09.08.2008 :: 00:19
165.
Po jakimś czasie, kiedy względnie wszystko uprzątnięto.
- Musisz za mną chodzić? - wkurzył się Shion i wydarł mordę na Ulkę.
Pani Daniela zrobiła niewinną minkę.
Staremu Baranowi po raz kolejny zalatała powieka, aż złapał się za oko.
- To już pod odruch bezwarunkowy podchodzi – mruknął do siebie.
Rzucił okiem na twarz Ulki wyrażającą jedynie samą niewinność.
- NO CZEGO?! - nie wytrzymał.
- Bo ty tak się do mnie źle odnosisz – miała niemal łzy w oczach.
Shion cofnął się dwa kroki. A więc to jest to! To jest... bezwzględna broń kobiet.
„Uciekaj!” - podpowiedział mu mózg. - „Uciekaj zanim rzuci na ciebie jakiś cholerny urok!”
Tak więc Shion póki jeszcze mógł, rozpłynął się w powietrzu.
Ula rozejrzała się dookoła, ale ani widu ani słychu.
- Czy wszyscy tutaj mają takie durne zdolności – warknęła do siebie i normalny wyraz twarzy powrócił. XD
- Nie każdy dysponuje wężami – usłyszała głos za sobą.
Odwróciła się i stanęła tuż przed dziwnie jej się przyglądającym, krótkowłosym gościem.
- Daniel nie jest wężem – wyrwało jej się odruchowo. - Ale kim ty jesteś? - zainteresowała się zlustrowawszy go w tym samym czasie.
- Imie Shura, Rycerz Koziorożca, miło mi.
- Hmm... to może mnie oprowadzisz po obiekcie, bo jak widzisz moja znajoma znalazła sobie inne zajęcie.
- W sumie Shion kazała nam sprzątać – Shura rozejrzał się. - Ale skoro wsiąkł... służę ramieniem.
Do Shuu siedzącej samotnie nad ciałem Shuna podszedł Mu.
- Długo masz zamiar tak siedzieć? - zapytał.
- Co?... a tak... zamyśliłam się – mruknęła Shuu nie do końca obecna duchem.
Mu podał jej rękę jak to zwykł robić, żeby podnieść ją z ziemi, czego zresztą sama się często domagała, ale tym razem zupełnie zignorowała jego wyciągniętą dłoń. Wstała, otrzepała się, minęła go i z dość smętną miną powlokła się w stronę hotelu.
Baran długo odprowadzał ją wzrokiem. Coś tu nie grało... zdecydowanie! Ciekawe o czym rozmawiała z tą obcą dziewczyną, która o dziwo też gdzieś znikła?
- Właściwie – mruknął do siebie na głos. - Znikanie przestało być niezwykła umiejętnością.
- Ale napewno nic ci nie jest? - Wodnik nie odstępował Silene na krok i mówiąc szczerze robił się powoli denerwujący.
- A co powiedziałam dwie minuty temu?
- Że nic ci nie jest.
- Informuję cię, że nic się nie zmieniło – warknęła i musiała oprzeć się o Camusa, bo zupełnie niespodziewanie zakręciło jej się w głowie.
- No właśnie widzę.
- Dziwne... coś jest nie tak – mruknęła wampirzyca. - Faktycznie coś musi mi być...
- Może odpoczniesz sobie? – zaproponował Wodnik. - A potem coś zjesz – dodał ściszonym głosem.
- Coś?! Preferuję kogoś – wyszczerzyła ząbki Silene, ale pozwoliła się zaprowadzić do zajmowanego przez nią pokoju, któremu udało się uniknąć zniszczenia.
Vedzia tymczasem próbowała niepostrzeżenie oddalić się w bliżej nieznanym kierunku, ale nagle tuż przed nią wyrósł Milo.
- Dokąd? - zapytał krótko.
- Przed siebie. Byle dalej.
Skorpion zgłupiał.
- Ale dlaczego? Znowu uciekasz przede mną – zrobił minę na Kota ze Shreka.
- To nie tak... - zmieszała się Różowa.
- Jak to nie? Jaki masz powód? - Milo potrząsnął nią. - Jeżeli tobie się tutaj nie podoba, to pójdę z tobą... gdzie chcesz – dodał szeptem.
- Ale to nie chodzi o ciebie. Nie uciekam od ciebie. I to też nie chodzi o to miejsce – krzyknęła Vedzia ze łzami w oczach.
- No to o co chodzi? Powiedz mi – prosił. - Przecież nie czytam w twoich myślach.
- No bo... to chodzi o mnie – Różowa ściszyła głos niemal do szeptu.
- Teraz jeszcze bardziej nie rozumiem – westchnął Milo.
- Bo ja jestem nikim! - rzuciła. - Rozejrzyj się – machnęła ręką wokół. - Tu każdy jest jakiś niezwykły. Złoci Rycerze, Wampir, Mhroczna Elfka, nawet Amazonka!
- A Shuu – wtrącił Skorpion. - Normalna to ona może nie jest, raczej psychiczna, ale poza tym? (XD autopojazd :D)
- Ona pewnie też jest jakaś niezwykła! Każdy tu jest niezwykły! Tylko ja jestem... nikim.
Milo patrzył na nią zdumiony.
- I tylko o to ci chodzi?
- TYLKO?! - wydarła się przez łzy Vedzia.
Skorpion nie dawał za wygraną, przytulił rzucającą się Różową mocno i nie pozwolił jej się wyrwać. Rozluźnił nieco uścisk dopiero, gdy przestała się szarpać i wtuliła głowę w jego ramię.
- No i powiedz, gdzie byś chciała iść? - zapytał cicho.
- Nie wiem... ale daleko stąd.
- Vedziu ja naprawdę nie żartowałem – spojrzał jej głęboko w oczy. - Jeżeli chcesz pójdę z tobą.
- I zostawisz to wszystko? Przecież nie możesz!
- Widziałaś gdzieś ostatnio Atenę? - zapytał uśmiechając się przebiegle.
Vedzia pokręcił głową.
- Właśnie! Zawsze mogę stwierdzić, że wyruszam na jej poszukiwania, a tego nikt mi przecież nie zabroni... no a potem... zaginiony w akcji.
- Żartujesz?
- Nic a nic. (zenzen XD)
Vedzia parskneła śmiechem.
- Oszalałeś.
- Owszem – powiedział poważniejąc.
Różowa odwróciła wzrok i długo milczała.
- Vedziu – Milo zmusił ją, żeby spojrzała mu w oczy.
Westchnęła ciężko, ale wreszcie kiwnęła głową i powiedziała:
- Zostanę tutaj... z tobą – dodała po krótkiej chwili wahania.
Skorpion nie posiadał się z radości i tak mocno ścisnął Vedzię, że ledwo łapała oddech.
- Co teraz zamierzasz? - zapytał Eithen siedzącą w cieniu budynku Tinwe.
- Dobre pytanie – zamyśliła się na chwile. - Jedno jest pewne do Neithira nie wrócę.
- Chcesz zostać tutaj? - Elf zmrużył oczy i odnalazł wzrokiem sylwetkę DM.
Tinwe powędrowała spojrzeniem w tym samym kierunku.
- Dlaczego by nie? Może być ciekawie.
- Albo niebezpiecznie, przecież jesteś księżniczką... musisz uważać na siebie!
- E tam – machnęła ręką.
- Gdyby coś się stało twojemu bratu, ty przejmujesz jego obowiązki.
- Nie spieszy mi się.
Eithen westchnął, dlaczego ona musi być aż taka uparta?
- W każdym razie będę nie daleko – powiedział po chwili.
- Chcesz mnie obserwować?!
- Raczej bronić w razie potrzeby – uśmiechnął się po swojemu Eithen.
Tinwe zamrugała zdziwiona.
- Przecież nie musisz... - mruknęła nie mogąc znaleźć odpowiednich słów.
Elf skłonił się przed swoją książniczką i z dziwnym uśmiechem oddalił w sobie tylko znanym kierunku.
--------------------------------------
Chwila oddechu przed kolejnymi rewelacjami :P
Komentuj (29) 17.08.2008 :: 16:15
166.
Shuu wlokła się do pokoju, gdy zderzyła się z pędzącym korytarzem Sagą.
- NIE MA! - ryknął i potrząsnął oszołomioną Iluzoryczną. - NIE MA, NIGDZIE NIE MA!
Shuu spojrzała na niego szeroko otwartymi oczkami.
- Czego nie ma?
- Kogo! Brata nie ma!!!!
- Czyjego czego? - do Shuu niewiele docierało.
- Słyszysz co do ciebie mówię?! BRATA NIE MA NIGDZIE! - ryknął Saga.
Mu dobiegł do szalonego Bliźniaka i uratował wciąż potrząsaną Shuu przed wytrząśnięciem resztek mózgu. (XD)
- Gdzie z łapami?
- Ale ona widziała tego debila po raz ostatni – rzucał się Saga. - Gdzie on znowu przepadł?
Mu zmierzył Bliźniaka wzrokiem.
- A ty co tak nagle zacząłeś się nim przejmować?
- Bo on znowu zacznie się za mnie podawać!!! - ryknął. - I mi nabruździ.
- Hm... i to by wiele wyjaśniało – mruknął do siebie Baran.
Tymczasem na dźwięk darcia mordy Sagi zleciała się część towarzystwa.
- Co jest? - zapytał krótko Milo, dziarsko idąc za rączkę z Vedzią.
- Szuka brata – równie krótko odpowiedział Mu.
- A fakt, dawno go jakoś nie widziałem – uprzytomnił sobie DM, rozglądając się czy nie ma tu nigdzie Tinwe.
- Zdaje się, że nie łaskaw był nawet pomóc, gdy nas napadnięto! - oburzył się Afro, aż mu się grzywka skręciła.
- On został z drugiej strony, gdy Raini wzięli – stwierdziła dość pokrętnie Shuu, dochodząc do siebie.
- Kto zabrał Raini? - zwątpił Saga.
- Odyn i Walkirie – odpowiedzili równocześnie Mu i Shuu.
Ekipie szczęki poopadały.
- Bogowie są jak szarańcza – mruknął Shaka.
- Fakt, powinni wprowadzić jakieś ograniczenia – zgodził się DM. - Ile tego cholerstwa może się plenić?!
- Dużo... - westchnął Panna.
- A właściwie... czy Odyn z całą swoją bandą nie był poważnie ograniczony w działaniach przez to całe Imperium? - zastanowił się Saga, zapominając przez chwilę o bracie.
Wzrok wszystkich spoczął na Shuu.
- Czego na mnie patrzycie? Dawno mnie tam nie było! Kiedyś faktycznie miał ograniczenia, ale wiele się pozmieniało, jak mniemam... Ona była w Imperium dłużej! – wskazała na Vedzie.
- Ja nic nie wiem – zamachała łapkami Różowa. - Nie interesowałam się specjalnie politycznym aspektami działaności Imperium. Zresztą Van zawsze zarzucał mnie papierkową robotą i nie miałam za dużo czasu – zwiesiła głowę.
- Kto to Van? – zainteresował się Milo.
- Mój mistrz – poinformowała Różowa.
- Uściślając, zimny trup – dorzuciła Shuu.
Skorpion odetchnął z ulgą.
- Nadal nie wiem, gdzie jest mój brat – przypomniał sobie Saga.
- Nigdzie go nie ma – jak zwykle znikąd pojawił się Shion.
- Zauważyłem. Ale gdzieś musi być.
- Nie na naszym terenie.
- Wyszedł na miasto? - Saga poważnie się przeraził. - Zabije debila, miał się ze świątyni nie ruszać! - i poleciał dalej wydzierając się - ZABIJEEEE!!!
- Dobra, a reszta co? Było hasło sprzątać? - ryknął Shion. - Jakiś trup mi się rozkłada przed wejściem! Chcecie jakąś zaraze sprowadzić? Nie dość tych bab w świątyni?! DO ROBOTY!
- Ale, ale... - próbował zaprotestować Milo, ale jedno wściekłe spojrzenie starego Barana sprawiło, że Skorpion darował sobie. - Tylko nigdzie nie uciekaj – mruknął do Vedzi zanim oddalił się razem z Shaką w celu sprzątania.
- Ciebie też się to tyczyło – warknął do Mu.
- Ale Shuu się jakoś źle czuje – próbował się bronić.
- Jesteś w ciąży?! - zwrócił się Shion do Shuu.
- Chyba nie Oo' – zdurniała Shuu.
- No to dobrze, a ty do roboty – wziął Mu za szmaty i przeteleportował się na zewnątrz.
DM próbował przekraść się gdzieś, ale po chwili Shion wrócił i również jego zabrał ze sobą.
Vedzia i Shuu spojrzały na siebie i ciężko westchnęły.
- Faceci...
W tym samym czasie Wodnik zdołał odtransportować słabowitą Silene do pokoju, który zajmowała jako Amazonka. (i tak Sil nadal jesteś blondynką XD... chwilowo jeszcze tak ;])
- A teraz grzecznie pójdziesz do łóżeczka – zarządził Camus.
Silene posłała mu wiele mówiące spojrzenie, ale on zachował kamienną twarz. (lodową? XD)
Ledwo wpakował wampirzycę do łóżka, w pokoju pojawił się Shion.
- HA! Wiedziałem, że cię tu znajdę! - złapał Wodnika za włosy i obaj znikli.
Pomyślał by kto, że polowanie na niegdysiejszych podwładnych sprawia staremu Baranowi radość... taaa... pomyślałby kto ;>
Silene ułożyła się wygodnie, ale czuła, że coś jest nie tak...
Już prawie zasypiała, gdy zarejestrowała, że coś wdarło się do jej pokoju i momentalnie się rozbudziła.
- Czego tu? - zapytała „uprzejmie” i poważnie zdziwiła się, gdy zobaczyła, że tym kimś, kto zakłócił jej spokój był złapany jakiś czas temu Anioł.
I wtedy wszystko zatonęło w mroku, co dziwniejsze nawet ona, wampirzyca, nie widziała absolutnie nic. Poczuła natomiast dość gwałtowne ruchy powietrza i usłyszała krótki, szybko zduszony krzyk.
A potem już nic.
Miała wrażenie, że unosi się gdzieś poza swoim zimnym ciałem. Czasami coś się o nią ocierało, jakby skrzydła, ale nie była pewna. Wciąż otaczał ją nieprzenikniony mrok. Nie potrafiła tego wszystkiego zrozumieć, ale też niespecjalnie jej na tym zależało, powoli przestawało jej zależeć na czymkolwiek. Umysł wypełniał się pustką, miekką jak wata...
Cisza, bezwzględna choć łagodna.
Kiedy ocknęła się, leżała w swoim łóżku, a w miejscu, w którym ostatni raz widziała Anioła, dostrzegła czerwoną plamę na podłodze i trochę krwi rozbryzganej na ścianach.
- Ładne... - jedna myśl, która pojawiła się w jej otumanionym umyśle, po czym Silene ułożyła się wygodnie na poduszcze i zasnęła.
Komentuj (36) 27.08.2008 :: 18:55
167.
W miejscu, w którym zaszył się Imperator.
Po odejściu Wyroczni, Feniu spędził trochę czasu na przeklinaniu jej w każdym ze znanych sobie języków, co było najlepszym dowodem na to, że powoli dochodzi już do siebie.
Wreszcie, gdy dojrzała w nim myśl, iż czas najwyższy wyjść do świata i ponownie zaatakować swoje własne Imperium, a konkretniej Kardynałów, usłyszał niepokojące szczekanie psów. Co więcej, odgłosy zdawały się wyraźnie zbliżać w kierunku jego kryjówki.
Nieco zaniepokojony, ale już prawie w pełni sił, postanowił nie dać się zaskoczyć i wyszedł z ciemnej pieczary. (mhhhrok, krew... wilgoć? - reumatyzm! XD)
Na zawnątrz było szaro, po świeżości powietrza poznał, że to wstaje świt.
„Ciekawe ile dni minęło?” - zdążył pomyśleć zanim, nie wiadomo skąd, pojawił się wielki, trzygłowy pies i rzucił się w jego kierunku wyraźnie uradowany.
- Cerber?! - zdziwił się Feniu, a olbrzymi zwierz już go dopadł i łasił się jak mały szczeniak, niemal zgniatając byłego Imperatora.
- Tęsknił – usłyszał znajomy głos.
Rozejrzał się i zobaczył zbliżającego się ku niemu Hadesa.
Bóg podziemi przystanął w pewnej odległości i wpatrywał się w Fenia dłuższą chwilę.
- Dawno się nie widzieliśmy – stwierdził wreszcie.
- Trochę zajęty byłem – odpowiedział były Imperator jakoś nie wyraźnie i skupił się na głaskaniu Cerbera.
- Zauważyłem – Hades zbliżył się i zaczął głaskać jedną z dwóch pozostałych, niedopieszczonych głów swojego „pieska”.
Feniu obserwował go kątem oka. Jak też bóg podziemi go tu znalazł?
- Pewnie zastanawiasz się jak cię znalazłem – Hades nieoczekiwanie zwrócił głowę w jego stronę.
Były Imperator aż się wzdrygnął, skąd wiedział, że właśnie o tym pomyślał przed chwilą?
- On cię odnalazł – poklepał Cerbera po wielkiej mordzie. - Trochę to zajęło, ale odnalazł cię.
- Odnalazł... - powtórzył Feniu. - Mówisz tak jakbym się zgubił.
Hades zmrużył oczy.
- Ukrywałeś się. Twoi Kardynałowie nieźle cię urządzili. Wiem o tym. Właściwie wszyscy wiedzą.
- Zdrajcy – warknął Feniu i aż ogień od niego buchnął.
Cerber cofnął się i schował za Hades cicho skompląc.
- Opanuj się – głos boga podziemi sprawił, że Feniu ugasił nieco swoją żądzę zemsty. - Psa mi w traumy wpędzisz.
- Wybacz – mruknął były Imperator. - To tak samoistnie wyszło.
- A może... - zaczął Hades postępując krok w stronę Fenia. - A może lepiej by było zostawić to? - z każdym słowem jego głos stawał się cichszy.
- Dlaczego? - Feniu dla odmiany cofnął się o krok.
- Bo widzisz... - Hades spojrzał gdzieś w bok, jakby tam szukał podpowiedzi. - Może wydaje ci się, że to głupia propozycja, ale może lepiej zostawić to całe Imperium im? Nie twierdzę, że dobrze się stało, że Kardynałowie przejeli stery, ale może – spojrzał mu w oczy - dla ciebie będzie lepiej...
- W jakim sensie lepiej? - wpadł mu w słowo były Imperator. - Zdrajcy wykorzystali moją chwilową nieobecność, nasłali na mnie jedną z moich najwierniejszych zaufanych... Tego nie mogę zostawić i udawać, że nic się nie stało! Tak wcale nie byłoby lepiej.
Hades spuścił wzrok i westchnął ciężko, jakby spodziewał się właśnie takiej reakcji.
- Wiedziałem, że tak powiesz... mógłbym się założyć – powiedział cicho marszcząc lekko brwi.
- Dlaczego więc pytasz, skoro znasz odpowiedź?
- Bo nie wybaczyłbym sobie, gdybym nie spróbował – jego głos powoli zlewał się z szelestem liści w powiewach porannego wiatru.
- Nie rozumiem cię.
Bóg podziemi znów spojrzał na Fenia, a w jego zmrużonych oczach czaił się niepokojący cień.
- Przypomnij sobie, jak cię urządzili! - niespodziewanie Hades podniósł głos. - Chcesz, żeby poprawili co im nie wyszło? Chcesz, żeby cię wykończyli? Naprawdę wydaje ci się, że nie dadzą rady?
- Nie rozumiem co ciebie tak bardzo moje Imperium interesuje!
- W ogóle mnie nie interesuje!
- To dlaczego...?
- Nie chcę... nie chcę, żeby coś ci się stało. Tak trudno to zrozumieć?! - mówiąc to Hades odwrócił się. - Ale rób jak uważasz. Jeśli zginiesz, możemy się jednak więcej nie spotkać. Nie sądzę, żebyś podpadał pod moją jurysdykcję.
I oddalił się dość szybko ani razu nie odwracająć się. Cerber stał przez chwilę nie wiedząc co ze sobą zrobić, ale w końcu pobiegł za prawowitym panem.
Feniu został sam pośrodku burzy uczuć i powodzi myśli. Nigdy chyba jeszcze nie czuł się tak bezradny, ale w obliczu tak potężnych żywiołów nie ma silnych.
Świątynia Ateny.
Niezwłocznie po sprzątnięciu całego bajzlu po bitwie odbył się pogrzeb Dohko, Aldebarana, Aiolosa i Shuna.
Okazało się, że oprócz trzech Goldów i Andromedy zginął również Sauri – wojownik Gai. Z pewnymi oporami, ale po wstawiennictwie Vedzi w końcu i jego pochowali.
„W takich chwilach jak ta naprawdę chciałabym mieć ten cholerny konkordat” – pomyślała smutno Shuu i po raz kolejny przeklinała utratę medalionu.
- Czy ktoś widział Sagę? - zapytał po uroczystości Shion.
- Faktycznie, nie było go – zauważył Milo.
- Brak dwóch Bliźniaków jest już co najmniej podejrzany – wyraził zdanie wszystkich Shaka.
- Mam nadzieję, że chociaż im nic się nie stało – ośmieliła się wtrącić Shuu.
- Dobra. Na dzisiaj to tyle – zarządził Shion. - Jutro o ile sami się nie odnajdą, będzie trzeba tych ćwierćmózgów poszukać.
Większość poparła ten (jakże wyszukany) plan. Szczerze powiedziawszy mieli dość. Tak więc zaraz po pogrzebie Ikki (przypominam XD że jest obecnie Lwistym Goldem) gdzieś wsiąkł, a reszta powoli rozchodziła się do siebie. To znaczy znaczna część pozostawała w hotelu, do swoich zodiakalnych domów wracali jedynie Afro, Shura i Shaka.
Ledwo Shaka zdążył przekroczyć progi swojej świątyni, zmateralizowała się przed nim Segno.
- Jesteś dziwnie nieobecny – stwierdziła uśmiechając się do lekko zszokowanego Panny.
Chwilę potrwało zanim do Shaki dotarło z kim ma do czynienia.
- Wybacz – mruknął i zasiadł przed komputerem.
Segno zawisła tuż obok niego i wpatrywała się w jego dość zmęczoną twarz.
- Jesteś przybity.
- Mało powiedziane. Jestem rozbity – stwierdził.
- Dlaczego? - Segno drążyła temat.
- Przecież dobrze wiesz co tu się dzieje.
Na pół przeźroczysta postać skinęła wolno głową.
- Obserwujesz wszystko mam rację? - spojrzał uważnie. - Ale nie działasz.
Kolejne skinięcie głowy potwierdziło jego podejrzenia.
- Dlaczego?
- Dlaczego nic nie robię, tylko obserwuję? Bo nie muszę.
- Co przez to rozumiesz?
- Nie musze, więc nie działam. Proste.
- I nie nudzi cię się?
Segno zwiesiła głowę i westchnęła.
- Czasami, nawet nie wiesz jak bardzo.
Shaka przyglądał się jej dłuższą chwilę.
- Nigdy nie zapytałem. Jak to się stało, że jesteś tym czym jesteś (czymkolwiek jesteś XD)? Wyczuwam, że kiedyś byłaś człowiekiem.
- Pewnie, że byłam i szczerze mówiąc nie był to najgorszy stan. Wiesz jak to jest być w złym miejscu, w złym czasie? Nawinęłam się na drogę Shamy i jak widzisz źle skończyłam.
- Shama, Shama – Panna szukał w pamięci. - To ten facet co wyłazi z pod ziemi?
- Dokładnie. To on mi nadał taką postać. Chociaż to wszystko trochę skomplikowane.
Shaka patrzył na nią wyczekująco.
Segno wzięła głeboki wdech i zaczęła mówić.
- Dawno temu przez Shamę wplątałam się w macki Imperium. On twierdził, że jestem wyjątkowa, a w tej organizacji, pod jego opieką będę mieć okazję do rozwinięcia skrzydeł. I w pewnym sensie miał rację.
Zamilkła na chwilę i zastanwiała się czy aby napewno chce o tym mówić.
- Nie musisz mi wszystkiego opowiadać – powiedział Shaka wyczuwając jej wahanie.
- Właściwie nikomu o tym nie mówiłam – próbowała się uśmiechnąć. - W każdym razie Shama od samego początku miał do mnie dziwny stosunek. Najpierw myślałam, że taki po prostu jest, ale z czasem zrozumiałam. On nigdy niczego nie robił dla kogoś, zawsze miał jakiś odległy, niezrozumiały cel. Czegoś ode mnie chciał. Czego? Do dzisiaj nie wiem.
- Nie mogłaś odejść?
- W tym czasie nawet nie chciałam odejść. W Imperium poznałam kogoś.
Shaka kiwnął głową jakby wszystko rozumiał. (pozer _^_)
- I wszystko przez jakiś było w porządku. Wciąż jednak miałam wrażenie, że wisi na włosku, że niewiele trzeba, żeby wszystko się rozpadło.
- Coś się stało tej osobie, dla której byłaś w Imperium? - zgadywał Panna.
Segno kiwnęła głową.
- Mówiąc krótko zginęła. Tak mi się wydawało początkowo, ale okazało się, że stała się duchem powietrza. I wtedy Shama... nigdy mu tego nie wybaczę. Prosiłam go, żeby zmienił też mnie w ducha. Wiem, że nie myślałam logicznie, wiem, że nie mógł zrobić dokładnie tego, czego chciałam... ale mimo wszystko oszukał mnie. Zamienił mnie w ducha, ale w ducha ziemi. I uśpił... głęboko pod powierzchnią. Nawet nie wiem ile czasu tam spędziłam. A potem przywołał mnie Van i zaprzysiągł razem z Nemi. Nie mam pojęcia, skąd o nas wiedział. Właściwie było mi to obojętne, skoro ona tam była, ale widać, miała swoje własne plany.
- Czekaj, czekaj. Co oznacza zaprzysiężenie ducha? - zainteresował się Shaka.
- Mówiąc najkrócej, przywołanie pojedynczego ducha daje mu moc wyłonienia się z żywiołu, bo bez tego jest po prostu częścią danego żywiołu. Zachowuje część swojej świadomości, ale niewiele może sam zdziałać. Natomist po zaprzysiężeniu ma większą moc i staje się bytem bardziej indywidualnym, bardziej oderwanym od swojego żywiołu.
- Podejrzewam, że Van miał coś z tego.
- Oczywiście. Musiałam mu służyć – skrzywiła się Segno.
- Można się było tego domyślić. Egoiści.
Segno uśmiechnęła się do siebie i kontynuowała:
- Nie wiem jak, ale Shama dowiedział się, że Van mnie zaprzysiągł i go... zabił. Stwierdził, że jestem wolna.
- Tak po prostu?
Segno wzruszyła ramionami.
- Nigdy go nie zrozumiem.
Shaka przez jakiś czas milczał jakby się nad czymś zastanawiał.
- Ale skoro ten który cię zaprzysiągł nie żyje...
- Zastanawiasz się, dlaczego nie wróciłam do swojego poprzedniego istnienia? Też się dziwię... Van nigdy nie zwolnił mnie z przysięgi, więc może dlatego. Mimo że on nie żyje, przysięga działa, tylko nie ma kto wydawać rozkazów. Swoją drogą sprytne – uśmiechnęła się złośliwie.
- Bycie duchem ma jednak jakieś dobre strony – zauważył Panna.
- Pewnie, że ma. Na przykład obserwowanie sobie wszystkiego z boku.
- Ja na twoim miejscu chyba jednak starałbym się coś zdziałać.
- Tak ci się tylko wydaje. Może kilka razy, gdy faktycznie aż cię krew zalewa, coś byś zrobił, ale potem machnął byś na to wszystko ręką i oglądał jak średniej klasy film.
- Raczej nie.
- A założysz się? – Segno nagle wpadła na dość ciekawy pomysł.
- Co masz na myśli – Shaka od razu wyłapał dziwne tony pobrzmiewające w jej głosie.
- Zostań duchem! Zobaczysz jak to jest naprawdę.
- Zwariowałaś?
- Hmm... nie wiem, ale zamienienie kogoś w ducha wcale nie jest takie trudne jak się wydaje. Tylko trzeba wiedzieć, jak się do tego zabrać.
- I ty mogłabyś to zrobić?
- Spróbować zawsze mogę.
Shaka wahał się przez chwilę, ale potem przypomniał sobie czego ostatnio doświadczył w świątyni i naszło go gwałtowne pragnienie zmian.
- Dobra.
- Ale ostrzegam, powrotu do tej postaci nie będzie.
- Podejrzewam – uśmiechnął się Shaka.
Jeszcze tej nocy Shuu obudziła się, bo wyczuła dziwne wibracje gdzieś w pobliżu. Potem nawiedzana kolejnymi falami złych przeczuć, długo nie mogła zmrużyć oka, ale ostatecznie nic się nie stało, więc nad ranem w końcu zasnęła.
----------------------------------------------
Spóźnione wszystkiego naj dla Segno. XD
Komentuj (19)