzna rzucił się na łóżko. Spać... tylko o tym marzył przez ostatnie czterdzieści parę godzin. Nagle dotarła do zmęczonego mózgu niezbyt wesoła wiadomość, że migało do niego radośnie światełko, które znaczyło ni mniej ni więcej tylko próbę połączenia z Imperium...
Nieludzkim wysiłkiem było zwleczenie się z łóżka, ale udało się. Usiadł przy komputerze i wklepał szereg różnych haseł, aż otworzyło się okienko, bezpośrednie połączenie z Salą Czterech...
Przez chwilę widział jedynie wnętrze dobrze znanego pomieszczenia, aż wreszcie pojawiła się na ekranie opalona twarz, okolona burzą kręconych włosów, przefarbowanych na wściekły, czerwony kolor.
- No wreszcie, do kurwy nędzy, ile można czekać! – ryknął na powitanie facet o ognistej fryzurze.
- Tak, też za tobą tęskniłem – mruknął mężczyzna, odrzucając krawat na łóżko i rozpinając guziki białej koszuli, marynarkę zdążył już porzucić na dywanie.
- Weź mi tu striptizu nie odstawiaj, tylko bierz dupę w plecak i do Centrali.
- Po co? – ziewnął. – Zdaje się, że wracam dopiero za 2 dni, które mam właśnie zamiar przespać!
- Czy ty wiesz, że on znów znikł?
- Kto? – informacje bardzo powoli docierały do wymęczonego umysłu.
- Jak to kto?! Feniu! Od paru godzin odzywa się ta cała zastępczyni Ajax i mówi, że nikt nie może się skontaktować z Imperatorem. Dobrze wiesz co to znaczy!
- Znowu gdzieś się szlaja.
- Jednak coś do ciebie trafia – uśmiechnął się złośliwie czerwono-włosy.
Nie odpowiedział na to, tylko otworzył kolejne okno i połączył się z satelitą.
- No i ni ma... – mruknął po chwili.
- Sprawdzasz satelity – odgadł czerwono-włosy. – Zapomnij, znów poszedł podbijać mitologie...
- Na to wygląda – znów ziewnął.
Nagle otworzyło się kolejne okienko, w którym pojawił się facet o bladej twarzy i blond włosach związanych na plecach.
- Na Bliskim Wschodzie znowu rozruchy – poinformował znudzonym głosem. – Feniu jeszcze nie wrócił?
- Nie – odparł krótko czerwono-włosy. – I chyba za szybko nie ma zamiaru wracać.
- Z Ajax nie ma też kontaktu? – dopytywał blondyn.
- A jak myślisz?! – ryknął w odpowiedzi XD „ognisty”.
- Nie drzyj się – spokojnie powiedział blondyn i zwrócił się do ciemnowłosego, który niemal zasypiał nad klawiaturą. – Może jednak byś się tu zjawił, Xavier zaraz przyjdzie, trzeba uzgodnić parę rzeczy.
- Od tego mamy tę cholerną komunikację satelitarną, żebym i tak musiał się tam zjawiać na każde zawołanie? – westchnął, ale podniósł się z obrotowego krzesła. – Będę za dziesięć minut – powiedział i wyłączył okna komunikacyjne, po czym zamknął system.
Poszedł do łazienki, odkręcił zimną wodę i włożył pod nią głowę. Zaraz wyskoczył stamtąd i potrząsnął mocno głową. Wyszedł z łazienki, podniósł z podłogi marynarkę, przerzucił ją sobie przez ramię. Podszedł do szafy, otworzył drzwi, za którymi zamiast ubrań pojawiły się kolejne, metalowe drzwi z dużą ilością świecących się przycisków. Wstukał na klawiaturze numerycznej kod, drzwi otworzyły się i wszedł do środka. Tam wybrał miejsce docelowe i dziękując w duchu, że jako jeden z Kardynałów może korzystać z cudu nauki zwanym teleportacją, zamknął oczy i znikł.
Faktem jednak było, że nie przepadał za tym sposobem transportu, zawsze potem kręciło mu się w głowie, przez następne dwie, trzy godziny.
Kiedy głos oznajmił, że znajduje się w Centrali na poziomie szóstym, otworzył oczy i wyszedł, trzaskając wrotami. Dotarł do końca korytarza i niemal oberwał drzwiami w nos.
- Minęło piętnaście minut – warknął czerwono-włosy.
- Sory, nie moja wina. Maszynka widać ma małe poślizgi czasowe – minął go w drzwiach i wszedł do środka, po czym opadł na pierwszy lepszy fotel, jaki spotkał po drodze.
W pokoju, nie większym niż dwadzieścia metrów kwadratowych, siedział już blondyn ciągle coś stukając w klawiaturę, czerwono-włosy usiadł naprzeciw właśnie przybyłego i bawił się czerwonym kubkiem.
- Chcesz kawy? – zapytał wreszcie.
- Jeśli nie chcesz, żeby usnął – odparł ciemnowłosy.
„Ognisty” ruszył tyłek do ekspresu stojącego w rogu pokoju. W tej chwili drzwi otworzyły się i stanął w nich ciekawy okaz. Ubrany w całkowicie białą szatę, na którą miał narzucony czarny płaszcz obity u góry w futro z norek. Czarne włosy w jednej części były związane w warkocz, a w drugiej latały luźno. Był wysoki, także prawie uderzył głową wchodząc do środka, ale twarz miał niemal dziecięcą. Przez ramię przerzucił sobie wętkę, na którą najwyraźniej złowił coś niezbyt materialnego.
- Znowu polowałeś na duchy... – czerwono-włosy prawie wypuścił z ręki swój kubek.
W odpowiedzi dostał jedynie rozanielony uśmiech.
Blondyn odwrócił się tymczasem od komputera i zmierzył wzrokiem przybyłego.
- Drzwi Xavier – powiedział krótko.
Gość z wętką zamknął drzwi kopnięciem i uwalił się na fotelu.
„Ognisty” wrócił z granatowym kubkiem pełnym kawy i podał go przez stół ciemnowłosemu.
- Dzięki Ares – mruknął i jednym łykiem opróżnił pół kubka. – To teraz może się dowiem, dlaczego tak się wam paliło?
Ares wymienił porozumiewawcze spojrzenie z blondynem.
- Sprawa dotyczy Fenia – odparł ten drugi.
- Tak Edziu, tego się spodziewałem, do rzeczy.
- Nie mów do mnie Edziu – mruknął blondyn. – Chodzi o to, że jest parę spraw, które musimy uporządkować pod nieobecność Imperatora – stwierdził.
Ares uśmiechnął się do siebie. Xavier rzucił wętkę na dywan, oparł łokcie na stole, podparł dłońmi głowę i wbił wyczekujący wzrok w Edzia. Ciemnowłosy pomyślał tylko, że za szybko to raczej spać nie pójdzie...


Komentuj (27)


24.08.2006 :: 18:48
94.
W domu Barana.
Mu wrócił do swojego mieszkanka zaraz po pożałowania godnej akcji z uzyskiwaniem funduszy, ale upomniany przez DM nie zawracał zmęczonej Shuu głowy. Dopiero następnego ranka (a raczej południa) wpadł do jej pokoju.
Siedziała skulona na swoim łóżku, opierając się plecami o ścianę. Szczerze powiedziawszy nie wyglądała najlepiej... raczej jakby całą noc nie zmrużyła oka.
- Hej – odezwał się, zamykając drzwi i podchodząc do niej.
- Hej – odpowiedziała, unosząc ciężko głowę.
Mu usiadł koło niej.
- Co jest? – zapytał zaniepokojony taką apatią.
- Spać nie mogę – westchnęła.
- Chcesz powiedzieć, że w ogóle nie spałaś?
Pokręciła głową.
- Ni cholery...
Oparła głowę o jego ramię. Po dłuższej chwili ciszy zapytała:
- A co z tymi planami? Ktoś się zajął przebudową?
- Nie wiem. Ja tu siedziałem całą noc.
- Pies stróżujący pod moimi drzwiami – uśmiechnęła się do siebie.
- Mniej więcej – nabrał różowego odcienia na twarzy.
- Hm... raczej baran stróżujący.
- Shuu!
- Cio? – zapytała wtulając się w niego.
- Nic – odparł, obejmując ją ramieniem.
- Muszę skończyć z byciem Ateną – stwierdziła po chwili.
Mu drgnął.
- Co masz na myśli?
- Pamiętasz, znalazłam jedno zaklęcie w księdze, które pozwalało na wywalenie z siebie obcej duszy?
- Ale ono zdaje się było dość niebezpieczne.
- Troszkę... ale zrozum, nie jestem prawowitym wcieleniem Ateny... to mi powoli szkodzi.
Mu zamyślił się.
- Wiesz, że ja się na magii nie znam i w razie czego nie będę ci mógł pomóc.
- Mam nadzieję, że jakoś sobie poradzę.
- No dobra, ale co z Ateną. Teraz akurat by nam się przydała.
- Hm... mam pewien pomysł – uśmiechnęła się jakoś dziwnie Shuu.
- Mam takie dziwne wrażenie, że nie do końca mi się spodoba.
W tym momencie do pokoju wpadł Saga.
- Yo! Mam nadzieję, że za bardzo nie przeszkadzam – uśmiechnął się znacząco. – Ale ktoś coś spierdolił, ogólnie mówiąc.
- Ło matko – westchnęła Shuu. – Nie mów... Afro?
- Akurat nie.
- Aiolia? – strzelała dalej Iluzoryczna.
Saga kiwnął głową.
Shuu tylko westchnęła. Wygoniła obu panów, przebrała się i podążyła z nimi w kierunku windy.

W miejscu, gdzie niegdyś stała świątynia Ateny.
- Czyś ty do reszty zgłupiał? – wyżywał się Aiolos na bracie przy akompaniamencie wesołego rechotu reszty ekipy. – Widziałeś kiedyś krzywą kolumnę?
- Widziałem w telewizji. Mają taką gdzieś we Włoszech! – naburmuszył się Lew.
- We Włoszech? – zgłupiał Strzelec.
- Pewnie chodzi mu o Krzywą Wieżę w Pizie – podsunął DM.
- Co?! Ktoś jakąś wieżę stawiała w pizzie? – zniesmaczył się Aiolia. – Szkoda żarcia!
- Piza to takie miasto – warknął Aiolos, wołając w duchu o pomstę do nieba za ignorancję brata. – Mniejsza z tym. Co ta wieża ma wspólnego z kolumną?
- Chciałem, żeby było nastrojowo, wiecie dizajnersko – uśmiechnął się dumny z siebie Lew.
Po chwili konsternacji wszyscy wybuchli śmiechem.
- Czekaj, jak to było? Nastrojowo i dizajnersko? – Shura, o dziwo trzeźwy już niemal całą dobę, pokładał się ze śmiechu.
- Nie no bracie, to było dobre – wtórował mu DM.
- Dizajnersko!!! – Milo i Camus prawie kulali się po ziemi.
Nawet Shaka pozwolił sobie na lekki uśmieszek.
- Czy ty chociaż wiesz co to znaczy dizajnersko?! – walnął brata w czerep Strzelec, również nieziemsko ubawiony.
W tym momencie na miejsce dotarła Shuu razem z Sagą i Mu.
- Co wam tak wesoło? – zapytała unosząc brew na widok pokładających się ze śmiechu goldów.
- Podziwiamy dizajnerską krzywą kolumnę Aiolii – wyszczerzył się Death Mask.
Shuu spojrzała krzywo na wytwór twórczego umysłu Lwa.
- Tego badziewia nie było w planach – mruknęła.
- I zaraz w ogóle nie będzie – stwierdził Shaka i rozwalił kolumnę pięścią.
- Pozer – mruknął pod jego adresem Saga.
- I to o to chodziło? – zwróciła się do niego Shuu. – O jedną pieprzoną kolumnę?
- Nie do końca – wtrącił się Shaka. – Spójrz tylko – wskazał ruchem głowy to, co zdążyło powstać, kiedy ona rzucała się w łóżku.
- O ja pierdolę, w morde jeża zgniłym bananem... – wyrzuciła z siebie Shuu na jednym oddechu. – Co to ma do ciężkiej cholery być?!
- Krzywe fundamenty made by Złoty Rycerz Lwa – mruknął Shura na odwyku.
- Wydaje mi się, że Aiolia nie ma talentów budowlanych – stwierdził Mu.
- No co ty?! – warknął Saga.
- Tylko, że ta cała Hera ma tu być za trzy dni od przedwczoraj... czyli jutro – mruknęła Shuu. – A wy się nie wyrobicie.
- My się nie wyrobimy?! – uniósł się honorem Milo.
- Wyrobimy, tylko trzymaj z daleka Aiolię!!! – dodał Camus.
- Da się zrobić. A gdzie macie Afro?
- Chcieliśmy związać i porzucić przy drodze – uśmiechnął się DM. – Ale ostatecznie znalazł sobie zajęcie. Maluje.
- Co maluje? – przeraziła się Shuu.
- Obecnie fundamenty, ale potem pewnie ściany – powiedział Shura.
- A po kij grzyb on fundamenty maluje? O_O – zgłupiała Shuu.
- Żeby nam się pod nogami nie pałętał – stwierdził Shaka.
- Dom wariatów – podsumowała Iluzoryczna, ciężko westchnęła, a potem ryknęła. – KONIEC OPIERDALANIA SIĘ, BRAĆ MI SIĘ DO ROBOTY. ZA 2 GODZINY TO – tu wskazała na „budowlę”, która już powstała. – MA WYGLĄDAĆ DOKŁADNIE JAK NA TYM CHOLERNYM PLANIE!!! I NIE OBCHODZI MNIE, ŻE AFRO SOBIE MALUJE, MACIE COŚ ZROBIĆ Z TYMI PIEPRZNIĘTYMI FUNDAMENTAMI!!!
- To weź Rybę, bo nam będzie przeszkadzać – wpadł jej w słowo Saga.
Shuu zrobiła minę cierpiętnicy.
- Niech będzie. Dawajcie go tu.
Po dłuższej chwili DM i Shaka przyprowadzili Afro całego umazanego różno-kolorowymi farbami. Shuu spojrzała na niego z pode łba, złapała Aiolię za grzywę i we trójkę udali się do najbliższego domu (czyli jak trudno zgadnąć poszli na chatę do Afro). Tam okazało się, że nawet jeśli Ryba nie ma dobrze poukładane pod sufitem, to ma dobrze poukładane w lodówce... XD Lew popisał się zdolnościami kucharskimi, o jakie nikt go nie podejrzewał i w końcu przesiedzieli nie dwie a cztery godziny ciągle coś żrąc i grając w monopol XD
Wreszcie do domu Ryb wpadł zziajany Saga.
- A ty co, maraton po schodach? – zapytała Shuu kasując Aiolię za to, że stanął na hotelu.
- Skończyliśmy! – ogłosił dumnie Bliźniak.
- Że co? – Iluzoryczna aż wstała, spojrzała na zegarek i @@ - w cztery i pół godziny?!
- No prawie, Afro miał malować przecie...
Nie dokończył, bo Ryba już cały szczęśliwy pognał do góry z pędzlami w zębach.
Shuu nie mogąc w to uwierzyć pognała za nim i gdy dotarła do szczytu schodów nieźle zdyszana, nie mogła się napatrzeć. Gwizdnęła z podziwem.
- No panowie... Ja myślę, że nieźle się sprawiliście.
- Nieźle?! – mruknął niedoceniony DM.
- Mówiąc szczerze, to sprawiliście się zajebiście – wyszczerzyła się Shuu. – Co powiedziecie na...
- CHLANIE!!!! – dokończyła ekipa radośnie.
- Dobra Mu kopnij się w odpowiednie miejsce... i weź ze sobą Aiolię.
- Dlaczego ja ciągle robię za chłopca na posyłki?! I dlaczego mam brać ze sobą Aiolię???!!
- Po pierwsze dlatego, że umiesz się teleporatować. Po drugie dlatego, że obecnie cała kasa Saori jest u ciebie na koncie. Po trzecie sam chcesz to chlanie tachać? – odpowiedział za Shuu DM, jakby czytając w jej myślach.
Mu westchnął ciężko, ale zrobił co miał zrobić.
Jeszcze długo po zmroku słychać było śpiewy ze szczytu wzgórza...




*A to dla poprawienia własnego humoru :P Enjoy if you wish :)

Komentuj (23)


29.08.2006 :: 20:10
95.
W Hadesie.
(nie wnikajmy, że w świecie śmiertelników minęło już parę dni XD czas w Hadesie ma to do siebie, że się wlecze :P)
- Śmiertelnik... – mruknął jeszcze raz do siebie Hades i odszukał wzrokiem na otwartym polu ludzkiej sylwetki.
Jest. Dokładnie w połowie drogi między armią zgromadzoną u podnóży wzgórza, na którym stał bóg podziemi, a ową tajemniczą mgłą...
Wszystkie oczy skierowane były na śmiertelnika. Nikt nie słyszał, żeby cokolwiek mówił, ale w momencie, gdy podniósł do góry ręce, od strony mgły dobiegł jak gdyby pomruk... i ku ogólnemu zaskoczeniu mgła zaczęła się cofać, aż w końcu znikła z granic Hadesu.
- Jak on to zrobił? – Radamantis zbierał szczękę z ziemi.
- Nie czułam użycia magii... – stwierdziła jedna z głów Hekate. – Ale wydawało mi się, że coś mówił – dodała druga. – Może to siła sugestii – zakończyła trzecia.
- Siła sugestii? Nie pogardziłbym taką – powiedział Hades. – Sprowadźcie mi tego człowieka, zanim zniknie! – rozkazał.
- Panie! – usłyszał i się obrócił.
Za nim czołem o ziemię uderzał jakiś wysłannik.
- Panie! Armia zombi pokonana – poinformował.
Hades zmarszczył brwi.
„Czyżby atak zombi miał tylko odwrócić uwagę przed mgłą?” – przebiegło mu przez myśl.
- Bardzo dobrze – odezwał się do wysłannika. – Zostawcie jednak na granicach wzmocnioną straż. Coś mi się wydaje, że tak szybko nie dadzą nam spokoju.
- Tak jest – i wysłannika już nie było.
- Wracam do siebie – oznajmił Hades. – Hekate idziesz ze mną. A ty Radamantis masz mi dostarczyć śmiertelnika. Zrozumiano?
- Tak jest.
Hekate wyszczerzyła się do biednego Radamantisa i pognała za Hadesem.

Pod ziemią.
Vedzia wsłuchała się w słowa Rinou, opowiadającego o dawno minionej potędze bogini Gai. Mówił o tym, że niegdyś cała ziemia była jej poddana, o tym, jak wiele świątyń jej wznoszono, jaką ogromną armię posiadała... Wszystko to trwało do czasu, gdy Atena nie zstąpiła z Olimpu niosąc ze sobą jakieś chore hasła wołające o wolność. Niewierni ludzie poszli za jej głosem, rozpoczęła się wielka wojna o przywództwo nad ziemią... Atena jednak nie grała czysto. Wybrała spośród najwierniejszych dwunastkę, której podarowała złote zbroje. W praktyce stali się nie do pokonania dla armii Gai, bogini mimo wszystko nie pragnącej rozlewu krwi.
Wojna skończyła się dla niej klęską.
- Zgubiło cię, Pani, twoje dobre serce – powiedział Rinou i uśmiechnął się smutno. – Pomimo tego, że staraliśmy cię, ze wszystkich sił bronić, Atenie udało się... – tu jego słowa stały się niemal szeptem. – Udało się ostatecznie cię pokonać. Zamknąć twoją duszę, pozbawioną wspomnień, w przeklętym kole wcieleń. Miałaś już nigdy nie przypomnieć sobie o tym kim jesteś...
- Nadal tego nie pamiętam – uznała za stosowne wtrącić Vedzia. – To znaczy czuję, że to co mówisz jest prawdą. Ale niczego nie pamiętam.
Rinou kiwnął głową.
- Tego się można było spodziewać. Po tak długim czasie, przywrócenie wspomnień musi trochę zająć. Tylko Shamie się tak strasznie spieszy – tu zmarszczył brwi.
- Shama... to ten nieprzyjemny – mruknęła Vedzia.
- Tak... on bywa bardzo nieprzyjemny – prychnął Rinou.
- Jednego nie rozumiem. Powiedziałeś, że wasza trójka nie może opuszczać tego miejsca. Ale Shama...
- On może.
- Dlaczego?
- Otóż... mówiłem, że staraliśmy cię bronić, pamiętasz pani?
Vedzia skinęła głową.
- Broniących cię aż do końca było troje... Sauri i Kouri oraz ja. Nie było z nami Shamy. Jego nie udało się złapać Złotym Rycerzom. Dlatego też Atena nie zapieczętowała go tutaj, aż po dzień, w którym Gaia wróci. Shama nie został przywiązany do tego miejsca. Nigdy nie powiedział, gdzie był w tym czasie, ale zaklinał się, że nie zdradził. Przysiągł, że przyprowadzi do nas Gaię i wtedy nadejdzie dzień zemsty.
- Czyżby wyrzuty sumienia? – zastanowiła się Vedzia.
- U Shamy? Sumienie? No nie wiem, Pani... – mruknął bez przekonania Rinou.
- Ale skoro jestem Gaią, skoro jestem tutaj, to powinniście być wolni, prawda?
- Tego właśnie nie rozumiem, może musimy poczekać, aż się w pełni obudzisz, Pani.
- Oh, skończ z tą panią, bo się czuję coraz bardziej staro!
- Ależ, Pani, ty jesteś Gaią, z całym szacunkiem, jesteś stara – stwierdził trochę nietaktowni Rinou.
- No dzięki - =.=’ westchnęła Vedzia.
- To znaczy... nie to chciałem powiedzieć. To znaczy, nie stara tylko... eee... długowieczna – próbował łagodzić, ale nie za bardzo mu szło.
- Dobra, rozumiem o co ci chodziło – uśmiechnęła się, widząc jak się zakręcił. – Nie możesz po prostu mówić mi po imieniu?
- Gaia?
- Gaia... no tak, dla ciebie jestem Gaią. Ale przez całe obecne moje życie nazywano mnie Vedzią...
- Vedzia... ale przecież... – chciał powiedzieć, że to nie wypada tak się do bogini zwracać.
Zauważył jednak jak się rozpromieniła na dźwięk tego imienia. Może po prostu próbowała uratować jak najwięcej z poprzedniego życia.
- Słuchaj, to jest cała świątynia Gai... to znaczy moja świątynia, tak?
Rinou kiwnął głową w odpowiedzi.
- Oprowadź mnie po niej. Mam dość siedzenia w tym malutkim pokoju. Niedługo dostanę klaustrofobii!
Uśmiechnął się. Czemu tu się dziwić zostawili ją w maleńkim pokoju sam na sam z myślami...
- Chodźmy więc – podniósł się z jej łóżka.
Vedzia wyskoczyła za nim.
I wyszli na wycieczkę krajoznawczą po starożytnej świątyni Gai. (XD)

W domu Barana.
Impreza była długa i hałaśliwa. Shuu w którymś momencie doszła do mądrego wniosku, że nie powinna więcej pić i udała się w kierunku windy, którą zjechała do pierwszego domu. Miała zamiar walnąć się do łóżka i obudzić się jutro późnym popołudniem.
Jednak kiedy weszła do domu Barana stanęła jak wryta.
- A wy co tu? – zdziwiła się trzeźwiejąc w nieco przyspieszonym tempie.
- Siedzimy – odparł Kyo uwalony w wygodnym fotelu. – Albo lewitujemy – dodał patrząc na unoszącą się koło niego Nemi.
- Słodko – podsumowała Shuu. – Ale kazałam wam zostać w Tybecie! Po coście się tutaj przybłąkali?
- Kazałaś? – Kyo wstał i podszedł do niej.
Spojrzał z góry na jej marne metr sześćdziesiąt pięć i powiedział:
- A kim niby się stałaś, żeby mi rozkazywać? Nie jestem jednym z twoich rycerzy. Chciałem ci przypomnieć, że KIEDYŚ byłem twoim mistrzem, trochę szacunku do cholery!
- Ale Kyo... – starała się coś powiedzieć Shuu, ale nie dał jej dojść do słowa.
- Poprzewracało ci się we łbie? Nadmiar władzy?!
- Kyo...
- Czego? - ryknął na nią.
Shuu wybuchła śmiechem po czym uwiesiła się na jego szyi.
- Cieszę się, że znów cię widzę... normalnego Kyo – wyszczerzyła się.
Biedny Kyo obrócił się wokół własnej osi, żeby odzyskać równowagę, po tym nieoczekiwanym napadzie. Po chwili Shuu puściła go i podleciała w kierunku zdziwionej Nemi. Stanęła naprzeciwko niej i uśmiechnęła się uroczo. Nemi zupełnie zbita z tropu zapytała:
- O co chodzi?
Wtedy Shuu również jej rzuciła się na szyję.
- Dobrze, że też tu jesteś – szepnęła do niej. – Teraz widzę, jak bardzo za tobą tęsknił.
Nemi nic nie odpowiedziała.
Shuu już była na środku pokoju.
- Rozgośćcie się – powiedziała.
W tym momencie tuż koło niej pojawił się Mu.
- A ty gdzieś mi znowu zwiała?! – wydarł się, gdy tylko się zmaterializował. – O goście... – mruknął zauważywszy Nemi i Kyo.
- Dobry wieczór – nieśmiało powiedziała Nemi.
Kyo tylko kiwnął głową.
- Dlaczego mój dom robi za hotel? – westchnął Mu.
- Hm... bo ja tu mieszkam, a moja osoba działa jak magnes...
- Na kłopoty i na co najmniej dziwne sytuacje, to na pewno – dokończył Kyo.
Shuu wywaliła język na wierzch.
Mu uniósł oczy ku niebiosom w końcu jednak wziął Iluzoryczną za rękę i wyciągnął z pokoju mówiąc:
- Muszę z nią pogadać. A wy czujcie się jak u siebie, ale jak mi ktoś coś rozwali, to nie daruję.
- Dobra, nie musisz się martwić, niczym rzucać nie będę – dotarła do niego odpowiedź Kyo.
Mu chciał zawrócić, cóż mógł poradzić na to, że ten siwowłosy, były mistrz Shuu działał na niego jak czerwona płachta na byka... Choć Bykiem nie był... Jednak Iluzoryczna powstrzymała go. Uwiesiła się na jego szyi, nadal trochę wstawiona.
- Musisz mi zawsze tak znikać? – mruknął do niej próbując udawać zagniewanego.
- Taki mój urok, pojawiam się i znikam – uśmiechnęła się, wplatając palce w jego włosy.
Byli już przed drzwiami jej pokoju. Mu otworzył je, a Shuu pociągnęła go do środka i z kopa zamknęła drzwi.
- Co ty robisz? – mruknął Mu gładząc jej plecy.
Nie odpowiedziała, stanęła na palcach i pocałowała go.
Jakim cudem znaleźli się na łóżku w niedwuznacznej sytuacji, choć chciał, nie mógł sobie przypomnieć. Dotarło do niego dopiero, że Shuu ściąga z niego koszulę.
- Shuu – szepnął z ustami przy jej szyi. – Atena nie była przypadkiem wieczną dziewicą?
Dłonie Iluzorycznej zamarły po czym odepchnęły go tak, że spadł z łóżka.
- Shuu – wstał z podłogi i trafiła w niego poduszka.
- Spadaj!!! – krzyknęła.
- Ale...
W jego kierunku poleciała następna poduszką, którą tym razem zatrzymał w powietrzu.
Spojrzał na nią. Była wściekła, a z tymi włosami w nieładzie wyglądała jak... czarownica, tylko takie określenie pasowało. Westchnął, pokręcił głową i znikł.
Poduszka wylądowała na podłogę, a Shuu padła twarzą w pościel i nie wydawała z siebie żadnego dźwięku. Tylko prześcieradło robiło się coraz bardziej mokre.



----------
Shuu przy okazji tego odcinka doszła do wniosku, że jednym z niedocenionych bohaterów poza Windą jest Łóżko xD

Komentuj (23)


31.08.2006 :: 14:23
96.
W dokładnie nieznanym miejscu, wypełnionym dymem z kadzidełek i innych śmierdzidełek.
Przez pokój poleciała szklana kula i trafiła wprost pod nogi stojącego w drzwiach Rivira.
- Ty mnie tak witasz po długie rozłące? – uśmiechnął się krzywo i podniósł z podłogi artefakt (XD).
Doszła go rzucona półgłosem wiązanka.
- Co się stało? Coś nie tak z planami? – zapytał i podszedł do części pokoju odsłoniętej od reszty firanką.
- Plany mają się świetnie, nie przypuszczałam tylko, że Feniu tak szybko ruszy dupę zza swojego biureczka – usłyszał dziką wrogość w głosie Wyroczni, gdy tylko wspomniała o Imperatorze.
- Ej spokojnie. Gdzie to się łaskawie ruszył jego hybrydowatość?
- Do Hadesu.
- Uuuu... – Rivir zamilkł na chwilę, ale w końcu odezwał się. – To wcale nie jest złe rozwiązanie. Byle tylko został w tej piwnicy.
Wyrocznia zakrztusiła się drinkiem, którego właśnie piła na ukojenie nerwów.
- Coś ty powiedział?
Rivir uśmiechnął się przelotnie.
- Spójrz w tę swoją kuleczkę... w końcu jesteś Wyrocznią. Nie powinnaś planować przyszłości, a ją widzieć.
Ona tylko prychnęła.
- Znowu mam się naćpać?
Rivir westchnął.
- Rób jak uważasz – i skierował się w kierunku drzwi.

W Hadesie.
Hades siedział na swoim zacnym tronie i przeglądał listę strat w związku z najazdem armii zombi. Jak na durnych bezmyślnych zombi, narobili całkiem niezłego zamieszania. Co jednak najbardziej go zastanawiało, to fakt, że mniej więcej w tym samym czasie, gdy pojawiła się mgła, zombi stali się... no właśnie, tacy bardziej zombiowaci... Od tej chwili wojska Hadesa nie miały najmniejszego problemu z unicestwieniem wrogiej armii.
- Panie – jego przemyślenia przerwał Radamantis. – Przyprowadziłem tego śmiertelnika.
Hades oderwał się od papierów i spojrzał na stojącego u boku sędziego człowieka. Nie wyglądał jakoś specjalnie. Czerwono-czarny T-shit i jeansy. Ciemny blondyn średniego wzrostu, określił ze swojego miejsca Hades.
- Kim jesteś? – zapytał władczo.
„I co do licha robisz za życia w Hadesie?!” – chciał dodać, ale sobie darował.
- Piękna gościnność i wdzięczność mnie spotyka – odpowiedział śmiertelnik.
- Mówisz do Hadesa! Boga podziemi – warknął do niego Radamantis.
- Spokojnie – odparł Hades. – Może masz rację. Sprawiłeś, że mgła się cofnęła, ale sądzę, że swoimi siłami, również udałoby nam się tego dokonać.
- Szczerze wątpię – mruknął człowiek, ale bóg podziemi zignorował to.
W tej chwilę przez salę przegalopowała najpierw Hekate, a za nią Cerber.
- No nie... – Hades spojrzał na ten cyrk z rezygnacją, potarł dłonią czoło i westchnął. – Zapamiętać, nigdy więcej nie kazać Hekate wyprowadzać Cerbera.
Śmiertelnik uśmiechnął się wyraźnie ubawiony przedstawieniem, po czym gwizdnął. Cerber momentalnie zaprzestał pościgu za zwariowaną boginią. Wszystkie trzy głowy uniósł ku górze i nasłuchiwał. Człowiek zagwizdał po raz drugi, a wielki trzygłowy pies przygalopował do niego i ku ogromnemu zdziwieniu samego Hadesa dał się pogłaskać po jednym z łbów.
- Radamantisie możesz odejść – powiedział.
- Ale... – chciał się sprzeciwić, ale widząc wyraz twarzy swego pana zrezygnował i posłusznie wyszedł ciągnąc ze sobą Hekate.
- Chyba musimy poważnie porozmawiać – zwrócił się Hades do śmiertelnika, gdy drzwi to komnaty zostały zamknięte i zostali sami w wielkiej sali.

Dom Barana.
Shuu obudził dźwięk przypominający galop dzikich koni. Wyskoczyła z łóżka i podbiegła do drzwi, które gdy tylko otworzyła do pokoju wpadł, najwyraźniej opierający się o nie, Mu. Shuu spojrzała na niego z pode łba i pobiegła ku wejściu. Tam niemal stratował ją...
- Shun? – zgłupiała. – Ty nie miałeś się gdzieś ukrywać?
Andromeda wyglądał jakby wygrał co najmniej miliony. Rzucił się Shuu na szyję.
- Dostałem kartkę od brata – zawołał.
- Brata? – Shuu próbowała coś znaleźć w pamięci, równocześnie oswabadzając się z objęć Shuna.
- Wywaliłaś mi brata gdzieś w przestworza – spojrzał na nią smutno. – Już nie pamiętasz.
- Racja! – oświeciło Shuu. – I tego drugiego też.
- Shiryu – kiwnął głową Shun. – Spójrz od niego też mam kartkę.
Shuu wzięła podetknięte jej pod nos kartki pocztowe, jedna z Kanady, a druga z Hawaii. Przekrzywiła głowę.
- Krzaczki? I ja mam to przeczytać? – zapytała oddając Shunowi jego kartki.
- Ikki pisze, że trochę trwało zanim dostał się z Grenlandii na jakieś zamieszkane tereny, ale ile razy zamarzł, tyle razy się odrodził.
- Praktyczne – stwierdziła Shuu.
- Pisze też, że ma zamiar wziąć udział w wyścigach psich zastępów i że znalazł sobie jakąś fajną dziewczynę.
- A ten drugi?
- „Na Hawajach mają gorącą krew. I dużo ślicznych panienek. Pozdrawiam Shiryu” – przeczytał Shun.
- No... to wychodzi, że oboje są zadowoleni – podsumowała Shuu, trochę zdziwiona tym faktem.
Shun kiwnął głową i poleciał dalej chwalić się kartkami _^_’
Shuu rzuciła okiem na zegar, który wreszcie ktoś naprawił i pokazywał godzinę.
- Już po 12! – stwierdziła. – A dzisiaj Hera ma się zjawić.
Odwróciła się i pognała z powrotem do pokoju, zatrzaskując przy okazji drzwi tuż przed nosem Mu, który zdaje się chciał z nią porozmawiać.
- Weź wszystkich obudź i każ się im przygotować. Trzeba pokazać jakąś klasę – krzyknęła do niego przez drzwi.
Zrezygnowany Mu znów robił za chłopca na posyłki.


Komentuj (11)