01.09.2006 :: 22:08
97.
Gdzieś w Polsce, w domu szatanisty.
- I co z naszym transportem?! – niecierpliwił się Nemi, mając szczerze dość siedzenia w domu i zajmowaniem się wyciągniętych z komputera pokemo... znaczy zwierzątek (XDDD).
- Właśnie! Musimy się dostać do... jak to się nazywało... – próbowała sobie przypomnieć Segno. – Do Aten!
Szatanista bił pokłony przed obojgiem, próbując wytłumaczyć, że skoro oni nie zatroszczyli się o paszporty, to on musiał uruchomić swoje znajomości i wykombinować jakieś lewe.
- Po co mi jakiś paszport czy ja to się zwie – coraz bardziej tracił nad sobą kontrolę Nemi.
- Liczy się czas – wpadła mu w słowo Segno. – A poza tym, wcale mi się tu nie podoba. Chcę wracać!
Szatanista spojrzał przerażony na oboje.
- Ale panie – zwrócił się do Nemi. – Co z przejęciem kontroli nad światem?
- Z czym? – zgłupiał zapytany. – Chcesz mi mówić, co mam robić?! – Nemi uniósł się z fotela i wyglądał groźnie.
Szatanista w panice uciekł do korytarz.
- To ja sprawdzę czy zrobili już paszporty – krzyknął i wypadł z domu.
- Ten nasz pseudo przewodnik po tym świecie jest do dupy – stwierdziła Segno przyglądając się jak Jednorożec próbuje zeźreć dywan.
Nemi kiwnął głową, w pełni zgadzając się z tym oświadczeniem. Podszedł do rozwalonego na kanapie Czarnego Smoka i pogładził ją po pysku. Stwór łypnął tylko na niego jednym okiem i pozwolił się szmyrać za uszkiem (XD).
- Myślę, że nie ma co na niego dłużej liczyć – powiedział po dłuższej chwili Nemi. – Już i tak dużo czasu straciliśmy. Musimy dostać się do Aten w jakiś inny sposób.
- Też o tym myślałam – mruknęła Segno, przyglądając się Smokowi. – Twoje zwierzątko ma przecież skrzydełka, prawda? Nie moglibyśmy na nim polecieć?
Nemi spojrzał na nią zszokowany. Pomyślał chwilę i zapytał:
- A co z twoim koniem?
- Smok mógłby ją chyba wziąć... jakoś?
- Można spróbować.
Nemi znów pogładził Czarnego Smoka po łbie i przemówił do niej ciepło:
- Choć wyjdziemy na zewnątrz, rozprostujesz sobie skrzydełka.
Sherr spojrzała na niego, westchnęła i podreptała za nim, przy czym wychodząc na dwór rozwaliła drzwi wejściowe, ale nikt się tym jakoś specjalnie nie przejął.
Gdzieś w Grecji.
- Chyba się budzi! – Silene usłyszała nieznany, kobiecy głos. – Niech któraś przyprowadzi Królową.
„Jaką Królową, gdzie ja jestem?” – zastanawiała się otwierając powoli oczy i widząc wkoło siebie około dziesięciu kobiet. – „I co to zbiegowisko ma znaczyć?! Wampira nie widziałyście?”
Rozejrzała się zupełnie przytomna po otoczeniu i ze zdziwieniem stwierdziła, że znajduje się w... namiocie?!
„Jakim cudem jestem w namiocie? Co to za ludzie...” – próbowała sobie przypomnieć coś, ale jej wspomnienia kończyły się na kolacji i rozmowie z Rivirem.
Nagle w wejściu do namiotu pojawiła się kolejna kobieta.
- Maris, cieszymy się, że wreszcie się obudziłaś – powiedziała.
Silene wytrzeszczyła oczy. Czy to było do niej? Przecież nie ma na imię Maris... Swoją drogą imię to jest baaaaardzo zbliżone do Majris.
Pozostałe kobiety odsunęły się nieznacznie od jej łóżka, pozwalając królowej podejść do wampirzycy, która próbowała zrozumieć, co tu się właściwie dziaje.
- Pewnie dziwisz się, gdzie jesteś i kim my jesteśmy – uśmiechnęła się siadając na łóżku.
„Żebyś wiedziała” – pomyślała Silene, ale wciąż zachowywała milczenie.
- Jesteśmy Amazonkami, a ja jestem ich królową – powiedziała, ściskając wampirzycę za rękę. – Ty natomiast jesteś moją zaginioną siostrzenicą.
„Że co??????!!!!” – miała ochotę krzyknąć zupełnie już skołowana Silene.
- Nie musisz się nas bać – powiedziała królowa, źle interpretując szeroko otwarte oczy wampirzycy. – Jesteś ze swoją rodziną.
„Ja natomiast na waszym miejscu bałabym się” – uśmiechnęła się w duchu Silene.
Miała ochotę się śmiać. Nie rozumiała jakim cudem się tu znalazła, ale wolała, zachować wszelkie pozory, więc wydusiła wreszcie z siebie tylko:
- Dziękuję.
- Nie masz za co dziękować. To nasz obowiązek – powiedziała królowa, podniosła się z łóżka (niedoceniony bohater w natarciu XD) i podążyła ku wyjściu. – Dzisiaj jednak przenosimy się. Będziesz musiała wstać i dosiąść konia – dodała i opuściła namiot.
„Konia?!” – jęknął w myślach. – „Przecież ja nigdy nie jeździłam konno.”
Po wyjściu królowej inne kobiety też odeszły, pozostała tylko jedna.
- Czy zechce panienka wstać? – zapytała uprzejmie.
„Panienka?!” – Silene zamknęła oczy i zaczęła powtarzać. – „Będę miła... będę naprawdę miła, dopóki nie dowiem się o co tutaj chodzi...”
- Czuje się panienka gorzej? – zapytała tamta z troską.
- Nie, nie... tylko nie mów do mnie panienko... Mów mi Si... – Silene ugryzła się w język. – To znaczy mów mi po imieniu.
- Ale to nie godzi się. Panienka jest siostrzenicą królowej, a ja zwykłym giermkiem.
„Czym?! Litości...”
- Ale ja życzę sobie, żebyś zwracała się do mnie po imieniu – powiedziała z naciskiem Silene.
- Maris... – mruknęła tamta niewyraźnie.
- No widzisz, od razu lepiej – uśmiechnęła się do niej przyjaźnie. – A teraz wstaję. Mam dziwne wrażenie, że już długo tu leżę.
- Tak, ma panie.... znaczy masz rację. Dość długo leżałaś nieprzytomna.
„Ciekawe dlaczego byłam nieprzytomna?” – pomyślała i zaczęła się zastanawiać, czy nie miała to przypadkiem nic wspólnego z Rivirem i jego kolacją.
W odnowionej części świątyni Ateny.
Shuu po długich negocjacjach z lustrem w końcu stwierdziła, że i tak najlepiej i najpoważniej wygląda w sukience ze studniówki. Teraz siedziała na schodach i czekała na pierwsze wiadomości o tym, że ekipa Hery się zbliża.
Shuu postanowiła, że nie ma sensu pokazywać gościom, że istnieje tu winda i wprowadzić Herę i jej Amazonki po schodach. Dlatego wszyscy Złoci mieli wypucować swoje wdzianka na błysk i stać przy swoim domu, do czasu aż nie przedefiladują przez niego wszyscy, wtedy mogą korzystając z windy dotrzeć na samą górę.
Plan genialny, ale do czasu przybycia Hery, Shuu nudziła się tu na górze. Westchnęła i spojrzała przez ramię na świeżo postawiona budowlę za jej plecami. Trzeba przyznać, że się postarali. Nie miała zielonego pojęcia jak w przeciągu czterech i pół godziny udało im się postawić takie cudo i jeszcze podłączyć prąd, a i o bieżącej wodzie też nie zapomnieli. Saori skąpiła na wszystkim, ale Shuu opracowała z Shaką plan prawdziwego, luksusowego cacka. Nawet Afro popisał się zdolnościami artystycznymi, tylko dlaczego wszędzie musiał zielsko malować?!
Nagle tuż koło niej pojawił się Mu.
- Zdaje się, że miałeś siedzieć u siebie i wypatrywać gości – powiedziała nawet nie spojrzawszy na niego.
- Muszę z tobą porozmawiać – stwierdził.
- Pytanie czy ja mam ochotę z tobą rozmawiać – mruknęła odwracając wzrok w kierunku schodów.
- Ale musisz!
- JA NIC NIE MUSZĘ! – ryknęła na niego. – Jestem twoją DZIEWICZĄ boginią, tak? Więc nic nie muszę, natomiast ty musisz mnie słuchać, a ja każę ci spadać, tam gdzie twoje miejsce! 12 pięter niżej!
- Ale ty jesteś moją Shuu! – uparł się Mu, dotknął jej twarzy zmusił, żeby spojrzała na niego.
- Twoja? No właśnie problem jest taki, że nie byłam twoja – warknęła mrużąc gniewnie oczy. – Więc może się zastanowisz łaskawie, kim tak naprawdę dla ciebie jestem i dasz mi znać o swoich wnioskach. To sobie wtedy porozma... – nie dokończyła bo Mu pocałował ją.
Shuu, zupełnie nie mając na to ochoty, wyrwała się z jego objęć.
- Spadaj – powiedziała zimno.
Mu nic nie odpowiedział, złapał ją tylko za rękę i przyciągnął do siebie.
- Ej baranie, ona powiedziała, żebyś spadał – usłyszał znajomy głos.
Oboje spojrzeli w kierunku świeżo postawionego budynku świątyni Ateny i zobaczyli w wejściu...
- Kyo? Ty nie miałeś siedzieć w domu Barana? – zapytała Shuu.
- Już ci mówiłem, że mnie rozkazywać nie będziesz – odpowiedział.
Mu rzucił pod nosem wiązankę, jakiej Shuu jeszcze od niego nie usłyszała i znikł.
- Wow... wkurzył się – stwierdziła.
- O to ci chyba chodziło? - uśmiechnął się Kyo i podszedł do niej.
- A skąd mam wiedzieć, o co mi chodziło? – westchnęła Shuu. – Jedno jest pewne, ciebie Hera nie powinna tu widzieć. I jak ty się tu w ogóle znalazłeś?
- Przyleciałem – uśmiechnął się Kyo.
- Eee... - @_o Shuu zrobiła mało inteligentną minę. – Jak?
- Jakimś cudownym sposobem, znów mogę korzystać z mojej Magii Wiatru, to co będę sobie żałował. A teraz idę sobie, bo zdaje się, że Hera z obstawą przybywa – co powiedziawszy uniósł się w powietrze, po czym znikł.
Shuu podejrzewała, że po prostu nałożył na siebie iluzję maskującą, w końcu teleportować się nigdy nie umiał...
Podeszła do szczytu schodów. Faktycznie u podnóża wzgórza zakłębiło się od ludzi, którzy z góry wyglądali jak mrówki.
Westchnęła. Super znów będzie musiała się zachować godnie... jak na boginię przystało... ta robota coraz bardziej ją wkurzała!
---------------
W niedziele wyjeżdżam, a we wtorek mija rocznica... o_O to będzie pół roku od kiedy piszę SH *_* wow... i nadal piszę XDDDD
Komentuj (20) 03.09.2006 :: 00:09
98.
W Bazie Imperialistów. Grecja. Ateny. Odrapany budynek. Parter. XD Pierwsze drzwi na lewo.
Raini wreszcie udało się dorwać do komputera. Strasznie wkurzała ją sama obecność Ajax, ale to, że przejęła całe królestwo Zerojedynkowej, było ciosem poniżej pasa...
Teraz Oczojebna wyszła gdzieś, zapewne szukać szlajającej się ostatnio codziennie Miri. Raini skorzystała z tego. Wpadła do pokoju wciąż zawalonego komputerami, w którym najprościej było się zabić o walające się wszędzie kable... Usiadła przed monitorem i zabrała się za poszukiwania.
Ten facet... była absolutnie pewna, że gdzieś go kiedyś widziała...
Przy okazji posprawdzała czy podpięty pod system „zagłuszacz” nadal działa. Okazało się, że miał się całkiem dobrze, nikt z Imperium nie mógł się skontaktować z tą... nazwijmy to placówką.
Raini uśmiechnęła się do siebie, widać Ajax nie zna się tak dobrze na komputerach, jak mogłoby się wydawać, ale tym lepiej.
Wreszcie przetrząsając wszelkie archiwa znalazła zdjęcie owego wysokiego, niebieskowłosego mężczyzny.
- Saga? – zamrugała zdziwiona. – Złoty Rycerz Bliźniąt?
No pięknie... w co ona się znowu wplątała? Najpierw Kyo i jego plany... Zgodziła się mu pomóc, ale teraz kiedy jest już poza Imperium... czy miało to jakiś sens?
Nagle drzwi otworzyły się na oścież.
- I jak ci się podoba bycie Mistrzem? – usłyszała znajomy głos za plecami.
Wstała momentalnie i obróciła się do przybyłego.
- Ultar!!!
- A spodziewałaś się innych gości? – uśmiechnął się.
- Wszystkich poza tobą. Cieszę się, że jednak żyjesz – powiedziała i usiadła z powrotem z wrażenia.
Nie wróżono my dobrze, po tym jak dostarczyła go do imperialnego szpitala... Nikt nie powiedział jej tego wprost, ale czuła na sobie oskarżycielskie spojrzenia... A przecież to nie była jej wina. Ultar wyraźnie powiedział, że ma czekać na zewnątrz. Co prawda i tak złamała zakaz, kiedy odczyty stanu jego zdrowia zaczęły być alarmujące, ale to już inna sprawa.
- Pomagałaś Kyo, prawda? – przerwał ciszę Ultar.
- Skąd wiesz? Powiedział ci?
- No... powiedzmy. W każdym bądź razie, z tego co wiem, w Grecji jesteśmy odcięci od Imperium, tak?
Raini kiwnęła głową.
- Mogłabyś coś dla mnie zrobić? – uśmiechnął się tajemniczo i podszedł do biurka, przy którym siedziała.
- To znaczy? – zapytała Raini, mając złe przeczucia.
Ultar położył na blacie płytkę.
- Zainstaluj to w bazie danych, ale tak żeby szybko rzuciło się w oczy.
Raini spojrzała na niego z coraz większym zdziwieniem.
- Co tam jest?
- Jak chcesz to sobie przejrzyj. Ważne, żebyś zainstalowała to jak najszybciej – Ultar już chciał wyjść, ale widocznie namyślił się i dodał. – Podejrzewam, że umiesz się włamać do komputera Kardynałów.
Raini uśmiechnęła się znacząco.
- No tak – mruknął drapiąc się w czarną czuprynę. – Tego się można było spodziewać. W każdym razie, gdy już zrobisz to o cię prosiłem, mogłabyś...
- Poinformować o ciekawej informacji Kardynałów tak, żeby myśleli, że włamano się z zewnątrz? – dokończyła Zerojedynkowa.
Ultar kiwnął głową.
- Trochę to potrwa, a z Ajax na głowie nie mam specjalnie dojścia do komputerów, ale spróbować zawsze mogę.
- Najlepiej, żebyś włamała się do Eda.
- Najlepiej czy najtrudniej... – westchnęła Raini. – No dobra, niczego jednak nie obiecuję, ale postaram się. Tylko co ja z tego wszystkiego będę miała.
- Zrewanżuję się, zobaczysz – powiedział i już go nie było.
Raini westchnęła. Dlaczego wszyscy tak bardzo lubili wkopywać ją w czarną robotę. Coraz bardziej miała ochotę pójść w ślady Kyo i zmyć się z Imperium.
Zastanowiła się na chwilę. Może Shuu, Silene i Vedzia też to zrobiły, tylko ona jedna tkwi tutaj i młodość traci...
Gdzieś w Atenach.
Kiedy Ultar wyszedł z odrapanego budynku od razu nałożył na siebie iluzję maskującą. Wolał nie wpaść przypadkiem na Ajax ani tym bardziej na Shamę, który też coś knuje. Ledwo przeszedł kilka ulic, a już zobaczył znajomą postać w szybie sklepowej. Zatrzymał się.
„Znowu mnie sprawdzasz?” – pomyślał pod adresem upierdliwego cienia.
„Powiedzmy, że upewniam się, co do dotrzymywania przez ciebie obietnicy” – usłyszał odpowiedź. – „Jak widzę, zrzucasz swoje zadanie na kogoś innego.”
„A co ciebie interesuje, kto je wykona. Ważne chyba są efekty, nie?” – odpowiedział trochę wkurzony.
Nie miał teraz czasu. Jego umysł był opętany jedną myślą...
„Nie tylko efekty się liczą.” – doszła do niego odpowiedź. – „Ważne są metody działania... przecież o to właśnie poróżniliśmy się z Imperatorem.”
Fakt... i dlatego przecież zgodził się działać dla Wyroczni.
„Jesteś zaślepiony Ultarze. To nie wróży dobrze. Decyzje podjęte teraz mogą bardzo zaważyć nie tylko na twoim losie. Musisz pamiętać, że coś co jest poza twoim zasięgiem, pozostanie tam na zawsze.”
- Pierdolenie – mruknął do siebie.
Cień w szybie pokręcił głową.
„Rozumiem, że nie chcesz się z tym pogodzić. Ale lepiej żebyś zrobił to jak najszybciej. Im dłużej będziesz podtrzymywał płonącą w tobie nadzieję, tym boleśniej cię poparzy...”
Cień znikł.
Miała rację. Choć nie chciał tego przyznać, miała cholerną rację. Poczuł ból ściskający go w środku... przecież wiedział, że nic tym nie osiągnie, a jednak nie mógł się poddać... zostawić tej sprawy swojemu losowi...
Świątynia Ateny.
Shuu szybko oblatywała sale nowego budynku, sprawdzając czy nie zostało tu nic, o co można by się było zabić. Jakieś cegły, cementy czy inne cholerstwa. Niby nic ją to nie obchodziło, ale siedząca w niej dusza Ateny za żadne skarby nie chciała się w jakikolwiek sposób zbłaźnić przed Herą.
Przebiegła po raz kolejny przez komnatę główną i w końcu wróciła do wejścia. Stał tam już Mu, Aldebaran, Saga, DM i Aiolia, co znaczyło, że przez ich domu cała wataha Amazonek już przeszła. Teraz pozostało czekać...
„Jasna cholera jak ja nienawidzę czekać” – wkurzała się Shuu.
W domu Skorpiona.
Silene, jako Maris najbliższa krewniaczka królowej Amazonek, jechała na koniu zaraz za nią. Swoją drogą bawiło ją to trochę... konie popierdalające po schodach. Z drugiej jednak strony zaczynała się obawiać tego cyrku. Znalazła się z powrotem w miejscu, z którego uciekła.
Choć trudno byłoby ją teraz poznać.
Westchnęła smutno. Podejrzewała, że za przefarbowanie jej włosów na złoty blond odpowiedzialny był Rivir... jak i za całe to chore zamieszanie...
Kiedy zauważyła kolor swoich włosów w namiocie, zaniemówiła.
„Litości... zostałam blondynką?!” – miała ochotę obedrzeć kogoś ze skóry.
Szczęściem dziewczyna, która pomagała jej się wbić w zbroję, już wyszła, bo byłoby z nią krucho.
Tak więc siedziała w niewygodnej i uwierającej zbroi, na koniu, próbując z niego nie spaść, a równocześnie wyglądać dumnie i pewnie, jak wszystkie Amazonki naokoło.
Na samym przedzie tego pochodu jechała Hera w otoczeniu trzech Amazonek, jej strażą przyboczną: Segin, Schedar i Achird. Tuż za nimi podążała królowa wraz ze swoją świtą, a dalej postępował oddział wojowniczych kobiet... tych, którym udało się uniknąć zagłady z ręki Aresa, jak zdążyła się dowiedzieć Silene.
Komentuj (21) 09.09.2006 :: 00:21
99.
Baza Imperialistów.
Raini rzuciła okiem na zegarek. Minęły już prawie dwie godziny od kiedy Ajax wyszła.
Westchnęła... Oczojebna nie powinna jej zastać przy komputerach, a może wrócić w każdej chwili.
Zainstalowanie informacji w bazie danych Imperium, nie sprawiło Raini większych kłopotów, szczególnie, że znała niemal wszystkie zabezpieczenia jakimi się posługiwano. Problem pojawił się przy drugiej części zadania. Jak do ciężkiej cholery włamać się bezpośrednio do komputera Eda?
„Czas... gdybym tylko miała czas...” – pomyślała.
Przez chwilę zamarła. Wydawało jej się, że usłyszała trzaśnięcie drzwi wejściowych, a to nie wróżyło dobrze. Wstała z obrotowego krzesła i cicho podeszła do drzwi. Nie było wątpliwości, ktoś szedł w te stronę, skrzypiąca podłoga wyraźnie o tym informowała.
Raini szybko podeszła z powrotem do komputera i włączyła jakąś grę. Mała była nadzieja, że Ajax da się nabrać na to, że Zerojedynkowa siedziała tutaj tylko po to, żeby sobie pograć, ale zawsze warto spróbować.
Tymczasem kroki dotarły do drzwi, jednak ku ogromnemu zdziwieniu Raini, oddaliły się. A po chwili trzasnęły drzwi na końcu korytarza.
„Łazienka” – pomyślała Raini. – „Uratowana przez...”
Uśmiechnęła się do siebie. Wyłączyła grę. Nie miała już czasu, żeby bawić się z zabezpieczeniami Eda. Postanowiła więc zabrać się za inny komputer... Nie minęło 5 minut, a wszystko zostało wykonane. Wyłączyła wszelkie połączenia, wymazała wszystkie operacje z pamięci komputera, nawet myszkę położyła tak, jak ją znalazła.
Wreszcie, nie do końca zadowolona z rezultatów swojej pracy, opuściła miejsce zbrodni i postanowiła zwinąć się z bazy.
Spacerując już po mieście zastanawiała się czy znów wpadnie przypadkiem na nieznajomego...
„Zaraz! Jakiego nieznajomego? Przecież to Saga...” – pomyślała i stanęła w miejscu.
Spojrzała w niebo... Białe chmurki leniwie pełzły po błękicie.
„Jest Rycerzem Ateny, ale czy to coś zmienia?” – uśmiechnęła się do siebie wspominając co przed chwilą zdziała w Imperialnej bazie danych... – „Niespecjalnie.”
Po tym stwierdzeniu, ruszyła przed siebie radośnie, rozglądając się dookoła, żeby „nieznajomego” nie przeoczyć.
Centrala Imperium. Poziom szósty. Sala Czterech.
Nawet nie wiedział, w którym momencie usnął. Teraz za to czuł, że ktoś brutalnie nim potrząsa.
- Nie śpij kiedy do ciebie mówię – ryknął mu do ucha Ares.
Obudził się od razu.
- Sory – mruknął i ziewnął.
Ares zarzucił go niezłą wiązankę i usiadł na swoim miejscu. Wlepił wzrok w monitor komputera, głęboko obrażony, że ktoś śmiał zasnąć podczas jego przemowy.
Ed spojrzał na czerwono włosego, potem na dwójkę pozostałych i kontynuował przemówienie, jak to Imperator ostatnio zaniedbuje niemal wszystko związane z administracją, a skupił się na podbojach.
Zmęczenie dawało o sobie znać, powieki ciążyły piekielnie i kiedy już prawie znów odpłynął, Xavier podetknął mu pod nos fiolkę z czymś... cholernie śmierdzącym. Poderwał się na równe nogi.
- Co to jest??? – wydarł się.
Ares rzucił na niego okiem i nie mógł się nie uśmiechnąć.
- Przynęta – odpowiedział za Xaviera.
- Na co?
- Na duchy. Wierz mi, nie chcesz wiedzieć, co to jest dokładnie.
Xavier tymczasem uśmiechając się słodko, zdążył zakorkować fiolkę i schować do kieszeni białej szaty.
- Może i nie chcę – zgodził się po chwili i z powrotem usiadł w fotelu.
Ed westchnął ciężko.
Nagle Ares wydał z siebie dziwny... ryk.
Ed spojrzał na niego lekko znudzony.
- Co znowu? - zapytał
- Wirus? Kurwa wirus wpierdala mi komputer! – wydarł się czerwono włosy.
- Nie mów, że nie masz firewalla – zwątpił Ed. – ZNOWU GO ODINSTALOWAŁEŚ?!
- Przypadkiem – mruknął Ares.
- Za jakie grzechy? – warknął Ed i podjechał na fotelu do komputera Aresa.
Wszyscy wlepili oczy w niego i podziwiali zdolności manualne, objawiające się w zastraszająco szybkim stukaniu palcami po klawiaturze.
- Hm... – po jakiś pięciu minutach Ed odsunął się od monitora.
- Co się stało?
- To nie był zwykły wirus. Miał tylko zwrócić uwagę na... – urwał wpół zdania. – No pięknie.
- Co znowu? – Ares już mu wisiał na ramieniu.
- Panowie, chcecie zobaczyć coś interesującego?
Xavier już wisiał na drugim, niezajętym przez Aresa, ramieniu.
„Dla mnie najbardziej interesująca nadal wydaje się wizja wygodnego łóżeczka.” – pomyślał, ale również i on ruszył się do trójki pozostałych, wlepiających oczęta w ekran.
Po chwili ciszy odezwał się.
- Czy tylko ja chciałbym wiedzieć, kto nam to przysłał?
Reszta kiwnęła głowami.
- I wszystko nabrało innego znaczenia – mruknął Ed. – Wiemy w każdym razie, gdzie jest Feniu.
- Przecież nie pójdziemy po niego – zauważył, ziewając.
- A kto powiedział, że mamy się po niego fatygować.
Xavier spojrzał na nich szeroko otwartymi oczami.
- Tylko co z Ajax? – zastanowił się Ares na głos.
Chyba zaczął łapać co ta dwójka kombinuje.
- Na nią też znajdzie się sposób – uśmiechnął się zagadkowo Ed. – Ta wiadomość jest naszym atutem. Ktoś kto ją wysłał oddał nam wielką przysługę.
W Hadesie.
Radamantis stał z uchem przy zamkniętych wrotach.
- Mamusia nie uczyła, że się nie podsłuchuje? – zaśmiała się Hekate siedząc na jakiejś zwalonej kolumnie.
Radamantis machnął tylko ręką w jej kierunku.
Hekate zrobiła obrażoną minę na wszystkich trzech twarzach. Zbywać ją machnięciem ręki. Zaczęła coś nucić pod nosem.
Radamantis odwrócił się do niej chcąc uciszyć jej śpiewy i szybko odskoczył na bok. W jego kierunku bowiem leciała część rozwalonej kolumny i z hałasem uderzyła w ścianę, tuż obok wrót, gdzie przed chwilą stał.
- Chcesz mnie zabić? – ryknął, ale Hekate nie było nigdzie w pobliżu.
Za drzwiami.
Hades warknął coś o niesubordynacji i zwrócił się do śmiertelnika.
- Widzę cię po raz pierwszy, ale mam dziwne wrażenie, że skądś cię znam.
Na twarzy człowieka drgnął jakiś mięsień, ale mimo wszystko starał się być obojętny.
- Nie mam pojęcia skąd mógłby mnie znać bóg podziemi – odpowiedział.
- Lepiej mi powiedz jakim cudem znalazłeś się w Hadesie nadal żyjąc, odgoniłeś mgłę i w końcu pogłaskałeś mojego pieska? Przecież... to absurdalne.
- A jednak wykonalne – uśmiechnął się człowiek złośliwie.
Hades czuł, że nie wyciągnie z niego żadnych informacji.
- To może chociaż mi powiesz, dlaczego?
- Dlaczego co?
- Dlaczego przyszedłeś z... – Hades przemógł się i dokończył. – Z pomocą?
Człowiek spojrzał w oczy boga podziemi, po raz pierwszy od kiedy z nim rozmawiał.
- Może oczekiwałem czegoś w zamian?
Hades zmrużył oczy. Czego śmiertelnik może oczekiwać od niego?
- Mianowicie?
- Daj mi wolną rękę w swoim Królestwie – zażądał.
- To znaczy?
- Pozwól, że będę sobie po nim chodził, gdzie mi się podoba.
Hades nie wiedział co odpowiedzieć. Ma wymagania ten śmiertelnik, to jedno było pewne.
W domu Skorpiona.
Przejeżdżając przed siedzibę Mila, Silene miała tylko nadzieję, że ten jej nie rozpozna, w końcu swego czasu chciała sobie z niego zrobić obiadek.
Milo jednak patrzył na przechodzące przez jego dom Amazonki jakimś takim nieprzytomnym wzrokiem.
Kiedy znikł jej z oczu, Silene westchnęła z ulgą. No to teraz kolejna, gorsza przeprawa czekała ją w jedenastym domu...
Dom Barana.
Nemi stała w cieniu kolumn patrząc na tę procesję wdrapującą się coraz wyżej i wyżej. Poczuła dłoń na ramieniu i mimowolnie uśmiechnęła się. Kyo stał koło niej.
- Wiesz czego chciałbym w tej chwili najbardziej? – szepnął wprost do jej ucha. – Żebyś była materialna.
Odwróciła się twarzą do niego.
- Żebym mógł naprawdę cię przytulić – dodał gładząc jej ramię. – Poczuć ciepło twojego ciała.
Nemi zamrugała zawstydzona.
- Wiesz, że to niemożliwe – uśmiechnęła się smutno. – Ja i tak się cieszę, że jesteś przy mnie. I tylko jedno mnie martwi...
Kyo kiwnął głową.
- Segno, prawda?
- Od tamtego czasu jej nie widziałam – powiedziała i opuściła głowę. – Gdzie ona teraz jest...
- Kto to wie. Teraz jest przecież wolna tak jak ty.
- Martwię się... – szepnęła Nemi, a Kyo przytulił ją do siebie.
Gdyby mógł poszedł by szukać Segno, ale co może zrobić on Mistrz Wiatru, jeśli ona jest Duchem Ziemi?
W domu Wodnika.
Tego najbardziej się obawiała. Jedenasty dom. Silene widząc jak ten znajomy budynek wyłania się u szczytu schodów, wbiła wzrok w pierścień, który dostała jako znak przynależności do królewskiego rodu. Rubin osadzony w złocie. Rubin... krew... Silene zaszumiało w głowie...
„Napiłabym się” – pomyślała.
Otrząsnęła się, żeby odegnać tego typu myśli i uniosła głowę. Przez chwilę napotkała wzrok Camusa. Poczuła znajome uczucie wypełniające ją. Nieświadomie uśmiechnęła się do Rycerza Wodnika, ale kiedy tylko to sobie uświadomiła, znów spuściła głowę i tak przejechała przez jedenasty dom.
Camus trwał tam, gdzie kazano mu stać i przyglądał się obojętnym wzrokiem całemu pochodowi, aż do chwili, kiedy nie napotkał wzroku ślicznej blondynki. (XD don’t kill me) Miał dziwne wrażenie, że nie po raz pierwszy widzi jej twarz.
Uśmiechnęła się do niego i zaraz potem opuściła głowę, a jej złote włosy niemal zasłoniły twarz.
Camus powiódł za nią wzrokiem, aż nie znikła za kolumnami jego domu.
Coś było w jej oczach i uśmiechu co nie chciało mu dać spokoju.
„Myśl idioto, skąd ją znasz?”
W świątyni Gai.
Vedzia z Rinou przechadzała się po wspaniałych komnatach i salach, słuchając o dawnej świetności. Cały czas serce biło jej mocno, przy każdym kolejnym kroku wydawało się jej, że wkracza w przeszłość.
- A tu przychodziły kapłanki z darami – oznajmił Rinou.
Jego głos odbił się echem po wielkiej sali, na której ścianach wisiały płonące pochodnie.
- Kiedyś było tu przepięknie – Vedzia usłyszała rozmarzenie w jego głosie. – Tam niegdyś zamiast pochodni były okna... Wpadające tu promienie słońca rozświetlały całe pomieszczenie. Teraz tego nie widać, jest za ciemno, ale podłoga, na której stoimy to jedna wielka mozaika, a na każdej ze ścian znajdują się freski.
Vedzia podeszła do jednej ze ścian, tuż obok pochodni... faktycznie w panującym tu półmroku nic nie było widać wyraźnie, ale można jednak dopatrzyć się różnych postaci namalowanych na ścianie.
- Musiało tu być pięknie – powiedziała i dotknęła ręką ściany.
Wtedy poczuła się dziwnie, jak gdyby leciała... nie odrywając dłoni od ściany odwróciła się i spojrzała zdziwiona na salę, która teraz faktycznie była oświetlona promieniami słońca, tańczącymi na żywych kolorach mozaiki. Zobaczyła też pięć młodych kobiet w wejściu, ubranych w szaty koloru świeżej, wiosennej zieleni.
Zakręcił się jej w głowie. Wizja znikła. Znów była w wielkiej, mrocznej sali...
- Co się stało?
Tuż koło niej stał wystraszony Rinou i wpatrywał się w jej twarz.
- A co się miało stać? – zapytała i zdała sobie sprawę, że klęczy na podłodze. – Trochę zakręciło mi się w głowie.
Wstała, ale nie odważyła się dotknąć ściany.
Pomimo wszelkich wątpliwości, jakie nią targały... jest Gaią. Bo jak inaczej wytłumaczyć tą wizję?
-----------------------------------------
Wedle numeracji 99 odcinek, ale tak naprawdę 100 xD
~FALA~ minęło pół roku i 100 odcinków za nami xD aż dziwne, że nadal piszę, ale widać publiczność działa na mnie dopingująco ;)
Swoją drogą to chyba najdłuższy odcinek...
Nyo :P i pamiętajmy, że dzisiaj... (spojrzenie na godzinę)... no dobra wczoraj Edziu miał urodziny XD Stwierdził, że to prezent dla niego XD hehe niech mu będzie :P
Ps. trzy nowe rysunki doszły XD (nie bić, nie linczować :P)
Komentuj (112) 21.09.2006 :: 21:41
100.
Odnowiona świątynia Ateny.
Shuu już widziała początek procesji, który dotarł do szczytu wzgórza, na którym znajdował się cały kompleks.
Hera dumnie wyprostowana w siodle, patrzyła na wszystkich z góry, a na jej ustach bawił triumfalny uśmiech, jakby co najmniej wygrała wojnę...
Atena siedząca w środku Shuu wściekała się niesamowicie.
„Co ta zdzira robi w mojej świątyni?! I PO CO JEJ TE CHOLERNE KONIE?!”
Shuu starała się uzyskać jaki taki spokój ducha, bo czuła, że zaraz ją stres połknie w całości, jednak w takich warunkach było to po prostu niemożliwe.
„Tylko spokojnie, tylko spokojnie...” – powtarzała w myśli.
„NIE BĘDĘ SPOKOJNA!” – odpowiadał jej wewnętrzny głos (XD) Ateny.
Wreszcie cała procesja stanęła i Amazonki zaczęły zsiadać z koni.
Hera rzuciła okiem na budynek stojący za plecami Shuu. Przysięgłaby, że gdy zjawiła się tu ostatnim razem, jeszcze go nie było. Czyżby został zbudowany w przeciągu trzech dni? Wreszcie ruszyła w kierunku Shuu.
„Spokój, spokój... powaga... ja pierdole jakie to nadęte wszystko... powaga! PO-WA-GA!” – starała zapanować nad sobą Iluzoryczna. – „Wybitnie nie nadaję się do takiej szopki.”
Shuu próbowała zachowywać się poprawnie i kiedy wreszcie wszystkie oficjalne pierdoły miała za sobą, odetchnęła z ulgą.
Przed oblicze obu bogiń (XD Hery i Shuu (jestem bogiem xD młahahaha)) wystąpił Saga i zaprosił pokornie na ucztę na ich cześć oraz ku uczczenia faktu podpisania „paktu stabilizacyjnego” (oh lol XD wiwat koalicja), mającego na celu ocalenie całej mitologii greckiej przed łapami Imperium...
Impreza początkowo była dość sztywna, ale... jak się później okazało Amazonki, jak wszyscy ludzie miecza, nie stronią od napojów zawierających procenty... (XD) Jak łatwo odgadnąć, po tym odkryciu impreza rozkręcała się w bardzo szybkim tempie. (znaczące mrugnięcie w kierunku publiki ze strony autorki XD... cholera w tej świątyni wszystko kończy się na imprezach...)
Nawet Hera po ćwiartce wydawała się jakby mniej sztywna.
Silene myślała, że padnie trupem, gdy zobaczyła, że Shuu... Iluzoryczna Shuu jest teraz Ateną... Może nawet i by padła, gdyby nie fakt, że trudno umrzeć drugi raz. W każdym bądź razie świat wydawał się stanąć na głowie. Silene, z nieznanych jej przyczyn, została uznana za Amazonkę i to wywodzącą się z królewskiego rodu. Shuu, która podobno zginęła, została Ateną... Co ona właściwie robi w tej świątyni... przecież została wysłana, żeby zabić Atenę, a nie stać się nią.
Cała ta impreza, na której się znalazła działała na nerwy wampirzycy. Potrzebowała chwili spokoju, żeby wszystkie zdarzenia dzisiejszego dnia jakoś w sobie poukładać.
Wymknęła się więc z budynku.
Słońce zdążyło schować się za horyzont.
Silene odetchnęła świeżym, wieczornym powietrzem. Stwierdziła, że mały spacer nie zaszkodzi i zaczęła wolnym krokiem okrążać nowo postawiony budynek.
W pewnej chwili usłyszała dziwny, przeciągły gwizd i zaraz potem głos.
- Jak ci się podoba twoje nowe wcielenie?
Odwróciła się gwałtownie.
- Rivir...
- Takie zimne spojrzenie? Ładnie to tak witać wujka? – uśmiechnął się rozbawiony.
- Co to wszystko ma znaczyć? – zapytała mrużąc oczy. – Co to za chory pomysł?!
- Nie podoba ci się? A mnie wydawał się genialny. Wkręciłem cię w wyższe sfery. Dostałaś się nawet do rodziny królewskiej!
- Nie obchodzi mnie to. Posłużyłeś się mną?!
- W żadnym wypadku, zrobiłem to dla ciebie.
- Dla mnie? – Silene zamrugała zdziwiona. – Co chcesz przez to powiedzieć?
- Jeśli chcesz możesz się okłamywać, ale mnie nie zdołasz. Tutaj chciałaś się znaleźć – stwierdził z wyraźnym zadowoleniem. – Ułatwiłem ci to.
- Zgłupiałeś? Wcale nie chciałam tu wrócić!
Rivir pokręcił głową, a uśmiech nie schodził z jego twarzy.
- Powiedziałem, że mnie nie okłamiesz.
- Dlaczego uważasz, że kłamie?!
- Sama mi to mówisz.
- Co?
- Silene – zbliżył się do niej, patrząc prosto oczy, ujął kosmyk jej włosów i zakręcił go wokół palców. – Twój głos sam mi mówi, że kłamiesz. Myślałem, że już zdążyłaś się zorientować, że Dźwięk jest moim żywiołem...
- Zauważyłam, ale... mój głos? Jak...
- Maris!!! – usłyszała wołanie. – Maris, gdzie jesteś?
Silene odwróciła się i odpowiedziała na wołanie. Kiedy spojrzała na miejsce, gdzie przed chwilą stał Rivir, nie zobaczyła nikogo. Znikł... znowu...
- Denerwujący jesteś wujku – mruknęła.
- Gdzie się panien... gdzie się podziewałaś? – zapytała zdyszana dziewczyna, ta sama, która pomagała wampirzycy wbić się w zbroję. – Nie wolno się tak oddalać, nic nikomu nie mówiąc.
Silene westchnęła. Rodzina królewska tak? Jakoś średnio jej się to podobało.
- Już wracam – powiedziała. – Musiałam po prostu wyjść, duszno mi się zrobiło w środku.
- Trzeba było mówić. Poszłabym z panie... z tobą.
Silene już szła w kierunku wejścia, coraz bardziej wkurzona wiernopoddańczą postacią, która widać nie chciała jej odstępować ani na krok.
Pod ziemią. W świątyni Gai.
Przechadzając się po swojej świątyni Vedzia nabierała coraz większej pewności, że nie jest tutaj po raz pierwszy. Przygnębiała ją atmosfera zapomnienia. Wszędzie panował półmrok, gdzieniegdzie rozproszony przez dające słabe światło pochodnie.
Vedzi wydawało się, że słyszy głosy z przeszłości, zamknięte w tych murach... radosne śpiewy... słowa modlitw... śmiech ludzi, którzy już dawno umarli...
Rinou zauważył, że zrobiła się jakaś smutna, mimo że uśmiechała się łagodnie do siebie, błądząc nieobecnym wzrokiem po ścianach... teraz, bardziej niż kiedykolwiek, wydawało mu się, że dziewczyna, która idzie koło niego, jest Gaią...
Tą Gaię, którą najbardziej zapamiętał z ostatnich dni... kiedy już było wiadomo, że wojna została przegrana... Stała się wtedy taka smutna, przygnieciona zdradą ludzi, ale mimo wszystko nie schodził jej z ust ciepły, delikatny uśmiech.
Rinou otrząsnął się ze wspomnień.
- Pani, może powinnaś wrócić do pokoju, zbladłaś.
- Pani? – spojrzała na niego trochę bardziej obecnym wzrokiem. – Mówiłam, żebyś tak nie mówił.
- Dobrze, ale uważam, że powinnaś odpocząć... Vedziu.
Na dźwięk swojego imienia uśmiechnęła się szeroko.
- Skoro tak twierdzisz. Nie będę się kłócić z przewodnikiem.
W drodze powrotnej do jej pokoju, wpadli na Shamę. Vedzia nie za bardzo przepadała za nim. Słyszała, że w Imperium, był ktoś o imieniu Shama i że za normalnego go nie uważano... czy to możliwy, że to ten sam?
- Gdzie się szalajacie? – warknął uprzejmie się kłaniając (XD) przed Vedzią.
- Chciałam się przejść – odpowiedziała.
- Musimy porozmawiać – powiedział i pociągnął za sobą Rinou. – Wybacz pani.
Obaj znikli za zakrętem.
Vedzia rozejrzała się. Została sama w plątaninie korytarzy i komnat, jak tu wrócić do swojego pokoju. Po krótkiej chwili wzruszyła ramionami i ruszyła przed siebie. W końcu, jeśli sama nie trafi, ktoś pewnie ją znajdzie.
Miała rację, po kilkunastu minutach błąkania się i przechodzenie po kilka razy przez tę samą komnatę, natknęła się na Kouri.
- Co tu robisz pani? – zapytała zdziwiona jej widokiem.
- Błądzę – uśmiechnęła się Vedzia.
- To może ja odprowadzę cię, pani, do pokoju – zaproponowała.
Różowa pomyślała, że chyba wszystkim powinna zakazać mówienia do siebie per pani. Stawało się to dość denerwujące.
- Kiedy właściwie... mam dosyć tego pokoju z wielkim lustrem – powiedziała poważniejąc.
Kouri spojrzała na nią zmieszana.
- Co więc mogę dla ciebie, pani, zrobić?
- Chciałabym wrócić na powierzchnię – stwierdziła Vedzia. – Chociaż na chwilę.
- Ale... ja niestety nie mogę stąd się oddalać – zauważyła Kouri smutno.
- Przecież ja tu jestem. Wszyscy już powinni być wstanie się stąd wydostać...
Kouri pokręciła głową.
- Może to znaczy, że nie jestem Gaią?
- Ależ jesteś pani! Wszyscy o tym wiemy, nie ma najmniejszej wątpliwości.
- Więc, dlaczego... Chcę wrócić na powierzchnię! I chcę żebyście wy też mogli opuścić to smutne podziemie!!!
Wtedy... ziemia zatrzęsła się. Vedzia i Kouri nie mogąc utrzymać równowagi upadły. Trwało to dobrych kilkanaście minut, kiedy wreszcie wszystko się uspokoiło, wstały z podłogi. Wydawało im się, że nagle zrobiło się jak gdyby jaśniej... wszystko zrozumiały, gdy przeszły do komnaty obok...
Przez wielki otwór okienny wpadało światło... nie było to co prawda światło słoneczne, ale Vedzia poczuła przyśpieszone bicie serca, kiedy zobaczyła mozaikę na podłodze. To ta sama sala, w której nawiedziła ją tamta wizja...
Usłyszała cichy, niepewny głos Kouri:
- Czy my... jesteśmy... na powierzchni...?
---------------------------------------
Dzisiaj są urodzinki Vedzi *^^* fala... mamy więc kolejny urodzinowy odcinek xD hehehe
Jeszcze raz Vedziu wsiego najlepsiejszego :)))
Komentuj (26) 23.09.2006 :: 22:34
101.
Odnowiona świątynia Ateny.
Shuu nie była w nastroju do imprezowania. Szczególnie, że Mu nie odstępował jej ani na krok. Co prawda nie odezwał się ani słowem, ale już sama jego obecność stawała się wkurzająca. Nie chciała mu jednak dawać żadnej satysfakcji i udawała, że świetnie się bawi. Piła z DM i Shurą, dopóki ich nie zarwały jakieś, już nieźle podchmielone Amazonki. Potem szczerze się uśmiała widząc, jak Shaka daje lekcje yogi (XD) oraz jak Aldebaran wymienia się przepisami kulinarnymi...
„Kobiety w tej świątyni nieźle narozrabiają” – usłyszała głos Ateny.
Shuu wzruszyła ramionami. Procenty zaczęły szumieć pod kolorową czupryną, więc starając się nie rzucać w oczy, wymknęła się z imprezy. Usiadła na zewnątrz i oparła się o wyparowujące ciepło mury świątyni. Wpatrywała się w rozgwieżdżone niebo nad Atenami i powoli osuwała w ramiona snu (XD LOL taka przenośnia ;P niedosłownie :P).
Tak znalazł ją Mu, któremu na chwilę znikła z oczu. Siedziała zwinięta pod ścianą, z głową opartą o ugięte kolana. Odgarnął opadające na twarz Shuu włosy i uśmiechnął się widząc malujący się na niej spokój...
Tymczasem na imprezie.
Od chwili, gdy powróciła do budynku, Silene wciąż czuła na sobie czyjś wzrok. Nie zajęło jej zbyt wiele czasu określenie, kto tak intensywnie się w nią wpatrywał... Camus. Czyżby nie dał się nabrać na to przebranie? Czyżby rozpoznał ją mimo cholernych, blond włosów?
Starała się trzymać jak najdalej od niego, ale czuła ten wzrok... i stawał się z każdą chwilą coraz bardziej denerwujący.
Wreszcie... po niesamowicie długim czasie, gdy impreza powoli zdychała, podszedł do niej, o dziwo wciąż trzeźwy.
- Wydaje mi się, że skądś cię znam – wypalił bezpośrednio.
„A więc nie rozpoznał” – pomyślała z ulgą.
- Nie sądzę, żebym kiedykolwiek spotkała rycerza Ateny – skłamała gładko, wpatrując się w podłogę.
Camus milczał. Wampirzyca nie chciała z nim rozmawiać, ale pewnie wydałoby się dziwne, gdyby po prostu zwiała. Postanowiła więc ciągnąc tę szopkę.
- Skąd taki pomysł? – zapytała wreszcie po przedłużającej się chwili ciszy.
- Po prostu intuicja mi podpowiada, że cię znam – odpowiedział wpatrując się w nią intensywnie.
Znów cisza.
„Cudowna, żywa dyskusja...” – pomyślała uśmiechając się nieświadomie do siebie Silene.
„Ten uśmiech” – przeleciało Wodnikowi przez myśl.
Wydawało mu się, że przez ułamek sekundy błysnął dziwnie długi kieł. Znał tylko jedną dziewczynę z takim znakiem rozpoznawczym...
- Silene – szepnął.
Wampirzyca zamarła.
„Graj” – nakazała sobie w myślach. – „Musisz udawać.”
- Ładne imię – stwierdziła.
Camus wciąż wpatrywał się w nią.
- Nigdy go nie słyszałaś?
- Nigdy. Czyżby należało do twojej kobiety?
- Sam się zastanawiam kim ona była – odparł lodowatym głosem i odszedł.
Silene odetchnęła z ulgą, choć fakt, że zraniła Wodnika jakoś jej humoru nie polepszył.
W Hadesie.
- Czy ja cię dobrze zrozumiałem? Chcesz sobie hasać po moim królestwie do woli? – zapytał trochę zbity z tropu bóg podziemi.
- Hasać? – parsknął śmiechem człowiek. – Hasać nie zamierzam, za to bardzo chętnie sobie pozwiedzam.
- A czy Hades to jakaś atrakcja turystyczna? – Hadesik wyraźnie zaczął tracić cierpliwość.
- Nic takiego nie powiedziałem – odparł śmiertelnik.
Hades zamyślił się, wpatrując w intruza przymrużonymi oczami. To musi być jakaś podpucha. Nie potrafił jednak przejrzeć planów śmiertelnika. Mógłby się założyć, że coś knuje, że tak naprawdę wcale nie chodzi o pozwolenie na przebywanie w Hadesie...
- Po czyjej ty jesteś stronie? – zapytał wreszcie.
- Jak zwykle po swojej własnej – stwierdził z rozbrajającą szczerością człowiek.
Hades musiał się uśmiechnąć. Grunt to szczerość.
- Dobrze – powiedział. – Możesz swobodnie poruszać się po moim królestwie, ale wiedz, że będę cię miał na oku. Jeśli tylko stwierdzę, że masz jakieś podejrzane kontakty z Lucyferem albo... z jakimkolwiek innym wrogie... – tu zawiesił głos, dając do zrozumienia, że sytuacja nie będzie się wtedy malować zbyt kolorowo.
Człowiek uśmiechnął się w sposób, którego Hades nie potrafił do końca zinterpretować... była to dziwna mieszanka zadowolenia, rozbawienia i wyższości...
- Dostaniesz odpowiednią komnatę – zawyrokował bóg podziemi. – Hekate cię tam zaprowadzi. HEKATE!!!! – wydarł się.
Śmiertelnik zamrugał zdziwiony.
- Nie wiem czy ona usły...
Nie dokończył, bo wrota otworzyły się z hukiem i wpadł Cerber, na którego grzbiecie siedziała roześmiana bogini.
- Wzywałeś panie? – zapytała z gracją zjeżdżając po ogonie wielkiego, trójgłowego psa.
- Zaprowadź tego człowiek do komnat prywatnych – odparł próbując zignorować fakt, że Hekate znów chce zrobić z jego pieseczka swojego wierzchowca. – Od dzisiaj będzie tu mieszkał.
- Gość w Hadesie – mruknęła jedna z głów bogini. – Niespotykane – dodała druga.
- I gdybyś mogła... – zawiesił głos.
- Tak panie?
- NIE OPOWIADAĆ O TYM WSZYSTKIM NAOKOŁO, byłbym wdzięczny.
Na wszystkich trzech twarzach pojawił się wyraz rozczarowania. Hekate westchnęła i dała znak śmiertelnikowi, żeby poszedł za nią.
Gdzieś w Atenach.
Raini spędziła niemal cały dzień na chodzeniu po mieście, licząc na to, że spotka gdzieś Sagę. Niestety... słońce już zaszło, uliczne latarnie zapaliły się a ich światło sprawiało, że cienie wyglądały nienaturalnie...
Zniechęcona postanowiła wrócić do bazy.
Szła przed siebie i w pewnym momencie stanęła jak wryta. Zobaczyła jak ulicą przecinającą, tę którą sama szła, idzie Miri trzymając za rękę... Raini przetarła oczy... z Shunem?
Potrzebowała dłuższej chwili, żeby pogodzić się z tym co zobaczyła.
Miri, ta mała, wredna, anglojęzyczna gówniara... razem z Shunem, który też pewnego dnia po prostu wsiąkł? Ciekawe, co by na to powiedziała Ajax...
Ledwo o tym pomyślała doznała olśnienia. Ostatnio prawie nie widywała Miri, Oczojebna wściekała się strasznie, przez to, że mała ciągle gdzieś znikała. A Raini właśnie poznała powód, dla którego wiecznie jej nie ma!
Uśmiechnęła się do siebie. Kto by pomyślał? Ale informacja warta odnotowania, może kiedyś się przydać.
Nawet humor jej się poprawił po tym odkryciu. Chwilę zastanawiała się czy może jednak nie pójść za nimi i trochę nie poszpiegować, ale doszła do wniosku, że całodzienne chodzenie po mieście zmęczyło ją trochę, więc nie zmieniając pierwotnego zamiaru, udała się do bazy.
-----------------------------------
I powróciła stara, dobra długość notek _^_ czyli na oko 2 strony w wordzie... XD no nic
Zajrzyjcie sobie na
LISTA PŁAC :>>>
Jeśli ktoś ma jakieś komentarze do tego ;P zapraszam do wpisywania pod notką *^^*
Komentuj (15) 26.09.2006 :: 02:22
102.
Dom Barana. Pokój Shuu.
Iluzoryczna powoli budziła się z pijackich majaków... jakieś oślizłe meduzy, chciały ją przerobić na mielonkę czy coś... Resztki snu jeszcze roiły się jej pod kopułką, gdy otworzyła oczy i zobaczyła leżącego obok niej Mu... śpiącego Mu... obejmującego ją w pasie i nawet przez sen przyciskającego do siebie Mu...
- Kurwa!!!!!!! – wydarła się i wyrwała z ramion wyżej wspomnianego.
Mu niechętnie otworzył oczy i usiadł na łóżku, na przeciwko Shuu.
- Czego się od rana wydzierasz? – zapytał ziewając.
- Jeśli ty to zrobiłeś... jak ja byłam pijana... i nic nie pamiętam, to... to przysięgam, że cię zabiję!!! – wydarła się jeszcze głośniej.
- Co tu się dzieje? – drzwi otworzyły się z hukiem i stanął w nich Kyo.
Shuu tymczasem padła na poduszki.
- Co jej jest? - zapytał Kyo, podejrzliwie przyglądając się Mu.
- KAC – mruknęła Iluzoryczna.
- Było nie chlać tyle – uśmiechnął się, najwyraźniej nieskacowany Baran.
- Alcaprim – mruknęła nie ruszając się Shuu.
- Że co? – zainteresował się Kyo.
- Alcaprim, z apteki... proszę... błagam... albo tu zaraz wykituję... – jęczała cicho.
Nagle Mu uśmiechnął się złowieszczo. Spojrzał w kierunku drzwi, które równocześnie zamknęły się z hukiem, wyrzucając, stojącego w progu Kyo. Klucz w zamku przekręcił się. Nie ma to jak telekineza...
- Ciszej...
- Co mi dasz za ten twój Alcaprim? – zapytał Mu.
- Wszystko, tylko przynieś mi go...
- Jesteś pewna?
- Absolutnie wszystko... królestwo za Alcaprim...
- Zapamiętam to sobie – i znikł.
Shuu tymczasem leżała z głową w poduszce, próbując z powrotem zasnąć by nie czuć tego dudnienia, jakby kto walił jej kilofem w czaszkę... gorzej... jakby kto uznał, że należy jej czaszkę rozkuć młotem pneumatycznym.
- Nigdy więcej – jęczała. – Nie będę pić. Nawet nie spojrzę na alkohol...
(Jak wszyscy wiemy, tak mówi każdy na kacu :P)
Odnowiona świątynia Ateny.
Silene czuła głód... tak naprawdę nie wiedziała ile leżała nieprzytomna, pozostawiona pod opieką Amazonek... Jedno czego była pewna, to tego, że jest spragniona krwi.
Przechodziła się po komnatach świątyni, gdzieniegdzie znajdując śpiące Amazonki lub też Goldów.
Wyszła na zewnątrz. Było dobrze po południu, zawyrokowała spojrzawszy na cień kolumn. Uniosła głowę do góry. Słońce musiało być już w drodze ku zachodowi. Oczywiście nie widziała złocistej tarczy, bo jak zawsze przysłoniona była przez Cień, chroniący ją przed niechybną śmiercią, jaką niosły promienie dla wampirzycy.
Ile to już czasu minęło od kiedy ostatni raz widziała słońce? Kiedy bez obawy mogła spojrzeć w nie? Nie brakowało jej tego, tylko tak jakoś...
Nagle kątem oka zauważyła ruch niedaleko świątyni. I poczuła to... przyspieszone bicie serca... oddalało się...
W Silene włączył się instynkt łowcy. Pognała za coraz szybszym pulsem, które czuła niemal, jakby było jej własnym. Szybkość wampira nie miała sobie równych, nawet istota uciekająca przed nią, pomimo że do wolnych nie należała, nie miała szans. Po krótkim pościgu, Silene dogoniła zdobyć, schwytała i wbiła zęby w szyję...
Syciła się smakiem krwi.
Dopiero, gdy zaspokoiła pragnienie, przyjrzała się uważniej swojej ofierze. Była to kobieta, o dziwnej, ciemnej karnacji, białych, długi włosach i spiczastych uszach. Twarz o szlachetnych rysach, mimo grymasu przerażenia, jaki na niej zastygł, wciąż wydawał się Silene piękna. Aż szkoda, że piękno to zostało tak nagle zniszczone... Wampirzyca pomyślała, że właściwie mogła uczynić z niej swoją towarzyszkę. Nie chciała się do tego przyznać, ale czuła się samotna... Nie było przy niej nikogo z jej rasy...
Od kiedy została przemieniona w wampira, miała przy sobie Majris, matkę i mistrzynię.
Smutek zalał ją...
„Majris... Rivir powiedział, że przejęłam Twój Cień... że część Ciebie wciąż żyje we mnie... Ale jak to możliwe? Nie czuję tego... Wiem tylko, że nie ma Cię przy mnie... Nie nauczyłaś mnie wszystkiego... Majris...”
Z zamyślenia wyrwał ją szelest, tuż za nią ktoś stał... Odwróciła się momentalnie, jak mogła być tak nieostrożna. Nikt nie powinien jej widzieć... nikt nie powinien odkryć jej sekretu...
Centrala Imperium. Poziom szósty. Sala Czterech.
Obudził się zesztywniały.
Rozejrzał się po pomieszczeniu rozmasowując kark. Nadal znajdował się w Sali Czterech. Czyżby znów zasnął? I co dziwniejsze, czyżby dali mu spać?
- Dzień dobry – usłyszał głos Eda.
Obrócił się na fotelu, w którym najwyraźniej zasnął, w jego stronę. Blondyn siedział opierając głowę o rękę i przyglądając mu się.
- Już się wyspałeś?
Ciemnowłosy skinął głową.
- To dobrze. Stwierdziliśmy, że jeśli się nie wyśpisz, to nie będzie z ciebie pożytku.
- Gdzie reszta? – zapytał wstając z fotela i rozciągając się.
- Ares oczywiście nie mógł usiedzieć na miejscu, poleciał układać się z piwnicą.
- Żartujesz? Posłałeś Aresa do Lucusia? Czyś ty się z nim na mózgi pozamieniał?
- Nie... Ale w drogę wolałem mu się nie ładować... wiesz, że jak on sobie coś ubzdura...
Westchnął... wiedział, doskonale wiedział, że wtedy nie ma wybacz i Ares choćby po trupach, dojdzie do celu. Zresztą jeśli chodzi o sprawy wojny, to z całej czwórki posiadał największe doświadczenie i trzeba mu przyznać, że miał wręcz niesamowity zmysł dowódcy. Choć poza polem bitwy, wydawało się, że cały jego geniusz wyparowywał.
- A Xavi?
- Tego to ja już nie wiem... Jakoś niespecjalnie mi się zwierza.
- Taa... to co teraz zamierzasz?
- Poczekać, aż Ares łaskawie wróci z podpisanym układem.
- Z całym szacunkiem Ed, ale czy myślisz, że podpisanie jakiegokolwiek papieru będzie dla Lucyfera...
- Set! – przerwał mu blondyn. – Myślisz, że dałbym do podpisania Luckowi zwykły świstek papieru? – mówiąc to uśmiechnął się wieloznacznie.
- Czyli to nie jest zwykły papier... niech zgadnę Xavi zmajstrował jakiś super-zarąbisty wynalazek, który wygląda jak zwykły papier, ale ma jakieś ukryte moce.
Ed potwierdził skinieniem głowy.
- Wiem, że Xavi jest genialny jeśli o to chodzi, ale czy Wielki Władca Piwnicy nie wyczuje haczyka?
- I tego się właśnie obawiam najbardziej.
- Ares wie?
- Nie... właśnie dlatego pomyślałem, że może i lepiej, żeby on poszedł załatwiać układ. Nawet pewnie nie domyśla się, że to co trzyma w ręce, ma jakiekolwiek magiczne właściwości.
Set przyjrzał się Edowi... jak zwykle miał odpowiedź na każde pytanie.
- Idę wziąć prysznic – stwierdził i wyszedł z Sali Czterech.
-----------------------------------------------------
Wena kwitnie XD lol...
No to jakby komuś było mało, a jeszcze nie zaznajomił się to zapraszam na
W Mgłach Avalonu
Komentuj (19)