Minione Nadzieje
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec






Inne światy:
by Raini
by Vedzia
by Amari
by Els
by Life&Death
by me ^^



Postacie:
czyli
~~LISTA PŁAC~~


Rycerzaści:
Aries - Shion
Aries - Mu
Taurus - Aldebaran
Gemini - Saga
Gemini - Kanon
Cancer - Death Mask
Leo - Aiolia
Virgo - Shaka
Libra - Dohko
Scorpio - Milo
Saggitarius - Aiolos
Capricorn - Shura
Aquarius - Camus
Pisces - Aphrodite

Bogowie:
Atena -_-
Hades *^^*
Hekate :P
Hera
Ares

Niegdysiejsze brązy:
Mhroczny Shiryu
Mroźny Hyoga
Ptasiek Ikki XD
Słodziasty Shun

Postacie poboczne:

*z Imperium:

Kyo - mistrz Nemi i Shuu
Van Panel - mistrz Vedzi
Majris - mistrzyni Silki
Ultar - mistrz Raini
Ajax - mistrzyni Kyo
Shama - mistrz Segno
Miri

*Czterej Kardynałowie
Ares
Xavier
Edziu
Set

*z Królestwa Gai
Sauri
Kouri
Rinou

*Amazonki
Kaori - królowa
i jej przyboczne:
Schedar
Segin
Achird

*Mhroczne Elfy
Neithir - książę
Tinwe - jego siostra
Eithen
Yngvan

*Przybysze z innego wymiaru
Lord Nemi XD
Lady Segno XD

Inne dziwne stwory:
Iluzoryczna Shuu *^^*
(publika szaleje)
Krwawa Silene
Różowa Vedzia alias Gaia
Zerojedynkowa Raini
Imperator Feniu
Powietrzna Nemi
Tęczowa Segno XD
Świstak Zenek lol
Czarny Smok Sherr
Jednorożec Elia
...i Tajemnicza Wyrocznia:P


jedyna i niepowtarzalna ofiara losu:
Pegaz - Seiya





różne inne wiadomości :P

kolory misji:
(od najłatwiejszej do najtrudniejszej)
zielona
ciemno-zielona
błękitna
granatowa
fioletowa
różowa
czerwona
czarna

hierarchia
Frędzelki żółte:
(żółtodzioby)
1 ranga
2 ranga
3 ranga
4 ranga
5 ranga -> przechodzi do mistrzów
Frędzelki czerwone:
(mistrzowie)
1 klasa
2 klasa
3 klasa




Kalendarium
Arachia 3 Luty
Silene 10 luty
Kaori 7 marzec
Raini 6 kwiecień
Sherr 30 kwiecień
Nemi 30 czerwiec
Segno 25 sierpień
Edziu 8 wrzesień
Vedzia 21 wrzesień
Elia 18 październik
Feniu 15 listopad
Tinwe 20 listopad

co by nie zapomnieć :P


Twórcze wizje
Silka, Vedzia i Shuu
Nemi, Segno, Ultar i Shama
Kouri i Sauri
Amazonki
Po prostu Mu XD
Mu ^^
Saga i Camus wersja by Shuu
Kyo ^^
Kyo :P
same kudły xD
Ultar^^
Mhroczna Elfka :3
Shama XD
Shama po raz 2
Majris
Afro w kultowej scenie _^_


PARKI *^^*
Vedzia i Milo
Raini i Bliźnie... pytanie które ;]
Sil i Camus
Tinwe i DM
*^^*
Don't go T.T


Twórcze wizje by Nemi
Kyo Shuu i Mu :P
KYO
Znowu Kyo
I jeszcze raz :)
ULTAR
Ultar once again ^^
Shamuś *.*
Lord Nemi XD
Lady Segno _^_
Dużo Ludu *^^*


25.09.2007 :: 17:17
148.
Hades.
Bóg podziemi nie mógł usiedzieć w miejscu, nawet jego ulubione gry komputerowe nie pozwalały mu się oderwać od przykrych myśli.
Może Hekate miała rację, może faktycznie był zbyt zimny, może on już nie wróci...
- Kurwa mać! - ryknął i rzucił niewinną myszką o ścianę.
Opadł z powrotem na krzesło i pustym wzrok utkwił w ścianie.
- Są czasem w życiu taki chwile, że nic tylko się w dupę ugryźć – usłyszał znajomy głos.
Obejrzał się, w drzwiach stała Hekate i na wszystkich jej twarzach malowała się melancholia.
- Co masz na myśli – mruknął.
- Ot, takie przemyślenie – szepnęła środkowa głowa. - Ale wydaje mi się, że zgodzisz się ze mną.
Hades kiwnął głową.
- A tak przy okazji, zdaje się, że ktoś czeka... - zaczęła bogini.
- Jasna cholera – Hades zerwał się w jednej chwili z miejsca. - Zupełnie zapomniałem!!!
I poleciał przed siebie.
Hekate weszła do pokoju, podniosła biedną myszkę z podłogi i położyła na jej prawowitym miejscu obok komputera. Rzuciła okiem na pompatyczne zdjęcie powieszone na ścianie – Hades i jego 3 sędziów, pokręciła wszystkim trzema głowami i wyszła zatrzaskując za sobą drzwi.
- A swoją drogą ciekawe co z panem A.? - mruknęła jedna z głów.
Na wspomnienie Aiakosa wszystkie trzy wybuchnęły śmiechem i pobiegły korytarzem podskakując od czasu do czasu.
Na Hadesa czekał Radamantis z raportem o niepokojach na granicach, ale nic groźnego, zwykła „wymiana ognia”. Tajemniczej mgły nikt jej już więcej nie zauważył.

Przybytek Ateny.
Wstawał ranek. Słońce wkradało się między lasy kolumn, świątynia powoli budziła się do życia.
Aż nagle dał się słyszeć dziki ryk dochodzący gdzieś z dołu. Ci, którzy jeszcze spali zerwali się z łóżek momentalnie (Shuu z łóżka nawet spadła :P). Kilka minut później podobny ryk, tym razem trochę bardziej ludzki znów odbił się echem... nawet dało się rozróżnić jedno słowo:
- NIEEEEEEEEEEEEE!
Dla odmiany ten ryk dochodził z samego szczytu.
Tego było za wiele, dla zmieniającego wiarę Aiolosa. Wyszedł przed swój domek i wydarł się:
- I CZEGO KURWA MORDĘ DRZESZ???!!!
Odpowiedział mu ryk:
- AMAZONKI ODESZŁY!!!
Te dwa słowa postawiły na nogi wszystkich i w zaskakująco rekordowym tempie stawiły się przed hotelem wszystkie persony zamieszkujące naszą wesołą wioskę :P
Milo jeszcze ze szczoteczką w zębach i tylko w bokserkach przygalopował, po drodze wyprzedzony przez Dohko dosiadającego jakiegoś liso-podbnego pokemona z nadliczbową ilością ogonów. Camus wyparował ze środka hotelu zderzając się w wyjściu z DM. Zaraz za nimi wybiegli Shuu, Mu i po chwili wyłoniła się Tinwe. Nie trzeba było długo czekać, gdy winda przywiozła ze sobą Ikkiego (nowego Złotego Rycerza Lwa, jakby ktoś nie pamiętał XD), Shakę, Shurę, Aiolosa i Rybę. Znikąd zmaterializował się Shion i niewiadomo skąd przytoczył się Saga.
- Czy ja dobrze słyszałem? - przerwał ciszę Shion. - Który morde darł, że Amazonki odeszły? I skąd do cholery te wnioski?
- A widzisz je gdzieś tutaj? - ryknął poważnie rozdrażniony Aldebaran i stało się jasne, kto dokonał szokującego odkrycia.
- Ale, ale to zawsze mogą być jakieś ćwiczenia... prawda? - zająknął się Ryba.
- Albo grupowy wypad na zakupy, w końcu to kobiety – mruknął Aiolos, który w imię jakichś wyższych prawd, zaprzestał chwilowo prowadzenia dżihadu.
(apropo dżihadu O_o słyszę jakiś arabski za oknem... i ruski... no że angielski to jeszcze rozumiem. )
- Odeszły – stwierdził Alde.
Reszta nie bardzo wiedziała co ma z tym fantem zrobić, gdy nagle z wnętrza hotelu wyłoniła się Silene, której nikt się nie spodziwał ujrzeć.
- Mówi prawdę, odeszły – towarzyszący jej cień przesłonił słońce tak, że plac przed hotelem zatonął w przyjemnym chłodzie, chroniony przed morderczymi promieniami greckiego słońca.
- A ty? - zdziwił się Saga a z nim i reszta, dla której nie zapomnijmy Silene nadal była blondwłosą Amazonką :P
- Zaraz – Shuu przyjrzała się wampirzycy uważniej. - Nie... chociaż... no poza włosami to... ale BLOND?
- Dzięki – mruknęła w między czasie urażona.
- A więc to jednak ty! Krwawa Silene! - Iluzoryczna aż podskoczyła. - Ale dlaczego? Skąd ty tu? Po co? Imperium się chyba rozpada, prawda? To chyba nie misja? I dlaczego z Amazonkami?!
- Jeszcze jakieś pytania? - rozdrażnienie wampirzycy było niemal namacalne.
- Nieee... no ja tylko pytam... - Shuu, aż schowała się za Mu.
- Odpowiem potem. Teraz ważniejsze jest to, że Amazonki odeszły i z tego co słyszałam mają tu wrócić, ale w mniej przyjacielskich zamiarach.
- Kiedy to słyszałaś? - zdziwił się Camus.
- Kiedy spałeś kochaniutki, przyszły do moje komnaty, ale nie pozwoliłam się zabrać – mówiąc to uśmiechnęła się, a ząbki błysnęły znacząco.
- Ja nie będę pytał gdzie ty ostatnio sypiasz – mruknął Milo.
- To nie pytaj – warknął Wodnik.
- Mnie natomiast interesuje co innego – wciął się w tą wymianę uprzejmości Shion. - Kiedy mają zamiar wrócić i właściwie dlaczego... tak nagle? Zdrada? - niemal wypluł to słowo.
- Z tego co udało mi się wywiedzieć – kontynuowała Silene upozowawszy się na damę (_^_). - Pomysłodawczynią była Hera.
- Powiedz mi coś czego się nie domyślam – mruknął cicho Shura.
- Mają się jakoby sprzymierzyć ze świątynią Gai.
Zapadła dłuższa cisza.
- Okej, tego się nie spodziewałem – przyznał Shura.
- Nie widzi mi się to zbyt różowo... - szepnął DM.
- Mówiłam... - Shuu zwróciła się cicho do Mu. - Złe przeczucia...
Mu jedynie westchnął ciężko.
- Masz już chyba jakieś zboczenie z tymi złymi przeczuciami. Przecież jeszcze nic się nie stało.
- Jeszcze nie... - stwierdziła Shuu ledwo dosłyszalnie. - Jeszcze nie, ale stanie się.
Mu z uwagą przysłuchiwał się temu, co obecnie planowano. Na szczeście Amazonki nie poznały wszystkich tajemnic świątyni. Trzeba było działać póki czas.
Shuu przyglądała się chwilę stojącemu tuż obok facetowi... przez myśl przeleciały jej te wszystkie chwile, które razem spędzili... pierwsze, dość dziwne spotkanie i dalsze ich perypetie. Smutnawy uśmiech pojawił się na jej ustach, a w oczach zalśniły łzy, bo co by było, gdyby miała go teraz stracić. Wycofała się z tego zebrania, przez nikogo nie zauważona...
Obeszła hotel i usiadła na schodach prowadzących do tylnego wejścia. Miała stąd piękny widok. Słońce nie wzbiło się jeszcze zbyt wysoko i panował tu przyjemny chłód. Zapowiadał się kolejny duszny i gorący dzień.
Nagle nie wiadomo skąd pojawił się delikatny wietrzyk, porwał kilka łez spływających po jej twarzy i już go nie było. Shuu skuliła się jeszcze bardziej...

Tymczasem z drugiej strony tego samego budynku narada wojenna trwała w najlepsze, kiedy nagle na schodach prowadzących w ich stronę pojawiła się jakaś kobieta.
Nie minęła chwila a Milo rozpoznał ją i pognał w dół schodów jak wariat. Nie zważając na zdziwienie ekipy dopadł do Vedzi i przytulił ją mocno.
- Milo... ja... - Różowa chciała coś powiedzieć, ale Skorpion nie dał jej dojść do słowa.
- Nic nie mów – szupnął zatapiając palce w jej włosach i odklejając się dopiero po dłuższej chwili.
- Ale jest coś... coś bardzo ważnego! Amazonki zaatakują was! – krzyknęła niemal, gdy tylko udało jej się odetchnąć po tym (morderczym XD) uścisku.
- Skąd o tym wiesz? - zszokowany Milo wpatrywał się w swoją wytęsknioną, wyśnioną dziewczynę, nie do końca wierząc, że tu jest.
- Bo ja... jestem troche w to zamieszana... Milo, przepraszam ja wtedy nie chciałam, żeby tak wyszło... bo ja nie powiedziałam i tak wyszło i potem się bałam, że... już sama nie wiem czego się bałam... - westchnęła nie umiejąc dobrać słów. - Ale tęskniłam – dodała cicho.
Skorpion poczuł się jak w siódmym niebie, a rozanilony uśmiech pojawił się na jego, ostatnimi czasy posępnej, mordce.
- Chodź – objął jej ramię. - Opowiesz to wszystko za chwilę...



-----------------------------------

Rundka urodzinowa XD
Od ostatniej notki minęło trochę czasu i przeminęło trochę urodzin :P
Chciałabym złożyć oficjalnie :P najlepsze życzenia urodzinowe (spóźnione XD hehe) wszystkim trzem pannom :P
Segno
Edziowi
i
Vedzi
XD tak w kolejności chronologicznej jak mają urodzinki :P



Komentuj (35)


27.09.2007 :: 15:36

149.
Nieco wcześniej, gdzieś w połowie drogi miedzy świątynią Ateny, a świątynią Gai.
- Dokąd chcesz mnie zabrać? - zapytała Vedzia, wciąż wtulona w swojego wojownika.
Rinou zatrzymał się. No tak, gdzie on ją chciał zabrać. O otaczającej ich rzeczywistości nie wiedział nic, bo jego świat znikł już dawno w odmętach przeszłości. Ale co innego mógł zrobić, jeśli nie zabrać swoją boginię jak najdalej od tego szaleńca.
- Zmęczyłeś się? Postaw mnie na ziemię – przerwała jego przemyślenia Vedzia.
Zrobił jak kazała.
Usiedli na trawie. Vedzia początkowo martwiła się, że pobrudzi się jej szata, ale w końcu machnęła na to ręką. Z tego co twierdził Rinou ledwo uszła z życiem, a teraz miałaby się przejmować jakąś szmatą?
Oboje jednak zastanawiali się i co dalej?
- Może – zaczęła Vedzia nieśmiało, wpatrując się w trawę. - Może pójdziemy... - jakoś nie mogła dokończyć, obawiała się reakcji jaką jej słowa mogą wywołać.
- Dokąd?
- Do świątyni Ateny – szepnęła ledwo dosłyszalnie.
I nic. Zero reakcji. Wreszcie Vedzi spojrzała na swojego wojownika.
Rinou nawet nie zmienił pozycji, wciąż trwał półleżąc, oparty łokciami o ziemię i wpatrywał się w błękit nieba.
- Dlaczego? - odezwał się wreszcie. - Dlaczego akurat tam? Ze wszystkich miejsc na całym świecie, dlaczego akurat tam?
- Raz, że to zdaje się dość blisko – odpowiedziała, a gdy jego błękitne oczy spotkały jej odwróciła wzrok i znów wpatrywała się w trawę.
- I?
- I? No, bo może nam pomogą. Powiemy im, że Shama chce zaatakować, to nas ochronią, w zamian za informacje!
Rinou wpatrywał się w nią intensywnie, czuła to.
- Dlaczego Gaia miałaby szukać pomocy u rycerzy Ateny?
- Dlaczego? Może dlatego, że wcale nie czuje się Gaią – wybuchła Vedzia. - Wmawiacie mi, że jestem boginią, a co ja takiego zrobiłam?
- Złamałaś klątwę. Dzięki tobie świątynia znów ujrzała światło dzienne... i my również.
- Dzięki mnie...? ALE JA NIC NIE ZROBIŁAM!!! - mówiąc to spojrzała mu prosto w oczy.
Rinou nie odpowiedział.
- A nawet jeśli – dorzuciła po chwili Vedzia. - Jeśli nawet jestem boginią, to co możemy zdziałać przeciwko Atenie? Gaia i jej 4 wojowników, właściwie 3 i jednego świra, przeciwko samej tylko złotej obstawie świątyni?
- Złotym rycerzom?
- No tak! Sam powiedziałeś, że dawno temu przegraliście mając nawet większą armię.
Rinou odwrócił głowę, ale Różowa dostrzegła jego zaciśnięte pięści...
- To nie było do końca tak... - mruknął. - Oni od początku nie grali czysto... Ale teraz to już nie ważne. Nic nie zmieni tego, co się wtedy stało, ale nie mogę pozwolić, żebyś sama wpakowała się w ich ręce.
Vedzie nagle oświeciło.
- Ale ja już kiedyś spotkałam złorych rycerzy i nie rozpoznali we mnie Gai.
Rinou spojrzał na nią.
- Oni może i nie, ale Atena rozpozna cię natychniast.
- Ale nie musi mnie oglądać wcale! Mam pomysł! - przyjrzała się swojemu wojownikowi uważnie. - Tylko nie możesz się ze mną pokazać.
- Samej cię nie puszczę!
Vedzia miała ochotę skakać z radości, że wreszcie darował sobie wszelkie oficjalne formułki i mówił jej po prostu na ty.
- A jest jakiś sposób, żebyś stał się niewidoczny?
Rinou uśmiechnął się jakoś cwaniacko.
- Odwróć się na chwilę. Na jakieś 30 sekund.
Vedzia zrobiła jak powiedział, po chwili, gdy odwróciła głowę w jego stronę...
- Rinou?
Usłyszała jego śmiech, tak jakby siedział tuż obok niej i nigdzie się nie ruszał, ale nie widziała go. Rozejrzała się dookoło i po chwili znów siedział obok niej.
- Ale jak?!
- Taka jest moja zdolność.
- To znaczy jaka? Znikanie.
- Nie, ja wcale nie zniknąłem. Po prostu przestałaś mnie dostrzegać.
- Hę? - Vedzia nie do końca łapała o co chodzi.
- Spróbuję ci to wytłumaczyć. Kiedy patrzysz na mnie kogo widzisz?
- Co to znaczy, kogo widzę? Ciebie chyba...
- Nie, widzisz osobę, którą chciałabyś zobaczyć, za którą tęsknisz, która jest ci droga, albo wręcz odwrotnie, której nienawidzisz. Te emocje, które są najsilniejsze w tobie, odbiją się na moim wizerunku.
- Noooooooo to teraz już nic nie rozumiem. Jak ty właściwie wyglądasz?
Rinou westchnął.
- Jak ja mam ci to wytłumaczyć? – podrapał się w niebieską czuprynę. - Jestem kimś bez tożsamości. Nie spotkałem jeszcze nikogo poza Gaią, kto by widział we mnie MNIE.
- Ale, gdy ty sam patrzysz w lustro?
- Nie patrzę w lustra – warknął.
Vedzia zamilkła. To co usłyszała, choć dość mętne poniekąd tłumaczyło, dlaczego widziała w nim Milo, bo to znaczyło, że on nie wyglądał jak Milo... jedynie dla jej oczu stawał się Złotym Rycerzem Skorpiona.
- No dobra... ale co z tym znikaniem?
- To, że nie mam swojej tożsamości, sprawia, że gdy nie chcę, żeby mnie ktokolwiek widział, wystarczy, że skupię się na sobie... nie wiem jak to działa, ale wtedy ludzie mogą mnie potrącić i nie zauważyć.
- To tak, jakbyś prawdziwi ty był niewidzialny... - szepnęła Vedzia. - A jak widziała cię Gaia?
Rinou odwrócił wzrok.
- Nie pamiętam.
Vedzia uznała, że niewiele z niego wyciągnie. Podniosła się z trawy i otrzepała odruchowo.
- No to chodźmy.
- Pamiętaj, cokolwiek by się działo, będę zaraz za tobą.

Świątynia Gai, główna komnata.
Kouri wpadła do komnaty zdyszana.
- Shama – krzyknęła na widok poszarpanej postaci. - Nigdzie nie mogę znaleźć Gai.
- I nie znajdziesz - warknął.
Kouri przystanęła. Shama siedział na posadzce i wpatrywał się w ścianę, jakby liczył miejsca, w których brakuje tynku (_^_).
- Co się stało? - zapytała cicho.
Brak odpowiedział.
Obeszał go dość szerokim łukiem i stanęła dokładnie naprzeciwko niego.
Siedział z jedną nogą wyprostowaną, a na drugiej, zgiętej w kolanie, oparł rękę, na niej brodę, tak, że widziała jedynie jego oczy. Czarne oczy, bez białek z ledwo widocznymi zielonkawymi ognikami.
- Co się stało? - podnowiła pytanie.
Shama spojrzał na nią i wpatrywał się intensywnie.
- O co chodzi? - cierpliwie pytała Kouri. - Gdzie jest Gaia?
- Odeszła. Rinou ją zabrał.
Kouri zbladła. Zachwiała się, jakby nagle straciła równowagę, cofnęła kilka kroków, aż napotkała opór ściany za plecami i oparła się o nią ciężko. Przez chwilę miała przed oczami wydarzenia, które powinny zaginąć w odmętach zapomnianej historii, a które żyły w niej jak niechciany pasożyt i trawiły od środka... Znów widziała ogień, słyszała krzyki, czuła smródd palonych ciał. Widziała na niebie morze strzał, jakby to była chmara szarańczy...
Potrząsnęła energicznie głową raz i drugi, żeby pozbyć się tej natrętnej wizji.
Ale nie mogła. Miała wrażenie, że przeżywa to po raz drugi, ostatnim razem zaczęło się podobnie, od nagłego zniknięcia Gai... potem nastąpił atak.
- Shama, gdzie jesteś do cholery?! – rozległo się echo głosu Sauriego.
Po chwili wpadł do głównej komnaty. Zobaczył najpietw Shamę, a potem opartą o ścianę Kouri, zupełnie bladą, jakby wysączono z niej ostatnią krople krwi.
- Kouri – rzucił się w jej kierunku. - Co ci jest, co się stało?
Sauri spojrzał rozwścieczony na Shamę.
- Coś ty jej zrobił?! - ryknął.
Shama nawet nie mrugnął okiem.
Kouri poczuła ramię brata i ocknęła się ze wspomnień.
- Nic mi nie jest – szepnęła. - Źle się poczułam...
Sauri przyglądał jej się podejrzliwie, po czym skierował wzrok na Shamę.
- Hera z Amazonkami przybyła – oznajmił.
Kouri zrobiła przerażoną minę i również spojrzała na siedzącego na posadzce.
- Idź do niej – powiedział rozkazującym tonem Shama. - Idź i powiedz, że musi zaatakować dzisiaj, inaczej umowa będzie nieważna!
- Ale ona chce cię widzieć.
- Zaraz przyjdę, niech szykują się do ataku.
- Ale... - Sauri chciał coś powiedzieć, ale Shama spojrzał na niego i w jego oczach zaigrał dawny zielony płomień.
Sauri nie powiedział już ani słowa, spojrzał na Kouri, która kiwnęła głową i wyszedł.
- Nie zamierzasz powiedzieć Herze, że Gaia zniknęła, prawda?
Shama podniósł się z posadzki.
- I ty też jej nie powiesz – warknął.
Zmrużył oczy tak, że wydawały się całe zielone. Zbliżył się do Kouri.
- Idziemy – złapał ją za rękę i zaciągnął do komnaty, w której mieszkała Vedzia.
Kouri nie broniła się, zresztą na co by się to zdało? Doskonale wiedziała, co zamierzał Shama.
Kiedy weszli do komnaty, została popchnięta i boleśnie wylądowała na wielkim lustrze.
- Wiesz, co masz robić – warknął Shama.
- Ale to Hera – odważyła się sprzeciwić Kouri. - Myślisz, że da się nabrać na moje sztuczki?
Shama podszedł do niej, przyciągnął do siebie, trzymając za brodę zmusił, żeby spojrzała mu w oczy.
- Wierzę w twoje zdolności – powiedział.
Kouri zawirowało w głowie, wydawało jej się, że cały świat, a w każdym razie komnata, w której się znajduje, zajęła się zielonym ogniem. W końcu kiwnęła na znak, że zrobi, to czego on chce.
Shama puścił ją i wyszedł.
Kouri stanęła naprzeciwko lustra, pogładziła zdobione ramę.
- Taka piękna oprawa, dla tak zdradliwego wnętrza – westchnęła.
Łzy zakręciły się w jej oczach. Jak często nienawidziła się za to, co potrafiła.
Opuściła głowe, szepnęła kilka słów, powierzchnia lustra zalśniła. Kouri odetchnęła głęboko, jakby za chwilę miała zanurkować i weszła do lustra.


Komentuj (36)