10.09.2008 :: 23:02
168.
Następnego dnia w „hotelowej” kuchni.
- Trzeba im przyznać, że się uwinęli – stwierdziła Vedzia wyglądając przez okno.
- Chłopaki dały radę, mnie tylko zastanawia co z gruzem zrobili – dodała Tinwe bawiąc się łyżeczką.
- Ważne, że go nie ma – podsumowała Shuu wsuwając lody czekoladowe.
- Gdyby nie ten... no jak mu tam... no ten niedopieszczony – próbowała sobie przypomnieć Ula.
- Shion – odpowiedziały równocześnie trzy pozostałe.
- O właśnie, gdyby nie on, to tu by nic nie było zrobione – skończyła myśl Ulka i również zanurkowała łyżeczką w wielkim kuble lodów.
- Przyzwyczajenia z poprzedniego życia? - zastanowiła się Vedzia i powróciła na miejsce przy stole.
- Wygodnictwo – machnęła łyżeczką Shuu. - Sam nic nie robi, tylko na innych pokrzykuje i sprawia wrażenie zajętego.
- Ale jakiś tam autorytet musi mieć, skoro go słuchają, nie? - zastanawiała się Elfka.
- O! Widzisz! - podchwyciła Iluzoryczna. - To mnie zawsze zastanawiało. Nie jest już tutaj szefem, ale wszystkich rozstawia po kątach, a oni specjalnie się nie plują.
- Może nie był takim złym mistrzem – pokiwała głową Ulka, która już zdążyła się zapoznać z większą częścią informacji na temat tej „chorej sekty” jak ją nazwała. - Może w głębi duszy za nim tęsknili?
- Nieeee – pokręciły głowami równocześnie pozostałe trzy.
- To też wygodnictwo – podparła dłońmi głowę Vedzia.
- Im się nie chce brać odpowiedzialności za decyzje, więc pozostawiają je Shionowi – dopowiedziała Tinwe.
- Jakby co, jest na kogo zwalić – zakończyła Shuu.
- O, ktoś idzie – mruknęła Elfka.
- Skąd wiesz? - zdziwiła się Ulka.
Tinwe wskazała na swoje, nieco większe niż standardowe ludzkie, uszy.
Shuu momentalnie zerwała się z miejsca i zawisła na parapecie okna.
- Jakby ktoś pytał, to mnie tu nie ma i nie było – rzuciła dziewczętom i wyskoczyła.
Ulka chciała to skomentować, ale gdy tylko otworzyła usta, na stół zwalił się wielki, wężopodobny stwór i zanurkował w prawie opróżniony kubeł z lodami.
Tinwe wywróciła się z krzesłem i niemal tarzała po ziemi ze śmiechu, natomiast jedyną reakcją Vedzi było upuszczenie łyżeczki na podłogę.
Ula, nieco wkurzona zaistaniałą sytuacją, momentalnie wciągnęła Daniela z powrotem i mruknęła coś o surowej karze. Wtedy wpadł do kuchni Mu.
- Jest Shuu? - zapytał lekko spanikowany.
- Nie ma i nie było – mruknęła Tinwe zgodnie z zaleceniami Iluzorycznej, podnosząc się z podłogi.
- A co jej zrobiłeś, że przed tobą ucieka – zainteresowała się Vedzia.
Mu posłał całej trójce dość niemiłe spojrzenie i pobiegł dalej.
- Coś mnie ominęło? - zaczęła się zastanawiać Ula. - Oni nie są razem?
Różowa i Elfka wzruszyły ramionami.
Shuu natomiast wyskoczywszy z okna wcale nie spadła na ziemię. Wręcz przeciwnie, uniosła się nieco nie udolnie i wylądowała na dachu, tuż nad kuchnią.
- A ty tu czego? - powitał ją lewitujący metr nad dachem Shion.
Iluzoryczna zrobiła niepewną minkę.
- Słyszałeś...?
- Ja nie podsłuchuję – warknął nawet na nią nie patrząc. - Ale was trudno nie słyszeć. Wygodnictwo – prychnął.
Na chwilę oboje umilkli i dotarła do nich krótka wymiana zdań między Mu i pozostałymi trzema dziewczynami.
Shion odwrócił głowę w jej stronę i zmierzył ją uważnie.
- Gadaj.
- O czym? - zdziwiła się.
- Coś jest nie tak. Uciekasz przed Mu, a chwilę temu sama pchałaś mu się w ramiona. O co biega?
- O nic – odwarknęła, odbiła się od dachu i poleciała gdzieś przed siebie, choć szło jej to dość krzywo.
Nie odleciała daleko, gdy nagle przed nią pojawił się Shion, od którego odbiła się i zaliczyła glebę. Na szczęście nie leciała zbyt wysoko nad ziemią, więc tylko lekko się potłukła.
Stary Baran wylądował lekko obok niej.
- Nie uciekniesz – stwierdził z wrednym uśmieszkiem. - Zresztą porządnie latać nie umiesz.
- Wiem – mruknęła nie wyraźnie. - Uczę się dopiero, to czego byś chciał?!
- Nawet nie wiedziałem, że umiesz – stwierdził stawiając Shuu na nogi.
- Do wczoraj sama nie wiedziałam – przyznała Iluzoryczna.
Shion przyjrzał jej się uważnie. Coś zdecydowanie było nie tak.
- No dalej, co się stało?
- A z jakiej racji mam ci mówić?! Przycież nie na rękę było ci, że rzucałam się w ramiona Mu – przypomniała staremu Baranowi.
- Taaa... ale nie podoba mi się, że sobie pogrywasz.
- Ja pogrywam?!
- Tak to z mojej perspektywy wygląda.
- Ale... ale ja nie mogę przebywać blisko niego. Boję się, że coś mu się stanie...
- No szybkaś. Jemu ciągle coś grozi. Taka praca.
- Nie o pracę chodzi, ale o mnie.
- Zmieniłaś się w bombe zegarową czy co?
Shuu posłała mu żałosne spojrzenie.
- Nie żartuj – Shion próbował to jakoś racjonalnie przetrawić. - A to niby dlaczego?
Iluzoryczna westchnęła.
- Długa historia. W skrócie: Imperator zapieczętował moją prawdziwą moc, a przez ostatnie przygody, osłona powoli pęka. Stąd też nagle zaczęłam sobie latać...
- Jeśli dobrze rozumiem, jeśli pieczęć zostanie całkowicie zerwana...
- Nie wiem co się stanie, ale może być nie przyjemnie.
- I tak stoisz tutaj spokojnie i mówisz to mi?
- Sam chciałeś wiedzieć – wywaliła język Shuu.
- No tak, ale, ale... ty mi to tak spokojnie?! A w każdej chwili możesz...
- Zrobić bum? - wpadła mu w słowo Iluzoryczna.
- Stanowisz zagrożenie dla zdrowia i życia.
- Dlatego omijam Mu.
- Fajnie, ale dla mnie też stanowisz zgarożenie!!!
Shuu wzruszyła ramionami.
- Trudno.
Na chwilę zapadło milczenie.
- Myślałam nad tym, żeby gdzieś na dłużej zniknąć...
- W tej sytuacji nie byłby to taki zły pomysł.
Shuu spojrzała na niego smutno, zupełnie nie wiedziała co ma ze sobą zrobić, a stary Baran chociaż naprawdę chciał pomóc, nie potrafił.
Ich zamyślenie przerwał harmider dobiegający z hotelu, który z daleka wydawał się ciemnieć z każdą chwilą.
- To jest cień! - stwierdziła po chwili Shuu. - Cień Silene!
- To nie wróży dobrze – warknął Shion. - Chodząca bomba zegarowa a do tego jakiś wampirzy koń trojański!
- Wiesz, że jest wampirem? – zdziwiła się Iluzoryczna.
- Lepiej zapytaj czego nie wiem – napuszył się Baran. - Zostań lepiej tutaj. Ja sprawdzę co tam się dzieje – i teleportował się do hotelu.
- Rozsądnie by było tu zostać – mruknęła do siebie Shuu. - Ale ja nie jestem rozsądna – dodała z krzywym uśmiechem, uniosła się nieco nad ziemią i pomknęła w stronę, skąd dochodziły niepokojące hałasy.
Komentuj (26)